Zadbaj o siebie wirtualnie: Stresoterapia na YouTube :)

Po dłuuugim czasie mówienia o tym, zdecydowałam się to zrobić 😉 Stresoterapia ma już swój kanał na YouTube!

Wiem, że sporo z Was nie daje rady dotrzeć na moje zajęcia, mieszka daleko, wyjeżdzacie, a czasami po prostu miejsce na swój spokój ginie w natłoku codzinnych obowiązków. Dlatego postaram się z Wami dzielić swoją pracą również na odległość 😉 Na kanale będą pojawiać się krótkie sesje jogi i ćwiczeń, kiedy macie tylko 20 minut, a chcecie zrobić coś dla siebie. Będą też nieco dłuższe filmiki, ćwiczenia relaksacyjne, oddechowe i wszystko, co pomaga nam w redkowaniu stresu i poszukiwaniu siebie w pędzie codzienności.

Nie zabraknie również kochanej przez wielu i równie mocno niedostępnej jogi powięziowej, czyli yin 🙂

Piszcie proszę w komentarzach, co Wam jest potrzebne? Tworzę to miejsce przede wszystkim dla Was i ważne jest dla mnie, aby była to nasza wspólna przestrzeń.

Ogromnie dziękuję też Kasi Czajkowskiej za jej wkład w tworzenie filmików i demonstrowanie ćwiczeń. Kasia robi przepiękne zdjęcia i projekty artstyczne-zajrzyjcie do niej, jeśli potrzebujecie wyjątkowych zdjęć http://czuleoko.com/

Zapraszam do polubienia, subskrybowania i dzielenia się siłą spokoju z innymi!

Namaste

Kamila

Nie odpychaj przeszłości. Dlaczego nie warto obwiniać swoich rodziców

Dzieciństwo. Z czym Wam się kojarzy? Czy są to piękne, ciepłe wspomnienia, czy może wolelibyście od razu urodzić się dorosłym? Według badań i statystyk niewiele jest rodzin, w których panuje miłość, szacunek i poczucie bezpieczeństwa. Większość ludzi wychodzi z domu z większym lub mniejszym bagażem trudnych doświadczeń lub deficytów. W każdym nurcie psychoterapii praktycy są zgodni: dzieciństwo to czas, kiedy nieświadomie kształtuje się nasze postrzeganie świata. Uczymy się, czym są relacje między ludźmi, jakie w nich mamy miejsce i co musimy zrobić, aby zasłużyć na miłość i akceptację. Dziecko niewiele rozumie, ale za to dużo czuje. Jeśli nie doświadczysz bliskości- nie będziesz umiał jej budować. Jeśli nie bedziesz czuć się bezpiecznie- nie pozwolisz sobie na bezpieczeństwo w dorosłym życiu. Jeśli nie dano Ci prawa do popelniania błędów- nie będziesz ich umiał sobie wybaczyć. Tak, zdarza się, że wyrastamy w domach, gdzie jest przemoc. Doświadczamy okrutnych rzeczy. Czasami wcale nie muszą być to wyjątkowo patologiczne sytaucje. Może Twoja mama trzymała Cię pod kloszem i zabraniała eksplorować świat, a ojciec podcinał skrzydła i wiecznie byłaś niewystarczająco dobra?

JEDNAK DZIŚ JESTEŚ DOROSŁY, A CO BYŁO NIE WRÓCI. Nie chodzi o to, aby udawać, że było dobrze albo usprawiedliwiać innych. Nie warto też na siłę podtrzymywać relacji z rodzicami, jeśli wciąż stosują wobec nas przemoc, nie szanują naszych granic, a każde spotkanie odchorowujesz. Ale ważne jest, aby  zauważyć, że NASZE ŻYCIE TOCZY SIĘ TERAZ. To od nas zależy, czy będziemy do końca życia żywić do swoich rodziców żal, obwiniać ich za swoje nieudane związki i upadki. Czy weźmiemy odpowiedzialność za siebie i pozbawieni goryczy pozwolimy, aby nasza trudna przeszłość stała się bodźcem do stworzenia własnej, pełniejszej i świadomej wersji życia. To ogromna wartość, która pozwala nam nie powielać wzorców z domu wobec naszych własnych dzieci.  Zamiast nieustannie grzebać w przeszłości można spróbować pracować nad swoją realcją z rodzicami, uzdrawiając przede wszystkim samego siebie 🙂

Spróbuj:

  • Zrozumieć: rodzice są tylko ludźmi

Zanim pojawiliśmy się na świecie nasi rodzice mieli już swoją historię, swoje doświadczenia. MOGLI NAM PRZEKAZAĆ TYLKO TO, CO SAMI DOSTALI. A że najczęściej nie dostali tego,co ważne i wspierające, to nie umieli dac tego swoim dziecom. Starali się jak mogli. Czy zadałeś sobie trud, żeby zapytać ich o ich dzieciństwo? O tym, co w życiu kochali, a czego się bali? Za czym tęknili i co ich cieszyło? Czy zadałeś im kiedyś pytania, jakie chciałbyś zadać komuś, kogo pragniesz dobrze poznać? Może Ci nic nie odpowiedzą, może się odwrócą. A może podzielą się swoją prawdą, która doprowadziła ich do tego, że traktowali Ciebie tak, a nie inaczej? Kiedy spojrzysz na swoją relację z matką czy ojcem nie z perspektywy pokrzywdzonego 30,40, 50 letniego dziecka, ale dorosłego człowieka MASZ SZANSĘ ZOBACZYĆ W NICH CZŁOWIEKA. Z wszystkimi jego trudami, emocjami i wyborami. CZAS NA BYCIE DZIECKIEM JUŻ MINĄŁ. Jeśli tego nie zrozumiesz, wiecznie będziesz tonął w żalu i goryczy, a to na pewno nie pomoże Ci pójśc dalej.

  • Porozmawiać: poznaj ich historię i nazwij to, co było trudne

Kiedy wyjdziesz z roli dziecka czas skonfrontować się z tym, co Ciebie męczy. Zdaję sobie sprawę, że bardzo często jest to niemożliwe. Być może Twoi rodzice już odeszli. A może od lat nie utrzymjesz z nimi kontaktów, bo każde spotkanie odchorowywałeś przez wiele dni. Albo co niedzielę wpadasz na obiad, ale wiesz, że dzieli Was ściana i nie ma przestrzeni na zaufanie. Szczera rozmowa z rodzicami może być też niebywale trudna dla nas samych, ponieważ wymaga powrotu do tego, co chcieliśmy na zawsze wyprzeć z naszej świadomości. Udawanie, że tego nie było jest jednak złudne. Wszystko, co zamiatamy pod dywan dalej się tam znajduje, tylko pokrywa się coraz większa wartswą brudu i coraz łatwiej się na tym potknąć… Dlatego dobrze jest skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Pójśc na warsztaty. Poszukać miejsca i osoby, która w bezpieczny sposób stworzy taką przestrzeń i pomoże ją zrozumieć. Może szansa na bezpośrednią rozmowę z tatą i mamą się nie pojawi. Może jedyne co zrobisz, to napiszesz do nich list, który nigdy do nich nie trafi. ALE NA POZIOMIE SYSTEMU, JAKIM JEST RODZINA, ZMIENI SIĘ BARDZO DUŻO. Poruszenie najmniejszego elementu w rodzinnej układance sprawi, że inne „klocki” także się rozsuną.

  • Wybaczyć: zdejmij z siebie ciężar

WYBACZAJĄC ROZPOCZYNASZ PROCES UZDRAWIANIA.  Tak długo jak nie odpuścisz- tak długo będziesz cierpieć. A my czasami lubimy, żeby było trudno. Przywiązujemy się do swoich ran, bo to coś, co wczesniej budowało naszą tożsamość. Wiemy jak to jest być odrzuconym, samotnym czy żyć w lęku, więc jest  wygodniej odtworzyć to,co znamy. Wyjście poza schemat ofiary wymaga odwagi i wysiłku. A wybaczenie jest niezbędne, ponieważ KIEDY NIE MA KATA- NIE MA TEŻ OFIARY. Często jest to bardzo wymagający i dłuotrwały proces. Jest jednak pełno specjalistów i ośrodków, które pomagają przez to przejść w mądry i bezpieczny sposób. Im głębasza rana, tym dłuższy proces leczenia. Pozwól sobie na to,aby wszystko działo się w swoim tempie. Wielkie zmiany są sumą małych kroków. Każdy najmniejszy- życzliwa myśl w ich stronę, wybranie się na warsztaty, przeczytanie ksiązki, będzie powoli zmieniać relacje, jakie są miedzy Wami. BYĆ MOŻE RODZICE NIE NAUCZYLI CIEBIE, JAK DOBRZE ŻYC. ALE NAUCZYCLI CIĘ, JAK ŻYĆ NIE CHCESZ. A to wspaniały potencjał do zmiany.

Przeczytaleś wpis i jedyne, co czujesz to złość, że kolejny raz „przez nich” rozsypuje się Twoje życie? Jakie to niesprawiedliwe, że nie dośc że musisz sam to przepracować, to jeszcze trzeba wybaczyć tym, którzy Ciebie tu doprowadzili? Kumam, ale życie ze swojej natury nie jest sprawiedliwe. Prawdopodobnie czytasz ten tekst na smartfonie w ciepłym mieszkaniu, popijając ulubioną kawę. Tymczasem 2,1 mld. ludzi nie ma dostępu do pitnej wody. Możesz wieć zaakceptować ten fakt i zacząć budować siebie na nowo, albo dalej tracić energię na rozpamiętywanie przeszłości i obwinianie wszystkich wokół za swój los.

Ja również odrabiam tą lekcję od wielu lat, ale dziś już wiem i czuję, że to piękny proces, który przynosi ulgę zarówno mnie jak i moim rodzicom. Nauczyłam się ich kochać takimi, jakimi są. Jestem wdzięczna, za to co lekkie i to co trudne.To dało mi impuls, żeby szukać siebie i dzięki temu mogę dziś dzielić się doświadczeniem z innymi 🙂

Na wschodzie wierzą, że każda dusza wybiera sobie rodziców, po to, żeby odrobić pewną lekcję i doświadczyć tego, co pomoże jej wzrastać. Możesz wierzyć w co chcesz, ale ja czuję, że tam gdzie warto dojśc, nie ma dróg na skróty.

Namaste

Kamila

 

 

 

 

Po pierwsze: patrz w oczy i nie kłam. 10 prostych nawyków, które zmieniają życie

Dla wielu z nas rozwój osobisty przypomina jazdę po wyboistej drodze. Nie dość, że drogi nie znasz, nie wiesz,czy jedziesz w dobrym kierunku,to dodatkowo bywa ciężko- brakuje paliwa i niektóre elementy wciąż nie działają. Jednak czasami zamiast dorzucać sobie kolejną trasę do przejechania można wyrzucić kilka rzeczy z auta, jakie nam przeszkadzają 😉 Dziś bardzo konkretny wpis, o tym jak w prosty sposób można znacząco uprościć swoje życie. Inspiracją dla mnie była min książka pożyczona od mądrej kobiety- Ewy „Cztery Umowy” D.M. de Ruiz. Ja dorzuciłam kilka swoich, ale tak naprawdę to wprowadzenie tych 4, o jakich pisze autor, znacząco zmienia jakość naszego życia. Jak to bywa, często im coś wydaje się prostsze, tym jest trudniejsze w praktyce. Wzloty i upadki to naturalny stan naszego życia- najważniejsze, żeby cokolwiek robisz- staraj się z całych sił 🙂

1. Po pierwsze: patrz w oczy i nie kłam

Mówienie prawdy wobec siebie i innych diametralnie zmienia nasze życie. Wielu z nas spędza sporą część swojego życia okłamując siebie i innych. Czasami aby siebie chronić, aby przetrwać, aby kogoś nie zranić. I wszystkie te małe kłamstwa sprawiają, że zapętlamy się coraz bardziej. Matk Twain napisał „JEŚLI MÓWISZ PRAWDĘ NIE MUSISZ NIC PAMIĘTAĆ.” Wiem, wiem- są czasem sytaucje, gdzie unikamy mówienia całej prawdy np dzieciom, bo nie są gotowe, czy rodzicom, żeby ich nie martwić. Nie oceniam tego, bo to zawsze nasza decyzja. Jednak jednej osobie mamy bezwzględny obowiązek mówic prawdę- sobie. Na dnie duszy i tak wiemy, co jest dla nas dobre. Oszukując siebie tylko odkładamy moment zmierzenia się z problemem

2. Szanuj swoje słowo

SŁOWA MAJĄ MOC. Na pewno pamiętacie kilka zdań, które ktoś rzucił przypadkiem w Waszą stronę, a Wy wciąż nie możecie wymazać ich z pamięci. Jeśli kierujesz do siebie i innych słowa pełne pretensji zapraszasz świat, żeby oddał Ci to samo. Kiedy traktujesz innych z życzliwością oni odwdzięczą Ci się tym samym. Czasami będą to zupełnie przypadkowe osoby,które pomogą Ci w najmniej spodziewanym momencie.  Dobra energia zawsze wraca 🙂 Z naukowego punktu widzenia już dawno udowodniono, że bycie pomocnym i życzliwym, to najprostszy sposób na podniesienie poczucia własnej wartości.

3. Nie wracaj bez przerwy do przeszłości

Jako psycholog podpisuję się pod tym, że wielu problemów nie da się rozwiązać bez konfrontacji ze swoją przeszłością. Warsztaty, terapia, ustawienia- jakakolwiek forma pracy sięgająca do przeszłości, która z nami rezonuje, pozwala na przyjrzenie się schematom, które nas ograniczają i nie pozwalają żyć w pełni. NIE MOŻNA ZA WSZYSTKO WINIĆ RODZICÓW. Oni sami często byli pokaleczeni; nikt im nie pokazał jak dobrze kochać. Postępowali tak, jak umieli i większośc z nich naprawdę chciała dla nas dobrze… Dotyczy to zresztą wysztkich osób, do których mamy żal. Wybaczenie ludziom, którzy nas skrzywdzili i pójscie dalej to dobry wybór. Jeśli nie czujemy się gotowi na wybaczenie i odpuszczenie to może nasz proces jescze się nie zakończył i warto poszukać wsparcia.

4. Przestań spędzać czas z ludźmi, którzy Ci nie służą

Naszy życie jest drogą, na której spotykamy wiele osób. Czasami ta droga ma skrzyżowania i każdy ma prawo wybrać, w która stronę chce pójśc. Nie oznacza to, że mamy się odsuwać od kogoś po pierwszej kłótni.Jenocześnie nie warto przebywać z innymi z przyzwyczajenia albo z lęku, że komuś będzie przykro. Jeśli pozwalamy takim relacjom oddejśc to na ich miejsce pojawią się nowe. Takie, w których ludzie będą nas wspierać, inspirować i akceptować. Ja nazywam to BYCIEM Z KIMŚ, PRZY KIM NIE TRZEBA BAĆ SIĘ NAWET SWOICH MYŚLI.

5. Przeznaczaj czas na rzeczy naprawdę ważne

Na naszej planecie nasze życia trwa mgnienie. ŻYCIE TRWA TERAZ. Nie za 10 lat,kiedy spłacisz kredyt albo dzieci dorosną. Jeśli nie umiesz znaleźć radośći w teraźniejszości nie łudź się, że znajdziesz ją za jakiś czas- tylko dlatego,że zmienią się okoliczności. Los lubi zaskakiwać i nasz czas może dobiec końca w najmniej spodziewanym momencie. Zapytaj siebie, czy to co robisz na co dzień jest dla Ciebie  istotne?Twoja praca, związek, znajomi, sposób spędzania wolnego czasu? Wzmacnia Cię, rozwija i ciekawi, czy pożera czas i zabiera energię? Szanuj każdą minutę swojego życia.

6. Nie bierz odpowiedzialności za cudze emocje

Czasami wprowadzanie zmian w życiu rodzi opór innych. Wyrażanie swojej prawdy, stawianie granic czy nawet bycie szczęśliwym sprawia, że inni mogą kierowac do nas pretensje: „krzywdzisz mnie”,”jesteś taki %^$#”, „zobacz,jak się przez Ciebie czuję”, „to Twoja wina” itd. Prawda jest taka, że NIKT NIE MOŻE NAS ZRANIĆ, JEŚLI SAMI NIE WYRAZIMY NA TO ZGODY”. Zdanie innych to jest tylko ich opinia i ich prawda, a nie Twoja. Jeśli podejmujesz decyzję z intencją zadbania o siebie, a nie zranienia kogoś, to jest ona dobra. Działa to też w drugą stronę- dawanie innym prawa do odrzucenia Twojego zdania i uszanowanie ich decyzji. To istota prawdziwej asertywności.

7. Nie oczekuj, że coś lub ktoś się zmieni

Często mówimy „gdyby coś/ktoś się zmienił albo wydarzyło byłbym szczęśliwy”. No niestety. JEDYNĄ OSOBĄ JAKĄ MOŻNA ZMIENIĆ TO MY SAMI. Uzależniając swoje uczucia od czynników zewnętrznych nie mamy wpływu na to, jak wygląda nasze życie. Kiedy bierzemy odpowiedzialność za siebie zdejmujemy z siebie ogromny ciężar. Ciężar  życia w niepewności i oczekiwaniu na to, że ktoś za nas podejmie decyzję. Chcesz być szczęśliwy- to bądź.

8. Bądź wdzięczny

O wdzięczności więcej pisałam w tym artykule. Biegnąc przez życie zapominamy, że jest ono darem. Czasami moment refleksji bywa brutalny- wypadek, choroba, odejście kogoś, kogo kochamy… Dopiero kiedy utracimy najbardziej prozaiczne możliwości zauważamy, jak bardzo byliśmy szczęsliwi po prostu żyjąc… A bycie wdzięcznym ma szereg zalet i fantastyczny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne 🙂

9. Nie zakładaj niczego z góry

Ludzie uwielbiają czynić założenia, bo taka jest natura ludzkiego umysłu. PROBLEM W TYM, ŻE WIERZYMY IŻ NASZE ZAŁOŻENIA SĄ PRAWDZIWE. Zakładamy, że inni odczuwają świat podobnie, wiedzą co czujemy. A już najbardziej dostaje się tym, którzy są blisko- „jak mnie kochasz, to powinienieś wiedzeć, co czuję!”. A później jest nam przykro, że ktoś nie spełnia naszych oczekiwań. Kreujemy także założenia dotyczące nas samych „niee, nigdy tego nie zrobię”, „jestem za słaba”, „za mało umiem”. Najprotszą metodą jest zwykłe pytanie innych „Czy dobrze Ciebie zrozumiałem?” „Co mogę zrobić inaczej, żeby było nam łatwiej się porozumieć” i siebie „Czy tego oczekuję od związku??” Czy to mnie wzmacnia czy odbiera energię”?

10. Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz.

Twój czas jest cenny i nie do odzyskania. STARAJ SIĘ ROBIĆ WSZYSTKO NAJLEPIEJ JAK UMIESZ. Najlepiej nie oznacza najmocniej, ani najsłabiej. Oznacza z pełnym zaangażowaniem i uważnością.Dla mnie to doskonała zasada,którą obserwuję na macie. Prowadząc sesję zawsze daje dwie opcje: jeśli jesteś zmęczony- zrób pozycję regeneracyjną. Jeśli masz siłę- wejdź w mocną asanę. Cokolwiek wybierzesz- zrób to na 100 %. Jeśli zostaniesz gdzieś pomiędzy, to ani nie odpoczniesz, ani się nie wzmonisz. A w staniu na głowie możesz zrobić sobie krzywdę, kiedy wejdziesz byle jak. Starając się, jak tylko możesz przyżyjesz swoje życie pełniej i uważniej. I nawet kiedy potkniesz się próbując wdrożyć chociaż kilka z powyższych zasad to i tak wygrałeś- bo się starasz 🙂

Jeśli macie inne zasady, które pomagają Wam w lepszym życiu- podzielcie się w komentarzach 🙂

Namaste

Kamila

ps.piękne zdjęcie zrobiła Kasia Czajkowska

Smutek- emocja, która uczy nas żyć w pełni. Jak go przeżywać, jak towarzyszyć innym w smutku?

„Jesteś tutaj. Nie jesteś tym, który przyjdzie i odejdzie. Pozwól, by twoje cierpienie przychodziło i odchodziło, a nie ty. Ty zostań na miejscu.”
Mooji

W trakcie naszych warsztatów często rozmawiamy o emocjach. O złości, gniewie,lęku i smutku. O tym, że są tak samo potrzebne jak te po drugiej stronie brzegu, czyli radość i spokój. Często jednak nie pozwalamy sobie na ich ekspresję. W dzieciństwie słyszymy „nie płacz”, „nie becz”, „chłopcy się nie mażą”. Wyrastamy na dorosłych, którzy nie potrafią płakać. Sama wiele, wiele lat wstydziłam się swoich leż, a kiedy już pękłam i „się rozkleiłam”, to nie potrafiłam zatrzymać szlochu. Tak, jakbym próbowała nadrobić lata, kiedy swoje łzy trzymałam w ukryciu. Wydawało mi się, że skoro nie pozwolę sobie na płacz a czasami- rozpacz, to tak jakby tego wcale nie było…

Tymczasem płacz (podobnie jak krzyk) jest najprostszą i najbardziej naturalną drogą uwalniania napięcia. Aleksander Lowen, twórca metody psychoterapii, pracującej bardzo mocno poprzez ciało napisał:

Uczucie smutku lub krzywdy uwalniamy poprzez płacz. Jeśli nie możemy płakać, gdyż boimy się reakcji rodziców lub z innych powodów, to mięśnie, które normalnie uczestniczyłyby w płaczu, się napinają. Są to mięśnie ust, gardła, piersi i brzucha. Jeśli uczuciem, które domaga się uwolnienia, jest gniew, napinają się mięśnie pleców i ramion. Zakazany impuls gryzienia napina szczęki, zakazany impuls kopania prowadzi do napięcia w nogach. Korelacja między napięciami mięśniowymi a zakazami jest tak wyraźna, że studiując rozkład napięć w ciele jakiejś osoby, można powiedzieć, jakie impulsy i emocje uważa ona za zakazane.

Nie pozwalając sobie na płacz wcale nie zmniejszamy swojego cierpienia. Zamiast tego „przepychamy” te emocje do niektórych miejsc w ciele. Ciało się kurczy, spina, a my czujemy się coraz bardziej wyczerpani i samotni. Czasami robimy jakąś asanę i nagle łzy napływają do oczu. Szczególnie widać to w wygięcach, kiedy odsłaniamy nasze gardło i klatkę piersiową, a więc te miejsca, które mocno powiązane są z ekspresją smutku.

„Właśnie się rozstaję z partnerem, straciłam pracę, mama jest w szpitalu, ale jakoś się trzymam…Zawsze może być gorzej, prawda?”. Jeśli należycie do takich „fajterów” z kamienną twarzą, wiecznie odmawiający sobie prawa do płaczu, to warto spróbować przyjrzeć się swojemu smutkowi. Nie umiesz się rozpłakać? Zapytaj siebie, gdzie czujesz ten smutek, w ciele. Pozwól go sobie przeżyć. Jak każda emocja minie i przyniesie odczucie oczyszczenia i ulgi. Jak go przeżywać? Mamy różne sposoby. Jedni potrzebują wypłakać się przy bliskiej osobie, inni w poduszkę; przytulić do zwierzaka. Objąć siebie. Choć czasami strategia odraczania smutku („zajmę się czymś, co mnie odciągnie, obejrzę dobrą komedię” itp.) jest dobra, to na dłuższą metę będzie tylko pogarszać sytuację. Z emocjami jest jak z zamiataniem kurzu po dywan. Co chwilę nie ma dobrego momentu na gruntowne odkurzenie- a to wpadają goście, a to czasu brakuje… I tygodniami dorzucamy kolejne śmieci, aż któregoś dnia w najmniej spodziewanym momencie potykamy się na wystającej górce…

Smutek jest jedną z podstawowych emocji wyróżnionych przez Paula Ekmana. Wyrażają go identycznie wszyscy ludzie, w każdej kulturze. Umożliwia zatrzymanie się, refleksję nad tym, co w naszym życiu jest na tu i teraz. Uwrażliwia na emocje swoje i innych. Przeżywaniu smutku jest dla nas także trudne w roli obserwatora. Bardzo często widok innej osoby, która płacze, powoduje przywołanie naszych trudnych uczuć.  Osoby bardziej empatyczne mogą same się rozpłakać albo wycofać, aby nie konfrontować się ze swoim smutkiem. Często trudno nam też towarzyszyć innym w trudnych chwilach. Mamy tendencję do dawania rad („ja bym zrobiła tak”), pocieszania („to nie koniec świata, dasz radę”), rozśmieszania lub odwracania uwagi. Tymczasem w takim momencie wszyscy potrzebujemy przede wszystkim wysłuchania i akceptacji.

Co mówić, kiedy ktoś przy nas przeżywa smutek?

  1. Widzę, że jest Ci trudno
  2. Jestem przy Tobie
  3. Dobrze, że płaczesz
  4. Co mogę zrobić, aby Ci pomóc?
  5. Opowiedz mi, co się dzieje
  6. Czego ode mnie potrzebujesz?
  7. Wyobrażam sobie, że to trudne
  8. Pomogę Ci w tej sytuacji, jeśli chcesz?
  9. Będę obok, jeśli będziesz mnie potrzebował
  10. Czy potrzebujesz być sam czy mam z Tobą pobyć?

Towarzyszenie przy czyimś smutku polega na BYCIU OBECNYM. Na jednym z warsztatów usłyszałam od prowadzącej takie polecenie „Pozwólcie tej drugiej osobie przeżywać, a wy po prostu trzymajcie przestrzeń”. Jak dla mnie- jedno z piękniejszych słów na określenie wsparcia.

Smutek to nie depresja. Zdrowe uczucie smutku jest żywe, intensywne, odczuwalne. Depresja to stan, kiedy czujemy się pozbawieni uczuć i przestaje nam na czymkolwiek zależeć. Depresja uwarunkowana jest wieloma czynnikami, również czysto fizjologicznymi (jak np. funkcjonowanie naszych przekaźników nerwowych, wychwytu serotoniny czy predyspozycji genetycznych). Zdrowe wyrażanie smutku uwalnia napięcia na bieżąco, jednocześnie obniżając ryzyko przerodzenia się długo tłumionych uczuć w stany obniżonego nastroju. Ale to temat na odrębny wpis .

A cytat Mooji jest dla mnie właśnie o tym. Jeśli pozwalasz sobie na przeżycie uczuć na bieżąco, to dajesz sobie prawo na wyrażanie siebie. Wszystko co się pojawia (i to,co trudne i to, co łatwe) i tak przeminie, ale Ty w środku jesteś taki wciąż taki sam 

Dobrego i prawdziwego czasu dla Was – ze smutkiem i radością 

Namaste

Kamila

To, co jest- po prostu jest. O sztuce mądrej akceptacji

Moje urodziny uczciłam 30 km. spacerem brzegiem naszego cudownego Bałtyku. Pod koniec drogi zaczęła mnie mocno boleć stopa. Pomyślałam, że to normalny efekt kilku godzin marszu po piasku. Jednak kolejnego dnia wcale nie było lepiej. A dziś, kiedy miałam zamiar naładowana morską energią i jodem wskoczyć na matę, pobiegać, nagrać jogową lekcję- leżę z lodem na nodze. Obstawiam zapalenie rozścięgna podeszwowego. Dość lipna kontuzja. Szczególnie dla kogoś, kto kilka godzin dziennie pracuje fizycznie i zdecydowanie potrzebuje stabilnej i mocnej podstawy. Po wielu godzinach jazdy kiedy zmęczona wróciłam do Warszawy i marzyłam o łóżku- moje auto odmówiło współpracy. Kolejnego dnia spędziłam kilka godzin na załatwianiu lawety i transportu, skacząc na jednej nodze. Odwołałam długo wyczekiwane spotkanie z przyjaciółką. W warsztacie okazało się że auto z niewiadomych powodów odżyło i w zasadzie cała akcja była zbędna. Po powrocie do domu zabrałam się za nadrabianie zaległości w pracy- pisania zaległych materiałów. I wtedy mój laptop pokrył ekran nieprzeniknioną czernią. Standardowa akcja pt. „miałam zrobić back-up dokumentów, ale ciągle nie mogłam się zebrać.

Kiedyś zapewne mocno bym się zirytowała. Kierowała pytania do ekipy na górze dlaczego w moje urodziny zafundowało mi taki urodzinowy prezent. Szczęśliwie po wielu latach tracenia energii na tego typu rozważania zmieniłam strategię 😉 Odkąd staram się akceptować to, co mi się przydarza, jest mi dużo lżej. Jak mawia jedna z moich nauczycielek jogi „żaden płatek śniegu na tym świecie nie spada w przypadkowym miejscu”. Dlatego dziś wpis o jednym z najskuteczniejszych sposób na ulżeniu sobie- świadomej i mądrej akceptacji.

„Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.”

Ten cytat jest dla mnie kwintesencją sztuki mądrej akceptacji. Nie jest to umiejętność z którą przychodzimy na świat. Kiedy dorastamy spotykamy się często z wzorcami zachowania, które nam w tym nie pomagają. Jesteśmy wychowywani w kulturze rywalizacyjnej, gdzie wygrywają najsilniejsi. Sama kiedyś mocno boksowałam się z życiem i wydawało mi się, że tylko walka jest strategią umożliwiającą przeżycie. Hahaha, teraz już wiem, że sama idea walczenia z życiem jest z góry skazana na porażkę! Zaprzeczając rzeczywistości tracimy energię. Energię, którą można mądrze zainwestować w poszukiwanie rozwiązania i zadbanie o swój spokój. Jak więc ulżyć sobie i innym w pogodzeniu się z życiem?

  1. ZAAKCEPTUJ SYTUACJĘ. Nie oznacza to, że masz biernie czekać. Mądra akceptacja oznacza zadanie sobie pytania jaki mam wpływ na to, co mi przeszkadza?Co musiałoby się stać, aby w tej sytuacji było lepiej? Czy w ogóle mogę coś zmienić? Jeśli tak, co jest mi potrzebne,żeby działać? Widząc już kierunek, łatwiej o podjęcie decyzji.

  1. ZAWSZE MASZ WYBÓR. Często wydaje nam się,że sytuacja jest bez wyjścia. Ale to nieprawda! Pomiędzy czernią a bielą jest wiele odcieni szarości. Może nie mogę z dnia na dzień rzucić pracy, ale mogę porozmawiać z szefem o zmianie zakresu obowiązków?Może nie dam rady chodzić 3 x na jogę do szkoły, ale mogę 15 min. wcześniej wstać i zrobić kilka głębokich oddechów?

    3. Tak, to prawda. CZASAMI NIE MASZ WPŁYWU na czynniki zewnętrzne. Ale wciąż MASZ WYBÓR, jak ZAREAGUJESZ na sytuację. To nie wydarzenia nas stresują, lecz to jak je wartościujemy. Każda nasza reakcja emocjonalna wywołuje odpowiedź organizmu. Dla naszego mózgu nie ma różnicy pomiędzy wyobraźnią a rzeczywistością. Za każdym razem będzie uruchamiał cały szereg reakcji mobilizujących Ciebie do walki-wyczerpując coraz bardziej ciało.

    Pomiędzy Twoimi emocjami a faktami jest taka piękna przestrzeń, która nazywa się WOLNOŚCIĄ. Jest wiele sposobów na jej tworzenie. Joga,medytacja, mindfulness, wszelkie wolne od rywalizacji i autoteliczne czynności jak np. zabawa z dziećmi to czas, kiedy jesteś w tu i teraz.

    4. Mądra akceptacja pomaga ODUCZYĆ SIĘ SŁOWA „POWINNI”. „Inni powinni coś zrobić”,”coś powinno się wydarzyć””oni powinni się zachować”. Oczekiwanie, że będzie nam dobrze, kiedy ktoś lub coś się zmieni to słaba strategia. Wiedzie do frustracji lub manipulowania innymi, aby zmieniali się pod nasze dyktando. Mądra akceptacja polega na POSZANOWANIU PRAWA INNYCH DO BYCIA TAKIMI, JAKIMI SĄ. Oczywiście, warto mówić ludziom o swoich potrzbeach i stawiać granice, ale bez ukrytej intencji, aby kogoś ulepić według swoich wyobrażeń. Jeśli coś nam nie pasuje mamy zawsze prawo odejśc od kogoś lub opuścić miejsce, jakie nam nie służy.

    5. NIE SZUKAJ AKCEPTACJI U INNYCH. Uff. To chyba najtrudniejsze. Rodzice chwalili Ciebie tylko za 5 w szkole i za grzeczne zachowanie? Trener za zrzucenie 3 kilo? Teściowa za porządek w jadalni i uprasowane koszule dla jej synka? A gdyby tak zaakceptować, że jesteś całkowicie w porządku i nie potrzebujesz uznania nikogo z zewnątrz, aby odzyskać swój spokój i poczucie własnej wartości? Wtedy automatycznie dajesz też prawo światu i innym do bycia ok, takimi,jakimi są. Zdejmujesz z siebie ciężar dostosowywania się do innych. Uniezależniasz swój spokój od uznania otoczenia.

    6. ZAUFAJ. Na pewno zdarzyła Ci się sytuacja,która początkowo wydawała się negatywna, a finalnie okazała się zbawieniem. Niektórzy np. spóźnili się na samolot, który się rozbił… Nigdy nie wiesz, co mogłoby się wydarzyć, gdybyś za wszelką cenę walczył z realiami. Ja uczę się ufać światu. Konsekwentnie realizuję swoje plany,ale kiedy ewidentnie coś nie wychodzi-odpuszczam. I nad wyraz często okazuje się, że problem sam się rozwiązuje w zaskakujący sposób 🙂

Sztuka akceptacji jak sama nazwa wskazuje jest pewnego rodzaju dziełem. Dziełem, które sami tworzymy lub niszczymy. Jeśli chcesz być radosnym, pozytywnym, uśmiechniętym człowiekiem to…po prostu bądź! Bez czekania,aż ktoś lub coś Ci to zagwarantuje. I któregoś dnia,bez żadnych oczekiwań, będziemy mogli powiedzieć komuś tak jak Puchatek do Prosiaczka:

„Jaki dziś dzień – zapytał Puchatek, dziś – odpowiedział Prosiaczek, na to Puchatek – to mój ulubiony dzień” A. Milne

Namaste
Kamila

Ja i moje ciało. Kim dla siebie jesteśmy?

Zastanawialiście się kiedyś, jaka jest najważniejsza relacja w naszym życiu? Mąż, żona, dziecko? Przyjaciele? Rodzice? Nie. Najważniejszą relacją w naszym życiu jest relacja z naszym ciałem. To od niej zależy zdrowie fizyczne i psychiczne, a więc jakość całego naszego życia. Rodzimy się bez świadomości naszego ciała. Kiedy rośniemy uczymy się, czym jest dotyk, jakie są nasze granice. Czasami mamy go zbyt mało, czasami za dużo. W oparciu o nasze doświadczenia z dzieciństwa nabywamy pewien rodzaj relacji z naszym ciałem. Czasami jest to piękny stan akceptacji i życia w harmonii. Dużo częściej jest to jednak odrzucenie, obrzydzenie, lekceważenie a czasami nawet nienawiść. Dopóki nie zaakceptujemy swojego ciała dopóty będzie ono spięte, zaniedbane, zestresowane i obce. Będzie chorować. Będziemy ćwiczyć na siłowni, a ono dalej nie będzie wyglądać jak z okładki Men’s Health. Będziemy stosować cudowne diety, a ono wciąż będzie o te kilka kilo do przodu. Proces odrzucenia ciała oznacza odrzucenie siebie. Szczególnie widoczny jest u kobiet, ponieważ na nas wywiera się dużo większą presję dotyczącą wyglądu. Rzadko kiedy pamiętamy, że modelki na zdjęciach są poddawane retuszowi albo przynajmniej fotografowane w taki sposób, aby zamaskować ich niedoskonałości…

Tymczasem w trakcie moich podróży obserwuję różne wymiary kobiecości. I te najpiękniejsze cechuje jedno- akceptacja. Kobiety w Azji rzadko kiedy się malują, za to dużo się śmieją, tańczą i poruszają biodrami. Noszą luźne spódnice i kolorowe sukienki.  Ich brzuch służy do oddychania, przyjemności i dawania życia, nie do permanetnego zamęczania go ćwiczeniami. Większość tancerek na Wschodzie ma miękkie i falujące brzuchy. Trudno wyobrazić sobie taniec brzucha bez jego obecności. Kiedy wracam do Europy, a Polski- w szczególności, widzę wiele naprawdę pięknych i zgrabnych kobiet. Zadbanych, umalowanych i świetnie ubranych. Tylko często w nich nie ma życia. Poruszają się sztywno, jak w klatce stworzonej z kompleksów, odrzucenia i presji społecznej. Nie wiem, jak odczuwają to mężczyźni, ale zapewne im też nie jest lekko spełniać społeczne standardy i akceptować swoje ciało, choć podejrzewam, że jednak mają mniejszy problem.

Niektórzy z nas traktują swoje ciało jak nieposłusznego zwierzaka: tresują, karcą, rygorystycznie trzymają się diety lub nie dają sobie prawa do odpuszczenia treningu, kiedy są bardzo zmęczeni. Wiecie, jak zachowuje się pies, którego nikt nigdy nie głaszcze i wiąże na łancuchu? Dokładnie tak samo odczuwa to nasze ciało… Jest też druga strona medalu- odrzucenie. Skoro brzuch za gruby, cellulit na udach, mięśnie za małe, to lepiej w ogóle się ciałem nie zajmować. W końcu nie dotykasz czegoś, czego się brzydzisz. W oby warianatch nasze ciało usycha, marnieje; staje się coraz mniej zdolne do czerpania z życia radości i przyjemności.

Dlaczego o tym piszę właśnie dziś? Z dwóch powodów. Jeden osobisty. Drugi- zawodowy 🙂 Za kilka dni skończę 33 lata. I nigdy tak dobrze nie czułam się w swoim ciele. Choć 10 lat temu byłam o te 10 lat młodsza, szczuplejsza i moje ciało też wyglądało inaczej. Ale czy lepiej? Nie sądzę. Choć zawsze byłam wysportowana i miałam całkiem niezlą sylwetkę, to nie akceptowałam swojego ciała.  Traktowałam je jak maszynę do spełniania okreśłonych zadań. Ignorowałam jego gorsze momenty, nie potrafiłam się o nie zatroszczyć. Potrafiłam po treningu wymiotować ze zmęczenia i uważałam, że to „nagroda” za dosadne dociśnięcie organizmu. Pewnym punktem zwrotnym był czas, kiedy problemy z kręgosłupem nasiliły się tak bardzo, że nie mogłam już normalnie funkcjonować. Każdy dzień rozpoczynał się i kończył przeszywającym bólem. Wiele miesięcy rehabilitacji i czekania z nadzieją na moment bez bólu sprawiły, że doceniłam to co mialam. Sprawne i zdrowe ciało. Aleksandra Stec autorka pięknego bloga kiedyś napisała:”Myślę, że człowieka łatwo uszczęśliwić, wiesz. Wystarczy zabrać mu coś, co było jego, a później mu to oddać. I nagle okazuje się, że miał wszystko. Kiedy jestem w stanie znowu wejść na matę, biegać czy choćby podróżować wiele godzin na siedząco bez bólu to mam wrażenie, że nic mi więcej nie potrzeba, aby wyrazić wdzięczność swojemu ciału i sobie. Za to, że po prostu jest i umożliwa mi doświadczanie życia w każdym jego aspekcie.

Drugi powód jest związany z moją pracą. Doświadczenia w pracy psychologa i nauczycielki jogi coraz wyraźniej pokazują mi, że ciało i nasze emocje są ze sobą nierozerwalnie połączone.  Powięź – tkanka łączna, która otacza wszystkie struktury w naszym ciele magazynuje wszelkie emocje i traumy- również te, które chcieliśmy wyprzeć. Bóle kręgosłupa, sztywność mięśni, stany zapalne w organiźmie nie pochodzą tylko od złego stylu życia i godzin przesiedzianych przed komputerem. Są także wynikiem nie stawiania granic w naszym życiu, mówienia „tak” kiedy wszystko w środku krzyczało „nie”. Pozwalania innym decydowania o sobie, ignorowaniu swojego prawa do odpoczynku i wyborów swojej drogi życiowej. Wszytskie te momenty, kiedy chieliśmy tupać nogami ze złości albo okładać kogoś pięściami- zostają w naszym ciele uwięzione. Dlatego wchodząc głębiej w pratykę jogi czasami przypominają nam się zupełnie bez powodu jakieś sytuacje. Albo odczuwamy emocje, które nie mają uzasadnienia w rzeczywistej chwili. Choć bywa to niepokojące, to jest dla nas dobre i oczyszczające. Poruszając ciało zawsze poruszamy też to, co w nim schowane. Jeśli pozwalamy sobie raz jeszcze na przeżycie niewyrażonych uczuć, to zdejmujemy z siebie ogromny ciężar.

Praca ze stresem nie może odwrócić się od ciała. Dzieci, zanim dorośli zaczną je socjalizować mówiąć „nie wypada, nie wolno, nie można”, wyrażają emocje całymi sobą. Krzyczą, płaczą, smieją się, skaczą, kopią, rzucają się na podlogę i walą rękoma w ziemię. W ten sposób insynktownie uwalniają napięcie i neutralizują fizjologiczny efekt hormonów stresu. Jako dorośli ze względów społecznych rzadko kiedy możemy pozwolić sobie na taką ekspresję, choć byłoby to dla nas dobre. Jednak trudno byłoby rzucać laptopem o ziemię na widok maila od szefa lub kijem baseballowym potraktować telefony w call center 😉 Dlatego musimy zadbać o to, aby na bieżąco uwalniać nasz organizm ze stresu. Po pracy zapewnić sobie chociaż kilkanaście minut intensywnego wysiłku, najlepiej nienastawionego na żaden wynik. Idealnie, jeśłi udałoby się nam też swobodnie wzdychać lub krzyczeć. Do krzyczenia świetnie nadaje się samotna jazda samochodem autostradą. Polecam 🙂  Na  tym polegają min. ćwiczenia w metodzie Lowena, TRE( Trauma Release Excercises) czy medytacje aktywne Osho, które skutecznie niwelują skutki stresu. O naukowym uzasadnieniu tego procesu pisałam więcej w tym  artykule.

Coraz więcej pracy z ciałem pojawia się na moich antystresowych warsztatach. Czasami sama jestem zaskoczona z jaką otwartością i ciekawością pracownicy firm wchodzą w tak wyraziste ćwiczenia. Kiedy minie moment pierwszego skrępowania domagają się nawet więcej np. rąbania drewna na kolanach 🙂 Niebawem planuję nagrać na you tube przykłady takich ćwiczeń. Często trudno jest jednak pozwolić sobie na taką ekspresję w ciele, jeśli go nie akceptujemy…  Dlatego jeśli macie chwilę- spróbujcie przyjrzeć się temu, o co prosi Wasze ciało i napiszcie list. List od ciała do Was. Co mogłoby chcieć przekazać, gdybyś zadał sobie te pytania?

*co Twoje ciało czuje?

*czym je krzywdzisz?

*za co jest Ci wdzięczne?

*co je cieszy a co smuci?

*kiedy jest mu z Tobą najtrudniej?

*o co chciałoby poprosić?

Dzięki temu prostemu ćwiczeniu możemy dowiedzieć się bardzo wiele o tym, jaką mamy relację ze swoim ciałem i rozpocząć proces troszczenia się o nie. Kiedy kochasz siebie, dajesz sobie i światu odetchnąć 🙂

Namaste, Kamila

 

Rozciąganie na macie, czy praktyka jogi? Po czym poznać, że praktykujesz jogę, a nie gimnastykujesz ciało :)

Każda asana to pozycja wykonywana z odczuciem stabilności, zrównoważenia, i wytrwałości w ciele: życzliwości w inteligencji głowy oraz uważności i zadowolenia w inteligencji serca. Oto jak jak należy rozumieć, praktykować i doświadczać każdej asany. Wykonanie asan powinno być odżywcze i oświecające. ~BKS Iyengar

Kiedy prowadzę zajęcia w grupach początkujących i przychodzą nowe osoby zazwyczaj przestawiają się: „cześć, mam na imię X i jestem zupełnie nierozciągnięty. Będę sobie ostrożnie ćwiczyć w kącie”. Ewentualnie „przyszłam na zajęcia, bo bardzo sztywna jestem i plecy mnie bolą” 🙂 Dla osób spoza jogowego świata joga oznacza ćwiczenia rozciągające, ewentualnie jakieś kadzidełka i „om” śpiewane nie wiadomo w jakim celu 🙂 Zresztą wystarczy wpisać „yoga” w wyszukiwarkę na Instagramie i naszym oczom ukażą się piękne kobiety i mężczyźni zawieszeni w szpagacie nad przepaścią. Tymczasem prawdziwa joga i praktyka asan ma niewiele wspólnego z tym, czy zakładasz nogę za głowę. Do tego, aby praktykować jogę konieczna jest świadomość i uważność. Najbardziej spektakularna pozycja pozostanie tylko akrobacją, jeśli nie będziemy obecni w tym, co robimy. Stojąc w autobusie możesz przyjąć piekną tadasanę. Możesz też zrobić byle jaki (choć doskonały technicznie) mostek na jogowych warsztatch. Bywa, że ćwicząc jogę nabawiamy się kontuzji albo frustrujemy tym, że coś nam nie wychodzi. Po niektórych sesjach boli nas głowa i czujemy duże zmęczenie. To właśnie sygnały, że ćwiczymy, a nie praktykujemy. Jeśli jesteś obecny w swoim ciele i umyśle to możesz dostrzec, która asana Ci dzisiaj służy, jakich pomocy użyć aby ciało przyjemnie się wydłużało, a nie napinało. Czasami ta uważność oznacza też przekraczanie swoich granic, strachu, lenistwa. A następnie zabranie tych doświadczeń poza matę. Odkrywanie, że lżej się żyje 🙂 To jest właśnie istota jogi. Oczywiście, zawsze zaczynamy od ciała, ale to tylko wstęp do tego, aby pozwolić jodze rozgościć się też daleko poza naszym największym palcem u stopy 🙂

Dlatego dziś dzielę się z Wami kolejnymi skarbami z jogowego świata 🙂 Po czym możesz poznać, że joga zmienia Twoje życie?

  1. Nie nudzisz się w asanach i czerpiesz coraz więcej radości z sesji 🙂 Wręcz przeciwnie, zaczynasz zauważać, że dopiero po dłuższym czasie pozycja zaczyna się zmieniać, pracować.  W cichej obserwacji dostrzegasz subtelne poruszenia w ciele i w umyśle.
  2. Zauważasz wpływ poszczególnych asan na ciało. Czujesz, kiedy potrzebne są wyciszające skłony, kiedy energetyzujące mostki. Czujesz, kiedy Twoje „nie chce mi się” pochodzi z umysłu, a kiedy ciało prosi „daj mi odpocząć, zaopiekuj się mną”
  3. Na macie z nikim nie konkurujesz i nie rywalizujesz. Nie interesuje Ciebie, czy sąsiad dotyka głową do kolana. Nie oceniasz siebie, ani nikogo innego. Rozumiesz, że jeśli jesteś w swojej praktyce uczciwy i uważny- jest ona na ten moment doskonała.
  4. Rozumiesz, że codziennie jesteś inny, Twoje ciało jest inne i ma inne potrzeby. Szanujesz jego gorsze dni i wykorzystujesz te, kiedy masz więcej energii. Czasami odpuszczenie sesji i sen jest dużo bardziej potrzebne, niż 108 powitań słońca.
  5. Nie krzywdzisz się.  Mamy różną budowę ciała, swoje kontuzje i traumy w nim zapisane. Akceptujesz, że pewne pozycje mogą pozostać poza Twoim zasięgiem. Nie robisz ich brutalnie i na siłę.
  6. Zaczynasz akceptować swoje ciało i siebie właśnie takie, jakie jest. Uczysz się troszczyć o siebie, jak o najukochańszą osobę w swoim życiu
  7. Nie opuszczasz savasany. Relaksacja na koniec sesji to najważniejszy element integrujący pracę wykonaną na macie i uspokajający układ nerwowy.
  8. Jesteś w stałym kontakcie ze swoim oddechem. Wiesz, że kiedy on znika, to czas zmienić sposób wykonywania pozycji.
  9. Uważność ciała towarzyszy Ci już cały czas. Siedząc w pracy prostujesz kręgosłup i rotujesz barki 🙂 Podnosząc coś cięzkiego zwraczasz uwagę na pracę nóg i brzucha. Chodząc- unosisz mostek i patrzysz przed siebie, nie w ziemię. Wszystko, co robisz staje się bardziej uważne i świadome.
  10. Dostrzegasz inteligencję Twojego ciała. Zauważasz, że dociśnięcie małego palca u stopy zmienia to, jak ustawia się Twoja miednica. Każda wielka zmiana miała gdzieś najmniejszy początek.
  11. Rozumiesz, że pewne sekwencje mają określoną kolejność i układ, aby przynieść jak najwięcej korzyści. Ufasz nauczycielowi. Nie robisz pozycji „po swojemu” i nie sięgasz głową do podłogi, jeśli nauczyciel mówi, że dla Ciebie lepiej będzie ją położyć na krześle.
  12. Odkrywasz, że dojrzała praktyka nie polega na uciecze w jogę lecz na zabraniu jogi do codzienności. Uważności i obserwacji poza matą. W trudnych chwilach nie dajesz się wkręcać w wycieczki Twojego umysłu, tylko wracasz do oddechu i obecności. Łatwiej opanowujesz emocje i mniej przywiązujesz się do materialnych aspektów życia. Umysł staje się bardziej stabilny a ciało- pewniej stoi na ziemi.
  13. Jesteś lepszym człowiekiem 🙂 Szanujesz inne istoty, przyrodę i czujesz, że wszystko co robisz w życiu- wróci do Ciebie.

Dla mnie zdecydowanie najpiękniejszy efektem mojej praktyki jest to, co dzieje się po zejściu z maty. Przełożenie akceptacji, uważności, ale też determinacji i konsekwencji na wszystkie obszary życia. Bycia bardziej wyrozumiałym i kochającym dla siebie. Dla innych. Jeśli od dłuższego czasu praktykujecie jogę, ale nie macie poczucia, że cokolwiek się zmienia- porozmawiajcie z nauczycielem 🙂 Czasami osoba do której chodzimy nie rezonuje z nami swoją energią czy stylem nauczania i trudno wtedy o postępy. Najczęściej jednak powód leży w nas. Zastanówcie się, czy przez te 1,5 godziny na pewno jesteście obecni i uważni? Czy dajecie jodze szansę na zapukanie do tych zamkniętych zakamarków ciała i umysłu? 🙂

Pięknej praktyki Nam życzę 🙂

Namaste,

Kamila

 

Refleksje z podróży. Proszę, nie umieraj za życia

Powoli żegnam się z Azją i szykuję się do powrotu do Polski. Wiele we mnie myśli i uczuć, którymi chcialam się z Wami podzielić we wpisie na blogu. Ale jakoś opornie mi szło pisanie, a że od pewnego czasu robię tylko to, co płynie, odłożyłam na chwilę blog na bok😉 I wtedy natrafiłam na wiersz, który dokładnie oddaje to, co chciałam przekazać 💚

2 miesiące pracy i podróży w Azji, życia w polowych warunkach i w luksusie; jedzenia ryżu 24/h z łyżką zupy i wymyślnych wegańskich dań. Ogromnego zmęczenia i blogiego relaksu; spotkań z prostymi ludźmi na wsi i wpływowymi przedstawicielami najwyższych kast. Cieszenie się z salda na rachunku, a później liczenia kazdej rupii. Bieganie na 3500 m z siłą górskiej kozicy i 2 tygodnie leżenia w łóżku z gorączką w 40 stopniowym upale. Latanie Quatar Airways i tluczenie się 10 g. po wertepach w skwarze lokalnymi autobusami w Nepalu.Czasami chciałam wracać, czasami plakalam na samą myśl o powrocie.Pełen kalejdoskop!

Każda moja podróż jest dla mnie najpiękniejszym nauczycielem. Metaforą życia. Wszystkich jego blasków i cieni. Akceptowaniem tego, że nie da się nic zaplanować i zaufaniem, że wszystko przypłynie. I przede wszystkim- doswiadczniem różnorodności. Zrzucaniem masek i zdejmowaniem z oczu polskich soczewek. Jestem wdzięczna sobie, ludziom, którzy wspierają mnie na mojej ścieżce i Wszechświatowi, że pozwala mi doświadczać życia, tak jak pragnę. Przez wolność, pasję i miłość. Ale nie trzeba wyjeżdżać na koniec świata. Bo wolność to stan umysłu😊

To tyle odemnie.Marta Medeiros nazwała to znacznie piękniej💚 Za inspirację dziękuję nieocenionej, mądrej kobiecie Jagodzie😊
Wystarczą małe zmiany, subtelne wyjście poza utarte drogi. Pójście do pracy inną trasą. Wypicie kawy w innym kubku. Zapytanie obcej osoby, jak sie czuje. Roześmianie się, kiedy nie wypada.
Proszę, nie umierajmy za życia…

„Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
powtarzając każdego dnia te same drogi…
kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia…
kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru…
kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym….

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu Pasji,
kto zawsze przedkłada czarne nad białe
i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, które powodują,
że oczy błyszczą, na twarzy pojawia się uśmiech,
a serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i racjonalizmem…

Powoli umiera ten, kto nie ‚wywraca stołu’,
kto jest nieszczęśliwy z pracy,
kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji Marzeń,
kto nie pozwoli sobie, przynajmniej jeden raz w życiu, uniknąć rozumnych rad i pójść za głosem Serca…

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje…
kto nie czyta, kto nie słucha muzyki…
kto nie znajduje dobra w sobie…

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną…
kto znikąd nie chce przyjąć pomocy…
kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i na „deszcz”, który pada…

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z inicjatywy przed rozpoczęciem jej,
kto nie pyta o to, czego nie rozumie,
i nie odpowiada, kiedy zna odpowiedź…

Unikamy śmierci w małych dawkach,
pamiętając zawsze, że bycie żywym domaga się długiego wysiłku i wytrwałości, począwszy od prostej czynności oddychania…”

Marta Medeiros

Namaste

Kamila

O miłości i szacunku do samego siebie. List Charliego Chaplina.

„Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że emocjonalny ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie,
żebym nie żył wbrew własnej prawdzie.
Dziś wiem, że to się nazywa
AUTENTYCZNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia,
wiedząc, że ani nie nadszedł odpowiedni czas,
ani tamta osoba nie jest na to gotowa,
nawet jeśli byłem nią ja sam.
Dziś wiem, że to się nazywa
SZACUNKIEM DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec,
że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju.
Dziś wiem, że to się nazywa
DOJRZAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
że zawsze i we wszystkich okolicznościach
jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu
i że wszystko, co się dzieje, jest właściwe.
Od tamtej pory mogłem być spokojny.
Dziś wiem, że to się nazywa
WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem ograbiać się z wolnego czasu
i przestałem tworzyć kolejne wielkie plany na przyszłość.
Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność,
co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha.
I robię to na swój sposób i we własnym tempie.
Dziś wiem, że to się nazywa
RZETELNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się
od tego wszystkiego, co nie było dla mnie zdrowe.
od potraw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego,
co wciąż odciągało mnie ode mnie samego.
Na początku nazywałem to „zdrowym egoizmem”
Ale dziś wiem, że to
MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem chcieć zawsze mieć rację.
Dzięki temu rzadziej się myliłem.
Dziś wiem, że to się nazywa
SKROMNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
wzbraniałem się przed życiem w przeszłości
i troską o własną przyszłość.
Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO.
Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to
DOSKONAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że moje myślenie może uczynić ze mnie chorego nędznika.
Kiedy jednak zwróciłem się do sił mojego serca,
mój rozum zyskał ważnego wspólnika.
Ten związek nazywam dziś
MĄDROŚCIĄ SERCA.

Nie musimy już się obawiać sporów,
konfliktów i problemów z samymi sobą i z innymi,
ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy.
Dziś wiem, że

TO JEST WŁAŚNIE ŻYCIE

 

List Charliego Chaplina napisany przez niego w swoje 70-te urodziny ” Love myself poem”.

*źródło polskiego tlumaczenia:www.zosia.piasta.pl/r4/CharlesChaplin.htm

Pracuj z pasją cz.III. Dlaczego warto. Moja historia.

Mam nadzieję, że poprzednie wpisy o poszukiwaniu swojej ścieżki zawodowej były dla Was pomocne Dziś ostatnia część serii pracuj z pasją . Po wpisie o pulapkach czas na optymistyczny artykuł o tym, dlaczego warto szukać pracy zgodnej ze swoim sercem.

Na wstępie kilka słów o tym, jak doszłam do momentu w którym tworzę nowy post siedząc na Bali. Moja droga zawodowa byla dość typowa. Skończyłam dwa kierunki na uniwersytecie i 1.5 roczne studia podyplomowe, studiowalam za granicą, nauczyłam się 3 języków obcych. Kariera w korporacji stała przede mną otworem. I nawet przez kilka lat próbowałam się w niej odnaleźć. Na swój sposób. Wstawalam przed świtem, żeby choć chwilę praktykować jogę. Do pracy dojeżdzalam rowerem, żeby złapać jak najwięcej powietrza, zanim utknę na cały dzień w klimatyzowanym pudełku bez okien. Po- jechałam na siłownię, do szkoły jogi albo na basen. W weekendy znikałam w lesie, żeby ładować akumulatory. Mimo że w większości firm mialam fajnego szefa i wspierających współpracowników, to nie mogłam się tam odnaleźć. Zoperowany kręgosłup bolał coraz bardziej, od stresu dorobilam się jelita drażliwego i problemów z tarczycą. Każdego dnia czułam się coraz bardziej wyczerpana. (Nie)szczęśliwie w mojej firmie zredukowano dział i zostałam zwolniona. Zdalam sobię sprawę, że i tak cały czas się ruszam, więc z braku pracy moglabym to wykorzystać do zarabiania. Zrobiłam kurs instruktorski zaczęłam prowadzić swoje pierwsze zajęcia. Jeździłam po całej Warszawie po zapyzialych klubach za śmieszne stawki, aby zdobyć jak najwięcej doświadczenia.

Kilka miesięcy później dostałam etatową pracę. Wiedziałam, że to nie moj świat jednak jakoś musiałam się utrzymać. Po pracy jechalam więc 20 km.w jedną stronę, żeby poprowadzić zajęcia. Wracałam o 21, o 6 wstawalam do pracy. W weekendy prowadzilam zastępstwa lub jeździłam na warsztaty, aby zdobyć jak najwięcej wiedzy. Ludziom zaczęło podobać się to, co robię, pojawiały się propozycje prowadzenia zajęć. Ale ja bylam totalnie wykończona. Pracowałam non-stop. W pewnym momencie zdecydowałam, że juz nie dam rady. Cialo odmówiło mi współpracy.

Podjęlam decyzję ze spróbuję żyć  w zgodzie ze sobą. Początki były trudne. Zapomnialam o nartach i o nurkowaniu, które było moją pasją. Jeżdżę 17-letnim samochodem i 16 letnim motocyklem (które zresztą uwielbiam!). Nie posiadam mieszkania. Zepsute rzeczy naprawiam, a nie wyrzucam. Zresztą to cudowna sprawa móc się obejść bez tylu gadżetów!Lżej się żyje. Bywało też ciężko. Nie wiem, jak poradzilabym sobie bez pomocy rodziców, kiedy zachorowalam i przechodzilam różne kosztowne badania. Dziekuje mamo i tato!

Dziś mogę do Was pisać pracując na Bali. Ale przez 5 lat raczej pisałabym z działki mojej mamy w Długosiodle. I nie wiem, czy jeszcze będzie mi dane pracować w tak wyjątkowym miejscu. Bo życie pisze różne scenariusze. Ale ja jestem już i tak głęboko wdzieczna za to, ze żyję po swojemu . A co konkretnie daje mi taki wybór?

1. Radość

Uwielbiam swoją pracę. Czasami jestem padnięta, ale przeważnie nie mogę sie doczekać kiedy pójdę poprowadzić zajęcia. Są też dni kiedy bywam bardzo zmęczona, ale po zejściu z maty mam nagły przypływ wdzięczności

2. Stały rozwój

Rozwój zawodowy jest dla mnie fascynujący. Kiedy tylko moge jeżdżę na szkolenia, ogladam, czytam- żeby móc dać innym jeszcze wiecej! Ponadto każde spotkanie z drugim czlowiekiem jest dla mnie nową lekcją. Aby bezpiecznie pracować z kobietami w ciąży, seniorami, różnymi typami kontuzji i ograniczeń bez przerwy się dokształcam. A im więcej wiem, tym wyraźniej widzę, że nic nie wiem.

3. Silne ciało i spokojny umysł

Moja praca mnie wzmacnia. Na duchu i w ciele . Jeśli nie przesadzam- to kręgosłup ma sie dobrze. Mimo mojego apetytu i miłości do gotowania wciąż mieszczę sie w stare spodnie . Staram się także pracować nad swoimi emocjami i podejściem do życia, aby pozostać spójną.

4.Ogromna satysfakcja

Ponieważ sama doświadczyłam dużo problemów zdrowotnych, lepiej rozumiem ograniczenia innych. Robię wszystko, aby poprzez praktykę pomóc innym w zredukowaniu bólu w ciele i uspokojeniu umysłu.

5. Kreatywność

Stale wymyślam nowe warsztaty i pomysły na działania stresoterapii. Ograniczają mnie tylko środki finansowe lub moja wyobraźnia.

Mam nadzieję, że wpis okaże się dla Was pomocny jeśli wciąż zastanawiacie się nad tym, czy warto iść za głosem serca. Pomimo różnych wyzwań nie żałuję swojej decyzji o pójściu swoją drogą. I Wam życzę odnalezienia swojej pracy marzeń 😊

Namaste

Kamila