Archiwa tagu: stres

Emocje zapisane w ciele: jak usunąć stres z ciała. Joga powięziowa.

 

Kiedy wybrałam się na moją pierwszą sejsę yin yogi miałam wrażenie, że nic się nie dzieje. Pozycje trwają wiele minut, żadnego napinania mięśni, podciągania palców i rzepek kolan do góry. Jednym słowem strata czasu 😉 Jednak po kilkudziesęciu minutach  zaczęłam czuć wyraźny dyskomfort. Początkowo proste pozycje stały się zaskakująco intenswyne. Miałam wrażenie, że docieram do miejsc, do których jeszcze nie zajrzałam.  Bolało mnie wszystko. Ciało i dusza. Kiedy przeszliśmy do bioder nagle w mojej głowie pojawiły się wspomnienia dotyczące pewnej relacji i zaczęłam płakać. Płakałam dalej po sesji 15 min. patrząc w ścianę i zastanawiając się, o czym to było… Po 2 latach praktykowania yin yogi takie sytuacje są dla mnie zupełnie normalne i nawet się cieszę, kiedy w trakcie sesji uwalniają się intensywne emocje. Spotkanie z yin yogą zapoczątkowało u mnie fascynację rolą powięzi, czyli tkanki łącznej, dzięki której nasze ciało tworzy całość i nie rozsypuje sie na oddzielne kawałki. Jako psycholog zawsze uważnie przyglądam się połączeniu ciała i emocji, a praktyka yin yogi jest zupełnie wyjątkową pracą, która dociera dużo dalej niż do ciała. Dziś chciałabym Wam przybliżyć znaczenie pracy z ciałem i wyjaśnić, dlaczego joga powięziowa ma taką moc 🙂

Co to jest powięź?

Yin joga, zwana jogą powięziową, oparta jest przede wszystkim na koncepcji taśm anatomicznych. Taśmy anatomiczne to struktura mięśni i powięzi, którą chyba najbardziej szczegółowo do tej pory zbadał Tom Myers. Myers wyróżnił kilka taśm mięśniowo-powięziowych, ale sa zastrzega, że może być ich dużo więcj- możecie obejrzeć je na tym zdjęciu.Co ciekawe, wyróżnione taśmy pokrywają się w dużym stopniu z meridianami w medycynie chińskiej. Jednak zostały one opisane na podstawie „twardej” medycyny, w oparciu o sekcje zwłok. Do tej pory medycyna zachodnia traktowała ciało jak worek z odseparowanymi od siebie elementami jak kości, więzadła czy mięśnie. Temat powięzi to stosunkowo niedawne odkrycie. Nie służy ona jedynie jako „opakowanie” dla naszego ciała. Szczegółowo o anatomii powięzi pisałam w poprzednim wpisie o yin jodze. Dziś skupię się jednak na jej związku z naszymi emocjami, ponieważ jest to bardzo cenna wiedza, jeśli chcemy skutecznie zrelaksować ciało i uwolnić skutki stresu!

Powięź spełnia wiele fascynujących ról. Bierze udział w funkcjach ruchowych, czuciowych i metabolicznych. Ma niezwykłą wrażliwość – znajduje się na niej więcej receptorów, niż w innych rodzajach tkanek. Kurczy się, rozciąga i reaguje w trakcie wszystkich czynności ruchowych. Adaptuje się do zmieniających się warunków i odkształca. Jeśli cały dzień siedzimy, niczym zgarbione zombie przed komputerem. to najpewniej skracamy i przykurczamy zginacz biodra. Zmienia to automatycznie ustawienie miednicy, klatki piersiowej i szyi, powodując bóle w odległych rejonach ciała. Zła wiadomość jest taka, że powięź szybko przejmuje negatywne nawyki ruchowe i w efekcie przenosi ich konsekwencje na cały złożony system, jakim jest nasze ciało. Dlatego ból pleców może pochodzić np. z przykurczów w…stopie. Dobra wiadomość- jej plastyczność daje duże możliwości pracy z takimi napięcami np. poprzez masaż powięziowy, integrację strukturalną, rolowanie czy właśnie jogę powięziową 🙂

Dlaczego stres mieszka w ciele?

No dobrze- ale jak to się ma do eliminowania skutków stresu albo doświadczania trudnych emocji w trakcie pracy na powięzi? Odpowiedź jest jak zwykle związana z fascynującą zdolnością naszego ciała. Czyli to co w ciele- to i w głowie. I odwrotnie. Każde wydarzenie z naszego życia, szczególnie to intensywnie wypierane przez nas na poziomie umysłu, znajduje swoje odwzorowanie w ciele. Wdowi garb, dzwiganie czegoś na swoich barkach, niesienie krzyża, zgrzytanie zębami- na pewno znacie te określenia i wielokrotnie widzieliście, że nie są to tylko metafory… Jak pisał Aleksander Lowen w „Duchowośc ciała” , twórca psychoterapii poprzez ciało: Często się mówi, że jesteśmy ukształtowani przez nasze przeżycia, lecz teraz chcę to powiedzieć jak najbardziej dosłownie. Nasze ciała odzwierciedlają nasze przeżycia.  Dlatego osoby, które np. mają depresję często cechuje określona postawa: zapadnięta klatka piersiowa, pochylona głowa, spuszczony wzrok pokazuje chęć odsunięcia się od świata i skierowanie uwagi na trudne, wewnętrzne przeżycia. Na drugim biegunie może być postawa z bardzo silnie rozwiniętą klatką piersiową, wypchniętą do przodu, silną i zdecydowaną budową. Często jednak jest to jedynie „pancerz” mięśniowy , odcięty od czucia. Zbroja, która powstała, aby uchronić się od cierpienia, od możliwości zbliżenia się do drugiego człowieka. W obu przypadkach praca na powięzi związanej z klatką piersiową może wywołać silne reakcje emocjonalne. Jednocześnie, prowadzona świadomie i w asyście dobrego terapeuty, pozwoli na przyspieszenie procesu zdrowienia. Nie twierdzę, że jest to jedyna i komplememtarna metoda pracy, ale warto uwzlędnić pracę z ciałem w procesie terapii.

Jak usuwać stres z ciała?

Jednak praca na powięzi nie dotyczy tylko tak trudnych sytuacji. Jest niezwykle użyteczna w codziennym usuwaniu skutków stresu. Powięź bowiem reaguje na napięcie psychiczne szybciej, niż my zdążymy jeświadomie zauważyć. Wkurzył Ciebie szef i masz ochotę mu solidnie przyłożyć? O ile nie jesteś zupełnie pozbawiony mechanizmu kontroli emocjonalnej, to raczej tego nie zrobisz 😉 Jednak Twoje ciało zatrzyma impuls ciosu i prawdopodobnie napnie mocno mięśnie, które normalnie biorą w tym udział. W efekcie będziesz odczuwał ból ramion, karku, szyi. Zdałeś egzamin i masz ochotę krzyczeć i skakać z radości, ale przecież „nie wypada”? Twoje ciało zatrzyma impuls chęci skoku i skumuluje napięcie w nogach i miednicy. Ktoś właśnie kieruje do Ciebie krzywdzące słowa, a Ty- zamiast krzyczeć, zaciskasz zęby? Może wieczorem poczucjesz bóle głowy i napięcie w żuchwie.

Tak właśnie działa nasze ciało i umysł. Nie zawsze mamy możliwość wyrazić na bieżąco swoje emocje. Szczerze mówiąc, to chwilami nie byłoby to wskazane i naraziłoby nas na jeszcze większy stres 😉 Jednak ważne, aby pozwolić ciału na odregowanie później- w mądry sposób. Z jednej strony należy napięcie z ciała wyładować. O tym, jak to zrobić pisałam tu. Kiedy proponuję pracownikom firm w trakcie antystresowych warsztatów uderzanie w poduszkę, wprawianie ciała w drżenie czy wydawanie dźwięków- patrzą na mnie w podejrzany sposób 😉 Chwilę później często słyszę, że to było najlepsze ćwiczenie, jakie zrobili w życiu! Z drugej strony należy rozluźnić, uelatstycznić i nawilżyć powięź. Tak jak robimy to w trakcie sesji yin jogi, gdzie poza pracą w asanach używamy też automasażu piłeczkami.

Jeśli ciekawi Was praca na powięzi za pomocą jogi wpadnijcie na warsztaty antystresowe . Jeśli chcecie sięgnąć głębiej i przyjrzeć się również emocjom zapisanym w ciele to polecam wybranie się na sesje TRE, psychoterapii metodą Lowena czy Somatic Experiencing. Planuję niedługo rozpocząć szkolenie w tych obszarach i na pewno dam znać, kiedy będę gotowa na zajęcie się Wami w odpowiedni sposób!

Namaste,

Kamila

zdjęcie powięzi pochodzi ze strony http://www.gstbody.com/important-discovery-related-fascia/
zdjęcie w linku:https://www.livingbulletproof.com.au/bulletproof-your-facia/

Nagrania z relaksacją i medytacją: jak odzyskać spokój w 5 minut :)

Moi drodzy czytelnicy, obserwatorzy i „followerzy” 😉 Od dzisiaj na blogu będą pojawiać się nagrania z relaksacją i medytacją.

Zaciekawiło to Ciebie?Link do nagrania znajduje się na górze strony,w lewym rogu. Trudno Ci znaleźć? Kliknij tu!

W większości będą to krótkie ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne. Ogromne zmęczenie, jakie dopada nas niespodziewanie nie bierze się znikąd. Jest sumą wszystkich mniejszych i większych stresorów z całego dnia. Jeśli znajdziecie 5 minut dziennie, aby świadomie zresetować swój alarm w systemie nerwowym- zrobicie bardzo dużo dla siebie. Jedną z metod są właśnie krótkie i proste sesje relaksacyjne- praca z oddchem, emocjami, uważnością.

Szykuję również nagrania z jogą nidrą, uwielbianą przez wielu formę medytacji prowadzonej, której jestem wielką fanką. Do tej pory trudno było znaleźć darmową jogę nidrę w języku polskim. Więc skoro nie mogłam jej znaleźć- to ją stworzyłam 😉 Więcej o tej formie relaksacji możecie poczytać w moim wpisie. 

Tradycyjnie jestem bardzo ciekawa Waszych propozycji i potrzeb w temacie relaksacji- co chcecie znaleźć na blogu? Czekam na komentarze!

Znajdź dla siebie kilka minut spokoju, a odnajdziesz dużo więcej.

 

Namaste

Kamila

Po pierwsze: patrz w oczy i nie kłam. 10 prostych nawyków, które zmieniają życie

Dla wielu z nas rozwój osobisty przypomina jazdę po wyboistej drodze. Nie dość, że drogi nie znasz, nie wiesz,czy jedziesz w dobrym kierunku,to dodatkowo bywa ciężko- brakuje paliwa i niektóre elementy wciąż nie działają. Jednak czasami zamiast dorzucać sobie kolejną trasę do przejechania można wyrzucić kilka rzeczy z auta, jakie nam przeszkadzają Dziś bardzo konkretny wpis, o tym jak w prosty sposób można znacząco uprościć swoje życie. Inspiracją dla mnie była min. książka pożyczona od mądrej kobiety- Ewy „Cztery Umowy” D.M. de Ruiz. Ja dorzucam kilka swoich, ale tak naprawdę to wprowadzenie tych 4, o jakich pisze autor, znacząco zmienia jakość naszego życia. Jak to bywa, często im coś wydaje się prostsze, tym jest trudniejsze w praktyce. Wzloty i upadki to naturalny stan naszego życia- najważniejsze, żeby cokolwiek robisz- staraj się z całych sił 🙂

1. Po pierwsze: patrz w oczy i nie kłam

Mówienie prawdy wobec siebie i innych diametralnie zmienia nasze życie. Wielu z nas spędza sporą część swojego życia okłamując siebie i innych. Czasami aby siebie chronić, aby przetrwać, aby kogoś nie zranić. I wszystkie te małe kłamstwa sprawiają, że zapętlamy się coraz bardziej. Mark Twain napisał „JEŚLI MÓWISZ PRAWDĘ NIE MUSISZ NIC PAMIĘTAĆ.” Wiem, wiem- są czasem sytuacje, gdzie unikamy mówienia całej prawdy np dzieciom, bo nie są gotowe, czy rodzicom, żeby ich nie martwić. Nie oceniam tego, bo to zawsze nasza decyzja. Jednak jednej osobie mamy bezwzględny obowiązek mówić prawdę- sobie. Na dnie duszy i tak wiemy, co jest dla nas dobre. Oszukując siebie tylko odkładamy moment zmierzenia się z problemem

2. Szanuj swoje słowo

SŁOWA MAJĄ MOC. Na pewno pamiętacie kilka zdań, które ktoś rzucił przypadkiem w Waszą stronę, a Wy wciąż nie możecie wymazać ich z pamięci. Jeśli kierujesz do siebie i innych słowa pełne pretensji zapraszasz świat, żeby oddał Ci to samo. Kiedy traktujesz innych z życzliwością oni odwdzięczą Ci się tym samym. Czasami będą to zupełnie przypadkowe osoby,które pomogą Ci w najmniej spodziewanym momencie.  Dobra energia zawsze wraca Z naukowego punktu widzenia już dawno udowodniono, że bycie pomocnym i życzliwym, to najprostszy sposób na podniesienie poczucia własnej wartości.

3. Nie wracaj bez przerwy do przeszłości

Jako psycholog podpisuję się pod tym, że wielu problemów nie da się rozwiązać bez konfrontacji ze swoją przeszłością. Warsztaty, terapia, ustawienia- jakakolwiek forma pracy sięgająca do przeszłości, która z nami rezonuje, pozwala na przyjrzenie się schematom, które nas ograniczają i nie pozwalają żyć w pełni. NIE MOŻNA ZA WSZYSTKO WINIĆ RODZICÓW. Oni sami często byli pokaleczeni; nikt im nie pokazał jak dobrze kochać. Postępowali tak, jak umieli i większośc z nich naprawdę chciała dla nas dobrze… Dotyczy to zresztą wszystkich osób, do których mamy żal. Wybaczenie ludziom, którzy nas skrzywdzili i pójście dalej to dobry wybór. Jeśli nie czujemy się gotowi na wybaczenie i odpuszczenie to może nasz proces jeszcze się nie zakończył i warto poszukać wsparcia.

4. Przestań spędzać czas z ludźmi, którzy Ci nie służą

Nasze życie jest drogą, na której spotykamy wiele osób. Czasami ta droga ma skrzyżowania i każdy ma prawo wybrać, w która stronę chce pójśc. Nie oznacza to, że mamy się odsuwać od kogoś po pierwszej kłótni.Jednocześnie nie warto przebywać z innymi z przyzwyczajenia albo z lęku, że komuś będzie przykro. Jeśli pozwalamy takim relacjom odejść to na ich miejsce pojawią się nowe. Takie, w których ludzie będą nas wspierać, inspirować i akceptować. Ja nazywam to BYCIEM Z KIMŚ, PRZY KIM NIE TRZEBA BAĆ SIĘ NAWET SWOICH MYŚLI.

5. Przeznaczaj czas na rzeczy naprawdę ważne

Na naszej planecie nasze życia trwa mgnienie. ŻYCIE TRWA TERAZ. Nie za 10 lat,kiedy spłacisz kredyt albo dzieci dorosną. Jeśli nie umiesz znaleźć radość w teraźniejszości nie łudź się, że znajdziesz ją za jakiś czas- tylko dlatego,że zmienią się okoliczności. Los lubi zaskakiwać i nasz czas może dobiec końca w najmniej spodziewanym momencie. Zapytaj siebie, czy to co robisz na co dzień jest dla Ciebie  istotne?Twoja praca, związek, znajomi, sposób spędzania wolnego czasu? Wzmacnia Cię, rozwija i ciekawi, czy pożera czas i zabiera energię? Szanuj każdą minutę swojego życia.

6. Nie bierz odpowiedzialności za cudze emocje

Czasami wprowadzanie zmian w życiu rodzi opór innych. Wyrażanie swojej prawdy, stawianie granic czy nawet bycie szczęśliwym sprawia, że inni mogą kierować do nas pretensje: „krzywdzisz mnie”,”jesteś taki %^$#”, „zobacz,jak się przez Ciebie czuję”, „to Twoja wina” itd. Prawda jest taka, że NIKT NIE MOŻE NAS ZRANIĆ, JEŚLI SAMI NIE WYRAZIMY NA TO ZGODY”. Zdanie innych to jest tylko ich opinia i ich prawda, a nie Twoja. Jeśli podejmujesz decyzję z intencją zadbania o siebie, a nie zranienia kogoś, to jest ona dobra. Działa to też w drugą stronę- dawanie innym prawa do odrzucenia Twojego zdania i uszanowanie ich decyzji. To istota prawdziwej asertywności.

7. Nie oczekuj, że coś lub ktoś się zmieni

Często mówimy „gdyby coś/ktoś się zmienił albo wydarzyło byłbym szczęśliwy”. No niestety. JEDYNĄ OSOBĄ JAKĄ MOŻNA ZMIENIĆ TO MY SAMI. Uzależniając swoje uczucia od czynników zewnętrznych nie mamy wpływu na to, jak wygląda nasze życie. Kiedy bierzemy odpowiedzialność za siebie zdejmujemy z siebie ogromny ciężar. Ciężar  życia w niepewności i oczekiwaniu na to, że ktoś za nas podejmie decyzję. Chcesz być szczęśliwy- to bądź.

8. Bądź wdzięczny

O wdzięczności więcej pisałam w tym artykule. Biegnąc przez życie zapominamy, że jest ono darem. Czasami moment refleksji bywa brutalny- wypadek, choroba, odejście kogoś, kogo kochamy… Dopiero kiedy stracimy najbardziej prozaiczne możliwości zauważamy, jak bardzo byliśmy szczęśliwi po prostu żyjąc… A bycie wdzięcznym ma szereg zalet i fantastyczny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne

9. Nie zakładaj niczego z góry

Ludzie uwielbiają czynić założenia, bo taka jest natura ludzkiego umysłu. PROBLEM W TYM, ŻE WIERZYMY IŻ NASZE ZAŁOŻENIA SĄ PRAWDZIWE. Zakładamy, że inni odczuwają świat podobnie, wiedzą co czujemy. A już najbardziej dostaje się tym, którzy są blisko- „jak mnie kochasz, to powinieneś wiedzieć, co czuję!”. A później jest nam przykro, że ktoś nie spełnia naszych oczekiwań. Kreujemy także założenia dotyczące nas samych „niee, nigdy tego nie zrobię”, „jestem za słaba”, „za mało umiem”. Najprostszą metodą jest zwykłe pytanie innych „Czy dobrze Ciebie zrozumiałem?” „Co mogę zrobić inaczej, żeby było nam łatwiej się porozumieć” i siebie „Czy tego oczekuję od związku??” Czy to mnie wzmacnia czy odbiera energię”?

10. Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz.

Twój czas jest cenny i nie do odzyskania. STARAJ SIĘ ROBIĆ WSZYSTKO NAJLEPIEJ JAK UMIESZ. Najlepiej nie oznacza najmocniej, ani najsłabiej. Oznacza z pełnym zaangażowaniem i uważnością.Dla mnie to doskonała zasada,którą obserwuję na macie. Prowadząc sesję zawsze daje dwie opcje: jeśli jesteś zmęczony- zrób pozycję regeneracyjną. Jeśli masz siłę- wejdź w mocną asanę. Cokolwiek wybierzesz- zrób to na 100 %. Jeśli zostaniesz gdzieś pomiędzy, to ani nie odpoczniesz, ani się nie wzmocnisz. A w staniu na głowie możesz zrobić sobie krzywdę, kiedy wejdziesz byle jak. Starając się, jak tylko możesz przeżyjesz swoje życie pełniej i uważniej. I nawet kiedy potkniesz się próbując wdrożyć chociaż kilka z powyższych zasad to i tak wygrałeś- bo się starasz

Jeśli macie inne zasady, które pomagają Wam w lepszym życiu- podzielcie się w komentarzach

Namaste

Kamila

ps.piękne zdjęcie zrobiła Kasia Czajkowska

Ja i moje ciało. Kim dla siebie jesteśmy?

Zastanawialiście się kiedyś, jaka jest najważniejsza relacja w naszym życiu? Mąż, żona, dziecko? Przyjaciele? Rodzice? Nie. Najważniejszą relacją w naszym życiu jest relacja z naszym ciałem. To od niej zależy zdrowie fizyczne i psychiczne, a więc jakość całego naszego życia. Rodzimy się bez świadomości naszego ciała. Kiedy rośniemy uczymy się, czym jest dotyk, jakie są nasze granice. Czasami mamy go zbyt mało, czasami za dużo. W oparciu o nasze doświadczenia z dzieciństwa nabywamy pewien rodzaj relacji z naszym ciałem. Czasami jest to piękny stan akceptacji i życia w harmonii. Dużo częściej jest to jednak odrzucenie, obrzydzenie, lekceważenie a czasami nawet nienawiść. Dopóki nie zaakceptujemy swojego ciała dopóty będzie ono spięte, zaniedbane, zestresowane i obce. Będzie chorować. Będziemy ćwiczyć na siłowni, a ono dalej nie będzie wyglądać jak z okładki Men’s Health. Będziemy stosować cudowne diety, a ono wciąż będzie o te kilka kilo do przodu. Proces odrzucenia ciała oznacza odrzucenie siebie. Szczególnie widoczny jest u kobiet, ponieważ na nas wywiera się dużo większą presję dotyczącą wyglądu. Rzadko kiedy pamiętamy, że modelki na zdjęciach są poddawane retuszowi albo przynajmniej fotografowane w taki sposób, aby zamaskować ich niedoskonałości…

Tymczasem w trakcie moich podróży obserwuję różne wymiary kobiecości. I te najpiękniejsze cechuje jedno- akceptacja. Kobiety w Azji rzadko kiedy się malują, za to dużo się śmieją, tańczą i poruszają biodrami. Noszą luźne spódnice i kolorowe sukienki.  Ich brzuch służy do oddychania, przyjemności i dawania życia, nie do permanetnego zamęczania go ćwiczeniami. Większość tancerek na Wschodzie ma miękkie i falujące brzuchy. Trudno wyobrazić sobie taniec brzucha bez jego obecności. Kiedy wracam do Europy, a Polski- w szczególności, widzę wiele naprawdę pięknych i zgrabnych kobiet. Zadbanych, umalowanych i świetnie ubranych. Tylko często w nich nie ma życia. Poruszają się sztywno, jak w klatce stworzonej z kompleksów, odrzucenia i presji społecznej. Nie wiem, jak odczuwają to mężczyźni, ale zapewne im też nie jest lekko spełniać społeczne standardy i akceptować swoje ciało, choć podejrzewam, że jednak mają mniejszy problem.

Niektórzy z nas traktują swoje ciało jak nieposłusznego zwierzaka: tresują, karcą, rygorystycznie trzymają się diety lub nie dają sobie prawa do odpuszczenia treningu, kiedy są bardzo zmęczeni. Wiecie, jak zachowuje się pies, którego nikt nigdy nie głaszcze i wiąże na łancuchu? Dokładnie tak samo odczuwa to nasze ciało… Jest też druga strona medalu- odrzucenie. Skoro brzuch za gruby, cellulit na udach, mięśnie za małe, to lepiej w ogóle się ciałem nie zajmować. W końcu nie dotykasz czegoś, czego się brzydzisz. W oby warianatch nasze ciało usycha, marnieje; staje się coraz mniej zdolne do czerpania z życia radości i przyjemności.

Dlaczego o tym piszę właśnie dziś? Z dwóch powodów. Jeden osobisty. Drugi- zawodowy 🙂 Za kilka dni skończę 33 lata. I nigdy tak dobrze nie czułam się w swoim ciele. Choć 10 lat temu byłam o te 10 lat młodsza, szczuplejsza i moje ciało też wyglądało inaczej. Ale czy lepiej? Nie sądzę. Choć zawsze byłam wysportowana i miałam całkiem niezlą sylwetkę, to nie akceptowałam swojego ciała.  Traktowałam je jak maszynę do spełniania okreśłonych zadań. Ignorowałam jego gorsze momenty, nie potrafiłam się o nie zatroszczyć. Potrafiłam po treningu wymiotować ze zmęczenia i uważałam, że to „nagroda” za dosadne dociśnięcie organizmu. Pewnym punktem zwrotnym był czas, kiedy problemy z kręgosłupem nasiliły się tak bardzo, że nie mogłam już normalnie funkcjonować. Każdy dzień rozpoczynał się i kończył przeszywającym bólem. Wiele miesięcy rehabilitacji i czekania z nadzieją na moment bez bólu sprawiły, że doceniłam to co mialam. Sprawne i zdrowe ciało. Aleksandra Stec autorka pięknego bloga kiedyś napisała:”Myślę, że człowieka łatwo uszczęśliwić, wiesz. Wystarczy zabrać mu coś, co było jego, a później mu to oddać. I nagle okazuje się, że miał wszystko. Kiedy jestem w stanie znowu wejść na matę, biegać czy choćby podróżować wiele godzin na siedząco bez bólu to mam wrażenie, że nic mi więcej nie potrzeba, aby wyrazić wdzięczność swojemu ciału i sobie. Za to, że po prostu jest i umożliwa mi doświadczanie życia w każdym jego aspekcie.

Drugi powód jest związany z moją pracą. Doświadczenia w pracy psychologa i nauczycielki jogi coraz wyraźniej pokazują mi, że ciało i nasze emocje są ze sobą nierozerwalnie połączone.  Powięź – tkanka łączna, która otacza wszystkie struktury w naszym ciele magazynuje wszelkie emocje i traumy- również te, które chcieliśmy wyprzeć. Bóle kręgosłupa, sztywność mięśni, stany zapalne w organiźmie nie pochodzą tylko od złego stylu życia i godzin przesiedzianych przed komputerem. Są także wynikiem nie stawiania granic w naszym życiu, mówienia „tak” kiedy wszystko w środku krzyczało „nie”. Pozwalania innym decydowania o sobie, ignorowaniu swojego prawa do odpoczynku i wyborów swojej drogi życiowej. Wszytskie te momenty, kiedy chieliśmy tupać nogami ze złości albo okładać kogoś pięściami- zostają w naszym ciele uwięzione. Dlatego wchodząc głębiej w pratykę jogi czasami przypominają nam się zupełnie bez powodu jakieś sytuacje. Albo odczuwamy emocje, które nie mają uzasadnienia w rzeczywistej chwili. Choć bywa to niepokojące, to jest dla nas dobre i oczyszczające. Poruszając ciało zawsze poruszamy też to, co w nim schowane. Jeśli pozwalamy sobie raz jeszcze na przeżycie niewyrażonych uczuć, to zdejmujemy z siebie ogromny ciężar.

Praca ze stresem nie może odwrócić się od ciała. Dzieci, zanim dorośli zaczną je socjalizować mówiąć „nie wypada, nie wolno, nie można”, wyrażają emocje całymi sobą. Krzyczą, płaczą, smieją się, skaczą, kopią, rzucają się na podlogę i walą rękoma w ziemię. W ten sposób insynktownie uwalniają napięcie i neutralizują fizjologiczny efekt hormonów stresu. Jako dorośli ze względów społecznych rzadko kiedy możemy pozwolić sobie na taką ekspresję, choć byłoby to dla nas dobre. Jednak trudno byłoby rzucać laptopem o ziemię na widok maila od szefa lub kijem baseballowym potraktować telefony w call center 😉 Dlatego musimy zadbać o to, aby na bieżąco uwalniać nasz organizm ze stresu. Po pracy zapewnić sobie chociaż kilkanaście minut intensywnego wysiłku, najlepiej nienastawionego na żaden wynik. Idealnie, jeśłi udałoby się nam też swobodnie wzdychać lub krzyczeć. Do krzyczenia świetnie nadaje się samotna jazda samochodem autostradą. Polecam 🙂  Na  tym polegają min. ćwiczenia w metodzie Lowena, TRE( Trauma Release Excercises) czy medytacje aktywne Osho, które skutecznie niwelują skutki stresu. O naukowym uzasadnieniu tego procesu pisałam więcej w tym  artykule.

Coraz więcej pracy z ciałem pojawia się na moich antystresowych warsztatach. Czasami sama jestem zaskoczona z jaką otwartością i ciekawością pracownicy firm wchodzą w tak wyraziste ćwiczenia. Kiedy minie moment pierwszego skrępowania domagają się nawet więcej np. rąbania drewna na kolanach 🙂 Niebawem planuję nagrać na you tube przykłady takich ćwiczeń. Często trudno jest jednak pozwolić sobie na taką ekspresję w ciele, jeśli go nie akceptujemy…  Dlatego jeśli macie chwilę- spróbujcie przyjrzeć się temu, o co prosi Wasze ciało i napiszcie list. List od ciała do Was. Co mogłoby chcieć przekazać, gdybyś zadał sobie te pytania?

*co Twoje ciało czuje?

*czym je krzywdzisz?

*za co jest Ci wdzięczne?

*co je cieszy a co smuci?

*kiedy jest mu z Tobą najtrudniej?

*o co chciałoby poprosić?

Dzięki temu prostemu ćwiczeniu możemy dowiedzieć się bardzo wiele o tym, jaką mamy relację ze swoim ciałem i rozpocząć proces troszczenia się o nie. Kiedy kochasz siebie, dajesz sobie i światu odetchnąć 🙂

Namaste, Kamila

 

Potęga relaksacji: czyli jak w 15 minut okiełznać stres :)

Na kilka dni przed wyjazdem do Azji mój świat diametralnie przyspieszył. W planach miałam na tydzień przed wylotem załatwić wszystkie palące sprawy, spakować się, posprzątać mieszkanie, podomykać milion spraw „na wczoraj” i zebrać siły. Tymczasem zgodnie z prawem Murphego :”jeżeli przewidzisz cztery możliwe sytuacje, w których coś może się nie udać i zdołasz je obejść, natychmiast wyłoni się piąta.” 🙂 Tak więc na tydzień przed wylotem mam do poprowadzenia 3 dni pełnych warsztatów z jogą oraz 3 szkolenia dla firm.  Szafka z mąką, którą miałam posprzątać, spada na czarne dno priorytetów (oby mole również uznały, że szafka u sąsiada jest bardziej atrakcyjna). Do tego liczne przygody ze zdrowiem i leczeniem zębów, które przecież „nie mialy prawa” się odezwać  (taaaa). I przyznam Wam, że gdyby nie moja codzienna praktyka jogi (wstaje o 5.30 żeby zdążyć na sesję o 7 bo to jedyna godzina, kiedy mam na to czas) i codzienna joga nidra- byłoby mi  trudno. Zainspirowało mnie to do tego, aby podzielić się z Wami korzyściami płynącymi z relaksacji. Praktykując ją zauważyłam bardzo dużo pozytywnych zmian w moim życiu. Nie tylko na poziomie ciała, ale i ducha 🙂

Pisząc o relaksacji nie mam na myśli zalegania z piewem przed telewizorem 😉 Ani też ciągnięcia opony na crossficie czy całonocnej imprezy w rytmie drum & base. Prawdziwa relaksacja dla organizmu oznacza stan całkowitego bezruchu i wyciszenia. Tylko wtedy nasz układ nerwowy (a w konsekwencji- całe cialo) ma szansę się zregenerować. Metod jest sporo. Więkoszośc bazuje na wizualizacjach (np.joga nidra, trening autogenny Schulza) lub napinaniu/rozluźnianiu mięśni (trening Jacobsona). W jodze mamy także pozycję trupa czyli Savasanę, w której dążymy do całkowitego wyciszenia ciała i uspokojenia umyslu. Genialnym narzędziem są także techniki oddechowe, jak np. głębokie oddychanie przeponowe. W relaksacji dążymy do bycia świadomym i uważnym, ale jednocześnie- całkowicie spokojnym. Na początku praktyki większośc z nas albo zasypia albo jeszcze bardziej się irytuje i niecerpliwi. W końcu stan spokoju nie jest czymś, do czego nasz organizm jest przywykły. Nie warto się tym przejmować. Relaksacja jest umiejętnością i podobnie jak każdej innej aktywności- potrzeba się nauczyć 🙂 A co dostaniemy w nagrodę za swoją wytwałość:

  1. Redukcję stresu w naszym życiu. Czasami pozornie błaha rzeczy wyprowadza nas z równowagi i sprawia, że wybuchamy kompletnie tracąc kontrole nad tym co mówimy (lub krzyczymy) i do kogo… To dlatego,że nasz organizm ma swój limit tolerancji reakcji stresowej czyli min. poziomu kortyzolu czy odpowiedzi nadnerczy. Jeśli na bieżąco nie uwalniamy napięcia, to ciało o to samo zadba. Czasami w najmniej spodziewanym momencie 🙂 Podczas sesji relaksacyjnej spada stężenie kortyzolu, który w nadmiarze dewastuje nasz organizm i nastrój. Regularne obniżanie tego hormonu sprawia, że mamy większą odporność na stres. Z czasem można zauważyć, że ogólnie przestajesz się frustrować większością rzeczy, które wcześniej Ciebie wyprowadzały z równowagi 🙂
  2. Lepszą odporność. Wiele badań potwierdza, że relaksacja zmniejsza ryzyko chorób nowotworowych, wzmacnia system odpornościowy i przyspiesza proces zdrowienia. Faktem jest, że regularnie praktykując jogę nidrę nie byłam ani razu chora przez cały sezon ziomowy! A codziennie pracuję z mnóstwem ludzi, z dziećmi, dotykam mat, klamek itp. 🙂
  3. Emocjonalną równowagę. Wiele technik relaksacji zwraca uwagę na pracę z emocjami. Kiedy pojawiają się trudne uczucia oglądamy je jak chmury na niebie- pozwalając im się pojawiać i znikać. Pozycja obserwatora uczy nas, że owszem-przeżywamy emocje, ale nie jesteśmy nimi. Dzięki temu w codziennym życiu łatwiej o spokój
  4. Umiejętność szybkiej regeneracji. Już 15 minut głębokiej relaksacji potrafi odprężyć podobnie jak sen. Szczególnie joga nidra wykazuje działanie podobne jak w trakcie fazy snu głębokiego (NREM). W fazie non-rapid eye movement nasz mózg pracuje na bardzo pożądanych falach Delta (0,5-4 Hz) . Uwalniania się wówczas hormonu wzrostu i redukuje wydzielanie kortyzolu – hormonu kory nadnerczy, odpowiadającego za stres i starzenie się. Rośnie poziom DHEA (naturalny hormon steroidowy) i melatoniny. Jednym słowem czujemy się, jak po dobrze przespanej nocy.
  5. Pomoc w zaburzeniach psychosomatycznych. Napięcia mięśni, bóle kręgosłupa, zespół jelita drażliwego: znacie to? Nasze ciało jest niezwykle inteligentne i jeśli nie mamy szansy wyłądować stresu i adrenaliny (a zazwyczaj nie mamy) to proces reakcji stresowej upycha sprytnie w każdym zakamarku ciała. O fizjologi tego procesu pisałam w tym wpisie. Relaksacja jest także niezbędna, jeśli macie problem z tarczycą lub wyczerpaniem nadnerczy (czyli z tym, co dotyczy ogromnej liczby kobiet). Nie da się wyleczyć zaburzeń hormonalnych bez redukcji kortyzolu (a to nam daje min. relaksacja). Wiem, o czym piszę, bo udało mi się bez hormonów wyjść na prostą z Hashimoto i niedoczynności tarczycy. O wpływie stresu na poszczególne problemy zdrowotne będzie niebawem seria oddzielnych wpisów
  6. Szybszą koncentrację: bezpośrednio po sesji relaksacji umysł jest wyciszony, nie zakłóca go milion myśli i emocji. Łatwiej o efektywną pracę i kreatywne myślenie
  7. Mniejsze ryzyko depresji, nerwic, zaburzeń lękowych. Nawet jeśli szczęśliwie Was to nie dotyczy, to badania wskazują,że relaksacja zwiększa nasz życiowy optymizm, łatwiej jest cieszyć się z życia i uśmiechać do siebie. Pomaga też w budowaniu pozytywnych relacji z otoczeniem: zwolennicy relaksacji swoim spokojem przyciągają innych 🙂

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do regularnej praktyki relaksacji. Jeśli macie ochotę sprawdzić w praktyce potęgę świadomego odpoczywania- zapraszam na moje warsztaty. gdzie korzystamy w bardzo wielu technik i na pewno znajdziecie coś dla siebie 🙂

Namaste

Kamila

 

Szczepionka na stres: część I. Wyładuj się!

Zabieram się za przewodni temat bloga, czyli stres 🙂 W kolejnych wpisach z cyklu ” Szczepionka na stres” będę starała się Wam przekazać patenty na zachowanie swojej energii życiowej i stawianie czoła stresującym sytuacją. Często słyszę, że moja nazwa bloga jest przewrotna: sugeruje terapię stresem. Prawda jest taka, że ta lekka prowokacja nie była zamierzona, ale teraz znajduję w tym głębszy sens. Dlatego, że stresu nie da się w życiu uniknąć. Właściwa dawka stresu jest dla nas niezbędna, abyśmy się rozwijali, podejmowali wyzwania i nabywali nowych umiejętności. Taki dobry, motywujący stres nosi nazwę eustressu. Problem w tym, że stres, jakiego dzisiaj doświadczamy nijak ma się do okoliczności. Reakcja na zagrożenie nie zmieniła się, od kiedy uciekaliśmy przed tygrysem szablozębnym: wyzwolenie wszystkich biochemicznych reakcji organizmu (wzrost tętna, ciśnienia, wyrzut hormonów stresu, zatrzymanie procesów trawiennych) umożliwiało nam przeżycie.

Prawidłowa reakcja stresowa wygląda więc tak:

reakcja stresowa (mobilizacja układu współczulnego) i jej REALNE WYKORZYSTANIE np.uciekamy przed tygrysem lub walczymy z nim maczugą> odreagowanie (dotarliśmy bezpiecznie do jaskini, tygrys nas nie dopadł)> uspokojenie (powrót organizmu do homeostazy, aktywizacja układu przywspółczulnego, regeneracja)

Niestety, w dzisiejszych czasach reakcja na stres wygląda tak:

reakcja stresowa (czytasz maila od szefa z cyklu „wyrób na wczoraj target, jaki miałeś zrobić na za tydzień”) BRAK MOŻLIWOŚCI JEJ WYKORZYSTANIA > nie ma odreagowania ( nie wyciągasz maczugi i nie idziesz do szefa)> permanentna aktywizacja układu współczulnego (kolejne 2 godziny siedzisz w panice i tworzysz czarne scenariusze swojego zwolnienia. Ewentualnie wyobrażasz sobie, co byś zrobił z przełożonym, gdybyś jednak miał w pracy maczugę)> kumulacja napięcia w ciele

Ile dziennie dostajesz takich maili? Ile razy denerwujesz się w korku, choć korek od tego nie drgnie ani o milimetr? Dla naszego organizmu to tak, jakbyś codziennie uciekał przed tygrysem i nigdy nie mógł znaleźć tej bezpiecznej jaskini…Ponieważ nic w przyrodzie nie ginie, to organizm upycha to napięcie, gdzie się da:

  • usztywnia mięśnie szkieletowe (napięta szyja, kark, bóle pleców)
  • kurczy mimowolnie mięśnie gładkie (skurcze żołądka, jelit, bóle brzucha)
  • utrzymuje stale podwyższone ciśnienie krwi (bóle głowy, w dłuższej perspektywie: zawał, wylew)
  • utrzymuje stale podwyższony poziom glukozy we krwi (przyda się, jak trzeba będzie biec). Stres związany jest z wydzielaniem większych ilości kortyzolu i adrenaliny – hormonów, które działają antagonistycznie do insuliny i prowadzą do wzrostu stężenia glukozy we krwi. Cukrzyca puka do drzwi.
  • wstrzymuje procesy które mogą utrudniać walkę/ucieczkę ( trawienie, prokreacja, sen: problemy z układem pokarmowym, spadek libido/ impotencja, bezsenność)
  • zaciska szczękę, ściera zęby (bruksizm)

To tylko wierzchołek problemów, które wynikają z zablokowania napięcia. O fizjologi stresu, zaburzeniach poziomu kortyzolu i konsekwencjach takiego stanu pisałam więcej tutaj. Dzisiaj chciałabym się skupić na tym, jak chronić siebie przed wyczerpaniem nerwowym, chorobami psychosomatycznymi i całą masą problemów, jakie pojawiają się wskutek nieradzenia sobie ze stresem. Nasz mózg nie zmienił się od czasów prehistorycznych. Nie ma innej możliwości uwolnienia napięcia i pozbycia się z organizmu metabolitów reakcji stresowej niż RUCH. Dopiero wtedy nasze ciało będzie w stanie usunąć substancje, które zostały uwięzione czekając na właściwy moment (który nigdy nie nastąpił, chyba że jednak biegaliśmy po firmowym korytarzu z maczugą wrzeszcząc wniebogłosy). Nie musimy uciekać przed tygrysem, o którego trochę trudno. Ale musimy znaleźć sposób, żeby ODREAGOWAĆ. Znaleźć formę ruchu, która będzie dla nas czystym relaksem, gdzie nie będziemy narzucać sobie żadnych celów. Psycholog Mihaly Csikszentmihalyi określił taki moment stanem przepływu „flow state of mind”: jak dziecko, które zatraca się w zabawie i czerpie 100% przyjemności z tego, co w danym momencie robi. Jeśli uprawiacie jakiś sport z pulsometrem i z planem treningowym, spróbujcie trenować od czasu do czasu bez żadnego celu, ciesząc się każdym świadomie stawianym krokiem. To może być dowolny wysiłek, choć do transowej formy aktywności najlepiej nadają się bieganie, pływanie czy jazda na rowerze (powtarzalność ruchu).

Przepis na medytację w ruchu:

  • Twój trening nie ma celu, początku, ani końca: trenujesz tak długo, jak czujesz się komfortowo
  • staraj się zostawić wszelkie gadżety i telefon, które będą Ciebie odciągać od teraźniejszości
  • starasz się utrzymać ciało maksymalnie rozluźnione
  • oddychasz głęboko, nadając temu jakiś rytm np. jeden wdech to 3 kroki
  • jesteś obecny w 100% w tym,co robisz. Czujesz zapachy, widzisz kolory, słyszysz dźwięki. Jeśli Twój umysł ucieka do przeszłości lub przyszłości wracasz do liczenia wdechów/wydechów
  • jeśli myśli nie dają Ci spokoju obserwujesz je jak chmury na niebie. Przypływają i odpływają, a Ty je tylko widzisz, nie oceniasz
  • możesz sobie powtarzać „jestem obecny w tej chwili”, „to czas tylko dla mnie” „nikt ode mnie nic nie chce”

Jeśli jesteś absolutnym przeciwnikiem wysiłku fizycznego,a zwolnienia z wf-u braleś już w przedszkolu, to nie mam dla Ciebie dobrych wieści. Smooth jazz i wino nie załatwi tematu. Nie ma innej opcji na uwolnienie napięcia na poziomie fizjologicznym, niż wyładowanie tej energii w kierunku, na jaki była przewidziana. Czyli na RUCH. Jest jednak koło ratunkowe 🙂 Możesz zamknąć się w pokoju, wziąć patelnie/ rakietę tenisową/ wazon od teściowej i głośno krzycząc uderzać w poduszkę. Najlepiej przypominając sobie sytuację, kiedy chciałeś się wyładować, a nie mogłeś. Możesz też wybrać się na fenomenalną metodę psychoterapii pracującą z ciałem np. Lowena lub TRE (Trauma Release Excercise). W obu wypadkach wykorzystywane są proste ćwiczenia, które pomagają uwolnić napięcie na poziomie fizycznym. Pewne jest jednak to, że jeśli uwięzisz w sobie pokłady energii, to ciało nie poradzi sobie bez Twojej pomocy i wystawi Ci za to słony rachunek. Działaj 🙂

Namaste,

Kamila

 

Dudnienia różnicowe. Dźwięki, które zwrócą Ci spokój. Jak wygrać z bezsennością cz. III

Witajcie po przerwie 🙂 Szczęśliwie nie była spowodowane bezsennością, tylko dużą ilością warsztatów, szkoleń i pracy jaką miałam w okresie wakacyjnym. Dziś obiecany wpis, na który wiele osób czeka od dawna. Parafrazując sławny tekst dziś przybliżę Wam „dźwięki, które leczą”, czyli dudnienia różnicowe zwane binaural beats.

Jak wspominałam w poprzednich wpisach o bezsenności-  zmagałam się z tym tematem kilkanaście lat… Kilka lat temu przypadkiem trafiłam na sesje biofeedbacku, czyli badanie przebiegu i częstotliwości fal mózgowych. Można je zobaczyć w postaci wykresu. Jednocześnie osoba badana obserwuje emisję tych fal jako grę komputerową. W grze mamy za zadanie np. utrzymać odpowiednie tempo jazdy samochodem lub odległość od przeszkód za pomocą odpowiedniej koncentracji. Jeśli udaje nam się być w pożądanym stanie fal mózgowych (tu: fal alfa związanych ze stanem relaksu, spokoju), to samochód jedzie po określonym torze. W ten sposób uczymy się pracować w konkretnym stanie umysłu. Okazało się wówczas, że mój mózg nie zamierzał prowadzić samochodu, tylko kierował mnie do rowu 🙂 Powodem było to, że dominowały u mnie wyższe fale beta, świadczące o nadmiernym zdenerwowaniu i nadmiarze myśli.  Mimo kilku sesji biofeedbacku mój mózg dalej z trudem przełączał się na stan odpoczynku. Doskonale widoczne było to wtedy, kiedy starałam się zasnąć. Zamiast błogiego wyciszenia, w mojej głowie przelewał się potok myśli i obrazów. Mimo że praktykowałam już od kilku lat jogę i znałam techniki oddechowe czy medytacyjne, wciąż zmagałam się z tym problemem. I wtedy na ratunek przybyły dudnienia różnicowe 🙂

O dudnieniach powiedziała mi znajoma Ania, której jestem bardzo wdzięczna. Aby wyjaśnić Wam, jak działają musimy cofnąć się do lekcji fizyki 🙂 Pamiętacie (lub nie), że kiedy spotykają się 2 fale o identycznej częstotliwości to nakładają się na siebie i ulegają wzmocnieniu. Jeśli nie są zsynchronizowane- będą się znosić nawzajem.  Jeśli częstotliwość będzie się nieznacznie różnić a natężenie będzie identyczne, to dźwięki będą się fazowo nakładać na siebie i raz wzmacniań a raz- wyciszać. Tak wiec w pewnym momencie będą maksymalnie głośne a w kolejnym- zapadnie cisza. I ten cykl wzmacniania i wyciszania to właśnie dudnienia różnicowe.

A teraz zagadka: co się stanie, jeśli jeden dźwięk doprowadzimy do lewego a drugi do prawego ucha? Myślicie, że będziemy słyszeć dwa różne dźwięki? Niespodzianka! Nasz mózg rejestruje teraz trzecią częstotliwość, która mieści się pomiędzy tymi dwoma tonami. Jeżeli słuchasz dźwięku o częstotliwości 400 Hz i 420 Hz, to Twój mózg utworzy falę 20 Hz. Upraszczając mechanizm przetworzenia informacji słuchowej dzieje się tak, bo mózg łączy dźwięki w całość, zanim dotrą one do kory mózgowej. W tym momencie powstaje fala stała i pobudza nasz układ siatkowaty do dostrojenia fal mózgowych do określonej częstotliwości. Nie zgubiliście się jeszcze? 🙂 Rezultat jest taki, że możemy „przestroić” nasz mózg na pożądaną częstotliwość. Przed snem chcemy wywołać fale delta, jeśli chcemy się zrelaksować- alfa, a jeśli potrzebujemy koncentracji np. w trakcie nauki- niskie fale beta. Oznacza to, że możemy sobie pomóc, kiedy nasz niesforny mózg nie poddaje się próbom uspokojenia lub zaktywizowania. Dodatkowo, dudnienia różnicowe stymulują do pracy półkule mózgowe i usprawniają ich współpracę. Dla osób, które interesują się pracą z podświadomością: dudnienia mogą także wspierać procesy autohipnozy, wywoływać odmienne stany świadomości czy świadome śnienie.

Wracając do mojej historii już po kilku wieczorach słuchania dudnień różnicowych przez kilkanaście minut zaczęłam zasypiać bez problemów 🙂 Czułam jak mój mózg wycisza się i odpływa, a myśli stają się coraz rzadsze. Co za ulga po tylu latach! Obecnie nie słucham już dudnień, wystarcza mi kilkanaście minut medytacji i wyciszających praktyk oddechowych. Nauczyłam mój mózg przełączania się z fazy aktywności na relaks. Można je oczywiście wykorzystać nie tylko do snu, lecz zawsze gdy chcemy się zregenerować. Możecie też znaleźć wiele nagrań, które mają stymulować układ hormonalny do sekrecji konkretnych hormonów. Kto ciekaw poszukacjcie 🙂 Uwaga: nie słuchamy tego w trakcie jazdy autem czy pracy z obsługą maszyn! Tu akurat potrzebne jest nam skupienie i koncentracja. Dudnienia nie są  remedium na wszystko. Jeśli Wasze „nasenne BHP” błaga o litość, to dudnienia nie pomogą. Podobnie jeżeli powodem są problemy zdrowotne czy niezałatwione procesy emocjonalne. Jeśli jednak macie problem z wyciszeniem głowy i nawet kąpiel w rumianku pomiędzy stadem baranów nie działa- sprawdźcie!  Znajome mamy potwierdzają, że świetnie działają też na maluchy. Surowe nagrania z dudnieniami są dość irytujące i mało kojące. Ja mam kilka sprawdzonych adresów, gdzie dudnienia są wplecione w relaksacyjną muzykę:

  1. https://www.youtube.com/user/BinauralBeatsDrugs
  2. https://www.youtube.com/user/TheMeditativeMind
  3. https://www.youtube.com/user/ILoveJuicyShow
  4. https://www.youtube.com/user/PowerThoughtsclub
  5. https://www.youtube.com/user/BinauralBrainwave

Mam nadzieję, że wpis Wam się przyda. Spokojnych snów, a raczej spokojnych fal mózgowych 🙂

Namaste

Kamila

 

Proste. Zamykasz oczy i śpisz. Jak wygrać z bezsennością cz.II

Zdanie z tytułu brzmi dla Was jak abstrakcja? Jak wspomniałam, dla mnie też brzmiało podobnie. Przez wiele lat mierzyłam się z problemami ze snem. Rekord zaliczyłam w I klasie liceum, gdy potrafiłam spać 3-4 godziny dziennie jednocześnie wyczynowo trenując siatkówkę. Chyba tylko witalność młodego organizmu sprawiła, że przetrwałam ten czas w niezłej formie. Przez lata szukałam różnych metod pomagających w zaśnięciu. I moje poszukiwania można podsumować dość oczywistym wnioskiem, że  problemy ze snem nie biorą się znikąd. Najczęściej mają podłoże psychologiczne, fizjologiczne lub środowiskowe. Bywa, że wszystkie występują równocześnie i przeradzają się w bezsenność przewlekłą (organiczną), o której więcej w kolejnym wpisie. Dlatego w pracy z bezsennością trzeba dotrzeć do przyczyny takiego stanu. Tabletki nasenne chwilowo zaleczają jego skutki, ale bardzo szybko można się od nich uzależnić i rozregulować swój sen jeszcze bardziej. Dlatego w tym wpisie wrzucam kilka pomysłów, jak rozgryźć środowiskowe czynniki zaburzeń snu i zadbać o jego jakość. Jeśli borykacie się z krótkotrwałą bezsennością, to te proste zasady mogę Wam pomóc zapaść w spokojny sen. Często nie zdajemy sobie sprawy, że sami swoimi nawykami, fundujemy sobie zarwane noce.

Wycisz swój organizm przed snem:

  • Zostaw laptopa, tablet, telefon za drzwiami sypialni. Tak jak wspominałam w poprzednim wpisie, umiejętność wyciszenia organizmu, bazuje w dużym stopniu na poprawnym działaniu układu hormonalnego. Głównym hormonem powiązanym ze stresem jest kortyzol. Kortyzol powinien rosnąć nad ranem i spadać wieczorem. Wcześniej ten cykl regulowało życie w zgodzie z zegarem biologicznym i światłem dziennym. Dzisiaj siedzimy po zmroku przy sztucznym oświetleniu, rzadko bywamy na zewnątrz. Organizm traci orientację, kiedy jest czas na aktywność, a kiedy na regenerację. Najgorszym pomysłem jest używanie laptopa, tabletu, smartfona do poduszki.  Niebieskie światło emitowane przez ekrany zbliżone jest długością fali do światła słonecznego. W efekcie nasz mózg nie wydziela melatoniny (hormon snu) i nie czujemy się śpiący. Uważa, że jest środek dnia. Jeśli mimo wszystko zaśniemy, to nasz sen może być płytszy i uboższy w fazę REM. Najlepiej byłoby nie używać tych urządzeń na ok. 2 g. przed snem. Można też zainstalować aplikację zmieniającą kolor ekranu. Wtedy wciąż jednak będziemy utrzymywać mózg w fazie aktywności, dlatego lepszą opcją będzie całkowity zakaz zabierania ich do łóżka 🙂

 

  • Unikaj wieczorem intensywnego wysiłku fizycznego. Już widzę ten bunt na twarzy wielu z Was 🙂 Oczywiście ruch jest niezbędny i nie namawiam nikogo do zalegania na kanapie po pracy. Wysiłek fizyczny to doskonały sposób na odreagowanie stresów dnia codziennego. Jednak dla wielu wrażliwszych osób, których układ przywspółczulny nie działa jak należy (de facto- bardzo licznej grupy populacji), zumba czy cross training  o godzinie 21 skutecznie pozbawi Was chęci snu. Każda intensywna aktywność fizyczna wymaga aktywizacji układu współczulnego i wyrzutu hormonów, które stymulują organizm do walki. Jeśli wieczorem, zamiast obniżać stężenie kortyzolu czy adrenaliny, spowodujemy ich wyrzut możemy mieć problem z zaśnięciem. Pisałam o tym więcej w tym artykule: http://streso-terapia.pl/stres-dlaczego-instruktorki-fitness-bywaja-grube-podejscie-medyczne/ Dodajcie do tego głośną muzykę na sali, kolorowe i intensywne oświetlenie a macie przepis na dobry koktajl pobudzający. Dla niektórych nawet sesja jogi o g.20 może być zbyt mocna. Nie jest to oczywiście regułą. Sprawdzajcie, jak to działa na Was. Być może lepszym rozwiązaniem będą ćwiczenia przed pracą i wcześniejsze chodzenie spać? Nie bez powodu wszystkie wschodnie systemy pracy z ciałem zalecają ćwiczenia o wschodzie słońca 🙂

 

  • Kawa i herbata. Alkohol.Tytoń. Stymulanty. Oczywista oczywistość 🙂 A jednak mało kto wie, że energetyzujący wpływ kofeiny i teiny zawartej w herbacie utrzymuje się do 6 godzin po wypiciu. Niektórzy specjaliści od zaburzeń snu zalecają odstawienie tych napojów po g. 14. Kofeina jest też w kakao (czekolada) czy napojach gazowanych „znanych marek”.O energizerach nie wspominam, bo tam mamy dodatkowo inne sztuczne substancje, wraz z połową tablicy Mendelejewa. Tolerancja na te składniki jest indywidualną sprawą. Jeśli jednak kawa/herbata powoduje u Was wyraźne symptomy pobudzenia, to może lepiej byłoby sprawdzić, czy nie zaburza snu? Alkohol niestety bywa często stosowanym środkiem „nasennym”. Owszem, pomaga się rozluźnić, ale jednocześnie spłyca sen i zaburza jego fazy. Pomijam fakt, że jest do bardzo szybka droga do uzależnienia…

 

  • Zadbaj o swoją sypialnię. Służy ona do spania i do kochania się. Nie do czytania, pracy, oglądania telewizji czy rozwiązywania rodowych problemów. Powinna być maksymalnie zaciemniona (pomagamy melatoninie) i wyciszona. Jeśli dociera do niej hałas z ulicy- rozważ spanie w stoperach. Mózg rejestruje wszystkie dźwięki także w trakcie snu i nie pozwala mu to w pełni się regenerować. Najlepiej aby było w niej chłodniej (ok 19 stopni), ponieważ organizm naturalnie się wycisza w niższej temperaturze (nie bez powodu miśki zimą zapadają w sen 🙂 Warto wywietrzyć porządnie pokój i w nocy zostawić uchylone okno.

 

  • Nie kładź się głodny ani najedzony. Lekki posiłek na 2-3 godziny przed snem bogaty w aminokwasy (tryptofan glicyna, tauryna) sprzyja wyciszeniu. Ogranicz też ilość wypijanych napojów, żeby wizyty w łazience nie przerywały snu.

 

  • Wypracuj schemat kładzenia się i wstawiania o tej samej porze. Odsypianie do południa w weekend nie jest najzdrowszym nawykiem. Nie da się wsypać „na zapas”. Ludzki organizm uwielbia przewidywalność i rytuały. Dzięki temu o określonej godzinie sam będzie wołał o sen i sam Ciebie wybudzał.

 

  • Zbadaj się. Pewne zaburzenia utrudniają nam zasypianie albo wybudzają nas w nocy (możemy nawet tego nie pamiętać). Np. nadczynność tarczycy, zespół bezdechu sennego, zespół niespokojnych nóg, choroby układu sercowo- naczyniowego powodujące np.duszność spoczynkową, bóle różnego pochodzenia nasilające się w nocy (schorzenia kręgosłupa, stawów, fibromalgia). Niestety, trafić na dobrego specjalistę, które powiąże problemy ze snem z zaburzeniami tego typu nie jest łatwo. Jak ktoś z Was ma godnego polecenia lekarza- podzielcie się. O psychologicznych zaburzeniach zaburzających sen można napisać książkę. Wspomnę tylko, że do powiązanych z bezsennością  najczęściej wymienia się depresję, zespoły lękowe, zaburzenia maniakalne.

Mam nadzieję, że wpis pomoże Wam w ukołysaniu się do snu 🙂

Namaste

Stres – dlaczego instruktorki fitness bywają grube? Stres i fizjologia

Po licznych wpisach dotyczących jogi w końcu przyszedł czas na zajęcie się motywem przewodnim mojego bloga – pojęciem stresu. Dla wielu osób chęć okiełznania skutków stresu, była pierwszą motywacja do pojawienia się w szkole jogi. A jest z czym się mierzyć. Zanim opowiem Wam o tym, jak joga interpretuje stres i jak może nam pomóc, przybliżę Wam fizjologię stresu z medycznego punktu widzenia. W kolejnych wpisach zajmę się także psychologiczną i jogiczną koncepcją stresu, ale zacznę od najbardziej „naukowej” formy 🙂 A jeśli zainteresowało Was tytułowe pytanie, zerknijcie na koniec artykułu.

Na poziomie fizjologicznym za reakcję na stres odpowiada układ wegetatywny (autonomiczny układ nerwowy -AUN), składający się z dwóch elementów:

1. System współczulny, który odpowiada za przygotowanie naszego organizmu na „walkę”: podnosi ciśnienie, tętno, rozszerza źrenice, napina mięśnie szkieletowe, spowalnia trawienie i uwalnia glukozę do krwi.

2. System przywspółczulny, który przywraca równowagę w organizmie, gdy ustępuje stresor (obniża ciśnienie i tętno, wznawia procesu trawienie, rozluźnia mięśnie szkieletowe itp.)

W zdrowym ciele oba układy powinny być w stanie równowagi. Gdy nasi przodkowie uciekali przed mamutem, system współczulny włączał nam opcję walki o życie. Gdy mamut zniknął za horyzontem lub na ruszcie, równie szybko potrafił się wyciszyć 🙂 Niestety, obecnie większość z nas jest narażonych na długotrwale działające stresory, które utrzymują układ współczulny w stanie permanentnej aktywności. Wielu z nas rozpoczyna dzień od świdrującego mózg dźwięku budzika, następnie frustruje się stojąc w korku aby w końcu dotrzeć do pracy, gdzie już od wejścia czujemy rosnąca gulę w gardle i kamień w żołądku. I to wszystko zanim dzień się jeszcze zaczął… Oczywiście, stresorów może być dużo więcej. Nie bez powodu mieszkańcy dużych miast dużo częściej cierpią na choroby somatyczne. Zanieczyszczenie środowiska, hałas, odcięcie od przyrody i nadmierna ilość bodźców również przestymulowuje układ współczulny. Jeśli są to sytuacje jednorazowe, organizm świetnie sobie z nimi radzi. Gorzej, gdy trwają stale. Powoduje to rozregulowanie AUN i pozostałych układów. Obecnie większość chorób i dysfunkcji organizmu jest efektem chronicznego stresu. A głównym winowajcą jest tutaj kortyzol.’

Kortyzol:
W sytuacji stresu następuje reakcja ciała migdałowatego, które (w dużym skrócie) powoduje wydzielenie przez nadnercza kortyzolu – hormonu, który w zrównoważonym organizmie wspiera procesy metaboliczne, reguluje poziom cukru we krwi i odporność. Niestety, współczesny styl życia sprawia, że powszechnym problemem jest nadmiar kortyzolu. Powoduje to min. :

  • permanentne zmęczenie, które nie ustępuje nawet po dobrze przespanej nocy i odpoczynku

  • przybieranie na wadze (szczególnie tzw. otyłość brzuszna)

  • rozregulowanie cyklu miesiączkowego lub jego brak

  • obniżenie libido

  • zaburzenia tarczycy

  • bezsenność

  • osłabienie odporności/alergie

  • problemy z koncentracją/pamięcią

  • osłabienie mięśni/wydolności/osłabienie

  • potrzeba picia kawy, energizerów, słonych i słodkich przekąsek

Jeśli nasz organizm zbyt długo musi utrzymywać nadnercza w stanie nieustannej gotowości, aby produkowały kortyzol dochodzi do ich wyczerpania. Wyczerpanie nadnerczy to szeroki temat, ponieważ istnieje kilka możliwych dysfunkcji tego organu. Postaram się poświęcić temu oddzielny wpis, ponieważ sama mierzyłam się z tym problemem i bardzo trudno było mi znaleźć pomoc.

I na „deser” odpowiedź na tytułowe pytanie 🙂 Często zdarza się, że instruktorki fitness wcale nie wyglądają jak wyżyłowane gwiazdy Instagramu. Mówiąc dosłownie – miewają nadwagę. Jak to możliwe, skoro kilka godzin dziennie wylewają z siebie hektolitry potu, dźwigają ciężary i jedzą zbilansowane posiłki? Otóż odpowiedź ponownie kieruje nas do kortyzolu. Każdy wysiłek ponad zdolności adaptacyjne organizmu oznacza dla niego stres, a więc wyrzut kortyzolu. Jeśli towarzyszy mu odpowiednia regeneracja wówczas następuje adaptacja do nowych wyzwań : spalenie tkanki tłuszczowej, przyrost masy mięśniowej, poprawa wydolności itp. Jednak nieustanne zmęczenie ciała powoduje wprowadzenie go w stan energetycznej głodówki.  Nasze ciało próbuje nam powiedzieć „ok, skoro mnie tak katujesz, to muszę odłożyć trochę zapasów tłuszczu na lepsze czasy, a na razie pobiorę energię z tkanki mięśniowej”. W efekcie, zamiast fit-sylwetki, pojawia się otyłość brzuszna, problemy ze snem, permanentne zmęczenie, zaburzenia miesiączkowania i oczywiście- brak rezultatów pomimo ciężkich treningów. Dlatego z pomocą przychodzi nam min. joga, gdzie nawet intensywnej praktyce (np. w stylu Asthanga czy  Vinyasa), towarzyszy obniżenie kortyzolu i aktywacja układu przywspółczulnego. Celem jogi nie jest schudnięcie, ale najczęściej jest to „efekt uboczny” praktyki i zrównoważenie układu hormonalnego. Ale to opowieść na kolejny wpis 🙂

Namaste

Kamila