Indie. O podróży do wnętrza siebie

Niektórzy z Was pewnie się zorientowali, że wróciłam po prawie 2 miesiącach podróży po Indiach. Kiedy ktoś mnie pyta, jak podobały mi się Indie, nie wiem, co odpowiedzieć. Jest to bowiem tak ogromny i różnorodny kraj, że ja zaledwie dotknęłam jego powierzchni. Nie nastawiałam się na zwiedzanie, ponieważ wyjazd dedykowałam głównie jodze. Spędziłam niemal 6 tygodni na praktyce: najpierw na bardzo intensywnym kursie nauczycielskim na Goa, a następnie w Himalayan Iyengar Yoga Center. Fakt jest jednak taki, że przemierzyłam samotnie z plecakiem drogę z południa na północ Indii, co było dość karkołomnym przeżyciem.Choć w porównaniu do pobytu w Delhi- bułką z masłem 🙂
Moja podróż do Indii była w istocie podróżą do samej siebie. Wychodzenia ze swojej strefy komfortu, smakowania inności, otwarcia na to, co nieznane i niewygodne. Ale także piękne, szczere i prawdziwe. Jestem wdzięczna za wszystko, co mnie spotkało i za ludzi, jacy stanęli na mojej drodze. Chciałabym podzielić się z Wami refleksjami dotyczącymi mojego pobytu, ponieważ wiem,że wiele osób śledziło moje posty na facebooku i ciekawe jest moich przemyśleń 🙂 Wrzucam więc garść zasad, które pomogły mi doświadczyć najpiękniejszej podróży w moim życiu 🙂

1. „Energia, którą wysyłasz do świata, zawsze wraca pomnożona przez efekt”
Wiele osób, które usłyszały o moich planach wyjazdu, reagowało podobnie:”Jedziesz sama z plecakiem do Indii?!Nie boisz się, że” (niepotrzebne skreślić) :
-zarazisz się pasożytami, amebą malarią, febrą, dengą, ziką oraz setką innych chorób, których nazw nie umiem nawet wymienić:)
-tego syfu i brudu, żebraków, ścieków, smrodu i brzydoty
-gwałtów, zboczeńców, porwania, kradzieży, wypadków itp.
-zatrucia i umierania w konwulsjach po zjedzeniu niewinnego placka roti
-kilkunastu godzin (bywa, że kilku dni,jak masz pecha) spędzonych w pociągu bez klimatyzacji albo w autobusie z kozą, kurą i 7 dzieci na siedzeniu obok?
Hmm, no jakby to powiedzieć. NIE. Ponieważ jeśli podchodzisz do świata z lękiem i nieufnością, to właśnie to dostaniesz. Jeśli na każdą osobę patrzysz, jak na potencjalnego złoczyńcę, to całe Twoje ciało zdradza lęk i wrogość. A to tylko prowokuje innych, jak samospełniająca się przepowiednia… Nie chodzi o to, żeby beztrosko chodzić po slumsach po nocy. Zawsze zachowywałam zdrowy rozsądek i starałam się świadomie nie pakować w niebezpieczne rejony. Nie zawsze mi to wychodziło 🙂 Jednak zazwyczaj trafiałam na dobrych ludzi. Tak jak kierowca tuk-tuka, który po nocy szukał dla mnie busa w Delhi. Albo nieznajomego Hindusa, który poświęcił mi 2 godziny na dworcu w Delhi, załatwiając mi bilet. Starszych państwa, którzy dzielili się ze mną domowymi ciasteczkami w 16 godzinnej podroży lokalnym gratem, kiedy nie miałam nic do jedzenia. I dziwnym trafem nawet wszystkie psy, krowy, konie i świnki, które głaskałam, nie zrobiły mi krzywdy.

2. „Inne nie jest gorsze ani lepsze. Jest po prostu inne”
Hindusi mawiają „If you try to fight with India, India always f@#@cks you” 🙂 W Indiach trzeba zaakceptować, że jest to zupełnie inny świat. Świat, gdzie słowo kosz na śmieci nie istnieje w słowniku. W miastach brud i smród atakuje Ciebie z każdej strony. Herbata będzie zawsze z tłustym mlekiem, pieprzem i toną cukru. Gdzie rozkład jazdy autobusów znaleziony w internecie jest równie abstrakcyjny w realiach, jak malarstwo Picassa. Gdzie prąd możesz mieć raz na 2 dni, a zamiast prysznica, umywalki i pralki- wiadro z zimną wodą. W moim pokoju towarzyszyły mi latające karaluchy, pająki, jaszczurki, setki mrówek. W nocy do łazienki chodziłam z latarką, upewniając się, czy nie nadepnę na węża. Gdzie stada psów na ulicach i krów są standardowymi uczestnikami ruchu drogowego. Ups, sorry – raczej chaosu drogowego, z zasadą „silniejszy i większy ma pierwszeństwo”. Klakson jest używany zamiast kierunkowskazu, świateł i dla zabicia (zbędnej przecież) ciszy 🙂 Jeśli w Indiach próbujesz funkcjonować i myśleć, jak w domu, czeka Cię nieustanna frustracja, wyczerpanie nerwowe i dozgonna nienawiść do tej części świata. Wybór należy do Ciebie.

3.”Dlaczego sądzisz, że mając więcej, będziesz szczęśliwy, jeśli nie umiesz się cieszyć tym, co już masz?”
Dla mnie Indie były piękną lekcją. Nieustannie wychodziłam ze swojej strefy komfortu, aby doświadczyć tego, co mnie ogranicza, trzyma i blokuje. Od moich przyzwyczajeń i nawyków, bez których trudno było mi żyć. Wiecie jak smakuje kawa i ciasto czekoladowe po miesiącu przerwy? Albo gorący prysznic, po 2 miesiącach mycia się w wiadrze? Jak cieszy wiatrak nad łóżkiem i chłód murowanego domu, po miesiącu smażenia się żywcem w blaszaku? No właśnie 🙂 Ja już od pewnego czasu pracuję nad wdzięcznością. Jednak Indie przypominały mi, jak bardzo jestem szczęśliwa. Cieszę się, z każdego dnia,gdy mam siłę wstać, wejśc na matę i zacząć nowy dzień 🙂 Niewiele, bardzo niewiele potrzebujemy do życia. Zdrowia, obecności bliskich ludzi i życia w zgodzie ze swoim sercem. A to nie są rzeczy, które możemy kupić.

4.”Tam, gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty”
„If it’s good – is good. If it’s not good – it’s even better”. To ulubiony tekst mojej nauczycielki jogi, Geetiki 🙂 Na intensywnym kursie nauczycielskim jogi prawie 2 tygodnie miałam wysoką gorączkę. W tym upale każdy krok był dla mnie wysiłkiem. Ale byłam spokojna. Czułam, że to też jest jakaś lekcja. Każdego dnia wstawałam o 6 rano i człapałam w kierunku maty. Kiedy było mi bardzo źle, obserwowałam oddech i starałam się skoncentrować na tym, co tu i teraz. Nie myśleć : „to niesprawiedliwe; dlaczego teraz i dlaczego ja; 1,5 roku ciężko na to pracowałam…Bla, bla,bla”. Jak wyzdrowiałam, to naciągnęłam ścięgno Achillesa. I z całej mocnej miesięcznej praktyk,i robiłam głównie pranayamę i medytację. Zostałam mistrzynią wariantów i modyfikacji asan. Całą sesję Asthangi byłam w stanie zrobić w klęku i na siedząco:) Teraz wiem,że ten czas był moją lekcją spokoju i akceptacji. Jeśli nie możesz zmienić sytuacji, możesz zmienić swój stosunek do niej. A to bardzo, bardzo dużo.

5.”Jedyny powód, dla którego nie mamy tego, czego pragniemy jest taki, że musielibyśmy się zmienić, a zmiana jest zbyt wielką niewiadomą.” C.P.Sisson
Wydaje się proste, ale w istocie jest bardzo trudne. Czasami potrzebna jest terapia szokowa. Indie prowokują do wychodzenia ze swoich przyzwyczajeń. Zderzają z różnorodnością. Uwierzcie mi, kiedyś byłam najbardziej marudną i nieznośną towarzyszką podróży. Jakby mi ktoś powiedział, że będę z uśmiechem i akceptacją znosić upał, głód, zmęczenie, brak snu i inne atrakcje…No way! Prawdziwą próbą okazał się jednak powrót do domu. Wykończona po 3 dobach podróży niemal bez snu marzyłam tylko o śnie. Tymczasem moi sąsiedzi zabrali się za skuwanie ściany. Najpierw w akcie rozpaczy rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam z wyczerpania. Po chwili zaczęłam się śmiać sama z siebie. Łatwo było być oazą spokoju w ciszy ashramu. Więc przypomniałam sobie słowa Dalaj Lamy. Cierpienie powstaje, gdy oceniamy jakąś sytuację. Doświadczamy emocji, ale nie jesteśmy nimi. Więc tylko od nas zależy, jak bardzo damy się unieszczęśliwić.

6. „Dobra wiadomość – nic nie trwa wiecznie. Zła wiadomość – nic nie trwa wiecznie”
W jodze jedną z zasad jest aparigraha. Nie przywiązywanie się. Zarówno do tych dobrych jak i złych rzeczy, ludzi, sytuacji. Moje nauczycielki jogi dużo mówiły, o jogicznej koncepcji szczęścia. Tak długo, jak uzależniamy je od posiadania lub nie posiadania czegoś/kogoś, tak długo będziemy cierpieć. Prawdziwa radość jest niezależna, od tego, co na zewnątrz. Wiem, że nie jest łatwo być szczęśliwym, gdy tracimy kogoś bliskiego, chorujemy czy przeżywamy niepowodzenia. Sama doświadczyłam tych sytuacji. Ale tak długo, jak z nimi walczyłam, tak długo przegrywałam. Kiedy uświadomisz sobie, że każdy moment jest niepowtarzalny i nigdy nie powróci, łatwiej jest celebrować i cieszyć się prozaicznymi czynnościami. W Indiach widziałam wielu uśmiechniętych i życzliwych ludzi, którzy mijając mnie na ulicy skłaniali głowę i uśmiechając się mówili „Namaste”. Ludzi, którzy według naszych standardów nie mieli nic i powinni pogrążyć się w wiecznym smutku. Nie twierdzę, że bieda, choroba i cierpienie uszlachetnia. Wręcz przeciwnie. Ale konfrontacja z odmiennym postrzeganiem szczęścia, pomaga mi odnaleźć w sobie siłę i spokój w trudnych chwilach.

Chciałabym podziękować Wszystkim, którzy wspierali mnie w tej podróży. Nie pozwolili się poddać, gdy trzy razy przebookowywałam datę wylotu, mierząc się z chorobą i innymi atrakcjami. Doro, Piotrze, Piotrku, Kubo, Bracie, Przemku, Julko, Małgo, Magdo, Michale, Ewelino, Gosiu, Anko, Edyto, rodzice. I wszystkim życzliwym duszom, które spotkałam na swojej hinduskiej drodze. Nie starczyłoby miejsca, żeby wymienić 🙂 Pamiętam o Was i czuję, że niektóre z Was jeszcze spotkam.
Namaste,

Kamila

Written by Namaste1