Rozciąganie na macie, czy praktyka jogi? Po czym poznać, że praktykujesz jogę, a nie gimnastykujesz ciało :)

Każda asana to pozycja wykonywana z odczuciem stabilności, zrównoważenia, i wytrwałości w ciele: życzliwości w inteligencji głowy oraz uważności i zadowolenia w inteligencji serca. Oto jak jak należy rozumieć, praktykować i doświadczać każdej asany. Wykonanie asan powinno być odżywcze i oświecające. ~BKS Iyengar

Kiedy prowadzę zajęcia w grupach początkujących i przychodzą nowe osoby zazwyczaj przestawiają się: „cześć, mam na imię X i jestem zupełnie nierozciągnięty. Będę sobie ostrożnie ćwiczyć w kącie”. Ewentualnie „przyszłam na zajęcia, bo bardzo sztywna jestem i plecy mnie bolą” 🙂 Dla osób spoza jogowego świata joga oznacza ćwiczenia rozciągające, ewentualnie jakieś kadzidełka i „om” śpiewane nie wiadomo w jakim celu 🙂 Zresztą wystarczy wpisać „yoga” w wyszukiwarkę na Instagramie i naszym oczom ukażą się piękne kobiety i mężczyźni zawieszeni w szpagacie nad przepaścią. Tymczasem prawdziwa joga i praktyka asan ma niewiele wspólnego z tym, czy zakładasz nogę za głowę. Do tego, aby praktykować jogę konieczna jest świadomość i uważność. Najbardziej spektakularna pozycja pozostanie tylko akrobacją, jeśli nie będziemy obecni w tym, co robimy. Stojąc w autobusie możesz przyjąć piekną tadasanę. Możesz też zrobić byle jaki (choć doskonały technicznie) mostek na jogowych warsztatch. Bywa, że ćwicząc jogę nabawiamy się kontuzji albo frustrujemy tym, że coś nam nie wychodzi. Po niektórych sesjach boli nas głowa i czujemy duże zmęczenie. To właśnie sygnały, że ćwiczymy, a nie praktykujemy. Jeśli jesteś obecny w swoim ciele i umyśle to możesz dostrzec, która asana Ci dzisiaj służy, jakich pomocy użyć aby ciało przyjemnie się wydłużało, a nie napinało. Czasami ta uważność oznacza też przekraczanie swoich granic, strachu, lenistwa. A następnie zabranie tych doświadczeń poza matę. Odkrywanie, że lżej się żyje 🙂 To jest właśnie istota jogi. Oczywiście, zawsze zaczynamy od ciała, ale to tylko wstęp do tego, aby pozwolić jodze rozgościć się też daleko poza naszym największym palcem u stopy 🙂

Dlatego dziś dzielę się z Wami kolejnymi skarbami z jogowego świata 🙂 Po czym możesz poznać, że joga zmienia Twoje życie?

  1. Nie nudzisz się w asanach i czerpiesz coraz więcej radości z sesji 🙂 Wręcz przeciwnie, zaczynasz zauważać, że dopiero po dłuższym czasie pozycja zaczyna się zmieniać, pracować.  W cichej obserwacji dostrzegasz subtelne poruszenia w ciele i w umyśle.
  2. Zauważasz wpływ poszczególnych asan na ciało. Czujesz, kiedy potrzebne są wyciszające skłony, kiedy energetyzujące mostki. Czujesz, kiedy Twoje „nie chce mi się” pochodzi z umysłu, a kiedy ciało prosi „daj mi odpocząć, zaopiekuj się mną”
  3. Na macie z nikim nie konkurujesz i nie rywalizujesz. Nie interesuje Ciebie, czy sąsiad dotyka głową do kolana. Nie oceniasz siebie, ani nikogo innego. Rozumiesz, że jeśli jesteś w swojej praktyce uczciwy i uważny- jest ona na ten moment doskonała.
  4. Rozumiesz, że codziennie jesteś inny, Twoje ciało jest inne i ma inne potrzeby. Szanujesz jego gorsze dni i wykorzystujesz te, kiedy masz więcej energii. Czasami odpuszczenie sesji i sen jest dużo bardziej potrzebne, niż 108 powitań słońca.
  5. Nie krzywdzisz się.  Mamy różną budowę ciała, swoje kontuzje i traumy w nim zapisane. Akceptujesz, że pewne pozycje mogą pozostać poza Twoim zasięgiem. Nie robisz ich brutalnie i na siłę.
  6. Zaczynasz akceptować swoje ciało i siebie właśnie takie, jakie jest. Uczysz się troszczyć o siebie, jak o najukochańszą osobę w swoim życiu
  7. Nie opuszczasz savasany. Relaksacja na koniec sesji to najważniejszy element integrujący pracę wykonaną na macie i uspokajający układ nerwowy.
  8. Jesteś w stałym kontakcie ze swoim oddechem. Wiesz, że kiedy on znika, to czas zmienić sposób wykonywania pozycji.
  9. Uważność ciała towarzyszy Ci już cały czas. Siedząc w pracy prostujesz kręgosłup i rotujesz barki 🙂 Podnosząc coś cięzkiego zwraczasz uwagę na pracę nóg i brzucha. Chodząc- unosisz mostek i patrzysz przed siebie, nie w ziemię. Wszystko, co robisz staje się bardziej uważne i świadome.
  10. Dostrzegasz inteligencję Twojego ciała. Zauważasz, że dociśnięcie małego palca u stopy zmienia to, jak ustawia się Twoja miednica. Każda wielka zmiana miała gdzieś najmniejszy początek.
  11. Rozumiesz, że pewne sekwencje mają określoną kolejność i układ, aby przynieść jak najwięcej korzyści. Ufasz nauczycielowi. Nie robisz pozycji „po swojemu” i nie sięgasz głową do podłogi, jeśli nauczyciel mówi, że dla Ciebie lepiej będzie ją położyć na krześle.
  12. Odkrywasz, że dojrzała praktyka nie polega na uciecze w jogę lecz na zabraniu jogi do codzienności. Uważności i obserwacji poza matą. W trudnych chwilach nie dajesz się wkręcać w wycieczki Twojego umysłu, tylko wracasz do oddechu i obecności. Łatwiej opanowujesz emocje i mniej przywiązujesz się do materialnych aspektów życia. Umysł staje się bardziej stabilny a ciało- pewniej stoi na ziemi.
  13. Jesteś lepszym człowiekiem 🙂 Szanujesz inne istoty, przyrodę i czujesz, że wszystko co robisz w życiu- wróci do Ciebie.

Dla mnie zdecydowanie najpiękniejszy efektem mojej praktyki jest to, co dzieje się po zejściu z maty. Przełożenie akceptacji, uważności, ale też determinacji i konsekwencji na wszystkie obszary życia. Bycia bardziej wyrozumiałym i kochającym dla siebie. Dla innych. Jeśli od dłuższego czasu praktykujecie jogę, ale nie macie poczucia, że cokolwiek się zmienia- porozmawiajcie z nauczycielem 🙂 Czasami osoba do której chodzimy nie rezonuje z nami swoją energią czy stylem nauczania i trudno wtedy o postępy. Najczęściej jednak powód leży w nas. Zastanówcie się, czy przez te 1,5 godziny na pewno jesteście obecni i uważni? Czy dajecie jodze szansę na zapukanie do tych zamkniętych zakamarków ciała i umysłu? 🙂

Pięknej praktyki Nam życzę 🙂

Namaste,

Kamila

 

8 komentarzy do “Rozciąganie na macie, czy praktyka jogi? Po czym poznać, że praktykujesz jogę, a nie gimnastykujesz ciało :)”

  1. Hej Namaste:) To znowu ja, po małej przerwie. Po zdjęciu domniemuję, że ciągle jesteś w tropikach:) Podobno statystki są takie, że na 100 osób zaczynających praktykę jogi, po roku kontynuuje ją tylko 1,5 osoby. Dlaczego tak jest, skoro praktycznie każdy czuje się po jodze lepiej? Wg mnie za mało mówi się o konsekwencjach psychicznych/psychologicznych, jakie wnoszą do naszego umysłu ćwiczenie jogi. Niektórzy mogą być tym zaskoczeni lub nawet wystraszeni. Tradycyjni nauczyciele mówią „kto ma zostać, ten zostanie” Ale czy jest to dobra droga? Może przydałoby się troche wiecej uświadamiania ćwiczących z czym mogą się spotkać? A możemy natknąć się na ujawniające się negatywne emocje skumulowane w ciele, które wychodzą na powierzchnię. Ktoś nieświadomy tego może przerwać praktykę, sądząc że jpga mu szkodzi. Co o tym śądzisz?

    1. Cześć najaktywniejszy komentatorze 🙂 Nie,ja już od tyg. w Polsce,a zdjęcie faktycznie z Indii 🙂 Mam bardzo podobne refleksje, jak Ty: joga (podobnie jak każda świadoma forma pracy z ciałem np. ruch spontaniczny, Feldenkrais, TRE) uwalnia napięcia w ciele, które zawsze mają jakąś przyczynę. Psychoterapia metodą Lowena pracuje z głową zawsze poprzez ciało. Ja zawsze wspominam o tym w trakcie praktyki, że mogą pojawić się trudne emocje, obrazy czy pewne wspomnienia i że to jest całkowicie ok. Uczymy się być w pozycji obserwatora, nie oceniać, nie wypierać tylko pozwolić temu być. Szczególnie yin jogą potrafi być intensywnym przeżyciem. Powięź magazynuje wszystkie traumy, zarówno fizyczne jak i emocjonalne i kiedy do nich docieramy może być trudno. Biodra, klatka piersiowa, miednica to miejsca, w których ten proces jest bardzo odczuwalny. Ja uwrażliwiam swoich uczniów,mam nadzieję, że im to pomaga 🙂 Czasami joga przychodzi też w nieodpowiednim momencie życia,choć przyznam, że im więcej praktykuję i uczę ty więcej mam pewności, że jest dobra dla każego. Bo każdy potrzebuje świadomości ciała, spokoju, akceptacji i miłości. A joga jest właśnie o tym 🙂 Uściski i dziękuję jak zwykle za inspirujący komentarz!

  2. A ja dziękuję za inspirujący wpis:) Nie mam uwag do Twoich sesji jogi, uważam że są kompletne, a zajęcia przyjemne. Świadczy z resztą o tym frekwencja na nich. Ale dość słodzenia:) Wracając do tematu… Mam chyba największe wyzwanie z pkt 4, a mianowicie ze zbytnim forsowaniem swojego ciała. Ćwiczę jogę już ponad 10 lat, ale czy można nazwać ćwiczeniem chodzenie na zajęcia 1-2 razy w tygodniu, czasami nawet z rocznymi przerwami? Wg mnie nie, bo efekty nie były satysfakcjonujące. Nie myślę oczywiscie o zbliżaniu się do idealnych pozycji jogi, tylko o poprawie mojego stanu psycho-fizycznego. Od niecałego roku zwiększyłem intensywność do 4-5 razy w tygodniu i jestem zadowolony, bo widzę postępy. Umysł czasami się buntuje, ale jakoś sobie z nim radzę, ale czasami buntuje się też ciało. Prosi „zostań w łóżku, pośpij dłużej”. Lekceważyłem kiedyś te sygnały i jechałem na 7 na jogę. Czułem się oczywiscie dobrze, ale narastała we mnie bliżej nieokreślona frustracja. Od kiedy pozwalam sobie czasmi na małe poranne lenistwo, czuję się lepiej:) Jak mawiał Budda, ciało jest jak instrument. Jak za bardzo poluzujesz struny, nie wyda żadnego dźwięku, jak za mocno napniesz, pękną:) Uściski:)

    1. Czesc Jacol, w zasadzie to jogę można praktykować codziennie, ale ważne jest dbanie o równowagę. Jeśli chodzisz na sesje i nauczyciel proponuje coś, na co Twoje ciało nie ma siły to faktycznie można zastanowić się, czy nie lepiej jest zrobić praktykę własną. Choć ona jest najbardziej wymagająca, wiem o tym:) Umiejętność odpuszczania o której piszesz jest właśnie wspaniałą jogiczną praktyką 🙂 O ile nie zdarza się zbyt często 😉 Ale wtedy może być sygnałem, że bierzemy na siebie za dużo w innych dziedzinach życia i ciało zwyczajnie nie ma paliwa na jakikolwiek rodzaj wysiłku. Sciskam!

  3. Cześć Namaste. Praktyka własna… to chyba jest temat którego unikam, bo to trudne wg mnie i wymagające, tak jak piszesz. Przede wszystkim wiedza oraz samozaparcie, żeby robić pozycje dla nas „dedykowane” a nie ulubione:) Oprócz tego, żeby wszystko było zrównoważone. Trudna sztuka o ile nie jest się nauczycielem jogi, nieprawdaż?:) Jeżeli chodzi o częstotliwość zajęć, to zgadzam się, można ćwiczyć codziennie, a nawet 2 razy dziennie (kilka razy mi się to zdarzyło:) Oczywście o ile jesteśmy otwarci na zmiany w umyśle, które pojawią się prędzej czy później przy takiej częstotliwości – jeżeli naprawdę przykłądamy się do ćwiczeń i dajemy z siebie 100%. Odpuszczam zajęcia tylko jak „brakuje mi paliwa”, używając Twoich słów. Wiąże się to z pracą w sprzedaży i pokonywaniem w związku z tym nierzadko setek kilometrów dziennie samochodem. Wtedy naprawdę lepsza dla organizmu jest regeneracja, niż poranne zajęcia jogi po 4 godzinach snu:) Generalnie nie sypiam dłużej niż 5-6 godzin i jest to dla mnie wystarczające. Myślę, że zawdzięczam to w dużym stopniu jodze:) Pozdrowienia:)

    1. Cześć Jacol, jak dla mnie mądrze piszesz 🙂 Ja sama mam ogromne trudności z praktyką własną, właśnie z tych powodów o których piszesz. Ponownie zgadzam się z Tobą- prawdziwa joga polega na słuchaniu ciała i odpuszczaniu lub dodawaniu sobie wtedy, kiedy się pojawia na to miejsce. Ciśnięcie na siłę jest dla mnie zaprzeczeniem istoty jogi. Niemniej jednak życzę Ci więcej czasu na sen i na odpoczynek 🙂

      1. Cześć Kamila. Dziękuję:) Mądrze pisać jest łatwo, trudniej to zrealizować. Ale Tobie i sobie tego życzę:)
        PS. Cieszę się, że zmieniłaś zdjęcie profilowe:)

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)