Archiwa tagu: szczęście

Yamy – 5 zasad moralnych jogi, które pomagają mi być lepszym człowiekiem

Mity dotyczące jogi. Spotkałam się z wieloma: „joga to grzech, moja wiara nie pozwala mi ćwiczyć”;  „joga to religia, a ja jestem ateistą”; „po co komu filozofia z Azji, mam swoją, słowiańską” itp. Mimo to coraz więcej osób staje na macie. Pomimo trudności na początku prakytki (What?! Mam cofnąć dolne żebra i unieśc lewą nerkę?!Co oni palą w tych kadzidłach przed zajęciami? ) jakoś wraca na matę 😉 Często dzieje się tak nie tylko z powodu ewidentnych korzyści związanych z mądrą praktyką, jak zmniejszenie bólów kręgosłupa, odczucia rozluźnienia w ciele, unikaniu kontuzji, poprawie sprawności. Powodem bywają również zmiany, jakie zaczynasz dostrzegać w swoim życiu: w jakości relacji z ludżmi, ze światem, ze sobą.

Joga, jaką znamy na Zachodzie, jest wycinkiem tego, z czego wyrasta. W naszej kulturze ogromną uwagę przywiązujemy do wyglądu zewnętrzengo, a umysł mamy tak rozbiegany, że w zasadzie jedynie koncentracja na ciele pozwala nam rozpocząć przygodę z jogą. Jednak asany to jedynie jeden z elementów prawdziwej jogi. W trakcie moich podrózy po Indiach wielokrotnie widziałam starszych joginów z pokaźnym brzchem, którzy potrafili godzinami medytować. I raczej nie wykonaliby przejścia ze stania na rękach do kija przez bekasanę;-)

Hindusi z lekkim politowaniem patrzą na zachodnią wersję jogi, która często sprowadza się do dążenia do jakiegoś fizycznego modelu asany i zdjęć w szpagacie w obcisłych leginsach na Instagramie. Często towarzyszy jej napięcie niczym nieróżniące się od ciśnienia, jakie mamy na co dzień w pracy, czy presji kultury na idelany wygląd. Tymczasem pierwszym poziomem ośmiostopniowej ścieżki jogi Patandżalego wcale nie są asany tylko uniwersalne zasady moralne zwane yamami. Zresztą niewiele odbiegające od zasad, jakie możemy znaleźć w każdej religii. I dopiero kiedy  umiemy je stosować możemy stanąc na macie, praktykując ćwiczenia oddechowe i asany. Oczywiście zdecydowana większość ludzi (tak ja i ja) pierwszą przygodę na macie zaczęła od syczenia z bólu przy rozciąganiu tyłów nóg. Nie ma w tym nic złego. Jednak najdoskonalsza asana nie będzie mieć w sobie ducha jogi, jeśli nie zaczniemy patrzeć na nią przez pryzmat yam.

I tak często się dzieje, że te zasady niepostrzeżenie przenikają do Twojego życia. Odkąd praktykuję jogę coraz wyraźniej widzę, jak bardzo pomagają mi one żyć lepiej. W większym spokoju, zaufaniu, wolności i prawdzie. Dlatego chętnie się dzielę swoim doświadczeniem. Bo ja dużo częściej praktykuję jogę poza matą, kiedy życie sprawia, że niespodziewanie sięgam głową do ziemi 🙂

5 zasad moralnych jogi. YAMY.

  • AHIMSA. Niekrzywdzenie. Dużo osób naturalnie przechodzi na dietę bez mięsa. Zaczyna zwracać uwagę na troskę o przyrodę, środowisko, zwierzęta. Według mnie jednak bycie weganinem wcale nie oznacza, że stsoujesz ahimse.  Szczerze, to wzajemne hejty zwolenników vege kontra paleo nie mają dla mnie nic wspólnego z ahimsą… Ponieważ niekrzywdzenie obejmuje przede wszystkim CIEBIE. Czyli szanujesz swoje ograniczenia w ciele i w głowie. Najpierw nie robisz na siłę asany. Poźniej wychodzisz z relacji, która Ciebie rani. Stawiasz granice. Uczysz się kochać siebie. A dzięki temu prawdziwiej i szczerzej umiesz pokochać innych. Bo nie robisz tego z poczucia winy, obowiązku, strachu tylko wybierasz bycie bliżej, bo tak jest lepiej.

  • SATAJA. Prawda. Agghh. Jakie to bywa trudne na początku… Umieć odważnie powiedzieć prosto w oczy sobie samej, że to nie jest mój scenariusz na życie. Na związek. Na pracę. Odpadaja kolejne warstwy błota, które nam ktoś nawrzucał, bo jemu też powiedzili, że bez błota się nie da-no nie wypada! To przecież jakbyś stał nagi… Ale później jest lżej, a błoto spływa, zanim zdąży zaschnąć 🙂

  • ASTEJA. Niekradzenie. Uczciwość. Brak zazdrości. Nie interesuje mnie, czy ktoś obok zakłada nogę na głowę.Albo ma kaloryfer na brzuchu. Albo wspaniały związek, dzieci, świetnie płatną pracę. To ja jestem swoim własnym punktem odniesienia. Doskonalę się dla samej siebie. Cieszy mnie szczęście innych ludzi, bo wiem, że im więcej dobra i miłości wokół mnie, tym świat staje się lepszy.

  • BRAHMACZARJA. Wstrzemięźliwość. Nie chodzi tylko o jej seksulany aspekt. Oznacza to również pohamowanie ciała, mowy i myśli, tak, aby zachowaną energię wykorzystywać na drodze własnego rozwoju. Bo słowa i myśli mają moc. Potrafią ranić, potrafią wzmacniać. Mniej mówienia, więcej działania. To także powściąganie swojego ciała w praktyce- wybieranie asan, które są dla nas trudne, a nie powtarzanie tylko tego, co dla nas łatwe.

  • APARIGRAHA. Niegromadzenie. W trakcie moich podróży doświadczam, jak niewiele potrzeba mi do życia. Przez wiele tygodni mogę zmieścić całe życie w plecaku. Podobnie w życiu. O ile jest lżej kiedy nie zagracam domu zbędnymi gadżetami, nie kupuję kolejnych leginsów, kosmetyków, nie potrzebuję nowszego samochodu. Dotyczy to także relacji- żegnam te, które mi już nie służą. Na ich miejsce pojawiają się ludzie, którzy pomagają mi wzrastać. Na macie nie chcę już robić nic na siłę, byle więcej i mocniej. Zachłanność w praktyce prowadzi do kontuzji. Zachłanność w posiadaniu w życiu bywa równie niebezpieczna.

Dla mnie joga nie ma nic wspólnego z religią. Moją religią jest wiara w dobro, w miłość, w podążanie ścieżką serca. Można to nazwać Bogiem, chrześcijaństwem, buddyzmem, moralnością,przepływem lub przykazaniami Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Interesuje mnie, jakim jestem człowiekiem i jak przeżywam swoje życie, co ono wnosi dla innych.  Z czym odejdę z tej ziemi. Jak powiedział Dalajlama XIV : Moja religia jest prosta. Nie wymaga kamiennych świątyń, nie wymaga filozoficznych dociekań. Świątynia jest nasz umysł i nasze serce; filozofią – dobroć.

Kamila

zdjęcie Kasia Czajkowska

Gdzie nie szukają szczęścia szczęśliwi ludzie?

Szczęście. To taki towar, który każdy chce mieć, ale nie da się go nigdzie kupić. Co gorsza, jak już się zdobędzie, to okazuje się wyjątkowo nietrwały, nie ma gdzie zgłosić reklamacji.  Niektórzy, na skutek swoich życiowych doświadczeń zorientowali się, że są pewne miejsca, które oferują szczęście. Jednak po nabyciu okazuje się, że bardzo szybko produkt nie spełnia naszych oczekiwań…

Kiedy podróżuję przebywam jak najwięcej z lokalnymi ludźmi. Chodzę po nepalskich wioskach, gdzie obcy ludzie karmią mnie miską zupy. Bawię się w budowanie wieży z patyków z umorusanymi dziećmi. Oddaje swoją koszulę napotkanej dziewczynce w hinduskim miasteczku. Obserwuję, jak niewiele potrzeba, aby być szczęśliwym. Oczywiście, nie jest prawdą, że bycie chorym, biednym i brzydkim to nasze marzenie. Umówmy się- lżej się żyje w godnych warunkach, będąc zdrowym, kochając i będąc kochanym, mając komfortowe warunki do mieszkania, mogąc studiować, zarabiać i poznawać świat od tej lżejszej strony. Jednak zaskakująco dużo ludzi ma te wygody w nadmiarze, a wciąż odczuwa,  że czegoś im w życiu brakuje. W Indiach spotkałam pewną młodą, ale bardzo mądrą nauczycielką yin jogi. Odbyłyśmy wiele rozmów o tym, jak to w życiu jest z tym szczęściem 🙂 Być może dla wielu z Was nie będzie to zaskoczeniem, że nie ma co szukać go w czynnikach zewnętrznych. One się zawsze będą zmieniać.  Szczęście to stan umysłu. Ale jeśli wpadniesz w labirynt tropienia go w tym, co na zewnątrz, to raczej nie znajdziesz go :

  • kupując nowe auto, nowy dom, nową hulajnogę i kosmicznego drona– cokolwiek wmówili Ci twórcy reklam i jest niezbędne w Twoim życiu. Nowe bardzo szybko staje się mniej nowe, a później- stare. I czas kupić coś jeszcze nowszego. Im więcej masz gadżetów czy rzeczy, o które musisz się troszczyć, tym więcej nakładów Twojej energii one wymagają.

 

  • w zarabianiu coraz większych pieniędzy. Owszem- badania wskazują, że istnieje korelacja poziomu szczęścia i zarobków. Pieniądze podnoszą poziom szczęścia do momentu, kiedy są już zaspokojone potrzeby na poziomie optymalnym, tzn. mam gdzie mieszakć, samochód, mogę wysłać dzieci do szkoły i pojechać na wakacje. Ale to czy będę miał apartament 100 czy 300 metrowy- nie ma znaczenia. Podobnie ma się sytuacja ze sprawowaniem władzy. Więcej władzy = więcej odpowiedzialności. A często- kłopotów.

 

  • w kolejnych relacjach. Miłość, na którą składa się zaangażowanie, namiętność i intymność to bez wątpienia coś, co daje nam poczucie sensu i spełnienia w życiu. Jednak dotyczy to tylko dojrzałych związków, gdzie ludzie nie szukają wypełnienia swoich deficytów przez drugą osobę. Żaden człowiek nie zapełni pustki w Twoim sercu, jeśli sam jej nie uleczysz. Oznacza to często spotkanie z tym, co trudne i ukryte. Jednak przynosi prawdziwe szczęście- miłość do siebie samego, którą odpowiedzialnie można dzielić z drugą osobą. W innym wypadku każda zmiana w relacji będzie ciągnąć nas w górę lub w dół…

 

  • w perfekcyjnym wyglądzie. Ciało to dom dla duszy i troszczenie się o nie to nasz obowiązek. Jednak często wizja idealnego ciałą staje się obsesją: – 2 kg? Jestem szczęśliwa i piękna. + 10 cm w biodrach: jestem nieatrakcyjna i gruba. Katowanie się na siłowni, kiedy nie masz na to siły. Odmawianie sobie przyjemności i celebrowania czasu z bliskimi, w imię zachowania restrykcyjnej diety. A co, jeśli Twoje ciało któregoś dnia zachoruje? Kiedy stracisz wszystkie mięśnie wypracowane na treningu albo nagle przytyjesz 10 kg od leków?Czy to odbiera Ci prawo do bycia szczęśliwym człowiekiem? Ja doświadczyłam wiele przygód ze swoim ciałem- bywało bardzo chude, bardzo słabe, nieco okrągłe, super silne, umięśnione. Sprawne i chore. Uczyłam się je kochać i akceptować w tym stanie, w jakim jest. Bo wiele lat je niszczyłam. Dziś dbam o nie, czerpię radość z ruchu i jego sprawności, ale nie dramatyzuję, kiedy zjem za dużo czekolady 😉

 

  • w zdobywaniu kolejnych osiągnięć. Mechanizm podobny, jak z zakupami. Obronisz doktorat, awansujesz, zdasz egzamin- super, gratulacje. Cudownie mieć ambicje i plany.Tylko czasami zamiast poczucia szczęścia pojawia się ogromne zmęczenie, wypalenie i poczucie pustki. Szczególnie kiedy czułeś , że ten cel w połowie drogi przestał być już Twój, ale uparłeś się, że nie odpuścisz. Przecież „dasz radę”. Tymczasem największą wartością są te aktywności, które dają nam radośc już w momencie ich wykonywania. Mihaly Csikszentmihalyi, psycholog znany z badań nad szczęściem, określił taki moment stanem przepływu („flow”). Oznacza on wykonywanie czynności z dziecięcą radością- z pełnym zaangażowaniem, utratą poczucia czasu niezależnie od tego, jakie ponosimy w związku z tym koszta czy otrzymujemy nagrody z zewnątrz 🙂

 

  • w uzależnianiu swojego szczęścia od postępowania innych. „Jak ona się zmieni. Jak dziecko się uspokoi. Jak on będzie w końcu mnie słuchać”. Zrzucanie odpowiedzialności na innych za swoje samopoczucie to bardzo częsta pułapka. Nie tylko szkodzi nam- bo zabiera nam decyzyjność, ale i innym- bo obarczamy ich poczuciem winy. Przyjmowanie roli ofiary niestety sprawia, że oddajemy innym prawo do decydowania o sobie i odbieramy szansę na zmianę.

 

  • w dalekich podróżach na koniec świata, aby „rzucić wszystko i zacząć od nowa”. Zaczynanie „od nowa” bieże początek w naszej głowie. Gdziekolwiek ją zabierzemy to po pierwszym okresie euforii najpewniej nasza bomba wybuchnie ponownie i okaże się, że jak zwykle nie wiadomo, jak po niej posprzątać. Podróże, szczególnie samotne i w kontakcie z naturą są wspaniałą drogą do poznania siebie- o ile nie traktujemy ich jak kolejny bieg na oślep w poszukiwaniu szczęścia

 

  • w medytacji, jodze, mindfulness. Zaskoczeni? Są to genialne formy pracy z ciałem i umysłem. Ale niestety często używane jako przestrzeń, w której izolujemy się od swoich problemów. Tymczasem medytacja ma uczyć nas, jak świadomie obserować swoje myśli, nie dając się im pochłonąć. Nie służu temu, aby je zlikwidować. Łatwo w obliczu trudności wyciągnąć matę i odpłynąć w praktyce. Ważne jednak, żeby po zejściu z niej skonfronotwać się ze źródłem problemu.

 

  • w biernym znoszeniu tego, co zsyła na nas los. Wobec trudności życiowych ludzie przyjmują często dwie skrajne postawy: albo walczą z tym, co się dzieje, albo nie robią nic i czekają w apatii na dalszy ciąg. Pierwsza opcja często oznacza utratę sporej ilości energii i nie pozwala zauważyć istoty problemu. Druga- pogrąża nas w smutku i również nie sprzyja temu, aby szukać wyjścia z sytuacji. Tymczasem mądre podejście do wyzwań polega na zaakceptowaniu tego, co jest przy jednoczesnym wyciąganiu wniosków.  To co się stało- już się stało i się nie zmieni. Ale prawa do szukania godnego rozwiązania nikt Ci nie może odebrać.

Ciekawi mnie, gdzie Wy szukacie (albo nie szukacie)szczęścia, jakie są Wasze doświadczenia i co daje Wam radość w życiu? Podzielicie się? A jeśli szukacie mocniejszego wpisu o szczęściu zajrzyjcie do tego wpisu

Namaste

Kamila

zdjęcia wykonała Katarzyna Czajkowska

 

 

 

 

Po pierwsze: patrz w oczy i nie kłam. 10 prostych nawyków, które zmieniają życie

Dla wielu z nas rozwój osobisty przypomina jazdę po wyboistej drodze. Nie dość, że drogi nie znasz, nie wiesz,czy jedziesz w dobrym kierunku,to dodatkowo bywa ciężko- brakuje paliwa i niektóre elementy wciąż nie działają. Jednak czasami zamiast dorzucać sobie kolejną trasę do przejechania można wyrzucić kilka rzeczy z auta, jakie nam przeszkadzają Dziś bardzo konkretny wpis, o tym jak w prosty sposób można znacząco uprościć swoje życie. Inspiracją dla mnie była min. książka pożyczona od mądrej kobiety- Ewy „Cztery Umowy” D.M. de Ruiz. Ja dorzucam kilka swoich, ale tak naprawdę to wprowadzenie tych 4, o jakich pisze autor, znacząco zmienia jakość naszego życia. Jak to bywa, często im coś wydaje się prostsze, tym jest trudniejsze w praktyce. Wzloty i upadki to naturalny stan naszego życia- najważniejsze, żeby cokolwiek robisz- staraj się z całych sił 🙂

1. Po pierwsze: patrz w oczy i nie kłam

Mówienie prawdy wobec siebie i innych diametralnie zmienia nasze życie. Wielu z nas spędza sporą część swojego życia okłamując siebie i innych. Czasami aby siebie chronić, aby przetrwać, aby kogoś nie zranić. I wszystkie te małe kłamstwa sprawiają, że zapętlamy się coraz bardziej. Mark Twain napisał „JEŚLI MÓWISZ PRAWDĘ NIE MUSISZ NIC PAMIĘTAĆ.” Wiem, wiem- są czasem sytuacje, gdzie unikamy mówienia całej prawdy np dzieciom, bo nie są gotowe, czy rodzicom, żeby ich nie martwić. Nie oceniam tego, bo to zawsze nasza decyzja. Jednak jednej osobie mamy bezwzględny obowiązek mówić prawdę- sobie. Na dnie duszy i tak wiemy, co jest dla nas dobre. Oszukując siebie tylko odkładamy moment zmierzenia się z problemem

2. Szanuj swoje słowo

SŁOWA MAJĄ MOC. Na pewno pamiętacie kilka zdań, które ktoś rzucił przypadkiem w Waszą stronę, a Wy wciąż nie możecie wymazać ich z pamięci. Jeśli kierujesz do siebie i innych słowa pełne pretensji zapraszasz świat, żeby oddał Ci to samo. Kiedy traktujesz innych z życzliwością oni odwdzięczą Ci się tym samym. Czasami będą to zupełnie przypadkowe osoby,które pomogą Ci w najmniej spodziewanym momencie.  Dobra energia zawsze wraca Z naukowego punktu widzenia już dawno udowodniono, że bycie pomocnym i życzliwym, to najprostszy sposób na podniesienie poczucia własnej wartości.

3. Nie wracaj bez przerwy do przeszłości

Jako psycholog podpisuję się pod tym, że wielu problemów nie da się rozwiązać bez konfrontacji ze swoją przeszłością. Warsztaty, terapia, ustawienia- jakakolwiek forma pracy sięgająca do przeszłości, która z nami rezonuje, pozwala na przyjrzenie się schematom, które nas ograniczają i nie pozwalają żyć w pełni. NIE MOŻNA ZA WSZYSTKO WINIĆ RODZICÓW. Oni sami często byli pokaleczeni; nikt im nie pokazał jak dobrze kochać. Postępowali tak, jak umieli i większośc z nich naprawdę chciała dla nas dobrze… Dotyczy to zresztą wszystkich osób, do których mamy żal. Wybaczenie ludziom, którzy nas skrzywdzili i pójście dalej to dobry wybór. Jeśli nie czujemy się gotowi na wybaczenie i odpuszczenie to może nasz proces jeszcze się nie zakończył i warto poszukać wsparcia.

4. Przestań spędzać czas z ludźmi, którzy Ci nie służą

Nasze życie jest drogą, na której spotykamy wiele osób. Czasami ta droga ma skrzyżowania i każdy ma prawo wybrać, w która stronę chce pójśc. Nie oznacza to, że mamy się odsuwać od kogoś po pierwszej kłótni.Jednocześnie nie warto przebywać z innymi z przyzwyczajenia albo z lęku, że komuś będzie przykro. Jeśli pozwalamy takim relacjom odejść to na ich miejsce pojawią się nowe. Takie, w których ludzie będą nas wspierać, inspirować i akceptować. Ja nazywam to BYCIEM Z KIMŚ, PRZY KIM NIE TRZEBA BAĆ SIĘ NAWET SWOICH MYŚLI.

5. Przeznaczaj czas na rzeczy naprawdę ważne

Na naszej planecie nasze życia trwa mgnienie. ŻYCIE TRWA TERAZ. Nie za 10 lat,kiedy spłacisz kredyt albo dzieci dorosną. Jeśli nie umiesz znaleźć radość w teraźniejszości nie łudź się, że znajdziesz ją za jakiś czas- tylko dlatego,że zmienią się okoliczności. Los lubi zaskakiwać i nasz czas może dobiec końca w najmniej spodziewanym momencie. Zapytaj siebie, czy to co robisz na co dzień jest dla Ciebie  istotne?Twoja praca, związek, znajomi, sposób spędzania wolnego czasu? Wzmacnia Cię, rozwija i ciekawi, czy pożera czas i zabiera energię? Szanuj każdą minutę swojego życia.

6. Nie bierz odpowiedzialności za cudze emocje

Czasami wprowadzanie zmian w życiu rodzi opór innych. Wyrażanie swojej prawdy, stawianie granic czy nawet bycie szczęśliwym sprawia, że inni mogą kierować do nas pretensje: „krzywdzisz mnie”,”jesteś taki %^$#”, „zobacz,jak się przez Ciebie czuję”, „to Twoja wina” itd. Prawda jest taka, że NIKT NIE MOŻE NAS ZRANIĆ, JEŚLI SAMI NIE WYRAZIMY NA TO ZGODY”. Zdanie innych to jest tylko ich opinia i ich prawda, a nie Twoja. Jeśli podejmujesz decyzję z intencją zadbania o siebie, a nie zranienia kogoś, to jest ona dobra. Działa to też w drugą stronę- dawanie innym prawa do odrzucenia Twojego zdania i uszanowanie ich decyzji. To istota prawdziwej asertywności.

7. Nie oczekuj, że coś lub ktoś się zmieni

Często mówimy „gdyby coś/ktoś się zmienił albo wydarzyło byłbym szczęśliwy”. No niestety. JEDYNĄ OSOBĄ JAKĄ MOŻNA ZMIENIĆ TO MY SAMI. Uzależniając swoje uczucia od czynników zewnętrznych nie mamy wpływu na to, jak wygląda nasze życie. Kiedy bierzemy odpowiedzialność za siebie zdejmujemy z siebie ogromny ciężar. Ciężar  życia w niepewności i oczekiwaniu na to, że ktoś za nas podejmie decyzję. Chcesz być szczęśliwy- to bądź.

8. Bądź wdzięczny

O wdzięczności więcej pisałam w tym artykule. Biegnąc przez życie zapominamy, że jest ono darem. Czasami moment refleksji bywa brutalny- wypadek, choroba, odejście kogoś, kogo kochamy… Dopiero kiedy stracimy najbardziej prozaiczne możliwości zauważamy, jak bardzo byliśmy szczęśliwi po prostu żyjąc… A bycie wdzięcznym ma szereg zalet i fantastyczny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne

9. Nie zakładaj niczego z góry

Ludzie uwielbiają czynić założenia, bo taka jest natura ludzkiego umysłu. PROBLEM W TYM, ŻE WIERZYMY IŻ NASZE ZAŁOŻENIA SĄ PRAWDZIWE. Zakładamy, że inni odczuwają świat podobnie, wiedzą co czujemy. A już najbardziej dostaje się tym, którzy są blisko- „jak mnie kochasz, to powinieneś wiedzieć, co czuję!”. A później jest nam przykro, że ktoś nie spełnia naszych oczekiwań. Kreujemy także założenia dotyczące nas samych „niee, nigdy tego nie zrobię”, „jestem za słaba”, „za mało umiem”. Najprostszą metodą jest zwykłe pytanie innych „Czy dobrze Ciebie zrozumiałem?” „Co mogę zrobić inaczej, żeby było nam łatwiej się porozumieć” i siebie „Czy tego oczekuję od związku??” Czy to mnie wzmacnia czy odbiera energię”?

10. Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz.

Twój czas jest cenny i nie do odzyskania. STARAJ SIĘ ROBIĆ WSZYSTKO NAJLEPIEJ JAK UMIESZ. Najlepiej nie oznacza najmocniej, ani najsłabiej. Oznacza z pełnym zaangażowaniem i uważnością.Dla mnie to doskonała zasada,którą obserwuję na macie. Prowadząc sesję zawsze daje dwie opcje: jeśli jesteś zmęczony- zrób pozycję regeneracyjną. Jeśli masz siłę- wejdź w mocną asanę. Cokolwiek wybierzesz- zrób to na 100 %. Jeśli zostaniesz gdzieś pomiędzy, to ani nie odpoczniesz, ani się nie wzmocnisz. A w staniu na głowie możesz zrobić sobie krzywdę, kiedy wejdziesz byle jak. Starając się, jak tylko możesz przeżyjesz swoje życie pełniej i uważniej. I nawet kiedy potkniesz się próbując wdrożyć chociaż kilka z powyższych zasad to i tak wygrałeś- bo się starasz

Jeśli macie inne zasady, które pomagają Wam w lepszym życiu- podzielcie się w komentarzach

Namaste

Kamila

ps.piękne zdjęcie zrobiła Kasia Czajkowska