To, co jest- po prostu jest. O sztuce mądrej akceptacji

Moje urodziny uczciłam 30 km. spacerem brzegiem naszego cudownego Bałtyku. Pod koniec drogi zaczęła mnie mocno boleć stopa. Pomyślałam, że to normalny efekt kilku godzin marszu po piasku. Jednak kolejnego dnia wcale nie było lepiej. A dziś, kiedy miałam zamiar naładowana morską energią i jodem wskoczyć na matę, pobiegać, nagrać jogową lekcję- leżę z lodem na nodze. Obstawiam zapalenie rozścięgna podeszwowego. Dość lipna kontuzja. Szczególnie dla kogoś, kto kilka godzin dziennie pracuje fizycznie i zdecydowanie potrzebuje stabilnej i mocnej podstawy. Po wielu godzinach jazdy kiedy zmęczona wróciłam do Warszawy i marzyłam o łóżku- moje auto odmówiło współpracy. Kolejnego dnia spędziłam kilka godzin na załatwianiu lawety i transportu, skacząc na jednej nodze. Odwołałam długo wyczekiwane spotkanie z przyjaciółką. W warsztacie okazało się że auto z niewiadomych powodów odżyło i w zasadzie cała akcja była zbędna. Po powrocie do domu zabrałam się za nadrabianie zaległości w pracy- pisania zaległych materiałów. I wtedy mój laptop pokrył ekran nieprzeniknioną czernią. Standardowa akcja pt. „miałam zrobić back-up dokumentów, ale ciągle nie mogłam się zebrać.

Kiedyś zapewne mocno bym się zirytowała. Kierowała pytania do ekipy na górze dlaczego w moje urodziny zafundowało mi taki urodzinowy prezent. Szczęśliwie po wielu latach tracenia energii na tego typu rozważania zmieniłam strategię 😉 Odkąd staram się akceptować to, co mi się przydarza, jest mi dużo lżej. Jak mawia jedna z moich nauczycielek jogi „żaden płatek śniegu na tym świecie nie spada w przypadkowym miejscu”. Dlatego dziś wpis o jednym z najskuteczniejszych sposób na ulżeniu sobie- świadomej i mądrej akceptacji.

„Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.”

Ten cytat jest dla mnie kwintesencją sztuki mądrej akceptacji. Nie jest to umiejętność z którą przychodzimy na świat. Kiedy dorastamy spotykamy się często z wzorcami zachowania, które nam w tym nie pomagają. Jesteśmy wychowywani w kulturze rywalizacyjnej, gdzie wygrywają najsilniejsi. Sama kiedyś mocno boksowałam się z życiem i wydawało mi się, że tylko walka jest strategią umożliwiającą przeżycie. Hahaha, teraz już wiem, że sama idea walczenia z życiem jest z góry skazana na porażkę! Zaprzeczając rzeczywistości tracimy energię. Energię, którą można mądrze zainwestować w poszukiwanie rozwiązania i zadbanie o swój spokój. Jak więc ulżyć sobie i innym w pogodzeniu się z życiem?

  1. ZAAKCEPTUJ SYTUACJĘ. Nie oznacza to, że masz biernie czekać. Mądra akceptacja oznacza zadanie sobie pytania jaki mam wpływ na to, co mi przeszkadza?Co musiałoby się stać, aby w tej sytuacji było lepiej? Czy w ogóle mogę coś zmienić? Jeśli tak, co jest mi potrzebne,żeby działać? Widząc już kierunek, łatwiej o podjęcie decyzji.

  1. ZAWSZE MASZ WYBÓR. Często wydaje nam się,że sytuacja jest bez wyjścia. Ale to nieprawda! Pomiędzy czernią a bielą jest wiele odcieni szarości. Może nie mogę z dnia na dzień rzucić pracy, ale mogę porozmawiać z szefem o zmianie zakresu obowiązków?Może nie dam rady chodzić 3 x na jogę do szkoły, ale mogę 15 min. wcześniej wstać i zrobić kilka głębokich oddechów?

    3. Tak, to prawda. CZASAMI NIE MASZ WPŁYWU na czynniki zewnętrzne. Ale wciąż MASZ WYBÓR, jak ZAREAGUJESZ na sytuację. To nie wydarzenia nas stresują, lecz to jak je wartościujemy. Każda nasza reakcja emocjonalna wywołuje odpowiedź organizmu. Dla naszego mózgu nie ma różnicy pomiędzy wyobraźnią a rzeczywistością. Za każdym razem będzie uruchamiał cały szereg reakcji mobilizujących Ciebie do walki-wyczerpując coraz bardziej ciało.

    Pomiędzy Twoimi emocjami a faktami jest taka piękna przestrzeń, która nazywa się WOLNOŚCIĄ. Jest wiele sposobów na jej tworzenie. Joga,medytacja, mindfulness, wszelkie wolne od rywalizacji i autoteliczne czynności jak np. zabawa z dziećmi to czas, kiedy jesteś w tu i teraz.

    4. Mądra akceptacja pomaga ODUCZYĆ SIĘ SŁOWA „POWINNI”. „Inni powinni coś zrobić”,”coś powinno się wydarzyć””oni powinni się zachować”. Oczekiwanie, że będzie nam dobrze, kiedy ktoś lub coś się zmieni to słaba strategia. Wiedzie do frustracji lub manipulowania innymi, aby zmieniali się pod nasze dyktando. Mądra akceptacja polega na POSZANOWANIU PRAWA INNYCH DO BYCIA TAKIMI, JAKIMI SĄ. Oczywiście, warto mówić ludziom o swoich potrzbeach i stawiać granice, ale bez ukrytej intencji, aby kogoś ulepić według swoich wyobrażeń. Jeśli coś nam nie pasuje mamy zawsze prawo odejśc od kogoś lub opuścić miejsce, jakie nam nie służy.

    5. NIE SZUKAJ AKCEPTACJI U INNYCH. Uff. To chyba najtrudniejsze. Rodzice chwalili Ciebie tylko za 5 w szkole i za grzeczne zachowanie? Trener za zrzucenie 3 kilo? Teściowa za porządek w jadalni i uprasowane koszule dla jej synka? A gdyby tak zaakceptować, że jesteś całkowicie w porządku i nie potrzebujesz uznania nikogo z zewnątrz, aby odzyskać swój spokój i poczucie własnej wartości? Wtedy automatycznie dajesz też prawo światu i innym do bycia ok, takimi,jakimi są. Zdejmujesz z siebie ciężar dostosowywania się do innych. Uniezależniasz swój spokój od uznania otoczenia.

    6. ZAUFAJ. Na pewno zdarzyła Ci się sytuacja,która początkowo wydawała się negatywna, a finalnie okazała się zbawieniem. Niektórzy np. spóźnili się na samolot, który się rozbił… Nigdy nie wiesz, co mogłoby się wydarzyć, gdybyś za wszelką cenę walczył z realiami. Ja uczę się ufać światu. Konsekwentnie realizuję swoje plany,ale kiedy ewidentnie coś nie wychodzi-odpuszczam. I nad wyraz często okazuje się, że problem sam się rozwiązuje w zaskakujący sposób 🙂

Sztuka akceptacji jak sama nazwa wskazuje jest pewnego rodzaju dziełem. Dziełem, które sami tworzymy lub niszczymy. Jeśli chcesz być radosnym, pozytywnym, uśmiechniętym człowiekiem to…po prostu bądź! Bez czekania,aż ktoś lub coś Ci to zagwarantuje. I któregoś dnia,bez żadnych oczekiwań, będziemy mogli powiedzieć komuś tak jak Puchatek do Prosiaczka:

„Jaki dziś dzień – zapytał Puchatek, dziś – odpowiedział Prosiaczek, na to Puchatek – to mój ulubiony dzień” A. Milne

Namaste
Kamila

Ja i moje ciało. Kim dla siebie jesteśmy?

Zastanawialiście się kiedyś, jaka jest najważniejsza relacja w naszym życiu? Mąż, żona, dziecko? Przyjaciele? Rodzice? Nie. Najważniejszą relacją w naszym życiu jest relacja z naszym ciałem. To od niej zależy zdrowie fizyczne i psychiczne, a więc jakość całego naszego życia. Rodzimy się bez świadomości naszego ciała. Kiedy rośniemy uczymy się, czym jest dotyk, jakie są nasze granice. Czasami mamy go zbyt mało, czasami za dużo. W oparciu o nasze doświadczenia z dzieciństwa nabywamy pewien rodzaj relacji z naszym ciałem. Czasami jest to piękny stan akceptacji i życia w harmonii. Dużo częściej jest to jednak odrzucenie, obrzydzenie, lekceważenie a czasami nawet nienawiść. Dopóki nie zaakceptujemy swojego ciała dopóty będzie ono spięte, zaniedbane, zestresowane i obce. Będzie chorować. Będziemy ćwiczyć na siłowni, a ono dalej nie będzie wyglądać jak z okładki Men’s Health. Będziemy stosować cudowne diety, a ono wciąż będzie o te kilka kilo do przodu. Proces odrzucenia ciała oznacza odrzucenie siebie. Szczególnie widoczny jest u kobiet, ponieważ na nas wywiera się dużo większą presję dotyczącą wyglądu. Rzadko kiedy pamiętamy, że modelki na zdjęciach są poddawane retuszowi albo przynajmniej fotografowane w taki sposób, aby zamaskować ich niedoskonałości…

Tymczasem w trakcie moich podróży obserwuję różne wymiary kobiecości. I te najpiękniejsze cechuje jedno- akceptacja. Kobiety w Azji rzadko kiedy się malują, za to dużo się śmieją, tańczą i poruszają biodrami. Noszą luźne spódnice i kolorowe sukienki.  Ich brzuch służy do oddychania, przyjemności i dawania życia, nie do permanetnego zamęczania go ćwiczeniami. Większość tancerek na Wschodzie ma miękkie i falujące brzuchy. Trudno wyobrazić sobie taniec brzucha bez jego obecności. Kiedy wracam do Europy, a Polski- w szczególności, widzę wiele naprawdę pięknych i zgrabnych kobiet. Zadbanych, umalowanych i świetnie ubranych. Tylko często w nich nie ma życia. Poruszają się sztywno, jak w klatce stworzonej z kompleksów, odrzucenia i presji społecznej. Nie wiem, jak odczuwają to mężczyźni, ale zapewne im też nie jest lekko spełniać społeczne standardy i akceptować swoje ciało, choć podejrzewam, że jednak mają mniejszy problem.

Niektórzy z nas traktują swoje ciało jak nieposłusznego zwierzaka: tresują, karcą, rygorystycznie trzymają się diety lub nie dają sobie prawa do odpuszczenia treningu, kiedy są bardzo zmęczeni. Wiecie, jak zachowuje się pies, którego nikt nigdy nie głaszcze i wiąże na łancuchu? Dokładnie tak samo odczuwa to nasze ciało… Jest też druga strona medalu- odrzucenie. Skoro brzuch za gruby, cellulit na udach, mięśnie za małe, to lepiej w ogóle się ciałem nie zajmować. W końcu nie dotykasz czegoś, czego się brzydzisz. W oby warianatch nasze ciało usycha, marnieje; staje się coraz mniej zdolne do czerpania z życia radości i przyjemności.

Dlaczego o tym piszę właśnie dziś? Z dwóch powodów. Jeden osobisty. Drugi- zawodowy 🙂 Za kilka dni skończę 33 lata. I nigdy tak dobrze nie czułam się w swoim ciele. Choć 10 lat temu byłam o te 10 lat młodsza, szczuplejsza i moje ciało też wyglądało inaczej. Ale czy lepiej? Nie sądzę. Choć zawsze byłam wysportowana i miałam całkiem niezlą sylwetkę, to nie akceptowałam swojego ciała.  Traktowałam je jak maszynę do spełniania okreśłonych zadań. Ignorowałam jego gorsze momenty, nie potrafiłam się o nie zatroszczyć. Potrafiłam po treningu wymiotować ze zmęczenia i uważałam, że to „nagroda” za dosadne dociśnięcie organizmu. Pewnym punktem zwrotnym był czas, kiedy problemy z kręgosłupem nasiliły się tak bardzo, że nie mogłam już normalnie funkcjonować. Każdy dzień rozpoczynał się i kończył przeszywającym bólem. Wiele miesięcy rehabilitacji i czekania z nadzieją na moment bez bólu sprawiły, że doceniłam to co mialam. Sprawne i zdrowe ciało. Aleksandra Stec autorka pięknego bloga kiedyś napisała:”Myślę, że człowieka łatwo uszczęśliwić, wiesz. Wystarczy zabrać mu coś, co było jego, a później mu to oddać. I nagle okazuje się, że miał wszystko. Kiedy jestem w stanie znowu wejść na matę, biegać czy choćby podróżować wiele godzin na siedząco bez bólu to mam wrażenie, że nic mi więcej nie potrzeba, aby wyrazić wdzięczność swojemu ciału i sobie. Za to, że po prostu jest i umożliwa mi doświadczanie życia w każdym jego aspekcie.

Drugi powód jest związany z moją pracą. Doświadczenia w pracy psychologa i nauczycielki jogi coraz wyraźniej pokazują mi, że ciało i nasze emocje są ze sobą nierozerwalnie połączone.  Powięź – tkanka łączna, która otacza wszystkie struktury w naszym ciele magazynuje wszelkie emocje i traumy- również te, które chcieliśmy wyprzeć. Bóle kręgosłupa, sztywność mięśni, stany zapalne w organiźmie nie pochodzą tylko od złego stylu życia i godzin przesiedzianych przed komputerem. Są także wynikiem nie stawiania granic w naszym życiu, mówienia „tak” kiedy wszystko w środku krzyczało „nie”. Pozwalania innym decydowania o sobie, ignorowaniu swojego prawa do odpoczynku i wyborów swojej drogi życiowej. Wszytskie te momenty, kiedy chieliśmy tupać nogami ze złości albo okładać kogoś pięściami- zostają w naszym ciele uwięzione. Dlatego wchodząc głębiej w pratykę jogi czasami przypominają nam się zupełnie bez powodu jakieś sytuacje. Albo odczuwamy emocje, które nie mają uzasadnienia w rzeczywistej chwili. Choć bywa to niepokojące, to jest dla nas dobre i oczyszczające. Poruszając ciało zawsze poruszamy też to, co w nim schowane. Jeśli pozwalamy sobie raz jeszcze na przeżycie niewyrażonych uczuć, to zdejmujemy z siebie ogromny ciężar.

Praca ze stresem nie może odwrócić się od ciała. Dzieci, zanim dorośli zaczną je socjalizować mówiąć „nie wypada, nie wolno, nie można”, wyrażają emocje całymi sobą. Krzyczą, płaczą, smieją się, skaczą, kopią, rzucają się na podlogę i walą rękoma w ziemię. W ten sposób insynktownie uwalniają napięcie i neutralizują fizjologiczny efekt hormonów stresu. Jako dorośli ze względów społecznych rzadko kiedy możemy pozwolić sobie na taką ekspresję, choć byłoby to dla nas dobre. Jednak trudno byłoby rzucać laptopem o ziemię na widok maila od szefa lub kijem baseballowym potraktować telefony w call center 😉 Dlatego musimy zadbać o to, aby na bieżąco uwalniać nasz organizm ze stresu. Po pracy zapewnić sobie chociaż kilkanaście minut intensywnego wysiłku, najlepiej nienastawionego na żaden wynik. Idealnie, jeśłi udałoby się nam też swobodnie wzdychać lub krzyczeć. Do krzyczenia świetnie nadaje się samotna jazda samochodem autostradą. Polecam 🙂  Na  tym polegają min. ćwiczenia w metodzie Lowena, TRE( Trauma Release Excercises) czy medytacje aktywne Osho, które skutecznie niwelują skutki stresu. O naukowym uzasadnieniu tego procesu pisałam więcej w tym  artykule.

Coraz więcej pracy z ciałem pojawia się na moich antystresowych warsztatach. Czasami sama jestem zaskoczona z jaką otwartością i ciekawością pracownicy firm wchodzą w tak wyraziste ćwiczenia. Kiedy minie moment pierwszego skrępowania domagają się nawet więcej np. rąbania drewna na kolanach 🙂 Niebawem planuję nagrać na you tube przykłady takich ćwiczeń. Często trudno jest jednak pozwolić sobie na taką ekspresję w ciele, jeśli go nie akceptujemy…  Dlatego jeśli macie chwilę- spróbujcie przyjrzeć się temu, o co prosi Wasze ciało i napiszcie list. List od ciała do Was. Co mogłoby chcieć przekazać, gdybyś zadał sobie te pytania?

*co Twoje ciało czuje?

*czym je krzywdzisz?

*za co jest Ci wdzięczne?

*co je cieszy a co smuci?

*kiedy jest mu z Tobą najtrudniej?

*o co chciałoby poprosić?

Dzięki temu prostemu ćwiczeniu możemy dowiedzieć się bardzo wiele o tym, jaką mamy relację ze swoim ciałem i rozpocząć proces troszczenia się o nie. Kiedy kochasz siebie, dajesz sobie i światu odetchnąć 🙂

Namaste, Kamila

 

Rozciąganie na macie, czy praktyka jogi? Po czym poznać, że praktykujesz jogę, a nie gimnastykujesz ciało :)

Każda asana to pozycja wykonywana z odczuciem stabilności, zrównoważenia, i wytrwałości w ciele: życzliwości w inteligencji głowy oraz uważności i zadowolenia w inteligencji serca. Oto jak jak należy rozumieć, praktykować i doświadczać każdej asany. Wykonanie asan powinno być odżywcze i oświecające. ~BKS Iyengar

Kiedy prowadzę zajęcia w grupach początkujących i przychodzą nowe osoby zazwyczaj przestawiają się: „cześć, mam na imię X i jestem zupełnie nierozciągnięty. Będę sobie ostrożnie ćwiczyć w kącie”. Ewentualnie „przyszłam na zajęcia, bo bardzo sztywna jestem i plecy mnie bolą” 🙂 Dla osób spoza jogowego świata joga oznacza ćwiczenia rozciągające, ewentualnie jakieś kadzidełka i „om” śpiewane nie wiadomo w jakim celu 🙂 Zresztą wystarczy wpisać „yoga” w wyszukiwarkę na Instagramie i naszym oczom ukażą się piękne kobiety i mężczyźni zawieszeni w szpagacie nad przepaścią. Tymczasem prawdziwa joga i praktyka asan ma niewiele wspólnego z tym, czy zakładasz nogę za głowę. Do tego, aby praktykować jogę konieczna jest świadomość i uważność. Najbardziej spektakularna pozycja pozostanie tylko akrobacją, jeśli nie będziemy obecni w tym, co robimy. Stojąc w autobusie możesz przyjąć piekną tadasanę. Możesz też zrobić byle jaki (choć doskonały technicznie) mostek na jogowych warsztatch. Bywa, że ćwicząc jogę nabawiamy się kontuzji albo frustrujemy tym, że coś nam nie wychodzi. Po niektórych sesjach boli nas głowa i czujemy duże zmęczenie. To właśnie sygnały, że ćwiczymy, a nie praktykujemy. Jeśli jesteś obecny w swoim ciele i umyśle to możesz dostrzec, która asana Ci dzisiaj służy, jakich pomocy użyć aby ciało przyjemnie się wydłużało, a nie napinało. Czasami ta uważność oznacza też przekraczanie swoich granic, strachu, lenistwa. A następnie zabranie tych doświadczeń poza matę. Odkrywanie, że lżej się żyje 🙂 To jest właśnie istota jogi. Oczywiście, zawsze zaczynamy od ciała, ale to tylko wstęp do tego, aby pozwolić jodze rozgościć się też daleko poza naszym największym palcem u stopy 🙂

Dlatego dziś dzielę się z Wami kolejnymi skarbami z jogowego świata 🙂 Po czym możesz poznać, że joga zmienia Twoje życie?

  1. Nie nudzisz się w asanach i czerpiesz coraz więcej radości z sesji 🙂 Wręcz przeciwnie, zaczynasz zauważać, że dopiero po dłuższym czasie pozycja zaczyna się zmieniać, pracować.  W cichej obserwacji dostrzegasz subtelne poruszenia w ciele i w umyśle.
  2. Zauważasz wpływ poszczególnych asan na ciało. Czujesz, kiedy potrzebne są wyciszające skłony, kiedy energetyzujące mostki. Czujesz, kiedy Twoje „nie chce mi się” pochodzi z umysłu, a kiedy ciało prosi „daj mi odpocząć, zaopiekuj się mną”
  3. Na macie z nikim nie konkurujesz i nie rywalizujesz. Nie interesuje Ciebie, czy sąsiad dotyka głową do kolana. Nie oceniasz siebie, ani nikogo innego. Rozumiesz, że jeśli jesteś w swojej praktyce uczciwy i uważny- jest ona na ten moment doskonała.
  4. Rozumiesz, że codziennie jesteś inny, Twoje ciało jest inne i ma inne potrzeby. Szanujesz jego gorsze dni i wykorzystujesz te, kiedy masz więcej energii. Czasami odpuszczenie sesji i sen jest dużo bardziej potrzebne, niż 108 powitań słońca.
  5. Nie krzywdzisz się.  Mamy różną budowę ciała, swoje kontuzje i traumy w nim zapisane. Akceptujesz, że pewne pozycje mogą pozostać poza Twoim zasięgiem. Nie robisz ich brutalnie i na siłę.
  6. Zaczynasz akceptować swoje ciało i siebie właśnie takie, jakie jest. Uczysz się troszczyć o siebie, jak o najukochańszą osobę w swoim życiu
  7. Nie opuszczasz savasany. Relaksacja na koniec sesji to najważniejszy element integrujący pracę wykonaną na macie i uspokajający układ nerwowy.
  8. Jesteś w stałym kontakcie ze swoim oddechem. Wiesz, że kiedy on znika, to czas zmienić sposób wykonywania pozycji.
  9. Uważność ciała towarzyszy Ci już cały czas. Siedząc w pracy prostujesz kręgosłup i rotujesz barki 🙂 Podnosząc coś cięzkiego zwraczasz uwagę na pracę nóg i brzucha. Chodząc- unosisz mostek i patrzysz przed siebie, nie w ziemię. Wszystko, co robisz staje się bardziej uważne i świadome.
  10. Dostrzegasz inteligencję Twojego ciała. Zauważasz, że dociśnięcie małego palca u stopy zmienia to, jak ustawia się Twoja miednica. Każda wielka zmiana miała gdzieś najmniejszy początek.
  11. Rozumiesz, że pewne sekwencje mają określoną kolejność i układ, aby przynieść jak najwięcej korzyści. Ufasz nauczycielowi. Nie robisz pozycji „po swojemu” i nie sięgasz głową do podłogi, jeśli nauczyciel mówi, że dla Ciebie lepiej będzie ją położyć na krześle.
  12. Odkrywasz, że dojrzała praktyka nie polega na uciecze w jogę lecz na zabraniu jogi do codzienności. Uważności i obserwacji poza matą. W trudnych chwilach nie dajesz się wkręcać w wycieczki Twojego umysłu, tylko wracasz do oddechu i obecności. Łatwiej opanowujesz emocje i mniej przywiązujesz się do materialnych aspektów życia. Umysł staje się bardziej stabilny a ciało- pewniej stoi na ziemi.
  13. Jesteś lepszym człowiekiem 🙂 Szanujesz inne istoty, przyrodę i czujesz, że wszystko co robisz w życiu- wróci do Ciebie.

Dla mnie zdecydowanie najpiękniejszy efektem mojej praktyki jest to, co dzieje się po zejściu z maty. Przełożenie akceptacji, uważności, ale też determinacji i konsekwencji na wszystkie obszary życia. Bycia bardziej wyrozumiałym i kochającym dla siebie. Dla innych. Jeśli od dłuższego czasu praktykujecie jogę, ale nie macie poczucia, że cokolwiek się zmienia- porozmawiajcie z nauczycielem 🙂 Czasami osoba do której chodzimy nie rezonuje z nami swoją energią czy stylem nauczania i trudno wtedy o postępy. Najczęściej jednak powód leży w nas. Zastanówcie się, czy przez te 1,5 godziny na pewno jesteście obecni i uważni? Czy dajecie jodze szansę na zapukanie do tych zamkniętych zakamarków ciała i umysłu? 🙂

Pięknej praktyki Nam życzę 🙂

Namaste,

Kamila

 

O miłości i szacunku do samego siebie. List Charliego Chaplina.

„Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że emocjonalny ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie,
żebym nie żył wbrew własnej prawdzie.
Dziś wiem, że to się nazywa
AUTENTYCZNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia,
wiedząc, że ani nie nadszedł odpowiedni czas,
ani tamta osoba nie jest na to gotowa,
nawet jeśli byłem nią ja sam.
Dziś wiem, że to się nazywa
SZACUNKIEM DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec,
że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju.
Dziś wiem, że to się nazywa
DOJRZAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
że zawsze i we wszystkich okolicznościach
jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu
i że wszystko, co się dzieje, jest właściwe.
Od tamtej pory mogłem być spokojny.
Dziś wiem, że to się nazywa
WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem ograbiać się z wolnego czasu
i przestałem tworzyć kolejne wielkie plany na przyszłość.
Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność,
co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha.
I robię to na swój sposób i we własnym tempie.
Dziś wiem, że to się nazywa
RZETELNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się
od tego wszystkiego, co nie było dla mnie zdrowe.
od potraw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego,
co wciąż odciągało mnie ode mnie samego.
Na początku nazywałem to „zdrowym egoizmem”
Ale dziś wiem, że to
MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem chcieć zawsze mieć rację.
Dzięki temu rzadziej się myliłem.
Dziś wiem, że to się nazywa
SKROMNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
wzbraniałem się przed życiem w przeszłości
i troską o własną przyszłość.
Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO.
Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to
DOSKONAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że moje myślenie może uczynić ze mnie chorego nędznika.
Kiedy jednak zwróciłem się do sił mojego serca,
mój rozum zyskał ważnego wspólnika.
Ten związek nazywam dziś
MĄDROŚCIĄ SERCA.

Nie musimy już się obawiać sporów,
konfliktów i problemów z samymi sobą i z innymi,
ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy.
Dziś wiem, że

TO JEST WŁAŚNIE ŻYCIE

 

List Charliego Chaplina napisany przez niego w swoje 70-te urodziny ” Love myself poem”.

*źródło polskiego tlumaczenia:www.zosia.piasta.pl/r4/CharlesChaplin.htm

Pracuj z pasją! cz.I Dlaczego nie dajesz sobie szansy na pracę marzeń?

Ten post powstaje w moim tymczasowym biurze- w knajpce na Goa. Za plecami szumi morze, nad głową kołyszą się palmy, a ja popijam wodę ze świeżo rozłupanego kokosa. Zanim usiadłam do pracy biegałam po pustej plaży o wschodzie słońca. Hahaha- opis prawie tak kiczowaty, jak fototapeta w toalecie w latach 90 – tych? Ale to sama prawda 😉

W tej serii wpisów chciałabym się z Wami podzielić moim wnioskami z ostatnich kilku lat życia zawodowego. Dzisiaj mogę powiedzieć, że naprawdę lubię swoją pracę i jestem w stanie się z niej utrzymać. Ale zanim to nastąpiło kilka lat szukałam swojej drogi. Nie miałam nikogo, kto moglby mi pomóc i popełniłam wiele błędów.  Może kogoś z Was moja historia zainspiruje do tego,aby spróbować żyć w zgodzie ze swoim sercem i móc na tym zarabiać 🙂

W pierwszym wpisie przyjrzymy się powodom, dlaczego wiele osob nawet nie podejmuje próby zmiany swojej kariery. Jak pokazują badania 70% Polaków nie lubi swojej pracy. Co gorsza,większość z nas uważa, że tak być musi. Poniedziałkowymi porankami straszy się już małe dzieci. Praca wraz z dojazdem zajmuje nam średnio 10 g. dziennie. Jeśli doliczymy do tego czas, jaki pozostaje na sen, obowiązki domowe, toaletę itp., to miejsca na cieszenie się życiem zostaje bardzo niewiele… Ile znacie takich osób, które nie znoszą swojej pracy? Które w wolnym czasie starają się dojść do siebie i zebrać siły na kolejny dzień? A może sami do nich należycie? Na wstępie chcę podkreślić, że absolutnie nie jestem przeciwko etatom, korporacjom i biurowemu życiu tudzież pracy w tym samym miejscu od 15 lat. Jeśli lubisz to, co robisz to cudownie- rób to dalej☺Znam kilka spełnionych księgowych i autentycznych fanów tabelek w Excelu. I to jest super! Ten post jest dla osób, ktore czują, że chcą zmienić swoje życie zawodowe, ale mają wiele obaw. Rozprawiamy się więc  z mitami, które powstrzymują ludzi od znalezienia swojej wymarzonej pracy 😊

  • Mit nr 1. „Praca nie jest od lubienia tylko od zarabiania”. Twoi rodzice codziennie wracali umordowani do domu narzekając na szefa?Wybierali dla Ciebie nudne jak flaki z olejem kierunki studiów, ale dające tzw.”dobrą pracę?” Większość naszych przekonań wynosimy z domu. Jesli więc taki schemat wyniosleś to czas dorosnąć i zdecydować po swojemu 😊

 

  • Mit nr 2 „Lepsze zło znane, niż niepewne dobro”. Lęk przed zmianą. Nie tylko dotyczący pracy, ale też relacji, związków czy nawyków. Strach przed tym, co nowe jest całkowicie naturalny. Jednocześnie czesto sprawia, że ludzie tkwią latami w miejscu, którego szczerze nie znoszą. Czasami płacą za to chorobami psychosomatycznymi np. zespołem jelita drażliwgo, bólami mięśni i stawów, depresją, chorobami tarczycy, nerwicą, bezsennością… Ze smutkiem patrzę na pokolenie moich rodziców. Wielu z nich ledwo żyjąc dociera do emerytur, na której funkcjonują niczym zombie. Nasze pokolenie ma chyba jeszcze gorsze perspektywy, ponieważ praca wymaga od nas znacznie więcej aktywności i dynamiki, niż kilkadziesiąt lat temu. Ilość energii, jaką niektórzy inwestują w zachowanie niewygodnego status quo, spokojnie mogłaby zasilić wdrożenie nowego pomysłu na siebie.

 

  • Mit nr 3 „W życiu najważniejsza jest stabilizacja.” Czyli, jak napisał Piotr C.- autor poczytnego polskiego bloga „Pokolenie Ikea”: „wczoraj było do d#py, dziś jest do d#py i jutro będzie do d#py.” Stabilizacja jest bardzo względnym pojęciem. Znam wiele osób, które są spokojne zarabiając nieregularnie i niewiele. Znam także wiele, które zarabiają spore pieniądze na etacie- z wszelkimi jego przywilejami, ale permanentnie czują się zagrożone. Stabilizacja to stan umysłu. Życie ze swojej natury jest jedną wielką zmianą. Jeśli łudzisz się, że bezpieczeństwo daje tylko ciepła posada, to niestety jesteś w błędzie. Chciałabym być dobrze zrozumianą- absolutnie nie jestem przeciwna etatom i wioletnim stażom pracy! Ba, czasami bardzo tęsknię za tymi czasami. Chcę tylko podkreślić, że poczucie bezpieczeństwa nie może zależeć od miejsca Waszej pracy, bo w ten sposób sami wiążecie swoje ręce.

 

  • Mit numer 4: „Wszystko albo nic” Czyli albo męczę się dalej w pracy, której nie znoszę, albo rzucam wszystko i jadę w Bieszczady😉 Stop. Nie musisz (a nawet nie byłoby to zbyt rozsądne) z dnia na dzień porzucać swojego dotychczasowego życia. Szczegolnie kiedy masz rodzinę i kredyt we frankach. Możesz poszukać pracy, która będzie Ciebie mniej angażować, ale w zamian da Ci czas na rozwijanie swojej pasji i pogłębianie wiedzy. Albo decydujesz się na mocny wysiłek, ale określisz wyraźnie gdzie jest jego finał. Np. bierzesz się za bardzo wymagajacy i dobrze płatny projekt. Po skończeniu pieniądze inwestujesz w rozwinięcie niezbędnych umiejętności lub nowego biznesu.

 

  • Mit numer 5 „Z takiej pracy nie da sie utrzymać”. Tu akurat jest ziarnko prawdy… Zaczynając swoją własny biznes, który płynie z serca, trzeba być cierpliwym. Nastawić się na miesiące, a dużo częściej lata, zanim zacznie się on zwracać. Ja dopiero po 5 latach mogę nieśmiało przynać, że prowadzenie warsztatów stało się to moim głównym źródłem utrzymania. Jednocześnie wszystkie badania wskazują, że duże zarobki wcale nie gwarantują nam większego szczęścia…Wzrost wymagrodzenia koreluje z większym zadowoleniem tylko do pewnego poziomu. Co więcej, ludzie, których frustruje praca, mają tendencję do kompulsywnych zakupów czy zatracania się w rozrywkach, aby odreagować trudy tygodnia. Tym samym wciąż potrzebują więcej pieniędzy aby finansować taki styl życia. Kiedy masz pracę, którą kochasz przynosi ona dużo więcej radości! Uczysz się obchodzić bez większości gadżetów. Nie musisz maskować swojego zmęczenia. Możesz ograniczyć swoje potrzeby i konsumpcję.
  • Mit numer numer 6:”nie mam wystarczających kompetencji i doświadczenia.” Myśląc w ten sposób raczej nie zbliżamy sie do celu. Bardzo często nawet nie podejmujemy próby zmiany. Tymczasem są zawody, których można nauczyć się w czasie kilku miesięcy lub maksymalnie- lat. W perspektywie spędzenia kilkudziesięciu lat w pracy, której nie lubisz, ten czas wydaje się być mgnieniem oka.A nagroda za włożony wysiłek jest nie do przecenienia!

Nikt nie mówi, że zmiana swojego zawodowego kierunku jest łatwą sprawą. Ale satysfakcja i radość z zarabiania na życie po swojemu wynagradza ten wysiłek. W kolejnym wpisie podpowiem wam, jak znaleźć swoją pracę marzeń. Jeśli tylko Twój nowy wybór płynie z serca,to zapewniam Was,że osiągnięcie swój cel 💜

Namaste

Kamila

 

Potęga relaksacji: czyli jak w 15 minut okiełznać stres :)

Na kilka dni przed wyjazdem do Azji mój świat diametralnie przyspieszył. W planach miałam na tydzień przed wylotem załatwić wszystkie palące sprawy, spakować się, posprzątać mieszkanie, podomykać milion spraw „na wczoraj” i zebrać siły. Tymczasem zgodnie z prawem Murphego :”jeżeli przewidzisz cztery możliwe sytuacje, w których coś może się nie udać i zdołasz je obejść, natychmiast wyłoni się piąta.” 🙂 Tak więc na tydzień przed wylotem mam do poprowadzenia 3 dni pełnych warsztatów z jogą oraz 3 szkolenia dla firm.  Szafka z mąką, którą miałam posprzątać, spada na czarne dno priorytetów (oby mole również uznały, że szafka u sąsiada jest bardziej atrakcyjna). Do tego liczne przygody ze zdrowiem i leczeniem zębów, które przecież „nie mialy prawa” się odezwać  (taaaa). I przyznam Wam, że gdyby nie moja codzienna praktyka jogi (wstaje o 5.30 żeby zdążyć na sesję o 7 bo to jedyna godzina, kiedy mam na to czas) i codzienna joga nidra- byłoby mi  trudno. Zainspirowało mnie to do tego, aby podzielić się z Wami korzyściami płynącymi z relaksacji. Praktykując ją zauważyłam bardzo dużo pozytywnych zmian w moim życiu. Nie tylko na poziomie ciała, ale i ducha 🙂

Pisząc o relaksacji nie mam na myśli zalegania z piewem przed telewizorem 😉 Ani też ciągnięcia opony na crossficie czy całonocnej imprezy w rytmie drum & base. Prawdziwa relaksacja dla organizmu oznacza stan całkowitego bezruchu i wyciszenia. Tylko wtedy nasz układ nerwowy (a w konsekwencji- całe cialo) ma szansę się zregenerować. Metod jest sporo. Więkoszośc bazuje na wizualizacjach (np.joga nidra, trening autogenny Schulza) lub napinaniu/rozluźnianiu mięśni (trening Jacobsona). W jodze mamy także pozycję trupa czyli Savasanę, w której dążymy do całkowitego wyciszenia ciała i uspokojenia umyslu. Genialnym narzędziem są także techniki oddechowe, jak np. głębokie oddychanie przeponowe. W relaksacji dążymy do bycia świadomym i uważnym, ale jednocześnie- całkowicie spokojnym. Na początku praktyki większośc z nas albo zasypia albo jeszcze bardziej się irytuje i niecerpliwi. W końcu stan spokoju nie jest czymś, do czego nasz organizm jest przywykły. Nie warto się tym przejmować. Relaksacja jest umiejętnością i podobnie jak każdej innej aktywności- potrzeba się nauczyć 🙂 A co dostaniemy w nagrodę za swoją wytwałość:

  1. Redukcję stresu w naszym życiu. Czasami pozornie błaha rzeczy wyprowadza nas z równowagi i sprawia, że wybuchamy kompletnie tracąc kontrole nad tym co mówimy (lub krzyczymy) i do kogo… To dlatego,że nasz organizm ma swój limit tolerancji reakcji stresowej czyli min. poziomu kortyzolu czy odpowiedzi nadnerczy. Jeśli na bieżąco nie uwalniamy napięcia, to ciało o to samo zadba. Czasami w najmniej spodziewanym momencie 🙂 Podczas sesji relaksacyjnej spada stężenie kortyzolu, który w nadmiarze dewastuje nasz organizm i nastrój. Regularne obniżanie tego hormonu sprawia, że mamy większą odporność na stres. Z czasem można zauważyć, że ogólnie przestajesz się frustrować większością rzeczy, które wcześniej Ciebie wyprowadzały z równowagi 🙂
  2. Lepszą odporność. Wiele badań potwierdza, że relaksacja zmniejsza ryzyko chorób nowotworowych, wzmacnia system odpornościowy i przyspiesza proces zdrowienia. Faktem jest, że regularnie praktykując jogę nidrę nie byłam ani razu chora przez cały sezon ziomowy! A codziennie pracuję z mnóstwem ludzi, z dziećmi, dotykam mat, klamek itp. 🙂
  3. Emocjonalną równowagę. Wiele technik relaksacji zwraca uwagę na pracę z emocjami. Kiedy pojawiają się trudne uczucia oglądamy je jak chmury na niebie- pozwalając im się pojawiać i znikać. Pozycja obserwatora uczy nas, że owszem-przeżywamy emocje, ale nie jesteśmy nimi. Dzięki temu w codziennym życiu łatwiej o spokój
  4. Umiejętność szybkiej regeneracji. Już 15 minut głębokiej relaksacji potrafi odprężyć podobnie jak sen. Szczególnie joga nidra wykazuje działanie podobne jak w trakcie fazy snu głębokiego (NREM). W fazie non-rapid eye movement nasz mózg pracuje na bardzo pożądanych falach Delta (0,5-4 Hz) . Uwalniania się wówczas hormonu wzrostu i redukuje wydzielanie kortyzolu – hormonu kory nadnerczy, odpowiadającego za stres i starzenie się. Rośnie poziom DHEA (naturalny hormon steroidowy) i melatoniny. Jednym słowem czujemy się, jak po dobrze przespanej nocy.
  5. Pomoc w zaburzeniach psychosomatycznych. Napięcia mięśni, bóle kręgosłupa, zespół jelita drażliwego: znacie to? Nasze ciało jest niezwykle inteligentne i jeśli nie mamy szansy wyłądować stresu i adrenaliny (a zazwyczaj nie mamy) to proces reakcji stresowej upycha sprytnie w każdym zakamarku ciała. O fizjologi tego procesu pisałam w tym wpisie. Relaksacja jest także niezbędna, jeśli macie problem z tarczycą lub wyczerpaniem nadnerczy (czyli z tym, co dotyczy ogromnej liczby kobiet). Nie da się wyleczyć zaburzeń hormonalnych bez redukcji kortyzolu (a to nam daje min. relaksacja). Wiem, o czym piszę, bo udało mi się bez hormonów wyjść na prostą z Hashimoto i niedoczynności tarczycy. O wpływie stresu na poszczególne problemy zdrowotne będzie niebawem seria oddzielnych wpisów
  6. Szybszą koncentrację: bezpośrednio po sesji relaksacji umysł jest wyciszony, nie zakłóca go milion myśli i emocji. Łatwiej o efektywną pracę i kreatywne myślenie
  7. Mniejsze ryzyko depresji, nerwic, zaburzeń lękowych. Nawet jeśli szczęśliwie Was to nie dotyczy, to badania wskazują,że relaksacja zwiększa nasz życiowy optymizm, łatwiej jest cieszyć się z życia i uśmiechać do siebie. Pomaga też w budowaniu pozytywnych relacji z otoczeniem: zwolennicy relaksacji swoim spokojem przyciągają innych 🙂

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do regularnej praktyki relaksacji. Jeśli macie ochotę sprawdzić w praktyce potęgę świadomego odpoczywania- zapraszam na moje warsztaty. gdzie korzystamy w bardzo wielu technik i na pewno znajdziecie coś dla siebie 🙂

Namaste

Kamila

 

Ciało, oddech, emocje. Jak odnaleźć do nich drogę?

Kiedy ludzie dowiadują się o tym. żę wyjeżdżam na dłużej zazwyczaj komentują „ale super, oderwiesz się od wszystkiego i w końcu odpoczniesz”. Pomijając fakt,że przez sporą część wyjadu będę w pracy, to nie sądzę, żeby pobyt w dżungli czy pod Annapurną sam z siebie mógł rozwiązać moje dylematy 🙂 Wspominałam już w tym wpisie, że sama zmiana otoczenia niewiele wnosi, kiedy wewnątrz nas pozostają te same problemy i niepokoje. Liczenie na to, że staniemy się szczęśliwsi kiedy więcej zarobimy, zakochamy się, wyzdrowiejemy itp. jest złudne. Poszukiwanie źródła spokoju w czynnikach zewnętrznych zawsze będzie nas kierowało do rozczarowania. Kiedy osiągniemy jedno zaraz pojawi się kolejny punkt do zrealizowania. Często sami nie wiemy, co tak naprawdę jest dla nas ważne. Nie dajemy sobie prawa do odczuwania trudnych emocji, zagłuszając je na wiele sposobów. Aby skontaktować się z tym, co prawdziwe, niezbędne jest zbudownie świadomości swojego ciała, oddechu i uczuć. Z pomocą przychodzi nam uważność, czyli umiejętność bycia w tu i teraz. Dzisiaj spróbujemy się nauczyć, jak nauczyć się rozpoznawać swoje emocje, dawać im przestrzeń i być w kontakcie z ciałem. Pozwoli nam to zachować spokój w codziennych sytuacjach i głębiej rozumieć siebie. Będziemy korzystać ze wskazówek z metody Integrującej Obecności Colina Sissona

Dalaj Lama XIV powiedział : Istnieją tylko dwa dni w roku, w których nic nie może być zrobione. Jeden nazywamy wczoraj, a drugi jutro. Dzisiaj jest właściwy dzień, aby kochać, wierzyć i żyć w pełni. Iluzją jest najczęściej życie w tym co było, lub tym co będzie. Jest nią także liczenie na to, że szczęście pojawi się kiedy spełnimy jakieś zewnętrzne warunki. Ale także uzależnianie się od zewnętrznych autorytetów czy wierzeń, uginanie się pod wpływem czyjejś opinii, ocenianie i wartościowanie. Uff. Dużo tego, prawda? Zatem przyjrzyjmy się, jak za pomocą prostych nawyków możemy choć na chwilę wrócić do tego co w tu i teraz.

Integrująca obecność zakłada, że człowiek jest całością tworzoną przez myśli, emocje oraz ciało. Zatem jedynie świadomość tych wszystkich elementów pozwala na zaprzestanie życia w iluzji.  Zaczniemy więc od:

świadomej obserwacji:

  • znajdź na kilka minut spokojne miejsce, gdzie nikt Ci nie będzie przeszkadzał. Zacznij obserwować swój oddech. Jeśli trudno jest Ci skoncentrować uwagę na oddechu połóz jedną rękę na brzuchu, drugą na klatce piersiowej i obserwuj proces. Zamnij oczy. Staraj się nic nie zmieniać w naturalnym tempie oddechu.
  • zauważ, jakie myśli pojawiły się w Twojej głowie. Przez kilkanaście sekund obserwuj je, ale nie spróbuj ich nie oceniać. Są jak chmury na niebie, które przyływają i odpływają.
  • zauważ, jakie emocje do Ciebie przychodzą. Jeśli trudno jest pozostać Ci w roli obserwatora i czujesz, że angażują Ciebie bardzo intensywnie nadawaj im nazwy np. niepokój, głód, radość, niepewnośc. Tak jak tytuły filmów lub nagłówków gazet
  • jeśli złapiesz moment, w którym nic nie czujesz, lub o niczym nie myślisz to nadaj tej chwili nazwę „nic” 🙂 To też jest stan umysłu.
  • oddychaj głęboko i przez kilkanaście sekund przeskanuj uwagą swoje ciało od dołu do góry. Może jest w nim jeszcze zapisana jakaś emocja lub myśl, która chce być uwolniona
  • zakończ ponownie koncentrując się na swoim oddechu
  • warto praktykować taką samoobserwację kilka razy dziennie (zajmuje ok. 2 minut)

Metoda ta jest także bardzo użyteczna, kiedy czujemy, że dana sytuacja nas przerasta. Naturalną tendencją ludzką jest unikanie cierpienia, więc często wolimy zagłuszać to, co trudne. Dużo się dzisiaj mówi o tym, żeby akceptować swoje emocje, ale my najczęściej wypieramy te trudne. Ciało jest bardzo mądre i jeśli nie damy sobie przestrzeni na przeżycie wszystkich emocji, to prędzej czy później powrócą pod postacią bólu w ciele czy nieuzasadnionych lęków, depresji czy nerwicy. Warto podejść do swoich emocji jak do dziecka: kiedy małe dziecko boi się i płacze, to naturalną tendencją jest przytulenie i ukochanie takiej istoty. Bez oceny, czy jej płacz i lęk ma sens. Po prostu jest. I dzieci zaskakująco często szybko odzyskują wówczas uśmiech 🙂 Jako dorośli odbieramy sobie prawo do posiadania słabości. Dlatego kiedy czujesz, że jest trudno:

daj swojemu kryzysowi przestrzeń:

  • połóż się wygodnie w cichym i spokojnym miejscu
  • zacznij obserwować oddech licząć do 10 (1 cykl to 1 wdech i 1 wydech)
  • zaobserwuj, jakie emocje pojawiają się
  • nie zaprzeczaj im. Jeśli odczuwasz lęk, niepokój, ból: to jest na teraz Twoja prawda
  • poczuj, w którym miejscu w ciele przejawiają się te emocje najmocniej. Skieruj tam swój oddech. Staraj się być obecnym w tej chwili, nie oczekuj, że uczucia ustąpią. Jesteś w roli obserwatora, nie nauczyciela
  • jeśli jest Ci zbyt trudno kontynuuować możesz sobie wyborazić, że te trudne emocje z każdym Twoim oddechem opuszczają Twoje ciało
  • przez kolejne kilkanaście oddechów pobądź w kontakcie ze swoim ciałem i oddechem
  • może się zdarzyć, że uwolnione emocje nie dadzą się łątwo „schować”. Płacz jest najbardziej naturalnym sposobem na oczyszczenie: nie powstrzymuj go i nie oceniaj siebie. Pamiętaj jednak, żeby to ćwiczenie wykonywać kiedy masz na to miejsce i przestrzeń.

 

Życzę Wam dużo przestrzeni na bycie w kontackie ze sobą. Choć taka uważna obecność bywa trudna, to w dłuższej perspektywie zawsze przyniesie uglę. Kiedy wchodzimy w miejsca, które są wrażliwe, nieoceniona jest pomoc dobrego psychoterapeuty. Bez względu na to, jaką drogę wybierzecie pamiętajcie, że poznawanie siebie to dobra ścieżka. Nie możesz uciec przed tym, co w Tobie. To i tak Ciebie prędzej czy później dogoni.

Namaste,

Kamila

*korzystałam z inspiracji  ze strony oraz z tej metody

 

 

Przepis na szczęście: wdzięczność :)

Chcesz byc w życiu szczęśliwym? A kto nie chce 🙂 Wydawać by się mogło, że temat jest równie stary, jak historia ludzkości. Pomysłów na to znajdziemy całe mnóstwo, a co człowiek, to inna definicja szczęścia. Jednak sporo osób sabotuje możliwość odczuwania radości, stawiając sobie konkretne warunki. „Będę szczęśliwy, jeśli…” A kiedy udaje się ten cel osiągnąć to pojawiają się kolejne punkty, które ograniczają nasze odczuwanie spełnienia. Pamiętam, jak moje nauczycielki w Indiach podkreślały, że szczęście z definicji jest ulotne, trwa chwilę. A prawdziwy spokój i błogość istnieje niezależnie od okoliczności. Jeśli nie umiesz być szczęśliwym w tu i teraz, to nie znajdziesz tego na zewnątrz. Szczególnie, kiedy dotyczy to materialnych aspektów  i posiadania rzeczy. Więcej o tym, czego żałują ludzie, kiedy umierają pisałam w tym wpisie. Dziś jednak będzie optymistycznie, nie o umieraniu, ale o życiu 😉 Chciałabym Wam podać najprostszy na świecie przepis na bycie zadowolonym z życia- niezależnie od tego, co dla Was to oznacza. Tym magicznym sposobem jest odczuwanie wdzięczności. Zamiast oczekiwać, że szczęście przyjdzie, kiedy odniesziesz jakiś sukces uwierz, że jest odwrotnie! Kiedy nauczymy się cieszyć tym, co mamy to będziemy mieć więcej sił i energii na realizację naszych marzeń. Uwierzcie mi, że mówię to mając w pamięci mnie- kiedyś wiecznie niezadowoloną i martwiącą się istotę!

Jeśli potrzebujecie naukowych dowodów, to odsyłam Was do  publikacji dr Roberta Emmonsa , który od lat bada, jak praktykowanie wdzięczności wplywa na nasze samopoczucie i zdrowie. Udowodnił, że ludzię, którzy regularnie wyrażają wdzięczność za to, co ich spotyka:

  1. Mają lepsze samopoczucie fizyczne i psychiczne: rzadziej cierpią na depresję czy zaburzenia psychiczne; mają silniejszy układ odpornościowy i lepiej radzą sobie z bólem

  2. Łatwiej osiągają swoje cele

  3. Wykazują więcej empatii i chętniej pomagają innym; mają lepsze relacje z ludźmi

  4. Lepiej śpią i szybciej radzą sobie ze stresem

  5. W mniejszym stopniu przywiązują się do rzeczy; chętniej dzielą się z innymi

  6. I na końcu- są szczęśliwsi o 25 % bardziej, niż grupy kontrolne 🙂

Jak podkreśla Emmons, praktykowanie wdzięczności nie jest ucieczką od trudności! Wdzięczność oznacza dostrzeganie i przyjmowanie również tych momentów, jednak bez nadmiernego zatracania się w smutku. W końcu zaraz pojawia się tyle rzeczy, za które można dziękować 🙂

Jak więć nauczyć się być szczęśliwym i doceniać to, co mamy?

  • codziennie przed snem stwórz swoją listę wdzięczności. Pomyśl, za co możesz dziś podziękować. Nie wymieniaj mechanicznie, tylko poczuj w głebi serca wdzięćzność za to, co masz. Ciężko idzie?Mała podpowiedź 🙂  Ja dziękuję np.za to, że wstałam i że mam siłę iść do pracy. Bo pamiętam wiele miesięcy, kiedy nie mogłam tego zrobić. Za to, że świeci słońce. Za miauczenie i turlanki mojego kota, który rano dopomina się jedzenia. Za to, że mam sprawny (choć wiekowy) samochód, którym jadę na zajęcia, a nie marznę na mrozie na przystanku. Za ludzi, których kocham i którzy mnie kochają. Nawet, kiedy czasami się wkurzamy na siebie 🙂 Za przyjaciółkę, której zawsze moge się wyplakać i wiem, że jest przy mnie, nawet kiedy mieszka 3 tysiące km.dalej. Za to, że moge jeść  pyszne posiłki, bo wiem, że gdzieś na świecie inni głodują. Za to, że mimo przepulkin i naczyniaka na kręgosłupie mogę praktykować jogę i robić rzeczy, które mogłyby już dla mnie nie istnieć.

  • odwracaj kota ogonem 🙂 Czyli szukaj pozytywów w tym, co trudne. Stoisz w korku autem? Super, nie marzniesz na przystanku. Wirus położył Ciebie do łózka?Będzie czas na odpoczynek i nadrobienie książkowych zaległości. Ja np.czasami zatracam się w pracy i jestem baardzoo zmęczona. Wtedy myślę, że może i przesadziłam z aktywnością, ale to wspaniale, że mogę realizować swoje plany i pracować w sposób, jaki jest moją pasją. Nie chodzi o to, żeby nie płakać, gdy jest trudno i nie złościć się, gdy coś nas irytuje. Przeżywanie emocji jest jak najbardziej zdrowe i potrzebne. Chodzi o zauważenie, że każda sytuacja ma swoją drugą stronę, najpewniej pozytywną. Dzięki temu łatwiej wrócisz do równowagi  poradzisz sobie z problemem.

  • czasami lekcje od życia są naprawdę wymagające. Nie warto pytać „dlaczego mnie to spotkało”. Lepiej zauważyć, czego może mnie to nauczyć i jak wzmocnić. Każda sytuacja w naszym życiu jest idealna, nawet gdy nie rozumiesz, po co ona się pojawiła w takiej formie. Więcej o tym, jak akceptować trudne momenty pisałam tutaj.

  • praktykuj uważność. Uważność będzie tematem kolejnych wpisów, ale warto o niej pamiętać. Najczęściej sami grzęźniemy w złym nastroju, poniważ nie żyjemy w teraźniejszości. Rozpamiętujemy to, co nas spotkało lub martwimy się o to, co nie nadeszło. Tymczasem żyjemy tylko w tu i treaz, to jedyny moment, jaki istnieje. Jeśli będziemy skupiać się w pełni na każdej czynności, nasz umysł odpocznie a efekty naszej pracy będą lepsze. Cokolwiek nie robisz, uczyń z tego małe święto. Zamiast pić herbatę w biegu skup się na jej smaku, popatrz ile ma barw i odcieni, jaką temperaturę i delektuj się każdym łykiem. Zycie to nie fast-food, chociaż sugeruje się nam, że tak ma wyglądać. Każdy wie, co fast-food robi z organizmem. Może warto i swojej głowy nie karmić byle czym i  w pośpiechu?

Być może dla części z Was brzmi to sztucznie i tandetnie. Może nawet ktoś pomyśli #rzygamtecza. Ale prawda jest taka, że często dopiero utrata tych najbardziej prozaicznych możliwości pokazuje nam, jak bardzo byliśmy szczęsliwi po prostu żyjąc… Dlatego namawiam Was-dajcie sobie szansę na zauważenie szczęścia, zanim życie Was zaprosi do dyskusji na ten temat 🙂

Namaste

Kamila

 

 

Szczepionka na stres cz. IV: naucz się odpoczywać

Jak spędzacie weekendy? Pozwalacie sobie na chwilę nic-nie-robienia i chodzenie w piżamie do południa? Czy raczej biegacie od rana od jednego sklepu do drugiego, odwiedzając przy okazji dawno nie widziane ciocie a po powrocie bierzecie się za sprzątanie? A Wasze wakacje? Napięty do granic możliwości grafiki 10 stolic w 5 dni, z budzikiem dzwoniącym przed wschodem słońca i kursem nurkowania? Mogłoby się wydawać, że nie ma nic prostszego niż odpoczywanie. Tymczasem jest to umiejętność, którą wspołcześnie wiele osób zwyczajnie utraciła… Na pewno znacie ludzi, którzy nawet po powrocie z pracy nie potrafią usiąść na chwilę i odetchnąć, tylko znajdują sobie zajęcie, dopóki wyczerpani nie rzucą się na łóżko i zasną? Dziś wpis o kolejnym filarze zarządzania stresem, czyli świadomym odpoczywaniu. Przeczytajcie kilka zasad i trików, które pomagają nam w zachowaniu energii życiowej 🙂

  • Praca albo odpoczynek. Nie ma możliwości, żeby efektywnie odpoczywać, jeśli próbujesz zabrać pracę do domu czy na wakacje. I odwrotnie. Nasz mózg nie zna pojęcia „podzielnej uwagi”: aby w pełni korzystać z danej czynności musi się na niej skupić. Neurobiolog Daniel Levitin, w swojej książce o mózgu „The organized mind” opisuje dwa rodzaje koncentracji: uwagę wykonawczą i wędrującą. Pierwsza umożliwia realizację znanego celu. Druga (np.”bezmyślne” patrzenie w niebo) pozwala uporządkować informacje, kreatywnie rozwiązywać problemy, tworzyć nowe wizje. Obie są równie ważne aby nasz mózg działał efektywnie, a ciało pozostało w równowadze.

 

  • Odpoczynek to integralna część naszej pracy. Nie musisz wyjeżdżać na długi urlop co 3 miesiące (choć to byłoby też pomocne, o ile umiesz wykorzystać ten czas) 🙂 Ważne, aby na bieżąco regenerować organizm. Nie można odpocząć „na zapas”. Opoczywanie „na zapas” kończy się najczęściej chorowaniem od pierwszego dnia urlopu, gdy organizm po raz pierwszy od dawna znajduje miejsce na swoje potrzeby i obniża stężenie hormonów stresu. Jeśli przerwy w pracy powodują u Ciebie wyrzuty sumienia, potraktuj je jako integralną część swojego planu dnia. Każdy sportowiec wie, że regeneracja jest tak samo ważna jak trening. Inaczej wysiłek będzie osłabiał organizm, zamiast go wzmacniać.

 

  • Jeśli nie odpoczywasz regulranie, skraczasz swoje życie. Tkanki naszego ciała mają określoną żywotność. Aby móc się regenrować potrzebują odpoczynku, snu, dobrego pożywienia i dotlenienia. W przeciwnym razie nie tylko obiżamy jakość swojego funkcjonowania, ale dosłownie skracamy swoje życie. Szczególnie ważny jest tutaj odpowiednio długi sen (i w odpowiednich godzinach). Więcej o jego znaczeniu znajdziecie w tym wpisie. Nauki wschodu mówią, że każdy z nas rodzi się z określoną liczbą oddechów. Długość naszego życia zależy od tego, czy potrafimy oddychać spokojnie i uważnie.

 

  • Odpoczywaj prawidłowo. Czyli jak? Koncentrując się na jednej czynności, skupiając swoją uwagę w 100%. Tylko wtedy nasz mózg ma szansę na oddech. Obecnie jesteśmy przeładowani ilością informacji i każdy dodatkowy bodziec obciąża nasz układ nerwowy. Odpoczynkiem więc nie będzie (sorry) np.przeglądanie facebooka i jednoczesne słuchanie wiadomości. Jest to dla mózgu taką samą pracą, jak gapienie się w tabelki i wykresy przy biurku. Natomiast bezmyślne (to jet komplement!) patrzenie w trawę ma już całkiem dużą wartość regeneracyjną 🙂 Podobnie jak każda aktywność, która pochałania nas w 100%. Może być to nawet wiązanie butów, jeśli poświęcisz temu swoją uwagę.

 

  • Odpoczywaj często. Badania pokazują, że jesteśmy w stanie efektywnie pracować przez maksymalnie 90 minut.  Po tym czasie efektywność organizm znacząco spada i należy nam się przerwa (5-20 min.). Najlepiej przeznaczyć ją na krótki spacer na powietrzu, rozciąganie, głęboki oddech przeponowy czy właśnie beztroskie patrzenie się w niebo 🙂 Dobrą strategią jest też wymuszenie ziewania. Ziewanie to najprostrzy sposób na dotlenienie organizmu i aktywizajcę ukłądu przywspółczulnego, który obniża poziom stresu. Wypicie kawy i zjedzenie batonika daje nam krótkotrwały zastrzyk energii. Po chwilii- jeszcze większy spadek wydajności, na skutek gwałtownego obniżenia poziomu cukru we krwi. Poza tym pomyśl: czy wstrzyknąłbyś sobie fiolkę cukru prosto do żyły?

 

  • Prowadź kalendarz odpoczywania. Zaplanuj takie efektywne przerwy w swoim dniu pracy i postaraj się zapisać, ile czasu odpoczywałeś, w jaki sposób i jak się czułeś. Jeśli nie udało się w poniedziałek nie poddawaj się i planuj wtorek. Odpoczywanie to taka sama umiejętność,  jak nauka nowego języka: potrzeba czasu i konsekwencji. Mam nadzieję, że zauważysz różnicę 🙂

Jeśli wciąż nie przekonałam Ciebie do tego, że odpoczynek jest niezwykle ważny, to zastanów się nad tym, czy żyjesz po to, aby pracować, czy może pracujesz, aby żyć? „Kiedy czujesz, że nie masz czasu na odpoczynek, to ten moment, kiedy musisz znaleźć czas na odpoczynek” M. Haig

Namste

Kamila

Zmień swoje życie! O tym jak dokonać (nie) mądrych zmian cz. I

Po podzieleniu się z Wami na fb postem dotycącym mojego wyjazdu do Indii, dostałam od Was sporo komentarzy i wiadomości. Większość z nich zawierała pytanie, jak rzucić wszystko i zacząć życie od nowa 🙂  Do tego jesteśmy wciąż w atmosferze noworocznych postanowień. Więc od razu pomyślałam o poście, który idealnie wpasowuje się w ten temat. Zapraszam do lektury na temat tego, jak podejmować trudne decyzje i w końcu zacząć żyć po swojemu!

Standardowe dylematy współczesnego mieszkańca miasta. Codziennie tkwisz w tym samym korku, zmierzając z resztą sfrustrowanych obywateli do pracy. Pracy, której (jak pokazują badania) podobnie jak 70 % osób nie lubisz, a często również jest ona nieustającym źródłem stresu. Po pracy miotasz się w supermarkecie, żeby resztką sił zapewnić domowi i dzieciom namiastkę tego, co pokazuje Perfekcyjna Pani Domu. Wracasz i (zanim padniesz po wykonaniu domowych zdań) kłócisz się ze swoim partnerem, który nijak nie przypomina tego cudownego misia/kotka, z którym kilka lat temu biegałeś o wschodzie słońca po plaży. I do tego ten cholerny smog, otaczający Cię beton i chmury, które okazują się być dymem z elektrociepłowni, a nie puszystym cumulusem. Opcja numer dwa- jesteś singlem/singielką. Praca może i jest ok, ale ta samotność i poczucie bezcelowości, kiedy otwierasz drzwi od pustego domu…Wtedy pojawia się w Twojej głowie myśl, że to jest ten moment, kiedy pakujesz walizki i wyjeżdzasz na bezludną wyspę. Tam, obserwując fale i siorbiąc wodę wprost z kokosa, odnajdziesz spokój. Nie szkodzi, że nie masz pieniędzy- przecież tam nie potrzeba kupować ubrań i zawsze możesz dorobić na polu ryżowym lub robiąc drinki szwedzkim emerytom. Jak masz dzieci i kredyt we frankach ta opcja niestety odpada, więc Twoja frustracja jeszcze narasta. Znacie to? Ciekawi Was, jak zmienić swoje życie, tak aby mieć poczucie, że płyniecie w dobrym kierunku? Przeczytajcie zatem mity, na temat zmian i jak się nie wpakować na minę o nazwie „życiowa rewolucja”:

1.„Rzucam wszystko i wyjeżdzam na koniec świata!”. Super pomysł. Tylko czy to będzie zmiana, czy ucieczka? Jesli mamy nierozwiązane problemy z przeszłości, pewne skrypty życiowe, niewybaczone relacje i niewypłakane łzy- to nic nam to nie da. Czy siedzisz na zapyziałej ławce pod blokiem, czy na luksusowym jachcie na Karaibach wciąż jesteś tą samą osobą, a swoje nieszczęście zabrałeś na inną szerokość geograficzną. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy taka decyzja jest świadoma, popartą pewnością, że to Twoja ścieżka. Wtedy pakuj się i zmieniaj to, na co masz zasoby i gotowość. Najczęściej jednak wymaga to pracy nad sobą- czy to samodzielnie, czy przy pomocy psychoterapeuty. Mało kto ma takie szczęście, że rodzi się z gotowym planem na siebie i dorasta bez bagażu trudnych doświadczeń.

2.„Zmieniam swoje życie o 180 stopni”. Jeśli z dnia na dzień zamierzasz wprowadzić totalną rewolucję, to czychają na Ciebie dwie pułapki. Po pierwsze- jeśli zmienić chcesz wszystko, to najpewniej nic nie zmienisz… Aby zmiana miała sens, trzeba mieć pewność, co nam nie pasuje, czego potrzebujemy. Ale tak z głębi serca, nie dlatego, że ktoś zrobił podobnie i chyba (?) jest szczęśliwy. To kolejny powód, aby skonfrontować się ze swoją przeszłością, zamknąć to, co nam nie służy i świadomie wybrać swoją nową ścieżkę. Po drugie- zmiany wymagają ogromnych pokładów energii. Każdy wie, że pierwsze tygodnie w nowej pracy czy miejscu, to jak poruszanie się po labiryncie po omacku. Jeśli nie jesteś pewien, co i dlaczego chcesz zmienić- inwestujesz swój wysiłek w próźnię.

3. ” Muszę coś zmienić, bo jestem nieszczęśliwy”. To, co nowe, jest kuszące. Ale jeśli nowe jest tylko to, co na zewnątrz, a Ty w środku nic nie zmieniłeś, to historia może się powtórzyć. To tak jakbyś zmienił piaskownicę, ale orientujesz się, że może i jest inna, ale piasek ten sam i do tego też tam są psie kupy 🙂 Ile znacie takich osób, które notorycznie zmieniają partnerów, pracę, hobby? Przez chwilę są szczęśliwi i podekscytowani. A kiedy „nowe” staje się ponownie „stare” to nagle problemy powracają. Opakowanie inne, ale zawartość taka sama. Nie ma możliwości, aby sama zmiana Ciebie uszczęśliwiła, jeśli najpierw Ty nie uszczęśliwisz sam siebie.

4 „Niech inni się zmienią, to mi będzie lepiej”. Kolejny mit-hit na liście zmian. Zawsze mnie to bawi, jak słyszę od niektórych kobiet, że „faceta trzeba sobie wychować”. Ratunku. Nie mamy prawa nikogo zmieniać! Mamy za to pełne prawo zmieniać siebie. Mamy też prawo wychodzić z niewygodnych związków, pod warunkiem, że wiemy, dlaczego. To jeden z filarów filozofi wschodu, aby nie oczekiwać od innych, że zapewnią nam komfort i szczęście. Jeśli Twój partner czy praca Ciebie osłabia, to najpierw zastanów się, czy sam sobie nie wybierasz takiej relacji? Może odtwarzasz jakiś skrypt z dziecińśtwa, gdzie rodzcie nie dawali Ci poczucia bezpieczeństwa? A może od dziecka słyszałeś, że praca to praca- nie ważne, czy ją lubisz, ważne żeby dobrze zarabiać? Tak długo, jak sami nie przepracujemy tego co nas ogranicza, tak długo nic się nie zmieni. Mamy tendencję do powielania tego, co oswojone. Nawet, jeśli nam to szkodzi. Ludzie i sytuacje, którzy nas wkurzają, to są nasi nauczyciele. Będa nam towarzyszyć zawsze. Ale my możemy zmienić swoje przekonanie i nie uzależniać naszego szczęścia od innych.

Mam nadzieję, że ten wpis zainspiruje Was do refleksji nad tym, co i dlaczego chcecie w swoim życiu zmienić. W kolejnym postaram się podpowiedzieć kilka sposób, jak sprawić, żeby zmiany były sensowne i trwalsze 🙂 Piszcie śmiało w komentarzach- z ogromną przyjemnością czytam Wasze przemyślenia i cieszę się, że jesteście ze mną  🙂

ps. nawiązując do Waszych komentarzy dotyczących mojej pracy w Indiach. To nie jest „rzucanie wszystkiego”, tylko kolejny i przemyślany etap mojej wieloletniej pracy, gdzie staram się łączyć swój zawód i pomysł na siebie z pasją. Ale to temat na kolejny wpis :*

Namaste,

Kamila