Podróże w pojedynkę: samotność czy wolność?

Właśnie wróciłam z kolejnej samodzielnej wyprawy. Zazwyczaj, kiedy mówię innym o swoim pomyśle pierwsze co słyszę brzmi „uważaj na siebie”. Faktycznie, kwestia bezpieczeństwa jest często pierwszą obawą, jaka pojawia się nam na myśl o wyprawie solo. Szczególnie kiedy jesteś blondynką o niebieskich oczach. Mimo pewnych niedogodności, jakie mnie spotykają, uwielbiam tak podróżować! Podróż w pojedynkę jest doskonałą okazją do wychodzenia poza swoją strefę komfortu, poznawania nowych ludzi, budowania otwartości i zaufania do tego, co odmienne. Ponieważ pytacie mnie o to, czy warto podróżować samej, postanowiłam się podzielić swoim doświadczeniem i wesprzeć tych, którzy marzą o samodzielnym wyjeździe, ale wciąż powstrzymują ich obawy.

Co dają podróże w pojedynkę?

  • Poznajemy siebie. Och, nic tak nie pokazuje prawdziwej natury człowieka, jak całkowite wybicie ze strefy komfortu. Wielogodzinne czekanie w upale, kurz, pył, zdezorientowanie, zmęczenie, brak snu- to wszystko sprawia, że nasze maski odpadają niczym błoto z podeszwy na Himalajskim szlaku. Nie ma miejsca na udawanie i oszukiwanie samego siebie. Nie ma miejsca na przejmowanie się niedoskonałym makijażem, pogniecionym ubraniem i tym, „co ludzie pomyślą”. Wiele przekonań na swój temat musimy zweryfikować. Okazuje się, że jesteśmy jednak bardzo marudni, albo wręcz odwrotnie- nad wyraz cierpliwi. Ale przynajmniej jesteśmy prawdziwi!

  • Docenianie prostoty. Podróżując samodzielnie (a już w szczególności z plecakiem) dostrzegłam jak niewiele rzeczy jest mi potrzebne do przeżycia. Obecnie nawet na końcu świata możemy kupić produkty, jakie znamy ze swojego podwórka. W upalnych krajach możesz mieć dosłownie kilka ubrań i dużą chustę (absolutny must- have! Służy jako ratunek przed zimnem, przed upałem, przed ciekawskim spojrzeniami, jako turban, sukienka prześcieradło, ręcznik). Odkąd nauczyłam się mieścić swoje życie w 50- litrowym plecaku ogarnia mnie wstyd, kiedy widzę, ile niepotrzebnych rzeczy zgromadziłam w domu, a jak wielu ludzi na świecie nie ma nawet jednej pary porządnych butów 🙁

  • Otwieranie się na różnorodność. Kiedy jeździmy w większym gronie mamy tendencję do pozostawania w swoim towarzystwie. Kiedy podróżuję sama czasami dopada mnie samotność i tęsknię za rozmową z drugim człowiekiem. W tych bardziej odległych zakątkach świata ludzie są często bardzo ciekawi, co robi sama kobieta w podróży („a gdzie mąż i dzieci?”) .W Indiach, w lokalnych autobusach nie raz odbyłam przemiłe i fascynujące rozmowy z przypadkowymi pasażerami. Poznałam też kila osób, z którymi do dziś się przyjaźnię a nawet mam przyszywaną nepalską siostrę!

  • Obalanie stereotypów. Podróże nieustannie udowadniają mi też, że są one absolutnie bezsensowne. „Tam okradną (Meksyk), tu zgwałcą (Indie), a tu oszukają (Maroko)”. Ostrożność jest wskazana wszędzie, ale jeśli jedziesz z głową wypełnioną lękiem i negatywnymi przekonaniami, to podświadomie zapraszasz takie sytuacje do swojego życia. Prawdę mówiąc najmniej przyjemne sytuacje spotkały mnie w Polsce. A w egzotycznych miejscach nie raz miejscowi ratowali mnie z tarapatów, zawozili do lekarza, karmili, kupowali bilety na hinduski autobus, kiedy nic nie rozumiałam z rozkładu albo częstowali bułkami i słodką herbata, gdy skończyły mi się w drodze zapasy.

  • Uczenie się cierpliwości i tolerancji na zmianę. Oj, podróże po Azji czy Afryce to prawdziwe wyzwanie dla Europejczyków. Nie ma rozkładów jazdy. Autobus przyjedzie, jak zbierze się grupa. A w drodze zmieni 3 razy trasę, żeby odebrać 5 paczek i dziecko sąsiada ze szkoły. Pogoda potrafi Ciebie uziemić – albo będzie lało jak z cebra, albo przyjdzie burza piaskowa albo taka fala upałów, że z Twojej starannie zaplanowanej trasy zostanie tylko mgliste wspomnienie. Kiedyś byłam niebywale marudna i niebywale niecierpliwa. I pierwsze podróże w takie rejony doprowadzały mnie do rozpaczy. Aż zrozumiałam, że irytowanie się nic nie zmieni. Za to na pewno mnie wykończy 😉 I nauczyłam się płynąć z tym nurtem. Siedzieć z innymi pokornie na krawężniku przeżuwając miąższ kokosa w oczekiwaniu na odjazd. Gawędząc z kierowcą i głaszcząc miejscowe koty. Co za ulga! Bo przecież i tak wszystko się zadzieje, kiedy ma się zadziać. Inshallah 🙂 Po powrocie do naszej uporządkowanej rzeczywistości nie mogę się nadziwić patrząc na zdenerwowanych ludzi, którzy stoją w korku lub w kolejce w urzędzie. Czym to jest w porównaniu do 13 g. podróży w pyle i upale z kozą, kurą i niemowlakiem na kolanach? 🙂

  • Przekonanie o swojej sile, mądrości i zasobach. Samotne podróże często wymagały ode mnie przełamywania swoich oporów. Wychodzenia ze strefy komfortu. Czasami były to prozaiczne rzeczy, jak znoszenie kosmicznego upału w Indiach (dla mnie upał to temperatura powyżej 25 stopni,a co dopiero 45, jakie miałam w Delhi!). A czasami oryginalne, jak radzenie sobie z chorobą wysokościową w Himalajach, salmonellą w Nepalu czy pokorne wędrowanie przez Saharę w burzę piaskową. Niejednokrotnie doświadczyłam, jak wiele mam w sobie siły zarówno fizycznej jak i mentalnej. I jak wiele moich „nie mogę i nie dam rady” jest tylko w mojej głowie. Czasami, kiedy w wygodnej warszawskiej rzeczywistości coś wydaje mi się trudne, przypominam sobie tamte chwile i wiem, że sobie poradzę.

  • Przestrzeń na NIC. W codziennej gonitwie, bombardujących nas informacjach, rozmowach i wszystkich „must-to-do” brakuje zatrzymania. A odpowiedzi przychodzą tylko wtedy, kiedy mamy możliwość aby je usłyszeć. Samotne godziny spędzone w trasie czy na szlaku dają nam szansę, aby zmierzyć się z pytaniami, jakie często zakopujemy w zakamarkach umysłu. Być może odpowiedzi nie będą wygodne, ale jeśli będą prawdziwe, to zawsze przyniosą nam coś dobrego 🙂

Dlatego dla mnie samodzielne podróże nie są o sporze wolności i samotności. Są o prawdziwym kontakcie ze sobą, o uważnym byciu z drugim człowiekiem, o zaufaniu do świata i do swojej mądrości. Samotność to stan umysłu. A dobrych i życzliwych ludzi możemy spotkać na każdym krańcu świata <3 Piszcie, jeśli macie pytania!

Życzę Wam pięknych podroży- w pojedynkę czy w większym gronie 🙂

Kamila

2 Replies to “Podróże w pojedynkę: samotność czy wolność?”

  1. Podziwiam! Moje podróże w pojedynkę ograniczały się do wędrówek po Tatrach. To były piękne chwile mojej młodości. Pozdrawiam Cię ciepło:)

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)