Przepis na szczęście: wdzięczność :)

Chcesz byc w życiu szczęśliwym? A kto nie chce 🙂 Wydawać by się mogło, że temat jest równie stary, jak historia ludzkości. Pomysłów na to znajdziemy całe mnóstwo, a co człowiek, to inna definicja szczęścia. Jednak sporo osób sabotuje możliwość odczuwania radości, stawiając sobie konkretne warunki. „Będę szczęśliwy, jeśli…” A kiedy udaje się ten cel osiągnąć to pojawiają się kolejne punkty, które ograniczają nasze odczuwanie spełnienia. Pamiętam, jak moje nauczycielki w Indiach podkreślały, że szczęście z definicji jest ulotne, trwa chwilę. A prawdziwy spokój i błogość istnieje niezależnie od okoliczności. Jeśli nie umiesz być szczęśliwym w tu i teraz, to nie znajdziesz tego na zewnątrz. Szczególnie, kiedy dotyczy to materialnych aspektów  i posiadania rzeczy. Więcej o tym, czego żałują ludzie, kiedy umierają pisałam w tym wpisie. Dziś jednak będzie optymistycznie, nie o umieraniu, ale o życiu 😉 Chciałabym Wam podać najprostszy na świecie przepis na bycie zadowolonym z życia- niezależnie od tego, co dla Was to oznacza. Tym magicznym sposobem jest odczuwanie wdzięczności. Zamiast oczekiwać, że szczęście przyjdzie, kiedy odniesziesz jakiś sukces uwierz, że jest odwrotnie! Kiedy nauczymy się cieszyć tym, co mamy to będziemy mieć więcej sił i energii na realizację naszych marzeń. Uwierzcie mi, że mówię to mając w pamięci mnie- kiedyś wiecznie niezadowoloną i martwiącą się istotę!

Jeśli potrzebujecie naukowych dowodów, to odsyłam Was do  publikacji dr Roberta Emmonsa , który od lat bada, jak praktykowanie wdzięczności wplywa na nasze samopoczucie i zdrowie. Udowodnił, że ludzię, którzy regularnie wyrażają wdzięczność za to, co ich spotyka:

  1. Mają lepsze samopoczucie fizyczne i psychiczne: rzadziej cierpią na depresję czy zaburzenia psychiczne; mają silniejszy układ odpornościowy i lepiej radzą sobie z bólem
  2. Łatwiej osiągają swoje cele
  3. Wykazują więcej empatii i chętniej pomagają innym; mają lepsze relacje z ludźmi
  4. Lepiej śpią i szybciej radzą sobie ze stresem
  5. W mniejszym stopniu przywiązują się do rzeczy; chętniej dzielą się z innymi
  6. I na końcu- są szczęśliwsi o 25 % bardziej, niż grupy kontrolne 🙂

Jak podkreśla Emmons, praktykowanie wdzięczności nie jest ucieczką od trudności! Wdzięcznośc oznacza dostrzeganie i przyjmowanie również tych momentów, jednak bez nadmiernego zatracania się w smutku. W końcu zaraz pojawia się tyle rzeczy, za które można dziękować 🙂

Jak więć nauczyć się być szczęśliwym i doceniać to, co mamy?

  • codziennie przed snem stwórz swoją listę wdzięczności. Pomyśl, za co możesz dziś podziękować. Nie wymieniaj mechanicznie, tylko poczuj w głebi serca wdzięćzność za to, co masz. Ciężko idzie?Mała podpowiedź 🙂  Ja dziękuję np.za to, że wstałam i że mam siłę iść do pracy. Bo pamiętam wiele miesięcy, kiedy nie mogłam tego zrobić. Za to, że świeci słońce. Za miauczenie i turlanki mojego kota, który rano dopomina się jedzenia. Za to, że mam sprawny (choć wiekowy) samochód, którym jadę na zajęcia, a nie marznę na mrozie na przystanku. Za ludzi, których kocham i którzy mnie kochają. Nawet, kiedy czasami się wkurzamy na siebie 🙂 Za przyjaciółkę, której zawsze moge się wyplakać i wiem, że jest przy mnie, nawet kiedy mieszka 3 tysiące km.dalej. Za to, że moge jeść  pyszne posiłki, bo wiem, że gdzieś na świecie inni głodują. Za to, że mimo przepulkin i naczyniaka na kręgosłupie mogę praktykować jogę i robić rzeczy, które mogłyby już dla mnie nie istnieć.

 

  • odwracaj kota ogonem 🙂 Czyli szukaj pozytywów w tym, co trudne. Stoisz w korku autem? Super, nie marzniesz na przystanku. Wirus położył Ciebie do łózka?Będzie czas na odpoczynek i nadrobienie książkowych zaległości. Ja np.czasami zatracam się w pracy i jestem baardzoo zmęczona. Wtedy myślę, że może i przesadziłam z aktywnością, ale to wspaniale, że mogę realizować swoje plany i pracować w sposób, jaki jest moją pasją. Nie chodzi o to, żeby nie płakać, gdy jest trudno i nie złościć się, gdy coś nas irytuje. Przeżywanie emocji jest jak najbardziej zdrowe i potrzebne. Chodzi o zauważenie, że każda sytuacja ma swoją drugą stronę, najpewniej pozytywną. Dzięki temu łatwiej wrócisz do równowagi  poradzisz sobie z problemem.

 

  • czasami lekcje od życia są naprawdę wymagające. Nie warto pytać „dlaczego mnie to spotkało”. Lepiej zauważyć, czego może mnie to nauczyć i jak wzmocnić. Każda sytuacja w naszym życiu jest idealna, nawet gdy nie rozumiesz, po co ona się pojawiła w takiej formie. Więcej o tym, jak akceptować trudne momenty pisałam tutaj.

 

  • praktykuj uważność. Uważność będzie tematem kolejnych wpisów, ale warto o niej pamiętać. Najczęściej sami grzęźniemy w złym nastroju, poniważ nie żyjemy w teraźniejszości. Rozpamiętujemy to, co nas spotkało lub martwimy się o to, co nie nadeszło. Tymczasem żyjemy tylko w tu i treaz, to jedyny moment, jaki istnieje. Jeśli będziemy skupiać się w pełni na każdej czynności, nasz umysł odpocznie a efekty naszej pracy będą lepsze. Cokolwiek nie robisz, uczyń z tego małe święto. Zamiast pić herbatę w biegu skup się na jej smaku, popatrz ile ma barw i odcieni, jaką temperaturę i delektuj się każdym łykiem. Zycie to nie fast-food, chociaż sugeruje się nam, że tak ma wyglądać. Każdy wie, co fast-food robi z organizmem. Może warto i swojej głowy nie karmić byle czym i  w pośpiechu?

Być może dla części z Was brzmi to sztucznie i tandetnie. Może nawet ktoś pomyśli #rzygamtecza. Ale prawda jest taka, że często dopiero utrata tych najbardziej prozaicznych możliwości pokazuje nam, jak bardzo byliśmy szczęsliwi po prostu żyjąc… Dlatego namawiam Was-dajcie sobie szansę na zauważenie szczęścia, zanim życie Was zaprosi do dyskusji na ten temat 🙂

Namaste

Kamila

 

 

4 komentarze do “Przepis na szczęście: wdzięczność :)”

  1. No cóż, nic dodać, nic ująć… przypomniał mi się cytat z filmu Forrest Gump „człowiek potrzebuje do szczęścia bardzo niewiele, reszta jest na pokaz”… Proste, a jakie prawdziwe, jak szczerze się temu przyjrzeć. Patrzę właśnie na moje koty. Wyspały się, bawią się teraz, sa takie szczęśliwe, żyją tu i teraz, dużo się można od nich nauczyć:) A jak potrafią okazywać wdzięczność i bezwarunkową miłość:) Dziękuję za ten wpis, niby to takie oczywiste, ale w codziennej gonitwie po prostu o tym zapominamy.

    1. Dziękuję za komentarz. Fajny cytat, w sedno! Mnie również zdarza się zapominać- nie dalej jak wczoraj przez chwilę zaliczyłam kilka przekleństw jak uciekł mi autobus. Ale kilka oddechów później sama śmiałam się z siebie i poszłam na spacer przystanek dalej. Jesteśmy tylko ludźmi 🙂 Zgadzam się- zwierzaki są pod tym kątem genialne- mój kot też jest cudnym nauczycielem doceniania prostych rzeczy. Pozdrawiam 🙂

      1. Z przeklinaniem jest jak ze wszystkim, jeżeli się go nie nadużywa, jest OK:) A jaką ulgę przynosi! Nie bądźmy niewolnikami swojego wizerunku, albo czyjegoś wizerunku naszej osoby. Kiedyś moja znajoma (po usłyszeniu jak zakląłem) … jak to, ćwiczysz jogę, medytujesz i przeklinasz… byłeś dla mnie wzrorem, ale już nie jesteś! ha ha ha. Myślę, że na pewnym etapie przeklinanie samo ode mnie odejdzie, ale nic na siłę:) Pozdrowienia:)

        1. Haha, zgoda! Nie chodzi o to, żeby stać się jakimś sztucznym pomnikiem spokoju i beznamiętności 🙂 Bycie człowiekiem polega na doświadczaniu żcyia- wraz z jego smutkami i radościami. A więć przeklinać, złościć się i płakać, ale ze śwadomością, co mi to robi 😉

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)