Szczepionka na stres część III: nie martw się na zapas i zacznij żyć!

‚Martwienie się, to modlitwa o to, czego nie chcesz’. Tymi mocnymi słowami Dorenn Virtue można podsumować strategię, którą większość z nas stosuje zamartwiając się codziennie… Znam to z autopsji, ponieważ jeszcze nie tak dawno byłam w tym mistrzynią. W mojej głowie przewijały się liczne czarne wizje i lęki, poczynając od zupełnie błahych tematów (typu zdążenie do pracy) na tych całkiem poważnych kończąć (czy mój przeszywający ból kręgosłupa po operacji kiedykolwiek się skończy). Paradoksalnie, dopiero te naprawdę poważne sytuacje zmusiły mnie do zmiany strategii myślenia. Kiedy nie masz już wpływu na sytuację jedyne, co pozostaje, to wybrać spokój i akceptację 🙂 Była to długgaaa droga, zajęła mi kilka lat. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że dzięki jej przejściu żyje mi się teraz lżej i spokojniej. Nie, wiele problemów wcale nie zniknęło. Ale mam do nich inne podejście, dzięki czemu udaje mi się cieszyć każdym dniem i unikać skutków stresu, nawet gdy bywa trudno. Dlatego dziś chciałabym się z Wami podzielić kilkoma fundamentalnymi zasadami, które pomagają wyeliminować z życia autostres, jaki fundujemy sobie sami zamartwiając się na zapas.

  1. Zaakceptuj swój lęk: im bardziej się czemuś opieramy, tym mocniej to napiera. Nie uciekaj od niego, on przyszedł po to, aby Ciebie czegoś nauczyć. Tak to bywa, że to nie mili ludzie i cukierkowe sytuacje sprawiają, że wzrastamy. To te trudne lekcje sprawiają, że szukamy nowych strategii działania i zmieniamy swoje podejście. Zaprzeczając swoim emocjom tracimy energię, którą można wykorzystać na rozwiązanie problemu.
  2. Kiedy już nazwiesz problem wyobraź sobie najgorszy możliwy scenariusz i jego konsekwencje. Postaraj się przy tym myśleć realistycznie. Może się okazać, że w rzeczywistości nie byłoby aż tak źle, jak podpowiada Ci wyobraźnia. Kiedy jesteśmy w gorszym nastroju, mamy tendencję do tworzenia katastroficznych wizji, które najpewniej nie mają szans na spełnienie.
  3. Skoncentruj się na tym, nad czym masz kontrolę. Z badań psychologicznych wynika, że brak poczucia wpływu na sytuację bywa bardziej stresujący niż sam problem. Dlatego pomyśl, co możesz zmienić, aby nie stać w miejscu?  Jaka najmniejsza zmiana pomogłaby Ci na ten moment? Jeśli obiektywnie nic nie da się zmienić na zewnątrz- zadbaj o siebie. Poświęć sobie uwagę, tak aby mieć więcej sił i spokoju na chłodną ocenę i działanie.
  4. Bądż obecny. Szukaj sytuacji i zajęć, w których możesz w pełni być w tu i teraz. Może być to Twoje hobby, spotkanie z ludźmi, którzy są nam bliscy czy zabawa z dziećmi. Momenty, w których czerpiesz radość i jesteś w pełni obecny. Pamiętaj, że i zmywanie naczyń może być medytacją, o ile poświęcimy temu 100 % uwagi. Spróbuj poczuć każdym zmysłem to, co robisz: zobacz tęczę w bąbelkach z piany, kolory naczyń, poczuj temperaturę wody i zapach mydła. Bądź jak dziecko, które zatraca się w tym, co robi nawet jeśli jest to grzebanie gałęzią w kałuży. No właśnie- widzieliście kiedyś martwiące się dzieci? 😉
  5. Wyznacz sobie czas na martwienie się. Np.”martwię się moją sytuacją finansową od 8 do 9.30″. I zamartwiaj się do woli, ale umów się sam ze sobą, że poza wyznaczonym czasem wracasz do tu i teraz.
  6. Pamiętaj, że jakość naszego świata widziana jest naszymi oczyma. Jeśli spodziewamy się najgorszego, to podświadomie stwarzamy sytuacje, które działają jak samospełniająca się przepowiednia. Nie chodzi o to, aby zaprzeczać negatywnym uczuciom i „keep smilng”, kiedy jest na  trudno. Na to też jest miejsce. Ale warto spróbować zmienić swój sposób interpretacji. Zamiast ” boję się, że mi się nie uda” zapytać siebie ” a co będzie, jeśli mi się uda i będę czerpać z tego radość”? Mózg nie odróżnia tego, co w naszej wyobraźni od tego, co namacalne. Autonomiczny układ nerwowy na stresujące myśli reaguje napięciem. Na pozytywne- rozluźnieniem. Wybór wydaje się prosty, co nie? 🙂
  7. Szukaj form ruchu, które przywracają równowagę w organizmie. O roli kortyzolu i jego powiązaniu z intensywnym wysiłkiem pisałam tutaj  Oczywiście, nie moge nie wspomnieć o jodze, która idealnie spełnia te wymagania.
  8. Nie obwiniaj się, jeśli nie uda Ci się od razu pozbyć nawyku zamartwiania się. Podobno my Polacy mamy to w genach 😉 Kilka lat temu pojawiła się ciekawa kampania „Stop narzekaniu”- biale opaski na rękę miały przypominać nam o tym, żeby trzymać się jasnej strony mocy. Miej w zasięgu wzroku coś, co przypomni o trzymaniu się tego postanowienia. Nagradzaj się za wytrwanie w swoim postanowieniu.
  9. Pamiętaj, że martwienie się to nie to samo, co paraliżujący lęk i ataki paniki. Jeśli Twoje myśli uniemożliwiają Ci spokojny sen, utrudniają codzienne czynności i negatywnie rzutują na Twoje zdrowie -poszukaj pomocy psychologa lub psychoterapuety. Zaburzenia lękowe wymagają często terapii, która jest bardzo skuteczna o ile nie zwlekamy zbyt długo.
  10. Kiedy jest naprawdę ciężko- nie dorzucaj sobie. Nic nie trwa wiecznie. Nawet najgorsze momenty w naszym życiu mają swój kres i zdarzają się każdemu. A po każdej burzy wychodzi słońce 🙂 Takie są prawa Wszechświata.

Jako puentę nie mogę się powstrzymać, żeby nie przypomnieć cytatu Churchilla : „Kiedy patrzę na te wszystkie zmartwienia, pamiętam historię starca, który powiedział na łożu śmierci, że miał w swoim życiu wiele problemów, z których większość nigdy się nie wydarzyła”.

Stay calm 🙂

Namaste,

Kamila

2 komentarze do “Szczepionka na stres część III: nie martw się na zapas i zacznij żyć!”

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)