Związek na „drut kolczasty”. Toksyczne relacje i serce.

Większość z nas pewnie spotkała się z terminem „toksyczny związek”. Niektórzy nawet doświadczyli go osobiście. Najczęściej w relacji partnerskiej, choć bywa, że są to również relacje w rodzinie, wśród przyjaciół czy w pracy. Osobiście nie lubię tego określenia, ale użyję go, ponieważ funkcjonuje jako termin psychologiczny i pomaga zrozumieć dynamikę takich relacji.

W tzw.”toksycznym związku” zamiast 1+1=2 mamy 1+1= – 1. Zamiast wsparcia, energii i karmiącej obecności partnerzy krzywdzą siebie nawzajem. Może to zabrzmi brutalnie, ale celowo piszę nawzajem, ponieważ często wina leży po obu stronach- to nie ktoś nas krzywdzi, tylko my pozwalamy na to, aby nas krzywdził. W relacjach dorosłych ludzi zazwyczaj mamy możliwość wyboru. Uwaga: nie mam tu na myśli sytuacji stricte przemocowych czy nierównorzędnych relacji np. dorosły- dziecko, na które nie ma żadnej zgody i wytłumaczenia.

W relacji toksycznej:

  • nie możesz być sobą, obawiasz się podzielić swoimi myślami, emocjami, tracisz spontaniczność
  • rezygnujesz ze swoich planów, ambicji i marzeń, bo nie pasują drugiej osobie
  • nieustannie masz poczucie winy, wyrzuty sumienia i wstyd za to, kim i jaki/jaka jesteś
  • potrzeby drugiej osoby są zawsze ważniejsze, nie masz miejsca dla siebie
  • w relacji często odczuwasz lęk, niepokój, smutek
  • bliska osoba krytykuje Ciebie, nie wierzy w Twoje plany i podcina Ci skrzydła
  • jesteś często przedmiotem krytyki partnera, wina zawsze leży po Twojej stronie
  • nieustannie wybaczasz, tłumaczysz, chronisz, usprawiedliwiasz i ratujesz z kłopotów partnera
  • masz poczucie, że bez tej osoby jest Ci spokojniej, swobodniej i bezpieczniej

Związek toksyczny często nie sprowadza się do skrajnych sytuacji jak przemoc fizyczna, relacja z osobą uzależnioną czy z zaburzeniami psychicznymi. Często jest to przemoc w białych rękawiczkach, której otocznie zupełnie nie zauważa. Raniące zachowania mogą zdarzyć się każdemu. Jeśli jednak „zdarzają się” regularnie miesiącami czy latami, a my spadamy na dno swojej samooceny i poczucia bezpieczeństwa, to mamy problem.

Serce w pułapce

Toksyczne relacje bywają bardzo trudne do zakończenia. Jak powiedział w jednym z wywiadów Maciej Bennewicz, znany psychoterapeuta, opierają się na „krzywdo-winie”. Czyli doświadczam dwóch wykluczających się uczuć: poczucia bycia skrzywdzonym i jednocześnie ogromnego poczucia winy, jakie wywołuje u mnie druga osoba. Skoro czuję się winny/winna- to nie podejmę decyzji, bo zrani ona jeszcze bardziej. A jeśli czuję się skrzywdzony/a: to też nie zadziałam, bo przecież „mi się należy”. Często te role przeplatają się, raz ktoś jest katem, a ktoś ofiarą. Bennewicz mówił, że to związek na drut kolczasty: co by nie zrobić, będzie bolało. Pozostając w relacji cierpisz. Próbując się uwolnić- drut rani Ciebie jeszcze bardziej. Jedynym wyjściem jest jej zakończenie i pozwolenie na to, aby rany mogły się w końcu zagoić.

Najczęściej powodem tkwienia w takich związkach jest lęk przed podjęciem decyzji. Niektórzy liczą na cud, który sprawi, że partner sam od nas odejdzie, albo pojawi się ktoś, kto nas uratuje. Ale tak się nie dzieje. Co gorsza, tkwienie w takiej relacji prowokuje nas samych do otoczenia się kolczastym drutem. Możemy odbijać swoje zmęczenie i frustrację w relacji z dzieckiem, innymi osobami i odpłacać tym samym naszemu partnerowi. Tym samym nie tylko dajemy drugiej stronie argumenty („a Ty co robisz?Nie jesteś wcale lepszy ode mnie”!) ale też podkopujemy poczucie własnej wartości, które jest tu fundamentem do wyplątania się z kolczastego drutu.

Strach przed zakończeniem relacji może wynikać z bardzo wielu uwarunkowań, ale często powodem jest lęk przed samotnością. A u jego podstaw- niska samoocena. Konieczność nieustannego odbijania się w cudzych oczach. Bycie niewystarczającym i niepełnym. Powodów może być mnóstwo, często związanych także ze wzorcami przywiązania jakie wykształciliśmy w dzieciństwie, doświadczeniem przemocy i opuszczenia na wczesnym etapie rozwojowym, z przyjmowaniem roli „ratownika” w rodzinie (np. DDA) itp. Nie pomaga też bycie osobą zewnątrzsterowną, zależną od opinii innych. Bez silnej wewnętrznej kotwicy i przekonania „mam prawo czuć to, co czuję i zdecydować o sobie”, samodzielne wyjście z takiego uwikłania staje się niemal niemożliwe.

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że rozumiemy, że ktoś nas krzywdzi, ale dalej nie mamy siły tego zmienić. Nasz skrypt, często wdrukowany na bardzo głębokim, neuronalnym poziomie, jest jedynym „bezpiecznym” wzorcem, jaki znamy. Dlatego często konieczne jest poszukanie wsparcia psychoterapeuty, psychologa lub zaufanej i mądrej osoby, która pomoże nam wytrwać w swojej decyzji. Otoczyć się ludźmi, którzy w nas wierzą, wspierają, podbudowują.

Detoks

Jeśli wizja rozstania nas paraliżuje to warto dać sobie więcej przestrzeni. Poprosić partnera, aby się wyprowadził. albo samemu na jakiś czas kompletnie się od tej osoby odsunąć. Poczuć i przeanalizować na chłodno to, co się dzieje. Na dłuższą metę to sytuacja win-win: jeśli obie strony będą miały wolę pracy nad sobą i związkiem jest szansa na odbudowanie relacji. Jeśli okaże się, że nie- podejmiesz decyzję szybciej. Najgorsze dla nas jest trwanie w stanie zawieszenia. Każda decyzja jest lepsza niż jej brak. Tkwicie w relacjach powodujących u nas permanentny stres wpływa nie tylko destrukcyjnie na nasz stan psychiczny, ale także na nasze zdrowie. Nieustannie podwyższony kortyzol przyczynia się do kłopotów z układem immunologicznym, hormonalnym, krwionośnym i pokarmowym. Istnieją nawet badania,które pokazują, że w długotrwałej perspektywie wpływa na również na ekspresję naszych genów, które zmieniają działanie naszego układu odpornościowego, zwiększają ryzyko zachorowania na choroby autoimmunologiczne (CTRA-conserved transcriptional response to adversity ). Więcej o tym, dlaczego mózg uzależnia się od takich relacji i dlaczego z nich tak trudno wyjść- napiszę Wam w kolejnym wpisie.

Tworząc ten artykuł wielokrotnie myślałam, czy określenie „toksyczny” jest na miejscu. Bo zawiera w sobie mocną i negatywną ocenę. Tymczasem większość życiowych doświadczeń nie jest ani złe ani dobre. I mam wrażenie, że większość naszych relacji działa na zasadzie lustra: inni ludzi pokazują nam to, czego sami w sobie nie chcemy dostrzec. Kiedy tkwimy w relacjach, które nas krzywdzą to po części godzimy się na taki układ. Na przemoc w jakiejkolwiek formie nie mam zgody, ale poza nielicznymi przypadkami skrajnej przemocy i ubezwłasnowolnienia dorośli mają wybór: mogą odejść. Jeśli mimo to tego nie robią oznacza, że ich lekcja o miłości do samego siebie, szacunku, odwadze, poczuciu własnej wartości nie została dobrze odrobiona. Nigdy jednak nie ma sytuacji bez wyjścia, tylko czasami potrzeba czasu i wsparcia innych, żeby je dostrzec.

Kamila

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)