Sztuka odejmowania sobie (w mojej praktyce)

Ciało:-„Puk, puk…”

Głowa-„Kto tam?”

Ciało:”To ja. Twoje ciało.”

Głowa:’Znowu? Co tam?”

Ciało:”Czuję się bardzo zmęczone. Brakuje mi wolnego dnia od kilku tygodni. Dłuższego urlopu od roku. Weekendów od 4 lat. Nie mam siły.”

Głowa: „Wiem… Ale dasz jeszcze radę, co? Jeszcze trochę? Obiecuję, że dam Ci odpocząć, ale zróbmy kilka warsztatów, szkoleń i wyjazdów. Weźmy kilkanaście zastępstw. Chcę się jeszcze więcej nauczyć, odłożyć na szkołę, na podróż. Na marzenia. Przekazać to innym ludziom. Potrzebuje Ciebie.”

Ciało: „proszę, usłysz mnie…”

Głowa: ” Nie dramatyzuj. Jesteś silne, już tyle przetrwaliśmy. Dasz radę”

Serce (wtrąca się) :”Hmm, wybacz Głowo, ale słyszę tą gadkę już od kilku lat. „Później” i „za chwilę” mieszka w krainie „Nigdy-nigdy”. Poza tym to trochę nieładnie mówić innym o prawdzie,a samej składać obietnice bez pokrycia”.

Głowa: „A ty znowu nie umiesz siedzieć cicho. Nie wtrącaj się. Ciało już nie z takich sytuacji wychodziło. Ciało da radę! Przeżyjesz jeszcze trochę, co?”

Ciało:”Nie. Nie chcę przeżyć. Chce ŻYĆ.”

Po kilku latach pracy w każdy dzień tygodnia, z ludźmi i dla ludzi podjęłam decyzję o zaopiekowaniu się sobą. Od września nie będę prowadzić stałych zajęć w weekendy oraz (poza poniedziałkiem i wtorkiem)- po południu. Wciąż będzie można mnie spotkać na weekendowych warsztatach, wyjazdach i szkoleniach. Być może pojawią się nowe godziny poranne jogi na Wilanowie 🙂

Od dłuższego czasu narastał we mnie sprzeciw wobec tego, o czym piszę i mówię, a moim trybem życia. Zachęcam Was do odzyskania równowagi, zatroszczenia się o siebie i odpuszczania. Tymczasem sama od lat pracuję w niemal każdy dzień tygodnia. Tak, kocham to co robię. Nie zamierzam zrezygnować z tej ścieżki na teraz. Jednak jest to praca. Praca, wymagające koncentracji, uważności i obecności. Która przez kilka lat wymagała takich nakładów energii, abym mogła się z niej utrzymać.

Czuję, kiedy Was coś boli, w czymś Wam niewygodnie. Kiedy poruszenie ciała uwolniło coś trudnego z głowy i ważne, żebym mogła podejść i powiedzieć „spokojnie, nic nie musisz.” Czasami moje grupy liczą 30-40 osób Choć moje ego się cieszy, to taka ilość duszyczek wymaga ode mnie dużych nakładów energii. Hasło „przecież nie musisz ćwiczyć” nie rozwiązuje tematu, bo tu nie o tylko o zmęczenie fizyczne się rozchodzi. Tylko o energię, jaką chcesz się dzielić z innymi. Nie mam ochoty dzielić się z Wami zmęczeniem.

Nie interesują mnie „fejkowe” relacje na Instagramie i fejsbuku, opisujące,jakie moje życie jest wspaniałe i bezproblemowe, a jak przyjdziecie na moje warsztaty, to Wasze też takie będzie. Interesuje mnie prawda. A prawda jest taka, że potrzebuję z czegoś zrezygnować, aby BYĆ DLA SIEBIE DOBRĄ.

Chcę mięć siłę na własną praktykę. Czerpać radość z tego, że idę na rower lub pobiegać, a nie zastanawiać się, jak tu zebrać siły, żeby zrobić trening po 5 godzinach prowadzenia zajęć i pracy nad szkoleniami do 22. Mieć wolny weekend i obudzić się w sobotę z myślą ” Bosko, całe 2 dni wolnego- to co dzisiaj dobrego dla siebie robimy?” Wpaść na obiad do rodziców, odwiedzić przyjaciół. Zakopać się pod kocem z książką i przeleżeć tak pół dnia. A może rozpocząć w weekendy szkołę psychoterapii, aby móc Wam pomagać pełniej, głębiej, bardziej odpowiedzialnie. Ale na to potrzebny jest czas i przestrzeń. I ja właśnie tą przestrzeń sobie stwarzam.

Bardzo zżyłam się z grupami na Gocławiu i Wilanowie, z którymi pracuję od kilku lat. Obserwowałam jak pięknie rozwijacie swoje jogowe skrzydła. Niektóre dziewczyny pojawiały się na jodze, ponieważ nie mogły zajść w ciążę i szukały powrotu do siebie, do spokoju. Bywało, że później pojawiały się już z maluchem w brzuchu, a wracały jako mamy 🙂 To dla mnie ogromna radość towarzyszyć Wam w tej ścieżce. To jakby oglądać na żywo film o rodzącym się życiu, a później do tego życia móc się uśmiechać i połaskotać w małą stopę 🙂

Dziękuję również wszystkim, którzy obdarzyli mnie zaufaniem i cierpliwie słuchali moich przydługich opowieści i dygresji na sesjach 🙂 Mam nadzieję, że i Wy zadbacie o siebie. Puścicie to, co Wam już nie służy. Bo nie ma możliwości, żeby zaprosić do swojego życia coś nowego, jeśli wciąż trzymamy się kurczowo starego.

Życzę Wam tego, co życzy nam ciało: NIE CHCĘ PRZEŻYĆ. CHCĘ ŻYĆ.

Namaste

Kamila

2 komentarze do “Sztuka odejmowania sobie (w mojej praktyce)”

  1. Bardzo lubię w Twoich wpisach to, że dzielisz się swoimi doświadczeniami. Myślę, że są one przez to świetną inspiracją dla innych, tak jak chociażby ten temat, który dotyczy przecież nas wszystkich. To na pewno lepsze, niż poradniki o zarządzaniu czasem:) Umiejętności wsłuchiwania się w siebie nic nie zastąpi, ponieważ każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby i uwarunkowania. Gratuluję Tobie podjęcia decyzji:)
    PS. Generalnie lubię swoją pracę, ale mimo tego regularny odpoczynek to podstawa.

    1. Dziękuję Jacku. Jakoś tak się składa, że większośc tego, czym się dzielę doświadczam na sobie 😉 Tak, to prawda- niektóre porady na zarządzanie czasem wciąż przypominają „101 pomysłów, jak wcisnąć sobie jeszcze więcej”. A prawda jest taka, że zasoby energii i uwagii mamy limitowane. I czasami jedyną drogą jest po prostu sobie odjąć. Cieszę się, że znajdujesz satysfakcję w swojej pracy i że umiesz przy tym zachować balans. Ja swoją uwielbiam, tylko trochę potrzebuję ją przeorganizować, aby ją jeszcze bardziej lubić 🙂 Uściski!

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)