Stres mieszka w ciele II: jelita kontra stres (IBS i choroby autoimmunologiczne)

Jak wspomniałam wcześniej zajmiemy się chorobami związanymi z nadmierną i długotrwałą ekspozycją na stres. Dziś przyjrzymy się niezwykle ważnej części ciała, siedzibie naszych najważniejszych organów czyli… jamie brzusznej (nie- nie głowie!). Chyba nie ma osoby, która wyraźnie nie doświadczyła, co się dzieje z naszym brzuchem w sytuacji stresu 😉 Nie wchodząc w szczegóły: jedni biegną od razu do łazienki, a inni omijają ją (choć nie chcą) przez kilka dni. Poczucie wzdętego i bolesnego brzucha, problemy z trawieniem, brak lub nadmierny apetyt- to dość oczywiste reakcje na silny stres. Jeśli występują one jako bezpośrednia i jednorazowa odpowiedź na bodziec stresowy- to jest naturalne. Gorzej, gdy stres utrzymuje się permanentnie (codziennie jesteś w pracy, gdzie na samą myśl o poniedziałku biegniesz do toalety). Ciało traci wówczas naturalną zdolność do homeostazy i zaczynają się kłopoty.

Gdzie mieszka drugi mózg?

Jeśli sądzicie, że jakoś naszego życia i myślenia zależy tylko od mózgu, to niestety jesteście w błędzie 🙂 Oczywiście- mózg pełni masę ważnych funkcji, jednak to nie on w pierwszej kolejności reguluje nasze poczucie witalności i zdrowia. Od niedawna wiadomo bowiem, że posiadamy również „drugi mózg” czyli… JELITA. Nazywamy go enterycznym układem nerwowym. Jelita wyścielone są gęstą siecią komórek nerwowych i do tego podobnymi do tych, które wyściełają korę mózgową. Podobno jest ich więcej niż w rdzeniu kręgowym! Jelita więc ściśle współdziałają z mózgiem, ale jednocześnie mają pewną autonomię tzn. same reagują np. na szkodliwy pokarm czy właśnie stres. Mózg jest mistrzem optymalizacji (w zasadzie to nawet lenistwa), zatem „oddał” część funkcji właśnie jelitom. Fascynujące jest to, że 90 % informacji biegnie z jelit do mózgu, a mózg łaskawie wysyła impulsy do jelit tylko w 10% ! To one zatem w pierwszej kolejności reagują na zagrożenie i przekazują informację do mózgu za pomocą nerwu błędnego. Jedną z jego funkcji jest aktywacja układu przywspółczulnego, czyli tego, który zwalnia aktywność ciała, uspokaja, przełącza nas w tryb regeneracji. Jeśli więc jelita się niepokoją, to niepokoi się cały organizm. A biegunka jest typową reakcją organizmu, który pozbywa się w trybie awaryjnym z organizmu „balastu”, aby przygotować się do walki lub ucieczki. Jeśli nie uciekasz ani nie walczysz, tylko siedzisz zamrożony przy biurku, to wszystkie hormony stresu zostają w środku ciała i dzień po dniu kumulują się w organizmie, szykując mu problemy…

Dlaczego zestresowane jelita oznaczają kłopoty?

  • Zestresowane jelita to problemy z nietolerancją pokarmową i alergią. Jelita mają pewną tolerancję na stres. Jeśli wydziela się zbyt wiele kortyzolu i trwa to zbyt długo- zaburza to mikroflorę jelitową. A to właśnie ona odpowiada za naszą odporność, trawienie, a nawet tendencję do zaburzeń psychicznych. Mikroflora jelitowa może wydzielać neurotransmitery i neuromodulatory, np. serotoninę, acetylocholinę, melatoninę, GABA, katecholaminy, czy histaminę lub kortykoliberynę (CRF). Te dwa ostatnie są odpowiedzialne za powstanie nieszczelnego jelita, przyczyniając się do nietolerancji pokarmowych i chorób autoimmunologicznych

  • Zestresowane jelita nie mogą spać i mają depresję. Wspomniana wyżej serotonina jest hormonem, który odpowiada za nasze poczucie szczęścia. To właśnie problemy z jej sekrecją odpowiadają za kliniczną postać depresji, która często wymaga podania leków podnoszących jej poziom. Wydzielanie prozapalnych cytokin blokuje również prawidłowy proces syntezy tryptofanu – hormonu, który wspiera nasz dobry sen. W efekcie problemy z jelitami mogą powodować zaburzenia gospodarki hormonalnej, regulującej nasz rytm dobowy i samopoczucie psychiczne.

  • Zestresowane jelita tyją albo chudną. Cytokiny prozapalne powodują, że nasz ośrodek regulacji głodu/sytości wariuje i mózg otrzymuje błędne informacje. Hormon sytości (lepytna), który normalnie już dawno powiedziałby mózgowi „hej, najadłem się” nie dociera do niego. Analogicznie zaburzenia mogą dotyczyć hormonu greliny, która odpowiada za poczucie głodu.

  • Zestresowane jelita mają słabą odporność. Działanie układu immunologicznego jest ściśle powiązane z mikroflorą jelitową. Stres działa jak szczota, „wyczesując” dobre bakterie z naszych jelit i tym samym zwiększając podatność na infekcje.

  • Zestresowane jelita cierpią na choroby autoimmunologiczne. Osoby, borykające się z Hashimoto, RZS, SM, toczniem itp. często spotykają się z sugestią, że dieta jest podstawą do przywrócenia prawidłowego działania układu odpornościowego. Chodzi o to, aby organizm przestał atakować swoje komórki (np. niszczyć własną tarczycę). Mechanizm ten jest dość złożony, nie będą więc w niego wnikać na ten moment. Osoby, które interesują się dietą w chorobach autoimmunologicznych niech zajrzą na te blogi: http://www.tarczycahashimoto.pl/blog lub http://www.tlustezycie.pl/

  • Zestresowane jelita mają swoje własne choroby jak bardzo popularny IBS (Zespół Jelita Drażliwego). Ponieważ nie jestem ani dietetykiem ani lekarzem,to po medyczny opis odsyłam Was tu:

Jak pomóc jelitom w stresie?

Poza dietą i odbudową mikroflory jelitowej koniecznie trzeba pomóc jelitom się relaksować. Od strony psychologicznej należy robić wszystko, aby wesprzeć układ przywspółczulny, który powie im „hej, wszystko jest dobrze, nie musicie się napinać”. Odsyłam Was do wpisu, który opisywał mechanizm działania AUN oraz rolę relaksacji.

Bardzo pomocna będzie praktyka jogi powięziowej oraz asany, które rozluźniają napięcie w jamie brzusznej, rozciągają przód ciała i sprzyjają wyciszeniu (łagodne wygięcia na wałkach, klockach itp.). Polecam grupy kobiece w szkołach jogi, bo tam pozycje często mają za zadanie właśnie rozluźnić miednicę i jej zawartość. Po więcej praktycznych inspiracji zapraszam Was na warsztaty antystresowe 🙂

Spokojnych jelit dla nas wszystkich 🙂

Kamila

Bibliografia:

www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4202342/
emeranmayer.com/the-brain-gut-microbiomes-connection-to-ibd-obesity-and-anxietydepression/
Rudzki L., Szulc A., Wpływ jelitowej flory bakteryjnej na ośrodkowy układ nerwowy i jej potencjalne znaczenie w leczeniu zaburzeń psychicznych, Farmakoterapia w psychiatrii i neurologii, 2013

Stres – dlaczego instruktorki fitness bywają grube? Stres i fizjologia

Po licznych wpisach dotyczących jogi w końcu przyszedł czas na zajęcie się motywem przewodnim mojego bloga – pojęciem stresu. Dla wielu osób chęć okiełznania skutków stresu, była pierwszą motywacja do pojawienia się w szkole jogi. A jest z czym się mierzyć. Zanim opowiem Wam o tym, jak joga interpretuje stres i jak może nam pomóc, przybliżę Wam fizjologię stresu z medycznego punktu widzenia. W kolejnych wpisach zajmę się także psychologiczną i jogiczną koncepcją stresu, ale zacznę od najbardziej „naukowej” formy 🙂 A jeśli zainteresowało Was tytułowe pytanie, zerknijcie na koniec artykułu.

Na poziomie fizjologicznym za reakcję na stres odpowiada układ wegetatywny (autonomiczny układ nerwowy -AUN), składający się z dwóch elementów:

1. System współczulny, który odpowiada za przygotowanie naszego organizmu na „walkę”: podnosi ciśnienie, tętno, rozszerza źrenice, napina mięśnie szkieletowe, spowalnia trawienie i uwalnia glukozę do krwi.

2. System przywspółczulny, który przywraca równowagę w organizmie, gdy ustępuje stresor (obniża ciśnienie i tętno, wznawia procesu trawienie, rozluźnia mięśnie szkieletowe itp.)

W zdrowym ciele oba układy powinny być w stanie równowagi. Gdy nasi przodkowie uciekali przed mamutem, system współczulny włączał nam opcję walki o życie. Gdy mamut zniknął za horyzontem lub na ruszcie, równie szybko potrafił się wyciszyć 🙂 Niestety, obecnie większość z nas jest narażonych na długotrwale działające stresory, które utrzymują układ współczulny w stanie permanentnej aktywności. Wielu z nas rozpoczyna dzień od świdrującego mózg dźwięku budzika, następnie frustruje się stojąc w korku aby w końcu dotrzeć do pracy, gdzie już od wejścia czujemy rosnąca gulę w gardle i kamień w żołądku. I to wszystko zanim dzień się jeszcze zaczął… Oczywiście, stresorów może być dużo więcej. Nie bez powodu mieszkańcy dużych miast dużo częściej cierpią na choroby somatyczne. Zanieczyszczenie środowiska, hałas, odcięcie od przyrody i nadmierna ilość bodźców również przestymulowuje układ współczulny. Jeśli są to sytuacje jednorazowe, organizm świetnie sobie z nimi radzi. Gorzej, gdy trwają stale. Powoduje to rozregulowanie AUN i pozostałych układów. Obecnie większość chorób i dysfunkcji organizmu jest efektem chronicznego stresu. A głównym winowajcą jest tutaj kortyzol.’

Kortyzol:
W sytuacji stresu następuje reakcja ciała migdałowatego, które (w dużym skrócie) powoduje wydzielenie przez nadnercza kortyzolu – hormonu, który w zrównoważonym organizmie wspiera procesy metaboliczne, reguluje poziom cukru we krwi i odporność. Niestety, współczesny styl życia sprawia, że powszechnym problemem jest nadmiar kortyzolu. Powoduje to min. :

  • permanentne zmęczenie, które nie ustępuje nawet po dobrze przespanej nocy i odpoczynku

  • przybieranie na wadze (szczególnie tzw. otyłość brzuszna)

  • rozregulowanie cyklu miesiączkowego lub jego brak

  • obniżenie libido

  • zaburzenia tarczycy

  • bezsenność

  • osłabienie odporności/alergie

  • problemy z koncentracją/pamięcią

  • osłabienie mięśni/wydolności/osłabienie

  • potrzeba picia kawy, energizerów, słonych i słodkich przekąsek

Jeśli nasz organizm zbyt długo musi utrzymywać nadnercza w stanie nieustannej gotowości, aby produkowały kortyzol dochodzi do ich wyczerpania. Wyczerpanie nadnerczy to szeroki temat, ponieważ istnieje kilka możliwych dysfunkcji tego organu. Postaram się poświęcić temu oddzielny wpis, ponieważ sama mierzyłam się z tym problemem i bardzo trudno było mi znaleźć pomoc.

I na „deser” odpowiedź na tytułowe pytanie 🙂 Często zdarza się, że instruktorki fitness wcale nie wyglądają jak wyżyłowane gwiazdy Instagramu. Mówiąc dosłownie – miewają nadwagę. Jak to możliwe, skoro kilka godzin dziennie wylewają z siebie hektolitry potu, dźwigają ciężary i jedzą zbilansowane posiłki? Otóż odpowiedź ponownie kieruje nas do kortyzolu. Każdy wysiłek ponad zdolności adaptacyjne organizmu oznacza dla niego stres, a więc wyrzut kortyzolu. Jeśli towarzyszy mu odpowiednia regeneracja wówczas następuje adaptacja do nowych wyzwań : spalenie tkanki tłuszczowej, przyrost masy mięśniowej, poprawa wydolności itp. Jednak nieustanne zmęczenie ciała powoduje wprowadzenie go w stan energetycznej głodówki.  Nasze ciało próbuje nam powiedzieć „ok, skoro mnie tak katujesz, to muszę odłożyć trochę zapasów tłuszczu na lepsze czasy, a na razie pobiorę energię z tkanki mięśniowej”. W efekcie, zamiast fit-sylwetki, pojawia się otyłość brzuszna, problemy ze snem, permanentne zmęczenie, zaburzenia miesiączkowania i oczywiście- brak rezultatów pomimo ciężkich treningów. Dlatego z pomocą przychodzi nam min. joga, gdzie nawet intensywnej praktyce (np. w stylu Asthanga czy  Vinyasa), towarzyszy obniżenie kortyzolu i aktywacja układu przywspółczulnego. Celem jogi nie jest schudnięcie, ale najczęściej jest to „efekt uboczny” praktyki i zrównoważenie układu hormonalnego. Ale to opowieść na kolejny wpis 🙂

Namaste

Kamila

Joga nidra – medytacja dla każdego

Każdy kto próbował medytować, wie, że początki nie są łatwe. Na początku z entuzjazmem siadasz na nowo nabytej poduszce zafu, zapalasz świeczkę i intonujesz w ciszy „so-ham”. Po 3 minutach czujesz, że Twoja lewa stopa zaczyna drętwieć a prawe biodro dziwnie kłuje. Po 10 – jakoś trudno usiedzieć z prostym kręgosłupem i zaczynasz bujać się na boki. Po 15  – boli Cię już każde miejsce w ciele. Marzysz, żeby świeczka podpaliła leżące obok gazety, aby mieć dobry powód do zakończenia tego koszmaru. Czy to znaczy, że nie nadajesz się do osiągania nirwany w pozycji lotosu? Otóż nie 🙂 Ale medytacja jest sztuką, która jak każda umiejętność wymaga treningu i poświęcimy jej więcej uwagi w kolejnym artykule. Jeśli najchętniej medytowałbyś leżąc wygodnie, przykryty ciepłym kocem w ciszy i poczuciu absolutnego komfortu, mam coś dla Ciebie. Joga nidra. Joga snu psychicznego.

Joga nidra jest stanem głębokiej relaksacji. Doświadczeniem, które pionier jogi nidry w Polsce, Lesław Kulmatycki, określał „organicznym doświadczeniem ciszy”. Stanem, za którym każdy człowiek tęskni. Momentem, gdy ogarnia Cię absolutny spokój, gdy czujesz, że możesz poddać się łagodnemu przejściu do świata nocy. W obecnym świecie, gdy nasze zmysły są nieustannie bombardowane bodźcami i żyjemy w nieustannej gonitwie, umiejętność głębokiego relaksu staje się czymś niezbędnym. Niewygody, jakich doświadczamy w trakcie klasycznej medytacji początkowo utrudniają nam wyciszenie. Przewaga techniki jogi nidry polega na tym, że odbywa się w stanie totalnego komfortu dla Twojego ciała i zmysłów. Nie musisz walczyć w bólem kolan czy pleców, tylko od razu wchodzisz w stan odprężenia i kontaktu z prawdziwym sobą. Stąd też moim zdaniem joga nidra wydaje się być bardziej przydatnym narzędziem, przynajmniej na początku naszej podróży medytacyjnej.

  1. Joga nidra vs medytacja. Medytacja jest stanem przytomnego umysłu, gdy obserwujesz wrażenia z ciała, emocje, zmysły starając się w jak najmniejszym stopniu w nie angażować. Joga nidra jest stanem psychicznego snu. Nie oznacza jednak świadomego śnienia. Nie doświadczamy w niej marzeń sennych lecz pozostajemy zanurzeni w ciszy snu głębokiego.

  2. Joga nidra przez starożytnych służyła do doświadczania głębokiego kontaktu ze swoją duszą. Jest jednym z narzędzi służących do powściągnięcia zmysłów (pratyahary). Praktykowana przez mnichów miała pozwolić na dotarcie do swojej samskary i przezwyciężanie karmy. Karma to nasze działania, a samskara – wrażenia i nawyki zakorzenione głęboko w umyśle. Praktyki medytacji mają pozwolić poznać i puścić te elementy samskary, które stale sprowadzają nas na manowce.

  3. Joga nidra dla większości z nas (przynajmniej na początku) będzie jednak formą głębokiego relaksu i refleksji na kilku poziomach:

  • Ciała fizycznego. Co czujesz w ciele w trakcie sesji? Które miejsca czujesz mocniej? Czy są takie miejsca w ciele, do których wcale nie dociera Twoja świadomość? Czy czujesz energię w ciele? Czy w każdym punkcie płynie tak samo?

  • Umysłu: co pojawia się w Twojej świadomości? Czego dotyczą myśl? Czy odczuwasz swój umysł jako harmonijny i spójny? Czy są obszary, do których nie masz dostępu?

  • Ciała vs umysłu: czy dostrzegasz ich połączenie? Czy myśli wywołują odpowiedź w ciele? Jakie sygnały z ciała temu towarzyszą? Gdzie w Twoim ciele mieszka świadomość?

  • Duszy (cokolwiek to dla Ciebie oznacza). Czy czujesz się częścią kosmosu? Czy jesteś wolny czy istniejesz w zależności od czegoś?

  1. Działanie jogi nidry jest udowodnione naukowo (np. tu) W badaniach EEG zauważono, że praktykujący znajdowali się w stanie aktywności fal delta (0,5-4 Hz). Fala delta jest najwolniejszą ze wszystkich fal mózgowych typową dla stany głębokiego snu (Non-rapid eye movement, NREM, SEM). W paśmie Delta uwalniania się hormonu wzrostu i redukcja wydzielania kortyzolu – hormonu kory nadnerczy, odpowiadającego za stres i starzenie się. Rośnie poziom DHEA (naturalny hormon steroidowy) i melatoniny. To dlatego głęboki sen jest zbawienny dla uzdrawiania i regeneracji.  Dlatego po dobrze przespanej nocy czujemy się pełni energii. Dzięki praktyce jogi nidry możemy uzyskać ten stan w każdym momencie, gdy czujemy się wyczerpani.

  2. Jogę nidrę praktykujemy w wygodnej pozycji (zalecana jest leżąca -svanasana) w pomieszczeniu maksymalnie wyciszonym i zaciemnionym, dbając o to by było nam ciepło i komfortowo. Podążamy za instrukcjami nauczyciela. Joga nidra może mieć konkretną intencję, w zależności od celu sesji. Zwyczajowo sesja trwa od 30 do 60 minut. Często zdarza się że mimo starań zaśniemy już po kilku minutach. Nie walczmy z tym, widocznie to było najlepsze, co mogliśmy w tym momencie doświadczyć

Jeśli zaciekawiła Ciebie ta forma medytacji, zapraszam na sesje jogi nidry, które niemal zawsze są obecne w trakcie moich warsztatów 🙂 Możesz także spróbować tej formy relaksacji, którą udostępniłam jako darmowe nagranie na blogu.

Kamila