Stres mieszka w ciele V: kiedy choruje głowa. Depresja.

Nie ma na świecie takiego leku, który nadałby sens życiu S. Kane 

To smutne zdanie bywa dobrze rozumiane przez sporą część ludzi, których codziennie mijasz na ulicy. Szacuje się, że na depresję cierpi kilkanaście procent społeczeństwa i dwukrotnie częściej zapadają na nią kobiety.  Odbiera siłę i chęć do życia, wolę przetrwania, zmienia świat w czarny worek bez dna. Czasami dopada w najmniej spodziewanym momencie życia, a czasami skrada się po chichu i jest jasną odpowiedzią na trudne doświadczenia życiowe. Smutek, apatia i marazm to naturalne etapy naszego życia. Depresja do nich nie należy- jest zaburzeniem psychicznym, wymagającym leczenia na wielu poziomach. W przeciwnym wypadku skutki mogą być bardzo poważne.

Smutek czy depresja? Jak je odróżnić?

  • smutek jest naturalną i zdrową reakcją na ból, trudne doświadczenia życiowe czy emocje.  Depresja to chroniczny stan, utrzymujący się przez dłuższy czas – bliższy poczuciu totalnej bezradności, niemocy, paraliżu.
  • smutek nie oddziaływuje na nasze zobowiązania- możesz być zrozpaczony, po śmierci kogoś bliskiego, ale dajesz radę iść do pracy, wykąpać dziecko, zrobić obiad. W depresji często chorzy nie są w stanie nawet podnieść się z łóżka.

Smutek w naturalny sposób przemija. Kiedy stan apatii, poczucia, że życie nie ma sensu, brak sił do umycia zębów utrzymuje się dłużej niż 2 tygodnie należy poszukać pomocy specjalisty.

Jak rozpoznać depresję?

ICD 10 (Międzynarodowaj Klasyfikacja Chorób) do najczęstszych klinicznych objawów epizodu depresji zalicza :

  • obniżony nastrój- najczęściej już od samego rana odczuwasz apatię, smutek, przygnębienie nieuzasadnione żadnymi konkretnymi czynnikami.
  • utrata zainteresowania zajęciami, które wcześniej przynosiły Ci radość
  • anhedonia, czyli zobojętnienie emocjonalne, kiedy masz poczucie, że cokolwiek się nie dzieje- jest Ci obojętne
  • bardzo niski poziom energii życiowej

Depresji bardzo często towarzyszą inne objawy również w ciele tj.

  • kłopoty ze snem : bezsenność lub bardzo długi sen
  • obniżenie apetytu (częstsze, niż nadmierny)
  • spowolnienie ruchów i wykonywania czynności
  • kłopoty z pamięcią, koncentracją
  • myśli samobójcze
  • obniżona samoocena; brak wiary w swoje możliwości

Jak poznać, że to depresja?

  • objawy występują przez min. 2 tygodnie
  • obserwujesz przynajmniej 2 główne objawy i 2 symptomy fizyczne
  • objawy mogą być też niespecyficzne: kluczem jest tu obserwacja swojego ciała i nastroju (lub bliskiej osoby)
źródło: http://online.synapsis.pl/Depresja-podstawowe-informacje/Przyczyny-etiologia-depresji.html

Skąd bierze się depresja?

Obecnie odchodzi się od obwiniania jednego czynnika, który może wywoływać depresję. W tradycyjnym ujęciu za przyczynę depresji uważa się zaburzenia w działaniu wewnątrzsynaptycznych mediatorów tj. serotoniny i dopaminy. Mocno upraszczając – nasz układ nerwowy nie potrafi prawidłowo wykorzystać hormonów „szczęścia”, które odpowiadają min. za nasze dobre samopoczucie. To tak, jakby budować dom: na ciężarówce leżą cegły, ale nie ma drogi, po której można je przewieźć na plac budowy. Nasze zachowanie i stan psychiczny jest w dużej mierze pochodną koktajlu hormonów i sprawnego działania neuroprzekaźników:

https://brief.pl/biohacking-czyli-o-tym-jak-suplementowac-szczescie-sukces-i-dobre-samopoczucie/

Jednak obecnie dużo bardziej podkreśla się rolę wielu czynników, które sprzyjają wystąpieniu depresji:

  • predyspozycje genetyczne (niektóre odmiany genów (alleli), mogą utrudniać prawidłowe działanie neurotransmiterów)
  • doświadczenia społeczne z okresu dzieciństwa (trudne i długotrwałe wydarzenia w dzieciństwie „przewrażliwiają” układ nerwowy, który nadmiernie reaguje na wydarzenia stresowe)
  • określony typ osobowości, który cechuje pesymizm, krytycyzm, perfekcjonizm, zewnątrzsterowność, niezdolność do wyrażania emocji i tłumienie trudnych uczuć w sobie
  • nadwrażliwość układu nerwowego i hormonalnego na światło słoneczne / jego brak
  • doświadczanie długotrwałego stresu lub nagłego traumatycznego wydarzenia może zdestabilizować mechanizmy regulacji nastroju i emocji w mózgu i sprzyjać powstaniu depresji
  • czynniki hormonalne (menopauza, ciąża)
  • przyjmowanie pewnych leków, które oddziaływują na układ nerwowy; pewne choroby; urazy fizyczne głowy

Dużą uwagę zwraca się dziś na to,że depresja często jest poprzedzona latami doświadczania stresu, który (w nadmiarze) rozregulowuje nasz układ nerwowy, hormonalny i odpornościowy. Trwanie w stanie „walcz lub uciekaj” powoduje stałe wydzielanie kortyzolu, adrenaliny, cytokin prozpalnych. Więcej pisałam o tym w poprzednim wpisie http://streso-terapia.pl/stres-mieszka-w-ciele-ii-choroby-tarczycy-hashimoto-a-stres/ Naczelnym mechanizmem do którego dąży nasz organizm jest równowaga. Kiedy jej braknie odbija się to na każdym poziomie naszego funkcjonowania min.na psychice.

Depresja WYMAGA LECZENIA I OPIEKI SPECJALISTÓW. To nie jest zwykłe przygnębienie. Nie mówcie komuś, żeby wziął się w garść, kiedy ktoś czuje, że nie ma ręki…Nieleczona depresja może mieć fatalne skutki. Ale istnieje wiele sposobów terapii, leczenia. Depresja to nie wyrok. Tylko potrzeba działać i tym, jak to zrobić zajmę się w kolejnym wpisie 🙂

Kamila

źródła:
1.  Rajewska-Rager A., Rybakowski J. Rola stresujących wydarzeń życiowych w patogenezie depresji. Neuropsychiatria i Neuropsychologia 2008; 3, 3–4: 147–152.

2. Godlewska B. R.: Genetyka i psychiatria w praktyce lekarskiej. Psychiatria w Praktyce Ogólnolekarskiej 2007, 7 (2), 97-109.

3. http://online.synapsis.pl/

Stres mieszka w ciele IV: „Jestem wiecznie zmęczony i nie mam na nic siły…” Wypalenie nadnerczy objawy, przyczyny, leczenie

Poranek. Trudno Ci otworzyć oczy, choć spałeś przepisowe 8 godzin. Fakt, wybudzałeś się nad ranem, ale zdarza Ci się to już od roku, więc przywykłeś. Masz wrażenie, że tylko kawa może Ciebie uratować. I coś słodkiego, koniecznie. Zrywasz się więc z łózka i szybko przytrzymujesz się ściany, bo zakręciło Ci się w głowie. Po drodze do kuchni na grubą piżamę zakładasz sweter- niezależnie od pory roku jest Ci ciągle zimno…Planowałeś pójść na trening, w końcu się wyspałeś i masz wolną sobotę. Jednak ostatnio nawet wejście po schodach jawi Ci się jako ekstremalny wysiłek- brakuje Ci tchu po kilku krokach. Miałeś iść w czwartek do lekarza, ale zapomniałeś. Nastawiłeś sobie przypomnienie w telefonie, ale natarczywe dźwięki i światło tak drażni, że wyłączyłeś alarm, nie sprawdzając o co chodzi. Generalnie od jakiegoś czasu słabo u Ciebie z pamięcią i czasami czujesz się, jakby Twój mózg kompletnie nie nadążał.

Brzmi znajomo? Dla mnie było przez jakiś czas codziennością, gdy wirus EBV dobrał się do mojej tarczycy i zafundował 1,5 roczne kłopoty z Hashimoto i nadnerczami. Miałam wrażenie, jakbym oglądała swoje życie z zewnątrz, w slow-motion… No, ale dzięki temu zgłębiłam niezliczoną ilość literatury medycznej i przetestowałam wiele metod leczenia, czym mogę się z Wami podzielić 😉 A jednym w głównych bohaterów naszego dzisiejszego wpisu będą nadnercza. Jeden z najważniejszych narządów, który utrzymuje w naszym organizmie równowagę. I jeden z najczęściej uszkadzanych w efekcie występowania długotrwałego i/lub ekstremalnego stresu.

Wyczerpanie nadnerczy

O tym, jaką rolę pełnią nadnercza w reakcji stresowej pisałam tutaj: http://streso-terapia.pl/tag/hashimoto/

W skrócie można powiedzieć, że są to dwa małe gruczoły zlokalizowane w górnej części naszych nerek:

https://www.yourhormones.com/adrenal-glands/

Jak już wiemy, kiedy jesteśmy narażeni zbyt długo na stres i nie pozbywamy się na bieżąco jego skutków może dojść do zmęczenia nadnerczy. W medycynie akademickiej nie jest ono traktowane jako jednostka kliniczna, dopóki nie dojdzie do całkowitego załamania funkcjonowania nadnerczy, określanej chorobą Addisona. Choroba Addisona niekoniecznie musi rozwinąć się w pełnej postaci jako efekt długotrwałego stresu, ale może być on jej katalizatorem. Zazwyczaj proces wyczerpania nadnerczy trwa bardzo długo i wiele osób ignoruje delikatne sygnały, jakie daje nam organizm.

Kłopot w tym, że nadnercza są nierozłącznie związane z ogólnym funkcjonowaniem naszego organizmu. Ich zaburzenia implikują lub towarzyszą wielu chorobom autoimmunologicznym, jak Hashimoto, RZS, toczeń, zaburzeniom gospodarki hormonalnej, cukrowej i dysfunkcjom psychicznym jak stany lękowe, depresyjne i nerwicowe. Dlatego nie ma możliwości skutecznego leczenia, jeśli nie dotrzemy do przyczyn, które bardzo często powiązane są właśnie z długoletnią ekspozycją na stres.

Objawy wyczerpania nadnerczy:

*problemy ze wstawaniem, nawet po dobrze przespanej nocy

*szybkie męczenie się i trudności ze zregenerowaniem się np. po treningu

*kłopoty z zasypianiem; wybudzanie się szczególnie ok 4-5 rano

*kryzys energetyczny ok g. 14 , nagłe spadki energii w środku dnia i „przypływ sił” wieczorami

*złe samopoczucie w przerwach między posiłkami, potrzeba jedzenia słodkich lub słonych produktów, stałe odczuwanie głodu

*poczucie „mgły mózgowej”- osłabienie pamięci, spowolnienie myślenia, trudności w koncentracji

*nadmierna drażliwość na dźwięk, światło, zapachy, dotyk

*obniżenie libido, rozregulowanie okresu, nasilenie PMS

*zawroty głowy, niskie cieśninie, nadmierne odczuwanie zimna

*odczuwanie niepokoju, poczucie bezsilności i epizody obniżonego nastroju

*powolne gojenie się ran, siniaków; ciągnące się infekcje i obniżona odporność

Diagnozowanie zmęczenia nadnerczy

Diagnozując kłopoty z nadnerczami powinniśmy zbadać kortyzol, DHEA i min. estradiol, testosteron o poranku, melatoninę i progesteron przed snem.  Niestety w naszych warunkach lekarze bardzo rzadko kierują na takie badania. Dodatkowo badania często mogą wskazywać, że poziom hormonów jest w dolnej granicy normy, ale mimo wszystko czujemy się podle… To tak jak z różnymi kłopotami z kręgosłupem- możesz mieć przepuklinę jak lej po bombie, ale dzięki ćwiczeniom i zmianie stylu życia czuć się znacznie lepiej, niż ktoś z niezłymi wynikami, ale przyrośnięty do fotela.

Pozostaje więc przeprowadzenie testów na własną rękę. W literaturze poświęconej kłopotom z nadnerczami najpopularniejsze są:

Test na zwężenie źrenic :

*w ciemnym pomieszczeniu świecimy latarką w kierunku twarzy (nie wprost na oko) i obserwujemy zachowanie źrenicy (można samemu zrobić test przy pomocy lustra). Normalnie w reakcji na ostre światło źrenica powinna się zwęzić i taka pozostać. Jeśli nadnercza są wyczerpane, to mięśnie oczu nie działają prawidłowo (efekt zaburzenia gospodarki sód- potas) i po chwilowym zwężeniu źrenica znowu zacznie się rozszerzać. Jeśli mamy taki kłopot, to prawdopodobnie będzie nas również mocno drażnić ostre światło np. jarzeniówek lub słońca.

Test ciśnienia:

*kładziemy się na ok 10 min.i staramy się spokojnie oddychać. Mierzymy ciśnienie. Po tym czasie szybko wstajemy do pionu. Jeśli ciśnienie wzrośnie ok 10-20 Hg. to mamy prawidłowy wynik. Jeśli nadercza są słabo reaktywne zamiast wzrostu odnotujemy spadek. Dlatego tak typowe dla kłopotów z nadnerczami są zawroty głowy po zmianie pozycji z leżącej na stojącą.

Test temperatury:

Mierzymy temperaturę 3 x dziennie o tej samej godzinie przez kilka dni. Im większe różnice pomiędzy pomiarami, tym większa szansa, że nadnercza nie pracują prawidłowo.

Test skóry:

Jeśli przejedziecie po skórze jakimś ostrym narzędziem np. wykałaczką powinien pojawić się biały ślad, który szybko przejdzie w czerwoną linię. Jeśli linia pozostaje biała może to świadczyć o kłopotach z nadnerczami. Podobnie jak blada skóra, sinawe usta, rany, które się długo goją i siniaki, które nie znikają.

Leczenie zmęczenia nadnerczy w ujęciu psychologicznym

Jako leczenie konwencjonalne stosuje się:

– uzupełnienie niedoborów ( C i B, potasu, cynku, żelaza i miedzi, magnezu, kwasu pantotenowego i biotyny. ) typowych dla osób, które poddawane są długotrwałemu stresowi

-zioła adaptogenne min. Ashwagandha, traganek (astragalus), lakownica lśniąca (reishi mushroom), dang shen, eleuterokok kolczasty (eleuthero), żeńszen (ginseg), lukrecja gładka (licorice), maca, suma oraz suplementy jak DHEA

– prednison, kortyzon i hydorkortyzon podawane pod kontrolą lekarza w leczeniu choroby Addisona

Ponieważ nie jestem ani lekarką ani zielarką opieram się na tym, co znalazłam w literaturze 😉 Natomiast jako psycholog specjalizujący się w holistycznym leczeniu skutków stresu mogę Was zapewnić, że NIE MA MOŻLIWOŚCI WSPARCIA NADNERCZY BEZ ZLIKWIDOWANIA I/LUB UMIEJĘTNEGO ZARZĄDZANIA POZIOMEM STRESU W SWOIM ŻYCIU. Mimo całej inteligencji naszego autonomicznego układu nerwowego, to MY DECYDUJEMY o tym, jak reagujemy na życiowe sytuacje. Nie jesteśmy marionetką naszego podwzgórza i nadnerczy 😉 Umiejętność radzenia sobie ze stresem to nie jest już jakaś fanaberia, tylko obowiązek współczesnego człowieka, który chce pozostać zdrową istotą. Metod jest mnóstwo:

-joga, medytacja, uważność (mindfulness), ćwiczenia oddechowe (możecie sprawdzić na moim kanale https://www.youtube.com/channel/UCsb_pBN7AMufokAZ8z2OeFw?view_as=subscriber

-dowolna, ale w miarę spokojna forma ruchu; nadnercza nie lubią ekstremalnego wysiłku co wyjaśniałam tu: http://streso-terapia.pl/stres-dlaczego-instruktorki-fitness-bywaja-grube-podejscie-medyczne/

-warsztaty radzenia sobie ze stresem, przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu – jeśli macie ochotę wpaść do mnie to zapraszam 🙂 http://streso-terapia.pl/warsztaty-i-wyjazdy/ 

-eliminowanie najbardziej stresujących czynników ze swojego życia i ludzi, którzy ciągną nas w dół (no wiem, wiem… Ale coś na pewno możecie wybrać) 🙂

-słuchanie nagrań z relaksacyjną muzyką, prowadzonych medytacji (kilka przykładów można znaleźć na blogu: http://streso-terapia.pl/nagrania-z-relaksacja/

-słuchanie nagrań z dudnieniami różnicowymi http://streso-terapia.pl/dudnienia-roznicowe-dzwieki-ktorej-zwroca-ci-spokoj-jak-wygrac-z-bezsennoscia-cz-iii/

-praktykowanie wdzięczności http://streso-terapia.pl/przepis-na-szczescie-wdziecznosc/

-odpuszczanie, pozwolenie sobie na bycie wystarczająco dobrym, a nie perfekcyjnym, poddanie się życiu

-codziennie robienie dla siebie czegoś dobrego (pyszna kawa wypita w spokoju, długa kąpiel; co tydzień robienie czegoś wyjątkowo dobrego (może masaż, wizyta u kogoś, kto nas podnosi do góry?); co miesiąc czegoś super dobrego (wyjazd na weekend, wybranie się na wzmacniający nas warsztat?)

Leczenie wypalenia nadnerczy trwa często wiele miesięcy lub lat (ja odczułam poprawę po roku i po wielu zmianach min. diety, ale to już temat na książkę), ale JEST MOŻLIWE.

Trzymam kciuki za Nas i za nasze nadnercza 🙂

Kamila

literatura:

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0022399902004294

https://www.nature.com/articles/nrendo.2009.106

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0301051101000928

„Zapalenie tarczycy Hashimoto” Izabella Wentz

Stres mieszka w ciele III: choroby tarczycy, Hashimoto i stres

Dziś powracam do tematu, o który chyba pytacie mnie najczęściej w kontekście chorób związanych z długotrwałą ekspozycją na stres. Tarczycy. Wydaje się, że to już standard, że kobiety mają niedoczynność albo Hashimoto, czyli autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. Oczywiście istnieje szereg przyczyn niezwiązanych z psychiką jak np. czynniki środowiskowe, skażenie środowiska i pokarmu, predyspozycje genetyczne. Jednak większość lekarzy zapisuje pacjentom hormony i mówi „tego się nie da wyleczyć” (tak jak ja usłyszałam i uparłam się, że pewnie się da 😉 ). Tymczasem leczenie chorób związanych z funkcjonowaniem nadnerczy (a choroby tarczycy są z tym niezwykle silnie powiązane) bez zmian trybu życia nie może dać pozytywnych rezultatów. Przypominam, że nie jestem lekarzem i nie doradzam w kwestiach kłopotów z tarczycą. Dzielę się jedynie swoim doświadczeniem oraz wiedzą na temat związku stresu i problemów zdrowotnych.

Dlaczego stres rozregulowuje tarczycę?

1. Wielką trójka: podwzgórze- przysadka- nadnercza a problemy z tarczycą

Podwzgórze to rejon w mózgu, który odpowiada za wydzielanie hormonów w naszym organizmie. Informuje przysadkę mózgową o tym, jak ma zarządzić działaniem wielu organów w naszym ciele np. wątroby, nerek czy właśnie nadnerczy. Nadnercza są to małe gruczoły umiejscowione na nerkach, które produkują adrenalinę, noradrenalinę i dopaminę oraz glikokortykoidy, mineralokortykoidy i androgeny. Nie wchodząc w detale chemiczne te hormony są niezbędne do życia i utrzymania prawidłowej gospodarki hormonalnej. Dlatego wszelkie problemy z funkcjonowaniem osi podwzgórze- przysadka- nadnercza dość wyraźnie implikują kłopoty z tarczycą.

2. Stres i „wielka trójka”

W sytuacji stresu nasz organizm aktywuje podwzgórze, które wyzwala szereg reakcji w organizmie z cyklu „walcz lub uciekaj”. Jeśli faktycznie następuje walka lub ucieczka, a hormony w szybki i fizjologiczny sposób są usunięte z ciała- to wracamy do stanu równowagi. Więcej pisałam o tym tu. Niestety, większość współczesnych ludzi nie walczy ani nie ucieka fizycznie, tylko pozostaje przykutymi do fotela, zagryzając zęby ze złości lub dusząc w sobie emocje. I tu zaczynają się spore kłopoty:

3. Odpowiedź układu hormonalnego na stres:

Podobny obraz
https://briewieselman.com/adrenal-fatigue-part-3-adrenal-fatigue-is-actually-a-brain-problem/

→podwzgórze dostaje informację o zagrożeniu

→wydzielają się hormony aktywujące w rdzeniu nadnerczy produkcję adrenaliny i noradrelaniny

→kora nadnerczy wydziela kortyzol i aldosteron

→adrenalina zwęża naczynia krwionośne, wzrasta ciśnienie krwi, aby większy dopływ krwi i tlenu do mózgu pomógł w przeżyciu

→zwiększa się produkcja glukozy i wzrasta odporność na insulinę, aby szybciej dostarczać paliwo do mięśni

Wygląda niewinnie, co nie?

Ale…

Jeśli taka sytuacja utrzymuje się zbyt długo i za często (przypomnij sobie, ile razy w ciągu dnia stresujesz się np. korkiem, spóźnieniem, sprzeczką z dzieckiem, mailem od szefa itp.) nadnercza nie mają już mocy przerobowych. Nieustannie wydzielają kortyzol i jednocześnie „tracą siłę” do równoważenia jego sekrecji DHEA. DHEA (uwaga trudne słowo: dehydroepiandrosteron) to tzw. hormon młodości najsilniej wydzielany do 20 roku życia. Kortyzol i DHEA to jak słońce i księżyc. Oba potrzebne, ale w odpowiednim czasie i ilości 🙂 DHEA neutralizuje negatywne efekty wydzielania kortyzolu i redukuje skutki stresu. Kiedy nadnercza są już umęczone ciągłą stymulacją może dojść do ich wyczerpania. I tu zaczyna się poważny kłopot (o wyczerpaniu nadnerczy na skutek stresu i konsekwencjach- więcej w kolejnym wpisie)

!!! uwaga: bardzo intensywny i długotrwały wysiłek + niedostateczna regeneracja to prawie pewny wzór na zbyt wysoki poziom kortyzolu. Wszyscy trąbią, że wysiłek i sport jest dobry, ale mało kto uwrażliwia na to, jaki konkretnie powinien on być, aby nie pogłębiać kłopotów z tarczycą.  Więcej na temat czy i dlaczego zbyt intensywny trening może nam szkodzić napisałam w tym wpisie.

4. Zmęczone nadnercza a tarczyca

Kortyzol w nadmiarze zaburza prawidłową pracę tarczycy poprzez blokowanie wydzielania TSH (w dużym skrócie- dokładniej mówiąc utrudnia  T4 przemianą w w aktywny T3). Aby pomóc mięśniom otrzymać zastrzyk energii uwalnia z nich aminokwas- glutaminę, która min. chroni także ścianę jelita i uszczelnia jego barierę. To wyjaśnia, dlaczego często problemom z tarczycą towarzyszą kłopoty z trawieniem, cieknące jelito i zaburzenia wchłaniania. Utrudnia DHEA prowadzenie procesów naprawczych tkanek (dlatego każdy zawodowy sportowiec wie, że bez odpowiedniej regeneracji i odpoczynku nie ma co liczyć na przyrost mięśni czy siły). Nadmiar kortyzolu zmniejsza również odporność, powodując spadek wydzielania IgA- immunoglobulin wspierającym pokonanie wirusów i bakterii. W skrajnym wypadku organizm ma już tak rozregulowany układ immunologiczny, że nie rozróżnia własnych tkanek od cudzych. Niski poziom kortyzolu może nadmiernie eksponować Th-1 (limfocyty), a rezultatem tego jest wzmożona produkcja cytokin prozapalnych. Jednym słowem ciało „głupieje” i zaczyna atakować samo siebie, czyli powoduje choroby autoimmunologiczne jak np. Hashimoto.

W pewnym momencie nadnercza nie mają już nawet siły, aby produkować kortyzol, o jaki prosi przysadka i wtedy dochodzi do ich wyczerpania. Kortyzol jest przesadnie niski, podobnie jak jego odwrotność- DHEA, co całkowicie załamuje funkcjonowanie organizmu. Jak to zauważyć (a raczej się nie da nie zauważyć 🙁 ) i jak sobie pomóc pisałam w artykule: http://streso-terapia.pl/stres-mieszka-w-ciele-iv-jestem-wiecznie-zmeczony-i-nie-mam-na-nic-sily-wypalenie-nadnerczy-objawy-przyczyny-leczenie/

5. Podsumowanie: problem z tarczycą często NIE jest problemem z tarczycą- lecz problemem ze stresem i naszymi emocjami

Lekarze często traktują człowieka jak maszynę, gdzie szwankują poszczególne części. Patrzą na wyniki badań i wypisują syntetyczne hormony tarczycy mówiąc” no to będzie je pani brać już do końca życia”. A pacjenci, mimo początkowej poprawy po podaniu leków, wracają często do złego samopoczucia. Ponieważ ich nadnercza i cały układ hormonalny dalej nie potrafi się samodzielnie wyregulować. Absolutnie nie mówię, że branie leków jest niewskazane. Każdy, kto kiedyś miał kłopoty z tarczycą wie, że jakość życia bez nich jest czasami nie do zniesienia. Jednak to bardzo ważne, żeby dostrzec, że choroby, a w szczególności choroby autoagresywne ,to sygnał, że choruje cały organizm. Dopiero holistyczne spojrzenie na chorobę może przynieść pozytywne rezultaty.

Nie eliminując możliwych źródeł kłopotów z tarczycą, czyli działania „wielkiej trójki” w permanentnym stresie- nie ma możliwości zmniejszenia objawów choroby.

6.Czy choroby tarczycy mogą pochodzić z naszej głowy?

Mogą. Nawet jeśli nie bezpośrednio, to bez wątpienia emocje odgrywają dużą rolę. Psychosomatyczne podejście do kłopotów z tarczycą zauważa, że rejon gardła jest związany z funkcją mówienia- a więc wyrażania swojego zdania, stawiania granic, prawa do sprzeciwu i swobodnej ekspresji. Jeśli Twoje słowa przez długi czas „utykały w gardle”, to może nie bez powodu tam teraz pojawia się problem? Natomiast choroby autoimmunologiczne bywają rezultatem wieloletniego negowania swoich potrzeb, nadmiernego perfekcjonizmu i nie akceptowania swojego ciała i siebie takim, jakim jest. W końcu jak coś Ci się nie podoba, to jest chyba niepotrzebne, prawda?

Z tą refleksją Was zostawiam i mam nadzieję, że pomoże Wam to w znalezieniu drogi do zadbania o swoją tarczycę 🙂

Kamila

ps. zainteresowanym medycznym i dietetycznym ujęciem tematu gorąco polecam bloga i książkę genialnej autorki: Izabelli Wentz oraz kultowy już blog, które są prawdziwą kopalnią rzetelnych informacji o kłopotach z tarczycą i były również dla mnie ogromnym wparciem, kiedy uparłam się samodzielnie wyjśc na prostą z niedoczynności 🙂

Stres mieszka w ciele II: jelita kontra stres (IBS i choroby autoimmunologiczne)

Jak wspomniałam wcześniej zajmiemy się chorobami związanymi z nadmierną i długotrwałą ekspozycją na stres. Dziś przyjrzymy się niezwykle ważnej części ciała, siedzibie naszych najważniejszych organów czyli… jamie brzusznej (nie- nie głowie!). Chyba nie ma osoby, która wyraźnie nie doświadczyła, co się dzieje z naszym brzuchem w sytuacji stresu 😉 Nie wchodząc w szczegóły: jedni biegną od razu do łazienki, a inni omijają ją (choć nie chcą) przez kilka dni. Poczucie wzdętego i bolesnego brzucha, problemy z trawieniem, brak lub nadmierny apetyt- to dość oczywiste reakcje na silny stres. Jeśli występują one jako bezpośrednia i jednorazowa odpowiedź na bodziec stresowy- to jest naturalne. Gorzej, gdy stres utrzymuje się permanentnie (codziennie jesteś w pracy, gdzie na samą myśl o poniedziałku biegniesz do toalety). Ciało traci wówczas naturalną zdolność do homeostazy i zaczynają się kłopoty.

Gdzie mieszka drugi mózg?

Jeśli sądzicie, że jakoś naszego życia i myślenia zależy tylko od mózgu, to niestety jesteście w błędzie 🙂 Oczywiście- mózg pełni masę ważnych funkcji, jednak to nie on w pierwszej kolejności reguluje nasze poczucie witalności i zdrowia. Od niedawna wiadomo bowiem, że posiadamy również „drugi mózg” czyli… JELITA. Nazywamy go enterycznym układem nerwowym. Jelita wyścielone są gęstą siecią komórek nerwowych i do tego podobnymi do tych, które wyściełają korę mózgową. Podobno jest ich więcej niż w rdzeniu kręgowym! Jelita więc ściśle współdziałają z mózgiem, ale jednocześnie mają pewną autonomię tzn. same reagują np. na szkodliwy pokarm czy właśnie stres. Mózg jest mistrzem optymalizacji (w zasadzie to nawet lenistwa), zatem „oddał” część funkcji właśnie jelitom. Fascynujące jest to, że 90 % informacji biegnie z jelit do mózgu, a mózg łaskawie wysyła impulsy do jelit tylko w 10% ! To one zatem w pierwszej kolejności reagują na zagrożenie i przekazują informację do mózgu za pomocą nerwu błędnego. Jedną z jego funkcji jest aktywacja układu przywspółczulnego, czyli tego, który zwalnia aktywność ciała, uspokaja, przełącza nas w tryb regeneracji. Jeśli więc jelita się niepokoją, to niepokoi się cały organizm. A biegunka jest typową reakcją organizmu, który pozbywa się w trybie awaryjnym z organizmu „balastu”, aby przygotować się do walki lub ucieczki. Jeśli nie uciekasz ani nie walczysz, tylko siedzisz zamrożony przy biurku, to wszystkie hormony stresu zostają w środku ciała i dzień po dniu kumulują się w organizmie, szykując mu problemy…

Dlaczego zestresowane jelita oznaczają kłopoty?

  • Zestresowane jelita to problemy z nietolerancją pokarmową i alergią. Jelita mają pewną tolerancję na stres. Jeśli wydziela się zbyt wiele kortyzolu i trwa to zbyt długo- zaburza to mikroflorę jelitową. A to właśnie ona odpowiada za naszą odporność, trawienie, a nawet tendencję do zaburzeń psychicznych. Mikroflora jelitowa może wydzielać neurotransmitery i neuromodulatory, np. serotoninę, acetylocholinę, melatoninę, GABA, katecholaminy, czy histaminę lub kortykoliberynę (CRF). Te dwa ostatnie są odpowiedzialne za powstanie nieszczelnego jelita, przyczyniając się do nietolerancji pokarmowych i chorób autoimmunologicznych

  • Zestresowane jelita nie mogą spać i mają depresję. Wspomniana wyżej serotonina jest hormonem, który odpowiada za nasze poczucie szczęścia. To właśnie problemy z jej sekrecją odpowiadają za kliniczną postać depresji, która często wymaga podania leków podnoszących jej poziom. Wydzielanie prozapalnych cytokin blokuje również prawidłowy proces syntezy tryptofanu – hormonu, który wspiera nasz dobry sen. W efekcie problemy z jelitami mogą powodować zaburzenia gospodarki hormonalnej, regulującej nasz rytm dobowy i samopoczucie psychiczne.

  • Zestresowane jelita tyją albo chudną. Cytokiny prozapalne powodują, że nasz ośrodek regulacji głodu/sytości wariuje i mózg otrzymuje błędne informacje. Hormon sytości (lepytna), który normalnie już dawno powiedziałby mózgowi „hej, najadłem się” nie dociera do niego. Analogicznie zaburzenia mogą dotyczyć hormonu greliny, która odpowiada za poczucie głodu.

  • Zestresowane jelita mają słabą odporność. Działanie układu immunologicznego jest ściśle powiązane z mikroflorą jelitową. Stres działa jak szczota, „wyczesując” dobre bakterie z naszych jelit i tym samym zwiększając podatność na infekcje.

  • Zestresowane jelita cierpią na choroby autoimmunologiczne. Osoby, borykające się z Hashimoto, RZS, SM, toczniem itp. często spotykają się z sugestią, że dieta jest podstawą do przywrócenia prawidłowego działania układu odpornościowego. Chodzi o to, aby organizm przestał atakować swoje komórki (np. niszczyć własną tarczycę). Mechanizm ten jest dość złożony, nie będą więc w niego wnikać na ten moment. Osoby, które interesują się dietą w chorobach autoimmunologicznych niech zajrzą na te blogi: http://www.tarczycahashimoto.pl/blog lub http://www.tlustezycie.pl/

  • Zestresowane jelita mają swoje własne choroby jak bardzo popularny IBS (Zespół Jelita Drażliwego). Ponieważ nie jestem ani dietetykiem ani lekarzem,to po medyczny opis odsyłam Was tu:

Jak pomóc jelitom w stresie?

Poza dietą i odbudową mikroflory jelitowej koniecznie trzeba pomóc jelitom się relaksować. Od strony psychologicznej należy robić wszystko, aby wesprzeć układ przywspółczulny, który powie im „hej, wszystko jest dobrze, nie musicie się napinać”. Odsyłam Was do wpisu, który opisywał mechanizm działania AUN oraz rolę relaksacji.

Bardzo pomocna będzie praktyka jogi powięziowej oraz asany, które rozluźniają napięcie w jamie brzusznej, rozciągają przód ciała i sprzyjają wyciszeniu (łagodne wygięcia na wałkach, klockach itp.). Polecam grupy kobiece w szkołach jogi, bo tam pozycje często mają za zadanie właśnie rozluźnić miednicę i jej zawartość. Po więcej praktycznych inspiracji zapraszam Was na warsztaty antystresowe 🙂

Spokojnych jelit dla nas wszystkich 🙂

Kamila

Bibliografia:

www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4202342/
emeranmayer.com/the-brain-gut-microbiomes-connection-to-ibd-obesity-and-anxietydepression/
Rudzki L., Szulc A., Wpływ jelitowej flory bakteryjnej na ośrodkowy układ nerwowy i jej potencjalne znaczenie w leczeniu zaburzeń psychicznych, Farmakoterapia w psychiatrii i neurologii, 2013

Stres mieszka w ciele I : kiedy choruje głowa, choruje ciało…

Po dłuższej przerwie od blogowania- wracam do obiecanych, trzymających się bliżej ziemi artykułów 🙂

Kolejny cykl wpisów chciałabym poświęcić na przyjrzenie się związkowi chorób ciała i doświadczanych przez nas emocji.  Medycyna zachodnia dopiero od niedawna dostrzega związek naszej psychiki ze stanem naszego ciała. W tym kręgu kulturowym przez wieki człowieka traktowano jako system niezwiązanych ze sobą części, działających w oderwaniu od siebie. Tymczasem lekarze na Wschodzie zawsze patrzyli na człowieka holistycznie- lecząc przyczynę zaburzeń, a nie tylko zaleczając objawy. Obecnie coraz więcej osób jest świadomych, że doświadczenia życiowe i emocje wywierają ogromny wpływ na stan naszego zdrowia. Aleksander Lowen, twórca metody psychoterapii poprzez ciało, mawiał „Problemy człowieka zawsze można odczytać z jego ciała, ponieważ ciało jest tym, kim jest człowiek.”

Lowen i inne metody pracujące z „głową” poprzez ciało wskazują na szczegółowy związek przeżywanych emocji i tego, co później dzieje się z naszym organizmem. Na potrzeby mojego bloga skupię się jednak na bardziej ogólnych, ale wciąż niezwykle częstych problemach ze zdrowiem, które mają swoje główne źródło w psychice. Konkretnie- na chorobach psychosomatycznych. Od stresu nikt z nas nie ucieknie i każdy miewa w życiu etap, gdy czuje jak grunt usuwa się spod nóg… Jeśli nie umiemy tego gruntu złapać, albo świadomie się zrelaksować, narażamy się na całkiem namacalne problemy ze zdrowiem. Ciało ma swoje możliwości adaptacji i jest w stanie zaskakująco długo znosić nawet długotrwałą ekspozycję na stres.  Jednak w pewnym momencie nie ma już zasobów i zaczyna odbijać skutki stresu w ciele. Woła „nie dam rady, zobacz!” na swój, cielesny sposób.

Mechanizm zaburzeń psychosomatycznych: „Naprawdę mnie boli, a nikt nie wie, dlaczego”

Kiedy doświadczamy stresującej sytuacji nasze ciało wchodzi w tryb „walcz lub uciekaj”. Towarzyszy temu szereg reakcji fizjologicznych, która mają pomóc nam przeżyć (dosłownie!). O dokładnym mechanizmie pisałam tutaj. Jeśli następuje fizyczne wyładowanie (tzn. naprawdę uciekasz lub walczysz) organizm może w procesie ruchu zużyć hormony stresu, które przed chwilą wyprodukował. Umówmy się, że jednak mało kto goni po firmowym korytarzu albo porzuca auto w korku i wykonuje 50 pompek na przystanku…W efekcie nasz układ hormonalny i odpornościowy stopniowo upośledza swoje działanie. Częściej mamy infekcje, pojawiają się problemy ze zdrowiem. Czasami wyniki badań nie pokazują nic niepokojącego, a nas boli brzuch, głowa, tracimy oddech albo pojawiają się kołatania serca- to może sugerować, że ciało nie radzi sobie ze skutkami stresu. Są też choroby, które w wyraźny sposób wiążą się z doświadczaniem długotrwałego stresu. Określamy je chorobami psychosomatycznymi.

Choroby psychosomatyczne: gdy cierpi dusza, choruje ciało

Choroby psychosomatyczne to „choroby przebiegające albo pod postacią zaburzeń funkcji, albo zmian organicznych dotyczących poszczególnych narządów czy układów, w przebiegu których czynniki psychiczne odgrywają istotną rolę w występowaniu objawów chorobowych i ich zaostrzeniu” (definicja WHO). Istnieje także grupa chorób (tzw. „Chicagowska siódemka”, autorstwa F.G, Alexandra), które uznawane są za dysfunkcje związane z ekspozycją na stres:

  • choroba wrzodowa żołądka

  • nadciśnienie tętnicze

  • astma oskrzelowa

  • reumatoidalne zapalenie stawów

  • zapalenie jelita grubego

  • nadczynność tarczycy

  • atopowe zapalenie skóry

Zestawienie pochodzi z zamierzchłych czasów (lata 50-te XX wieku) i dziś można śmiało do niego dodac także (nękające szczególnie kobiety) choroby autoimmunologiczne np. zapalenie tarczycy Hashimoto, toczeń, choroba Gravesa-Basedova, choroba Addisona, Stwardnienie Rozsiane, IBS (Zespół Jelita Drażliwego), CFS (Zespół Przewlekłego Zmęczenia), fibromalgia. Plus „klasyki”: stany depresyjne, nerwice, bezsenność, zaburzenia libido, zaburzenia odżywiania, problemy z płodnością.

Jak sobie pomóc w chorobach psychosomatycznych? 

Jeśli trafisz na mądrego lekarza, to zasugeruje wizytę u psychoterapeuty. Ponieważ choroby psychosomatyczne często powiązane są z brakiem umiejętności stawiania granic, mówienia o swoich potrzebach, proszenia o pomoc. Osoby, które otoczone są wsparciem społecznym i potrafią dzielić się swoimi emocjami, dużo rzadziej nękają tego typu dolegliwości. Badania inter-kulturowe wyraźnie pokazują, że zaburzenia autoimmunologiczne to domena wysoko uprzemysłowionych krajów Zachodu. Rzadko kiedy występują w uboższych i mniej zaawansowanych społecznościach. Dzieje się tak dlatego, że w tradycyjnych kulturach ludzie spędzają dużo czasu z bliskimi a rodzina stanowi znaczącą sieć wsparcia. Co więcej- tryb życia wymaga dużo więcej ruchu i nie generuje takiej dawki stresu. A nawet jeśli generuje stres, to ma on charakter krótkofalowy (goni Cię tygrys- uciekasz) i ciało w naturalny sposób wraca do stanu równowagi.

Życie samo w sobie zawsze będzie zawierało stresujące sytuacje. Nie mamy na to wpływu. Mamy wpływ jednak na to, jak na nie reagujemy. I bardzo dobrze jest umieć je w pełni przeżywać- tzn. śmiać się, gdy coś nad raduje i płakać, gdy jest trudno. Tu właśnie kluczowa może okazać się pomoc psychoterapeuty. Zmiana wzorców reagowania na stres, zadbania o siebie, porzucenia schematów postępowania, które wkładają nas w rolę życiowej ofiary- to najważniejsza droga do zmniejszenia, a może i zlikwidowania objawów chorób.

Istnieje także wyraźny związek niektórych zaburzeń z doświadczanymi przez nas emocjami. Np. kłopoty z sercem lub oddychaniem często wiążą się z trudnościami w relacjach i np. lękiem przed bliskością. Problemy z jelitami, odżywaniem korelują min. z tendencją do perfekcjonizmu, potrzebą kontroli lub też intensywnie przeżywanym poczuciem wstydu. Bóle kręgosłupa, mięśni czy stawów często sugerują, że dźwigamy coś na swoich barkach czy niesiemy „krzyż” na plecach (niekoniecznie swój…). Choroby autoimmunologiczne bywają ostatnim wołaniem naszego ciała :”Czy tak trudno jest Ci mnie zaakceptować, że muszę zacząć siebie niszczyć?”

Na bieżąco warto nauczyć się prawidłowo odpoczywać i relaksować. Metody są dowolne, choć najbardziej zależałoby nam na zminimalizowaniu aktywności ciała i umysłu. Joga, medytacja, techniki oddechowe, masaż- sprawdźcie, co do Was najbardziej przemawia. O tym, dlaczego relaksacja jest niezbędna, aby żyć w zdrowiu pisałam więcej tu. Można zacząć od słuchania nagrań relaksacyjnych, np. na Stresoterapii 🙂

W kolejnym wpisie przyjrzymy się dokładniej roli stresu w konkretnych, najbardziej dotkliwych zaburzeniach.

Tymczasem pamiętajcie, że dopóki człowiek oddycha, to żyje i ma możliwość i szansę, żeby coś zmienić!

Kamila

 

Emocje zapisane w ciele: jak usunąć stres z ciała. Joga powięziowa.

 

Kiedy wybrałam się na moją pierwszą sejsę yin yogi miałam wrażenie, że nic się nie dzieje. Pozycje trwają wiele minut, żadnego napinania mięśni, podciągania palców i rzepek kolan do góry. Jednym słowem strata czasu 😉 Jednak po kilkudziesęciu minutach  zaczęłam czuć wyraźny dyskomfort. Początkowo proste pozycje stały się zaskakująco intenswyne. Miałam wrażenie, że docieram do miejsc, do których jeszcze nie zajrzałam.  Bolało mnie wszystko. Ciało i dusza. Kiedy przeszliśmy do bioder nagle w mojej głowie pojawiły się wspomnienia dotyczące pewnej relacji i zaczęłam płakać. Płakałam dalej po sesji 15 min. patrząc w ścianę i zastanawiając się, o czym to było… Po 2 latach praktykowania yin yogi takie sytuacje są dla mnie zupełnie normalne i nawet się cieszę, kiedy w trakcie sesji uwalniają się intensywne emocje. Spotkanie z yin yogą zapoczątkowało u mnie fascynację rolą powięzi, czyli tkanki łącznej, dzięki której nasze ciało tworzy całość i nie rozsypuje sie na oddzielne kawałki. Jako psycholog zawsze uważnie przyglądam się połączeniu ciała i emocji, a praktyka yin yogi jest zupełnie wyjątkową pracą, która dociera dużo dalej niż do ciała. Dziś chciałabym Wam przybliżyć znaczenie pracy z ciałem i wyjaśnić, dlaczego joga powięziowa ma taką moc 🙂

Co to jest powięź?

Yin joga, zwana jogą powięziową, oparta jest przede wszystkim na koncepcji taśm anatomicznych. Taśmy anatomiczne to struktura mięśni i powięzi, którą chyba najbardziej szczegółowo do tej pory zbadał Tom Myers. Myers wyróżnił kilka taśm mięśniowo-powięziowych, ale sa zastrzega, że może być ich dużo więcj- możecie obejrzeć je na tym zdjęciu.Co ciekawe, wyróżnione taśmy pokrywają się w dużym stopniu z meridianami w medycynie chińskiej. Jednak zostały one opisane na podstawie „twardej” medycyny, w oparciu o sekcje zwłok. Do tej pory medycyna zachodnia traktowała ciało jak worek z odseparowanymi od siebie elementami jak kości, więzadła czy mięśnie. Temat powięzi to stosunkowo niedawne odkrycie. Nie służy ona jedynie jako „opakowanie” dla naszego ciała. Szczegółowo o anatomii powięzi pisałam w poprzednim wpisie o yin jodze. Dziś skupię się jednak na jej związku z naszymi emocjami, ponieważ jest to bardzo cenna wiedza, jeśli chcemy skutecznie zrelaksować ciało i uwolnić skutki stresu!

Powięź spełnia wiele fascynujących ról. Bierze udział w funkcjach ruchowych, czuciowych i metabolicznych. Ma niezwykłą wrażliwość – znajduje się na niej więcej receptorów, niż w innych rodzajach tkanek. Kurczy się, rozciąga i reaguje w trakcie wszystkich czynności ruchowych. Adaptuje się do zmieniających się warunków i odkształca. Jeśli cały dzień siedzimy, niczym zgarbione zombie przed komputerem. to najpewniej skracamy i przykurczamy zginacz biodra. Zmienia to automatycznie ustawienie miednicy, klatki piersiowej i szyi, powodując bóle w odległych rejonach ciała. Zła wiadomość jest taka, że powięź szybko przejmuje negatywne nawyki ruchowe i w efekcie przenosi ich konsekwencje na cały złożony system, jakim jest nasze ciało. Dlatego ból pleców może pochodzić np. z przykurczów w…stopie. Dobra wiadomość- jej plastyczność daje duże możliwości pracy z takimi napięcami np. poprzez masaż powięziowy, integrację strukturalną, rolowanie czy właśnie jogę powięziową 🙂

Dlaczego stres mieszka w ciele?

No dobrze- ale jak to się ma do eliminowania skutków stresu albo doświadczania trudnych emocji w trakcie pracy na powięzi? Odpowiedź jest jak zwykle związana z fascynującą zdolnością naszego ciała. Czyli to co w ciele- to i w głowie. I odwrotnie. Każde wydarzenie z naszego życia, szczególnie to intensywnie wypierane przez nas na poziomie umysłu, znajduje swoje odwzorowanie w ciele. Wdowi garb, dzwiganie czegoś na swoich barkach, niesienie krzyża, zgrzytanie zębami- na pewno znacie te określenia i wielokrotnie widzieliście, że nie są to tylko metafory… Jak pisał Aleksander Lowen w „Duchowośc ciała” , twórca psychoterapii poprzez ciało: Często się mówi, że jesteśmy ukształtowani przez nasze przeżycia, lecz teraz chcę to powiedzieć jak najbardziej dosłownie. Nasze ciała odzwierciedlają nasze przeżycia.  Dlatego osoby, które np. mają depresję często cechuje określona postawa: zapadnięta klatka piersiowa, pochylona głowa, spuszczony wzrok pokazuje chęć odsunięcia się od świata i skierowanie uwagi na trudne, wewnętrzne przeżycia. Na drugim biegunie może być postawa z bardzo silnie rozwiniętą klatką piersiową, wypchniętą do przodu, silną i zdecydowaną budową. Często jednak jest to jedynie „pancerz” mięśniowy , odcięty od czucia. Zbroja, która powstała, aby uchronić się od cierpienia, od możliwości zbliżenia się do drugiego człowieka. W obu przypadkach praca na powięzi związanej z klatką piersiową może wywołać silne reakcje emocjonalne. Jednocześnie, prowadzona świadomie i w asyście dobrego terapeuty, pozwoli na przyspieszenie procesu zdrowienia. Nie twierdzę, że jest to jedyna i komplememtarna metoda pracy, ale warto uwzlędnić pracę z ciałem w procesie terapii.

Jak usuwać stres z ciała?

Jednak praca na powięzi nie dotyczy tylko tak trudnych sytuacji. Jest niezwykle użyteczna w codziennym usuwaniu skutków stresu. Powięź bowiem reaguje na napięcie psychiczne szybciej, niż my zdążymy jeświadomie zauważyć. Wkurzył Ciebie szef i masz ochotę mu solidnie przyłożyć? O ile nie jesteś zupełnie pozbawiony mechanizmu kontroli emocjonalnej, to raczej tego nie zrobisz 😉 Jednak Twoje ciało zatrzyma impuls ciosu i prawdopodobnie napnie mocno mięśnie, które normalnie biorą w tym udział. W efekcie będziesz odczuwał ból ramion, karku, szyi. Zdałeś egzamin i masz ochotę krzyczeć i skakać z radości, ale przecież „nie wypada”? Twoje ciało zatrzyma impuls chęci skoku i skumuluje napięcie w nogach i miednicy. Ktoś właśnie kieruje do Ciebie krzywdzące słowa, a Ty- zamiast krzyczeć, zaciskasz zęby? Może wieczorem poczucjesz bóle głowy i napięcie w żuchwie.

Tak właśnie działa nasze ciało i umysł. Nie zawsze mamy możliwość wyrazić na bieżąco swoje emocje. Szczerze mówiąc, to chwilami nie byłoby to wskazane i naraziłoby nas na jeszcze większy stres 😉 Jednak ważne, aby pozwolić ciału na odregowanie później- w mądry sposób. Z jednej strony należy napięcie z ciała wyładować. O tym, jak to zrobić pisałam tu. Kiedy proponuję pracownikom firm w trakcie antystresowych warsztatów uderzanie w poduszkę, wprawianie ciała w drżenie czy wydawanie dźwięków- patrzą na mnie w podejrzany sposób 😉 Chwilę później często słyszę, że to było najlepsze ćwiczenie, jakie zrobili w życiu! Z drugej strony należy rozluźnić, uelatstycznić i nawilżyć powięź. Tak jak robimy to w trakcie sesji yin jogi, gdzie poza pracą w asanach używamy też automasażu piłeczkami.

Jeśli ciekawi Was praca na powięzi za pomocą jogi wpadnijcie na warsztaty antystresowe . Jeśli chcecie sięgnąć głębiej i przyjrzeć się również emocjom zapisanym w ciele to polecam wybranie się na sesje TRE, psychoterapii metodą Lowena czy Somatic Experiencing. Planuję niedługo rozpocząć szkolenie w tych obszarach i na pewno dam znać, kiedy będę gotowa na zajęcie się Wami w odpowiedni sposób!

Namaste,

Kamila

zdjęcie powięzi pochodzi ze strony http://www.gstbody.com/important-discovery-related-fascia/
zdjęcie w linku:https://www.livingbulletproof.com.au/bulletproof-your-facia/

Nagrania z relaksacją i medytacją: jak odzyskać spokój w 5 minut :)

Moi drodzy czytelnicy, obserwatorzy i „followerzy” 😉 Od dzisiaj na blogu będą pojawiać się nagrania z relaksacją i medytacją.

Zaciekawiło to Ciebie?Link do nagrania znajduje się na górze strony,w lewym rogu. Trudno Ci znaleźć? Kliknij tu!

W większości będą to krótkie ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne. Ogromne zmęczenie, jakie dopada nas niespodziewanie nie bierze się znikąd. Jest sumą wszystkich mniejszych i większych stresorów z całego dnia. Jeśli znajdziecie 5 minut dziennie, aby świadomie zresetować swój alarm w systemie nerwowym- zrobicie bardzo dużo dla siebie. Jedną z metod są właśnie krótkie i proste sesje relaksacyjne- praca z oddchem, emocjami, uważnością.

Szykuję również nagrania z jogą nidrą, uwielbianą przez wielu formę medytacji prowadzonej, której jestem wielką fanką. Do tej pory trudno było znaleźć darmową jogę nidrę w języku polskim. Więc skoro nie mogłam jej znaleźć- to ją stworzyłam 😉 Więcej o tej formie relaksacji możecie poczytać w moim wpisie. 

Tradycyjnie jestem bardzo ciekawa Waszych propozycji i potrzeb w temacie relaksacji- co chcecie znaleźć na blogu? Czekam na komentarze!

Znajdź dla siebie kilka minut spokoju, a odnajdziesz dużo więcej.

 

Namaste

Kamila

Zadbaj o siebie wirtualnie: Stresoterapia na YouTube :)

Po dłuuugim czasie mówienia o tym, zdecydowałam się to zrobić 😉 Stresoterapia ma już swój kanał na YouTube!

Wiem, że sporo z Was nie daje rady dotrzeć na moje zajęcia, mieszka daleko, wyjeżdzacie, a czasami po prostu miejsce na swój spokój ginie w natłoku codzinnych obowiązków. Dlatego postaram się z Wami dzielić swoją pracą również na odległość 😉 Na kanale będą pojawiać się krótkie sesje jogi i ćwiczeń, kiedy macie tylko 20 minut, a chcecie zrobić coś dla siebie. Będą też nieco dłuższe filmiki, ćwiczenia relaksacyjne, oddechowe i wszystko, co pomaga nam w redkowaniu stresu i poszukiwaniu siebie w pędzie codzienności.

Nie zabraknie również kochanej przez wielu i równie mocno niedostępnej jogi powięziowej, czyli yin 🙂

Piszcie proszę w komentarzach, co Wam jest potrzebne? Tworzę to miejsce przede wszystkim dla Was i ważne jest dla mnie, aby była to nasza wspólna przestrzeń.

Ogromnie dziękuję też Kasi Czajkowskiej za jej wkład w tworzenie filmików i demonstrowanie ćwiczeń. Kasia robi przepiękne zdjęcia i projekty artstyczne-zajrzyjcie do niej, jeśli potrzebujecie wyjątkowych zdjęć http://czuleoko.com/

Zapraszam do polubienia, subskrybowania i dzielenia się siłą spokoju z innymi!

Namaste

Kamila

Po pierwsze: patrz w oczy i nie kłam. 10 prostych nawyków, które zmieniają życie

Dla wielu z nas rozwój osobisty przypomina jazdę po wyboistej drodze. Nie dość, że drogi nie znasz, nie wiesz,czy jedziesz w dobrym kierunku,to dodatkowo bywa ciężko- brakuje paliwa i niektóre elementy wciąż nie działają. Jednak czasami zamiast dorzucać sobie kolejną trasę do przejechania można wyrzucić kilka rzeczy z auta, jakie nam przeszkadzają Dziś bardzo konkretny wpis, o tym jak w prosty sposób można znacząco uprościć swoje życie. Inspiracją dla mnie była min. książka pożyczona od mądrej kobiety- Ewy „Cztery Umowy” D.M. de Ruiz. Ja dorzucam kilka swoich, ale tak naprawdę to wprowadzenie tych 4, o jakich pisze autor, znacząco zmienia jakość naszego życia. Jak to bywa, często im coś wydaje się prostsze, tym jest trudniejsze w praktyce. Wzloty i upadki to naturalny stan naszego życia- najważniejsze, żeby cokolwiek robisz- staraj się z całych sił 🙂

1. Po pierwsze: patrz w oczy i nie kłam

Mówienie prawdy wobec siebie i innych diametralnie zmienia nasze życie. Wielu z nas spędza sporą część swojego życia okłamując siebie i innych. Czasami aby siebie chronić, aby przetrwać, aby kogoś nie zranić. I wszystkie te małe kłamstwa sprawiają, że zapętlamy się coraz bardziej. Mark Twain napisał „JEŚLI MÓWISZ PRAWDĘ NIE MUSISZ NIC PAMIĘTAĆ.” Wiem, wiem- są czasem sytuacje, gdzie unikamy mówienia całej prawdy np dzieciom, bo nie są gotowe, czy rodzicom, żeby ich nie martwić. Nie oceniam tego, bo to zawsze nasza decyzja. Jednak jednej osobie mamy bezwzględny obowiązek mówić prawdę- sobie. Na dnie duszy i tak wiemy, co jest dla nas dobre. Oszukując siebie tylko odkładamy moment zmierzenia się z problemem

2. Szanuj swoje słowo

SŁOWA MAJĄ MOC. Na pewno pamiętacie kilka zdań, które ktoś rzucił przypadkiem w Waszą stronę, a Wy wciąż nie możecie wymazać ich z pamięci. Jeśli kierujesz do siebie i innych słowa pełne pretensji zapraszasz świat, żeby oddał Ci to samo. Kiedy traktujesz innych z życzliwością oni odwdzięczą Ci się tym samym. Czasami będą to zupełnie przypadkowe osoby,które pomogą Ci w najmniej spodziewanym momencie.  Dobra energia zawsze wraca Z naukowego punktu widzenia już dawno udowodniono, że bycie pomocnym i życzliwym, to najprostszy sposób na podniesienie poczucia własnej wartości.

3. Nie wracaj bez przerwy do przeszłości

Jako psycholog podpisuję się pod tym, że wielu problemów nie da się rozwiązać bez konfrontacji ze swoją przeszłością. Warsztaty, terapia, ustawienia- jakakolwiek forma pracy sięgająca do przeszłości, która z nami rezonuje, pozwala na przyjrzenie się schematom, które nas ograniczają i nie pozwalają żyć w pełni. NIE MOŻNA ZA WSZYSTKO WINIĆ RODZICÓW. Oni sami często byli pokaleczeni; nikt im nie pokazał jak dobrze kochać. Postępowali tak, jak umieli i większośc z nich naprawdę chciała dla nas dobrze… Dotyczy to zresztą wszystkich osób, do których mamy żal. Wybaczenie ludziom, którzy nas skrzywdzili i pójście dalej to dobry wybór. Jeśli nie czujemy się gotowi na wybaczenie i odpuszczenie to może nasz proces jeszcze się nie zakończył i warto poszukać wsparcia.

4. Przestań spędzać czas z ludźmi, którzy Ci nie służą

Nasze życie jest drogą, na której spotykamy wiele osób. Czasami ta droga ma skrzyżowania i każdy ma prawo wybrać, w która stronę chce pójśc. Nie oznacza to, że mamy się odsuwać od kogoś po pierwszej kłótni.Jednocześnie nie warto przebywać z innymi z przyzwyczajenia albo z lęku, że komuś będzie przykro. Jeśli pozwalamy takim relacjom odejść to na ich miejsce pojawią się nowe. Takie, w których ludzie będą nas wspierać, inspirować i akceptować. Ja nazywam to BYCIEM Z KIMŚ, PRZY KIM NIE TRZEBA BAĆ SIĘ NAWET SWOICH MYŚLI.

5. Przeznaczaj czas na rzeczy naprawdę ważne

Na naszej planecie nasze życia trwa mgnienie. ŻYCIE TRWA TERAZ. Nie za 10 lat,kiedy spłacisz kredyt albo dzieci dorosną. Jeśli nie umiesz znaleźć radość w teraźniejszości nie łudź się, że znajdziesz ją za jakiś czas- tylko dlatego,że zmienią się okoliczności. Los lubi zaskakiwać i nasz czas może dobiec końca w najmniej spodziewanym momencie. Zapytaj siebie, czy to co robisz na co dzień jest dla Ciebie  istotne?Twoja praca, związek, znajomi, sposób spędzania wolnego czasu? Wzmacnia Cię, rozwija i ciekawi, czy pożera czas i zabiera energię? Szanuj każdą minutę swojego życia.

6. Nie bierz odpowiedzialności za cudze emocje

Czasami wprowadzanie zmian w życiu rodzi opór innych. Wyrażanie swojej prawdy, stawianie granic czy nawet bycie szczęśliwym sprawia, że inni mogą kierować do nas pretensje: „krzywdzisz mnie”,”jesteś taki %^$#”, „zobacz,jak się przez Ciebie czuję”, „to Twoja wina” itd. Prawda jest taka, że NIKT NIE MOŻE NAS ZRANIĆ, JEŚLI SAMI NIE WYRAZIMY NA TO ZGODY”. Zdanie innych to jest tylko ich opinia i ich prawda, a nie Twoja. Jeśli podejmujesz decyzję z intencją zadbania o siebie, a nie zranienia kogoś, to jest ona dobra. Działa to też w drugą stronę- dawanie innym prawa do odrzucenia Twojego zdania i uszanowanie ich decyzji. To istota prawdziwej asertywności.

7. Nie oczekuj, że coś lub ktoś się zmieni

Często mówimy „gdyby coś/ktoś się zmienił albo wydarzyło byłbym szczęśliwy”. No niestety. JEDYNĄ OSOBĄ JAKĄ MOŻNA ZMIENIĆ TO MY SAMI. Uzależniając swoje uczucia od czynników zewnętrznych nie mamy wpływu na to, jak wygląda nasze życie. Kiedy bierzemy odpowiedzialność za siebie zdejmujemy z siebie ogromny ciężar. Ciężar  życia w niepewności i oczekiwaniu na to, że ktoś za nas podejmie decyzję. Chcesz być szczęśliwy- to bądź.

8. Bądź wdzięczny

O wdzięczności więcej pisałam w tym artykule. Biegnąc przez życie zapominamy, że jest ono darem. Czasami moment refleksji bywa brutalny- wypadek, choroba, odejście kogoś, kogo kochamy… Dopiero kiedy stracimy najbardziej prozaiczne możliwości zauważamy, jak bardzo byliśmy szczęśliwi po prostu żyjąc… A bycie wdzięcznym ma szereg zalet i fantastyczny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne

9. Nie zakładaj niczego z góry

Ludzie uwielbiają czynić założenia, bo taka jest natura ludzkiego umysłu. PROBLEM W TYM, ŻE WIERZYMY IŻ NASZE ZAŁOŻENIA SĄ PRAWDZIWE. Zakładamy, że inni odczuwają świat podobnie, wiedzą co czujemy. A już najbardziej dostaje się tym, którzy są blisko- „jak mnie kochasz, to powinieneś wiedzieć, co czuję!”. A później jest nam przykro, że ktoś nie spełnia naszych oczekiwań. Kreujemy także założenia dotyczące nas samych „niee, nigdy tego nie zrobię”, „jestem za słaba”, „za mało umiem”. Najprostszą metodą jest zwykłe pytanie innych „Czy dobrze Ciebie zrozumiałem?” „Co mogę zrobić inaczej, żeby było nam łatwiej się porozumieć” i siebie „Czy tego oczekuję od związku??” Czy to mnie wzmacnia czy odbiera energię”?

10. Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz.

Twój czas jest cenny i nie do odzyskania. STARAJ SIĘ ROBIĆ WSZYSTKO NAJLEPIEJ JAK UMIESZ. Najlepiej nie oznacza najmocniej, ani najsłabiej. Oznacza z pełnym zaangażowaniem i uważnością.Dla mnie to doskonała zasada,którą obserwuję na macie. Prowadząc sesję zawsze daje dwie opcje: jeśli jesteś zmęczony- zrób pozycję regeneracyjną. Jeśli masz siłę- wejdź w mocną asanę. Cokolwiek wybierzesz- zrób to na 100 %. Jeśli zostaniesz gdzieś pomiędzy, to ani nie odpoczniesz, ani się nie wzmocnisz. A w staniu na głowie możesz zrobić sobie krzywdę, kiedy wejdziesz byle jak. Starając się, jak tylko możesz przeżyjesz swoje życie pełniej i uważniej. I nawet kiedy potkniesz się próbując wdrożyć chociaż kilka z powyższych zasad to i tak wygrałeś- bo się starasz

Jeśli macie inne zasady, które pomagają Wam w lepszym życiu- podzielcie się w komentarzach

Namaste

Kamila

ps.piękne zdjęcie zrobiła Kasia Czajkowska

Smutek- emocja, która uczy nas żyć w pełni. Jak go przeżywać, jak towarzyszyć innym w smutku?

„Jesteś tutaj. Nie jesteś tym, który przyjdzie i odejdzie. Pozwól, by twoje cierpienie przychodziło i odchodziło, a nie ty. Ty zostań na miejscu.”
Mooji

W trakcie naszych warsztatów często rozmawiamy o emocjach. O złości, gniewie,lęku i smutku. O tym, że są tak samo potrzebne jak te po drugiej stronie brzegu, czyli radość i spokój. Często jednak nie pozwalamy sobie na ich ekspresję. W dzieciństwie słyszymy „nie płacz”, „nie becz”, „chłopcy się nie mażą”. Wyrastamy na dorosłych, którzy nie potrafią płakać. Sama wiele, wiele lat wstydziłam się swoich leż, a kiedy już pękłam i „się rozkleiłam”, to nie potrafiłam zatrzymać szlochu. Tak, jakbym próbowała nadrobić lata, kiedy swoje łzy trzymałam w ukryciu. Wydawało mi się, że skoro nie pozwolę sobie na płacz a czasami- rozpacz, to tak jakby tego wcale nie było…

Tymczasem płacz (podobnie jak krzyk) jest najprostszą i najbardziej naturalną drogą uwalniania napięcia. Aleksander Lowen, twórca metody psychoterapii, pracującej bardzo mocno poprzez ciało napisał:

Uczucie smutku lub krzywdy uwalniamy poprzez płacz. Jeśli nie możemy płakać, gdyż boimy się reakcji rodziców lub z innych powodów, to mięśnie, które normalnie uczestniczyłyby w płaczu, się napinają. Są to mięśnie ust, gardła, piersi i brzucha. Jeśli uczuciem, które domaga się uwolnienia, jest gniew, napinają się mięśnie pleców i ramion. Zakazany impuls gryzienia napina szczęki, zakazany impuls kopania prowadzi do napięcia w nogach. Korelacja między napięciami mięśniowymi a zakazami jest tak wyraźna, że studiując rozkład napięć w ciele jakiejś osoby, można powiedzieć, jakie impulsy i emocje uważa ona za zakazane.

Nie pozwalając sobie na płacz wcale nie zmniejszamy swojego cierpienia. Zamiast tego „przepychamy” te emocje do niektórych miejsc w ciele. Ciało się kurczy, spina, a my czujemy się coraz bardziej wyczerpani i samotni. Czasami robimy jakąś asanę i nagle łzy napływają do oczu. Szczególnie widać to w wygięcach, kiedy odsłaniamy nasze gardło i klatkę piersiową, a więc te miejsca, które mocno powiązane są z ekspresją smutku.

„Właśnie się rozstaję z partnerem, straciłam pracę, mama jest w szpitalu, ale jakoś się trzymam…Zawsze może być gorzej, prawda?”. Jeśli należycie do takich „fajterów” z kamienną twarzą, wiecznie odmawiający sobie prawa do płaczu, to warto spróbować przyjrzeć się swojemu smutkowi. Nie umiesz się rozpłakać? Zapytaj siebie, gdzie czujesz ten smutek, w ciele. Pozwól go sobie przeżyć. Jak każda emocja minie i przyniesie odczucie oczyszczenia i ulgi. Jak go przeżywać? Mamy różne sposoby. Jedni potrzebują wypłakać się przy bliskiej osobie, inni w poduszkę; przytulić do zwierzaka. Objąć siebie. Choć czasami strategia odraczania smutku („zajmę się czymś, co mnie odciągnie, obejrzę dobrą komedię” itp.) jest dobra, to na dłuższą metę będzie tylko pogarszać sytuację. Z emocjami jest jak z zamiataniem kurzu po dywan. Co chwilę nie ma dobrego momentu na gruntowne odkurzenie- a to wpadają goście, a to czasu brakuje… I tygodniami dorzucamy kolejne śmieci, aż któregoś dnia w najmniej spodziewanym momencie potykamy się na wystającej górce…

Smutek jest jedną z podstawowych emocji wyróżnionych przez Paula Ekmana. Wyrażają go identycznie wszyscy ludzie, w każdej kulturze. Umożliwia zatrzymanie się, refleksję nad tym, co w naszym życiu jest na tu i teraz. Uwrażliwia na emocje swoje i innych. Przeżywaniu smutku jest dla nas także trudne w roli obserwatora. Bardzo często widok innej osoby, która płacze, powoduje przywołanie naszych trudnych uczuć.  Osoby bardziej empatyczne mogą same się rozpłakać albo wycofać, aby nie konfrontować się ze swoim smutkiem. Często trudno nam też towarzyszyć innym w trudnych chwilach. Mamy tendencję do dawania rad („ja bym zrobiła tak”), pocieszania („to nie koniec świata, dasz radę”), rozśmieszania lub odwracania uwagi. Tymczasem w takim momencie wszyscy potrzebujemy przede wszystkim wysłuchania i akceptacji.

Co mówić, kiedy ktoś przy nas przeżywa smutek?

  1. Widzę, że jest Ci trudno

  2. Jestem przy Tobie

  3. Dobrze, że płaczesz

  4. Co mogę zrobić, aby Ci pomóc?

  5. Opowiedz mi, co się dzieje

  6. Czego ode mnie potrzebujesz?

  7. Wyobrażam sobie, że to trudne

  8. Pomogę Ci w tej sytuacji, jeśli chcesz?

  9. Będę obok, jeśli będziesz mnie potrzebował

  10. Czy potrzebujesz być sam czy mam z Tobą pobyć?

Towarzyszenie przy czyimś smutku polega na BYCIU OBECNYM. Na jednym z warsztatów usłyszałam od prowadzącej takie polecenie „Pozwólcie tej drugiej osobie przeżywać, a wy po prostu trzymajcie przestrzeń”. Jak dla mnie- jedno z piękniejszych słów na określenie wsparcia.

Smutek to nie depresja. Zdrowe uczucie smutku jest żywe, intensywne, odczuwalne. Depresja to stan, kiedy czujemy się pozbawieni uczuć i przestaje nam na czymkolwiek zależeć. Depresja uwarunkowana jest wieloma czynnikami, również czysto fizjologicznymi (jak np. funkcjonowanie naszych przekaźników nerwowych, wychwytu serotoniny czy predyspozycji genetycznych). Zdrowe wyrażanie smutku uwalnia napięcia na bieżąco, jednocześnie obniżając ryzyko przerodzenia się długo tłumionych uczuć w stany obniżonego nastroju. Ale to temat na odrębny wpis .

A cytat Mooji jest dla mnie właśnie o tym. Jeśli pozwalasz sobie na przeżycie uczuć na bieżąco, to dajesz sobie prawo na wyrażanie siebie. Wszystko co się pojawia (i to,co trudne i to, co łatwe) i tak przeminie, ale Ty w środku jesteś taki wciąż taki sam 

Dobrego i prawdziwego czasu dla Was – ze smutkiem i radością 

Namaste

Kamila