Archiwum kategorii: podróże

Refleksje z podróży. Proszę, nie umieraj za życia

Powoli żegnam się z Azją i szykuję się do powrotu do Polski. Wiele we mnie myśli i uczuć, którymi chcialam się z Wami podzielić we wpisie na blogu. Ale jakoś opornie mi szło pisanie, a że od pewnego czasu robię tylko to, co płynie, odłożyłam na chwilę blog na bok😉 I wtedy natrafiłam na wiersz, który dokładnie oddaje to, co chciałam przekazać 💚

2 miesiące pracy i podróży w Azji, życia w polowych warunkach i w luksusie; jedzenia ryżu 24/h z łyżką zupy i wymyślnych wegańskich dań. Ogromnego zmęczenia i blogiego relaksu; spotkań z prostymi ludźmi na wsi i wpływowymi przedstawicielami najwyższych kast. Cieszenie się z salda na rachunku, a później liczenia kazdej rupii. Bieganie na 3500 m z siłą górskiej kozicy i 2 tygodnie leżenia w łóżku z gorączką w 40 stopniowym upale. Latanie Quatar Airways i tluczenie się 10 g. po wertepach w skwarze lokalnymi autobusami w Nepalu.Czasami chciałam wracać, czasami plakalam na samą myśl o powrocie.Pełen kalejdoskop!

Każda moja podróż jest dla mnie najpiękniejszym nauczycielem. Metaforą życia. Wszystkich jego blasków i cieni. Akceptowaniem tego, że nie da się nic zaplanować i zaufaniem, że wszystko przypłynie. I przede wszystkim- doswiadczniem różnorodności. Zrzucaniem masek i zdejmowaniem z oczu polskich soczewek. Jestem wdzięczna sobie, ludziom, którzy wspierają mnie na mojej ścieżce i Wszechświatowi, że pozwala mi doświadczać życia, tak jak pragnę. Przez wolność, pasję i miłość. Ale nie trzeba wyjeżdżać na koniec świata. Bo wolność to stan umysłu😊

To tyle odemnie.Marta Medeiros nazwała to znacznie piękniej💚 Za inspirację dziękuję nieocenionej, mądrej kobiecie Jagodzie😊
Wystarczą małe zmiany, subtelne wyjście poza utarte drogi. Pójście do pracy inną trasą. Wypicie kawy w innym kubku. Zapytanie obcej osoby, jak sie czuje. Roześmianie się, kiedy nie wypada.
Proszę, nie umierajmy za życia…

„Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
powtarzając każdego dnia te same drogi…
kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia…
kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru…
kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym….

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu Pasji,
kto zawsze przedkłada czarne nad białe
i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, które powodują,
że oczy błyszczą, na twarzy pojawia się uśmiech,
a serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i racjonalizmem…

Powoli umiera ten, kto nie ‚wywraca stołu’,
kto jest nieszczęśliwy z pracy,
kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji Marzeń,
kto nie pozwoli sobie, przynajmniej jeden raz w życiu, uniknąć rozumnych rad i pójść za głosem Serca…

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje…
kto nie czyta, kto nie słucha muzyki…
kto nie znajduje dobra w sobie…

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną…
kto znikąd nie chce przyjąć pomocy…
kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i na „deszcz”, który pada…

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z inicjatywy przed rozpoczęciem jej,
kto nie pyta o to, czego nie rozumie,
i nie odpowiada, kiedy zna odpowiedź…

Unikamy śmierci w małych dawkach,
pamiętając zawsze, że bycie żywym domaga się długiego wysiłku i wytrwałości, począwszy od prostej czynności oddychania…”

Marta Medeiros

Namaste

Kamila

Yoga Teacher Training RYT 200®- wszystko, co chcielibyście widzieć

Jeśli śledzicie mojego facebooka i Instagram, to zorientowaliście się, że w Indiach ukończyłam kurs nauczycielski RYT 200® Ponieważ wiele osób pyta mnie o moją opinię i o sam kurs postanowiłam, że podzielę się moimi doświadczeniami na blogu. Pamiętam, jak sama szukałam obiektywnych informacji na ten temat i znalazłam zaledwie 2 wpisy w całym internecie! Wszelkie informacje organizacyjne, dotyczące programu, cen itp.możecie znaleźć w sieci (podaję linki). Ja chciałabym się skupić głównie na moich subiektywnych odczuciach i ocenie. Mam nadzieję, że pomoże Wam to w podjęciu ewentualnej decyzji o nauce 🙂 A o tym, co naprawdę wyniosłam z kursu, dla siebie można przeczytać w moim poprzednim wpisie http://streso-terapia.pl/indie-o-podrozy-do-wnetrza-siebie/

1. Co to w ogóle jest Yoga Teacher Training?
YTT jest cyklem szkoleń akredytowanych przez międzynarodową organizację Yoga Alliance. O idei YA możecie przeczytać tu: https://www.yogaalliance.org/. Standardowo proces szkolenia obejmuje 2 poziomy : 200 godzin oraz 300 godzin szkolenia, po których zostaje się nauczycielem RYT 500®. Oczywiście, istnieje też cała gama szkoleń krótszych, uzupełniających np.joga w ciąży, yin yoga, tantra yoga itp. Certyfikat może wydać tylko szkoła, która spełnia kryteria i posiada akredytację YA (tytułuję się wtedy RYS® Registered Yoga School). Teoretycznie ma to zapewnić gwarancję jakości szkolenia. W praktyce – różnie z tym bywa. W wielu miejscach szkoła jogi jest po prostu dobrym biznesem i sposobem zarabiania na zachodnich turystach. Polecam poszukać opinii w internecie i wybierać raczej szkoły z dłuższą tradycją. Poczytać również o nauczycielach, ich doświadczeniu i temu, co i jak o sobie piszą. Mnie pomogła też intuicja, bo choć wybrałam młodą szkołę –www.greenyogaindia.com, to generalnie jestem zadowolona z decyzji 🙂

2. Gdzie można odbyć takie szkolenie?
Najwięcej szkół znajduje się rzecz jasna w Indiach i Azji. Możecie je tez zaleźć w Europie, USA, Ameryce Południowej. Jednak Azja pozostaje najtańszym kierunkiem. Cena wyjazdu zależy od opcji zakwaterowania: w tym roku miesięczny kurs w Indiach wraz z zakwaterowaniem i wyżywieniem kosztował od 1600 do 2400 Euro. Każda szkoła ustala cenę indywidualnie. Cena niestety często odzwierciedla poziom nauczania i tradycję, nie warto więc wybierać najtańszych ofert. A jest ich sporo, o czym możecie poczytać np tutaj: https://www.bookyogateachertraining.com.

Od ubiegłego roku można także odbyć takie szkolenie w Warszawie, w Samadhi Joga http://samadhijoga.pl/page/szkolenia-na-nauczycieli-jogi.

3.Co obejmuje program szkolenia?
W dużym skrócie: technikę, praktykę własną, metodologię nauczania, anatomię i fizjologię,filozofię jogi i etykę, ewentualnie praktyki. W zależności od stylu jogi, w jakim się szkolimy, nacisk położony jest na daną techniką. Ja wybrałam multistyle, dzięki czemu praktykowałam vinyasę, asthangę, hatha yogę, yin yogę i aerial swing. Uważam,że był to świetny wybór, bo od 13 lat praktykuję metodę B.K.S Iyengara, którą bardzo cenię. I poczułam, że chcę wyjść poza pewne ramy i schematy 🙂 Jednak dla mnie było to zaledwie muśnięcie pozostałych stylów. Na pewno nie odważyłabym siebie nazwać nauczycielką np.asthanga yogi czy aerial swing po 200 godzinach szkolenia.

4. Jak wygląda dzień na kursie jogi?
Cóż, nie będę ukrywać że BARDZO intensywnie. Jeśli jesteście zmęczeni i traktujecie taki kurs jako okazję do odpoczynku,to dobrze się zastanówcie. Dobrym pomysłem jest przyjechać tydzień wcześniej,żeby odpocząć i się zaaklimatyzować. Warto zostać także po szkoleniu, żeby się zregenerować. Szczególnie jeśli jedziecie do kraju, gdzie po każdym kroku leją się z człowieka hektolitry potu:)
Przykładowy plan wygląda tak (niedziele są wolne):
-6-9 rano (dokładna godzina zależy od szkoły) 2 godziny praktyki jogi, medytacji i pranayamy
-ok. 9 śniadanie
-10.30-13/14 wykłady. My mieliśmy także karma jogę, czyli bezpłatną pracę w szkole np. sprzątanie, praca w ogrodzie, w kuchni itp.
-13-14 obiad
-15-17 wykłady
-17-18.30 praktyka jogi
-19 kolacja
Na moim kursie,ze względu na kosmiczny upał, mieliśmy dłuższą przerwę w ciągu dnia, za to kończyliśmy po g. 21. W czasie wolnym, którego nie było zbyt wiele, trzeba było studiować anatomię, historię i filozofię jogi czy teksty jogiczne jak np. Upaniszady. Chociaż dobrze znam angielski, to słownictwo było na tyle specyficzne, że wymagało dużego skupienia. Na koniec kursu czekał nas egzamin teoretyczny oraz poprowadzenie godzinnej sesji jogi.

4. Zakwaterowanie i wyżywienie
Zawsze istnieje kilka opcji. Można mieszkać w wieloosobowym dormitorium, 2 osobowym pokoju lub pojedynczo. Dobrym rozwiązaniem jest także zakwaterowanie poza szkołą: jeśli wolicie dojeżdżać i mieć wybór lokum. Jeśli wybieracie się do Indii, to przygotujcie się na hinduski standard: brak ciepłej wody, regularny brak prądu, brak klimatyzacji (wiatraki są, ale często nie działają, ze względu na przeciążenie sieci). Obecnie większość toalet przypomina nasze (tzn.jest sedes) 🙂 Prysznic oznacza wiadro i kran z zimną wodą. Jeśli jednak traficie na normalny prysznic, to na 90% będzie po prostu wystawał ze ściany. Oznacza to,że każdorazowo zalewamy całą łazienkę wodą 🙂 Do tego komary, mrówki, latające karaluchy, jaszczurki, żaby i węże. Mi to nie przeszkadzało, dzięki temu czułam się jeszcze bardziej zanurzona w naturze 🙂 Ale jak nie lubicie takich towarzyszy, proponuję wybrać inny kierunek. I pamiętajcie, że najlepszy czas na podróż na południe Indii to X-II. Pozostałe miesiące są koszmarnie upalne, a od V do IX nadchodzi monsun.
Moja szkoła miała nowe chatki, co było dużym plusem. Niestety, znajdowała się na polu, bez skrawka cienia. Domki miały blaszane dachy, a w moim dodatkowo była plastikowa podłoga i ściany z dykty. W efekcie działał jak inkubator. Między 7 a 21 nie było mowy,żeby w nim przebywać. Rozpuszczało się nawet mydło. Dodatkowo, niedaleko była stacja kolejowa, dzięki czemu co godzinę przejeżdżał przez moje łózko wielki pociąg towarowy. Potraktowałam to jako próbę charakteru i pracę nad emocjami:)
Wyżywienie było wegańskie (poza jogurtem i serem paneer). Najlepsze było śniadanie: owsianka, musli, świeże anansy, papaje, winogrona i jogurt z miodem. Na obiad i kolacje dostawaliśmy ryż, placki roti, sałatkę, dhal i warzywa w różnych sosach. Choć było to smaczne, to dla większości z nas zbyt ciężkostrawne (dużo smażonych potraw) i zawierało za mało białka. Po 3 tygodniach większość z nas wyrywała się na chana masalę do miasta 🙂

5. Nauczyciele
Muszę przyznać,że moją główną motywacją było po prostu zdobycie certyfikatu i próba mojego charakteru. Jako osoba praktykująca Iyengra u wspaniałych nauczycieli (Joga na Foksal i Joga Centrum Adama Bielewicza, dziękuję!) dość dobrze znam anatomię i metodykę nauczania. Dlatego nastawiałam się raczej na pogłębienie praktyki. Natomiast bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie nasze nauczycielki: Anu, Adrijana,Geetika i Giulia. Każda z nich była wyjątkowa na swój własny sposób, ale to, co mnie urzekło, to ich wewnętrzna spójność i ogromna wiedza. Anu i Geetika jako Hinduski w fascynujący sposób łączyły tutejszą mentalność z zachodnią wiedzą na temat filozofii czy anatomii. Przy tym były po prostu dobrymi ludźmi. Nie tylko mówiły o etyce i yamach, ale też tak żyły i traktowały ludzi. Co było piękne i prawdziwe. Niestety, słyszałam i widziałam wiele historii o niekompetentnych nauczycielach, których zachowanie jest zaprzeczeniem jogicznej moralności. Powszechnym problemem są kontakty seksualne nauczycieli z dziewczynami na kursie i zdarzają się także sytuacje molestowania…To są Indie, więc liczne układy i znajomości sprzyjają zamiataniu takich spraw pod dywan. Dlatego zdrowy rozsądek i intuicja są wskazane.

6. Podsumowanie. Czy poleciłabym takie szkolenie?
Hmmm:) Zależy czego szukacie:) Według mnie 200 g. kurs jest zaledwie inspiracją do bycia nauczycielem jogi. To, co sprawia, że potrafimy pracować z innymi ludźmi, to suma naszych życiowych doświadczeń i lat spędzonych na macie. Wiedza, którą nieustanie pogłębiamy samodzielnie. Najwięcej uczę się od swoich uczniów i na swoich błędach 🙂 Na pewno niezwykle cenne było dla mnie spotkanie z hinduską mentalnością i spojrzenie na jogę jako na styl życia, odbierania rzeczywistości i traktowania otoczenia. Łatwiej było mi dzięki temu zrozumieć jej istotę. Jeśli ktoś z Was chciałaby zagłębić się w jodze, ale niekoniecznie interesuje go dyplom, to zdecydowanie bardziej polecam pobyt w ashramie. Lub szkołę jogi z tradycjami, najlepiej z dala od miejskiego zgiełku. Ja spędziłam tydzień praktykując w Himalayan Iyengar Yoga Center w Dharamkot. Polecam! https://www.hiyogacentre.com/pl/

Zanim wyjedziecie poczytajcie o szkole, poszukajcie opinii w internecie. I nastawcie się, że to co otrzymacie, niekoniecznie może być tym, czego się spodziewacie. Ale tak właśnie ma być. Tym jest właśnie prawdziwa joga. Obserwacją i akceptacją 🙂
Jeśli macie pytania piszcie w komentarzach, na @stresoterapiaKamilaKarpinska lub na mojego maila.

Namaste,
Kamila

Indie. O podróży do wnętrza siebie

Niektórzy z Was pewnie się zorientowali, że wróciłam po prawie 2 miesiącach podróży po Indiach. Kiedy ktoś mnie pyta, jak podobały mi się Indie, nie wiem, co odpowiedzieć. Jest to bowiem tak ogromny i różnorodny kraj, że ja zaledwie dotknęłam jego powierzchni. Nie nastawiałam się na zwiedzanie, ponieważ wyjazd dedykowałam głównie jodze. Spędziłam niemal 6 tygodni na praktyce: najpierw na bardzo intensywnym kursie nauczycielskim na Goa, a następnie w Himalayan Iyengar Yoga Center. Fakt jest jednak taki, że przemierzyłam samotnie z plecakiem drogę z południa na północ Indii, co było dość karkołomnym przeżyciem.Choć w porównaniu do pobytu w Delhi- bułką z masłem 🙂
Moja podróż do Indii była w istocie podróżą do samej siebie. Wychodzenia ze swojej strefy komfortu, smakowania inności, otwarcia na to, co nieznane i niewygodne. Ale także piękne, szczere i prawdziwe. Jestem wdzięczna za wszystko, co mnie spotkało i za ludzi, jacy stanęli na mojej drodze. Chciałabym podzielić się z Wami refleksjami dotyczącymi mojego pobytu, ponieważ wiem,że wiele osób śledziło moje posty na facebooku i ciekawe jest moich przemyśleń 🙂 Wrzucam więc garść zasad, które pomogły mi doświadczyć najpiękniejszej podróży w moim życiu 🙂

1. „Energia, którą wysyłasz do świata, zawsze wraca pomnożona przez efekt”
Wiele osób, które usłyszały o moich planach wyjazdu, reagowało podobnie:”Jedziesz sama z plecakiem do Indii?!Nie boisz się, że” (niepotrzebne skreślić) :
-zarazisz się pasożytami, amebą malarią, febrą, dengą, ziką oraz setką innych chorób, których nazw nie umiem nawet wymienić:)
-tego syfu i brudu, żebraków, ścieków, smrodu i brzydoty
-gwałtów, zboczeńców, porwania, kradzieży, wypadków itp.
-zatrucia i umierania w konwulsjach po zjedzeniu niewinnego placka roti
-kilkunastu godzin (bywa, że kilku dni,jak masz pecha) spędzonych w pociągu bez klimatyzacji albo w autobusie z kozą, kurą i 7 dzieci na siedzeniu obok?
Hmm, no jakby to powiedzieć. NIE. Ponieważ jeśli podchodzisz do świata z lękiem i nieufnością, to właśnie to dostaniesz. Jeśli na każdą osobę patrzysz, jak na potencjalnego złoczyńcę, to całe Twoje ciało zdradza lęk i wrogość. A to tylko prowokuje innych, jak samospełniająca się przepowiednia… Nie chodzi o to, żeby beztrosko chodzić po slumsach po nocy. Zawsze zachowywałam zdrowy rozsądek i starałam się świadomie nie pakować w niebezpieczne rejony. Nie zawsze mi to wychodziło 🙂 Jednak zazwyczaj trafiałam na dobrych ludzi. Tak jak kierowca tuk-tuka, który po nocy szukał dla mnie busa w Delhi. Albo nieznajomego Hindusa, który poświęcił mi 2 godziny na dworcu w Delhi, załatwiając mi bilet. Starszych państwa, którzy dzielili się ze mną domowymi ciasteczkami w 16 godzinnej podroży lokalnym gratem, kiedy nie miałam nic do jedzenia. I dziwnym trafem nawet wszystkie psy, krowy, konie i świnki, które głaskałam, nie zrobiły mi krzywdy.

2. „Inne nie jest gorsze ani lepsze. Jest po prostu inne”
Hindusi mawiają „If you try to fight with India, India always f@#@cks you” 🙂 W Indiach trzeba zaakceptować, że jest to zupełnie inny świat. Świat, gdzie słowo kosz na śmieci nie istnieje w słowniku. W miastach brud i smród atakuje Ciebie z każdej strony. Herbata będzie zawsze z tłustym mlekiem, pieprzem i toną cukru. Gdzie rozkład jazdy autobusów znaleziony w internecie jest równie abstrakcyjny w realiach, jak malarstwo Picassa. Gdzie prąd możesz mieć raz na 2 dni, a zamiast prysznica, umywalki i pralki- wiadro z zimną wodą. W moim pokoju towarzyszyły mi latające karaluchy, pająki, jaszczurki, setki mrówek. W nocy do łazienki chodziłam z latarką, upewniając się, czy nie nadepnę na węża. Gdzie stada psów na ulicach i krów są standardowymi uczestnikami ruchu drogowego. Ups, sorry – raczej chaosu drogowego, z zasadą „silniejszy i większy ma pierwszeństwo”. Klakson jest używany zamiast kierunkowskazu, świateł i dla zabicia (zbędnej przecież) ciszy 🙂 Jeśli w Indiach próbujesz funkcjonować i myśleć, jak w domu, czeka Cię nieustanna frustracja, wyczerpanie nerwowe i dozgonna nienawiść do tej części świata. Wybór należy do Ciebie.

3.”Dlaczego sądzisz, że mając więcej, będziesz szczęśliwy, jeśli nie umiesz się cieszyć tym, co już masz?”
Dla mnie Indie były piękną lekcją. Nieustannie wychodziłam ze swojej strefy komfortu, aby doświadczyć tego, co mnie ogranicza, trzyma i blokuje. Od moich przyzwyczajeń i nawyków, bez których trudno było mi żyć. Wiecie jak smakuje kawa i ciasto czekoladowe po miesiącu przerwy? Albo gorący prysznic, po 2 miesiącach mycia się w wiadrze? Jak cieszy wiatrak nad łóżkiem i chłód murowanego domu, po miesiącu smażenia się żywcem w blaszaku? No właśnie 🙂 Ja już od pewnego czasu pracuję nad wdzięcznością. Jednak Indie przypominały mi, jak bardzo jestem szczęśliwa. Cieszę się, z każdego dnia,gdy mam siłę wstać, wejśc na matę i zacząć nowy dzień 🙂 Niewiele, bardzo niewiele potrzebujemy do życia. Zdrowia, obecności bliskich ludzi i życia w zgodzie ze swoim sercem. A to nie są rzeczy, które możemy kupić.

4.”Tam, gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty”
„If it’s good – is good. If it’s not good – it’s even better”. To ulubiony tekst mojej nauczycielki jogi, Geetiki 🙂 Na intensywnym kursie nauczycielskim jogi prawie 2 tygodnie miałam wysoką gorączkę. W tym upale każdy krok był dla mnie wysiłkiem. Ale byłam spokojna. Czułam, że to też jest jakaś lekcja. Każdego dnia wstawałam o 6 rano i człapałam w kierunku maty. Kiedy było mi bardzo źle, obserwowałam oddech i starałam się skoncentrować na tym, co tu i teraz. Nie myśleć : „to niesprawiedliwe; dlaczego teraz i dlaczego ja; 1,5 roku ciężko na to pracowałam…Bla, bla,bla”. Jak wyzdrowiałam, to naciągnęłam ścięgno Achillesa. I z całej mocnej miesięcznej praktyk,i robiłam głównie pranayamę i medytację. Zostałam mistrzynią wariantów i modyfikacji asan. Całą sesję Asthangi byłam w stanie zrobić w klęku i na siedząco:) Teraz wiem,że ten czas był moją lekcją spokoju i akceptacji. Jeśli nie możesz zmienić sytuacji, możesz zmienić swój stosunek do niej. A to bardzo, bardzo dużo.

5.”Jedyny powód, dla którego nie mamy tego, czego pragniemy jest taki, że musielibyśmy się zmienić, a zmiana jest zbyt wielką niewiadomą.” C.P.Sisson
Wydaje się proste, ale w istocie jest bardzo trudne. Czasami potrzebna jest terapia szokowa. Indie prowokują do wychodzenia ze swoich przyzwyczajeń. Zderzają z różnorodnością. Uwierzcie mi, kiedyś byłam najbardziej marudną i nieznośną towarzyszką podróży. Jakby mi ktoś powiedział, że będę z uśmiechem i akceptacją znosić upał, głód, zmęczenie, brak snu i inne atrakcje…No way! Prawdziwą próbą okazał się jednak powrót do domu. Wykończona po 3 dobach podróży niemal bez snu marzyłam tylko o śnie. Tymczasem moi sąsiedzi zabrali się za skuwanie ściany. Najpierw w akcie rozpaczy rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam z wyczerpania. Po chwili zaczęłam się śmiać sama z siebie. Łatwo było być oazą spokoju w ciszy ashramu. Więc przypomniałam sobie słowa Dalaj Lamy. Cierpienie powstaje, gdy oceniamy jakąś sytuację. Doświadczamy emocji, ale nie jesteśmy nimi. Więc tylko od nas zależy, jak bardzo damy się unieszczęśliwić.

6. „Dobra wiadomość – nic nie trwa wiecznie. Zła wiadomość – nic nie trwa wiecznie”
W jodze jedną z zasad jest aparigraha. Nie przywiązywanie się. Zarówno do tych dobrych jak i złych rzeczy, ludzi, sytuacji. Moje nauczycielki jogi dużo mówiły, o jogicznej koncepcji szczęścia. Tak długo, jak uzależniamy je od posiadania lub nie posiadania czegoś/kogoś, tak długo będziemy cierpieć. Prawdziwa radość jest niezależna, od tego, co na zewnątrz. Wiem, że nie jest łatwo być szczęśliwym, gdy tracimy kogoś bliskiego, chorujemy czy przeżywamy niepowodzenia. Sama doświadczyłam tych sytuacji. Ale tak długo, jak z nimi walczyłam, tak długo przegrywałam. Kiedy uświadomisz sobie, że każdy moment jest niepowtarzalny i nigdy nie powróci, łatwiej jest celebrować i cieszyć się prozaicznymi czynnościami. W Indiach widziałam wielu uśmiechniętych i życzliwych ludzi, którzy mijając mnie na ulicy skłaniali głowę i uśmiechając się mówili „Namaste”. Ludzi, którzy według naszych standardów nie mieli nic i powinni pogrążyć się w wiecznym smutku. Nie twierdzę, że bieda, choroba i cierpienie uszlachetnia. Wręcz przeciwnie. Ale konfrontacja z odmiennym postrzeganiem szczęścia, pomaga mi odnaleźć w sobie siłę i spokój w trudnych chwilach.

Chciałabym podziękować Wszystkim, którzy wspierali mnie w tej podróży. Nie pozwolili się poddać, gdy trzy razy przebookowywałam datę wylotu, mierząc się z chorobą i innymi atrakcjami. Doro, Piotrze, Piotrku, Kubo, Bracie, Przemku, Julko, Małgo, Magdo, Michale, Ewelino, Gosiu, Anko, Edyto, rodzice. I wszystkim życzliwym duszom, które spotkałam na swojej hinduskiej drodze. Nie starczyłoby miejsca, żeby wymienić 🙂 Pamiętam o Was i czuję, że niektóre z Was jeszcze spotkam.
Namaste,

Kamila