Archiwa tagu: związki

„Chciałem inaczej, wyszło- jak zawsze”. Czyli dlaczego powtarzamy te same błędy w związkach?

Na pewno to znacie. Bardzo tego nie chcieliście, obiecywaliście sobie, że to już ostatni raz: „znowu trafiłam na synka mamusi”, „kolejny emocjonalny oszołom”, „to była straszna kobieta- bluszcz”, „jakbym widziała swojego ojca”. Przecież tyle raz nam się już to zdarzyło- wiemy, jak to się może skończyć. A jednak uparcie wracamy do tego samego schematu. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego powtarzamy te same błędy w relacjach?

Im mocniej eksploruję świat psychoterapii, uczę się, rozmawiam, doświadczam a (przede wszystkim!)- żyję, tym wyraźniej widzę, że problemy w związkach mają mocny związek z naszym dzieciństwem. Psychologowie i terapeuci są zgodni, że ten okres bardzo mocno warunkuje nasze późniejsze relacje. Dostrzeżenie pakowania się w stare schematy pozwala nam uwolnić się od przeszłości i zwrócić ku prawdziwym, dorosłym związkom.

1. „Jesteś, taka sama, jak Twoja matka!”

Jak napisał Aleksander Lowen: „Dziecko, którego potrzeby nie były zaspokojone wyrasta na potrzebującego dorosłego – czuje, że potrzebuje kogoś, kto trwałby przy nim i żył dla niego”. Oznacza to, że w dorosłym życiu wciąż możemy szukać w partnerach zaspokojenia potrzeb niezrealizowanych w dzieciństwie. Wiązać się z wiecznie kontrolującymi nas facetami (jak tata) albo z nieobecnym i zimnymi kobietami (jak mama). Nieważne, że to prawdopodobnie było i jest dla nas raniące. Nasza nienazwana potrzeba z dzieciństwa może w ten sposób domagać się uleczenia. To jest jednak niemożliwe w relacji, ponieważ nigdy już nie będziemy z powrotem małą dziewczynką albo chłopcem. Trzeba uznać przed samym sobą „to, co było minęło i nie wróci.” Wziąć odpowiedzialność za pracę nad tymi obszarami, które wymagają uwagi i wyjść z kręgu nieustannego powtarzania schematu.

2. „Zrobił ze mnie służącą!”

Zrzucanie winy na partnera to bardzo wygodna strategia. Najczęściej oznacza, że to ja nie potrafię postawić granicy, zadbać o swoje potrzeby. Czyli to nie on ze mnie zrobił służącą, tylko ja dałam mu prawo do zrobienia z siebie służącej. Jeśli mamy wtłoczone do głowy, że relacja oznacza poświęcanie się, to trudno będzie nam stworzyć równy związek, gdzie „śmieci wyrzucają się same.” Dojrzała asertywność to nie zgniły kompromis, ale uznanie tego, że „ja mam prawo prosić, a ty masz prawo odmówić. Ty masz prawo prosić, a ja mam prawo odmówić”. A jeśli proszę lub odmawiam zbyt często, to może jestem z osobą, z którą jest nam nie po drodze

Aleksander Lowen pisał, że punktem wyjścia do takiej postawy jest min. umiejętność sięgania po coś w dzieciństwie. Czy kiedy sięgaliśmy po coś ręką, to spotykało się to z akceptacją ze strony dorosłego? Czy zostawiono nas z poczuciem frustracji i smutku, że „mi się nie należy, nie mam po co wyciągać ręki”?

3. „Lepsze zło znane niż nieznane”

Zmiana to ryzyko. Zaproszenie do wyjścia poza to, co wbudowało się w schemat naszego dotychczasowego postępowania. Dlatego osoby, które wyrosły z rodzinach, gdzie była przemoc, często same wybierają dla siebie podobnych partnerów. Ponieważ nieświadomie poszukują tego, co znane. A to, co znane, jest zazwyczaj bezpieczne. Nieważne, że to taka namiastka bezpieczeństwa, bo przecież trudno o nie, kiedy żyję w lęku. Odtwarzanie roli może być cholernie męczące, ale jednak zapamiętałem dobrze te dialogi, scenografię i kostiumy, więc w pewien sposób jest mi wygodniej, niż uczyć się na nowo.

4. „Tym razem będzie inaczej”

Nasza nieświadoma część wciąż może mieć nadzieję, że zmieni bieg scenariusza z dzieciństwa. Przeżyć niekompletną relację na własnych zasadach, odczarowując przeszłość. Jest to oczywiście niemożliwe. Tą pracę można zrobić jedynie samemu ze sobą, przy wsparciu terapeuty lub inną drogą, która nas przekonuje. Powiedzieć sobie „ok, dzieciństwo było słabe, przykro mi. Ale już tam nie wrócę”. Mamy jednak pełno prawo i autonomię, aby już jako dorosły pożegnać tamten etap i pójść dalej. W innym wypadku za każdym razem będzie trafiać na osoby, które „okażą się znowu takie same”.

5. „Bez Ciebie nie istnieję”

Kiedy nasza potrzeba bliskości, akceptacji i miłości nie była zaspokojona możemy traktować partnera instrumentalnie. Danuta Golec piszę o tym dosadniej, mówiąc że partner przypomina „protezę”, która ma wypełnić to brakujące miejsce. Możemy więc wtłaczać się np. w rolę dziecka, które potrzebuje opieki i wybierać takie osoby, w których dominować będzie postawa opiekuńczości. Albo w rolę wiecznie rozumiejącej mamusi, która ukoi wszystkie smutki partnera (tak jak kiedy będąc dzieckiem pełniliśmy rolę powiernika trosk rodzica). Choć takie związki, mogą być bardzo trwałe, bo dwoje ludzi świetnie odgrywa swój dziecinny teatr, to jednak nie będzie to dojrzała miłość. Nie stworzy się tu żadna przestrzeń na rozwój i zrzucenie masek, a na tym polega dorosłe bycie ze sobą.

Cokolwiek więc dzieje się z naszych relacjach zawsze mówi nam o tym, jaki mamy związek z samym sobą. Nie chodzi o to, aby wiecznie taplać się w traumach z przeszłości, bo życie to nie problem do rozwiązania, ale przygoda do przeżycia 🙂 Jednak prawdziwe uznanie swoich krzywd pozwala tworzyć relacje dające przestrzeń na bycie w prawdzie ze sobą i drugim człowiekiem.

Kamila

ps. Inspirowałam się lekturą książek (poza swoim życiem) 😉  Aleksandra Lowena „Radość” i „Przyjemność” oraz wywiadem z Danutą Golec z książki „Żyj wystarczająco dobrze” Agnieszki Jucewicz i Grzegorza Sroczyńskiego