Dlaczego boimy się ciszy?

Umówiłam się z kimś u niego w mieszkaniu. Jadę. Wsiadam do metra. 90 % ludzi patrzy na ekran komórek, uszczęśliwieni, że LTE jest już nawet pod ziemią i możesz być nieustanie on-line. Uff. Nic nie stracisz!  Ekrany smartofnów migają, co chwilę przypominając, że ktoś nam właśnie wysłał wiadomość i gdzieś jest promocja na buty, które oglądałeś pół roku temu (ach, te cookies…). Aplikacje co chwilę aktualizują pogodę w Bangladeszu i informują o najświeższych katastrofach. Ewentualnie wzroście kursu franka- tak, abyś zawsze był na bieżąco. Docieram. Wchodzę do czyjegoś mieszkania. Niby przyszłam porozmawiać, ale w tle gra telewizor. Hałaśliwe reklamy nawołują do połknięcia tabletek od wszystkiego na wszystko. W wiadomościach ktoś płacze, bo własnie stracił w powodzi całą rodzinę, gdzies zawalił się most i zginęło X ludzi, a polityk z partii Y krzyczy na wiecu, jakim rajem uczyni nasze życie, gdy dojdzie do władzy. W pokoju obok gra muzyka, ale przecież nikt jej nie słucha, bo zajęty jest przeglądaniem facebooka i dawaniem lajków na Instagramie. Mam wrażenie, że zaraz mój mózg eksploduje. Poprosiłam o wyłączenie telewizora, aby w ogóle móc się skupić na rozmówcy. Nie spotkalo się to jednak ze zrozumieniem („no przecież Ciebie słyszę!”). W końcu ktoś mówi „no dobra, ale jak wyłączę telewizor, to nie będzie niczego. No tak. To „nic” jest własnie tym, przed czym tak często uciekamy.

Nic dziwnego. Cisza w dzisiejszym świecie to towar deficytowy. Jesteśmy bombardowani nieustannym zalewem informacji, dzwięków, wiadomośći i obrazów. Media mówią „rób więcej, intensywniej, żyj na maksa”. Nawet na wakacjach ludzie odpalają muzykę. W lesie, nad jeziorem. Byle nie być w ciszy. Dlatego, że brak bodźców stwarza przestrzeń na bycie w prawdzie ze sobą. I dlatego nas to często przeraża. Łatwiej jest biec, uciekać- bo to przecież schemat, który często znamy od dawna. A będąc w ciszy można nagle usłyszeć swoje myśli. Poczuć smutek, żal, niepokój- emocje, które kamuflujemy nieustannym hałasem. Często pojawia się wtedy dyskomfort. Bo nagle okazuje się, że wcale nie jest Ci dobrze w tej pracy ani w tym związku. A może nawet nie jest Ci dobrze samemu ze sobą. Ale przecież ławiej jest wlączyć jakieś gadające głowy na ekranie, obejrzeć zdjęcia z wakacji na fb albo odpalić serial. Zakrzyczeć, to co cicho w środku prosi „hej, wysłuchaj mnie”. I tak każdego dnia. Do samego końca.

Ale możesz też inaczej. Możesz pobyć w tej ciszy. Nie musisz od razu odpalać kadzidła i zasiąść na poduszce zafu w kwiecie lotosu. Wystarczy, że na 5 minut odłożysz telefon,wyłączysz telewizor i zamkniesz oczy. Zaczniesz oddychać. Być może z przerażeniem stwierdzasz, że po chwili zatrzymania w Twojej głowie jest większy chaos, niż na środku hinduskiego skrzyżowania. To nic. Jest ok. Tak właśnie działa nasz umysł. A my chcemy to tylko zauważyć. Tym jest właśnie istota medytacji. Obserwacją myśli. Nie ich zlikwidowaniem. Naturą umysłu jest myślenie. To, co chcemy uzyskać w medytacji. to umiejętność bycia w ciszy i nie oceniania tego, co produkuje nasza głowa. Czasem mówię na moich sesjach „obserwuj swoje myśli, tak jak chmury na niebie. Pojawiają się i znikają ale Ty wciąż jesteś w środku taki sam. Pozwalasz im przypływac i odpływać, nie oceniając.” Jeśli uda Ci się to zabrać do życia, to zobaczysz, o ile jest lżej, kiedy przestajesz się przejmować tymi wszystkimi obrazami, jakie podsuwa Ci co sekundę Twoja głowa.

Cisza jest też trudna w byciu z drugim człowiekem. Dla mnie miarą głębi moich relacji jest to, czy umiemy być z sobą w ciszy. Bez potrzeby dawania rad, zagadywania. Po prostu bycia obecnym. Tak naprawdę ludzie nie potrzebują rozwiązań. Potrzebuję tego, aby ktoś potrzymał ich za rękę, przytulił, popatrzył w oczy, bez oczekiwania czegokolwiek w zamian. Powiedział tak bez słów „jestem”.  Murakami napisał „Jeżeli nie rozumiesz bez tłumaczenia, to znaczy, że nie zrozumiesz, choćbym ci nie wiem ile tłumaczył”.  Mam to niebywałe szczęście mieć obok siebie ludzi, z którymi mogę iść kilka godzin przez las niewiele mówiąc, a na koniec stwierdzić, że to było wspaniałe spotkanie. Ale do tego potrzeba zatrzymania i wrażliwości. Otwarcia siebie na prawdziwy i intymny konatkt z drugą osobą. Kiedy byłam na kilkudniowym kursie ciszy mieszkałam w jednym pokoju z koleżanką. Bez słów byłyśmy w stanie się dogadać, która pierwsza myje głowę albo czy ma ochotę na herbatę. Ale też zaobserwować, kiedy druga miała ciężki moment i potrzebuje mojej obecności. Potrafiłam z 20 osobami gotować obiad i nie przesolić zupy ani nie przypalić cebuli- nie wypowiadając jednego słowa. Uśmiech, cień przebiegający przez twarz, rozświetlające się lub zachodzące mgłą oczy- to był doskonały język ciszy, który zastępował milion zbędnych słów. Pokazał mi, jak bardzo można zbliżyć sie do kogoś będąc uważnym. I jak bardzo można się oddalić, zagadując prawdę potokiem zbędnych słów.

Kto zna mnie z pracy, może być zaskoczony. Bo w końcu jestem ekstrawertykiem, dużo się smieję, ciągle gdzieś mnie nosi, uwielbiam gadać (tak, wiem- pracuję nad tym) 😉 i słuchać Waszych opowieści. Jednocześnie zawsze z ulgą wracam do swojej ciszy. Cisza nieustannie uczy mnie jak być bliżej siebie i innych. Jak najwięcej odwagi do szukania ciszy Wam życzę 🙂

Namaste, Kamila

ps.zdjęcie zrobiła mi Kasia Czajkowska – wspaniała fotografka, w trakcie jednej sesji, gdy bardzo tej ciszy szukałyśmy, a z powodu chaosu w mojej głowie,  nie udało nam się znaleźć. Kasia jest jednak mistrzynią uchwycenia tych krótkich chwil, kiedy ona się pojawia i bardzo jej za to dziękuję 🙂

 

 

 

Written by Kamila