Stres mieszka w ciele I : kiedy choruje głowa, choruje ciało…

Po dłuższej przerwie od blogowania- wracam do obiecanych, trzymających się bliżej ziemi artykułów 🙂

Kolejny cykl wpisów chciałabym poświęcić na przyjrzenie się związkowi chorób ciała i doświadczanych przez nas emocji.  Medycyna zachodnia dopiero od niedawna dostrzega związek naszej psychiki ze stanem naszego ciała. W tym kręgu kulturowym przez wieki człowieka traktowano jako system niezwiązanych ze sobą części, działających w oderwaniu od siebie. Tymczasem lekarze na Wschodzie zawsze patrzyli na człowieka holistycznie- lecząc przyczynę zaburzeń, a nie tylko zaleczając objawy. Obecnie coraz więcej osób jest świadomych, że doświadczenia życiowe i emocje wywierają ogromny wpływ na stan naszego zdrowia. Aleksander Lowen, twórca metody psychoterapii poprzez ciało, mawiał „Problemy człowieka zawsze można odczytać z jego ciała, ponieważ ciało jest tym, kim jest człowiek.”

Lowen i inne metody pracujące z „głową” poprzez ciało wskazują na szczegółowy związek przeżywanych emocji i tego, co później dzieje się z naszym organizmem. Na potrzeby mojego bloga skupię się jednak na bardziej ogólnych, ale wciąż niezwykle częstych problemach ze zdrowiem, które mają swoje główne źródło w psychice. Konkretnie- na chorobach psychosomatycznych. Od stresu nikt z nas nie ucieknie i każdy miewa w życiu etap, gdy czuje jak grunt usuwa się spod nóg… Jeśli nie umiemy tego gruntu złapać, albo świadomie się zrelaksować, narażamy się na całkiem namacalne problemy ze zdrowiem. Ciało ma swoje możliwości adaptacji i jest w stanie zaskakująco długo znosić nawet długotrwałą ekspozycję na stres.  Jednak w pewnym momencie nie ma już zasobów i zaczyna odbijać skutki stresu w ciele. Woła „nie dam rady, zobacz!” na swój, cielesny sposób.

Mechanizm zaburzeń psychosomatycznych: „Naprawdę mnie boli, a nikt nie wie, dlaczego”

Kiedy doświadczamy stresującej sytuacji nasze ciało wchodzi w tryb „walcz lub uciekaj”. Towarzyszy temu szereg reakcji fizjologicznych, która mają pomóc nam przeżyć (dosłownie!). O dokładnym mechanizmie pisałam tutaj. Jeśli następuje fizyczne wyładowanie (tzn. naprawdę uciekasz lub walczysz) organizm może w procesie ruchu zużyć hormony stresu, które przed chwilą wyprodukował. Umówmy się, że jednak mało kto goni po firmowym korytarzu albo porzuca auto w korku i wykonuje 50 pompek na przystanku…W efekcie nasz układ hormonalny i odpornościowy stopniowo upośledza swoje działanie. Częściej mamy infekcje, pojawiają się problemy ze zdrowiem. Czasami wyniki badań nie pokazują nic niepokojącego, a nas boli brzuch, głowa, tracimy oddech albo pojawiają się kołatania serca- to może sugerować, że ciało nie radzi sobie ze skutkami stresu. Są też choroby, które w wyraźny sposób wiążą się z doświadczaniem długotrwałego stresu. Określamy je chorobami psychosomatycznymi.

Choroby psychosomatyczne: gdy cierpi dusza, choruje ciało

Choroby psychosomatyczne to „choroby przebiegające albo pod postacią zaburzeń funkcji, albo zmian organicznych dotyczących poszczególnych narządów czy układów, w przebiegu których czynniki psychiczne odgrywają istotną rolę w występowaniu objawów chorobowych i ich zaostrzeniu” (definicja WHO). Istnieje także grupa chorób (tzw. „Chicagowska siódemka”, autorstwa F.G, Alexandra), które uznawane są za dysfunkcje związane z ekspozycją na stres:

  • choroba wrzodowa żołądka

  • nadciśnienie tętnicze

  • astma oskrzelowa

  • reumatoidalne zapalenie stawów

  • zapalenie jelita grubego

  • nadczynność tarczycy

  • atopowe zapalenie skóry

Zestawienie pochodzi z zamierzchłych czasów (lata 50-te XX wieku) i dziś można śmiało do niego dodac także (nękające szczególnie kobiety) choroby autoimmunologiczne np. zapalenie tarczycy Hashimoto, toczeń, choroba Gravesa-Basedova, choroba Addisona, Stwardnienie Rozsiane, IBS (Zespół Jelita Drażliwego), CFS (Zespół Przewlekłego Zmęczenia), fibromalgia. Plus „klasyki”: stany depresyjne, nerwice, bezsenność, zaburzenia libido, zaburzenia odżywiania, problemy z płodnością.

Jak sobie pomóc w chorobach psychosomatycznych? 

Jeśli trafisz na mądrego lekarza, to zasugeruje wizytę u psychoterapeuty. Ponieważ choroby psychosomatyczne często powiązane są z brakiem umiejętności stawiania granic, mówienia o swoich potrzebach, proszenia o pomoc. Osoby, które otoczone są wsparciem społecznym i potrafią dzielić się swoimi emocjami, dużo rzadziej nękają tego typu dolegliwości. Badania inter-kulturowe wyraźnie pokazują, że zaburzenia autoimmunologiczne to domena wysoko uprzemysłowionych krajów Zachodu. Rzadko kiedy występują w uboższych i mniej zaawansowanych społecznościach. Dzieje się tak dlatego, że w tradycyjnych kulturach ludzie spędzają dużo czasu z bliskimi a rodzina stanowi znaczącą sieć wsparcia. Co więcej- tryb życia wymaga dużo więcej ruchu i nie generuje takiej dawki stresu. A nawet jeśli generuje stres, to ma on charakter krótkofalowy (goni Cię tygrys- uciekasz) i ciało w naturalny sposób wraca do stanu równowagi.

Życie samo w sobie zawsze będzie zawierało stresujące sytuacje. Nie mamy na to wpływu. Mamy wpływ jednak na to, jak na nie reagujemy. I bardzo dobrze jest umieć je w pełni przeżywać- tzn. śmiać się, gdy coś nad raduje i płakać, gdy jest trudno. Tu właśnie kluczowa może okazać się pomoc psychoterapeuty. Zmiana wzorców reagowania na stres, zadbania o siebie, porzucenia schematów postępowania, które wkładają nas w rolę życiowej ofiary- to najważniejsza droga do zmniejszenia, a może i zlikwidowania objawów chorób.

Istnieje także wyraźny związek niektórych zaburzeń z doświadczanymi przez nas emocjami. Np. kłopoty z sercem lub oddychaniem często wiążą się z trudnościami w relacjach i np. lękiem przed bliskością. Problemy z jelitami, odżywaniem korelują min. z tendencją do perfekcjonizmu, potrzebą kontroli lub też intensywnie przeżywanym poczuciem wstydu. Bóle kręgosłupa, mięśni czy stawów często sugerują, że dźwigamy coś na swoich barkach czy niesiemy „krzyż” na plecach (niekoniecznie swój…). Choroby autoimmunologiczne bywają ostatnim wołaniem naszego ciała :”Czy tak trudno jest Ci mnie zaakceptować, że muszę zacząć siebie niszczyć?”

Na bieżąco warto nauczyć się prawidłowo odpoczywać i relaksować. Metody są dowolne, choć najbardziej zależałoby nam na zminimalizowaniu aktywności ciała i umysłu. Joga, medytacja, techniki oddechowe, masaż- sprawdźcie, co do Was najbardziej przemawia. O tym, dlaczego relaksacja jest niezbędna, aby żyć w zdrowiu pisałam więcej tu. Można zacząć od słuchania nagrań relaksacyjnych, np. na Stresoterapii 🙂

W kolejnym wpisie przyjrzymy się dokładniej roli stresu w konkretnych, najbardziej dotkliwych zaburzeniach.

Tymczasem pamiętajcie, że dopóki człowiek oddycha, to żyje i ma możliwość i szansę, żeby coś zmienić!

Kamila

 

5 komentarzy do “Stres mieszka w ciele I : kiedy choruje głowa, choruje ciało…”

  1. Hej:) Po dłuższym czasie niekomentowania (jeżeli piszę się to osobno, to przepraszam za błąd:) pozwolę wrzucić swoje 5 groszy:) Jestem przekonany, że związek pomiędzy chorobami, a stamen umysłu, jest szerszy i wykracza poza emocje i stres, które nie są jedynym winowajcą. Nasze postawy życiowe, przekonania, wzroce myślowe, tzn. wszystko co najczęściej „dziedziczymy” po naszych rodziacach, dziadkach I oczywiście sami wykształcamy w naszym życiu. Zostało to opisane w ogólnie dostępnej literaturze. Tą, na które trafiłem, i chciałbym polecić, to światowy bestseller Louise Hay „Możesz uzdrowić swoje życie” – na końcu książki jest zestawienie: choroba – wzorzec za nią odpowiedzialny – afirmacja zmieniająca ten wzrorzec na pozytywny. Kolejna pozycja „Reiki Uniwersalna Energia Życiowa” Baginski, Sharamon, opisuje ten temat dużo szerzej i gębiej, dlatego bardzo ją polecam. 2/3 książki traktuje o Reiki, ale jeżeli ktoś nie chce, to nie trzeba tego czytać. Ostatnia część mówi o prawdziwych przyczynach chorób. Zacytuję fragment książki, wypowiedź 19-wieczenego lekarza Edwarda Bacha …”Choroba nie jest ani okrucieństwem ani karą, lecz jedynie i wyłącznie środkiem zaradczym , narzędziem, jakim posługuje się nasza własna dusza, by zwrócić nam uwagę na nasze błędy, by powstrzymać nas przed jeszcze większymi omyłkami, by przeszkodzić nam w wyrządzaniu jeszcze większych szkód i przywrócić nas na drogę prawdy i światła”. Mocne? Ale przecież nie jesteśmy tutaj, żeby produkować i konsumować i wydawać na świat kolejnych konsumentów i producentów:) Jesteśmy tutaj po to, żeby się rozwijać:) Jeżeli tego nie zrozumiemy, będziemy chorować.

    1. Drogi Jacku, jak zwykle dziękuję za komentrz i jak zwykle mogę się podspiać pod Twoimi słowami 🙂 Znam książkę Hay- pomogła mi ona poradzić sobie z chorobą kręgosłupa i tarczycy. Podobnie jak Ty uważam, że choroba, to znak od naszego głębokiego „Ja”, które prosi o uwagę. Podobnie jak wskazówki z Totalnej Bilogii. Psychoterapia poprzez ciało Aleksandra Lowena, która jest obecnie moją nową ścieżką poszukiwań, bardzo wyraźnie wskazuje, że nie da się wyleczyć człowieka nie rozwiązując blokad emocjonalnych, które powstają w różnych momentach życia. Swoją drogą gorąco polecam lekturę książek Lowena! Dla wielu osób dopiero dotknięcie swojego dna, kiedy tabletki i leki nie działają, staje się impulsem do poszukiwania źródła choroby. Jednak na potrzeby mojego bloga staram się powoli oswajać niektórych bardzo racjonalnych czytelników z mniej namacalnym koncepcjami 🙂 Sciskam mądrą Duszę!

  2. Dziękuję za miłe słowo droga duszyczko:) Którą z książek Lowena poleciłabyś na początek? Rozumiem to, że w swoich wpisach bierzesz pod uwagę różnorodność Twoich czytelników, niektórych mogłyby odstraszyć zbyt śmiałe teorie. Sciskam ciepło i życzę Tobie miłego weekendu:) PS. szkoda, że nie prowadzisz porannych zajęć na Pankiewicza:(

    1. Drogi Jacku- myślę, że na początek dobra będzie „Duchowość Ciała” i „Bioenergetyka”. Lowen generalnie mocno trzyma się ziemi, nawet kiedy pisze o duchowości nie ma to nic wspólnego z odjechaną wizją, mogącą zniechęcić zachowawczych czytelników 🙂 Podobnie ciekawa jest książka „Zaufaj ciału” Berceliego- o tym, jak naturalnie nasze ciało uwalnia stres i jak pomóc w tym ćwiczeniami wywołuącymi wibracje. Wszytsko oparte na dowodach naukowych i biologii. No tak wyszło z porankami, ale zapewne tak ma być 🙂 Dobrego dnia!

  3. Droga Kamilo, dziękuję:) W porze jesienno-zimowej, mam nadzieję, wrócę do tych lektur. Aktualna aura zmusza mnie jednak do doświadczania natury wszystkimi zmysłami, więc na razie każdą wolną chwilę spędzam na Mazurach i jej doświadczam:). Bardzo zaciekawił mnie Twój ostatni wpis o „jelitach”. W dawnych czasach byłem wielkim fanem dobrego odżywiania. Pamiętam nawet tytuł książki, której byłem bardzo oddany „Śmierć czai się w jelitach”. Doświadczyłem vitarianizmu, frutarianizmu na własym organiźmie, ale szybko zweryfikowałem go z naszym klimatem i swoją dość pierwotą grupą krwii:) Ta konfrontacja zmusiła mnie do zepchnięcia na dalszy plan tematu odżywiania. Myślę, że jest to dobry czas, żeby wziąć go znowu pod uwagę, za co Tobie bardzo dziękuję:) Dobrego tygodnia Tobie życzę:) Uściski, Jacek.

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)