Zaskakujące powody problemów ze snem🌙🌟 Intymność i upadanie

W ostatnich tygodniach prowadziłam w kilku firmach warsztaty poświęcone tematyce bezsenności. Wielokrotnie rozmawiam z bardzo świadomymi uczestnikami, którzy dobrze znają BHP snu i szkodliwe nawyki, o których wspominałam więcej na blogu w cyklu artykułów o śnie: http://streso-terapia.pl/proste-zamykasz-oczy-i-spisz-jak-wygrac-z-bezsennoscia-cz-ii/ Ale…to nic nie zmienia…

Czytaj dalej Zaskakujące powody problemów ze snem🌙🌟 Intymność i upadanie

Osoby Wysoko Wrażliwe (Highly Sensitive Person) Instrukcja obsługi :) cz. II

Witajcie po dłuższej przerwie spowodowanej moim wyjazdem do miejsca wręcz wymarzonego dla HSP: cisza absolutna, brak nawet śladu zasięgu w telefonie, brak ludzi, radia, telewizji, sklepów, samochodów i innych atrakcji życia codziennego, do jakiego jesteśmy przywykli. W zamian za to zanurzenie w dzikiej przyrodzie (Puszcza Białowieska!), długie spacery, kilka godzin spokojnej jogi i ćwiczeń oddechowych i życzliwi ludzie obok. Mimo, że prowadziłam codziennie praktykę dla licznej grupy sama porządnie się zregenerowałam 🙂 I choć taka deprywacja sensoryczna (jak fachowo nazywamy ograniczenie bodźców) służy każdemu, kto na co dzień żyje w mocnym tempie i w mieście, to dla Osób Wysoko Wrażliwych jest w zasadzie jedyną możliwą drogą odpoczynku, która skutecznie je relaksuje.

Poprzedni wpis o HSP i podzielenie się moim doświadczeniem z życia „nadwrażliwca” spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem z Waszej strony 🙂 http://streso-terapia.pl/czuc-za-mocno-dar-czy-utrapienieosoby-wysoko-wrazliwe-highly-sensitive-person-cz-i/ Dlatego dziś obiecana druga część:jak sobie radzić w życiowej dżungli, jeśli Twój układ nerwowy przypomina sitko do odlewania makaronu i sprawia, że czasami trudno jest Ci wytrzymać ilość bodźców, jakie do niego docierają.

Instrukcja Obsługi HSP:

1. zadbaj o swój sen: porada niezbyt odkrywcza, ale jak to często bywa najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze 😉 W trakcie głębokiego snu nasz organizm przeprowadza szereg procesów naprawczych i regeneracyjnych. Ma to ogromne znaczenie dla naszego mózgu, który wtedy porządkuje i układa informacje pozyskane poprzedniego dnia. Nawet osoby, które mają zrównoważony układ nerwowy po zarwanej nocy mogą czuć się poirytowane, przeciążone i reagować nieadekwatnie do sytuacji. W przypadku do HSP można te reakcje pomnożyć x 10… Ja odkąd pamiętam nie umiem zrywać nocy, następnego dnia czuję się dosłownie jak zombie. Długość snu jest sprawą indywidualną, podobnie jak okna czasowe, w jakich śpimy. Nie zamierzam przekonywać „sów” do chodzenia spać z kurami. Jednak w tradycyjnych systemach medycznych (ayurveda, TMC itp) za najlepszą porę do regeneracji uważa się czas przed północą. Ja jestem totalnym skowronkiem: nic mnie tak nie regeneruje, jak sen pomiędzy g. 21.30 a 5.30. Nawet jeśli wrócę z nocnej imprezy o 2 nad ranem i tak wstanę o świcie. Przestałam już z tym walczyć i zaczęłam o to dbać, bo zauważyłam, że jest to najbardziej podstawowy i skuteczny czynnik, który pomaga mi czuć się dobrze 🙂

2. Zadbaj o swoje odżywianie. Zaskoczeni, wiem :-p Jednak dla HSP utrzymanie stałego poziomu cukru i unikanie gwałtownych spadków energii jest bardzo istotne. Regularne, zdrowe posiłki dają nam wentyl bezpieczeństwa i pomagają zachować kontrolę nad kruchym systemem zarządzania energią życiową i emocjami.

3. Zadbaj o swoją ciszę. HSP mają bardzo wysoką wrażliwość na dźwięki. Nie dla nas regularne chadzanie na koncerty, wizyty w kinie na thrillerach, czy mieszkanie przy hałaśliwej ulicy. Mnie wybudzają najmniejsze dźwięki,a po dłuższym przebywaniu w głośnych pomieszczeniach czuję się zmęczona, poirytowana i niespokojna. Można rozważyć używanie stoperów lub dobrze izolujących słuchawek, które pomogą nam ograniczyć ilość dźwięków z zewnątrz.

4. Zadbaj o swój detoks od bodźców : w przypadku HSP bardzo ważne jest aby codziennie znaleźć kilkanaście minut w ciągu dnia (minimum!) na całkowite odcięcie się od bodźców. Ja lubię kłaść się na 20 minut w jogowej savasanie, przykryć oczy i (jeśli nie mam tego szczęścia, że w pomieszczeniu jest zupełnie cicho) użyć zatyczek do uszu. To bardzo istotne, aby przestymulowany układ nerwowy miał szansę na zresetowanie stanu alarmowego. W pracy też masz wybór. Zamiast stać w kuchni i przeglądać fejsbuka możesz założyć słuchawki z relaksującą muzyką i na 10 minut usiąść w cichym miejscu, najlepiej na świeżym powietrzu.

5. Zadbaj o zwolnienie tempa wykonywanych czynności. Taaak, wiem- większość ludzi jest w stanie zrobić wiele, aby przesuwać opcję „drzemki” w swoim telefonie do oporu 😉 W efekcie wyskakujesz z łóżka już spóźniony i od samego rana dorzucasz sobie stresorów. Polecam wstać te pół godziny wcześniej, otworzyć szeroko okno, poodychać, wypić na spokojnie kawę i sprawdzić, jak ta dodatkowa przestrzeń bez pośpiechu stwarza bufor spokoju na nadchodzący dzień.

6. Zadbaj o kontakt z naturą: im więcej czasu HSP przebywa z dala od zgiełku,tłumów, bodźców i hałasu, tym lepiej regeneruje się układ nerwowy i zwiększa jego wytrzymałość. Nie każdy z nas może teraz wszystko rzucić i jechać w Bieszczady. Ale zamiast wycieczki do centrum handlowego możesz wybrać się do parku…Często sama podróż bywa dla HSP stresująca. Wiadomo: dużo ludzi, pośpiech, hałas i ciągłe zmiany. Ja po kilku latach włóczenia się po świecie (co nadal uwielbiam!) odkryłam,że najlepiej regeneruję się w naszym umiarkowanym klimacie, w dzikich i cichych ostępach przyrody i nie testuję mojego organizmu pod kątem odporności na wszelkie tropikalne bakterie, ekstremalne temperatury i florę bakteryjną z odległej galaktyki. Nie warto jechać pod presją na urlop w tropiki, jeśli Twoje ciałko ma się najlepiej w innych warunkach.

7. Zadbaj o swój limit w kontaktach z ludźmi.: HSP nie jest w stanie robić wielu rzeczy na raz. Jest nam też bardzo łatwo „przeładować się” emocjonalnie. Często odczuwamy mocniej i głębiej to, co dzieje się z innymi i ludzkie historie zostają przy nas na dłużej. Z szacunku dla siebie i innych nauczyłam się trudnej sztuki rezygnacji. Nie mogę po kilku godzinach prowadzenia zajęć i bycia z ludźmi pojechać prosto na hałaśliwą imprezę i przekrzykiwać tłum rozmawiając ze znajomymi. Dlatego zmniejszyłam ilość prowadzonych przeze mnie zajęć i zaczęłam otaczać się ludźmi, których obecność wpływa na mnie kojąca i czuję się przy nich swobodnie i spokojnie. Czasami bywa to ciężkie, ale zdarza mi się napisać do przyjaciółki „przepraszam, ale dziś już jestem totalnie przeładowana, nie mam przestrzeni na rozmowę. Czy możemy się usłyszeć jutro?”. To dbanie o swoje granice pozwala mi być w pełni dla innych z uszanowaniem moich możliwości.

8. Zadbaj o samego siebie. Bycie HSP nie zwalania Ciebie z wzięcia odpowiedzialności za swoje emocje 🙂 Dla mnie praktyka jogi, medytacji czy uważności to podstawowy mechanizm regulacji emocjonalnej i fizycznej. Jestem w stanie dużo szybciej zauważyć, kiedy zbliżam się do swojej granicy i po powrocie do domu padnę, lub (gorszy wariant) z przebodźcowania nie będę mogła zasnąć. Jeśli jest Ci naprawdę trudno nauczyć się swojej instrukcji obsługi to warto spotkać się z terapeutą, który Ciebie wesprze.

Na zakończenie dodam, że bycie wysoko-wrażliwcem bynajmniej nie czyni z nas bezwolnych odludków. Bardzo wielu HSP jest jednocześnie ekstrawertykami (ja!), uwielbia kontakt z ludźmi (ten bonus w postaci dużej empatii) i ekspozycję społeczną. Ale bez umiejętności zarządzania swoją codziennością bardzo łatwo jest stracić równowagę i wyczerpać swoje zasoby sił. Dlatego dbajcie o siebie drogie HSP, a jeśli macie kogoś bliskiego o takiej urodzie układu nerwowego, to bądźcie wyrozumiali. Ludzie o wysokiej wrażliwości to dar dla tego pędzącego, często brutalnego świata.

Kamila

8

Lęk. Twój dobry przyjaciel w nieładnym przebraniu.

Lęk. Chyba nie ma zbyt wielu ludzi,którzy przyjmują go z otwartymi ramionami. Zaciśnięte gardło, spocone dłonie, mętlik w głowie, ból brzucha, płytki oddech… I wiele innych sygnałów od nieproszonego gościa, którego najchętniej wyrzucilibyśmy za drzwi zanim zdąży zapukać. Ale on bywa uparty. Zatrzaskujesz drzwi, ale on i tak potrafi wślizgnąć się uchylonym oknem w środku parnej, lipcowej nocy, kiedy teoretycznie „wszystko jest w porządku”. 


Lęk był moim towarzyszem przez sporą część mojego życia. Przez wiele lat nie pozwalał mi zasnąć, a jednocześnie nie pozwalał się w pełni obudzić na to, co nazywamy życiem. Na zewnątrz byłam dzielną i silną dziewczyną. Pracowałam jako nurek, dźwigałam ciężary, włóczyłam się z plecakiem po kole podbiegunowym, wbijałam czekan w śnieg na lodowcu. Ale w środku było we mnie pełno lęku. Nieproszony gość, który pojawiał się  w bliskich relacjach, w podejmowanych decyzjach i obawach o moje zdrowie. Często zupełnie nieadekwatny do sytuacji. Zwykła wymiana zdań z ukochaną osobą potrafiła spowodować u mnie wewnętrzną panikę. Zazwyczaj uciekałam. Kończyłam relacje, zmieniałam miejsce pobytu, podejmowałam kolejne studia, kolejne stypendia, podróżowałam. Byle nie czuć.

Dopiero niedawno poczułam jak wielkim darem w moim życiu jest lęk. Posłańcem, który z niespotykaną cierpliwością wsuwa w moje drzwi karteczki z informacją, które części mnie domagają się zauważenia i uzdrowienia. Przestałam go odpychać. W końcu niechętnie poszłam do kuchni, zaprosiłam go do stołu i zaparzyłam herbatę…Pozwoliłam mu mówić. Zaczęłam słuchać jego opowieści. Powoli zaczęłam rozumieć. Usłyszałam głos małej, wystraszonej dziewczynki, która kiedyś bardzo się bała. Pozwoliłam jej być słabą. Bo jak być silną ona wiedziała doskonale.

Nie jest to jednak łatwy proces. Nasza kultura nie przepada za wrażliwością, emocjonalnością i przyznaniem się do słabości. Nie lubi tez dyskomfortu. Preferujemy klimatyzację, miękkie fotele, wygodne samochody. Kiedy coś nas boli łykamy „tabletkę”- może jakieś leki, może kilka szklaneczek dobrego alkoholu dla rozluźnienia,  może kolejna powierzchowna relacja dla zabicia samotności. Ale ból nie znika, on wciąż  tam jest. Bywa że niespodziewanie wybuchnie w postaci ataku paniki, kiedy sam w środku nocy będziesz jechać ciemnym tunelem na autostradzie. I wtedy część z nas pobiegnie do psychiatry po leki, żeby „TO” już nigdy więcej się nie powtórzyło. 

Ale paradoksalnie „TO” jest darem. I tylko kiedy pochylimy się nad swoim lękiem, damy mu szansę mówić możemy dotrzeć do jego źródła. Ale do tego konieczny jest czas. Ograniczenie bodźców, pobycie ze sobą w ciszy, w tej przestrzeni gdzie wcale nie jest miło i wygodnie. 


Moja droga do oswajania leku wiedzie różnymi ścieżki. Celowo piszę w czasie teraźniejszym, bo choć zaprzyjaźniłam się z lękiem i mam wrażenie, że teraz mamy całkiem dobrą relację, to na pewno trzeba o nią dbać całe życie 🙂

– joga uczy mnie nieoceniania. Jest jak jest na ten moment, inaczej teraz nie będzie. I to jest ok.

-medytacja: bycia w perspektywie obserwatora, a nie aktora. Zrozumienia że moje myśli to tylko myśli, niekoniecznie fakty.

– psychoterapia: wyrażania wszystkich emocji,także smutku, gniewu i rozpaczy. Czerpania siły ze swojej wrażliwości

– Somatic Experiencing (metoda terapii traumy, jaką studiuję) pokazuje, że lęk często bywa po prostu niedokończoną reakcją naszego układu nerwowego i mamy metody, żeby go uwolnić. To, że teraz jest trudno, to wcale nie oznacza, że tak będzie zawsze 🙂

– praca z ciałem (psychoterapia metodą A. Lowena, Trauma Release Excercises, tantra, medytacje aktywne Osho, choeroterapia, Integracja Strukturalna) pozwoliły mi wykrzyczeć, wyskakać, wytrząść zablokowane emocje

-praca z tradycyjną medycyną pokazuje mi, że czasami coś we mnie musi umrzeć, żeby przyszło nowe, ale to wcale nie oznacza mojego końca 

-podróże w odległe rejony pomagają tolerować dyskomfort- upał, zimno, wilgoć, monotonnie, zmęczenie 

Przede wszystkim moimi najlepszymi nauczycielami są bliscy ludzie. Bo jeśli lęk powstał właśnie w pierwotnej relacji,w dzieciństwie to nigdy nie uleczysz go w samotności. Więc wdzięczna jestem za te wszystkie momenty w relacjach , kiedy musiałam się z nim skonfrontować.


Mój ostatni tydzień, kiedy zniknęłam zupełnie z  zasięgu to był również czas konfrontowania się z lękiem. Z lękiem wysokości w trakcie wspinaczki (patrz zdjęcie ;-). Z lękiem przed spotkaniem ze swoim cieniem, kiedy przez wiele dni dzielisz z kimś maleńką przestrzeń i tak łatwo o irytację. Z lękiem przed zmęczeniem, płytkim oddechem, ograniczeniami ciała, ostatnim podciągnięciem które dzieli Cie od szczytu. Dyskomfortem w każdym wydaniu. Ale czasami mam wrażenie, że dopiero kiedy dotykam tej swojej granicy, gdzie (choćbym chciała) nie mam już sił udawać pojawia się prawda i uzdrowienie. 

Dedykuję ten wpis wszystkim, którzy mierzą się z lękiem. Z podziękowaniem dla ludzi, którzy wytrącają mnie ze strefy komfortu, a jednocześnie uczą mnie bezwarunkowej miłości .I wiece co? Jestem bardzo dumna z tych, którzy potrafią pokazać swoją słabość. Bo trzeba mieć dużo odwagi, aby pozwolić się sobie bać.

Love  & Light
Kamila 

ps. jeśli interesuje Was temat radzenia sobie z lękiem od strony terapii i pracy z układem nerwowym zajrzyjcie do wpisu: http://streso-terapia.pl/kiedy-twoim-zyciem-rzadzi-lek-jak-cialo-uczy-sie-bac-wlasnych-mysli/

W oczekiwaniu na lajka. O (moim) uzależnieniu od mediów społecznościowych.

Prolog:

Sahara. Wokół nas niekończące się po horyzont wydmy. Cisza, niezmącona szelestem liści i odgłosami ptaków, aż boli. W oddali rysują się góry, granica między Marokiem a Algierią. Jesteśmy zanurzeni w nicości, w oderwaniu od cywilizacji. Czasami nie ma prądu, czasami nie ma wody. Ale… jest zasięg. Jest internet. Ach, no i jest Facebook. Przy porannej kawie siedzimy my- Agata, która świadomie zrezygnowała z pracy w warszawskiej korporacji i wybrała życie na pustyni. I ja, autorka Stresoterapii, która za swoją misję uznała wspieranie innych w poszukiwaniu wewnętrznej ciszy, spokoju i równowagi. Obie – przeładowane bodźcami miejskiego pędu, przytłoczone atmosferą i bezcelowością etatowej pracy, tęskniące za spokojem, oddechem i naturą. Siadamy więc przy stole i…

ja: Agatko, a masz może internet?Ja tylko coś sprawdzę na szybko.

Agata: już udostępniam, potrzebuję odpisać na maile gościom

ja: O, zobacz, ile mamy polubień pod naszym zdjęciem!

Agata: Super, daj oznaczę u siebie!

Mija 45 minut, a my- które podłączyły się „na chwilę” do sieci orientujemy się, że gapimy się w ekrany smartfonów, choć przecież po to wylądowałyśmy na pustyni, żeby od tego się odciąć. Żeby nie było: obie dostrzegamy ten paradoks- uciekając przed wirtualnym życiem i nadmiarem pracy dla kogoś, nagle pracujemy więcej i dłużej- wisząc na mailu i fb. Z tą różnicą, że teraz pracujemy dla siebie, więc teoretycznie to nasza decyzja, ile czasu na to przeznaczymy… Teoretycznie. Jeśli same prowadzimy swój fun-page, publikujemy, wpisy, artykuły (ja), rezerwacje (Agata), odpowiadamy na maile. Social Media są bezlitosne: nie jesteś aktywny? Nie istniejesz. Eksperci doradzają „minimum jeden wpis dziennie, najlepiej w konkretnych godzinach, odpowiadaj jak najszybciej, zaskakuj użytkowników, zachęcaj do interakcji. Jak nie-klienci pójdą gdzie indziej.” No tak. Misja i pasja to piękna rzecz, ale przed materią nie uciekniesz. Przecież jakoś potrzebuję informować ludzi o tym, co robię. Przecież nie chcę rezygnować z mojej ścieżki i wrócić do pracy, która mnie nie cieszy. Tak to sobie tłumaczyłam.

Ocho. Aż w końcu do mnie dotarło, że to hipokryzja. Że jestem tak samo uzależniona od dopaminy na widok lajków pod moim postem, jak inni od polubeń swoich zdjęć bez koszulki na siłowni .To prawda-to, co piszę i tworzę płynie ze szczerej intencji wspierania innych. Dzielę się tym w mediach społecznościowych, ponieważ to najbardziej efektywny i darmowy kanał, jaki mam do dyspozyji. Ale czy na pewno darmowy? Czy nie płacę za to nieustanną presją odpowiadania na komentarze? Czasem i energią, jaki poświęcam na obecność w wirtualnej rzeczywistości?

Let’s be honest 1

Social media to nie organizacja charytatywna. Nad tym, żebyśmy nie mogli oderwać się od ekranu, pracuje sztab ludzi. Interfejs jest tworzony w taki sposób, aby uzależnić od ciągłej potrzeby scrollowania. Nie, to nie są tajemne i podstępne sztuczki. To prosty algorytm, wykorzystujący działanie naszego mózgu. Kiedy widzimy pozytywne komentarze czy lajki pod postami, pobudza to nasz układ nagrody- bardzo pierwotny mechanizm układu limbicznego. Mózg uwalnia zastrzyk dopaminy, a my czujemy przyjemne pobudzenie. W ten sposób ewolucja chce zwiększyć szansę powtarzania zachowań potencjalnie korzystnych dla organizmu. Aza Raskin, twórca funkcji scrollowania, stwierdził – „To tak jakby wziąć „behawioralną kokainę” i po prostu pokryć nią cały interfejs. To rzecz, która sprawia, że znów wracasz, i wracasz, i wracasz.” Niestety, tak jak z każdym uzależnieniem z upływem czasu układ nerwowy potrzebuje coraz większej dawki bodźców, aby uruchomić mechanizm przyjemności. Inżynierowie od social mediów szukają więc coraz to nowych pomysłów, które nas przyciągną: transmisje on-line, wspólne oglądanie, odświeżanie wspomnień, idiotyczne zestawy gotowych pytań do podzielenia się na swoim wall’u (wybaczcie, ale naprawdę kogoś interesuje, co najbardziej lubię jeść na śniadanie?!) to tylko niektóre przykłady. Acha, nie zastanowiło Was przypadkiem, dlaczego sieć podsuwa nam reklamy idealnie wpasowujące się w to, czym się interesujemy i potencjalnie możemy kupić? Temat danych, jakie są gromadzone na nasz temat, to historia na książkę. A może kryminał.

Jeśli łapiesz się na tym, że po wrzuceniu nowego postu co chwilę sprawdzasz, ile przybyło Ci lajków i odczuwasz smutek, gdy jest ich niewiele- to prawdopodobnie masz problem.

Let’s be honest 2:

Obraz jaki kreujemy w sieci jest często nieprawdziwy. I przez to tak kuszący. Rzadko kiedy wrzucamy zdjęcia, na których wystaje nam brzuch po wszamaniu wielkiej pizzy, czy relacje z rodzinnej awantury przy świątecznym stole. Na wirtualnej scenie łatwiej koloryzować i odstawiać teatr z doskonale wyrecytowaną przez nas rolą. Ten sztucznie tworzony wizerunek bywa niebezpieczny- również dla innych, którzy nabierają przekonania, że wszyscy wokół mają idealne życie, perfekcyjne ciało i same sukcesy na koncie. W ekstremalnych sytuacjach niektórzy zaczynają unikać realnych kontaktów, w obawie przed zdemaskowaniem.

Let’s be honest 3:

Media społecznościowe przesuwają szybko granice prywatności. Ile obcych osób zaprosiłbyś do domu, aby pokazać, co zjadłeś dziś na fit-lunch? Ilu osobom pochwaliłabyś się, że oświadczył Ci się ukochany? 3? 10? A jeśli masz na Facebooku 3 tysiące znajomych? Hmm? Szczególnie nastolatki ze swoją chwiejną tożsamością narażone są na cyberprzemoc. Kiedy ktoś gnębi Cię na szkolnym boisku widzi to kilka osób. Kiedy ktoś poniża Ciebie w sieci- nawet kilka tysięcy. Łatwo sobie wyobrazić, jak potężny ładunek emocjonalny niesie to dla użytkowników. Narastająca fala depresji, prób samobójczych spowodowanych właśnie nienawiścią w wirtualnym świecie jest smutnym dowodem 🙁

Let’s be honest 4:

Możesz mieć 5 tysięcy znajomych na fb i 100 tys.obserwatorów na Insta, ale czuć się samotnym do szpiku kości. Nic nie zastąpi prawdziwego, namacalnego kontaktu z drugim człowiekiem. Natura ukształtowała nas jako istoty społeczne. Mamy neurony lustrzane i empatię. Tulenie, patrzenie w oczy, głaskanie- to ewolucyjne mechanizmy, które podnoszą nam w organizmie poziom oksytocyny, serotoniny, obniżają poziom kortyzolu i adrenaliny. Jednym słowem obecność drugiego człowieka jest dla nas lecząca, kojąca. Dobra. Ale na to potrzebny jest czas. Uważność. Odłączenie się od wszystkich dystraktorów. Nie wiem, jak kształtują się dane w Polsce, ale amerykańska agencja marketingowa Mediaix wyliczyła,że przeciętny człowiek poświęca na media społecznościowe ponad 5 lat swojego życia…

Epilog:

Zanim zaczęłam prowadzić swojego bloga, fun page i Instagram nie miałam nawet smartfona, tylko starą Nokię (bez opcji internetu). Moje prywatne konto na fb było martwe i wcale nie było mi z tego tytułu smutno. Nikt nie wiedział, kiedy się zaręczyłam (ani z kim), ani kiedy się rozstałam. Jednak odkąd zaczęłam samodzielnie prowadzić swoją firmę media społecznościowe stały się moim kanałem komunikacji. Z 200 „znajomych” dzisiaj mam 1500 i byłoby więcej, gdyby nie to,że przestałam akceptować 90 % zaproszeń. Nie, nie zamierzam zrezygnować w prowadzenia fun page’a. Sama decyduję. co publikuję i co uważam za wartościowe. Sama też obserwuję inne strony, śledzę interesujące mnie wydarzenia. Czasami naprawdę znajduję mądre i inspirujące treści. Nie demonizuję. Ale czy naprawdę do tego niezbędna jest nieustanna obecność?

Dlatego postanowiłam, że w weekendy nie będzie mnie już w mediach społecznościowych. Będę dostępną pod mailem kamila@streso-terapia.pl- to część mojej pracy i jeśli organizuję np. weekendowe warsztaty, to z szacunku dla uczestników, będę odpowiadać w tym czasie na Wasze pytania. Odinstalowuję facebooka z mojego smartfona. Kiedy będę stać na przystanku zamiast scrollować fb pogapię się w niebo. Do pracy w social mediach będzie służył mi laptop, albo tablet- gdy pracuję będąc w podroży. Moich bliskich znajomych, którzy mają mój numer proszę o kontakt telefoniczny. Bardzo chciałabym ograniczyć ilość wirtualnych rozmów z ważnymi ludźmi. Bo sama bardzo nie lubię w życiu hipokryzji, a czuję, że Stresoterapia sama zmierza do tego. jeśli chodzi o zarządzanie swoją obecnością w sieci. Let’s be honest.

Love and light

Kamila