Czy pozytywne myślenie może szkodzić?

Czas Świąt to moment, kiedy wielu z nas kupuje na prezent książki. Od lat na szczycie bestsellerów wygrywają poradniki dotyczące tego, jak „zmienić swoje życie w 10 dni”,  a w tydzień uleczyć wszystkie dotychczasowe problemy. Za chwilę też Nowy Rok, a więc czas postanowień, wprowadzania zmian i życzenia sobie, aby „ten rok był lepszy, niż poprzedni.” No dobrze, i ode mnie czasami można usłyszeć, żeby skupiać się na tym, co dobre, a nie szukać problemów 🙂

Pozytywne myślenie jest z pewnością wartościową umiejętnością. Czasami naprawdę potrzebujemy usłyszeć, że „wszystko się ułoży” i pomaga nam to odzyskać na chwilę siłę do dalszej pracy.  Zaakceptować, że trudniejsze chwile są taką samą częścią życia, jak te dobre i iść dalej. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy zamiast skonfrontować się z problemem, uciekamy od niego afirmując do siebie „na pewno sam się rozwiąże/ sam się uzdrowi/ samo przyjdzie”.  Pozytywne afirmacje nie uzdrowią relacji, która umiera w środku. Ani nie sprawią, że pokochasz pracę, której nie znosisz. Również raczej nie zrobisz kontraktu swojego życia, jeśli nie zaczniesz szukać możliwości biznesowych i klientów.

Zdarza mi się usłyszeć od uczniów „Kamila, próbowałem przez to przejść zmieniając swoje nastawienie, ale to nie działa”. I nigdy nie zadziała- jeśli mierzysz się z np. obniżonym nastrojem, będącym początkiem depresji, to masz do czynienia z dysfunkcją działania Twojego mózgu. Tu potrzebne jest profesjonalne wsparcie terapeutyczne, a nie afirmacje. Podobnie, kiedy powtarzamy pakowanie się w nieodpowiednie relacje. Pozytywne myślenie może dać siłę do przepracowania pewnych schematów, które nas tam zapraszają, ale nie zastąpi pracy nas sobą.

W naszej kulturze lubimy mieć rozwiązania ekspresowe, załatwiające w 5 min. tematy, które wymagają pracy przez 5 dni, tygodni czy miesięcy. Boli brzuch od tego, że jesz przetworzone śmieciowe jedzenie? Nie szkodzi, weź tabletkę, zamiast zacząć zmieniać swoje nawyki”. Imprezujesz i wiesz, że będziesz mieć kaca?Spoko, dorzuć sobie pigułkę zanim zaczniesz pić, będzie mniej bolało rano”. Podobne podejście cechuje niekiedy ludzi, kiedy zamiast dotarcia do źródła swoich kłopotów, próbują dostać taki psychologiczny fast-food. A za dużo fast- foodów zawsze kończy się dla nas niedobrze…

No dobrze, a co z wizualizacjami czy treningiem mentalnym, stosowanym przez sportowców? To wspaniałe narzędzia, tylko również nie zastąpią pracy. Żaden sportowiec nie pobił jeszcze rekordu świata od tego, że popijał drinka, wyobrażając sobie wiwatujące tłumy na trybunach. Trening mentalny bazuje na posiadanych już umiejętnościach i wyobrażaniu sobie krok po kroku czynności, jakie będzie wykonywał na zawodach. Podobnie wizualizacje- są ogromnym skarbem dla naszego mózgu, który nie do końca umie odróżnić nasze fantazje od realiów. Uruchamia wówczas podobne działanie układu nerwowego. Dlatego wyobrażając sobie sytuacje stresujące naprawdę odczuwamy niepokój, a myśląc o czymś przyjemnym- radość. Ja również stosowałam wizualizacje, kiedy po operacji kręgosłupa długo nie mogłam normalnie funkcjonować. Wyobrażałam sobie siebie, biegnącą po lesie, ale przez kolejne 1,5 roku przez całe miasto jechałam na rehabilitację i ćwiczyłam dając z siebie 100%.

Jako nauczycielka jogi często obserwuję też tendencję, gdy praktyka jogi i medytacja stają się ucieczką od bycia przy tym, co trudne. Wspaniale jest umieć na chwilę wyłączyć głowę i uspokoić emocje. Jednak po zejściu z maty wracamy do życia. Pozytywne myślenie czy kierowanie się wszechogarniającą miłością może nas również oddalać do prawdy. W życiu istnieją też trudne chwile, jak śmierć, rozstanie, niepowodzenia, choroby, które są elementarną częścią życiorysu. Jeśli uwierzymy, że powinniśmy czuć tylko dobre emocje, zachowywać stoicki spokój wobec tego, co nas boli, to stwarzamy w sobie tylko więcej frustracji, gdy nie dorastamy do tego wzoru.

Ani joga, ani medytacja nie polega na tym, żeby stać się robotem, który nie reaguje na to, co się pojawia. Efektem prawdziwej i uważnej praktyki jogi jest umiejętność obserwacji swoich emocji, pozwalanie im na przepływanie i na odchodzenie. Zrozumienie, że na wszystko jest przestrzeń, również na tą ciemną stronę życia. Wybaczenie jest niezbędne, aby pójść przed siebie bez bagażu żalu i złości, która nas zjada od środka. Ale najpierw powinno mu towarzyszyć świadome poczucie tych wszystkich emocji. Wysyłanie miłości, okazywanie zrozumienia, jeśli jednocześnie czujemy gniew czy smutek, to oszukiwanie samego siebie.

Zatem życzę wszystkim na nadchodzący czas przede wszystkim prawdy, bo to z niej właśnie płynie miłość, która niczego nie oczekuje.

Kamila

5 Replies to “Czy pozytywne myślenie może szkodzić?”

  1. Hej Kamila:) Trudno nie zgodzić się z Tobą. To tak bogaty w treści wpis, że trudno się do wysztkiego odnieść:) Podam pewien przykład. Pochodzę z małej miejscowosci, gdzie matematyka w szkołach średnich nie stała na najwyższym poziomie. Podczas studiów, mimo że nauki ścisłe są moją dosć mocną stroną, zaczęły wychodzić braki. Starałem się to bagatelizować, bo przecież osiągnąłem tak zaawansowany poziom, że uczyłem już nawet innych. Jednak cały czas czułem lęk, że ktoś odkryje prawdę, no i sam nie czułem się z tym komfortowo. Postanowiłem cofnąć się do wiedzy ze szkoły średniej i nadrobiłem braki (nie było to łatwe:) Myślę, że podobnie jest w naszym życiu. Jeżeli nie przerobimy deficytów z dzieciństwa (jeżeli je mamy) takich jak poczucie własnej wartości, poczucie bezpieczeństwa, itd, czyli podstaw naszego zdrowego funkcjonowania, nie pójdziemy dalej. Te rzeczy będą jak kotwica na lince gumowej przytwierdzonej do nas. Podczas trudniejszych dni, kiedy będziemy pozbawieni mocy, napięta gumowa lina ściądnie nas z powrtem w dół. Dlatego uważam, że nie ma co się brać za poradniki pozytywnego myślenia, zanim nie uporamy się z podstawami. Jest to dużo trudniejsze, czasochłonne i wymagające ogromnej determinacji, ale przynosi coś takiego, czego nie da się opisać słowami:) Coś o wiele głębszego i trwalszego niż chwilowa ekscytacja motywującą książką. Żeby dawać miłość, trzeba mieć ją w sobie, żeby mieć dobrą relację z innymi i światem, trzeba mieć dobrą relację z samym sobą… Dużo pracy jeszcze przede mną, niestety nie ma na to pigułek:) Podkreślasz to Kamila a ja się z tym bardzo zgadzam – prawda w stosunku do samego siebie – od tego zaczyna się rozwój. Uściski: i jeszcze raz Wesołych Świąt!:)))

    1. Jacku, bardzo lubię czytać Twoje komentarze. Nie tylko dlatego, że zazwyczaj zgadzasz się ze mną :-p ale dlatego że odbieram je jako mądre i płynące z Twojego doświadczenia, Twojej histroii. Wieć nie dodam nic poza tym, że czuję dokładnie, o czym piszesz. Dziękuję i dla Ciebie wszystkiego dobrego <3

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)