Archiwa tagu: tarczyca

Stres mieszka w ciele III: choroby tarczycy, Hashimoto i stres

Dziś powracam do tematu, o który chyba pytacie mnie najczęściej w kontekście chorób związanych z długotrwałą ekspozycją na stres. Tarczycy. Wydaje się, że to już standard, że kobiety mają niedoczynność albo Hashimoto, czyli autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. Oczywiście istnieje szereg przyczyn niezwiązanych z psychiką jak np. czynniki środowiskowe, skażenie środowiska i pokarmu, predyspozycje genetyczne. Jednak większość lekarzy zapisuje pacjentom hormony i mówi „tego się nie da wyleczyć” (tak jak ja usłyszałam i uparłam się, że pewnie się da 😉 ). Tymczasem leczenie chorób związanych z funkcjonowaniem nadnerczy (a choroby tarczycy są z tym niezwykle silnie powiązane) bez zmian trybu życia nie może dać pozytywnych rezultatów. Przypominam, że nie jestem lekarzem i nie doradzam w kwestiach kłopotów z tarczycą. Dzielę się jedynie swoim doświadczeniem oraz wiedzą na temat związku stresu i problemów zdrowotnych.

Dlaczego stres rozregulowuje tarczycę?

1. Wielką trójka: podwzgórze- przysadka- nadnercza a problemy z tarczycą

Podwzgórze to rejon w mózgu, który odpowiada za wydzielanie hormonów w naszym organizmie. Informuje przysadkę mózgową o tym, jak ma zarządzić działaniem wielu organów w naszym ciele np. wątroby, nerek czy właśnie nadnerczy. Nadnercza są to małe gruczoły umiejscowione na nerkach, które produkują adrenalinę, noradrenalinę i dopaminę oraz glikokortykoidy, mineralokortykoidy i androgeny. Nie wchodząc w detale chemiczne te hormony są niezbędne do życia i utrzymania prawidłowej gospodarki hormonalnej. Dlatego wszelkie problemy z funkcjonowaniem osi podwzgórze- przysadka- nadnercza dość wyraźnie implikują kłopoty z tarczycą.

2. Stres i „wielka trójka”

W sytuacji stresu nasz organizm aktywuje podwzgórze, które wyzwala szereg reakcji w organizmie z cyklu „walcz lub uciekaj”. Jeśli faktycznie następuje walka lub ucieczka, a hormony w szybki i fizjologiczny sposób są usunięte z ciała- to wracamy do stanu równowagi. Więcej pisałam o tym tu. Niestety, większość współczesnych ludzi nie walczy ani nie ucieka fizycznie, tylko pozostaje przykutymi do fotela, zagryzając zęby ze złości lub dusząc w sobie emocje. I tu zaczynają się spore kłopoty:

3. Odpowiedź układu hormonalnego na stres:

Podobny obraz
https://briewieselman.com/adrenal-fatigue-part-3-adrenal-fatigue-is-actually-a-brain-problem/

→podwzgórze dostaje informację o zagrożeniu

→wydzielają się hormony aktywujące w rdzeniu nadnerczy produkcję adrenaliny i noradrelaniny

→kora nadnerczy wydziela kortyzol i aldosteron

→adrenalina zwęża naczynia krwionośne, wzrasta ciśnienie krwi, aby większy dopływ krwi i tlenu do mózgu pomógł w przeżyciu

→zwiększa się produkcja glukozy i wzrasta odporność na insulinę, aby szybciej dostarczać paliwo do mięśni

Wygląda niewinnie, co nie?

Ale…

Jeśli taka sytuacja utrzymuje się zbyt długo i za często (przypomnij sobie, ile razy w ciągu dnia stresujesz się np. korkiem, spóźnieniem, sprzeczką z dzieckiem, mailem od szefa itp.) nadnercza nie mają już mocy przerobowych. Nieustannie wydzielają kortyzol i jednocześnie „tracą siłę” do równoważenia jego sekrecji DHEA. DHEA (uwaga trudne słowo: dehydroepiandrosteron) to tzw. hormon młodości najsilniej wydzielany do 20 roku życia. Kortyzol i DHEA to jak słońce i księżyc. Oba potrzebne, ale w odpowiednim czasie i ilości 🙂 DHEA neutralizuje negatywne efekty wydzielania kortyzolu i redukuje skutki stresu. Kiedy nadnercza są już umęczone ciągłą stymulacją może dojść do ich wyczerpania. I tu zaczyna się poważny kłopot (o wyczerpaniu nadnerczy na skutek stresu i konsekwencjach- więcej w kolejnym wpisie)

!!! uwaga: bardzo intensywny i długotrwały wysiłek + niedostateczna regeneracja to prawie pewny wzór na zbyt wysoki poziom kortyzolu. Wszyscy trąbią, że wysiłek i sport jest dobry, ale mało kto uwrażliwia na to, jaki konkretnie powinien on być, aby nie pogłębiać kłopotów z tarczycą.  Więcej na temat czy i dlaczego zbyt intensywny trening może nam szkodzić napisałam w tym wpisie.

4. Zmęczone nadnercza a tarczyca

Kortyzol w nadmiarze zaburza prawidłową pracę tarczycy poprzez blokowanie wydzielania TSH (w dużym skrócie- dokładniej mówiąc utrudnia  T4 przemianą w w aktywny T3). Aby pomóc mięśniom otrzymać zastrzyk energii uwalnia z nich aminokwas- glutaminę, która min. chroni także ścianę jelita i uszczelnia jego barierę. To wyjaśnia, dlaczego często problemom z tarczycą towarzyszą kłopoty z trawieniem, cieknące jelito i zaburzenia wchłaniania. Utrudnia DHEA prowadzenie procesów naprawczych tkanek (dlatego każdy zawodowy sportowiec wie, że bez odpowiedniej regeneracji i odpoczynku nie ma co liczyć na przyrost mięśni czy siły). Nadmiar kortyzolu zmniejsza również odporność, powodując spadek wydzielania IgA- immunoglobulin wspierającym pokonanie wirusów i bakterii. W skrajnym wypadku organizm ma już tak rozregulowany układ immunologiczny, że nie rozróżnia własnych tkanek od cudzych. Niski poziom kortyzolu może nadmiernie eksponować Th-1 (limfocyty), a rezultatem tego jest wzmożona produkcja cytokin prozapalnych. Jednym słowem ciało „głupieje” i zaczyna atakować samo siebie, czyli powoduje choroby autoimmunologiczne jak np. Hashimoto.

W pewnym momencie nadnercza nie mają już nawet siły, aby produkować kortyzol, o jaki prosi przysadka i wtedy dochodzi do ich wyczerpania. Kortyzol jest przesadnie niski, podobnie jak jego odwrotność- DHEA, co całkowicie załamuje funkcjonowanie organizmu. Jak to zauważyć (a raczej się nie da nie zauważyć 🙁 ) i jak sobie pomóc napiszę wkrótce.

5. Podsumowanie: problem z tarczycą często NIE jest problemem z tarczycą- lecz problemem ze stresem i naszymi emocjami

Lekarze często traktują człowieka jak maszynę, gdzie szwankują poszczególne części. Patrzą na wyniki badań i wypisują syntetyczne hormony tarczycy mówiąc” no to będzie je pani brać już do końca życia”. A pacjenci, mimo początkowej poprawy po podaniu leków, wracają często do złego samopoczucia. Ponieważ ich nadnercza i cały układ hormonalny dalej nie potrafi się samodzielnie wyregulować. Absolutnie nie mówię, że branie leków jest niewskazane. Każdy, kto kiedyś miał kłopoty z tarczycą wie, że jakość życia bez nich jest czasami nie do zniesienia. Jednak to bardzo ważne, żeby dostrzec, że choroby, a w szczególności choroby autoagresywne ,to sygnał, że choruje cały organizm. Dopiero holistyczne spojrzenie na chorobę może przynieść pozytywne rezultaty.

Nie eliminując możliwych źródeł kłopotów z tarczycą, czyli działania „wielkiej trójki” w permanentnym stresie- nie ma możliwości zmniejszenia objawów choroby.

6.Czy choroby tarczycy mogą pochodzić z naszej głowy?

Mogą. Nawet jeśli nie bezpośrednio, to bez wątpienia emocje odgrywają dużą rolę. Psychosomatyczne podejście do kłopotów z tarczycą zauważa, że rejon gardła jest związany z funkcją mówienia- a więc wyrażania swojego zdania, stawiania granic, prawa do sprzeciwu i swobodnej ekspresji. Jeśli Twoje słowa przez długi czas „utykały w gardle”, to może nie bez powodu tam teraz pojawia się problem? Natomiast choroby autoimmunologiczne bywają rezultatem wieloletniego negowania swoich potrzeb, nadmiernego perfekcjonizmu i nie akceptowania swojego ciała i siebie takim, jakim jest. W końcu jak coś Ci się nie podoba, to jest chyba niepotrzebne, prawda?

Z tą refleksją Was zostawiam i mam nadzieję, że pomoże Wam to w znalezieniu drogi do zadbania o swoją tarczycę 🙂

Kamila

ps. zainteresowanym medycznym i dietetycznym ujęciem tematu gorąco polecam bloga i książkę genialnej autorki: Izabelli Wentz oraz kultowy już blog, które są prawdziwą kopalnią rzetelnych informacji o kłopotach z tarczycą i były również dla mnie ogromnym wparciem, kiedy uparłam się samodzielnie wyjśc na prostą z niedoczynności 🙂

 

 

Stres mieszka w ciele I : kiedy choruje głowa, choruje ciało…

Po dłuższej przerwie od blogowania- wracam do obiecanych, trzymających się bliżej ziemi artykułów 🙂

Kolejny cykl wpisów chciałabym poświęcić na przyjrzenie się związkowi chorób ciała i doświadczanych przez nas emocji.  Medycyna zachodnia dopiero od niedawna dostrzega związek naszej psychiki ze stanem naszego ciała. W tym kręgu kulturowym przez wieki człowieka traktowano jako system niezwiązanych ze sobą części, działających w oderwaniu od siebie. Tymczasem lekarze na Wschodzie zawsze patrzyli na człowieka holistycznie- lecząc przyczynę zaburzeń, a nie tylko zaleczając objawy. Obecnie coraz więcej osób jest świadomych, że doświadczenia życiowe i emocje wywierają ogromny wpływ na stan naszego zdrowia. Aleksander Lowen, twórca metody psychoterapii poprzez ciało, mawiał „Problemy człowieka zawsze można odczytać z jego ciała, ponieważ ciało jest tym, kim jest człowiek.”

Lowen i inne metody pracujące z „głową” poprzez ciało wskazują na szczegółowy związek przeżywanych emocji i tego, co później dzieje się z naszym organizmem. Na potrzeby mojego bloga skupię się jednak na bardziej ogólnych, ale wciąż niezwykle częstych problemach ze zdrowiem, które mają swoje główne źródło w psychice. Konkretnie- na chorobach psychosomatycznych. Od stresu nikt z nas nie ucieknie i każdy miewa w życiu etap, gdy czuje jak grunt usuwa się spod nóg… Jeśli nie umiemy tego gruntu złapać, albo świadomie się zrelaksować, narażamy się na całkiem namacalne problemy ze zdrowiem. Ciało ma swoje możliwości adaptacji i jest w stanie zaskakująco długo znosić nawet długotrwałą ekspozycję na stres.  Jednak w pewnym momencie nie ma już zasobów i zaczyna odbijać skutki stresu w ciele. Woła „nie dam rady, zobacz!” na swój, cielesny sposób.

Mechanizm zaburzeń psychosomatycznych: „Naprawdę mnie boli, a nikt nie wie, dlaczego”

Kiedy doświadczamy stresującej sytuacji nasze ciało wchodzi w tryb „walcz lub uciekaj”. Towarzyszy temu szereg reakcji fizjologicznych, która mają pomóc nam przeżyć (dosłownie!). O dokładnym mechanizmie pisałam tutaj. Jeśli następuje fizyczne wyładowanie (tzn. naprawdę uciekasz lub walczysz) organizm może w procesie ruchu zużyć hormony stresu, które przed chwilą wyprodukował. Umówmy się, że jednak mało kto goni po firmowym korytarzu albo porzuca auto w korku i wykonuje 50 pompek na przystanku…W efekcie nasz układ hormonalny i odpornościowy stopniowo upośledza swoje działanie. Częściej mamy infekcje, pojawiają się problemy ze zdrowiem. Czasami wyniki badań nie pokazują nic niepokojącego, a nas boli brzuch, głowa, tracimy oddech albo pojawiają się kołatania serca- to może sugerować, że ciało nie radzi sobie ze skutkami stresu. Są też choroby, które w wyraźny sposób wiążą się z doświadczaniem długotrwałego stresu. Określamy je chorobami psychosomatycznymi.

Choroby psychosomatyczne: gdy cierpi dusza, choruje ciało

Choroby psychosomatyczne to „choroby przebiegające albo pod postacią zaburzeń funkcji, albo zmian organicznych dotyczących poszczególnych narządów czy układów, w przebiegu których czynniki psychiczne odgrywają istotną rolę w występowaniu objawów chorobowych i ich zaostrzeniu” (definicja WHO). Istnieje także grupa chorób (tzw. „Chicagowska siódemka”, autorstwa F.G, Alexandra), które uznawane są za dysfunkcje związane z ekspozycją na stres:

  • choroba wrzodowa żołądka

  • nadciśnienie tętnicze

  • astma oskrzelowa

  • reumatoidalne zapalenie stawów

  • zapalenie jelita grubego

  • nadczynność tarczycy

  • atopowe zapalenie skóry

Zestawienie pochodzi z zamierzchłych czasów (lata 50-te XX wieku) i dziś można śmiało do niego dodac także (nękające szczególnie kobiety) choroby autoimmunologiczne np. zapalenie tarczycy Hashimoto, toczeń, choroba Gravesa-Basedova, choroba Addisona, Stwardnienie Rozsiane, IBS (Zespół Jelita Drażliwego), CFS (Zespół Przewlekłego Zmęczenia), fibromalgia. Plus „klasyki”: stany depresyjne, nerwice, bezsenność, zaburzenia libido, zaburzenia odżywiania, problemy z płodnością.

Jak sobie pomóc w chorobach psychosomatycznych? 

Jeśli trafisz na mądrego lekarza, to zasugeruje wizytę u psychoterapeuty. Ponieważ choroby psychosomatyczne często powiązane są z brakiem umiejętności stawiania granic, mówienia o swoich potrzebach, proszenia o pomoc. Osoby, które otoczone są wsparciem społecznym i potrafią dzielić się swoimi emocjami, dużo rzadziej nękają tego typu dolegliwości. Badania inter-kulturowe wyraźnie pokazują, że zaburzenia autoimmunologiczne to domena wysoko uprzemysłowionych krajów Zachodu. Rzadko kiedy występują w uboższych i mniej zaawansowanych społecznościach. Dzieje się tak dlatego, że w tradycyjnych kulturach ludzie spędzają dużo czasu z bliskimi a rodzina stanowi znaczącą sieć wsparcia. Co więcej- tryb życia wymaga dużo więcej ruchu i nie generuje takiej dawki stresu. A nawet jeśli generuje stres, to ma on charakter krótkofalowy (goni Cię tygrys- uciekasz) i ciało w naturalny sposób wraca do stanu równowagi.

Życie samo w sobie zawsze będzie zawierało stresujące sytuacje. Nie mamy na to wpływu. Mamy wpływ jednak na to, jak na nie reagujemy. I bardzo dobrze jest umieć je w pełni przeżywać- tzn. śmiać się, gdy coś nad raduje i płakać, gdy jest trudno. Tu właśnie kluczowa może okazać się pomoc psychoterapeuty. Zmiana wzorców reagowania na stres, zadbania o siebie, porzucenia schematów postępowania, które wkładają nas w rolę życiowej ofiary- to najważniejsza droga do zmniejszenia, a może i zlikwidowania objawów chorób.

Istnieje także wyraźny związek niektórych zaburzeń z doświadczanymi przez nas emocjami. Np. kłopoty z sercem lub oddychaniem często wiążą się z trudnościami w relacjach i np. lękiem przed bliskością. Problemy z jelitami, odżywaniem korelują min. z tendencją do perfekcjonizmu, potrzebą kontroli lub też intensywnie przeżywanym poczuciem wstydu. Bóle kręgosłupa, mięśni czy stawów często sugerują, że dźwigamy coś na swoich barkach czy niesiemy „krzyż” na plecach (niekoniecznie swój…). Choroby autoimmunologiczne bywają ostatnim wołaniem naszego ciała :”Czy tak trudno jest Ci mnie zaakceptować, że muszę zacząć siebie niszczyć?”

Na bieżąco warto nauczyć się prawidłowo odpoczywać i relaksować. Metody są dowolne, choć najbardziej zależałoby nam na zminimalizowaniu aktywności ciała i umysłu. Joga, medytacja, techniki oddechowe, masaż- sprawdźcie, co do Was najbardziej przemawia. O tym, dlaczego relaksacja jest niezbędna, aby żyć w zdrowiu pisałam więcej tu. Można zacząć od słuchania nagrań relaksacyjnych, np. na Stresoterapii 🙂

W kolejnym wpisie przyjrzymy się dokładniej roli stresu w konkretnych, najbardziej dotkliwych zaburzeniach.

Tymczasem pamiętajcie, że dopóki człowiek oddycha, to żyje i ma możliwość i szansę, żeby coś zmienić!

Kamila