Yamy – 5 zasad moralnych jogi, które pomagają mi być lepszym człowiekiem

Mity dotyczące jogi. Spotkałam się z wieloma: „joga to grzech, moja wiara nie pozwala mi ćwiczyć”;  „joga to religia, a ja jestem ateistą”; „po co komu filozofia z Azji, mam swoją, słowiańską” itp. Mimo to coraz więcej osób staje na macie. Pomimo trudności na początku prakytki (What?! Mam cofnąć dolne żebra i unieśc lewą nerkę?!Co oni palą w tych kadzidłach przed zajęciami? ) jakoś wraca na matę 😉 Często dzieje się tak nie tylko z powodu ewidentnych korzyści związanych z mądrą praktyką, jak zmniejszenie bólów kręgosłupa, odczucia rozluźnienia w ciele, unikaniu kontuzji, poprawie sprawności. Powodem bywają również zmiany, jakie zaczynasz dostrzegać w swoim życiu: w jakości relacji z ludżmi, ze światem, ze sobą.

Joga, jaką znamy na Zachodzie, jest wycinkiem tego, z czego wyrasta. W naszej kulturze ogromną uwagę przywiązujemy do wyglądu zewnętrzengo, a umysł mamy tak rozbiegany, że w zasadzie jedynie koncentracja na ciele pozwala nam rozpocząć przygodę z jogą. Jednak asany to jedynie jeden z elementów prawdziwej jogi. W trakcie moich podrózy po Indiach wielokrotnie widziałam starszych joginów z pokaźnym brzchem, którzy potrafili godzinami medytować. I raczej nie wykonaliby przejścia ze stania na rękach do kija przez bekasanę;-)

Hindusi z lekkim politowaniem patrzą na zachodnią wersję jogi, która często sprowadza się do dążenia do jakiegoś fizycznego modelu asany i zdjęć w szpagacie w obcisłych leginsach na Instagramie. Często towarzyszy jej napięcie niczym nieróżniące się od ciśnienia, jakie mamy na co dzień w pracy, czy presji kultury na idelany wygląd. Tymczasem pierwszym poziomem ośmiostopniowej ścieżki jogi Patandżalego wcale nie są asany tylko uniwersalne zasady moralne zwane yamami. Zresztą niewiele odbiegające od zasad, jakie możemy znaleźć w każdej religii. I dopiero kiedy  umiemy je stosować możemy stanąc na macie, praktykując ćwiczenia oddechowe i asany. Oczywiście zdecydowana większość ludzi (tak ja i ja) pierwszą przygodę na macie zaczęła od syczenia z bólu przy rozciąganiu tyłów nóg. Nie ma w tym nic złego. Jednak najdoskonalsza asana nie będzie mieć w sobie ducha jogi, jeśli nie zaczniemy patrzeć na nią przez pryzmat yam.

I tak często się dzieje, że te zasady niepostrzeżenie przenikają do Twojego życia. Odkąd praktykuję jogę coraz wyraźniej widzę, jak bardzo pomagają mi one żyć lepiej. W większym spokoju, zaufaniu, wolności i prawdzie. Dlatego chętnie się dzielę swoim doświadczeniem. Bo ja dużo częściej praktykuję jogę poza matą, kiedy życie sprawia, że niespodziewanie sięgam głową do ziemi 🙂

5 zasad moralnych jogi. YAMY.

  • AHIMSA. Niekrzywdzenie. Dużo osób naturalnie przechodzi na dietę bez mięsa. Zaczyna zwracać uwagę na troskę o przyrodę, środowisko, zwierzęta. Według mnie jednak bycie weganinem wcale nie oznacza, że stsoujesz ahimse.  Szczerze, to wzajemne hejty zwolenników vege kontra paleo nie mają dla mnie nic wspólnego z ahimsą… Ponieważ niekrzywdzenie obejmuje przede wszystkim CIEBIE. Czyli szanujesz swoje ograniczenia w ciele i w głowie. Najpierw nie robisz na siłę asany. Poźniej wychodzisz z relacji, która Ciebie rani. Stawiasz granice. Uczysz się kochać siebie. A dzięki temu prawdziwiej i szczerzej umiesz pokochać innych. Bo nie robisz tego z poczucia winy, obowiązku, strachu tylko wybierasz bycie bliżej, bo tak jest lepiej.

  • SATAJA. Prawda. Agghh. Jakie to bywa trudne na początku… Umieć odważnie powiedzieć prosto w oczy sobie samej, że to nie jest mój scenariusz na życie. Na związek. Na pracę. Odpadaja kolejne warstwy błota, które nam ktoś nawrzucał, bo jemu też powiedzili, że bez błota się nie da-no nie wypada! To przecież jakbyś stał nagi… Ale później jest lżej, a błoto spływa, zanim zdąży zaschnąć 🙂

  • ASTEJA. Niekradzenie. Uczciwość. Brak zazdrości. Nie interesuje mnie, czy ktoś obok zakłada nogę na głowę.Albo ma kaloryfer na brzuchu. Albo wspaniały związek, dzieci, świetnie płatną pracę. To ja jestem swoim własnym punktem odniesienia. Doskonalę się dla samej siebie. Cieszy mnie szczęście innych ludzi, bo wiem, że im więcej dobra i miłości wokół mnie, tym świat staje się lepszy.

  • BRAHMACZARJA. Wstrzemięźliwość. Nie chodzi tylko o jej seksulany aspekt. Oznacza to również pohamowanie ciała, mowy i myśli, tak, aby zachowaną energię wykorzystywać na drodze własnego rozwoju. Bo słowa i myśli mają moc. Potrafią ranić, potrafią wzmacniać. Mniej mówienia, więcej działania. To także powściąganie swojego ciała w praktyce- wybieranie asan, które są dla nas trudne, a nie powtarzanie tylko tego, co dla nas łatwe.

  • APARIGRAHA. Niegromadzenie. W trakcie moich podróży doświadczam, jak niewiele potrzeba mi do życia. Przez wiele tygodni mogę zmieścić całe życie w plecaku. Podobnie w życiu. O ile jest lżej kiedy nie zagracam domu zbędnymi gadżetami, nie kupuję kolejnych leginsów, kosmetyków, nie potrzebuję nowszego samochodu. Dotyczy to także relacji- żegnam te, które mi już nie służą. Na ich miejsce pojawiają się ludzie, którzy pomagają mi wzrastać. Na macie nie chcę już robić nic na siłę, byle więcej i mocniej. Zachłanność w praktyce prowadzi do kontuzji. Zachłanność w posiadaniu w życiu bywa równie niebezpieczna.

Dla mnie joga nie ma nic wspólnego z religią. Moją religią jest wiara w dobro, w miłość, w podążanie ścieżką serca. Można to nazwać Bogiem, chrześcijaństwem, buddyzmem, moralnością,przepływem lub przykazaniami Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Interesuje mnie, jakim jestem człowiekiem i jak przeżywam swoje życie, co ono wnosi dla innych.  Z czym odejdę z tej ziemi. Jak powiedział Dalajlama XIV : Moja religia jest prosta. Nie wymaga kamiennych świątyń, nie wymaga filozoficznych dociekań. Świątynia jest nasz umysł i nasze serce; filozofią – dobroć.

Kamila

zdjęcie Kasia Czajkowska

2 komentarze do “Yamy – 5 zasad moralnych jogi, które pomagają mi być lepszym człowiekiem”

  1. Pochodzę z dość mocno katolickiej rodziny i do pewnego czasu w swoim życiu, tj. ok 16 roku życia, żyłem zgodnie z zasadami tej religii. Jednak w pewnym momecie dostrzegłem, że nie czyni to mnie szczęśliwym. Nota bedne orędownicy tej religii, księża, poza bardzo małymi wyjątkami, też nie byli szczęśliwi. Ten system, nie był dla mnie efektywny. Myślę, że mało ma już wspólnego z pierwszymi charyzmatycznymi wspólnotami chrześciajańskimi, jakie tworzyły się na początku nowej ery i teraz wymaga sporej transformacji. Szczerze mówiąc, bardzo się dziwię, że katolicyzm przetrwał w takiej skostniałej formie do współczesmych czasów. Może potrzebny jest jakiś bardzo mocny reformator, który podobnie jak Bruce Lee zreformował Kung Fu, uwalniając je od pozbawionych enerigii rytuałów albo taki ktoś jak Iyengar, który zrobił podobnie z hatha jogą (moja opinia:) A może czeka go powolna śmierć. Joga jest dla mnie EFEKTYWNA, czuję sie lepiej na każdym poziomie, jestem lepszy dla siebie, dla innych, to są po prostu fakty, dlatego ją praktykuję.
    Jeżeli chodzi o Yamy, to odbieram je podobnie jak 10 przykazań bożych. To teoria, dążenie. Trzeba być bardzo uważnym, żeby nie stać się ich niewolnikiem. Bardzo trafiła do mnie wiele lat temu sentencja Tonego de Mello, brzmiało to mniej wiecej tak…”Nie chodzi o to, żeby naśladować zachowania Chrystusa, Chrystusem trzeba się po prostu stać” . Jeżeli słuchamy serca nie potrzebuejmy już wskazówek z umysłu, co wolno, a co nie. Staje się to już naturalne, automatyczne. Ale wymaga to pracy. Hatha joga, medytacja, oddech, modlitwa, afirmacje i wiele innych technik i metod:) Ale przede wszytkim kierowanie się sercem, tak Kamilo jak piszesz:) Miłych Mikołajek:)

    1. Cześć Kochany Jacku, wybacz spóźnioną odpowiedź, ale przez ostatni miesiąc przebywałąm głównie w dżungli 🙂 Zgadzam się z tym, o czym piszesz- ortodoksja i skostnienie jest zawsze zgubna, bez względu na to, czy dotyczy jogi, sposobu odżywania, światopoglądu czy religii 😉 Człowiek jest istotą plastyczną, która zmienia się z dnia na dzień i posiadanie pewnych uniwesralnych zasad wewnątrz siebie będzie go w tym procesie wspierać.Ja czuję podobnie- moją religią jest po prostu dobro, a że w jodze odnalazałam akurat dużo spójnych z nim zasad, to się w niej rozgościłam na dłużej. Sciskam mocno!Zyczę Ci wszystkiego co najpiękniejsze dla Ciebie i Twojej rodziny na nadchodzący czas 🙂

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)