Archiwum kategorii: praca

Sztuka odejmowania sobie (w mojej praktyce)

Ciało:-„Puk, puk…”

Głowa-„Kto tam?”

Ciało:”To ja. Twoje ciało.”

Głowa:’Znowu? Co tam?”

Ciało:”Czuję się bardzo zmęczone. Brakuje mi wolnego dnia od kilku tygodni. Dłuższego urlopu od roku. Weekendów od 4 lat. Nie mam siły.”

Głowa: „Wiem… Ale dasz jeszcze radę, co? Jeszcze trochę? Obiecuję, że dam Ci odpocząć, ale zróbmy kilka warsztatów, szkoleń i wyjazdów. Weźmy kilkanaście zastępstw. Chcę się jeszcze więcej nauczyć, odłożyć na szkołę, na podróż. Na marzenia. Przekazać to innym ludziom. Potrzebuje Ciebie.”

Ciało: „proszę, usłysz mnie…”

Głowa: ” Nie dramatyzuj. Jesteś silne, już tyle przetrwaliśmy. Dasz radę”

Serce (wtrąca się) :”Hmm, wybacz Głowo, ale słyszę tą gadkę już od kilku lat. „Później” i „za chwilę” mieszka w krainie „Nigdy-nigdy”. Poza tym to trochę nieładnie mówić innym o prawdzie,a samej składać obietnice bez pokrycia”.

Głowa: „A ty znowu nie umiesz siedzieć cicho. Nie wtrącaj się. Ciało już nie z takich sytuacji wychodziło. Ciało da radę! Przeżyjesz jeszcze trochę, co?”

Ciało:”Nie. Nie chcę przeżyć. Chce ŻYĆ.”

Po kilku latach pracy w każdy dzień tygodnia, z ludźmi i dla ludzi podjęłam decyzję o zaopiekowaniu się sobą. Od września nie będę prowadzić stałych zajęć w weekendy oraz (poza poniedziałkiem i wtorkiem)- po południu. Wciąż będzie można mnie spotkać na weekendowych warsztatach, wyjazdach i szkoleniach. Być może pojawią się nowe godziny poranne jogi na Wilanowie 🙂

Od dłuższego czasu narastał we mnie sprzeciw wobec tego, o czym piszę i mówię, a moim trybem życia. Zachęcam Was do odzyskania równowagi, zatroszczenia się o siebie i odpuszczania. Tymczasem sama od lat pracuję w niemal każdy dzień tygodnia. Tak, kocham to co robię. Nie zamierzam zrezygnować z tej ścieżki na teraz. Jednak jest to praca. Praca, wymagające koncentracji, uważności i obecności. Która przez kilka lat wymagała takich nakładów energii, abym mogła się z niej utrzymać.

Czuję, kiedy Was coś boli, w czymś Wam niewygodnie. Kiedy poruszenie ciała uwolniło coś trudnego z głowy i ważne, żebym mogła podejść i powiedzieć „spokojnie, nic nie musisz.” Czasami moje grupy liczą 30-40 osób Choć moje ego się cieszy, to taka ilość duszyczek wymaga ode mnie dużych nakładów energii. Hasło „przecież nie musisz ćwiczyć” nie rozwiązuje tematu, bo tu nie o tylko o zmęczenie fizyczne się rozchodzi. Tylko o energię, jaką chcesz się dzielić z innymi. Nie mam ochoty dzielić się z Wami zmęczeniem.

Nie interesują mnie „fejkowe” relacje na Instagramie i fejsbuku, opisujące,jakie moje życie jest wspaniałe i bezproblemowe, a jak przyjdziecie na moje warsztaty, to Wasze też takie będzie. Interesuje mnie prawda. A prawda jest taka, że potrzebuję z czegoś zrezygnować, aby BYĆ DLA SIEBIE DOBRĄ.

Chcę mięć siłę na własną praktykę. Czerpać radość z tego, że idę na rower lub pobiegać, a nie zastanawiać się, jak tu zebrać siły, żeby zrobić trening po 5 godzinach prowadzenia zajęć i pracy nad szkoleniami do 22. Mieć wolny weekend i obudzić się w sobotę z myślą ” Bosko, całe 2 dni wolnego- to co dzisiaj dobrego dla siebie robimy?” Wpaść na obiad do rodziców, odwiedzić przyjaciół. Zakopać się pod kocem z książką i przeleżeć tak pół dnia. A może rozpocząć w weekendy szkołę psychoterapii, aby móc Wam pomagać pełniej, głębiej, bardziej odpowiedzialnie. Ale na to potrzebny jest czas i przestrzeń. I ja właśnie tą przestrzeń sobie stwarzam.

Bardzo zżyłam się z grupami na Gocławiu i Wilanowie, z którymi pracuję od kilku lat. Obserwowałam jak pięknie rozwijacie swoje jogowe skrzydła. Niektóre dziewczyny pojawiały się na jodze, ponieważ nie mogły zajść w ciążę i szukały powrotu do siebie, do spokoju. Bywało, że później pojawiały się już z maluchem w brzuchu, a wracały jako mamy 🙂 To dla mnie ogromna radość towarzyszyć Wam w tej ścieżce. To jakby oglądać na żywo film o rodzącym się życiu, a później do tego życia móc się uśmiechać i połaskotać w małą stopę 🙂

Dziękuję również wszystkim, którzy obdarzyli mnie zaufaniem i cierpliwie słuchali moich przydługich opowieści i dygresji na sesjach 🙂 Mam nadzieję, że i Wy zadbacie o siebie. Puścicie to, co Wam już nie służy. Bo nie ma możliwości, żeby zaprosić do swojego życia coś nowego, jeśli wciąż trzymamy się kurczowo starego.

Życzę Wam tego, co życzy nam ciało: NIE CHCĘ PRZEŻYĆ. CHCĘ ŻYĆ.

Namaste

Kamila

Emocje zapisane w ciele: jak usunąć stres z ciała. Joga powięziowa.

 

Kiedy wybrałam się na moją pierwszą sejsę yin yogi miałam wrażenie, że nic się nie dzieje. Pozycje trwają wiele minut, żadnego napinania mięśni, podciągania palców i rzepek kolan do góry. Jednym słowem strata czasu 😉 Jednak po kilkudziesęciu minutach  zaczęłam czuć wyraźny dyskomfort. Początkowo proste pozycje stały się zaskakująco intenswyne. Miałam wrażenie, że docieram do miejsc, do których jeszcze nie zajrzałam.  Bolało mnie wszystko. Ciało i dusza. Kiedy przeszliśmy do bioder nagle w mojej głowie pojawiły się wspomnienia dotyczące pewnej relacji i zaczęłam płakać. Płakałam dalej po sesji 15 min. patrząc w ścianę i zastanawiając się, o czym to było… Po 2 latach praktykowania yin yogi takie sytuacje są dla mnie zupełnie normalne i nawet się cieszę, kiedy w trakcie sesji uwalniają się intensywne emocje. Spotkanie z yin yogą zapoczątkowało u mnie fascynację rolą powięzi, czyli tkanki łącznej, dzięki której nasze ciało tworzy całość i nie rozsypuje sie na oddzielne kawałki. Jako psycholog zawsze uważnie przyglądam się połączeniu ciała i emocji, a praktyka yin yogi jest zupełnie wyjątkową pracą, która dociera dużo dalej niż do ciała. Dziś chciałabym Wam przybliżyć znaczenie pracy z ciałem i wyjaśnić, dlaczego joga powięziowa ma taką moc 🙂

Co to jest powięź?

Yin joga, zwana jogą powięziową, oparta jest przede wszystkim na koncepcji taśm anatomicznych. Taśmy anatomiczne to struktura mięśni i powięzi, którą chyba najbardziej szczegółowo do tej pory zbadał Tom Myers. Myers wyróżnił kilka taśm mięśniowo-powięziowych, ale sa zastrzega, że może być ich dużo więcj- możecie obejrzeć je na tym zdjęciu.Co ciekawe, wyróżnione taśmy pokrywają się w dużym stopniu z meridianami w medycynie chińskiej. Jednak zostały one opisane na podstawie „twardej” medycyny, w oparciu o sekcje zwłok. Do tej pory medycyna zachodnia traktowała ciało jak worek z odseparowanymi od siebie elementami jak kości, więzadła czy mięśnie. Temat powięzi to stosunkowo niedawne odkrycie. Nie służy ona jedynie jako „opakowanie” dla naszego ciała. Szczegółowo o anatomii powięzi pisałam w poprzednim wpisie o yin jodze. Dziś skupię się jednak na jej związku z naszymi emocjami, ponieważ jest to bardzo cenna wiedza, jeśli chcemy skutecznie zrelaksować ciało i uwolnić skutki stresu!

Powięź spełnia wiele fascynujących ról. Bierze udział w funkcjach ruchowych, czuciowych i metabolicznych. Ma niezwykłą wrażliwość – znajduje się na niej więcej receptorów, niż w innych rodzajach tkanek. Kurczy się, rozciąga i reaguje w trakcie wszystkich czynności ruchowych. Adaptuje się do zmieniających się warunków i odkształca. Jeśli cały dzień siedzimy, niczym zgarbione zombie przed komputerem. to najpewniej skracamy i przykurczamy zginacz biodra. Zmienia to automatycznie ustawienie miednicy, klatki piersiowej i szyi, powodując bóle w odległych rejonach ciała. Zła wiadomość jest taka, że powięź szybko przejmuje negatywne nawyki ruchowe i w efekcie przenosi ich konsekwencje na cały złożony system, jakim jest nasze ciało. Dlatego ból pleców może pochodzić np. z przykurczów w…stopie. Dobra wiadomość- jej plastyczność daje duże możliwości pracy z takimi napięcami np. poprzez masaż powięziowy, integrację strukturalną, rolowanie czy właśnie jogę powięziową 🙂

Dlaczego stres mieszka w ciele?

No dobrze- ale jak to się ma do eliminowania skutków stresu albo doświadczania trudnych emocji w trakcie pracy na powięzi? Odpowiedź jest jak zwykle związana z fascynującą zdolnością naszego ciała. Czyli to co w ciele- to i w głowie. I odwrotnie. Każde wydarzenie z naszego życia, szczególnie to intensywnie wypierane przez nas na poziomie umysłu, znajduje swoje odwzorowanie w ciele. Wdowi garb, dzwiganie czegoś na swoich barkach, niesienie krzyża, zgrzytanie zębami- na pewno znacie te określenia i wielokrotnie widzieliście, że nie są to tylko metafory… Jak pisał Aleksander Lowen w „Duchowośc ciała” , twórca psychoterapii poprzez ciało: Często się mówi, że jesteśmy ukształtowani przez nasze przeżycia, lecz teraz chcę to powiedzieć jak najbardziej dosłownie. Nasze ciała odzwierciedlają nasze przeżycia.  Dlatego osoby, które np. mają depresję często cechuje określona postawa: zapadnięta klatka piersiowa, pochylona głowa, spuszczony wzrok pokazuje chęć odsunięcia się od świata i skierowanie uwagi na trudne, wewnętrzne przeżycia. Na drugim biegunie może być postawa z bardzo silnie rozwiniętą klatką piersiową, wypchniętą do przodu, silną i zdecydowaną budową. Często jednak jest to jedynie „pancerz” mięśniowy , odcięty od czucia. Zbroja, która powstała, aby uchronić się od cierpienia, od możliwości zbliżenia się do drugiego człowieka. W obu przypadkach praca na powięzi związanej z klatką piersiową może wywołać silne reakcje emocjonalne. Jednocześnie, prowadzona świadomie i w asyście dobrego terapeuty, pozwoli na przyspieszenie procesu zdrowienia. Nie twierdzę, że jest to jedyna i komplememtarna metoda pracy, ale warto uwzlędnić pracę z ciałem w procesie terapii.

Jak usuwać stres z ciała?

Jednak praca na powięzi nie dotyczy tylko tak trudnych sytuacji. Jest niezwykle użyteczna w codziennym usuwaniu skutków stresu. Powięź bowiem reaguje na napięcie psychiczne szybciej, niż my zdążymy jeświadomie zauważyć. Wkurzył Ciebie szef i masz ochotę mu solidnie przyłożyć? O ile nie jesteś zupełnie pozbawiony mechanizmu kontroli emocjonalnej, to raczej tego nie zrobisz 😉 Jednak Twoje ciało zatrzyma impuls ciosu i prawdopodobnie napnie mocno mięśnie, które normalnie biorą w tym udział. W efekcie będziesz odczuwał ból ramion, karku, szyi. Zdałeś egzamin i masz ochotę krzyczeć i skakać z radości, ale przecież „nie wypada”? Twoje ciało zatrzyma impuls chęci skoku i skumuluje napięcie w nogach i miednicy. Ktoś właśnie kieruje do Ciebie krzywdzące słowa, a Ty- zamiast krzyczeć, zaciskasz zęby? Może wieczorem poczucjesz bóle głowy i napięcie w żuchwie.

Tak właśnie działa nasze ciało i umysł. Nie zawsze mamy możliwość wyrazić na bieżąco swoje emocje. Szczerze mówiąc, to chwilami nie byłoby to wskazane i naraziłoby nas na jeszcze większy stres 😉 Jednak ważne, aby pozwolić ciału na odregowanie później- w mądry sposób. Z jednej strony należy napięcie z ciała wyładować. O tym, jak to zrobić pisałam tu. Kiedy proponuję pracownikom firm w trakcie antystresowych warsztatów uderzanie w poduszkę, wprawianie ciała w drżenie czy wydawanie dźwięków- patrzą na mnie w podejrzany sposób 😉 Chwilę później często słyszę, że to było najlepsze ćwiczenie, jakie zrobili w życiu! Z drugej strony należy rozluźnić, uelatstycznić i nawilżyć powięź. Tak jak robimy to w trakcie sesji yin jogi, gdzie poza pracą w asanach używamy też automasażu piłeczkami.

Jeśli ciekawi Was praca na powięzi za pomocą jogi wpadnijcie na warsztaty antystresowe . Jeśli chcecie sięgnąć głębiej i przyjrzeć się również emocjom zapisanym w ciele to polecam wybranie się na sesje TRE, psychoterapii metodą Lowena czy Somatic Experiencing. Planuję niedługo rozpocząć szkolenie w tych obszarach i na pewno dam znać, kiedy będę gotowa na zajęcie się Wami w odpowiedni sposób!

Namaste,

Kamila

zdjęcie powięzi pochodzi ze strony http://www.gstbody.com/important-discovery-related-fascia/
zdjęcie w linku:https://www.livingbulletproof.com.au/bulletproof-your-facia/

Pracuj z pasją cz.III. Dlaczego warto. Moja historia.

Mam nadzieję, że poprzednie wpisy o poszukiwaniu swojej ścieżki zawodowej były dla Was pomocne Dziś ostatnia część serii pracuj z pasją . Po wpisie o pulapkach czas na optymistyczny artykuł o tym, dlaczego warto szukać pracy zgodnej ze swoim sercem.

Na wstępie kilka słów o tym, jak doszłam do momentu w którym tworzę nowy post siedząc na Bali. Moja droga zawodowa byla dość typowa. Skończyłam dwa kierunki na uniwersytecie i 1.5 roczne studia podyplomowe, studiowalam za granicą, nauczyłam się 3 języków obcych. Kariera w korporacji stała przede mną otworem. I nawet przez kilka lat próbowałam się w niej odnaleźć. Na swój sposób. Wstawalam przed świtem, żeby choć chwilę praktykować jogę. Do pracy dojeżdzalam rowerem, żeby złapać jak najwięcej powietrza, zanim utknę na cały dzień w klimatyzowanym pudełku bez okien. Po- jechałam na siłownię, do szkoły jogi albo na basen. W weekendy znikałam w lesie, żeby ładować akumulatory. Mimo że w większości firm mialam fajnego szefa i wspierających współpracowników, to nie mogłam się tam odnaleźć. Zoperowany kręgosłup bolał coraz bardziej, od stresu dorobilam się jelita drażliwego i problemów z tarczycą. Każdego dnia czułam się coraz bardziej wyczerpana. (Nie)szczęśliwie w mojej firmie zredukowano dział i zostałam zwolniona. Zdalam sobię sprawę, że i tak cały czas się ruszam, więc z braku pracy moglabym to wykorzystać do zarabiania. Zrobiłam kurs instruktorski zaczęłam prowadzić swoje pierwsze zajęcia. Jeździłam po całej Warszawie po zapyzialych klubach za śmieszne stawki, aby zdobyć jak najwięcej doświadczenia.

Kilka miesięcy później dostałam etatową pracę. Wiedziałam, że to nie moj świat jednak jakoś musiałam się utrzymać. Po pracy jechalam więc 20 km.w jedną stronę, żeby poprowadzić zajęcia. Wracałam o 21, o 6 wstawalam do pracy. W weekendy prowadzilam zastępstwa lub jeździłam na warsztaty, aby zdobyć jak najwięcej wiedzy. Ludziom zaczęło podobać się to, co robię, pojawiały się propozycje prowadzenia zajęć. Ale ja bylam totalnie wykończona. Pracowałam non-stop. W pewnym momencie zdecydowałam, że juz nie dam rady. Cialo odmówiło mi współpracy.

Podjęlam decyzję ze spróbuję żyć  w zgodzie ze sobą. Początki były trudne. Zapomnialam o nartach i o nurkowaniu, które było moją pasją. Jeżdżę 17-letnim samochodem i 16 letnim motocyklem (które zresztą uwielbiam!). Nie posiadam mieszkania. Zepsute rzeczy naprawiam, a nie wyrzucam. Zresztą to cudowna sprawa móc się obejść bez tylu gadżetów!Lżej się żyje. Bywało też ciężko. Nie wiem, jak poradzilabym sobie bez pomocy rodziców, kiedy zachorowalam i przechodzilam różne kosztowne badania. Dziekuje mamo i tato!

Dziś mogę do Was pisać pracując na Bali. Ale przez 5 lat raczej pisałabym z działki mojej mamy w Długosiodle. I nie wiem, czy jeszcze będzie mi dane pracować w tak wyjątkowym miejscu. Bo życie pisze różne scenariusze. Ale ja jestem już i tak głęboko wdzieczna za to, ze żyję po swojemu . A co konkretnie daje mi taki wybór?

1. Radość

Uwielbiam swoją pracę. Czasami jestem padnięta, ale przeważnie nie mogę sie doczekać kiedy pójdę poprowadzić zajęcia. Są też dni kiedy bywam bardzo zmęczona, ale po zejściu z maty mam nagły przypływ wdzięczności

2. Stały rozwój

Rozwój zawodowy jest dla mnie fascynujący. Kiedy tylko moge jeżdżę na szkolenia, ogladam, czytam- żeby móc dać innym jeszcze wiecej! Ponadto każde spotkanie z drugim czlowiekiem jest dla mnie nową lekcją. Aby bezpiecznie pracować z kobietami w ciąży, seniorami, różnymi typami kontuzji i ograniczeń bez przerwy się dokształcam. A im więcej wiem, tym wyraźniej widzę, że nic nie wiem.

3. Silne ciało i spokojny umysł

Moja praca mnie wzmacnia. Na duchu i w ciele . Jeśli nie przesadzam- to kręgosłup ma sie dobrze. Mimo mojego apetytu i miłości do gotowania wciąż mieszczę sie w stare spodnie . Staram się także pracować nad swoimi emocjami i podejściem do życia, aby pozostać spójną.

4.Ogromna satysfakcja

Ponieważ sama doświadczyłam dużo problemów zdrowotnych, lepiej rozumiem ograniczenia innych. Robię wszystko, aby poprzez praktykę pomóc innym w zredukowaniu bólu w ciele i uspokojeniu umysłu.

5. Kreatywność

Stale wymyślam nowe warsztaty i pomysły na działania stresoterapii. Ograniczają mnie tylko środki finansowe lub moja wyobraźnia.

Mam nadzieję, że wpis okaże się dla Was pomocny jeśli wciąż zastanawiacie się nad tym, czy warto iść za głosem serca. Pomimo różnych wyzwań nie żałuję swojej decyzji o pójściu swoją drogą. I Wam życzę odnalezienia swojej pracy marzeń 😊

Namaste

Kamila

 

Pracuj z pasją! cz. II: pułapki

W poprzednim wpisie przyglądaliśmy się przekonaniom, które powstrzymuja nas od zmian w naszym życiu zawodowym. Zakladam, że udało się nam odważyć na zrobienie kolejnego kroku, czyli zaplanować swoją pracę, która jest jednocześnie Waszą pasją😊Dlatego dziś chciałam się z Wami podzielić swoim doświadczeniem. Zaznaczam, że jest to bardzo subiektywna opinia! Zapewne jest bardziej adekwatna w stosunku do zawodów, gdzie pracujemy w bliskim kontakcie z ludźmi i w dużym  stopniu- fizycznie. Jednak w moim otoczeniu jest wielu wolnych strzelców, którzy realizują się zawodowo w mniej tradycyjnym modelu „kariery”. I doświadczamy podobnych wzlotów i upadków. Dziś kilka sugestii, które mam nadzieję wesprą Was w podążaniu swoją nową ścieżką 😊

1.Po pierwsze – znajdź swoją PRAWDZIWĄ pasję. Dość oczywiste, ale często niełatwe. Mało kto rodzi się z gotowym pomysłem na życie 😊 I nie ma w tym nic zlego! W końcu życie to nieustanna zmiana😊Jednak jeśli zamierzasz długofalowo zainwestować swój czas i energię, to dobrze, żeby był to przemyślany wybor płynący z serca.
Warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
– co uwielbiam robić do tego stopnia, że mógłbym za to dopłacać?
– jaka aktywność sprawia, ze zatracam sie w niej całkowicie? Psychologowie nazywają to stanem przepływu tzw.”flow”. Taka czynność ma wtedy wartość autoteliczną. Przynosi satysfakcję z samego faktu jej robienia😊
– w czym jestem naprawdę dobry? Jakie umiejętności i mocne strony mógłbym zaangażować w nowej pracy?
Sam pomysł na pracę z pasją może niestety nie wystarczyć… Jak wszystko w życiu taka decyzja ma swoje plusy i minusy. Oto kilka wskazówek, czego  NIE oczekiwać planując pracę z pasją:
1. „Praca marzeń = biznes życia”
Praca z pasją to STYL życia. Owszem, bywa, że staje się również świetnie prosperującym biznesem. Najczęściej jednak wymaga dużej cierpliwości i pokory. Początki (mam na myśli miesiące lub lata) bywają naprawdę trudne. Jeśli więc Twoją motywacją jest głównie zarabianie, to lepiej pozostań przy tradycyjnym pomyśle na karierę. Inaczej szybko grozi Ci frustracja.
2. „Nie bede już nigdy sfrustrowany, bo robię to co kocham!”
Wbrew pozorom praca z pasją jest równie podatna na wypalenie zawodowe jak tradycyjna. Jeśli dzień w dzień robisz to samo, a dodatkowo sam poświęcasz ileś godzin w tygodniu na doskonalenie się ( tak tak – trudno sobie wyobrazić dobrego nauczyciela jogi, ktory sam nie praktykuje), to chwilami można mieć serdecznie dość. Dlatego tak ważne, aby kierować się w tym wyborze sercem.
 4. „W końcu odpocznę i nie będę tyle pracować” 
Jeśli znacie mnie bliżej to wiecie, że pracuję bardzo dużo. Najczęściej wtedy, kiedy inni mogą przyjść na zajęcia lub pojechać na warsztaty. Wolne weekendy w moim grafiku to istoty mityczne, podobnie jak popołudnia i wieczory.  Bardzo łatwo zatracić równowagę.
Pracując nie mam „pustych przebiegów”- kiedy uczę lub prowadze warsztaty, jestem w 100% skupiona na ludziach i na procesie. Nie mogę napić się kawy, odebrać smsa, odpisać na maile. Czasem tęsknię za czasem, gdy płacono mi za godziny, kiedy przeglądałam newsy w sieci 😉 8 godzin warsztatu to kilka dni przygotowań- scenariusza, materiałów, prezentacji itp. O zmęczeniu fizycznym po prowadzeniu np.6 godzin zajęć jednego dnia- nie wspominam😉
4.”Koniec z presją na nieustanne doskonalenie się”
O ile nie możesz sobie pozwolić na zatrudnienie sztabu specjalistów, to przygotuj sie na nieustanny rozwój😊Zostaniesz swoim PR-owcem, social media managerem, księgową,  informatykiem, grafikiem, logistykiem, negocjatorem. A jak masz biuro w domu – to sprzataczką i kucharzem😉To co wcześniej wymagało napisania maila do odpowiedniego działu- teraz robisz sam.
5.”Będę pracować tylko tyle, ile będę chciał
Niestety Twój nowy szef- czyli Ty sam, nad wyraz często nie może udzielic Ci L4 ani urlopu na żądanie. Jeśli nie poprowadzisz zajęć czy warsztatu, to nie zarobisz. Nie mówiąc o tym, że część ludzi przychodzi specjalnie do Ciebie i nie chcesz ich zawieść. Wielokrotnie prowadziłam zajecia chora czy w trudnym życiowo momencie. Ludzie przychodzą na zajęcia po wsparcie i dobrą energię, a nie podłączyć sie do Twoich życiowych kłopotów. Czasami zachowanie dla siebie swoich emocji bywa sporym wyzwaniem.

Ale spokojnie- każdy medal ma dwie strony 😊Celem wpisu nie jest zniechęcenie do podjęcia wyzwania, tylko podzielnie się pewnym ryzykiem, jakie wiąże się z taką pracą. Mimo gorszych momentów, nie żałuję mojej decyzji o rezygnacji z pracy biurowej! Nauczanie jogi, prowadzenie warsztatów czy zwykłe bycie z drugim czlowiekiem, są dla mnie źródłem największej satysfakcji i radości. Nawet późno w nocy wychodzę z zajęć z szerokim uśmiechem 😊 Dlatego w kolejnym wpisie podzielę się tym, dlaczego warto szukać swojej ścieżki i jakie są plusy pracy z pasją.

Uściski z Nepalu ( to ten jeden z wieelkich plusów)😊
Kamila

Pracuj z pasją! cz.I Dlaczego nie dajesz sobie szansy na pracę marzeń?

Ten post powstaje w moim tymczasowym biurze- w knajpce na Goa. Za plecami szumi morze, nad głową kołyszą się palmy, a ja popijam wodę ze świeżo rozłupanego kokosa. Zanim usiadłam do pracy biegałam po pustej plaży o wschodzie słońca. Hahaha- opis prawie tak kiczowaty, jak fototapeta w toalecie w latach 90 – tych? Ale to sama prawda 😉

W tej serii wpisów chciałabym się z Wami podzielić moim wnioskami z ostatnich kilku lat życia zawodowego. Dzisiaj mogę powiedzieć, że naprawdę lubię swoją pracę i jestem w stanie się z niej utrzymać. Ale zanim to nastąpiło kilka lat szukałam swojej drogi. Nie miałam nikogo, kto moglby mi pomóc i popełniłam wiele błędów.  Może kogoś z Was moja historia zainspiruje do tego,aby spróbować żyć w zgodzie ze swoim sercem i móc na tym zarabiać 🙂

W pierwszym wpisie przyjrzymy się powodom, dlaczego wiele osob nawet nie podejmuje próby zmiany swojej kariery. Jak pokazują badania 70% Polaków nie lubi swojej pracy. Co gorsza,większość z nas uważa, że tak być musi. Poniedziałkowymi porankami straszy się już małe dzieci. Praca wraz z dojazdem zajmuje nam średnio 10 g. dziennie. Jeśli doliczymy do tego czas, jaki pozostaje na sen, obowiązki domowe, toaletę itp., to miejsca na cieszenie się życiem zostaje bardzo niewiele… Ile znacie takich osób, które nie znoszą swojej pracy? Które w wolnym czasie starają się dojść do siebie i zebrać siły na kolejny dzień? A może sami do nich należycie? Na wstępie chcę podkreślić, że absolutnie nie jestem przeciwko etatom, korporacjom i biurowemu życiu tudzież pracy w tym samym miejscu od 15 lat. Jeśli lubisz to, co robisz to cudownie- rób to dalej☺Znam kilka spełnionych księgowych i autentycznych fanów tabelek w Excelu. I to jest super! Ten post jest dla osób, ktore czują, że chcą zmienić swoje życie zawodowe, ale mają wiele obaw. Rozprawiamy się więc  z mitami, które powstrzymują ludzi od znalezienia swojej wymarzonej pracy 😊

  • Mit nr 1. „Praca nie jest od lubienia tylko od zarabiania”. Twoi rodzice codziennie wracali umordowani do domu narzekając na szefa?Wybierali dla Ciebie nudne jak flaki z olejem kierunki studiów, ale dające tzw.”dobrą pracę?” Większość naszych przekonań wynosimy z domu. Jesli więc taki schemat wyniosleś to czas dorosnąć i zdecydować po swojemu 😊

 

  • Mit nr 2 „Lepsze zło znane, niż niepewne dobro”. Lęk przed zmianą. Nie tylko dotyczący pracy, ale też relacji, związków czy nawyków. Strach przed tym, co nowe jest całkowicie naturalny. Jednocześnie czesto sprawia, że ludzie tkwią latami w miejscu, którego szczerze nie znoszą. Czasami płacą za to chorobami psychosomatycznymi np. zespołem jelita drażliwgo, bólami mięśni i stawów, depresją, chorobami tarczycy, nerwicą, bezsennością… Ze smutkiem patrzę na pokolenie moich rodziców. Wielu z nich ledwo żyjąc dociera do emerytur, na której funkcjonują niczym zombie. Nasze pokolenie ma chyba jeszcze gorsze perspektywy, ponieważ praca wymaga od nas znacznie więcej aktywności i dynamiki, niż kilkadziesiąt lat temu. Ilość energii, jaką niektórzy inwestują w zachowanie niewygodnego status quo, spokojnie mogłaby zasilić wdrożenie nowego pomysłu na siebie.

 

  • Mit nr 3 „W życiu najważniejsza jest stabilizacja.” Czyli, jak napisał Piotr C.- autor poczytnego polskiego bloga „Pokolenie Ikea”: „wczoraj było do d#py, dziś jest do d#py i jutro będzie do d#py.” Stabilizacja jest bardzo względnym pojęciem. Znam wiele osób, które są spokojne zarabiając nieregularnie i niewiele. Znam także wiele, które zarabiają spore pieniądze na etacie- z wszelkimi jego przywilejami, ale permanentnie czują się zagrożone. Stabilizacja to stan umysłu. Życie ze swojej natury jest jedną wielką zmianą. Jeśli łudzisz się, że bezpieczeństwo daje tylko ciepła posada, to niestety jesteś w błędzie. Chciałabym być dobrze zrozumianą- absolutnie nie jestem przeciwna etatom i wioletnim stażom pracy! Ba, czasami bardzo tęsknię za tymi czasami. Chcę tylko podkreślić, że poczucie bezpieczeństwa nie może zależeć od miejsca Waszej pracy, bo w ten sposób sami wiążecie swoje ręce.

 

  • Mit numer 4: „Wszystko albo nic” Czyli albo męczę się dalej w pracy, której nie znoszę, albo rzucam wszystko i jadę w Bieszczady😉 Stop. Nie musisz (a nawet nie byłoby to zbyt rozsądne) z dnia na dzień porzucać swojego dotychczasowego życia. Szczegolnie kiedy masz rodzinę i kredyt we frankach. Możesz poszukać pracy, która będzie Ciebie mniej angażować, ale w zamian da Ci czas na rozwijanie swojej pasji i pogłębianie wiedzy. Albo decydujesz się na mocny wysiłek, ale określisz wyraźnie gdzie jest jego finał. Np. bierzesz się za bardzo wymagajacy i dobrze płatny projekt. Po skończeniu pieniądze inwestujesz w rozwinięcie niezbędnych umiejętności lub nowego biznesu.

 

  • Mit numer 5 „Z takiej pracy nie da sie utrzymać”. Tu akurat jest ziarnko prawdy… Zaczynając swoją własny biznes, który płynie z serca, trzeba być cierpliwym. Nastawić się na miesiące, a dużo częściej lata, zanim zacznie się on zwracać. Ja dopiero po 5 latach mogę nieśmiało przynać, że prowadzenie warsztatów stało się to moim głównym źródłem utrzymania. Jednocześnie wszystkie badania wskazują, że duże zarobki wcale nie gwarantują nam większego szczęścia…Wzrost wymagrodzenia koreluje z większym zadowoleniem tylko do pewnego poziomu. Co więcej, ludzie, których frustruje praca, mają tendencję do kompulsywnych zakupów czy zatracania się w rozrywkach, aby odreagować trudy tygodnia. Tym samym wciąż potrzebują więcej pieniędzy aby finansować taki styl życia. Kiedy masz pracę, którą kochasz przynosi ona dużo więcej radości! Uczysz się obchodzić bez większości gadżetów. Nie musisz maskować swojego zmęczenia. Możesz ograniczyć swoje potrzeby i konsumpcję.
  • Mit numer numer 6:”nie mam wystarczających kompetencji i doświadczenia.” Myśląc w ten sposób raczej nie zbliżamy sie do celu. Bardzo często nawet nie podejmujemy próby zmiany. Tymczasem są zawody, których można nauczyć się w czasie kilku miesięcy lub maksymalnie- lat. W perspektywie spędzenia kilkudziesięciu lat w pracy, której nie lubisz, ten czas wydaje się być mgnieniem oka.A nagroda za włożony wysiłek jest nie do przecenienia!

Nikt nie mówi, że zmiana swojego zawodowego kierunku jest łatwą sprawą. Ale satysfakcja i radość z zarabiania na życie po swojemu wynagradza ten wysiłek. W kolejnym wpisie podpowiem wam, jak znaleźć swoją pracę marzeń. Jeśli tylko Twój nowy wybór płynie z serca,to zapewniam Was,że osiągnięcie swój cel 💜

Namaste

Kamila