Archiwa tagu: emocje

Emocje zapisane w ciele: jak usunąć stres z ciała. Joga powięziowa.

 

Kiedy wybrałam się na moją pierwszą sejsę yin yogi miałam wrażenie, że nic się nie dzieje. Pozycje trwają wiele minut, żadnego napinania mięśni, podciągania palców i rzepek kolan do góry. Jednym słowem strata czasu 😉 Jednak po kilkudziesęciu minutach  zaczęłam czuć wyraźny dyskomfort. Początkowo proste pozycje stały się zaskakująco intenswyne. Miałam wrażenie, że docieram do miejsc, do których jeszcze nie zajrzałam.  Bolało mnie wszystko. Ciało i dusza. Kiedy przeszliśmy do bioder nagle w mojej głowie pojawiły się wspomnienia dotyczące pewnej relacji i zaczęłam płakać. Płakałam dalej po sesji 15 min. patrząc w ścianę i zastanawiając się, o czym to było… Po 2 latach praktykowania yin yogi takie sytuacje są dla mnie zupełnie normalne i nawet się cieszę, kiedy w trakcie sesji uwalniają się intensywne emocje. Spotkanie z yin yogą zapoczątkowało u mnie fascynację rolą powięzi, czyli tkanki łącznej, dzięki której nasze ciało tworzy całość i nie rozsypuje sie na oddzielne kawałki. Jako psycholog zawsze uważnie przyglądam się połączeniu ciała i emocji, a praktyka yin yogi jest zupełnie wyjątkową pracą, która dociera dużo dalej niż do ciała. Dziś chciałabym Wam przybliżyć znaczenie pracy z ciałem i wyjaśnić, dlaczego joga powięziowa ma taką moc 🙂

Co to jest powięź?

Yin joga, zwana jogą powięziową, oparta jest przede wszystkim na koncepcji taśm anatomicznych. Taśmy anatomiczne to struktura mięśni i powięzi, którą chyba najbardziej szczegółowo do tej pory zbadał Tom Myers. Myers wyróżnił kilka taśm mięśniowo-powięziowych, ale sa zastrzega, że może być ich dużo więcj- możecie obejrzeć je na tym zdjęciu.Co ciekawe, wyróżnione taśmy pokrywają się w dużym stopniu z meridianami w medycynie chińskiej. Jednak zostały one opisane na podstawie „twardej” medycyny, w oparciu o sekcje zwłok. Do tej pory medycyna zachodnia traktowała ciało jak worek z odseparowanymi od siebie elementami jak kości, więzadła czy mięśnie. Temat powięzi to stosunkowo niedawne odkrycie. Nie służy ona jedynie jako „opakowanie” dla naszego ciała. Szczegółowo o anatomii powięzi pisałam w poprzednim wpisie o yin jodze. Dziś skupię się jednak na jej związku z naszymi emocjami, ponieważ jest to bardzo cenna wiedza, jeśli chcemy skutecznie zrelaksować ciało i uwolnić skutki stresu!

Powięź spełnia wiele fascynujących ról. Bierze udział w funkcjach ruchowych, czuciowych i metabolicznych. Ma niezwykłą wrażliwość – znajduje się na niej więcej receptorów, niż w innych rodzajach tkanek. Kurczy się, rozciąga i reaguje w trakcie wszystkich czynności ruchowych. Adaptuje się do zmieniających się warunków i odkształca. Jeśli cały dzień siedzimy, niczym zgarbione zombie przed komputerem. to najpewniej skracamy i przykurczamy zginacz biodra. Zmienia to automatycznie ustawienie miednicy, klatki piersiowej i szyi, powodując bóle w odległych rejonach ciała. Zła wiadomość jest taka, że powięź szybko przejmuje negatywne nawyki ruchowe i w efekcie przenosi ich konsekwencje na cały złożony system, jakim jest nasze ciało. Dlatego ból pleców może pochodzić np. z przykurczów w…stopie. Dobra wiadomość- jej plastyczność daje duże możliwości pracy z takimi napięcami np. poprzez masaż powięziowy, integrację strukturalną, rolowanie czy właśnie jogę powięziową 🙂

Dlaczego stres mieszka w ciele?

No dobrze- ale jak to się ma do eliminowania skutków stresu albo doświadczania trudnych emocji w trakcie pracy na powięzi? Odpowiedź jest jak zwykle związana z fascynującą zdolnością naszego ciała. Czyli to co w ciele- to i w głowie. I odwrotnie. Każde wydarzenie z naszego życia, szczególnie to intensywnie wypierane przez nas na poziomie umysłu, znajduje swoje odwzorowanie w ciele. Wdowi garb, dzwiganie czegoś na swoich barkach, niesienie krzyża, zgrzytanie zębami- na pewno znacie te określenia i wielokrotnie widzieliście, że nie są to tylko metafory… Jak pisał Aleksander Lowen w „Duchowośc ciała” , twórca psychoterapii poprzez ciało: Często się mówi, że jesteśmy ukształtowani przez nasze przeżycia, lecz teraz chcę to powiedzieć jak najbardziej dosłownie. Nasze ciała odzwierciedlają nasze przeżycia.  Dlatego osoby, które np. mają depresję często cechuje określona postawa: zapadnięta klatka piersiowa, pochylona głowa, spuszczony wzrok pokazuje chęć odsunięcia się od świata i skierowanie uwagi na trudne, wewnętrzne przeżycia. Na drugim biegunie może być postawa z bardzo silnie rozwiniętą klatką piersiową, wypchniętą do przodu, silną i zdecydowaną budową. Często jednak jest to jedynie „pancerz” mięśniowy , odcięty od czucia. Zbroja, która powstała, aby uchronić się od cierpienia, od możliwości zbliżenia się do drugiego człowieka. W obu przypadkach praca na powięzi związanej z klatką piersiową może wywołać silne reakcje emocjonalne. Jednocześnie, prowadzona świadomie i w asyście dobrego terapeuty, pozwoli na przyspieszenie procesu zdrowienia. Nie twierdzę, że jest to jedyna i komplememtarna metoda pracy, ale warto uwzlędnić pracę z ciałem w procesie terapii.

Jak usuwać stres z ciała?

Jednak praca na powięzi nie dotyczy tylko tak trudnych sytuacji. Jest niezwykle użyteczna w codziennym usuwaniu skutków stresu. Powięź bowiem reaguje na napięcie psychiczne szybciej, niż my zdążymy jeświadomie zauważyć. Wkurzył Ciebie szef i masz ochotę mu solidnie przyłożyć? O ile nie jesteś zupełnie pozbawiony mechanizmu kontroli emocjonalnej, to raczej tego nie zrobisz 😉 Jednak Twoje ciało zatrzyma impuls ciosu i prawdopodobnie napnie mocno mięśnie, które normalnie biorą w tym udział. W efekcie będziesz odczuwał ból ramion, karku, szyi. Zdałeś egzamin i masz ochotę krzyczeć i skakać z radości, ale przecież „nie wypada”? Twoje ciało zatrzyma impuls chęci skoku i skumuluje napięcie w nogach i miednicy. Ktoś właśnie kieruje do Ciebie krzywdzące słowa, a Ty- zamiast krzyczeć, zaciskasz zęby? Może wieczorem poczucjesz bóle głowy i napięcie w żuchwie.

Tak właśnie działa nasze ciało i umysł. Nie zawsze mamy możliwość wyrazić na bieżąco swoje emocje. Szczerze mówiąc, to chwilami nie byłoby to wskazane i naraziłoby nas na jeszcze większy stres 😉 Jednak ważne, aby pozwolić ciału na odregowanie później- w mądry sposób. Z jednej strony należy napięcie z ciała wyładować. O tym, jak to zrobić pisałam tu. Kiedy proponuję pracownikom firm w trakcie antystresowych warsztatów uderzanie w poduszkę, wprawianie ciała w drżenie czy wydawanie dźwięków- patrzą na mnie w podejrzany sposób 😉 Chwilę później często słyszę, że to było najlepsze ćwiczenie, jakie zrobili w życiu! Z drugej strony należy rozluźnić, uelatstycznić i nawilżyć powięź. Tak jak robimy to w trakcie sesji yin jogi, gdzie poza pracą w asanach używamy też automasażu piłeczkami.

Jeśli ciekawi Was praca na powięzi za pomocą jogi wpadnijcie na warsztaty antystresowe . Jeśli chcecie sięgnąć głębiej i przyjrzeć się również emocjom zapisanym w ciele to polecam wybranie się na sesje TRE, psychoterapii metodą Lowena czy Somatic Experiencing. Planuję niedługo rozpocząć szkolenie w tych obszarach i na pewno dam znać, kiedy będę gotowa na zajęcie się Wami w odpowiedni sposób!

Namaste,

Kamila

zdjęcie powięzi pochodzi ze strony http://www.gstbody.com/important-discovery-related-fascia/
zdjęcie w linku:https://www.livingbulletproof.com.au/bulletproof-your-facia/

Ja i moje ciało. Kim dla siebie jesteśmy?

Zastanawialiście się kiedyś, jaka jest najważniejsza relacja w naszym życiu? Mąż, żona, dziecko? Przyjaciele? Rodzice? Nie. Najważniejszą relacją w naszym życiu jest relacja z naszym ciałem. To od niej zależy zdrowie fizyczne i psychiczne, a więc jakość całego naszego życia. Rodzimy się bez świadomości naszego ciała. Kiedy rośniemy uczymy się, czym jest dotyk, jakie są nasze granice. Czasami mamy go zbyt mało, czasami za dużo. W oparciu o nasze doświadczenia z dzieciństwa nabywamy pewien rodzaj relacji z naszym ciałem. Czasami jest to piękny stan akceptacji i życia w harmonii. Dużo częściej jest to jednak odrzucenie, obrzydzenie, lekceważenie a czasami nawet nienawiść. Dopóki nie zaakceptujemy swojego ciała dopóty będzie ono spięte, zaniedbane, zestresowane i obce. Będzie chorować. Będziemy ćwiczyć na siłowni, a ono dalej nie będzie wyglądać jak z okładki Men’s Health. Będziemy stosować cudowne diety, a ono wciąż będzie o te kilka kilo do przodu. Proces odrzucenia ciała oznacza odrzucenie siebie. Szczególnie widoczny jest u kobiet, ponieważ na nas wywiera się dużo większą presję dotyczącą wyglądu. Rzadko kiedy pamiętamy, że modelki na zdjęciach są poddawane retuszowi albo przynajmniej fotografowane w taki sposób, aby zamaskować ich niedoskonałości…

Tymczasem w trakcie moich podróży obserwuję różne wymiary kobiecości. I te najpiękniejsze cechuje jedno- akceptacja. Kobiety w Azji rzadko kiedy się malują, za to dużo się śmieją, tańczą i poruszają biodrami. Noszą luźne spódnice i kolorowe sukienki.  Ich brzuch służy do oddychania, przyjemności i dawania życia, nie do permanetnego zamęczania go ćwiczeniami. Większość tancerek na Wschodzie ma miękkie i falujące brzuchy. Trudno wyobrazić sobie taniec brzucha bez jego obecności. Kiedy wracam do Europy, a Polski- w szczególności, widzę wiele naprawdę pięknych i zgrabnych kobiet. Zadbanych, umalowanych i świetnie ubranych. Tylko często w nich nie ma życia. Poruszają się sztywno, jak w klatce stworzonej z kompleksów, odrzucenia i presji społecznej. Nie wiem, jak odczuwają to mężczyźni, ale zapewne im też nie jest lekko spełniać społeczne standardy i akceptować swoje ciało, choć podejrzewam, że jednak mają mniejszy problem.

Niektórzy z nas traktują swoje ciało jak nieposłusznego zwierzaka: tresują, karcą, rygorystycznie trzymają się diety lub nie dają sobie prawa do odpuszczenia treningu, kiedy są bardzo zmęczeni. Wiecie, jak zachowuje się pies, którego nikt nigdy nie głaszcze i wiąże na łancuchu? Dokładnie tak samo odczuwa to nasze ciało… Jest też druga strona medalu- odrzucenie. Skoro brzuch za gruby, cellulit na udach, mięśnie za małe, to lepiej w ogóle się ciałem nie zajmować. W końcu nie dotykasz czegoś, czego się brzydzisz. W oby warianatch nasze ciało usycha, marnieje; staje się coraz mniej zdolne do czerpania z życia radości i przyjemności.

Dlaczego o tym piszę właśnie dziś? Z dwóch powodów. Jeden osobisty. Drugi- zawodowy 🙂 Za kilka dni skończę 33 lata. I nigdy tak dobrze nie czułam się w swoim ciele. Choć 10 lat temu byłam o te 10 lat młodsza, szczuplejsza i moje ciało też wyglądało inaczej. Ale czy lepiej? Nie sądzę. Choć zawsze byłam wysportowana i miałam całkiem niezlą sylwetkę, to nie akceptowałam swojego ciała.  Traktowałam je jak maszynę do spełniania okreśłonych zadań. Ignorowałam jego gorsze momenty, nie potrafiłam się o nie zatroszczyć. Potrafiłam po treningu wymiotować ze zmęczenia i uważałam, że to „nagroda” za dosadne dociśnięcie organizmu. Pewnym punktem zwrotnym był czas, kiedy problemy z kręgosłupem nasiliły się tak bardzo, że nie mogłam już normalnie funkcjonować. Każdy dzień rozpoczynał się i kończył przeszywającym bólem. Wiele miesięcy rehabilitacji i czekania z nadzieją na moment bez bólu sprawiły, że doceniłam to co mialam. Sprawne i zdrowe ciało. Aleksandra Stec autorka pięknego bloga kiedyś napisała:”Myślę, że człowieka łatwo uszczęśliwić, wiesz. Wystarczy zabrać mu coś, co było jego, a później mu to oddać. I nagle okazuje się, że miał wszystko. Kiedy jestem w stanie znowu wejść na matę, biegać czy choćby podróżować wiele godzin na siedząco bez bólu to mam wrażenie, że nic mi więcej nie potrzeba, aby wyrazić wdzięczność swojemu ciału i sobie. Za to, że po prostu jest i umożliwa mi doświadczanie życia w każdym jego aspekcie.

Drugi powód jest związany z moją pracą. Doświadczenia w pracy psychologa i nauczycielki jogi coraz wyraźniej pokazują mi, że ciało i nasze emocje są ze sobą nierozerwalnie połączone.  Powięź – tkanka łączna, która otacza wszystkie struktury w naszym ciele magazynuje wszelkie emocje i traumy- również te, które chcieliśmy wyprzeć. Bóle kręgosłupa, sztywność mięśni, stany zapalne w organiźmie nie pochodzą tylko od złego stylu życia i godzin przesiedzianych przed komputerem. Są także wynikiem nie stawiania granic w naszym życiu, mówienia „tak” kiedy wszystko w środku krzyczało „nie”. Pozwalania innym decydowania o sobie, ignorowaniu swojego prawa do odpoczynku i wyborów swojej drogi życiowej. Wszytskie te momenty, kiedy chieliśmy tupać nogami ze złości albo okładać kogoś pięściami- zostają w naszym ciele uwięzione. Dlatego wchodząc głębiej w pratykę jogi czasami przypominają nam się zupełnie bez powodu jakieś sytuacje. Albo odczuwamy emocje, które nie mają uzasadnienia w rzeczywistej chwili. Choć bywa to niepokojące, to jest dla nas dobre i oczyszczające. Poruszając ciało zawsze poruszamy też to, co w nim schowane. Jeśli pozwalamy sobie raz jeszcze na przeżycie niewyrażonych uczuć, to zdejmujemy z siebie ogromny ciężar.

Praca ze stresem nie może odwrócić się od ciała. Dzieci, zanim dorośli zaczną je socjalizować mówiąć „nie wypada, nie wolno, nie można”, wyrażają emocje całymi sobą. Krzyczą, płaczą, smieją się, skaczą, kopią, rzucają się na podlogę i walą rękoma w ziemię. W ten sposób insynktownie uwalniają napięcie i neutralizują fizjologiczny efekt hormonów stresu. Jako dorośli ze względów społecznych rzadko kiedy możemy pozwolić sobie na taką ekspresję, choć byłoby to dla nas dobre. Jednak trudno byłoby rzucać laptopem o ziemię na widok maila od szefa lub kijem baseballowym potraktować telefony w call center 😉 Dlatego musimy zadbać o to, aby na bieżąco uwalniać nasz organizm ze stresu. Po pracy zapewnić sobie chociaż kilkanaście minut intensywnego wysiłku, najlepiej nienastawionego na żaden wynik. Idealnie, jeśłi udałoby się nam też swobodnie wzdychać lub krzyczeć. Do krzyczenia świetnie nadaje się samotna jazda samochodem autostradą. Polecam 🙂  Na  tym polegają min. ćwiczenia w metodzie Lowena, TRE( Trauma Release Excercises) czy medytacje aktywne Osho, które skutecznie niwelują skutki stresu. O naukowym uzasadnieniu tego procesu pisałam więcej w tym  artykule.

Coraz więcej pracy z ciałem pojawia się na moich antystresowych warsztatach. Czasami sama jestem zaskoczona z jaką otwartością i ciekawością pracownicy firm wchodzą w tak wyraziste ćwiczenia. Kiedy minie moment pierwszego skrępowania domagają się nawet więcej np. rąbania drewna na kolanach 🙂 Niebawem planuję nagrać na you tube przykłady takich ćwiczeń. Często trudno jest jednak pozwolić sobie na taką ekspresję w ciele, jeśli go nie akceptujemy…  Dlatego jeśli macie chwilę- spróbujcie przyjrzeć się temu, o co prosi Wasze ciało i napiszcie list. List od ciała do Was. Co mogłoby chcieć przekazać, gdybyś zadał sobie te pytania?

*co Twoje ciało czuje?

*czym je krzywdzisz?

*za co jest Ci wdzięczne?

*co je cieszy a co smuci?

*kiedy jest mu z Tobą najtrudniej?

*o co chciałoby poprosić?

Dzięki temu prostemu ćwiczeniu możemy dowiedzieć się bardzo wiele o tym, jaką mamy relację ze swoim ciałem i rozpocząć proces troszczenia się o nie. Kiedy kochasz siebie, dajesz sobie i światu odetchnąć 🙂

Namaste, Kamila

 

Po co współczesnemu człowiekowi joga?

Dobre pytanie. Twoja babcia i dziadek nie wyginali się na macie jak dzikie węże i jakoś przeżyli. Fakt. Ale babcia i dziadek żyli w innych czasach. W czasach, gdy nie spędzało się 10 godzin na krześle/kanapie/w samochodzie. W czasach, gdy patrzyło się więcej na słońce, a mniej w ekran komputera, a dłonie posiadały więcej funkcji, niż wystukiwanie smsów i lajkowanie postów. W czasach, gdy pójście na zakupy czy w odwiedziny do przyjaciół oznaczało długi spacer a czasem – trening dźwigania ciężkich toreb. I przede wszystkim- gdy życie nie składało się z targetów, kejpijajów i deadlinów. Poziom stresu był wówczas znacznie niższy, mocniejsze więzi społeczne pomagały w redukowaniu jego skutków. Dlatego dziś wiele osób staje na macie, żeby przywrócić ciału sprawność a głowie spokój. Bardzo często odkrywają, że to dopiero początek dobra, jakie niesie ze sobą joga. Niekoniecznie na poziomie ciała.

1.”W zdrowym ciele zdrowy duch”. Banał. Ale prawdziwy. O pozytywnym wpływie jogi na nasze ciało powstał już niejeden doktorat. Joga jest wyjątkową formą ruchu, ponieważ działa na wielu poziomach człowieka. Redukuje bóle pleców, wzmacnia mięśnie osłabione, rozciąga przykurczone. Stabilizuje postawę ciała, uczy prawidłowej pracy stawów. Wpływa na narządy wewnętrzne (poprawia trawienie, równoważy układ hormonalny). Istnieje także terapia jogą, gdzie odpowiednio dobrane asany potrafią wspierać proces zdrowienia nawet poważnych chorób. Co najważniejsze, joga podąża za Tobą. Osoby nadmiernie elastyczne (tak, są takie) uczy stabilizacji i uważności. „Sztywniaków” – rozciąga i dodaje miękkości w ciele. Ponieważ pracujemy z obciążeniem własnego ciała, to postęp odbywa się w sposób naturalny i zgodny z Twoimi możliwościami. Nie zrobisz od razu trudnej asany, ponieważ wcześniej musisz wzmocnić i uelastycznić konkretne obszary w ciele. Spotkanie z nową pozycją jest poprzedzone długą drogą. Dlatego sprawia tyle radości i satysfakcji.

2. Joga uczy pokory. Towaru bardzo deficytowego w naszych czasach. Bywa, że nad pewnymi pozycjami jogi pracujesz latami, a i tak dalej robi je lepiej od Ciebie babcia na zajęciach dla seniorów (serio – wciąż tak mam z niektórymi asanami). Być może Twoją lekcją do odrobienia będzie zaakceptowanie, że tak jest. I być może któregoś dnia ze zdziwieniem stwierdzisz, że asana stała się wykonalna. Jeśli będziesz robić coś na siłę, ciało szybko powie dość fundując Ci kontuzje. Ta świadomość przekłada się na inne dziedziny życia. Pozwala zrozumieć, że gdy nie jesteś na coś gotowy, ale wywierasz na siebie presję -rezultaty mogą Cię niemile zaskoczyć…

3. Joga jest formą łagodnej terapii. Ciało pamięta emocje. Dlatego mimo wieloletniej praktyki pewne pozycje są dla nas niedostępne. Obserwuję to często u swoich uczniów (i u siebie). Jak ciało ma pozwolić na głęboki skłon i poddanie się pozycji, jeśli w swoim życiu ciągle walczysz? Jak chcesz zrobić głębokie wygięcie, jeśli otwarcie klatki piersiowej sprawia, że odsłonisz swoje serce? A co, jeśli wciąż je chowasz, bojąc się zranienia? Jak możesz odchylić głęboko głowę, jeśli ciało wie, że odsłonięte gardło wypuści słowa, które od lat boisz się wypowiedzieć? Czasem na jodze płyną łzy lub słychać śmiech. To blokady, które rozpuszczasz praktyką, opuszczają swoje miejsce.

4. Joga jest dialogiem z ciałem. Każde ciało jest inne. Każdego dnia Ty jesteś inny. Asana, którą w poniedziałek robisz modelowo, we wtorek może być zupełnie poza Twoim zasięgiem. Dlatego nie bój się zrobić mniej, by w istocie zrobić więcej. Jesteś zmęczony? Czujesz, że chcesz przeleżeć pół zajęć w savasanie? Super, zrób to! Na jodze nic nie musisz. Jeśli umiesz komunikować się ze swoim ciałem, to wiesz, kiedy to zwykłe lenistwo i lęk przed nieznanym, a kiedy ciało mówi „stop”. Czy widząc ukochaną osobę, która jest wyczerpana, kazałbyś jej ćwiczyć do upadłego? To dlaczego robisz to sam sobie? Troszcz się sam o siebie. Tak, jak zaopiekowałbyś się najważniejszym człowiekiem na świecie.

5.Joga uczy odpuszczania. Ucząc obserwuję, że w większości moi kursanci wcale nie potrzebują, by ktoś ich docisnął, zmotywował i stał z przysłowiowym batem. Większość z nas żyję pod stałą presją – w pracy, w rodzinie, wśród znajomych. Najtrudniejszą pozycją jogi jest savasana, czyli pozycja trupa, gdy kilkanaście minut starasz się pozostać nieruchomo, zachowując świadomy umysł. Bo musisz się zatrzymać. Być. Akceptować. A to nie jest to, co pędzący świat lubi najbardziej. Na początku gonitwa myśli i nerwowe ruszanie palcami, z myślą ”kiedy to się skończy”, są standardem. Ale przychodzi moment, kiedy z utęsknieniem czekasz na tą chwilę, gdy ciało zastygnie i umysł powoli będzie wyhamowywał. To jest ta chwila, gdy jesteś gotowy, by doświadczyć głębokiego relaksu i wyciszenia.

6.Joga wzmacnia nasz kontakt z ciałem. Kiedy nauczyciel prosi o oddalenie 5 palca w stopie od 4 i o skręcenie nerek masz wrażenie, że znalazłeś się w cyrku. Ale z czasem i mały palec drgnie, a wchodząc w mocny skręt czujesz, że nerka jest Ci wdzięczna. Wiesz, która część Twojego ciała wymaga dziś troski i jaka pozycja będzie dla niej najlepsza. Czujesz, jaki oddech przyniesie Ci spokój a jaki doda energii. Ucząc czujesz energię ii tak prowadzisz lekcje, aby za tym podążać. Otwierasz się na sygnały płynące z Twojego ciała i od innych. Dzięki temu również w codzienności pomagasz ciału. W pracy częściej wstajesz zza biurka, popatrzysz na zielone drzewa za oknem. Może wyjdziesz na spacer, zamiast rozmawiać ze znajomymi w dusznej kuchni?

7. Joga uwalnia oddech. Oddech to podstawa życia. Możesz nie pić kilka dni, nie jeść kilka tygodni i przeżyjesz. A bez oddechu Twoje ciało umiera po kilku minutach. Pranayama, czyli ćwiczenia oddechowe prowadzą nas do kolejnego kroku w praktyce jogi i przygotowują do medytacji. Prana to oddech, siła życiowa; ayama – powiększanie objętości. Dzięki pranayamie możemy wyciszać umysł, dodać sobie energii i sprawić, że to my będziemy panować nad emocjami, a nie one nad nami. Ta umiejętność wesprze Cię w każdej chwili, gdy będziesz potrzebować kontrolować emocje i przywrócić sobie spokój.

8. Joga uczy, że wszystko jest jednością. Joga to nie asana na macie. Joga jest stylem życia – uważnością w każdym momencie, nie krzywdzeniem innych, szacunkiem wobec życia, podążaniem za prawdą, cieszeniem się tym, co jest. Jako nauczyciel rozwijam się, dzięki pracy jaką wykonuję sama nad sobą i lekcjom, jakie otrzymuję od swoich uczniów. Joga uczy, że bycie spójnym w praktyce i w tym, jak żyjesz, to największa wartość praktyki.

Do zobaczenia na macie!
Namaste, Kamila