Asany cz. I: pozycje stojące

Ostatnio na blogu zapanowała pewna stagnacja 😉 Nie jest to związane z brakiem weny twórczej, ale z chaosem, który wymagał uporządkowania. Powoli wracam do siebie i blogowych projektów. Ponieważ ostatnio wątek jogowy został nieco zapomniany dziś ruszam z nowym cyklem wpisów na temat asan i ich wpływu: na ciało, emocje i ducha 🙂 Często pytacie mnie w trakcie sesji o wpływ poszczególnych asan na naszą fizjologię i psychikę, dlatego zdecydowałam się na uporządkowanie tych informacji na blogu. Zapraszam do lektury i oczywiście- do zweryfikowania na macie!

Asan i ich wariantów jest bardzo dużo. Ze względu na ułożenie ciała i ich działanie na głębszym poziomie możemy wyróżnić pozycje stojące, skręty, skłony do przodu, wygięcia do tyłu oraz pozycje odwrócone. Zaczniemy od podstawy: czyli od pozycji stojących . Jeśli wybierzecie się na zajęcia dla początkujących w dobrej szkole jogi, to zapewne na tą grupę asan będzie kładziony szczególny nacisk. Początkowo będziecie pytać siebie po jakie licho ktoś każe Wam układać równo palce w stopach i czuć ich docisk? Cóż to ma wspólnego z tymi szpagatami na tle balijskiego wodospadu w reklamach jogowych leginsów? 😉 Ale z upływem czasu pewnie zauważycie, że ta uważność na detale ma sens i duży wpływ na praktykę.

Pozycje stojące: fizjologia

Nasi odlegli przodkowie odeszli od tego uświęconego wiekami tradycji sposobu poruszania się i zmienili się w chodzące wieże, z umieszczonym wysoko środkiem ciężkości i wąską podstawą….Natura powinna wywieszać tabliczkę z ostrzeżeniem „Przebudowa w toku. Dyrekcja przeprasza za wszelkie możliwe niedogodności” E. Morgan „The scars of evolution”

Istoty dwunożne pojawiły się w Afryce ok. 4-6 mln lat temu. Odkąd wyprostowaliśmy się po zejściu z drzewa większość naszego życia spędzamy na stojąco- choć z punktu widzenia anatomii wcale nie jest to najbardziej ergonomiczna pozycja 🙂 Właściwiej byłoby jednak założyć, że obecnie większość z nas po części „cofnęła” się na drabinie ewolucji i spędza życie na siedząco… Niestety, nie w przysiadzie lub w kucki (co byłoby całkiem dobrą opcją dla naszego ciała) lecz na krześle, fotelu, kanapie.To już jest wystarczający powód, aby praktykować asany stojące, wspierając ciało w procesie utrzymywania prawidłowej postawy, ułożenia kręgosłupa, budowania siły dla mięśni i równowagi.

Pozycje stojące w jodze są niezwykle istotne, ponieważ zawierają w sobie dużo ruchów funkcjonalnych tzn. takich, jakie wykonujemy w codziennym życiu nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Sięgamy po coś wyciągając daleko ręce (jak w tadasanie z uniesionymi rękami), balansujemy szukając czegoś w szafce (jak w pozycji vrksasany) , pochylamy się, aby podnieść coś z podłogi (jak w uttanasanie), skręcamy chcąc zobaczyć coś za nami (jak w parrivritta trikonasanie). Ruch wygięcia do tyłu na stojąco (jak w virabhadrasanie I) rzadko występuję w naszej codzienności. Tym bardziej jest cenny, ponieważ równoważy przeważający rodzaj zgięcia- skłonu do przodu (schylanie się). Niestety, jeśli prowadzimy siedzący tryb życia, nasze ciało traci naturalne zakresy ruchów, usztywnia się. Zaczyna kompensować brak zakresów, przeciążając nadmiernie te części ciała, które nie powinny brać w danym ruchu udziału. Prześladujące większość z nas bóle odcinka lędźwiowego często mają własnie przyczynę w nieprawidłowej postawie ciała i pracy nóg, a nie dysfunkcjach samego kręgosłupa.

W tradycyjnym przekazie pozycje stojące budowane są zawsze od podstawy: czyli od stóp. Na co dzień większość z nas zupełnie nie zajmuje się sprawnością swoich stóp. Uwięzione w butach przez większość dnia tracą swoje prawidłowe zakresy ruchu, pojawiają się różne problemy (halluksy, ostroga piętowa itp.). Nie bez powodu wschodnie systemy leczenia wykorzystują masaż odpowiednich punktów w stopach jako element leczenia. W stopach znajduje się mnóstwo receptorów i dlatego już samo chodzenie boso w trakcie sesji wspiera proces autoregulacji naszego organizmu.

Ponadto, praktyka pozycji stojących pomaga nam rozwijać siłę i elastyczność, łagodnie pobudza system nerwowy i oddechowy, dodaje energii i jednocześnie buduje poczucie stabilności, ugruntowania i osadzenia. Na początku jogowej przygody samo utrzymanie asan stojących stanowi duży wysiłek, więc pomaga nam także wzmocnić mięśnie i siłę woli 🙂

Pozycje stojące: psychika

My, istoty ludzkie, jesteśmy jak drzewa, zakorzenione jednym końcem w ziemi, a drugim sięgające ku niebiosom. Głębia sięgania zależy od siły naszego systemu zakorzeniającego. Wyrwanemu drzewu obumierają liście, a u człowieka, któremu odcięto korzenie, duchowość staje się martwą abstrakcją. A. Lowen

W psychoterapii poprzez ciało „stanie na ziemi’ nabiera głębszego znaczenia. „Uziemienie” oznacza poczucie, że wiem kim jestem, wiem po co jestem, wiem na czym stoję. Urealniam się, czuję połączenie z ziemią, innymi ludźmi, swoim ciałem, seksualnością. Czuję oparcie w sobie. Nie fruwam nad ziemią żyjąc w iluzji, ani nie zapadam się pod nią w poczuciu depresji. W Bioenergetyce to, jak stoisz na Matce- Ziemi może też dużo powiedzieć, jaką miałeś/aś relację z rodzicami. Natomiast w metodzie Somatic Experiencing przenoszenie uwagi do stóp używane jest także jako metoda, która pomaga kontrolować i skrócić atak paniki.

Jako fascynatka pracy z ciałem nie mogę nie wspomnieć o roli tej grupy asan w sferze emocjonalnej. Asany stojące bardzo wyraźnie pokazują, że zanim cokolwiek zbudujesz- musisz mieć solidny fundament. To, jak ustawisz podstawę warunkuje jakość całości. Najbardziej kunsztowna konstrukcja nigdy nie utrzyma się na byle jakim gruncie. Z drugiej strony uczą cierpliwości i trwania. Pozornie banalna pozycja tadasany- góry po kilku minutach staje się niezwykle aktywna. Zaczynasz czuć mikroruchy wewnątrz mięśni głębokich, subtelne zmiany ciężaru na stopach, przesunięcia środka ciężkości. Czasami w życiu również musisz na coś poczekać i wytrwać. Patrząc z boku wydaje się, że nic się nie zmienia. Ale to nie jest prawda. Wewnątrz trwa ciągły ruch i ten delikatny postęp zaprowadzi Ciebie kiedyś do nowego miejsca. Może w ciele, a może w sercu. „Forward is forward” 🙂

Namaste

Kamila

Moja joga. 15 lat na macie.

„Człowieka z pasją nie da się kontrolować; to jest niemożliwe. Można kontrolować tylko nieszczęśliwą osobę. Osoba ekstatyczna pozostaje wolna, nie może być zredukowana do roli niewolnika. Nie zniszczą cię tak łatwo; nie nakłonią cię, byś żyła w więzieniu. Chcesz tańczyć pod gwiazdami, iść z wiatrem, rozmawiać ze słońcem i księżycem. Potrzebujesz tego, co rozległe, co nieskończone, co ogromne, olbrzymie. Nikt cię nie skłoni do życia w ciemnej celi. Nie zrobią z ciebie niewolnika. Będziesz żyła własnym życiem i będziesz robiła swoje.”–OSHO


We wrześniu minie 15 lat odkąd stanęłam na macie. Poszłam na pierwsze zajęcia, bo trafiłam na artykuł o jodze i informację, „że nawet najwięksi twardziele z siłowni wymiękają na macie”. Ja, harpagan, ta Która-Zawsze-Daje-Radę” oczywiście musiałam sprawdzić. Faktycznie wymiękłam. 😉 Najbardziej chyba na poziomie umysłu, który cierpiał katausze w ciszy, chwilach bezruchu i dyskomforcie, w którym ktoś kazał Ci trwać i oddychać 😉

Od tego czasu zrobiłam sobie kilka kontuzji kierując się swoim ego. Przez dobre 10 lat uważałam savasanę za stratę czasu, mój umysł przypominał stado małp, byłam często nieuważna i robiłam większość asan w oparach przemocy. Ale coś mnie jednak pchało na matę. Kazało jechać kilkanaście kilometrów na rowerze albo stać pół godziny w korku, żeby zdążyć na zajęcia. Od urodzenia byłam sztywna jak Pal Azji, więc większość asan wykonywałam z wdziękiem kija od szczotki 😉 Po kilku latach takiej bezrefleksyjnej praktyki zmierzyłam się z operacją kręgosłupa, naczyniakiem, cierpieniem, niesprawnością i lękiem. Przez 1,5 roku jedyną asaną, jaka przynosiła mi ulgę była supta padangusthasana (dla niezorientowanych- rozciąganie nogi z paskiem w leżeniu na plechach). I choć było we mnie pełno lęku, stawałam na macie i szukałam nowego miejsca, w którym jest mniej strachu. Aż któregoś dnia, po kilku latach zauważyłam, że ból zniknął. Została natomiast większa uważność, akceptacja swoich ograniczeń, nieporównywanie się do innych i czerpanie radości z samego faktu ruchu. A kiedy jednak ból i lęk wracał, to powoli pojawiało się we mnie zaufanie, że skoro już raz było dobrze, to dlaczego nie mogłoby być znowu? 🙂

Mijały lata, a moja praktyka stawała się coraz bardziej spokojna, refleksyjna i dobra dla samej siebie. Rozstania, choroby, szpitale, odchodzenie bliskich, nowe związki, kilka kilo do przodu i kilka do tyłu, sukcesy i porażki- kręciłam się na życiowej karuzeli, a joga wciąż była obok. Zauważyłam, że jej istota to głównie to, co robię poza matą: jak traktuję inne istoty, jak rozumiem prawdę, dobro i szacunek wobec wszystkiego, co mnie otacza. Czy umiem się nie przywiązywać do tego, co produkuje mój umysł. Czy potrafię zachować otwartość na to, co nieznane. Czy udaje mi się nie oceniać, a obserwować. To, czy dotknę głową do ziemi nabrało zupełnie innego wymiaru. A moje ciało milimetr po milimetrze zaczęło puszczać. Pod plecami pojawiało się coraz mniej wałków, a klocki przestawały być potrzebne. Zaczęłam czuć subtelności: jak mój umysł się uspokaja i koncentruje w pozycjach odwróconych; jak w oczach pojawiają się łzy w wygięciach, kiedy dotykam oddechem serca; jak trudno mi jest wytrwać w skłonach- gdy trzeba pokłonić się życiu, zatrzymać i odpuścić.

Z pasji joga stała się powoli moją ścieżką. Praca z ciałem zaprowadziła mnie do studiowania metody Somatic Experiencing i szukania narzędzi, by pomagać innym głębiej. Odważyłam się odejść z pracy, która poza cyframi na koncie przynosiła mi zaostrzenie problemów zdrowotnych, bezsenność, zmęczenie i przede wszystkim- poczucie bezsensu. Nie mogłam też już dłużej pracować 10 godzin na siedząco- ból był nie do zniesienia. Pierwsze dwa lata szukania swojej drogi zawodowej były bardzo trudne i nie dałabym sobie rady bez pomocy rodziców, którzy wspierali mnie w trakcie zmagań z chorobą. Ale nawet wówczas nie żałowałam tej decyzji. A dziś, kiedy czuję, że to co robię, rodzi DOBRO, czuję się najbogatsza na świecie 🙂

Przede wszystkim, jak mówił cytowany przeze mnie Osho- joga dała mi wewnętrzną WOLNOŚĆ. Dalej płacę podatki, dalej wypatruję miłości, dalej wyniki badań bywają różne, dalej mieszkam w betonowym bloku i dalej mierzę się z naszą codziennością. Ale już się jej nie boję. Pojawiła się jakaś nowa przestrzeń, gdzie zamiast lęku o jutro jest wdzięczność za dziś 🙂 Nie zastanawiam się „a co będzie, a jak nie wyjdzie, a jak się pogorszy, jak nie zdążę, jak będzie za późno. Bla, bla, bla”. Bo, jak mawia jeden z moich nauczycieli „teraz wyciągnij dalej ręce, teraz wzmocnij nogi, teraz sprawdź, co możesz zmienić w asanie”. Bo poza tym, w tej sekundzie, nic innego nie ma znaczenia. Tylko Ty decydujesz, na co przeznaczasz swoją energię. Cokolwiek robisz – bądź w tym. BE. HERE. NOW.

Z serca dziękuję Wam za to, że mogę z Wami się dzielić swoim doświadczeniem. Za to, że przychodzicie na nasze sesje, przyjeżdżacie na warsztaty, obdarzacie mnie zaufaniem. Bo dobro to podobno taki wyjątkowy przypadek, który mnoży się, kiedy się dzieli 🙂 Z ciekawością wypatruję kolejnych 15 lat. Widzę, jak wiele jeszcze nie wiem i jak wiele jeszcze na tej ścieżce do odkrycia 🙂

Namaste <3

Kamila

SPOTKANIA Z YIN YOGĄ I JOGA NIDRĄ ODCINEK 3 : KLATKA PIERSIOWA 31.03.2019

Nasze trzecie popołudnie z cyklu „Spotkanie z yin jogą i jogą nidrą” poświęcimy klatce piersiowej, barkom i ramionom Z założenia jednym z najbardziej otwartych części ciała, a w praktyce: jednej z najbardziej usztywnionych i bolesnych. Długotrwałe siedzenie, stres, powstrzymywanie emocji powoduje, że przysłowie”dźwiganie ciężarów na swoich barkach” staje się nie tylko metaforą…
Z perspektywy psychoterapii poprzez ciało zablokowana klatka piersiowa sygnalizuje zamknięcie się na odczuwanie miłości i powstrzymywanie się przed wyrażaniem gniewu. Nie pozwala nam również na pełne oddychanie, tym samym osłabiając nasze siły życiowe.

Dlatego na kolejnym spotkaniu skupimy się na otwarciu i zrelaksowaniu tego obszaru. Wykorzystamy pozycje jak sphinx, seal, shoelace i straddle uwzględniając rózne warianty dla ramion (cowface arms, eagle arms) oraz wzmacniające nadgarstki (deep stress in sitting swan).

Naszym celem będzie uwolnienie napięć z zazwyczaj niedostępnych nam struktur ciała. Praca na powięziach zajmie nam ok. 90 min. Zakończymy 40 min. sesją jogi nidry: głębokim relaksem, nazywanym jogą snu psychicznego. Sesja dla wszystkich, także dla osób, które nigdy nie stały na macie 

Czym jest joga powięziowa?

Jest łagodną praktyką jogi, dostępną dla każdego, bez względu na staż na macie. Koncepcja yin jogi inspirowana jest taoistyczną medycyną chińską, wedle której harmonia w naszym ciele i umyśle pochodzi z równowagi pomiędzy Yin i Yang. Yang oznacza to co aktywne, energiczne, szybkie. Yin – bierne, powolne, łagodne. Praca w yin jodze polega na całkowitym odpuszczeniu napięcia mięśniowego i wsłuchaniu się w swoje ciało. W przeciwieństwie do dynamicznych form yogi nie angażujemy do pracy siły mięśni. Dzięki temu docieramy do miejsc, które dotychczas były niedostępne – powięzi, ścięgien, więzadeł a także kości. Ponieważ nasze ciało pamięta emocje lepiej niż nasz świadomy umysł, uwalniamy także niepotrzebne nam więcej odczucia. Odzyskujemy spokój, a ciało – swobodę ruchu i lekkość. Jednocześnie pozycje są komfortowe- używamy dużej ilości koców, poduszek i zawsze szanujemy naszą granicę komfortu.

O yin yodze pisałam na blogu tutaj: http://streso-terapia.pl/yin-yoga-o-potedze-wewnetrznej-ciszy/

Czym jest joga nidra?

Jest prowadzoną medytacją, w warunkach totalnego komfortu: leżymy wygodnie otuleni kocami i podążamy za instrukcjami nauczyciela. Podstawową techniką jest rotacja świadomości, czyli przenoszenie swojej uwagi z poszczególnych części ciała. W klasycznej medytacji umysł pozostaje świadomy a ciało aktywne. W jodze nidrze staramy się uzyskać stan świadomego snu. Nie doświadczamy w niej marzeń sennych lecz stan snu głębokiego. Dzięki temu nasz mózg zaczyna pracować w obszarze fal Delta (0,5-4 Hz).). Fala delta jest najwolniejszą ze wszystkich fal mózgowych typową dla stanu głębokiego snu (Non-rapid eye movement, NREM, SEM). Głęboko regeneruje ciało, sprzyja procesom zdrowienia. Sesja jogi nidry potrafi zastąpić 3 godziny snu. Jest także doskonałą metodą rozpoczęcia swojej przygody z medytacją, ponieważ łatwiej w niej utrzymać koncentrację i nie wymaga pozycji siedzącej. Jest dostępna dla każdego, również osób z poważnymi kontuzjami i ograniczeniami zdrowotnymi.

O jodze nidrze więcej na blogu:http://streso-terapia.pl/joga-nidra-medytacja-dla-kazdego/

Informacje praktyczne:
Pamiętajcie – ubierzcie się w wygodne stroje do praktyki (takie, aby było Wam ciepło w trakcie leżenia). Można zabrać swoją poduszkę, koc i ewentualnie coś do przykrycia oczu. Nie przychodźcie głodni ani najedzeni. Najlepiej zjeść posiłek 2-3 godziny przed sesją.

Gdzie:
niedziela od godziny 14 do 16.30 
Joga Centrum Adama Bielewicza
ul. Pankiewicza 1 lokal nr 26

Zapisy i rezerwacja:
1. zapisz się mailowo kamila@streso-terapia.pl podaj imię i nazwisko) i zapłać całą kwotę 100 zł lub gotówką przed warsztatem

Dane do przelewu:
Stresoterapia Kamila Karpinska
05 1950 0001 2006 0075 1444 0002 z dopiskiem ” Yin joga 31.03.2019″

W przypadku rezygnacji na tydzień przed warsztatem zwracam całą kwotę  Później nie ma możliwości zwrotu,ale możliwe jest przeniesienie na kolejny termin warsztatów.

Joga na stres. Regenerujący weekend z jogą i relaksacją 1.03-3.03.2019 pod Warszawą ♥

ZWOLNIŁ SIĘ POKÓJ 2-3 OS. Z ŁAZIENKĄ ORAZ 1 MIEJSCE W POKOJU 4- OSOBOWYM!

Na kolejny zapraszam w VI : w czerwcu!

Zapraszam Was na pierwszy wiosenny weekend z yin jogą, jogą nidrą i technikami relaksacji. Jaki jest cel warsztatu? Odprężenie. Oczyszczenie ciała i umysłu ze skutków stresu. Będziemy zanurzać się w odstresowującej praktyce jogi i relaksacji, uwalniając napięcie z ciała i z umysłu. Nauczymy się także praktycznych technik oddechowych, które pomagają nam wejść w stan odprężenia. Przećwiczymy i poznamy różne metody skutecznego uwalniania napięć z ciała. Rozmasujemy samodzielnie napięte mięśnie i powięzi. Warsztat także dla osób, które nigdy nie miały nic wspólnego z jogą a barardzoo chciałyby się całkowicie odprężyć 🙂

Dla kogo?

Dla wszystkich, którzy:
• Żyją w stanie zwiększonego napięcia emocjonalnego
• Czują się stale zmęczone i trudno im się skupić
• Towarzyszą im bóle kręgosłupa i mięśni
• Mają kłopoty ze snem i wyciszeniem
• Chciałyby poznać skuteczne techniki uwalniające napięcia z ciała
• Chciałaby lepiej kontrolować swoje emocje
• Pragną mieć więcej energii i szybciej się regenerować

Termin:
1.03-3.03.2019

Miejsce:
Bajkowa Zagroda.

Mieszkamy w pięknych, drewnianych chatkach w otoczeniu przyrody. Do dyspozycji mamy przestronną salę do jogi z drewnianą podłogą, ze wszelkimi pomocami. Czeka na nas też pyszne wegetariańskie jedzenie 🙂 Tylko 35 km. od centrum Warszawy.

 Pokoje: 1, 2, 3-osobowe z łazienkami oraz w pokoje z ogólnodostępną łazienką. Koniecznie napiszcie swoje preferencje, co do rodzaju zakwaterowania.

Harmonogram:

-piątek 1.03.2019
* 17.30 regenerująca sesja jogi
* 19.30 kolacja
* 20.30 – 21.00 relaksacyjna sesja oddechowa i medytacja dla chętnych, lub wieczorne rozmowy o wszystkim, co nam przyjdzie do głowy 🙂

sobota 2.03.2019
* 8.30  śniadanie
* 11.00 sesja jogi/ ćwiczeń relaksujących/automasażu
* 13.00 obiad
* 13.30 – 16.30 czas wolny
* 16.30 – 18.30 sesja jogi/ ćwiczeń relaksujących/automasażu
* 19.00 kolacja
* 20.30 – 21.00 relaksacyjna sesja oddechowa i medytacja dla chętnych lub wieczorne rozmowy o wszystkim, co nam przyjdzie do głowy 🙂

niedziela 3.03.2019
* 8.30  śniadanie
* 11 sesja jogi/ ćwiczeń relaksujących/automasażu
* 13.00 obiad
* 13.30 – 16.30 czas wolny
* 16.30 – 18.30 sesja jogi/ ćwiczeń relaksujących/automasażu
* po 18.30 pożegnanie i wyjazd

Inwestycja w swój spokój obejmuje:

* dwa noclegi i pełne wyżywienie (2 obiady, 2 x kolacja i 2 x śniadanie oraz całodzienny serwis kawowy )
* 9 g. zajęć warsztatowych yin jogi, 3 sesje jogi nidry i 2 x godzinna wieczorna medytacja

Pełna kwota:
-pokój z łazienką 700 zł./os
-pokój z łazienką na korytarzu 660 zł./os.

Proszę o wpłatę zaliczki w wysokości 200 zł od osoby z tytułem „weekend z jogą i relaksacją 1.03-3.03.2019  (imię i nazwisko) na konto:

Idea Bank  05 1950 0001 2006 0075 1444 0002
Stresoterapia Kamila Karpińska

Pozostała kwota płatna na miejscu gotówką.

Istnieje także opcja uczestnictwa w warsztacie bez noclegu : dodatkowa opłata za dobę wynosi wówczas 20 zł.

Proszę o zabranie własnej maty oraz (ewentualnie, jeśli dysponujecie) – pomocy do jogi np. wałka, paska, klocka czy ulubionego koca i poduszki- będziemy dużo leżeć 😉

Rezerwacja: proszę o zgłoszenia mailowe na adres: kamila@streso-terapia.pl

Czekam na informację, czy macie jakieś dolegliwości, o których powinnam wiedzieć i czy wolelibyście zabrać się z kimś autem.

Yin Yoga:

Jest łagodną praktyką jogi, dostępną dla każdego, bez względu na staż 🙂 Praca w yin jodze polega na całkowitym odpuszczeniu napięcia mięśniowego i wsłuchaniu się w swoje ciało. W przeciwieństwie do dynamicznych form jogi (np.Vinyasy, Asthangi czy w pewnych sekwencjach B.K.S Iyengara) skupiamy się na rozluźnieniu i uelastycznieniu powięzi, więzadeł i ścięgien, nie angażując do pracy siły mięśni. Dzięki temu docieramy do miejsc, które dotychczas były niedostępne. Ponieważ nasze ciało pamięta emocje lepiej niż nasz świadomy umysł, uwalniamy także niepotrzebne nam więcej odczucia. Odzyskujemy spokój a ciało – swobodę ruchu i lekkość. Jednocześnie pozycje są komfortowe- używamy dużej ilości koców, poduszek i zawsze szanujemy naszą granicę komfortu. Zapraszam do doświadczenia głębi tej formy pracy z ciałem i lektury tego wpisu

O tym, dlaczego praca ze stresem przynosi najlepsze rezultaty, kiedy rozluźniamy ciało możecie przeczytać w tym artykule
O relaksacji metodą jogi nidry możecie więcej poczytać tu

Namaste i do zobaczenia!

Kamila

LENIWA NIEDZIELA Z YIN JOGĄ, JOGĄ NIDRĄ I RELAKSACJĄ 24.02

Zapraszam na spontaniczną leniwą niedzielę w towarzystwie yin jogi, jogi nidry i relaksacji 🙂

Wszyscy, którzy bywają na spotkaniach z yin jogą i nidrą mają teraz niepowtarzalną okazję, żeby doświadczyć jej mocy w podwójnej dawce 🙂 Dodamy do sesji relaksujące techniki oddechowe i elementy automasażu, aby jeszcze pełniej się zregenerować.

Warsztat składa się z dwóch oddzielnych 3 – godzinnych sesji. Można wpaść na jedną lub na dwie:

  1. g.9.00 -12.00 yin joga na klatkę piersiową, barki i odcinek szyjny
  2. g.13- 16 yin joga na biodra, nogi, odcinek lędźwiowy

Koszt jednej sesji to 120 zł.od osoby. Dla tych, którzy zostają na dwie- 220 za całość 🙂

Jest przeznaczony dla osób, które (poza tym, że lubią yin jogę i nidrę 😉 )

*Czują się stale zmęczone i trudno im się skupić
*Towarzyszą im bóle kręgosłupa i mięśni
*Mają kłopoty ze snem i wyciszeniem
*Chciałyby poznać skuteczne techniki uwalniające napięcia z ciała i uspokajania głowy

Czym jest joga powięziowa?

Jest łagodną praktyką jogi, dostępną dla każdego, bez względu na staż na macie. Koncepcja yin jogi inspirowana jest taoistyczną medycyną chińską, wedle której harmonia w naszym ciele i umyśle pochodzi z równowagi pomiędzy Yin i Yang. Yang oznacza to co aktywne, energiczne, szybkie. Yin – bierne, powolne, łagodne. Praca w yin jodze polega na całkowitym odpuszczeniu napięcia mięśniowego i wsłuchaniu się w swoje ciało. W przeciwieństwie do dynamicznych form yogi nie angażujemy do pracy siły mięśni. Dzięki temu docieramy do miejsc, które dotychczas były niedostępne – powięzi, ścięgien, więzadeł a także kości. Ponieważ nasze ciało pamięta emocje lepiej niż nasz świadomy umysł, uwalniamy także niepotrzebne nam więcej odczucia. Odzyskujemy spokój, a ciało – swobodę ruchu i lekkość. Jednocześnie pozycje są komfortowe- używamy dużej ilości koców, poduszek i zawsze szanujemy naszą granicę komfortu.

O yin yodze pisałam na blogu tutaj: http://streso-terapia.pl/yin-yoga-o-potedze-wewnetrznej-ciszy/

Czym jest joga nidra?

Jest prowadzoną medytacją, w warunkach totalnego komfortu: leżymy wygodnie otuleni kocami i podążamy za instrukcjami nauczyciela. Podstawową techniką jest rotacja świadomości, czyli przenoszenie swojej uwagi z poszczególnych części ciała. W klasycznej medytacji umysł pozostaje świadomy a ciało aktywne. W jodze nidrze staramy się uzyskać stan świadomego snu. Nie doświadczamy w niej marzeń sennych lecz stan snu głębokiego. Dzięki temu nasz mózg zaczyna pracować w obszarze fal Delta (0,5-4 Hz).). Fala delta jest najwolniejszą ze wszystkich fal mózgowych typową dla stanu głębokiego snu (Non-rapid eye movement, NREM, SEM). Głęboko regeneruje ciało, sprzyja procesom zdrowienia. Sesja jogi nidry potrafi zastąpić 3 godziny snu. Jest także doskonałą metodą rozpoczęcia swojej przygody z medytacją, ponieważ łatwiej w niej utrzymać koncentrację i nie wymaga pozycji siedzącej. Jest dostępna dla każdego, również osób z poważnymi kontuzjami i ograniczeniami zdrowotnymi.

O jodze nidrze więcej na blogu:http://streso-terapia.pl/joga-nidra-medytacja-dla-kazdego/

Informacje praktyczne:
Pamiętajcie – ubierzcie się w wygodne stroje do praktyki (takie, aby było Wam ciepło w trakcie leżenia). Można zabrać swoją poduszkę, koc i ewentualnie coś do przykrycia oczu. Nie przychodźcie głodni ani mocno najedzeni. Najlepiej zjeść posiłek 2-3 godziny przed sesją.

GDZIE:
CUD GROCHÓW – Studio Rozwoju i Edukacji
Osowska 84a, 04-351 Warszawa

ZAPISY: Proszę o przesłanie maila ze zgłoszeniem na kamila@streso-terapia.pl

Inwestycja w swój spokój: 120 zł.za jedną sesję

Ilość miejsc jest ograniczona- do 12 osób na sesji.

Można zapłacić przelewem na konto z tytułem „Leniwa niedziela 24.02” lub gotówką przed warsztatem.

Stresoterapia Kamila Karpinska
05 1950 0001 2006 0075 1444 0002

Zapraszam ♥
Kamila

zdjęcie http://www.slothville.com/what-is-a-sloth/

Jak joga pomaga leczyć depresję?

Obiecałam wpis o metodach leczenia depresji. Kiedy jednak zaczęłam zagłębiać się w literaturę naukową (nie lubię opierać się tylko na tym, co pamiętam ze studiów lub książek) uznałam, że jest dużo różnych podejść i nurtów. Niewątpliwie są sytuacje, gdy osobom chorującym na depresję należy włączyć leki przeciwdepresyjne. Czasami może być to jedyny sposób, aby odzyskać choć odrobinę jasności w głowie i sił do kontynuowania leczenia. Według mnie nie powinny być one nigdy jedynym środkiem stosowanym w leczeniu depresji. Bardzo ważne jest podjęcie psychoterapii, ponieważ tylko wtedy mamy szansę dotrzeć do podstaw choroby. Nawet jeśli depresja nie jest indukowana przez trudną sytuację życiową, lecz np. przez genetyczną podatność naszego mózgu, psychoterapia daje nam narzędzia, które pomogą nam poradzić sobie w gorszym momencie.

Niestety w naszym fast-foodowym świecie antydepresanty są nadużywane, przepisywane bez faktycznej potrzeby i łykane jak aspiryna. Spotykałam ludzi, którzy brali je latami, jednocześnie nie wykonując żadnej pracy nad chorobą u źródeł. Ponownie podkreślam, że nie jestem przeciwna farmakoterapii (bywa, że ratuje życie kiedy pojawią się np. myśli samobójcze). Jednak poleganie tylko na czynnikach zewnętrznych w leczeniu, odbiera pacjentowi najpotężniejsze narzędzie- wiedzę i wiarę w to, że sam dysponuje zasobami pomagającymi wyjść z choroby albo zmniejszyć jej intensywność.

Jako że nie jestem psychiatrą, nie chciałabym wnikać dłużej w ten temat. Skupię się natomiast na obszarze, w którym poruszam się dużo swobodniej tzn. pracy z ciałem i praktyką jogi 🙂 Sama doświadczyłam wiele razy, jak praktyka jogi może wspierać w najtrudniejszych momentach życia (pisałam o tym min. tu http://streso-terapia.pl/7-lekcji-od-cierpienia-akceptacja-dyskomfortu/  I tak się zresztą często dzieje, że na pierwsze sesje jogi trafiamy, bo szukamy wyciszenia, zatrzymania; bo wszystko już zawiodło i ktoś nam powiedział, że joga dobrze robi na głowę; bo jesteśmy osłabieni, chorujemy, nie mamy siły na rzucanie hantlami i tylko „rozciąganie” zostało. I po niedługim czasie okazuje się, że zamiast rozciągania głowy mamy rozciąganie umysłu 😉 Poszerza się zakres sytuacji, które potrafimy zaakceptować; rośnie przestrzeń naszej strefy komfortu; trudniej nam się zdenerwować i mamy więcej wyrozumiałości dla innych.

Dlaczego joga może pomagać w zaburzeniach nastroju?

  • zwiększa w mózgu ilość kwasu gamma-aminomasłowego (GABA), neuroprzekaźnika o działaniu hamującym w systemie nerwowym.  W 2007 roku w Boston University School of Medicine przeprowadzono legendarny już dziś eksperyment badania wpływu praktyki jogi na poziom GABA w mózgu. Uczestników podzielono na 2 grupy: jedna czytała magazyny a druga ćwiczyła przez godzinę jogę (różne rodzaje). W grupie jogującej poziom GABA wzrósł o niemal 30%. Co ma to wspólnego z leczeniem depresji? Ano to, że osoby cierpiące na zaburzenia nastroju często mają obniżony poziom GABA i jego wzrost sprzyja również poprawie samopoczucia.
  • dla naukowców: pozwala podnieść poziom energii w naturalny sposób. Jeśli dłużej praktykujecie zapewne zauważacie, że niektóre sekwencje dodają nam energii (aktywne vinyasy, mocne skręty, mocne wygięcia), a inne wyciszają (skłony, podparte wygięcia, stabilne pozycje odwrócone). W lekkiej depresji chorzy mają jeszcze siłę na podjęcie umiarkowanej aktywności fizycznej, ale najlepiej aby była ona mądra. Mądra czyli świadoma. Oddziaływanie poszczególnych asan na ciało i umysł nie jest żadną magią, lecz fizjologią. Wzrost energii lub efekt wyciszający jest związany z pobudzaniem lub hamowaniem Autonomicznego Układu Nerwowego, zmianą ciśnienia krwi czy pojemności oddechowej płuc. Zainteresowanym tematem od strony anatomii i nauki polecam lekturę książki „Anatomia Hatha Jogi” H. Davida Coultera 🙂
  • dla mistyków: reguluje przepływ prany w ciele. Pranę jogini rozumieją jako podstawową energię życiową, która  znajduje się w całym wszechświecie,a więc i w naszym organizmie. Według tradycyjnych przekazów zaburzenia w jej przepływie są powodem chorób i złego samopoczucia. Asany mają przygotować ciało do pracy z oddechem (pranayamą) i medytacją, aby pomagać energii krążyć swobodnie i odżywiać wszystkie komórki. Dla tych, do których nie przemawia koncepcja prany, pozostaje niepodważalny naukowo fakt, że od jakości naszego oddechu zależy jakość naszego funkcjonowania i procesy chemiczne zachodzące w mózgu. Osoby w stanie niepokoju, lęku czy własnie depresji mają tendencję do zbyt płytkiego oddychania. Wpływa to na bardzo niski poziom energii życiowej, utrzymuje organizm w stanie ciągłego niedotlenienia i pogłębia poczucie bezsilności i braku sił.
  • uczestnictwo w grupowych sesjach jogi buduje sieć społecznego wsparcia. Jednym z najsmutniejszych obrazów depresji jest niechęć  do utrzymywania kontaktów społecznych, odizolowanie i poczucie  głębokiego osamotnienia. Szkoły jogi często tworzą specyficzne osoby: które sporo przeszły, sporo przepracowały i mają dużo większą empatię dla drugiego człowieka. Kiedy czujemy się mile widziani, nie oceniani mimo naszych niedoskonałości, chętniej wracamy do takich miejsc. A wsparcie społeczne i poczucie przynależności jest jednym z najpotężniejszych „leków” antydepresyjnych
  • zwiększa umiejętność bycia w tu i teraz. Technika zakorzeniania w chwili obecnej jest jedną z podstawowych metod stosowanych w leczeniu zaburzeń lękowych i PTSD (Post Traumatic Stress Disorder). Umożliwia pacjentom zatrzymanie procesu ruminacji, uspokojenie ciała migdałowatego (struktury w mózgu, która odpowiada za uruchomienie
    reakcji walki lub ucieczki), wyciszenie systemu nerwowego i powrót do racjonalnego myślenia. W jodze nie robimy nic innego, jak próbujemy być właśnie obecni. Jeśli odpływasz myślami w jakiejś pozycji balansowej czeka Cię niechybnie gleba 😉 Zresztą na początku praktyki wszystko jest tak abstrakcyjne i często nieprzyjemne fizycznie, że nie da się od tego uciec. I to własnie jest nasz mindfulness
  • uczy szacunku do własnych ograniczeń jednocześnie dając siłę, aby je przełamywać. Depresja to często temat tabu. Sprawia, że czujemy się beznadziejni, gorsi, pozbawieni prawa szacunku dla samego siebie. Na macie zazwyczaj nie możemy zrobić wszystkiego modelowo. Czasami nie możemy zrobić czegoś w ogóle. I to nas uczy, że to jest ok : czegoś nie potrafić. Że doskonałość to iluzja. Że jednego dnia stoisz na głowie, a drugiego się boisz. A z czasem doświadczamy tego, że jakaś pozycja z kategorii „nigdy w życiu/nie dam rady” jest osiągalna. To uczy nasz mózg wytwarzać nowe połączenia, nowe ścieżki myślenia i działania, które depresja zaciera. Daje wiarę, że pomimo trudności zawsze może nadejść moment, gdy będzie lepiej 🙂

Na temat dobra płynącego z praktyki jogi w leczeniu zaburzeń nastroju powstały setki artykułów naukowych. W terapii jogą mamy specjalne sekwencje asan i pranayamy, które pomagają w leczeniu depresji. Ja mogę ręczyć za jej dobroczynne rezultaty swoim własnym przykładem. Nieraz w chwilach najgorszego zwątpienia wyciągałam matę i mam głębokie przekonanie, że to mnie zabierało z powrotem w stronę światła 🙂

Jednocześnie kolejny raz podkreślam, że joga może WSPIERAĆ tradycyjne metody leczenia depresji, ale nie powinna nigdy zastąpić profesjonalnej pomocy psychiatrycznej i psychologicznej.

Jeśli macie swoje przemyślenia na ten temat- podzielicie się proszę w komentarzach!

Namaste

Kamila

źródła:

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1550830711003429

https://www.liebertpub.com/doi/abs/10.1089/acm.2007.6338

Czy pozytywne myślenie może szkodzić?

Czas Świąt to moment, kiedy wielu z nas kupuje na prezent książki. Od lat na szczycie bestsellerów wygrywają poradniki dotyczące tego, jak „zmienić swoje życie w 10 dni”,  a w tydzień uleczyć wszystkie dotychczasowe problemy. Za chwilę też Nowy Rok, a więc czas postanowień, wprowadzania zmian i życzenia sobie, aby „ten rok był lepszy, niż poprzedni.” No dobrze, i ode mnie czasami można usłyszeć, żeby skupiać się na tym, co dobre, a nie szukać problemów 🙂

Pozytywne myślenie jest z pewnością wartościową umiejętnością. Czasami naprawdę potrzebujemy usłyszeć, że „wszystko się ułoży” i pomaga nam to odzyskać na chwilę siłę do dalszej pracy.  Zaakceptować, że trudniejsze chwile są taką samą częścią życia, jak te dobre i iść dalej. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy zamiast skonfrontować się z problemem, uciekamy od niego afirmując do siebie „na pewno sam się rozwiąże/ sam się uzdrowi/ samo przyjdzie”.  Pozytywne afirmacje nie uzdrowią relacji, która umiera w środku. Ani nie sprawią, że pokochasz pracę, której nie znosisz. Również raczej nie zrobisz kontraktu swojego życia, jeśli nie zaczniesz szukać możliwości biznesowych i klientów.

Zdarza mi się usłyszeć od uczniów „Kamila, próbowałem przez to przejść zmieniając swoje nastawienie, ale to nie działa”. I nigdy nie zadziała- jeśli mierzysz się z np. obniżonym nastrojem, będącym początkiem depresji, to masz do czynienia z dysfunkcją działania Twojego mózgu. Tu potrzebne jest profesjonalne wsparcie terapeutyczne, a nie afirmacje. Podobnie, kiedy powtarzamy pakowanie się w nieodpowiednie relacje. Pozytywne myślenie może dać siłę do przepracowania pewnych schematów, które nas tam zapraszają, ale nie zastąpi pracy nas sobą.

W naszej kulturze lubimy mieć rozwiązania ekspresowe, załatwiające w 5 min. tematy, które wymagają pracy przez 5 dni, tygodni czy miesięcy. Boli brzuch od tego, że jesz przetworzone śmieciowe jedzenie? Nie szkodzi, weź tabletkę, zamiast zacząć zmieniać swoje nawyki”. Imprezujesz i wiesz, że będziesz mieć kaca?Spoko, dorzuć sobie pigułkę zanim zaczniesz pić, będzie mniej bolało rano”. Podobne podejście cechuje niekiedy ludzi, kiedy zamiast dotarcia do źródła swoich kłopotów, próbują dostać taki psychologiczny fast-food. A za dużo fast- foodów zawsze kończy się dla nas niedobrze…

No dobrze, a co z wizualizacjami czy treningiem mentalnym, stosowanym przez sportowców? To wspaniałe narzędzia, tylko również nie zastąpią pracy. Żaden sportowiec nie pobił jeszcze rekordu świata od tego, że popijał drinka, wyobrażając sobie wiwatujące tłumy na trybunach. Trening mentalny bazuje na posiadanych już umiejętnościach i wyobrażaniu sobie krok po kroku czynności, jakie będzie wykonywał na zawodach. Podobnie wizualizacje- są ogromnym skarbem dla naszego mózgu, który nie do końca umie odróżnić nasze fantazje od realiów. Uruchamia wówczas podobne działanie układu nerwowego. Dlatego wyobrażając sobie sytuacje stresujące naprawdę odczuwamy niepokój, a myśląc o czymś przyjemnym- radość. Ja również stosowałam wizualizacje, kiedy po operacji kręgosłupa długo nie mogłam normalnie funkcjonować. Wyobrażałam sobie siebie, biegnącą po lesie, ale przez kolejne 1,5 roku przez całe miasto jechałam na rehabilitację i ćwiczyłam dając z siebie 100%.

Jako nauczycielka jogi często obserwuję też tendencję, gdy praktyka jogi i medytacja stają się ucieczką od bycia przy tym, co trudne. Wspaniale jest umieć na chwilę wyłączyć głowę i uspokoić emocje. Jednak po zejściu z maty wracamy do życia. Pozytywne myślenie czy kierowanie się wszechogarniającą miłością może nas również oddalać do prawdy. W życiu istnieją też trudne chwile, jak śmierć, rozstanie, niepowodzenia, choroby, które są elementarną częścią życiorysu. Jeśli uwierzymy, że powinniśmy czuć tylko dobre emocje, zachowywać stoicki spokój wobec tego, co nas boli, to stwarzamy w sobie tylko więcej frustracji, gdy nie dorastamy do tego wzoru.

Ani joga, ani medytacja nie polega na tym, żeby stać się robotem, który nie reaguje na to, co się pojawia. Efektem prawdziwej i uważnej praktyki jogi jest umiejętność obserwacji swoich emocji, pozwalanie im na przepływanie i na odchodzenie. Zrozumienie, że na wszystko jest przestrzeń, również na tą ciemną stronę życia. Wybaczenie jest niezbędne, aby pójść przed siebie bez bagażu żalu i złości, która nas zjada od środka. Ale najpierw powinno mu towarzyszyć świadome poczucie tych wszystkich emocji. Wysyłanie miłości, okazywanie zrozumienia, jeśli jednocześnie czujemy gniew czy smutek, to oszukiwanie samego siebie.

Zatem życzę wszystkim na nadchodzący czas przede wszystkim prawdy, bo to z niej właśnie płynie miłość, która niczego nie oczekuje.

Kamila

Yamy – 5 zasad moralnych jogi, które pomagają mi być lepszym człowiekiem

Mity dotyczące jogi. Spotkałam się z wieloma: „joga to grzech, moja wiara nie pozwala mi ćwiczyć”;  „joga to religia, a ja jestem ateistą”; „po co komu filozofia z Azji, mam swoją, słowiańską” itp. Mimo to coraz więcej osób staje na macie. Pomimo trudności na początku prakytki (What?! Mam cofnąć dolne żebra i unieśc lewą nerkę?!Co oni palą w tych kadzidłach przed zajęciami? ) jakoś wraca na matę 😉 Często dzieje się tak nie tylko z powodu ewidentnych korzyści związanych z mądrą praktyką, jak zmniejszenie bólów kręgosłupa, odczucia rozluźnienia w ciele, unikaniu kontuzji, poprawie sprawności. Powodem bywają również zmiany, jakie zaczynasz dostrzegać w swoim życiu: w jakości relacji z ludżmi, ze światem, ze sobą.

Joga, jaką znamy na Zachodzie, jest wycinkiem tego, z czego wyrasta. W naszej kulturze ogromną uwagę przywiązujemy do wyglądu zewnętrzengo, a umysł mamy tak rozbiegany, że w zasadzie jedynie koncentracja na ciele pozwala nam rozpocząć przygodę z jogą. Jednak asany to jedynie jeden z elementów prawdziwej jogi. W trakcie moich podrózy po Indiach wielokrotnie widziałam starszych joginów z pokaźnym brzchem, którzy potrafili godzinami medytować. I raczej nie wykonaliby przejścia ze stania na rękach do kija przez bekasanę;-)

Hindusi z lekkim politowaniem patrzą na zachodnią wersję jogi, która często sprowadza się do dążenia do jakiegoś fizycznego modelu asany i zdjęć w szpagacie w obcisłych leginsach na Instagramie. Często towarzyszy jej napięcie niczym nieróżniące się od ciśnienia, jakie mamy na co dzień w pracy, czy presji kultury na idelany wygląd. Tymczasem pierwszym poziomem ośmiostopniowej ścieżki jogi Patandżalego wcale nie są asany tylko uniwersalne zasady moralne zwane yamami. Zresztą niewiele odbiegające od zasad, jakie możemy znaleźć w każdej religii. I dopiero kiedy  umiemy je stosować możemy stanąc na macie, praktykując ćwiczenia oddechowe i asany. Oczywiście zdecydowana większość ludzi (tak ja i ja) pierwszą przygodę na macie zaczęła od syczenia z bólu przy rozciąganiu tyłów nóg. Nie ma w tym nic złego. Jednak najdoskonalsza asana nie będzie mieć w sobie ducha jogi, jeśli nie zaczniemy patrzeć na nią przez pryzmat yam.

I tak często się dzieje, że te zasady niepostrzeżenie przenikają do Twojego życia. Odkąd praktykuję jogę coraz wyraźniej widzę, jak bardzo pomagają mi one żyć lepiej. W większym spokoju, zaufaniu, wolności i prawdzie. Dlatego chętnie się dzielę swoim doświadczeniem. Bo ja dużo częściej praktykuję jogę poza matą, kiedy życie sprawia, że niespodziewanie sięgam głową do ziemi 🙂

5 zasad moralnych jogi. YAMY.

  • AHIMSA. Niekrzywdzenie. Dużo osób naturalnie przechodzi na dietę bez mięsa. Zaczyna zwracać uwagę na troskę o przyrodę, środowisko, zwierzęta. Według mnie jednak bycie weganinem wcale nie oznacza, że stsoujesz ahimse.  Szczerze, to wzajemne hejty zwolenników vege kontra paleo nie mają dla mnie nic wspólnego z ahimsą… Ponieważ niekrzywdzenie obejmuje przede wszystkim CIEBIE. Czyli szanujesz swoje ograniczenia w ciele i w głowie. Najpierw nie robisz na siłę asany. Poźniej wychodzisz z relacji, która Ciebie rani. Stawiasz granice. Uczysz się kochać siebie. A dzięki temu prawdziwiej i szczerzej umiesz pokochać innych. Bo nie robisz tego z poczucia winy, obowiązku, strachu tylko wybierasz bycie bliżej, bo tak jest lepiej.

  • SATAJA. Prawda. Agghh. Jakie to bywa trudne na początku… Umieć odważnie powiedzieć prosto w oczy sobie samej, że to nie jest mój scenariusz na życie. Na związek. Na pracę. Odpadaja kolejne warstwy błota, które nam ktoś nawrzucał, bo jemu też powiedzili, że bez błota się nie da-no nie wypada! To przecież jakbyś stał nagi… Ale później jest lżej, a błoto spływa, zanim zdąży zaschnąć 🙂

  • ASTEJA. Niekradzenie. Uczciwość. Brak zazdrości. Nie interesuje mnie, czy ktoś obok zakłada nogę na głowę.Albo ma kaloryfer na brzuchu. Albo wspaniały związek, dzieci, świetnie płatną pracę. To ja jestem swoim własnym punktem odniesienia. Doskonalę się dla samej siebie. Cieszy mnie szczęście innych ludzi, bo wiem, że im więcej dobra i miłości wokół mnie, tym świat staje się lepszy.

  • BRAHMACZARJA. Wstrzemięźliwość. Nie chodzi tylko o jej seksulany aspekt. Oznacza to również pohamowanie ciała, mowy i myśli, tak, aby zachowaną energię wykorzystywać na drodze własnego rozwoju. Bo słowa i myśli mają moc. Potrafią ranić, potrafią wzmacniać. Mniej mówienia, więcej działania. To także powściąganie swojego ciała w praktyce- wybieranie asan, które są dla nas trudne, a nie powtarzanie tylko tego, co dla nas łatwe.

  • APARIGRAHA. Niegromadzenie. W trakcie moich podróży doświadczam, jak niewiele potrzeba mi do życia. Przez wiele tygodni mogę zmieścić całe życie w plecaku. Podobnie w życiu. O ile jest lżej kiedy nie zagracam domu zbędnymi gadżetami, nie kupuję kolejnych leginsów, kosmetyków, nie potrzebuję nowszego samochodu. Dotyczy to także relacji- żegnam te, które mi już nie służą. Na ich miejsce pojawiają się ludzie, którzy pomagają mi wzrastać. Na macie nie chcę już robić nic na siłę, byle więcej i mocniej. Zachłanność w praktyce prowadzi do kontuzji. Zachłanność w posiadaniu w życiu bywa równie niebezpieczna.

Dla mnie joga nie ma nic wspólnego z religią. Moją religią jest wiara w dobro, w miłość, w podążanie ścieżką serca. Można to nazwać Bogiem, chrześcijaństwem, buddyzmem, moralnością,przepływem lub przykazaniami Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Interesuje mnie, jakim jestem człowiekiem i jak przeżywam swoje życie, co ono wnosi dla innych.  Z czym odejdę z tej ziemi. Jak powiedział Dalajlama XIV : Moja religia jest prosta. Nie wymaga kamiennych świątyń, nie wymaga filozoficznych dociekań. Świątynia jest nasz umysł i nasze serce; filozofią – dobroć.

Kamila

zdjęcie Kasia Czajkowska

Zadbaj o siebie wirtualnie: Stresoterapia na YouTube :)

Po dłuuugim czasie mówienia o tym, zdecydowałam się to zrobić 😉 Stresoterapia ma już swój kanał na YouTube!

Wiem, że sporo z Was nie daje rady dotrzeć na moje zajęcia, mieszka daleko, wyjeżdzacie, a czasami po prostu miejsce na swój spokój ginie w natłoku codzinnych obowiązków. Dlatego postaram się z Wami dzielić swoją pracą również na odległość 😉 Na kanale będą pojawiać się krótkie sesje jogi i ćwiczeń, kiedy macie tylko 20 minut, a chcecie zrobić coś dla siebie. Będą też nieco dłuższe filmiki, ćwiczenia relaksacyjne, oddechowe i wszystko, co pomaga nam w redkowaniu stresu i poszukiwaniu siebie w pędzie codzienności.

Nie zabraknie również kochanej przez wielu i równie mocno niedostępnej jogi powięziowej, czyli yin 🙂

Piszcie proszę w komentarzach, co Wam jest potrzebne? Tworzę to miejsce przede wszystkim dla Was i ważne jest dla mnie, aby była to nasza wspólna przestrzeń.

Ogromnie dziękuję też Kasi Czajkowskiej za jej wkład w tworzenie filmików i demonstrowanie ćwiczeń. Kasia robi przepiękne zdjęcia i projekty artstyczne-zajrzyjcie do niej, jeśli potrzebujecie wyjątkowych zdjęć http://czuleoko.com/

Zapraszam do polubienia, subskrybowania i dzielenia się siłą spokoju z innymi!

Namaste

Kamila

Rozciąganie na macie, czy praktyka jogi? Po czym poznać, że praktykujesz jogę, a nie gimnastykujesz ciało :)

Każda asana to pozycja wykonywana z odczuciem stabilności, zrównoważenia, i wytrwałości w ciele: życzliwości w inteligencji głowy oraz uważności i zadowolenia w inteligencji serca. Oto jak jak należy rozumieć, praktykować i doświadczać każdej asany. Wykonanie asan powinno być odżywcze i oświecające. ~BKS Iyengar

Kiedy prowadzę zajęcia w grupach początkujących i przychodzą nowe osoby zazwyczaj przestawiają się: „cześć, mam na imię X i jestem zupełnie nierozciągnięty. Będę sobie ostrożnie ćwiczyć w kącie”. Ewentualnie „przyszłam na zajęcia, bo bardzo sztywna jestem i plecy mnie bolą” 🙂 Dla osób spoza jogowego świata joga oznacza ćwiczenia rozciągające, ewentualnie jakieś kadzidełka i „om” śpiewane nie wiadomo w jakim celu 🙂 Zresztą wystarczy wpisać „yoga” w wyszukiwarkę na Instagramie i naszym oczom ukażą się piękne kobiety i mężczyźni zawieszeni w szpagacie nad przepaścią. Tymczasem prawdziwa joga i praktyka asan ma niewiele wspólnego z tym, czy zakładasz nogę za głowę. Do tego, aby praktykować jogę konieczna jest świadomość i uważność. Najbardziej spektakularna pozycja pozostanie tylko akrobacją, jeśli nie będziemy obecni w tym, co robimy. Stojąc w autobusie możesz przyjąć piekną tadasanę. Możesz też zrobić byle jaki (choć doskonały technicznie) mostek na jogowych warsztatch. Bywa, że ćwicząc jogę nabawiamy się kontuzji albo frustrujemy tym, że coś nam nie wychodzi. Po niektórych sesjach boli nas głowa i czujemy duże zmęczenie. To właśnie sygnały, że ćwiczymy, a nie praktykujemy. Jeśli jesteś obecny w swoim ciele i umyśle to możesz dostrzec, która asana Ci dzisiaj służy, jakich pomocy użyć aby ciało przyjemnie się wydłużało, a nie napinało. Czasami ta uważność oznacza też przekraczanie swoich granic, strachu, lenistwa. A następnie zabranie tych doświadczeń poza matę. Odkrywanie, że lżej się żyje 🙂 To jest właśnie istota jogi. Oczywiście, zawsze zaczynamy od ciała, ale to tylko wstęp do tego, aby pozwolić jodze rozgościć się też daleko poza naszym największym palcem u stopy 🙂

Dlatego dziś dzielę się z Wami kolejnymi skarbami z jogowego świata 🙂 Po czym możesz poznać, że joga zmienia Twoje życie?

  • Nie nudzisz się w asanach i czerpiesz coraz więcej radości z sesji 🙂 Wręcz przeciwnie, zaczynasz zauważać, że dopiero po dłuższym czasie pozycja zaczyna się zmieniać, pracować.  W cichej obserwacji dostrzegasz subtelne poruszenia w ciele i w umyśle.
  • Zauważasz wpływ poszczególnych asan na ciało. Czujesz, kiedy potrzebne są wyciszające skłony, kiedy energetyzujące mostki. Czujesz, kiedy Twoje „nie chce mi się” pochodzi z umysłu, a kiedy ciało prosi „daj mi odpocząć, zaopiekuj się mną”
  • Na macie z nikim nie konkurujesz i nie rywalizujesz. Nie interesuje Ciebie, czy sąsiad dotyka głową do kolana. Nie oceniasz siebie, ani nikogo innego. Rozumiesz, że jeśli jesteś w swojej praktyce uczciwy i uważny- jest ona na ten moment doskonała.
  • Rozumiesz, że codziennie jesteś inny, Twoje ciało jest inne i ma inne potrzeby. Szanujesz jego gorsze dni i wykorzystujesz te, kiedy masz więcej energii. Czasami odpuszczenie sesji i sen jest dużo bardziej potrzebne, niż 108 powitań słońca.
  • Nie krzywdzisz się.  Mamy różną budowę ciała, swoje kontuzje i traumy w nim zapisane. Akceptujesz, że pewne pozycje mogą pozostać poza Twoim zasięgiem. Nie robisz ich brutalnie i na siłę.
  • Zaczynasz akceptować swoje ciało i siebie właśnie takie, jakie jest. Uczysz się troszczyć o siebie, jak o najukochańszą osobę w swoim życiu
  • Nie opuszczasz savasany. Relaksacja na koniec sesji to najważniejszy element integrujący pracę wykonaną na macie i uspokajający układ nerwowy.
  • Jesteś w stałym kontakcie ze swoim oddechem. Wiesz, że kiedy on znika, to czas zmienić sposób wykonywania pozycji.
  • Uważność ciała towarzyszy Ci już cały czas. Siedząc w pracy prostujesz kręgosłup i rotujesz barki 🙂 Podnosząc coś ciężkiego zwracasz uwagę na pracę nóg i brzucha. Chodząc- unosisz mostek i patrzysz przed siebie, nie w ziemię. Wszystko, co robisz staje się bardziej uważne i świadome.
  • Dostrzegasz inteligencję Twojego ciała. Zauważasz, że dociśnięcie małego palca u stopy zmienia to, jak ustawia się Twoja miednica. Każda wielka zmiana miała gdzieś najmniejszy początek.
  • Rozumiesz, że pewne sekwencje mają określoną kolejność i układ, aby przynieść jak najwięcej korzyści. Ufasz nauczycielowi. Nie robisz pozycji „po swojemu” i nie sięgasz głową do podłogi, jeśli nauczyciel mówi, że dla Ciebie lepiej będzie ją położyć na krześle.
  • Odkrywasz, że dojrzała praktyka nie polega na uciecze w jogę lecz na zabraniu jogi do codzienności. Uważności i obserwacji poza matą. W trudnych chwilach nie dajesz się wkręcać w wycieczki Twojego umysłu, tylko wracasz do oddechu i obecności. Łatwiej opanowujesz emocje i mniej przywiązujesz się do materialnych aspektów życia. Umysł staje się bardziej stabilny a ciało- pewniej stoi na ziemi.
  • Jesteś lepszym człowiekiem 🙂 Szanujesz inne istoty, przyrodę i czujesz, że wszystko co robisz w życiu- wróci do Ciebie.

Dla mnie zdecydowanie najpiękniejszy efektem mojej praktyki jest to, co dzieje się po zejściu z maty. Przełożenie akceptacji, uważności, ale też determinacji i konsekwencji na wszystkie obszary życia. Bycia bardziej wyrozumiałym i kochającym dla siebie. Dla innych. Jeśli od dłuższego czasu praktykujecie jogę, ale nie macie poczucia, że cokolwiek się zmienia- porozmawiajcie z nauczycielem 🙂 Czasami osoba do której chodzimy nie rezonuje z nami swoją energią czy stylem nauczania i trudno wtedy o postępy. Najczęściej jednak powód leży w nas. Zastanówcie się, czy przez te 1,5 godziny na pewno jesteście obecni i uważni? Czy dajecie jodze szansę na zapukanie do tych zamkniętych zakamarków ciała i umysłu? 🙂

Pięknej praktyki Nam życzę 🙂

Namaste,

Kamila