Dudnienia różnicowe. Dźwięki, które zwrócą Ci spokój. Jak wygrać z bezsennością cz. III

Witajcie po przerwie 🙂 Szczęśliwie nie była spowodowane bezsennością, tylko dużą ilością warsztatów, szkoleń i pracy jaką miałam w okresie wakacyjnym. Dziś obiecany wpis, na który wiele osób czeka od dawna. Parafrazując sławny tekst dziś przybliżę Wam „dźwięki, które leczą”, czyli dudnienia różnicowe zwane binaural beats.

Jak wspominałam w poprzednich wpisach o bezsenności-  zmagałam się z tym tematem kilkanaście lat… Kilka lat temu przypadkiem trafiłam na sesje biofeedbacku, czyli badanie przebiegu i częstotliwości fal mózgowych. Można je zobaczyć w postaci wykresu. Jednocześnie osoba badana obserwuje emisję tych fal jako grę komputerową. W grze mamy za zadanie np. utrzymać odpowiednie tempo jazdy samochodem lub odległość od przeszkód za pomocą odpowiedniej koncentracji. Jeśli udaje nam się być w pożądanym stanie fal mózgowych (tu: fal alfa związanych ze stanem relaksu, spokoju), to samochód jedzie po określonym torze. W ten sposób uczymy się pracować w konkretnym stanie umysłu. Okazało się wówczas, że mój mózg nie zamierzał prowadzić samochodu, tylko kierował mnie do rowu 🙂 Powodem było to, że dominowały u mnie wyższe fale beta, świadczące o nadmiernym zdenerwowaniu i nadmiarze myśli.  Mimo kilku sesji biofeedbacku mój mózg dalej z trudem przełączał się na stan odpoczynku. Doskonale widoczne było to wtedy, kiedy starałam się zasnąć. Zamiast błogiego wyciszenia, w mojej głowie przelewał się potok myśli i obrazów. Mimo że praktykowałam już od kilku lat jogę i znałam techniki oddechowe czy medytacyjne, wciąż zmagałam się z tym problemem. I wtedy na ratunek przybyły dudnienia różnicowe 🙂

O dudnieniach powiedziała mi znajoma Ania, której jestem bardzo wdzięczna. Aby wyjaśnić Wam, jak działają musimy cofnąć się do lekcji fizyki 🙂 Pamiętacie (lub nie), że kiedy spotykają się 2 fale o identycznej częstotliwości to nakładają się na siebie i ulegają wzmocnieniu. Jeśli nie są zsynchronizowane- będą się znosić nawzajem.  Jeśli częstotliwość będzie się nieznacznie różnić a natężenie będzie identyczne, to dźwięki będą się fazowo nakładać na siebie i raz wzmacniań a raz- wyciszać. Tak wiec w pewnym momencie będą maksymalnie głośne a w kolejnym- zapadnie cisza. I ten cykl wzmacniania i wyciszania to właśnie dudnienia różnicowe.

A teraz zagadka: co się stanie, jeśli jeden dźwięk doprowadzimy do lewego a drugi do prawego ucha? Myślicie, że będziemy słyszeć dwa różne dźwięki? Niespodzianka! Nasz mózg rejestruje teraz trzecią częstotliwość, która mieści się pomiędzy tymi dwoma tonami. Jeżeli słuchasz dźwięku o częstotliwości 400 Hz i 420 Hz, to Twój mózg utworzy falę 20 Hz. Upraszczając mechanizm przetworzenia informacji słuchowej dzieje się tak, bo mózg łączy dźwięki w całość, zanim dotrą one do kory mózgowej. W tym momencie powstaje fala stała i pobudza nasz układ siatkowaty do dostrojenia fal mózgowych do określonej częstotliwości. Nie zgubiliście się jeszcze? 🙂 Rezultat jest taki, że możemy „przestroić” nasz mózg na pożądaną częstotliwość. Przed snem chcemy wywołać fale delta, jeśli chcemy się zrelaksować- alfa, a jeśli potrzebujemy koncentracji np. w trakcie nauki- niskie fale beta. Oznacza to, że możemy sobie pomóc, kiedy nasz niesforny mózg nie poddaje się próbom uspokojenia lub zaktywizowania. Dodatkowo, dudnienia różnicowe stymulują do pracy półkule mózgowe i usprawniają ich współpracę. Dla osób, które interesują się pracą z podświadomością: dudnienia mogą także wspierać procesy autohipnozy, wywoływać odmienne stany świadomości czy świadome śnienie.

Wracając do mojej historii już po kilku wieczorach słuchania dudnień różnicowych przez kilkanaście minut zaczęłam zasypiać bez problemów 🙂 Czułam jak mój mózg wycisza się i odpływa, a myśli stają się coraz rzadsze. Co za ulga po tylu latach! Obecnie nie słucham już dudnień, wystarcza mi kilkanaście minut medytacji i wyciszających praktyk oddechowych. Nauczyłam mój mózg przełączania się z fazy aktywności na relaks. Można je oczywiście wykorzystać nie tylko do snu, lecz zawsze gdy chcemy się zregenerować. Możecie też znaleźć wiele nagrań, które mają stymulować układ hormonalny do sekrecji konkretnych hormonów. Kto ciekaw poszukacjcie 🙂 Uwaga: nie słuchamy tego w trakcie jazdy autem czy pracy z obsługą maszyn! Tu akurat potrzebne jest nam skupienie i koncentracja. Dudnienia nie są  remedium na wszystko. Jeśli Wasze „nasenne BHP” błaga o litość, to dudnienia nie pomogą. Podobnie jeżeli powodem są problemy zdrowotne czy niezałatwione procesy emocjonalne. Jeśli jednak macie problem z wyciszeniem głowy i nawet kąpiel w rumianku pomiędzy stadem baranów nie działa- sprawdźcie!  Znajome mamy potwierdzają, że świetnie działają też na maluchy. Surowe nagrania z dudnieniami są dość irytujące i mało kojące. Ja mam kilka sprawdzonych adresów, gdzie dudnienia są wplecione w relaksacyjną muzykę:

  1. https://www.youtube.com/user/BinauralBeatsDrugs
  2. https://www.youtube.com/user/TheMeditativeMind
  3. https://www.youtube.com/user/ILoveJuicyShow
  4. https://www.youtube.com/user/PowerThoughtsclub
  5. https://www.youtube.com/user/BinauralBrainwave

Mam nadzieję, że wpis Wam się przyda. Spokojnych snów, a raczej spokojnych fal mózgowych 🙂

Namaste

Kamila

 

Proste. Zamykasz oczy i śpisz. Jak wygrać z bezsennością cz.II

Zdanie z tytułu brzmi dla Was jak abstrakcja? Jak wspomniałam, dla mnie też brzmiało podobnie. Przez wiele lat mierzyłam się z problemami ze snem. Rekord zaliczyłam w I klasie liceum, gdy potrafiłam spać 3-4 godziny dziennie jednocześnie wyczynowo trenując siatkówkę. Chyba tylko witalność młodego organizmu sprawiła, że przetrwałam ten czas w niezłej formie. Przez lata szukałam różnych metod pomagających w zaśnięciu. I moje poszukiwania można podsumować dość oczywistym wnioskiem, że  problemy ze snem nie biorą się znikąd. Najczęściej mają podłoże psychologiczne, fizjologiczne lub środowiskowe. Bywa, że wszystkie występują równocześnie i przeradzają się w bezsenność przewlekłą (organiczną), o której więcej w kolejnym wpisie. Dlatego w pracy z bezsennością trzeba dotrzeć do przyczyny takiego stanu. Tabletki nasenne chwilowo zaleczają jego skutki, ale bardzo szybko można się od nich uzależnić i rozregulować swój sen jeszcze bardziej. Dlatego w tym wpisie wrzucam kilka pomysłów, jak rozgryźć środowiskowe czynniki zaburzeń snu i zadbać o jego jakość. Jeśli borykacie się z krótkotrwałą bezsennością, to te proste zasady mogę Wam pomóc zapaść w spokojny sen. Często nie zdajemy sobie sprawy, że sami swoimi nawykami, fundujemy sobie zarwane noce.

Wycisz swój organizm przed snem:

  • Zostaw laptopa, tablet, telefon za drzwiami sypialni. Tak jak wspominałam w poprzednim wpisie, umiejętność wyciszenia organizmu, bazuje w dużym stopniu na poprawnym działaniu układu hormonalnego. Głównym hormonem powiązanym ze stresem jest kortyzol. Kortyzol powinien rosnąć nad ranem i spadać wieczorem. Wcześniej ten cykl regulowało życie w zgodzie z zegarem biologicznym i światłem dziennym. Dzisiaj siedzimy po zmroku przy sztucznym oświetleniu, rzadko bywamy na zewnątrz. Organizm traci orientację, kiedy jest czas na aktywność, a kiedy na regenerację. Najgorszym pomysłem jest używanie laptopa, tabletu, smartfona do poduszki.  Niebieskie światło emitowane przez ekrany zbliżone jest długością fali do światła słonecznego. W efekcie nasz mózg nie wydziela melatoniny (hormon snu) i nie czujemy się śpiący. Uważa, że jest środek dnia. Jeśli mimo wszystko zaśniemy, to nasz sen może być płytszy i uboższy w fazę REM. Najlepiej byłoby nie używać tych urządzeń na ok. 2 g. przed snem. Można też zainstalować aplikację zmieniającą kolor ekranu. Wtedy wciąż jednak będziemy utrzymywać mózg w fazie aktywności, dlatego lepszą opcją będzie całkowity zakaz zabierania ich do łóżka 🙂

 

  • Unikaj wieczorem intensywnego wysiłku fizycznego. Już widzę ten bunt na twarzy wielu z Was 🙂 Oczywiście ruch jest niezbędny i nie namawiam nikogo do zalegania na kanapie po pracy. Wysiłek fizyczny to doskonały sposób na odreagowanie stresów dnia codziennego. Jednak dla wielu wrażliwszych osób, których układ przywspółczulny nie działa jak należy (de facto- bardzo licznej grupy populacji), zumba czy cross training  o godzinie 21 skutecznie pozbawi Was chęci snu. Każda intensywna aktywność fizyczna wymaga aktywizacji układu współczulnego i wyrzutu hormonów, które stymulują organizm do walki. Jeśli wieczorem, zamiast obniżać stężenie kortyzolu czy adrenaliny, spowodujemy ich wyrzut możemy mieć problem z zaśnięciem. Pisałam o tym więcej w tym artykule: http://streso-terapia.pl/stres-dlaczego-instruktorki-fitness-bywaja-grube-podejscie-medyczne/ Dodajcie do tego głośną muzykę na sali, kolorowe i intensywne oświetlenie a macie przepis na dobry koktajl pobudzający. Dla niektórych nawet sesja jogi o g.20 może być zbyt mocna. Nie jest to oczywiście regułą. Sprawdzajcie, jak to działa na Was. Być może lepszym rozwiązaniem będą ćwiczenia przed pracą i wcześniejsze chodzenie spać? Nie bez powodu wszystkie wschodnie systemy pracy z ciałem zalecają ćwiczenia o wschodzie słońca 🙂

 

  • Kawa i herbata. Alkohol.Tytoń. Stymulanty. Oczywista oczywistość 🙂 A jednak mało kto wie, że energetyzujący wpływ kofeiny i teiny zawartej w herbacie utrzymuje się do 6 godzin po wypiciu. Niektórzy specjaliści od zaburzeń snu zalecają odstawienie tych napojów po g. 14. Kofeina jest też w kakao (czekolada) czy napojach gazowanych „znanych marek”.O energizerach nie wspominam, bo tam mamy dodatkowo inne sztuczne substancje, wraz z połową tablicy Mendelejewa. Tolerancja na te składniki jest indywidualną sprawą. Jeśli jednak kawa/herbata powoduje u Was wyraźne symptomy pobudzenia, to może lepiej byłoby sprawdzić, czy nie zaburza snu? Alkohol niestety bywa często stosowanym środkiem „nasennym”. Owszem, pomaga się rozluźnić, ale jednocześnie spłyca sen i zaburza jego fazy. Pomijam fakt, że jest do bardzo szybka droga do uzależnienia…

 

  • Zadbaj o swoją sypialnię. Służy ona do spania i do kochania się. Nie do czytania, pracy, oglądania telewizji czy rozwiązywania rodowych problemów. Powinna być maksymalnie zaciemniona (pomagamy melatoninie) i wyciszona. Jeśli dociera do niej hałas z ulicy- rozważ spanie w stoperach. Mózg rejestruje wszystkie dźwięki także w trakcie snu i nie pozwala mu to w pełni się regenerować. Najlepiej aby było w niej chłodniej (ok 19 stopni), ponieważ organizm naturalnie się wycisza w niższej temperaturze (nie bez powodu miśki zimą zapadają w sen 🙂 Warto wywietrzyć porządnie pokój i w nocy zostawić uchylone okno.

 

  • Nie kładź się głodny ani najedzony. Lekki posiłek na 2-3 godziny przed snem bogaty w aminokwasy (tryptofan glicyna, tauryna) sprzyja wyciszeniu. Ogranicz też ilość wypijanych napojów, żeby wizyty w łazience nie przerywały snu.

 

  • Wypracuj schemat kładzenia się i wstawiania o tej samej porze. Odsypianie do południa w weekend nie jest najzdrowszym nawykiem. Nie da się wsypać „na zapas”. Ludzki organizm uwielbia przewidywalność i rytuały. Dzięki temu o określonej godzinie sam będzie wołał o sen i sam Ciebie wybudzał.

 

  • Zbadaj się. Pewne zaburzenia utrudniają nam zasypianie albo wybudzają nas w nocy (możemy nawet tego nie pamiętać). Np. nadczynność tarczycy, zespół bezdechu sennego, zespół niespokojnych nóg, choroby układu sercowo- naczyniowego powodujące np.duszność spoczynkową, bóle różnego pochodzenia nasilające się w nocy (schorzenia kręgosłupa, stawów, fibromalgia). Niestety, trafić na dobrego specjalistę, które powiąże problemy ze snem z zaburzeniami tego typu nie jest łatwo. Jak ktoś z Was ma godnego polecenia lekarza- podzielcie się. O psychologicznych zaburzeniach zaburzających sen można napisać książkę. Wspomnę tylko, że do powiązanych z bezsennością  najczęściej wymienia się depresję, zespoły lękowe, zaburzenia maniakalne.

Mam nadzieję, że wpis pomoże Wam w ukołysaniu się do snu 🙂

Namaste

Kiedy brak snu staje się koszmarem. Jak wygrać z bezsennością cz. I

Godzina 2 nad ranem. Po raz kolejny przekręcam się na swoim łóżku, udając, że nie widzę zegarka (później go zupełnie wyniosłam z sypialni, bo powodował u mnie jeszcze większą frustrację). Już wiem, że to będzie kolejny dzień, kiedy wstanę do pracy niczym zombie, mając ochotę rozpłakać się ze zmęczenia już na etapie zdejmowania piżamy. Dziękując potentatom rynku kosmetycznego za wynalezienie korektora pod oczy i super kryjącego podkładu wyciągam matę. Wiem, że kilka powitań słońca i oddechów przyniesie więcej dobrych myśli. Ale to nie pomoże wyczerpanemu ciału, które po raz kolejny nie może zregenerować się po całym dniu intensywnej pracy. Podkrążonym oczom i zamglonemu mózgowi. I najgorsze jest to, że wieczorem, mimo ogromnego zmęczenia, dalej nie mogę zasnąć. Nie pomagają mi żadne metody, ani ludowe liczenie baranów, ani ziołowe specyfiki. Nigdy nie byłam fanką tabletek,  a już na pewno nie tych nasennych. Bywały jednak momenty, gdy je brałam. Co gorsza, dość szybko przychodził moment, gdy na mnie przestawały działać. Wiedziona instynktem zachowawczym, wybierałam wówczas ich odstawienie na rzecz gapienia się w sufit, zamiast trucia się zolpidemem. I taki scenariusz powtarzał się mniej więcej przez 15 lat mojego życia. Zaczął się już w liceum. A zakończył niedawno, po wielu, wielu latach szukania rozwiązania. Wciąż miewam epizody, gdy nie mogę zasnąć, ale w porównaniu do mojej przeszłości to mikro problemy 🙂 Zdecydowałam się na ten szczery wpis, ponieważ wiem, że niemal wszyscy z nas borykają się od czasu do czasu z problemami ze snem. A niektórzy cierpią z tego powodu latami. Długotrwała,bezsenność rujnuje organizm pod każdym kątem. Każdy, kto zetknął się z tym problemem wie, że oddałby wiele za tak prozaiczną czynność, jaką jest normalny sen. W większości wypadków da się ten problem rozwiązać niewielkimi zmianami w stylu życia i eliminując nawyki zaburzające sen. W większości 🙂 Cięższe przypadki (jak np.mój) rozpatrzę w kolejnym wpisie. Dziś chciałabym Wam więcej powiedzieć o roli snu i o tym, jakie skutki powoduje zaniedbanie prawidłowego cyklu dobowego. W kolejnym podzielę wskazówkami, jak można sobie pomóc, kiedy już mamy ze snem problem.

Sen to fascynujący stan organizmu, gdy następuje wyłączenie świadomości i bezruch. Niezbędny do regeneracji organizmu. Eksperymenty dotyczące deprywacji snu (celowego pozbawiania snu badanych) wskazywały na dramatyczne pogorszenie wszystkich funkcji organizmu. Już po jednej dobie czuwania pojawiały się zaburzenia nastroju, myśli paranoidalne i omamy. Niektóre skutki okazywały się długotrwałe: nadciśnienie, zaburzenia rytmu serca, stany depresyjne. Braku snu nie można oszukać. Jest bowiem podporządkowany dobowym rytmom aktywności, zarządzanym min.przez część podwzgórza (jądro nadskrzyżowaniowe). Uwalniana przy jego pomocy melatonina reguluje dobowy rytm czuwanie-odpoczynek. Ta część mózgu ma połączenie z nerwami wzrokowymi, dlatego prawidłowe wydzielanie melatoniny jest mocno związane ze światłem docierającym do naszych oczu. Brak ekspozycji na światło dzienne i nadmiar sztucznego światła w godzinach nocnych skutecznie rozregulowują ten mechanizm. Dlatego kiedyś ludzie wstawali o wschodzie słońca i kładli się o zachodzie, bo naturalne dzienne światło wpływało na wydzielanie hormonu snu (melatoniny) i aktywności (kortyzolu) . I możecie się buntować, ale to najzdrowszy nawyk dla prawidłowego snu.

Badania nad snem rozpoczęły się dzięki odkryciu elektroencefalografu (EEG), rejestrującego czynności fal mózgowych. Dzięki temu wiemy, że sen dzieli się na fazy trwające ok 90 minut, które kilkukrotnie powtarzają się w trakcie nocy:

  • NREM (non rapid eye movemenet : cykl wolnych ruchów gałek ocznych. Jest to sen głęboki, pojawiający się ok. godzinę po zaśnięciu. Spowalnia się oddech, ciśnienie krwi i rytm serca – organizm regeneruje się, wydzielają się hormony anaboliczne. Obserwuje się stopniowe spadanie częstotliwości fal mózgowych, od fal alfa, poprzez theta do delta. W końcowej fazie mogą pojawiać się sny, co sygnalizuje gotowość do kolejnej fazy- REM

 

  • REM (rapid eye movement): cykl szybkich ruchów gałek ocznych. Jest to sen płytki, gdy pojawiają się marzenia senne, serce przyspiesza, oddech spłyca, mięśnie wiotczeją. Nie regeneruje organizmu tak głęboko jak NREM, ale jest fascynującym zjawiskiem. Śpimy, ale mózg działa w zakresie fal czuwania dziennego jak alfa i beta, otrzymując więcej tlenu i krwi niż w ciągu dnia. Badania sugerują, że to kluczowa faza dla porządkowania w mózgu informacji, utrwalania śladów pamięciowych.

Prawidłowy sen powinien trwać ok 7-9 godzin, choć różnimy się pomiędzy sobą rzeczywistym zapotrzebowaniem. Fizjologicznie najbardziej wartościowy jest sen przed północą. Zarówno za krótki jak i zbyt długi sen działa niekorzystnie na nasz organizm. Prawidłowa nocna regeneracja jest podstawą do właściwego funkcjonowania całego organizmu. Nie bez przyczyny w każdym wschodnim systemie leczenia za warunek niezbędny do bycia zdrowym uznaje się sen w zgodzie z rytmem słońca.  Hormon „kołyszący” nas do snu: melatonina współdziała z układem odpornościowym. Powinna wzrastać po zachodzie słońca i w nocy. Jednocześnie, kortyzol powinien stopniowo spadać wieczorem i wzrastać nad ranem, aby stymulować organizm do aktywności. W praktyce często rytm dobowy kortyzolu jest zakłócony. Sprzyja temu sztuczne oświetlenie (niebieskie promieniowanie ekranów to zabójca naszej melatoniny), nadmierna aktywność wieczorem (mocny trening po 20 to nie jest dobry patent…), kofeina i teina pita do 6 godzin przed porą snu. W efekcie wieczorem nie możemy zasnąć, a nad ranem – obudzić i czujemy się wyczerpani, pomimo względnie przespanej nocy.

Co się dzieje, kiedy regularnie nie możemy się wyspać?

  • zaburzamy pracę układu hormonalnego
  • częściej chorujemy
  • jesteśmy drażliwi, permanentnie zmęczeni, łatwiej o stany depresyjne i lękowe
  • tyjemy (brak snu stymuluje organizm do wydzielania leptyny, hormonu powiązanego z odczuwaniem głodu vs sytości)
  • ryzykujemy wahania glukozy we krwi
  • obniżamy nasze zdolności poznawcze (spada nasza wydajność, koncentracja, zdolność kojarzenia i zapamiętywania)
  • ciało (sportowcy: uwaga na spalanie tkanki mięśniowej) ani umysł nie mają szansy przeprowadzić procesów naprawczych w komórkach
  • spadek libido; problemy ze współżyciem zarówno od strony fizycznej jak i emocjonalnej

Oczywiście, negatywne skutki możnaby mnożyć i każdy znalazłby ich dużo więcej. Brzmi tak strasznie, że na samą myśl o nieprzespanej nocy macie już wszystkie objawy? 🙂 Bez paniki ( w końcu adrenalina i kortyzol to wrogowie snu). W kolejnym wpisie podzielę się z Wami patentami na dobry sen.

शुभरात्री śubharātrī . Dobranoc 🙂

 

Yin Yoga. O potędze wewnętrznej ciszy.

„Jeśli praktykujesz jogę od dłuższego czasu to prawdopodobnie i tak czerpiesz z niej tylko połowę korzyści. Druga połowa,do której nie miałeś dostępu, to właśnie yin joga.” To słowa jednej z najbardziej znanych propagatorek yin jogi, Bernie Clark. Już widzę lekkie oburzenie na części twarzy joginów. Obecnie klasyczna hatha wydaje się być zdominowana przez jej modyfikacje. Bikram joga, czyli praktyka w sali ogrzanej do 41 stopni, acro yoga (akrobatyczna forma jogi w parach), aerial joga (joga w szarfach podwieszonych pod sufitem) i hit ostatnich miesięcy: bier joga. Tak, chodzi o jogę z browarem 🙂 Ja wciąż pozostaje wierna klasyce, ale nie jestem przeciwna nowościom. Każda z nich może udoskonalić praktykę, fundując ciału nowe bodźce. Nawet joga z piwem np. nabrać dystansu do życia i mieć trochę więcej frajdy 🙂

Pozwólcie, że przedstawię Wam formę pracy z ciałem, w której się zakochałam praktykując ją w Indiach. Choć jeszcze jakiś czas temu, byłabym pewnie pierwszą osobą, która umarłaby na sali z nudów lub wyszła wcześniej, tłumacząc się odwiedzinami teściowej 🙂 Ale na wszystko w życiu przychodzi czas. Kiedy nauczyłam się, że czasami mniej, znaczy więcej, odkryłam potencjał drzemiący w ciszy i spokoju, także w pozornym bezruchu.

1.Czym jest yin joga?

Yin joga jest bardzo powolną i łagodną formą pracy. Nie oznacza to jednak, że łatwą. Trudność polega na utrzymaniu pozornie prostej pozycji przez długi czas (3- 20 min.). A także na doświadczaniu emocji, które mają przestrzeń i czas, aby się pojawić. Za pioniera yin jogi uznawany jest Paul Zink- mistrz sztuk walki, który propagował ją w latach 70- tych XX w USA. Ta forma pracy z ciałem dużo zawdzięcza także Paulowi Grilley’owi i Sarah Powers. Zakorzeniona w filozofii taoizmu, łączy motywy medycyny chińskiej  (np.praca na meridianach) z klasyczną hatha yogą, medytacją i uważnością.

2.Skąd ta dziwna nazwa – yin joga?

Wedle yin yogi istotą naszej praktyki powinno być równoważenie skrajności. Tak ja w filozofii tao ważne jest balansowanie pomiędzy yin – oznaczającym to co ciche, spokojne, zimne, ciemne a yang: aktywne, gorące, słoneczne. W naszej zachodniej rzeczywistości gubimy aspekty yin. Staramy się zrobić jak najwięcej i jak najszybciej. Jak nie dajemy rady pijemy hektolitry kawy, łykamy guaranę, zapisujemy się na kurs zarządzania czasem, w między czasie rozmawiając z bliskimi na fejsbuku i zamawiając zakupy z dostawą do domu. I w końcu wyczerpani trafiamy na jogę. Gdzie czasami wpadamy w kolejną pułapkę: stajemy na macie niczym w konkursie. Fundujemy sobie następny „target z dedlajnem”. Zmuszamy swoje ciało do wejścia w asanę, na którą nie jest gotowe.Porównujemy się do nastoletniej sąsiadki, z dezaprobatą patrząc na swoje uda w zbyt opiętych leginsach.

U podłoża każdej praktyki jogi leży ahimsa: szacunek i nie krzywdzenie: przede wszystkim siebie samego. Ten aspekt jest jednak szczególnie istotny w yin jodze. Trwając długo w asanie (nawet kilkanaście min.) uczymy się totalnej akceptacji punktu, w którym jesteśmy. Obserwacji tego, co się pojawia. Łagodności i delikatności. Bycia w ciszy i bezruchu, który jest często dużo trudniejszy, niż wyciskanie z siebie siódmych potów np.na mocnej sesji Asthangi czy siłowni. W końcu wyciskaliśmy się tak od samego rana: w domu, w korku, w pracy. Więc i na macie odtwarzamy, co nam znane.Wychodzimy ledwo żywi, myśląc, że się odstresowaliśmy. A często to jest wyczerpanie, nie zrelaksowanie. Absolutnie nie krytykuję dynamicznych form jogi. Dalej jestem ich fanką. Podobnie jak ciężarów 🙂 Chcę tylko Was zachęcić do równoważenia ich spokojniejszą praktyką i wsłuchania się w potrzeby ciała.

3. Czym różni się yin joga od innych form yogi np. Iyengara, Vinyasy czy Asthangi?

Większość znanych nam form jogi opiera się na pracy mięśni- ich wzmacnianiu i rozciąganiu. Napinamy mięśnie, aby chronić stawy i więzadła.Tymczasem na sesji yin jogi nie usłyszysz „napnij uda, podciągnij rzepki kolanowe” 🙂 Zamiast tego będziemy starać się minimalizować pracę mięśni, docierając pracę do powięzi, stawów i kości. Istotą nie jest ich rozciągnięcie lecz odżywienie (poprzez lepsze ukrwienie np. stawów) i uelastycznienie (do niewielkiego stopnia- 4-10 %). Dlatego też asany w yin jodze są statyczne, komfortowe i podparte, aby nie dopuścić do niekontrolowanego ruchu, gdy mięśnie nie stabilizują innych struktur. Poprawa ruchomości i mobilności jest efektem pracy na tkance łącznej.

4. Dlaczego warto pracować na powięzi?

Powięź jest odkryciem ostatnich lat w dziedzinie fizjoterapii, treningu a także psychologii. Wygląda jak biała błona, niczym folia otaczająca całe nasze ciało, organy wewnętrzne, mięśnie. Spełnia wiele istotnych funkcji min. stabilizuje, chroni, amortyzuje wszystkie elementy naszego organizmu. Na ten temat powstała niejedna praca doktorska, więc zainteresowanych odsyłam do dr. Googla 🙂 Z perspektywy jogi istotne jest to, że powięź lubi przyklejać się do mięśni, ograniczając ich ruchomość. Nie przepada ani za brakiem ruchu, jaki jego nadmiarem. Wówczas włókna powięzi, złożone z elastyny, kolagenu i włókien retikulinowych stają się zbite i sztywne. Sesje yin yogi pozwalają często znacząco zwiększyć zakresy ruchu w asanach osobom, które przez wiele lat nie mogły tego osiągnąć tradycyjną praktyką, skupiającą się na mięśniach.

Jeśli szukasz w jodze spotkania z samym sobą, yin joga będzie wspaniałym narzędziem. Powięź „pamięta” wszelkie traumy i urazy, także emocjonalne. Dlatego często na sesjach uwalniają się emocje zapisane w ciele: słychać płacz i śmiech. Ciało pamięta i zna odpowiedź. Yin joga pomaga nam ją usłyszeć.

Dla mnie ważnym odkryciem jest także to, że lekcje z sesji yin jogi przeniosłam poza matę. Gdy staję wobec trudnych i bolesnych wydarzę- obserwuję. Akceptuję. Łatwiej mi powstrzymać umysł produkujący katastroficzne wizje 🙂 Stałam się także dla siebie bardziej wyrozumiała. Czuję, kiedy warto uszanować swoje granice i odpuścić. I często okazuje się, że właśnie wtedy pojawia się odpowiedź. Baardzoo pomaga w życiu 🙂

5. Jak wygląda sesja yin yogi?

Yin joga inspiruje się klasycznymi pozycjami z hatha jogi. Nazwy pozycji są w języku angielskim np. butterfly (motyl), dragon (smok) czy snake (wąż). Ze względu na powiązanie z medycyną chińską, sesje można ułożyć pod pracę z danym organem np.wątrobą, sercem, ale także dla bioder, klatki, barków itp.

Pozycje mają być bardzo komfortowe, tak aby minimalizować pracę mięśni. Używamy klocków, wałków, koców. Sesja trwa ok 90 min., w trakcie której wybieramy ok. 10 asan. Każdą wykonujemy symetrycznie, trwając od 3 do nawet 20 minut. Pomiędzy nimi pojawia się kontrpozycja a czasami – także krótka relaksacja. Nauczyciel stara się nie ingerować nadmiernie w to, jak uczniowie buduj asanę. Najważniejsze w yin jodze jest obserwowanie i podążanie za tym, o co prosi ciało. Na koniec mamy oczywiście Savsanę 🙂

Jeśli zaciekawiła Was ta forma pracy z ciałem zapraszam na krótsze i dłuższe warsztaty yin yogi 🙂 Informacje znajdziecie na moim facebooku : https://www.facebook.com/pg/stresoterapiaKamilaKarpinska/events/?ref=page_internal. Zachęcam do dzielenia się swoimi wrażeniami z praktyki yin i zadawania pytań.

Życzę Wam jak najwięcej równowagi między Yin i Yang w życiu 🙂

Namaste

 

Yoga Teacher Training RYT 200®- wszystko, co chcielibyście widzieć

Jeśli śledzicie mojego facebooka i Instagram, to zorientowaliście się, że w Indiach ukończyłam kurs nauczycielski RYT 200® Ponieważ wiele osób pyta mnie o moją opinię i o sam kurs postanowiłam, że podzielę się moimi doświadczeniami na blogu. Pamiętam, jak sama szukałam obiektywnych informacji na ten temat i znalazłam zaledwie 2 wpisy w całym internecie! Wszelkie informacje organizacyjne, dotyczące programu, cen itp.możecie znaleźć w sieci (podaję linki). Ja chciałabym się skupić głównie na moich subiektywnych odczuciach i ocenie. Mam nadzieję, że pomoże Wam to w podjęciu ewentualnej decyzji o nauce 🙂 A o tym, co naprawdę wyniosłam z kursu, dla siebie można przeczytać w moim poprzednim wpisie http://streso-terapia.pl/indie-o-podrozy-do-wnetrza-siebie/

1. Co to w ogóle jest Yoga Teacher Training?
YTT jest cyklem szkoleń akredytowanych przez międzynarodową organizację Yoga Alliance. O idei YA możecie przeczytać tu: https://www.yogaalliance.org/. Standardowo proces szkolenia obejmuje 2 poziomy : 200 godzin oraz 300 godzin szkolenia, po których zostaje się nauczycielem RYT 500®. Oczywiście, istnieje też cała gama szkoleń krótszych, uzupełniających np.joga w ciąży, yin yoga, tantra yoga itp. Certyfikat może wydać tylko szkoła, która spełnia kryteria i posiada akredytację YA (tytułuję się wtedy RYS® Registered Yoga School). Teoretycznie ma to zapewnić gwarancję jakości szkolenia. W praktyce – różnie z tym bywa. W wielu miejscach szkoła jogi jest po prostu dobrym biznesem i sposobem zarabiania na zachodnich turystach. Polecam poszukać opinii w internecie i wybierać raczej szkoły z dłuższą tradycją. Poczytać również o nauczycielach, ich doświadczeniu i temu, co i jak o sobie piszą. Mnie pomogła też intuicja, bo choć wybrałam młodą szkołę –www.greenyogaindia.com, to generalnie jestem zadowolona z decyzji 🙂

2. Gdzie można odbyć takie szkolenie?
Najwięcej szkół znajduje się rzecz jasna w Indiach i Azji. Możecie je tez zaleźć w Europie, USA, Ameryce Południowej. Jednak Azja pozostaje najtańszym kierunkiem. Cena wyjazdu zależy od opcji zakwaterowania: w tym roku miesięczny kurs w Indiach wraz z zakwaterowaniem i wyżywieniem kosztował od 1600 do 2400 Euro. Każda szkoła ustala cenę indywidualnie. Cena niestety często odzwierciedla poziom nauczania i tradycję, nie warto więc wybierać najtańszych ofert. A jest ich sporo, o czym możecie poczytać np tutaj: https://www.bookyogateachertraining.com.

Od ubiegłego roku można także odbyć takie szkolenie w Warszawie, w Samadhi Joga http://samadhijoga.pl/page/szkolenia-na-nauczycieli-jogi.

3.Co obejmuje program szkolenia?
W dużym skrócie: technikę, praktykę własną, metodologię nauczania, anatomię i fizjologię,filozofię jogi i etykę, ewentualnie praktyki. W zależności od stylu jogi, w jakim się szkolimy, nacisk położony jest na daną techniką. Ja wybrałam multistyle, dzięki czemu praktykowałam vinyasę, asthangę, hatha yogę, yin yogę i aerial swing. Uważam,że był to świetny wybór, bo od 13 lat praktykuję metodę B.K.S Iyengara, którą bardzo cenię. I poczułam, że chcę wyjść poza pewne ramy i schematy 🙂 Jednak dla mnie było to zaledwie muśnięcie pozostałych stylów. Na pewno nie odważyłabym siebie nazwać nauczycielką np.asthanga yogi czy aerial swing po 200 godzinach szkolenia.

4. Jak wygląda dzień na kursie jogi?
Cóż, nie będę ukrywać że BARDZO intensywnie. Jeśli jesteście zmęczeni i traktujecie taki kurs jako okazję do odpoczynku,to dobrze się zastanówcie. Dobrym pomysłem jest przyjechać tydzień wcześniej,żeby odpocząć i się zaaklimatyzować. Warto zostać także po szkoleniu, żeby się zregenerować. Szczególnie jeśli jedziecie do kraju, gdzie po każdym kroku leją się z człowieka hektolitry potu:)
Przykładowy plan wygląda tak (niedziele są wolne):
-6-9 rano (dokładna godzina zależy od szkoły) 2 godziny praktyki jogi, medytacji i pranayamy
-ok. 9 śniadanie
-10.30-13/14 wykłady. My mieliśmy także karma jogę, czyli bezpłatną pracę w szkole np. sprzątanie, praca w ogrodzie, w kuchni itp.
-13-14 obiad
-15-17 wykłady
-17-18.30 praktyka jogi
-19 kolacja
Na moim kursie,ze względu na kosmiczny upał, mieliśmy dłuższą przerwę w ciągu dnia, za to kończyliśmy po g. 21. W czasie wolnym, którego nie było zbyt wiele, trzeba było studiować anatomię, historię i filozofię jogi czy teksty jogiczne jak np. Upaniszady. Chociaż dobrze znam angielski, to słownictwo było na tyle specyficzne, że wymagało dużego skupienia. Na koniec kursu czekał nas egzamin teoretyczny oraz poprowadzenie godzinnej sesji jogi.

4. Zakwaterowanie i wyżywienie
Zawsze istnieje kilka opcji. Można mieszkać w wieloosobowym dormitorium, 2 osobowym pokoju lub pojedynczo. Dobrym rozwiązaniem jest także zakwaterowanie poza szkołą: jeśli wolicie dojeżdżać i mieć wybór lokum. Jeśli wybieracie się do Indii, to przygotujcie się na hinduski standard: brak ciepłej wody, regularny brak prądu, brak klimatyzacji (wiatraki są, ale często nie działają, ze względu na przeciążenie sieci). Obecnie większość toalet przypomina nasze (tzn.jest sedes) 🙂 Prysznic oznacza wiadro i kran z zimną wodą. Jeśli jednak traficie na normalny prysznic, to na 90% będzie po prostu wystawał ze ściany. Oznacza to,że każdorazowo zalewamy całą łazienkę wodą 🙂 Do tego komary, mrówki, latające karaluchy, jaszczurki, żaby i węże. Mi to nie przeszkadzało, dzięki temu czułam się jeszcze bardziej zanurzona w naturze 🙂 Ale jak nie lubicie takich towarzyszy, proponuję wybrać inny kierunek. I pamiętajcie, że najlepszy czas na podróż na południe Indii to X-II. Pozostałe miesiące są koszmarnie upalne, a od V do IX nadchodzi monsun.
Moja szkoła miała nowe chatki, co było dużym plusem. Niestety, znajdowała się na polu, bez skrawka cienia. Domki miały blaszane dachy, a w moim dodatkowo była plastikowa podłoga i ściany z dykty. W efekcie działał jak inkubator. Między 7 a 21 nie było mowy,żeby w nim przebywać. Rozpuszczało się nawet mydło. Dodatkowo, niedaleko była stacja kolejowa, dzięki czemu co godzinę przejeżdżał przez moje łózko wielki pociąg towarowy. Potraktowałam to jako próbę charakteru i pracę nad emocjami:)
Wyżywienie było wegańskie (poza jogurtem i serem paneer). Najlepsze było śniadanie: owsianka, musli, świeże anansy, papaje, winogrona i jogurt z miodem. Na obiad i kolacje dostawaliśmy ryż, placki roti, sałatkę, dhal i warzywa w różnych sosach. Choć było to smaczne, to dla większości z nas zbyt ciężkostrawne (dużo smażonych potraw) i zawierało za mało białka. Po 3 tygodniach większość z nas wyrywała się na chana masalę do miasta 🙂

5. Nauczyciele
Muszę przyznać,że moją główną motywacją było po prostu zdobycie certyfikatu i próba mojego charakteru. Jako osoba praktykująca Iyengra u wspaniałych nauczycieli (Joga na Foksal i Joga Centrum Adama Bielewicza, dziękuję!) dość dobrze znam anatomię i metodykę nauczania. Dlatego nastawiałam się raczej na pogłębienie praktyki. Natomiast bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie nasze nauczycielki: Anu, Adrijana,Geetika i Giulia. Każda z nich była wyjątkowa na swój własny sposób, ale to, co mnie urzekło, to ich wewnętrzna spójność i ogromna wiedza. Anu i Geetika jako Hinduski w fascynujący sposób łączyły tutejszą mentalność z zachodnią wiedzą na temat filozofii czy anatomii. Przy tym były po prostu dobrymi ludźmi. Nie tylko mówiły o etyce i yamach, ale też tak żyły i traktowały ludzi. Co było piękne i prawdziwe. Niestety, słyszałam i widziałam wiele historii o niekompetentnych nauczycielach, których zachowanie jest zaprzeczeniem jogicznej moralności. Powszechnym problemem są kontakty seksualne nauczycieli z dziewczynami na kursie i zdarzają się także sytuacje molestowania…To są Indie, więc liczne układy i znajomości sprzyjają zamiataniu takich spraw pod dywan. Dlatego zdrowy rozsądek i intuicja są wskazane.

6. Podsumowanie. Czy poleciłabym takie szkolenie?
Hmmm:) Zależy czego szukacie:) Według mnie 200 g. kurs jest zaledwie inspiracją do bycia nauczycielem jogi. To, co sprawia, że potrafimy pracować z innymi ludźmi, to suma naszych życiowych doświadczeń i lat spędzonych na macie. Wiedza, którą nieustanie pogłębiamy samodzielnie. Najwięcej uczę się od swoich uczniów i na swoich błędach 🙂 Na pewno niezwykle cenne było dla mnie spotkanie z hinduską mentalnością i spojrzenie na jogę jako na styl życia, odbierania rzeczywistości i traktowania otoczenia. Łatwiej było mi dzięki temu zrozumieć jej istotę. Jeśli ktoś z Was chciałaby zagłębić się w jodze, ale niekoniecznie interesuje go dyplom, to zdecydowanie bardziej polecam pobyt w ashramie. Lub szkołę jogi z tradycjami, najlepiej z dala od miejskiego zgiełku. Ja spędziłam tydzień praktykując w Himalayan Iyengar Yoga Center w Dharamkot. Polecam! https://www.hiyogacentre.com/pl/

Zanim wyjedziecie poczytajcie o szkole, poszukajcie opinii w internecie. I nastawcie się, że to co otrzymacie, niekoniecznie może być tym, czego się spodziewacie. Ale tak właśnie ma być. Tym jest właśnie prawdziwa joga. Obserwacją i akceptacją 🙂
Jeśli macie pytania piszcie w komentarzach, na @stresoterapiaKamilaKarpinska lub na mojego maila.

Namaste,
Kamila

Indie. O podróży do wnętrza siebie

Niektórzy z Was pewnie się zorientowali, że wróciłam po prawie 2 miesiącach podróży po Indiach. Kiedy ktoś mnie pyta, jak podobały mi się Indie, nie wiem, co odpowiedzieć. Jest to bowiem tak ogromny i różnorodny kraj, że ja zaledwie dotknęłam jego powierzchni. Nie nastawiałam się na zwiedzanie, ponieważ wyjazd dedykowałam głównie jodze. Spędziłam niemal 6 tygodni na praktyce: najpierw na bardzo intensywnym kursie nauczycielskim na Goa, a następnie w Himalayan Iyengar Yoga Center. Fakt jest jednak taki, że przemierzyłam samotnie z plecakiem drogę z południa na północ Indii, co było dość karkołomnym przeżyciem.Choć w porównaniu do pobytu w Delhi- bułką z masłem 🙂
Moja podróż do Indii była w istocie podróżą do samej siebie. Wychodzenia ze swojej strefy komfortu, smakowania inności, otwarcia na to, co nieznane i niewygodne. Ale także piękne, szczere i prawdziwe. Jestem wdzięczna za wszystko, co mnie spotkało i za ludzi, jacy stanęli na mojej drodze. Chciałabym podzielić się z Wami refleksjami dotyczącymi mojego pobytu, ponieważ wiem,że wiele osób śledziło moje posty na facebooku i ciekawe jest moich przemyśleń 🙂 Wrzucam więc garść zasad, które pomogły mi doświadczyć najpiękniejszej podróży w moim życiu 🙂

1. „Energia, którą wysyłasz do świata, zawsze wraca pomnożona przez efekt”
Wiele osób, które usłyszały o moich planach wyjazdu, reagowało podobnie:”Jedziesz sama z plecakiem do Indii?!Nie boisz się, że” (niepotrzebne skreślić) :
-zarazisz się pasożytami, amebą malarią, febrą, dengą, ziką oraz setką innych chorób, których nazw nie umiem nawet wymienić:)
-tego syfu i brudu, żebraków, ścieków, smrodu i brzydoty
-gwałtów, zboczeńców, porwania, kradzieży, wypadków itp.
-zatrucia i umierania w konwulsjach po zjedzeniu niewinnego placka roti
-kilkunastu godzin (bywa, że kilku dni,jak masz pecha) spędzonych w pociągu bez klimatyzacji albo w autobusie z kozą, kurą i 7 dzieci na siedzeniu obok?
Hmm, no jakby to powiedzieć. NIE. Ponieważ jeśli podchodzisz do świata z lękiem i nieufnością, to właśnie to dostaniesz. Jeśli na każdą osobę patrzysz, jak na potencjalnego złoczyńcę, to całe Twoje ciało zdradza lęk i wrogość. A to tylko prowokuje innych, jak samospełniająca się przepowiednia… Nie chodzi o to, żeby beztrosko chodzić po slumsach po nocy. Zawsze zachowywałam zdrowy rozsądek i starałam się świadomie nie pakować w niebezpieczne rejony. Nie zawsze mi to wychodziło 🙂 Jednak zazwyczaj trafiałam na dobrych ludzi. Tak jak kierowca tuk-tuka, który po nocy szukał dla mnie busa w Delhi. Albo nieznajomego Hindusa, który poświęcił mi 2 godziny na dworcu w Delhi, załatwiając mi bilet. Starszych państwa, którzy dzielili się ze mną domowymi ciasteczkami w 16 godzinnej podroży lokalnym gratem, kiedy nie miałam nic do jedzenia. I dziwnym trafem nawet wszystkie psy, krowy, konie i świnki, które głaskałam, nie zrobiły mi krzywdy.

2. „Inne nie jest gorsze ani lepsze. Jest po prostu inne”
Hindusi mawiają „If you try to fight with India, India always f@#@cks you” 🙂 W Indiach trzeba zaakceptować, że jest to zupełnie inny świat. Świat, gdzie słowo kosz na śmieci nie istnieje w słowniku. W miastach brud i smród atakuje Ciebie z każdej strony. Herbata będzie zawsze z tłustym mlekiem, pieprzem i toną cukru. Gdzie rozkład jazdy autobusów znaleziony w internecie jest równie abstrakcyjny w realiach, jak malarstwo Picassa. Gdzie prąd możesz mieć raz na 2 dni, a zamiast prysznica, umywalki i pralki- wiadro z zimną wodą. W moim pokoju towarzyszyły mi latające karaluchy, pająki, jaszczurki, setki mrówek. W nocy do łazienki chodziłam z latarką, upewniając się, czy nie nadepnę na węża. Gdzie stada psów na ulicach i krów są standardowymi uczestnikami ruchu drogowego. Ups, sorry – raczej chaosu drogowego, z zasadą „silniejszy i większy ma pierwszeństwo”. Klakson jest używany zamiast kierunkowskazu, świateł i dla zabicia (zbędnej przecież) ciszy 🙂 Jeśli w Indiach próbujesz funkcjonować i myśleć, jak w domu, czeka Cię nieustanna frustracja, wyczerpanie nerwowe i dozgonna nienawiść do tej części świata. Wybór należy do Ciebie.

3.”Dlaczego sądzisz, że mając więcej, będziesz szczęśliwy, jeśli nie umiesz się cieszyć tym, co już masz?”
Dla mnie Indie były piękną lekcją. Nieustannie wychodziłam ze swojej strefy komfortu, aby doświadczyć tego, co mnie ogranicza, trzyma i blokuje. Od moich przyzwyczajeń i nawyków, bez których trudno było mi żyć. Wiecie jak smakuje kawa i ciasto czekoladowe po miesiącu przerwy? Albo gorący prysznic, po 2 miesiącach mycia się w wiadrze? Jak cieszy wiatrak nad łóżkiem i chłód murowanego domu, po miesiącu smażenia się żywcem w blaszaku? No właśnie 🙂 Ja już od pewnego czasu pracuję nad wdzięcznością. Jednak Indie przypominały mi, jak bardzo jestem szczęśliwa. Cieszę się, z każdego dnia,gdy mam siłę wstać, wejśc na matę i zacząć nowy dzień 🙂 Niewiele, bardzo niewiele potrzebujemy do życia. Zdrowia, obecności bliskich ludzi i życia w zgodzie ze swoim sercem. A to nie są rzeczy, które możemy kupić.

4.”Tam, gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty”
„If it’s good – is good. If it’s not good – it’s even better”. To ulubiony tekst mojej nauczycielki jogi, Geetiki 🙂 Na intensywnym kursie nauczycielskim jogi prawie 2 tygodnie miałam wysoką gorączkę. W tym upale każdy krok był dla mnie wysiłkiem. Ale byłam spokojna. Czułam, że to też jest jakaś lekcja. Każdego dnia wstawałam o 6 rano i człapałam w kierunku maty. Kiedy było mi bardzo źle, obserwowałam oddech i starałam się skoncentrować na tym, co tu i teraz. Nie myśleć : „to niesprawiedliwe; dlaczego teraz i dlaczego ja; 1,5 roku ciężko na to pracowałam…Bla, bla,bla”. Jak wyzdrowiałam, to naciągnęłam ścięgno Achillesa. I z całej mocnej miesięcznej praktyk,i robiłam głównie pranayamę i medytację. Zostałam mistrzynią wariantów i modyfikacji asan. Całą sesję Asthangi byłam w stanie zrobić w klęku i na siedząco:) Teraz wiem,że ten czas był moją lekcją spokoju i akceptacji. Jeśli nie możesz zmienić sytuacji, możesz zmienić swój stosunek do niej. A to bardzo, bardzo dużo.

5.”Jedyny powód, dla którego nie mamy tego, czego pragniemy jest taki, że musielibyśmy się zmienić, a zmiana jest zbyt wielką niewiadomą.” C.P.Sisson
Wydaje się proste, ale w istocie jest bardzo trudne. Czasami potrzebna jest terapia szokowa. Indie prowokują do wychodzenia ze swoich przyzwyczajeń. Zderzają z różnorodnością. Uwierzcie mi, kiedyś byłam najbardziej marudną i nieznośną towarzyszką podróży. Jakby mi ktoś powiedział, że będę z uśmiechem i akceptacją znosić upał, głód, zmęczenie, brak snu i inne atrakcje…No way! Prawdziwą próbą okazał się jednak powrót do domu. Wykończona po 3 dobach podróży niemal bez snu marzyłam tylko o śnie. Tymczasem moi sąsiedzi zabrali się za skuwanie ściany. Najpierw w akcie rozpaczy rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam z wyczerpania. Po chwili zaczęłam się śmiać sama z siebie. Łatwo było być oazą spokoju w ciszy ashramu. Więc przypomniałam sobie słowa Dalaj Lamy. Cierpienie powstaje, gdy oceniamy jakąś sytuację. Doświadczamy emocji, ale nie jesteśmy nimi. Więc tylko od nas zależy, jak bardzo damy się unieszczęśliwić.

6. „Dobra wiadomość – nic nie trwa wiecznie. Zła wiadomość – nic nie trwa wiecznie”
W jodze jedną z zasad jest aparigraha. Nie przywiązywanie się. Zarówno do tych dobrych jak i złych rzeczy, ludzi, sytuacji. Moje nauczycielki jogi dużo mówiły, o jogicznej koncepcji szczęścia. Tak długo, jak uzależniamy je od posiadania lub nie posiadania czegoś/kogoś, tak długo będziemy cierpieć. Prawdziwa radość jest niezależna, od tego, co na zewnątrz. Wiem, że nie jest łatwo być szczęśliwym, gdy tracimy kogoś bliskiego, chorujemy czy przeżywamy niepowodzenia. Sama doświadczyłam tych sytuacji. Ale tak długo, jak z nimi walczyłam, tak długo przegrywałam. Kiedy uświadomisz sobie, że każdy moment jest niepowtarzalny i nigdy nie powróci, łatwiej jest celebrować i cieszyć się prozaicznymi czynnościami. W Indiach widziałam wielu uśmiechniętych i życzliwych ludzi, którzy mijając mnie na ulicy skłaniali głowę i uśmiechając się mówili „Namaste”. Ludzi, którzy według naszych standardów nie mieli nic i powinni pogrążyć się w wiecznym smutku. Nie twierdzę, że bieda, choroba i cierpienie uszlachetnia. Wręcz przeciwnie. Ale konfrontacja z odmiennym postrzeganiem szczęścia, pomaga mi odnaleźć w sobie siłę i spokój w trudnych chwilach.

Chciałabym podziękować Wszystkim, którzy wspierali mnie w tej podróży. Nie pozwolili się poddać, gdy trzy razy przebookowywałam datę wylotu, mierząc się z chorobą i innymi atrakcjami. Doro, Piotrze, Piotrku, Kubo, Bracie, Przemku, Julko, Małgo, Magdo, Michale, Ewelino, Gosiu, Anko, Edyto, rodzice. I wszystkim życzliwym duszom, które spotkałam na swojej hinduskiej drodze. Nie starczyłoby miejsca, żeby wymienić 🙂 Pamiętam o Was i czuję, że niektóre z Was jeszcze spotkam.
Namaste,

Kamila

Stres – dlaczego instruktorki fitness bywają grube? Stres i fizjologia

Po licznych wpisach dotyczących jogi w końcu przyszedł czas na zajęcie się motywem przewodnim mojego bloga – pojęciem stresu. Dla wielu osób chęć okiełznania skutków stresu, była pierwszą motywacja do pojawienia się w szkole jogi. A jest z czym się mierzyć. Zanim opowiem Wam o tym, jak joga interpretuje stres i jak może nam pomóc, przybliżę Wam fizjologię stresu z medycznego punktu widzenia. W kolejnych wpisach zajmę się także psychologiczną i jogiczną koncepcją stresu, ale zacznę od najbardziej „naukowej” formy 🙂 A jeśli zainteresowało Was tytułowe pytanie, zerknijcie na koniec artykułu.

Na poziomie fizjologicznym za reakcję na stres odpowiada układ wegetatywny (autonomiczny układ nerwowy -AUN), składający się z dwóch elementów:

1. System współczulny, który odpowiada za przygotowanie naszego organizmu na „walkę”: podnosi ciśnienie, tętno, rozszerza źrenice, napina mięśnie szkieletowe, spowalnia trawienie i uwalnia glukozę do krwi.

2. System przywspółczulny, który przywraca równowagę w organizmie, gdy ustępuje stresor (obniża ciśnienie i tętno, wznawia procesu trawienie, rozluźnia mięśnie szkieletowe itp.)

W zdrowym ciele oba układy powinny być w stanie równowagi. Gdy nasi przodkowie uciekali przed mamutem, system współczulny włączał nam opcję walki o życie. Gdy mamut zniknął za horyzontem lub na ruszcie, równie szybko potrafił się wyciszyć 🙂 Niestety, obecnie większość z nas jest narażonych na długotrwale działające stresory, które utrzymują układ współczulny w stanie permanentnej aktywności. Wielu z nas rozpoczyna dzień od świdrującego mózg dźwięku budzika, następnie frustruje się stojąc w korku aby w końcu dotrzeć do pracy, gdzie już od wejścia czujemy rosnąca gulę w gardle i kamień w żołądku. I to wszystko zanim dzień się jeszcze zaczął… Oczywiście, stresorów może być dużo więcej. Nie bez powodu mieszkańcy dużych miast dużo częściej cierpią na choroby somatyczne. Zanieczyszczenie środowiska, hałas, odcięcie od przyrody i nadmierna ilość bodźców również przestymulowuje układ współczulny. Jeśli są to sytuacje jednorazowe, organizm świetnie sobie z nimi radzi. Gorzej, gdy trwają stale. Powoduje to rozregulowanie AUN i pozostałych układów. Obecnie większość chorób i dysfunkcji organizmu jest efektem chronicznego stresu. A głównym winowajcą jest tutaj kortyzol.’

Kortyzol:
W sytuacji stresu następuje reakcja ciała migdałowatego, które (w dużym skrócie) powoduje wydzielenie przez nadnercza kortyzolu – hormonu, który w zrównoważonym organizmie wspiera procesy metaboliczne, reguluje poziom cukru we krwi i odporność. Niestety, współczesny styl życia sprawia, że powszechnym problemem jest nadmiar kortyzolu. Powoduje to min. :

  • permanentne zmęczenie, które nie ustępuje nawet po dobrze przespanej nocy i odpoczynku

  • przybieranie na wadze (szczególnie tzw. otyłość brzuszna)

  • rozregulowanie cyklu miesiączkowego lub jego brak

  • obniżenie libido

  • zaburzenia tarczycy

  • bezsenność

  • osłabienie odporności/alergie

  • problemy z koncentracją/pamięcią

  • osłabienie mięśni/wydolności/osłabienie

  • potrzeba picia kawy, energizerów, słonych i słodkich przekąsek

Jeśli nasz organizm zbyt długo musi utrzymywać nadnercza w stanie nieustannej gotowości, aby produkowały kortyzol dochodzi do ich wyczerpania. Wyczerpanie nadnerczy to szeroki temat, ponieważ istnieje kilka możliwych dysfunkcji tego organu. Postaram się poświęcić temu oddzielny wpis, ponieważ sama mierzyłam się z tym problemem i bardzo trudno było mi znaleźć pomoc.

I na „deser” odpowiedź na tytułowe pytanie 🙂 Często zdarza się, że instruktorki fitness wcale nie wyglądają jak wyżyłowane gwiazdy Instagramu. Mówiąc dosłownie – miewają nadwagę. Jak to możliwe, skoro kilka godzin dziennie wylewają z siebie hektolitry potu, dźwigają ciężary i jedzą zbilansowane posiłki? Otóż odpowiedź ponownie kieruje nas do kortyzolu. Każdy wysiłek ponad zdolności adaptacyjne organizmu oznacza dla niego stres, a więc wyrzut kortyzolu. Jeśli towarzyszy mu odpowiednia regeneracja wówczas następuje adaptacja do nowych wyzwań : spalenie tkanki tłuszczowej, przyrost masy mięśniowej, poprawa wydolności itp. Jednak nieustanne zmęczenie ciała powoduje wprowadzenie go w stan energetycznej głodówki.  Nasze ciało próbuje nam powiedzieć „ok, skoro mnie tak katujesz, to muszę odłożyć trochę zapasów tłuszczu na lepsze czasy, a na razie pobiorę energię z tkanki mięśniowej”. W efekcie, zamiast fit-sylwetki, pojawia się otyłość brzuszna, problemy ze snem, permanentne zmęczenie, zaburzenia miesiączkowania i oczywiście- brak rezultatów pomimo ciężkich treningów. Dlatego z pomocą przychodzi nam min. joga, gdzie nawet intensywnej praktyce (np. w stylu Asthanga czy  Vinyasa), towarzyszy obniżenie kortyzolu i aktywacja układu przywspółczulnego. Celem jogi nie jest schudnięcie, ale najczęściej jest to „efekt uboczny” praktyki i zrównoważenie układu hormonalnego. Ale to opowieść na kolejny wpis 🙂

Namaste

Kamila

Stań pewnie na ziemi. Praktyka jogi dodająca spokoju i równowagi :)

W ostatnim artykule opisywałam koncepcję muladhary czakry. Jeśli nie interesuje Was duchowy wymiar jogi, to tym bardziej zachęcam Was do lektury 🙂  Przedstawiona sekwencja kształtuje zmysł równowagi, uczy prawidłowego rozkładania ciężaru na stopach i pomaga w odnalezieniu wewnętrznego spokoju. Praktyka skierowana na zrównoważenie muladhary, czyli czakrę podstawy, powinna obejmować pozycje, które dają nam poczucie ugruntowania i osadzenia na ziemi. Jest to dobrze widoczne w pozycjach stabilnych jak np. tadasana. Na co dzień obserwujmy, jak rozkładamy ciężar ciała, czy stoimy symetrycznie na obu nogach. Jeśli ciężar ciała jest głównie na tyłach stóp, może to być znak, że nasz umysł zbyt mocno skupia się na przeszłości. Jeśli zaś przeważa dociążenie palców, może być to symbolem uciekania w przyszłość, w świat planów i fantazji. W praktyce jogi dążymy do tego, aby być Tu i Teraz, w pełnym kontakcie ze swoim ciałem i duchem. Ta świadomość pozwala nam również żyć uważniej każdego dnia. Pomocne są także pozycje, gdzie intensywnie rozciągamy obszar podstawy kręgosłupa, tym samym ożywiając pierwszą czakrę.

Podana kolejność pozycji jest celowa, dobrze jest wykonywać je zgodnie z sugestią.

1. Supta Tadasana: pozycja leżącej ( śpiącej) góry

  • Usiądź ze zgiętymi nogami. Rolując kręgosłup połóż się na plecach.
  • Połącz stopy, napnij uda i postaraj się rotować uda do środka.
  • Połóż ręce wzdłuż ciała, skieruj wnętrza dłoni do tułowia. Jeśli Twoje barki się unoszą i czujesz zamykanie klatki piersiowej utrzymuj ramiona szerzej, tak jak na zdjęciu.
  • Rozciągnij całe ciało od pięt do czubka głowy, oddychaj równomiernie. Postaraj się poczuć, jak Twoje ciało w pełni kontaktuje się z podłogą. Pozostań w tej pozycji ok. 3 minut lub dłużej.

2. Vrksasana: drzewo

  • Zegnij lewą nogę w kolanie i umieść piętę na prawym udzie, jak najbliżej krocza.
  • Dociśnij mocno podeszwę stopy do lewego uda i wnętrzem uda naciśnij na stopę.
  • Podnieś ręce równolegle do podłogi, wnętrza dłoni skieruj do sufitu.
  • Dociskając prawą stopę do podłogi, wyciągaj tułów i ręce w górę.
  • Ciągnij ramionami w stronę sufitu.
  • Oddychaj płynnie i obserwuj jak Twoje ciało szuka równowagi.
  • Żeby wyjść z pozycji, z wydechem opuść ręce na dół i zmień stronę.
  • Pozostań w tej pozycji do momentu, kiedy poczujesz wyraźne zmęczenie.

 

3. Malasana: pozycja girlandy (uproszczona)

  • Przykucnij, trzymając stopy jak najbliżej siebie (jeśli nie sięgasz piętami do ziemi, podłóż pod nie zrolowany koc lub ręcznik).
  • Ustaw uda szerzej niż tułów.
  • Naciskaj łokciami na wewnętrzne kolana, trzymając dłonie połączone w Anjali Mudra (na zdjęciu).
  • Utrzymaj pozycję od 30 sekund do minuty, następnie przy wdechu wyprostuj kolana i wstań.

 

4. Badha konasana: pozycja spętanego kąta

  • Usiądź i połącz podeszwy stóp razem. Zbliż pięty w stronę krocza. Przysuń pośladki w stronę pięt. Dobrze jest usiąść wyżej np. na klocku, ręczniku, kocu.
  • Trzymając dłońmi pod stopami wyciągaj kręgosłup do góry i jednocześnie opuszczaj kolana jak najbliżej podłogi.
  • Oddychaj równomiernie i wyjdź z pozycji, gdy poczujesz nadmierne napięcie w pachwinach

 

5. Janushirasana (podparta)

  • Usiądź z prostymi nogami na podłodze (możesz usiąść wyżej, jeśli czujesz, że tułów się zapada).
  • Zegnij lewą nogę w kolanie i umieść wewnętrzną stopę na wewnętrznym udzie, jak najbliżej kości łonowej.
  • Wyciągnij lewą rękę i starając się maksymalnie wydłużyć tułów sięgnij do prawej stopy.
  • Skręć brzuch nad prawe udo i złap również lewą ręką za stopę.
  • Wydłużając kręgosłup staraj się rozchylać łokcie na boki, wchodząc do pozycji. Podeprzyj głowę na klocku/wałku.
  • Jeśli odczuwasz ból w lędźwiach unieś się wyżej i nie pogłębiaj skłonu.
  • Pozostań w tej pozycji kilka minut i zmień stronę.

Nie zapomnijcie o savasanie 🙂

Namaste,

Kamila

Muladhara. Czakra podstawy : Twój solidny fundament

Jeśli zbudowałeś zamek w chmurach, twoja praca nie pójdzie na marne. Wybrałeś idealne miejsce – teraz musisz po prostu dobudować fundamenty.– Henry David Thoreau

Budowa domu wymaga solidnego fundamentu. Podobnie w rozwoju duchowym wazna jest mocna podstawa, aby zawsze czuć się pewnie i bezpiecznie. W teorii czakr Twoim oparciem będzie Muladhara, zwana również czakrą korzenia. Sprawi, że Twój „zamek w chmurach”, zawsze będzie stał pewnie, a w jego wnętrzu poczujesz się bezpieczny i odprężony.

Muladhara znajduje się u podstawy kręgosłupa. Jest jedną z trzech dolnych czakr, związanych z  pokonywaniem zewnętrznych przeszkód w otaczającym nas świecie. Symbolicznie łączy nas z Ziemią, dając mocny i stabilny kontakt ze światem zewnętrznym. Od niej zaczynają się kanały Nadi, pobierające subtelną energię, która dalej płynie przez wyższe czakry, docierając do wszystkich miejsc w ciele. Kolorem muladhary jest intensywna czerwień,  symbolizująca gorące i energetyczne jądro naszej planety. Powiązana z działaniem podstawowych układów naszego organizmu: kości, mięśni, stawów, krwi, tkanek, dba o nasze przetrwanie w materii. Problemy zdrowotne manifestujące się bólami lędźwi artretyzmem, niedoborami krwi czy słabą witalnością, mogą być związane z zaburzeniami działania pierwszej czakry.

Czakra podstawy reprezentuje najbardziej biologiczną potrzebę –przetrwania. Zarówno na poziomie dosłownym jak i metaforycznym. Powiązana jest z zaspokajaniem głodu, potrzeby snu, schronienia i ubrania. Związana jest także z popędem seksualnym, ale na poziomie przedłużenia gatunku. Jeśli potencjał kreacji muladhary nie przejawia się w budowaniu rodziny, energia  bywa wykorzystywana do tworzenia innych materialnych dzieł np. sztuki, wynalazków. Nie oznacza to wcale, że posiadanie dzieci wyklucza aktywne tworzenie – wymaga tylko większej konsekwencji i uważności. Pierwsza czakra symbolizuje potrzebę bezpieczeństwa emocjonalnego i przynależności. Jeśli w dzieciństwie często doświadczaliśmy poczucia opuszczenia, bezradności i strachu – prawdopodobnie nasza czakra podstawy wymaga zrównoważenia.  W naszym społeczeństwie jest to szczególnie istotne. Lęk, wzbudzany z poziomu pierwszej czakry, jest niestety powszechnie wykorzystywanym narzędziem kontroli. Otaczające nas w mediach obrazy – wojny, kataklizmy i wizje upadających instytucji, skutecznie wpędzają ludzi w poczucie, iż życie to nieustanna walka o przetrwanie. Wiele osób realizuje wówczas scenariusze cudzego życia, wybrane dla nich przez rodzinę, społeczeństwo czy religię. Wzbudzenie strachu skutecznie odbiera odwagę na zapytanie siebie samego, jak chcę przeżyć swój czas na Ziemi. Wówczas również nasze relacje i związki mogą być motywowane strachem. Jestem w relacji, która mnie niszczy bo boję się, że nikt mnie nie zechce. Decyduje się na dziecko, bo „wszyscy już mają” a ja boję się, że zostanę sam na starość. Codziennie chodzę do znienawidzonej pracy, bo boję się, że nie znajdę nic lepszego. Pozwalam się ranić bliskim, bo boję się, że wyznaczenie moich granic sprawi, że mnie odsuną. Przykłady można zapewne mnożyć. Nie muszą być one negatywne. Każde działanie – również pozornie altruistyczne, zrodzone z poczucia lęku, nie pozwala nam w pełni wykorzystać swojego potencjału, gdyż nie pochodzi z przestrzeni serca. Można nawet działać jako wolontariusz, uciekając przed samotnością i spotkaniem swojego cienia.  Lęk może manifestować się również agresją, brakiem kontroli nad emocjami i doświadczaniem skrajnych uczuć. Nie oczekujmy, że Muladhara będzie w równowadze tylko wtedy, gdy poczucie bezpieczeństwa przypłynie do nas z zewnątrz. Wiadomo, że łatwiej jest żyć, gdy zarabiamy wystarczająco, mieszkamy w przyjemnym i komfortowym miejscu i cieszymy się z harmonijnych relacji. Jednak każda czakra jest tylko odbiciem tego, co odbija się w lustrze naszej duszy. Dlatego też równoważenie Muladhary oznacza zgodę na danie sobie opieki i wsparcia, niezależnie od tego, co się dzieje na zewnątrz. Tworzy stabilny fundament do pracy z kolejnymi etapami rozwoju duchowego.

Jeśli Twoim życiem powoduje lęk i potrzebujesz zrównoważyć pierwsza czakrę, jak najwięcej przebywaj w otoczeniu przyrody. Poczuj, ze Matka Ziemia ma nieskończony zasób sil, aby ożywiać i odradzać życie. Ma je również dla Ciebie, więc jesteś bezpieczny i kochany, niezależnie od  czynników zewnętrznych. Uprawiaj sport, szczególnie zespołowy. Wskazane są nawet sztuki walki, bo dzięki nim wzmacniasz swoje wewnętrze poczucie siły i kontroli, a także kształtujesz równowagę. Otaczaj się czerwonym kolorem lub wybieraj ubrania w tym odcieniu. Idealnie byłoby czerpać tę barwę z natury np. oglądając wschody słońca, podziwiając czerwone kwiaty i liście. Jeśli czujesz energię kamieni wybierz hematyt, czerwony jaspis, granat, rubin. Pomocne będą również medytacje, szczególnie powiązane z intonowaniem mantry „lam” i muzyką o najniższej częstotliwości Solfeggio 396 Hz, usuwającej leki i blokady. W pracy z czakrami bardzo dobrze sprawdzają się wizualizacje. Możesz stworzyć własne, lub wykorzystać poniższą:

Ćwiczenie na równoważnie Muladhary czakry:

Wyobraź sobie przewód uziemiający, który biegnie od twego kręgosłupa w głąb ziemi. Oczyma wyobraźni zobacz, jak każdy nadmiar energii mentalnej spływa w dół kręgosłupa i dalej po przewodzie uziemiającym do ziemi. Wyobraź sobie, że przewód ten wypuszcza korzenie niczym ogromne drzewo. Korzenie twego przewodu uziemiającego splatają się z korzeniami wielkich drzew dookoła. Teraz wyobraź sobie, że swoimi korzeniami pobierasz energię z ziemi. Stajesz się tak silny jak wielkie drzewa.[1]

Jako nauczycielka jogi nie mogę również napisać o zbawiennym wpływie asan. Oczywiście, joga jako holistyczny system pracy z ciałem i duchem oddziaływująca na wszystkie czakry. Jednak można również dopasować praktykę, którą będzie wspierać pierwszą czakrę. Szczególnie użyteczne będą za asany kontaktujące nas z ziemią, budujące poczucie równowagi i stabilności. Jeśli jesteście gotowi na ugruntowanie siebie za pomocą asan, przygotujcie matę i zajrzyjcie do kolejnego artykułu J

Namaste,

Kamila Karpińska

[1] Źródło: Czakry od podstaw. Klucz do równowagi i szczęścia. D.Ponds

Teoria jogi: czakry

Jeśli joga jest dla Was tylko rozciąganiem i resetem po ciężkim dniu, to w porządku. Może nie zaszkodzi dowiedzieć się, co jeszcze kryje się w przepastnym worku z napisem „praktyka jogi”? Jeśli czujesz, że duchowy wymiar praktyki jogi jest Ci bliski, to tym bardziej zachęcam do lektury. Dziś chciałam Wam przedstawić jeden z mniej namacalnych aspektów jogi – teorię czakr. Ponieważ joga jest holistycznym systemem pracy z ciałem, doskonale równoważy zarówno fizyczny jak i duchowy wymiar naszego funkcjonowania. Nawet jeśli odbierasz jej wpływ tylko na poziomie ciała, to pewnie zauważasz jak po sesji czujesz się spokojniejszy, lepiej śpisz i być może inaczej podchodzisz do wyzwań dnia codziennego. To jest właśnie ten psychologiczny aspekt działania praktyki.
Nasze ciało składa się w 70 % z wody. Jej swobodny przepływ i ciągła wymiana (np. poprzez ruch, rozwój intelektualny, doświadczanie emocji, uczenie się nowych rzeczy) sprawia, że czujemy się zdrowi, pełni energii i chęci do życia. Jeśli nasza „woda” stoi, to przypomina staw, z brudną i nieruchomą rzęsą na powierzchni. Jeżeli jednak nie boimy się doświadczać i jesteśmy aktywni na polu ciała i emocji, to woda wewnątrz nas jest jak rwący, czysty strumień. Teoretycznie bezpieczniej jest pływać w brudnej, płytkiej kałuży niż w nieprzewidywalnym potoku. Jednak takie rozwiązanie nie pozwoli nam żyć w pełni i wykorzystać naszego potencjału. Ta metafora ma wiele wspólnego z teorią czakr. Według niej, jeśli te ośrodki energetyczne są stale żywe i zrównoważone, możemy żyć w zgodzie ze sobą, odnaleźć swoją misję w życiu i tą radością zarażać innych.
Teoria czakr:
Na polu jogi czakry często kojarzone są z jogą kundalini. Jest to jednak dużo szersza koncepcja, której korzenie sięgają tradycji tantrycznej. Istnieje kilka różnych wizji co do ilości czakr w ludzkim ciele. Najbardziej popularna mówi o 7 czakrach, zlokalizowanych wzdłuż kręgosłupa. Chociaż położenie czakr w ciele pokrywa się z usytuowaniem gruczołów dokrewnych, to nie odnajdziemy ich w namacalnej formie. Najczęściej są opisywane, jako wirujące skupiska subtelnej energii, usytuowane wzdłuż kręgosłupa, od jego podstawy do czubka głowy. Każda z siedmiu głównych czakr pokazuje życie i daną sytuację z innej strony. Jest pewnym etapem w rozwoju naszej świadomości. Ta sama sprawa doświadczana z poziomu innej czakry może być zupełnie inaczej interpretowana. Trzy dolne czakry są silnie związane z instynktem przetrwania i powiązane z rozwiązywaniem dylematów codziennej egzystencji. Czwarta czakra- serca stanowi pomost pomiędzy fizycznością a duchowością. Odpowiada za miłość, empatię, dobro i szacunek do życia. Dopiero zrównoważenie czakry serca pozwoli w pełni rozwijać kolejne trzy czakry, odpowiadające za poczucie jedności ze wszechświatem i dojrzałą duchowość.
Doskonałą metaforę rozwoju widzianego z perspektywy czakr proponuje D. Ponds w Teorii Czakr. Opisuje czakry, jako kolejne piętra w budynku. Wjeżdżając na coraz wyższe piętra możemy dostrzec więcej, z szerszej perspektywy. Jeśli jednak okna są brudne – zaciemnione naszymi schematami, przekonaniami, lękami, to nie uda się nam zobaczyć tego, co za szybą. Dlatego zrównoważony rozwój duchowy powinien polegać na sekwencyjnej pracy z kolejnymi poziomami świadomości. W innym wypadku będą nami kierować impulsy np. lęk, chęć nadmiernej kontroli, strach przed opuszczeniem itp. Wedle teorii, czakry są one nieodłącznym elementem żywych istot. Podobnie jak rośliny żywią się energią słoneczną w procesie fotosyntezy, tak i człowiek stanowi element natury, funkcjonując dzięki nieustannemu procesowi przemian energetycznych. Jeśli wszystkie centra energetyczne są w równowadze, energia krąży bez przeszkód, a nasz potencjał może rozwinąć się w pełni, aby wzbogacać świat
Rodzaje czakr:
1. Muladhara : czakra korzenia. Znajduje się u podstawy kręgosłupa. Odpowiada za instynkt przetrwania i poczucie fizycznego bezpieczeństwa. Niezrównoważona przejawia się lękiem, nadmierną kontrolą, kompusją.

2. Swadhiszthana czakra: czakra sakralna. Zlokalizowana nad kością krzyżową. Związana z doświadczaniem radości, zmysłowością, seksualnością, twórczością i kreacją. Niezrównoważona powoduje brak kontroli swoich zmysłów, nie tylko na poziomie seksualnym.

3. Manipura czakra: czakra splotu słonecznego. Umiejscowiona powyżej pępka. Symbolizuje poczucie wewnętrznej mocy ale także przewodnictwa, inspirowania innych. Niezrównoważona zamienia sprawczość w agresję lub powoduje brak stawiania innym granic.

4. Anahata czakra: czakra serca. Położona na środku klatki piersiowej, na wysokości serca. Odpowiada za zdolność do odczuwania miłości do Wszechświata i doświadczania bezinteresownej empatii do każdej istoty. Niezrównoważona może powodować nadmierne zatracanie się w miłości, poświęcanie siebie.

5. Wiśuddha czakra: czakra gardła. Umiejscowiona na wysokości gardła. Odpowiada za umiejętność wyrażania siebie, odnalezienie swojej prawdy w życiu i w kreatywny sposób wzbogacania o nią świata. Problemy z wisuddhą mogą manifestować się nadmiernym krytycyzmem wobec odmiennych poglądów lub ich całkowitym nieujawnianiem.

6. Adźńaczakra czakra: czakra trzeciego oka. Położona na środku czoła, nad oczami odpowiada za umiejętność postrzegania pozazmysłowego i poczucie jedności ze światem. Osoby z otwartą szóstą czakrą odbierają każdą chwilę, wydarzenie, rzecz jako element większej całości – Boga, Absolutu. Niebezpieczeństwo tkwi w nadmiernym oderwaniu od rzeczywistości i dopuszczenia do siebie poczucia lęku.

7. Sahasrara czakra: czakra korony. Znajduje się na czubku głowy. Jest pogłębieniem doświadczeń z czakry szóstej, oświeceniem. Wedle przekazów tylko nieliczne jednostki doświadczyły tego stanu i umiały w nim wytrwać np. Jezus, Budda, Lao-Cy, Thich Nhat Hanh. Ponieważ oznacza on całkowite poddanie się Boskiej woli, wymaga niezwykłego zaufania do tego procesu. W innym wypadku można oznaczać całkowitą utratę kontaktu z tym, co namacalne. Szczęśliwie, niewiele osób doświadcza tego stanu, więc nie ma potrzeby się go obawiać.

Jeśli zaciekawiła Was koncepcja czakr zapraszam do lektury artykułów poświęconych poszczególnym czakrom.

Namaste, Kamila