Nie stawiasz granic? Bądź pewien, że ktoś to zrobi za Ciebie

Idziesz do nowej pracy, zaczynasz nowy związek, rozkręcasz inicjatywę z dobrą paczką znajomych. Zazwyczaj czujesz przypływ energii, chęć działania i optymizm pod hasłem „a teraz to będzie już zupełnie inaczej”. Po pewnym czasie okazuje się, że nie wiadomo jak, ale znowu lądujesz w tej samej sytuacji, tylko często dużo mocniejszej niż ostatnio. Wszechświat sobie myśli ” uparta Istoto, skoro nie odrobiłaś lekcji na miękko, to teraz potrzeba dorzucić nieco do ognia, żebyś poczuła”.

Pisząc artykuły na blogu często odwołuję się do moich doświadczeń, więc i tym razem refleksja na temat (nie) stawiania granic jest właśnie o tym. O tym, kiedy kolejny raz spostrzegłam, że znalazłam się w tej samej bajce. Z poziomu głowy rozumiem, co się dzieje i dlaczego. Ale poziom serca to całkiem inna historia…

Jeśli nie umiemy wyrazić swojego sprzeciwu, kiedy ktoś narusza nasze granice, to zawsze znajdą się osoby, które będą je przekraczać. Mało tego, podświadomie będziemy wybierać takich partnerów lub sytuacje, w których po jakimś czasie poczujemy się wykorzystani. Zdrowa umiejętność powiedzenia „dotąd- to mnie boli/ krzywdzi/ nie chcę więcej” powinna kształtować się w dzieciństwie, kiedy jako mały człowieczek dostajemy przyzwolenie na wyraźnie swojego sprzeciwu i (w zdrowych granicach) jest to uszanowane przez dorosłych. Często zdarza się, że nasi rodzice sami nie dostali tego wzorca od swoich rodziców, więc nie potrafią nam go przekazać. Kiedy do tego dochodzi przemoc emocjonalna (lub co gorsza- fizyczna) wobec dziecka, to mamy niemal całkowitą pewność, że w dorosłym życiu nie będziemy umieli postawić granic. Obrana przed dorosłym z perspektywy małej istoty jest niemożliwa: rodzic jest większy, silniejszy i potężniejszy. Dodatkowo, lęk przed utratą miłości rodzica na skutek wyrażenia swojego sprzeciwu, całkowicie blokuje w dziecku możliwość obrony. Kształtuje postawę „jeśli powiem „nie” stracę Twoją miłość. Kiedy jako mały człowiek nauczysz się, że próby oporu są skazane na porażkę i jedynym wyjściem jest poddanie się cudzej woli, najpewniej będziesz powielać ten wzorzec w dorosłym życiu.

Wiem, wiem – teraz wielu z nas chciałoby się trochę poużalać nad sobą „ale ja jestem taka dobra/dobry i znowu czuję, że więcej daję niż dostaję”. Znam to 😉 Tylko wiecie co- to jest tylko i wyłącznie nasza odpowiedzialność. Bojąc się cudzej reakcji w odpowiedzi na nasz sprzeciw najczęściej nie stawiamy granicy. Druga osoba (choćby miała dobre intencje) porusza się po omacku w naszym świecie: nie słyszy naszego „nie”, więc skąd ma wiedzieć, jakie są nasze potrzeby? Czasami sytuacja wygląda jeszcze intensywniej: spotykamy ludzi, którzy stosują wobec nas zachowania przemocowe (nie mam na myśli przemocy fizycznej, choć i tak się może zdarzyć, lecz wszystkie zachowania dla nas krzywdzące). To są nasi nauczyciele, których sami sobie wybraliśmy (yesss- to nie zły los ani karma), aby w końcu dotknąć takiej granicy, żeby usłyszeć swoje „nie”. Zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje granice reagujemy agresją lub (częściej) ucieczką. Kończymy związek, zmieniamy pracę, przyjaciół po raz kolejny wchodząc w rolę ofiary i czując się skrzywdzeni. Ale to relacje międzyludzkie pokazują wszystkie nasze zranienia. Możesz być perfekcyjnie zorganizowanym i idącym do przodu jak walec managerem w firmie. I bezradnym małym człowieczkiem w domowym zaciszu. Ucieczka nie jest rozwiązaniem, ponieważ schemat, który narodził się w relacji, może być tylko wzbudzony na tym samym poziomie zaangażowania. Nie uleczysz serca w samotności.

Na kłopoty ze stawianiem granic możemy także spojrzeć od strony neuronauki. W metodzie Somatic Experiencing dużo uwagi poświęcamy również schematom reagowania, jakie wykształciły się w naszym układzie nerwowym. Pewne struktury w mózgu (np.jądro migdałowate, które odpowiada za reakcję walki/ucieczki w sytuacji zagrożenia) działa ciągle na stand-by’u i wzbudza alarm przy najmniejszej wymianie zdań. Bywa, że nasze dzieciństwo upłynęło na słuchaniu kłótni i żyliśmy w stanie permanentnego napięcia. Dlatego każda wizja skonfrontowania się z cudzym gniewem i niezadowolenia jest dla nadmiernie czuwającego układu nerwowego katastrofą-zamiast zwykłym aspektem relacji międzyludzkich. W trakcie terapii metodą SE uczymy nasz układ nerwowy ponownie regulować swoje napięcie, redukować lęk i odzyskiwać poczucie równowagi i bezpieczeństwa 🙂

Jeśli czujecie, że ten wpis z Wami rezonuje i macie potrzebę o siebie zadbać, to jest wiele metod pracy:

psychoterapia : jakakolwiek ścieżka, w której psychoterapeuta pomoże nam obiektywnie dostrzec pewne wzorce, nazwać je i wyrazić swoje uczucia

warsztaty grupowe dotyczące asertywności, stawiania granic itp. Jako absolwentka Ośrodka Intra w Warszawie mogę Wam z czystym sumieniem polecić to miejsce lub Nową Psychologię w Krakowie (dużo pięknej pracy z ciałem!)

praca z ciałem metodą Aleksandra Lowena: poza procesami mentalnymi genialnie działają warsztaty, gdzie wykonujemy różne ćwiczenia pomagające nam postawić granice. Czasami jest to tylko zatrzymanie czyjejś ręki i powiedzenie głośnego „nie”. A czasami mocny krzyk i ruch, uwalniający zablokowany gniew. Warsztaty Lowenowskie bywają bardzo mocnym doświadczaniem, więc polecam je tym z Was, którzy nie stoją na krawędzi kryzysu emocjonalnego (to moja subiektywna opinia) i mają kontakt ze swoimi „bezpiecznym miejscem”

Somatic Experiencing metoda regulowania reakcji układu nerwowego. W moim odczuciu będzie lepszym wyborem, jeśli doświadczyliście traumy lub bardzo silnego stresu i bardzo trudno jest Wam kontrolować swoje emocje

NARM NeuroAffective Relational  Model™ to przepiękna metoda terapii, która łączy podejście oparte na układzie nerwowym z pracą na relacji, ucząc nasz mózg ponownego budowania bezpiecznych i zdrowych więzi z innymi ludźmi (niestety w Polsce nie ma zbyt wielu terapeutów, którzy mają kwalifikacje do prowadzenia terapii NARM, ale można wspomóc się Googlem. Ja planuję zacząć kurs NARM dopiero za rok 😉 )

Życzę Nam powodzenia w mówieniu swojego „nie!”. Jednocześnie dziękuję tym osobom, które sprowokowały mnie w końcu, do wkurzenia się i zadbania o siebie. Namaste <3

Kamila

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)