Asany cz. I: pozycje stojące

Ostatnio na blogu zapanowała pewna stagnacja 😉 Nie jest to związane z brakiem weny twórczej, ale z chaosem, który wymagał uporządkowania. Powoli wracam do siebie i blogowych projektów. Ponieważ ostatnio wątek jogowy został nieco zapomniany dziś ruszam z nowym cyklem wpisów na temat asan i ich wpływu: na ciało, emocje i ducha 🙂 Często pytacie mnie w trakcie sesji o wpływ poszczególnych asan na naszą fizjologię i psychikę, dlatego zdecydowałam się na uporządkowanie tych informacji na blogu. Zapraszam do lektury i oczywiście- do zweryfikowania na macie!

Asan i ich wariantów jest bardzo dużo. Ze względu na ułożenie ciała i ich działanie na głębszym poziomie możemy wyróżnić pozycje stojące, skręty, skłony do przodu, wygięcia do tyłu oraz pozycje odwrócone. Zaczniemy od podstawy: czyli od pozycji stojących . Jeśli wybierzecie się na zajęcia dla początkujących w dobrej szkole jogi, to zapewne na tą grupę asan będzie kładziony szczególny nacisk. Początkowo będziecie pytać siebie po jakie licho ktoś każe Wam układać równo palce w stopach i czuć ich docisk? Cóż to ma wspólnego z tymi szpagatami na tle balijskiego wodospadu w reklamach jogowych leginsów? 😉 Ale z upływem czasu pewnie zauważycie, że ta uważność na detale ma sens i duży wpływ na praktykę.

Pozycje stojące: fizjologia

Nasi odlegli przodkowie odeszli od tego uświęconego wiekami tradycji sposobu poruszania się i zmienili się w chodzące wieże, z umieszczonym wysoko środkiem ciężkości i wąską podstawą….Natura powinna wywieszać tabliczkę z ostrzeżeniem „Przebudowa w toku. Dyrekcja przeprasza za wszelkie możliwe niedogodności” E. Morgan „The scars of evolution”

Istoty dwunożne pojawiły się w Afryce ok. 4-6 mln lat temu. Odkąd wyprostowaliśmy się po zejściu z drzewa większość naszego życia spędzamy na stojąco- choć z punktu widzenia anatomii wcale nie jest to najbardziej ergonomiczna pozycja 🙂 Właściwiej byłoby jednak założyć, że obecnie większość z nas po części „cofnęła” się na drabinie ewolucji i spędza życie na siedząco… Niestety, nie w przysiadzie lub w kucki (co byłoby całkiem dobrą opcją dla naszego ciała) lecz na krześle, fotelu, kanapie.To już jest wystarczający powód, aby praktykować asany stojące, wspierając ciało w procesie utrzymywania prawidłowej postawy, ułożenia kręgosłupa, budowania siły dla mięśni i równowagi.

Pozycje stojące w jodze są niezwykle istotne, ponieważ zawierają w sobie dużo ruchów funkcjonalnych tzn. takich, jakie wykonujemy w codziennym życiu nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Sięgamy po coś wyciągając daleko ręce (jak w tadasanie z uniesionymi rękami), balansujemy szukając czegoś w szafce (jak w pozycji vrksasany) , pochylamy się, aby podnieść coś z podłogi (jak w uttanasanie), skręcamy chcąc zobaczyć coś za nami (jak w parrivritta trikonasanie). Ruch wygięcia do tyłu na stojąco (jak w virabhadrasanie I) rzadko występuję w naszej codzienności. Tym bardziej jest cenny, ponieważ równoważy przeważający rodzaj zgięcia- skłonu do przodu (schylanie się). Niestety, jeśli prowadzimy siedzący tryb życia, nasze ciało traci naturalne zakresy ruchów, usztywnia się. Zaczyna kompensować brak zakresów, przeciążając nadmiernie te części ciała, które nie powinny brać w danym ruchu udziału. Prześladujące większość z nas bóle odcinka lędźwiowego często mają własnie przyczynę w nieprawidłowej postawie ciała i pracy nóg, a nie dysfunkcjach samego kręgosłupa.

W tradycyjnym przekazie pozycje stojące budowane są zawsze od podstawy: czyli od stóp. Na co dzień większość z nas zupełnie nie zajmuje się sprawnością swoich stóp. Uwięzione w butach przez większość dnia tracą swoje prawidłowe zakresy ruchu, pojawiają się różne problemy (halluksy, ostroga piętowa itp.). Nie bez powodu wschodnie systemy leczenia wykorzystują masaż odpowiednich punktów w stopach jako element leczenia. W stopach znajduje się mnóstwo receptorów i dlatego już samo chodzenie boso w trakcie sesji wspiera proces autoregulacji naszego organizmu.

Ponadto, praktyka pozycji stojących pomaga nam rozwijać siłę i elastyczność, łagodnie pobudza system nerwowy i oddechowy, dodaje energii i jednocześnie buduje poczucie stabilności, ugruntowania i osadzenia. Na początku jogowej przygody samo utrzymanie asan stojących stanowi duży wysiłek, więc pomaga nam także wzmocnić mięśnie i siłę woli 🙂

Pozycje stojące: psychika

My, istoty ludzkie, jesteśmy jak drzewa, zakorzenione jednym końcem w ziemi, a drugim sięgające ku niebiosom. Głębia sięgania zależy od siły naszego systemu zakorzeniającego. Wyrwanemu drzewu obumierają liście, a u człowieka, któremu odcięto korzenie, duchowość staje się martwą abstrakcją. A. Lowen

W psychoterapii poprzez ciało „stanie na ziemi’ nabiera głębszego znaczenia. „Uziemienie” oznacza poczucie, że wiem kim jestem, wiem po co jestem, wiem na czym stoję. Urealniam się, czuję połączenie z ziemią, innymi ludźmi, swoim ciałem, seksualnością. Czuję oparcie w sobie. Nie fruwam nad ziemią żyjąc w iluzji, ani nie zapadam się pod nią w poczuciu depresji. W Bioenergetyce to, jak stoisz na Matce- Ziemi może też dużo powiedzieć, jaką miałeś/aś relację z rodzicami. Natomiast w metodzie Somatic Experiencing przenoszenie uwagi do stóp używane jest także jako metoda, która pomaga kontrolować i skrócić atak paniki.

Jako fascynatka pracy z ciałem nie mogę nie wspomnieć o roli tej grupy asan w sferze emocjonalnej. Asany stojące bardzo wyraźnie pokazują, że zanim cokolwiek zbudujesz- musisz mieć solidny fundament. To, jak ustawisz podstawę warunkuje jakość całości. Najbardziej kunsztowna konstrukcja nigdy nie utrzyma się na byle jakim gruncie. Z drugiej strony uczą cierpliwości i trwania. Pozornie banalna pozycja tadasany- góry po kilku minutach staje się niezwykle aktywna. Zaczynasz czuć mikroruchy wewnątrz mięśni głębokich, subtelne zmiany ciężaru na stopach, przesunięcia środka ciężkości. Czasami w życiu również musisz na coś poczekać i wytrwać. Patrząc z boku wydaje się, że nic się nie zmienia. Ale to nie jest prawda. Wewnątrz trwa ciągły ruch i ten delikatny postęp zaprowadzi Ciebie kiedyś do nowego miejsca. Może w ciele, a może w sercu. „Forward is forward” 🙂

Namaste

Kamila

Osoby Wysoko Wrażliwe (Highly Sensitive Person) Instrukcja obsługi :) cz. II

Witajcie po dłuższej przerwie spowodowanej moim wyjazdem do miejsca wręcz wymarzonego dla HSP: cisza absolutna, brak nawet śladu zasięgu w telefonie, brak ludzi, radia, telewizji, sklepów, samochodów i innych atrakcji życia codziennego, do jakiego jesteśmy przywykli. W zamian za to zanurzenie w dzikiej przyrodzie (Puszcza Białowieska!), długie spacery, kilka godzin spokojnej jogi i ćwiczeń oddechowych i życzliwi ludzie obok. Mimo, że prowadziłam codziennie praktykę dla licznej grupy sama porządnie się zregenerowałam 🙂 I choć taka deprywacja sensoryczna (jak fachowo nazywamy ograniczenie bodźców) służy każdemu, kto na co dzień żyje w mocnym tempie i w mieście, to dla Osób Wysoko Wrażliwych jest w zasadzie jedyną możliwą drogą odpoczynku, która skutecznie je relaksuje.

Poprzedni wpis o HSP i podzielenie się moim doświadczeniem z życia „nadwrażliwca” spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem z Waszej strony 🙂 http://streso-terapia.pl/czuc-za-mocno-dar-czy-utrapienieosoby-wysoko-wrazliwe-highly-sensitive-person-cz-i/ Dlatego dziś obiecana druga część:jak sobie radzić w życiowej dżungli, jeśli Twój układ nerwowy przypomina sitko do odlewania makaronu i sprawia, że czasami trudno jest Ci wytrzymać ilość bodźców, jakie do niego docierają.

Instrukcja Obsługi HSP:

1. zadbaj o swój sen: porada niezbyt odkrywcza, ale jak to często bywa najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze 😉 W trakcie głębokiego snu nasz organizm przeprowadza szereg procesów naprawczych i regeneracyjnych. Ma to ogromne znaczenie dla naszego mózgu, który wtedy porządkuje i układa informacje pozyskane poprzedniego dnia. Nawet osoby, które mają zrównoważony układ nerwowy po zarwanej nocy mogą czuć się poirytowane, przeciążone i reagować nieadekwatnie do sytuacji. W przypadku do HSP można te reakcje pomnożyć x 10… Ja odkąd pamiętam nie umiem zrywać nocy, następnego dnia czuję się dosłownie jak zombie. Długość snu jest sprawą indywidualną, podobnie jak okna czasowe, w jakich śpimy. Nie zamierzam przekonywać „sów” do chodzenia spać z kurami. Jednak w tradycyjnych systemach medycznych (ayurveda, TMC itp) za najlepszą porę do regeneracji uważa się czas przed północą. Ja jestem totalnym skowronkiem: nic mnie tak nie regeneruje, jak sen pomiędzy g. 21.30 a 5.30. Nawet jeśli wrócę z nocnej imprezy o 2 nad ranem i tak wstanę o świcie. Przestałam już z tym walczyć i zaczęłam o to dbać, bo zauważyłam, że jest to najbardziej podstawowy i skuteczny czynnik, który pomaga mi czuć się dobrze 🙂

2. Zadbaj o swoje odżywianie. Zaskoczeni, wiem :-p Jednak dla HSP utrzymanie stałego poziomu cukru i unikanie gwałtownych spadków energii jest bardzo istotne. Regularne, zdrowe posiłki dają nam wentyl bezpieczeństwa i pomagają zachować kontrolę nad kruchym systemem zarządzania energią życiową i emocjami.

3. Zadbaj o swoją ciszę. HSP mają bardzo wysoką wrażliwość na dźwięki. Nie dla nas regularne chadzanie na koncerty, wizyty w kinie na thrillerach, czy mieszkanie przy hałaśliwej ulicy. Mnie wybudzają najmniejsze dźwięki,a po dłuższym przebywaniu w głośnych pomieszczeniach czuję się zmęczona, poirytowana i niespokojna. Można rozważyć używanie stoperów lub dobrze izolujących słuchawek, które pomogą nam ograniczyć ilość dźwięków z zewnątrz.

4. Zadbaj o swój detoks od bodźców : w przypadku HSP bardzo ważne jest aby codziennie znaleźć kilkanaście minut w ciągu dnia (minimum!) na całkowite odcięcie się od bodźców. Ja lubię kłaść się na 20 minut w jogowej savasanie, przykryć oczy i (jeśli nie mam tego szczęścia, że w pomieszczeniu jest zupełnie cicho) użyć zatyczek do uszu. To bardzo istotne, aby przestymulowany układ nerwowy miał szansę na zresetowanie stanu alarmowego. W pracy też masz wybór. Zamiast stać w kuchni i przeglądać fejsbuka możesz założyć słuchawki z relaksującą muzyką i na 10 minut usiąść w cichym miejscu, najlepiej na świeżym powietrzu.

5. Zadbaj o zwolnienie tempa wykonywanych czynności. Taaak, wiem- większość ludzi jest w stanie zrobić wiele, aby przesuwać opcję „drzemki” w swoim telefonie do oporu 😉 W efekcie wyskakujesz z łóżka już spóźniony i od samego rana dorzucasz sobie stresorów. Polecam wstać te pół godziny wcześniej, otworzyć szeroko okno, poodychać, wypić na spokojnie kawę i sprawdzić, jak ta dodatkowa przestrzeń bez pośpiechu stwarza bufor spokoju na nadchodzący dzień.

6. Zadbaj o kontakt z naturą: im więcej czasu HSP przebywa z dala od zgiełku,tłumów, bodźców i hałasu, tym lepiej regeneruje się układ nerwowy i zwiększa jego wytrzymałość. Nie każdy z nas może teraz wszystko rzucić i jechać w Bieszczady. Ale zamiast wycieczki do centrum handlowego możesz wybrać się do parku…Często sama podróż bywa dla HSP stresująca. Wiadomo: dużo ludzi, pośpiech, hałas i ciągłe zmiany. Ja po kilku latach włóczenia się po świecie (co nadal uwielbiam!) odkryłam,że najlepiej regeneruję się w naszym umiarkowanym klimacie, w dzikich i cichych ostępach przyrody i nie testuję mojego organizmu pod kątem odporności na wszelkie tropikalne bakterie, ekstremalne temperatury i florę bakteryjną z odległej galaktyki. Nie warto jechać pod presją na urlop w tropiki, jeśli Twoje ciałko ma się najlepiej w innych warunkach.

7. Zadbaj o swój limit w kontaktach z ludźmi.: HSP nie jest w stanie robić wielu rzeczy na raz. Jest nam też bardzo łatwo „przeładować się” emocjonalnie. Często odczuwamy mocniej i głębiej to, co dzieje się z innymi i ludzkie historie zostają przy nas na dłużej. Z szacunku dla siebie i innych nauczyłam się trudnej sztuki rezygnacji. Nie mogę po kilku godzinach prowadzenia zajęć i bycia z ludźmi pojechać prosto na hałaśliwą imprezę i przekrzykiwać tłum rozmawiając ze znajomymi. Dlatego zmniejszyłam ilość prowadzonych przeze mnie zajęć i zaczęłam otaczać się ludźmi, których obecność wpływa na mnie kojąca i czuję się przy nich swobodnie i spokojnie. Czasami bywa to ciężkie, ale zdarza mi się napisać do przyjaciółki „przepraszam, ale dziś już jestem totalnie przeładowana, nie mam przestrzeni na rozmowę. Czy możemy się usłyszeć jutro?”. To dbanie o swoje granice pozwala mi być w pełni dla innych z uszanowaniem moich możliwości.

8. Zadbaj o samego siebie. Bycie HSP nie zwalania Ciebie z wzięcia odpowiedzialności za swoje emocje 🙂 Dla mnie praktyka jogi, medytacji czy uważności to podstawowy mechanizm regulacji emocjonalnej i fizycznej. Jestem w stanie dużo szybciej zauważyć, kiedy zbliżam się do swojej granicy i po powrocie do domu padnę, lub (gorszy wariant) z przebodźcowania nie będę mogła zasnąć. Jeśli jest Ci naprawdę trudno nauczyć się swojej instrukcji obsługi to warto spotkać się z terapeutą, który Ciebie wesprze.

Na zakończenie dodam, że bycie wysoko-wrażliwcem bynajmniej nie czyni z nas bezwolnych odludków. Bardzo wielu HSP jest jednocześnie ekstrawertykami (ja!), uwielbia kontakt z ludźmi (ten bonus w postaci dużej empatii) i ekspozycję społeczną. Ale bez umiejętności zarządzania swoją codziennością bardzo łatwo jest stracić równowagę i wyczerpać swoje zasoby sił. Dlatego dbajcie o siebie drogie HSP, a jeśli macie kogoś bliskiego o takiej urodzie układu nerwowego, to bądźcie wyrozumiali. Ludzie o wysokiej wrażliwości to dar dla tego pędzącego, często brutalnego świata.

Kamila

8

Kiedy Twoim życiem rządzi lęk. Jak ciało uczy się bać własnych myśli

To by znaczyło, że tym, czego się boisz najbardziej, jest… strach. To bardzo mądre, Harry.  J.K. Rowling, Więzień z Azbakanu

Każdy z nas doświadczył w swoim życiu lęku. Ciężkich poranków, spoconych dłoni, płytkiego oddechu i tych ciągnących się w nieskończoność nocnych godzin, kiedy w głowie kotłowała się masa myśli, a żołądek zawijał w ciasny supełek. Niektórzy z nas spotykają się z nim na chwilę. Inni mają wrażenie, że potykają się o niego na każdym kroku. A bywa też tak, że lęk nie pozwala nam już wyjść z domu i mamy poczucie, że tak właśnie wygląda koniec. Ale bez względu na to, jak jest nam źle, w przeważającej liczbie przypadków- wciąż żyjemy. Bo nasze ciało ma ogromną mądrość i potencjał. To przekonanie towarzyszy mi od dawna. Jednak odkąd rozpoczęłam szkolenie terapeuty w metodzie Somatic Experiencing zyskałam jeszcze większą pewność, że ma to również uzasadnienie w neurofizjologii i może pomóc bardzo wielu osobom odnaleźć ponownie spokój i radość życia 🙂

Skąd bierze się lęk?

Lęk nie jest chorobą. Odczuwanie lęku nie oznacza, że zwariowałeś. Wszystko jest z Tobą ok. Lęk stanowi naturalną reakcję, która być może kiedyś uratowała nam życie. Kiedy coś zadziało się zbyt szybko, zbyt mocno i zbyt intensywnie. Kiedy nasz układ nerwowy wypracował sobie taki system wczesnego ostrzegania. Kłopot w tym, że ten system ma dość prosty algorytm. Nie ma czasu na długą analizę, czy kłótnia z partnerem, mail od szefa i podwyższone wyniki białych krwinek morfologii to subtelne problemy, czy wielkie zagrożenie. Działa szybko i wydajnie. Uruchamia kaskadę hormonów stresu, odcina racjonalne myślenie. Niestety, najczęściej zupełnie nieadekwatnie do rzeczywistości…


Kiedy mózg się boi, ciało cierpi

W metodzie Somatic Experiencing poświęcamy szczególną uwagę zjawisku lęku, który zawsze sygnalizuje nam coś ważnego. Jeśli wsłuchamy się w sygnały płynące wówczas z ciała możemy zauważyć jak mocno rezonuje on z fizjologią np. ból brzucha, głowy, napięcie mięśni itp. Proces wywoływania lęku w naszym ciele jest związany min. z ciałem migdałowatym, któremu natura dała pierwszeństwo przed logicznym myśleniem, za które odpowiada min. kora mózgowa. Ewolucyjnie na pierwszym planie zawsze było przetrwanie (uciekasz przed mamutem, albo walczysz) nie rozmyślanie (mamutowi wszystko jedno, co sądzisz na jego temat i swoich szans na zbudowanie z nim relacji).

Dlatego też tak trudno nam zarządzać procesem lęku z poziomu myślenia. Przecież dobrze wiemy, że nam to nie służy; rozumiemy skąd się to bierze; może nawet spędziliśmy wiele godzin z terapeutą nad przyglądaniem się traumom z przeszłości. Ale mimo to miewamy momenty, kiedy ponownie wpadamy w błędne koło strachu. Nie jest to najprzyjemniejszy stan, dlatego większość z nas ma liczne strategie pomagające nam uciekać przed takimi myślami np. zajmujemy się czymś innym albo uciekamy w alkohol, kompulsje (uciekać również można w jogę, medytację itp.)


To jednak nie pomaga, bo w naszym układzie nerwowym utrwalamy informację, ślad pamięciowy, że ta myśl=zagrożenie dla życia. Jeśli przed czymś nieustannie uciekamy, to mózg uczy się uruchamiać automatycznie coraz silniejszą reakcję stresową w odpowiedzi na dany bodziec. Finalnie życie w permanentnym lęku może doprowadzić do ataków paniki, gdy układ nerwowy tak wyspecjalizował się w śledzeniu zagrożenia, że ciało reaguje eksplozją lęku, zanim my zdążymy pomyśleć, czy ma on jakiekolwiek uzasadnienie.

To, co może nam pomóc, to ucieleśnienie tego doświadczenia. Odczuwanie i urealnienie danego zjawiska w ciele pomaga nam wypracować nowe wzorce reagowania w układzie nerwowy,

Ucieleśnienie. Jak sobie pomóc.


Dzięki zrozumieniu tego mechanizmu możemy spróbować zatrzymać proces wpadania w wir lęku. Na wczesnym etapie odczuwania dyskomfortu związanego z jakimiś myślami pomocna jest obserwacja reakcji płynących z ciała.
Jeśli czujesz, że Twoja głowa znowu generuje negatywne myśli nie uciekaj. Zatrzymaj się.

  • zaobserwuj czy lęk, który odczuwasz to prawdziwe zagrożenie?
  • rozejrzyj się po swoim otoczeniu, znajdź bezpieczne i wygodne miejsce, usiądź, poczuj bezpieczne oparcie dla ciała (to uspokaja nasz układ nerwowy).Oddychaj.
  • postaraj się zostać z tą myślą (na chwilę, może być to kilkanaście sekund) i zaobserwuj co się dzieje w Twoim ciele
  • możesz teraz odłożyć myśl na zewnątrz swojej głowy, może jest to jakieś miejsce w pokoju lub poza nim, gdzie myśl może poczekać
  • teraz przypomnij sobie pozytywną sytuację, kiedy czułeś się bezpiecznie, dobrze, spokojnie i odczuj wszystkie wrażenia płynące z ciała
  • jeśli jesteś gotowy/gotowa możesz z powrotem przyjrzeć się tej trudnej sytuacji i zaprosić bliżej siebie
  • zaobserwuj, czy coś zmienia się w ciele, kiedy ponownie konfrontujesz się z tą myślą?
  • ponownie zorientuj się gdzie jesteś, rozejrzyj, poczuj osadzenie w swoim ciele


Jeśli nie chcemy być niewolnikami swoich myśli potrzebujemy się nad nimi pochylić. Odebrać im moc cieni czyhających na nas za każdym rogiem. Lęk kryje w sobie potężną siłę. To, czego się tak bardzo boimy i tak mocno nas pogrąża, potrafiłoby nas z równą mocną unieść, tylko konieczne jest zatrzymanie i spojrzenie na niego z ciekawością i życzliwością.

Uzdrawianie lęku


Co ważne, z perspektywy Somatic Experiencing aby poznać i oswoić lęk nie musimy zagłębiać się w przeszłość i analizować z detalami naszych trudnych lub traumatycznych doświadczeń. Skonfrontowanie się ze swoją przeszłością jest niezbędne to rozpoczęcia procesu zmiany. Jednak jeśli spędzamy kilka lat na terapii i rozpamiętywaniu swoich ran, efekt bywa odwrotny od tego, na co liczyliśmy. To, co się stało już się nie zmieni. Zmienić możemy jedynie teraźniejszość, dostrzegając jak przeszłość wpłynęła na nasz sposób działania i myślenia. Nauczyć się zmieniać stare wzorce i odkrywać nową jakość funkcjonowania.

Kiedy nieustannie koncentrujemy się na przeszłych traumatycznych przeżyciach ponownie angażujemy te struktury mózgu, które zapisały tamte wspomnienia jako źródło naszego strachu. To, czemu poświęcasz uwagę rośnie w siłę. W pracy z Somatic Experiencing nie chcemy nieustannie aktywizować tego, co trudne. Skupiamy się na tym, żeby przetransformować wzorce reagowania w naszej codzienności. Bo żyjemy w tu i teraz. Nasz mózg jest plastyczny, układ nerwowy nieustannie potrafi się uczyć i oduczać danych reakcji. Jest to ogromny potencjał, który może nas wesprzeć w wyjściu z błędnego koła lęku. Bardzo często proces ten jest możliwy tylko przy wsparciu życzliwej i uważnej osoby czy terapeuty, który nie obawia się naszego lęku i potrafi stworzyć nam bezpieczną przestrzeń.

Nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy.

Anthony de Mello

Kamila

zdjęcie: https://www.facebook.com/justynatomczakphoto/?modal=admin_todo_tour

SPOTKANIA Z YIN YOGĄ I JOGA NIDRĄ ODCINEK 3 : KLATKA PIERSIOWA 31.03.2019

Nasze trzecie popołudnie z cyklu „Spotkanie z yin jogą i jogą nidrą” poświęcimy klatce piersiowej, barkom i ramionom Z założenia jednym z najbardziej otwartych części ciała, a w praktyce: jednej z najbardziej usztywnionych i bolesnych. Długotrwałe siedzenie, stres, powstrzymywanie emocji powoduje, że przysłowie”dźwiganie ciężarów na swoich barkach” staje się nie tylko metaforą…
Z perspektywy psychoterapii poprzez ciało zablokowana klatka piersiowa sygnalizuje zamknięcie się na odczuwanie miłości i powstrzymywanie się przed wyrażaniem gniewu. Nie pozwala nam również na pełne oddychanie, tym samym osłabiając nasze siły życiowe.

Dlatego na kolejnym spotkaniu skupimy się na otwarciu i zrelaksowaniu tego obszaru. Wykorzystamy pozycje jak sphinx, seal, shoelace i straddle uwzględniając rózne warianty dla ramion (cowface arms, eagle arms) oraz wzmacniające nadgarstki (deep stress in sitting swan).

Naszym celem będzie uwolnienie napięć z zazwyczaj niedostępnych nam struktur ciała. Praca na powięziach zajmie nam ok. 90 min. Zakończymy 40 min. sesją jogi nidry: głębokim relaksem, nazywanym jogą snu psychicznego. Sesja dla wszystkich, także dla osób, które nigdy nie stały na macie 

Czym jest joga powięziowa?

Jest łagodną praktyką jogi, dostępną dla każdego, bez względu na staż na macie. Koncepcja yin jogi inspirowana jest taoistyczną medycyną chińską, wedle której harmonia w naszym ciele i umyśle pochodzi z równowagi pomiędzy Yin i Yang. Yang oznacza to co aktywne, energiczne, szybkie. Yin – bierne, powolne, łagodne. Praca w yin jodze polega na całkowitym odpuszczeniu napięcia mięśniowego i wsłuchaniu się w swoje ciało. W przeciwieństwie do dynamicznych form yogi nie angażujemy do pracy siły mięśni. Dzięki temu docieramy do miejsc, które dotychczas były niedostępne – powięzi, ścięgien, więzadeł a także kości. Ponieważ nasze ciało pamięta emocje lepiej niż nasz świadomy umysł, uwalniamy także niepotrzebne nam więcej odczucia. Odzyskujemy spokój, a ciało – swobodę ruchu i lekkość. Jednocześnie pozycje są komfortowe- używamy dużej ilości koców, poduszek i zawsze szanujemy naszą granicę komfortu.

O yin yodze pisałam na blogu tutaj: http://streso-terapia.pl/yin-yoga-o-potedze-wewnetrznej-ciszy/

Czym jest joga nidra?

Jest prowadzoną medytacją, w warunkach totalnego komfortu: leżymy wygodnie otuleni kocami i podążamy za instrukcjami nauczyciela. Podstawową techniką jest rotacja świadomości, czyli przenoszenie swojej uwagi z poszczególnych części ciała. W klasycznej medytacji umysł pozostaje świadomy a ciało aktywne. W jodze nidrze staramy się uzyskać stan świadomego snu. Nie doświadczamy w niej marzeń sennych lecz stan snu głębokiego. Dzięki temu nasz mózg zaczyna pracować w obszarze fal Delta (0,5-4 Hz).). Fala delta jest najwolniejszą ze wszystkich fal mózgowych typową dla stanu głębokiego snu (Non-rapid eye movement, NREM, SEM). Głęboko regeneruje ciało, sprzyja procesom zdrowienia. Sesja jogi nidry potrafi zastąpić 3 godziny snu. Jest także doskonałą metodą rozpoczęcia swojej przygody z medytacją, ponieważ łatwiej w niej utrzymać koncentrację i nie wymaga pozycji siedzącej. Jest dostępna dla każdego, również osób z poważnymi kontuzjami i ograniczeniami zdrowotnymi.

O jodze nidrze więcej na blogu:http://streso-terapia.pl/joga-nidra-medytacja-dla-kazdego/

Informacje praktyczne:
Pamiętajcie – ubierzcie się w wygodne stroje do praktyki (takie, aby było Wam ciepło w trakcie leżenia). Można zabrać swoją poduszkę, koc i ewentualnie coś do przykrycia oczu. Nie przychodźcie głodni ani najedzeni. Najlepiej zjeść posiłek 2-3 godziny przed sesją.

Gdzie:
niedziela od godziny 14 do 16.30 
Joga Centrum Adama Bielewicza
ul. Pankiewicza 1 lokal nr 26

Zapisy i rezerwacja:
1. zapisz się mailowo kamila@streso-terapia.pl podaj imię i nazwisko) i zapłać całą kwotę 100 zł lub gotówką przed warsztatem

Dane do przelewu:
Stresoterapia Kamila Karpinska
05 1950 0001 2006 0075 1444 0002 z dopiskiem ” Yin joga 31.03.2019″

W przypadku rezygnacji na tydzień przed warsztatem zwracam całą kwotę  Później nie ma możliwości zwrotu,ale możliwe jest przeniesienie na kolejny termin warsztatów.

LENIWA NIEDZIELA Z YIN JOGĄ, JOGĄ NIDRĄ I RELAKSACJĄ 24.02

Zapraszam na spontaniczną leniwą niedzielę w towarzystwie yin jogi, jogi nidry i relaksacji 🙂

Wszyscy, którzy bywają na spotkaniach z yin jogą i nidrą mają teraz niepowtarzalną okazję, żeby doświadczyć jej mocy w podwójnej dawce 🙂 Dodamy do sesji relaksujące techniki oddechowe i elementy automasażu, aby jeszcze pełniej się zregenerować.

Warsztat składa się z dwóch oddzielnych 3 – godzinnych sesji. Można wpaść na jedną lub na dwie:

  1. g.9.00 -12.00 yin joga na klatkę piersiową, barki i odcinek szyjny
  2. g.13- 16 yin joga na biodra, nogi, odcinek lędźwiowy

Koszt jednej sesji to 120 zł.od osoby. Dla tych, którzy zostają na dwie- 220 za całość 🙂

Jest przeznaczony dla osób, które (poza tym, że lubią yin jogę i nidrę 😉 )

*Czują się stale zmęczone i trudno im się skupić
*Towarzyszą im bóle kręgosłupa i mięśni
*Mają kłopoty ze snem i wyciszeniem
*Chciałyby poznać skuteczne techniki uwalniające napięcia z ciała i uspokajania głowy

Czym jest joga powięziowa?

Jest łagodną praktyką jogi, dostępną dla każdego, bez względu na staż na macie. Koncepcja yin jogi inspirowana jest taoistyczną medycyną chińską, wedle której harmonia w naszym ciele i umyśle pochodzi z równowagi pomiędzy Yin i Yang. Yang oznacza to co aktywne, energiczne, szybkie. Yin – bierne, powolne, łagodne. Praca w yin jodze polega na całkowitym odpuszczeniu napięcia mięśniowego i wsłuchaniu się w swoje ciało. W przeciwieństwie do dynamicznych form yogi nie angażujemy do pracy siły mięśni. Dzięki temu docieramy do miejsc, które dotychczas były niedostępne – powięzi, ścięgien, więzadeł a także kości. Ponieważ nasze ciało pamięta emocje lepiej niż nasz świadomy umysł, uwalniamy także niepotrzebne nam więcej odczucia. Odzyskujemy spokój, a ciało – swobodę ruchu i lekkość. Jednocześnie pozycje są komfortowe- używamy dużej ilości koców, poduszek i zawsze szanujemy naszą granicę komfortu.

O yin yodze pisałam na blogu tutaj: http://streso-terapia.pl/yin-yoga-o-potedze-wewnetrznej-ciszy/

Czym jest joga nidra?

Jest prowadzoną medytacją, w warunkach totalnego komfortu: leżymy wygodnie otuleni kocami i podążamy za instrukcjami nauczyciela. Podstawową techniką jest rotacja świadomości, czyli przenoszenie swojej uwagi z poszczególnych części ciała. W klasycznej medytacji umysł pozostaje świadomy a ciało aktywne. W jodze nidrze staramy się uzyskać stan świadomego snu. Nie doświadczamy w niej marzeń sennych lecz stan snu głębokiego. Dzięki temu nasz mózg zaczyna pracować w obszarze fal Delta (0,5-4 Hz).). Fala delta jest najwolniejszą ze wszystkich fal mózgowych typową dla stanu głębokiego snu (Non-rapid eye movement, NREM, SEM). Głęboko regeneruje ciało, sprzyja procesom zdrowienia. Sesja jogi nidry potrafi zastąpić 3 godziny snu. Jest także doskonałą metodą rozpoczęcia swojej przygody z medytacją, ponieważ łatwiej w niej utrzymać koncentrację i nie wymaga pozycji siedzącej. Jest dostępna dla każdego, również osób z poważnymi kontuzjami i ograniczeniami zdrowotnymi.

O jodze nidrze więcej na blogu:http://streso-terapia.pl/joga-nidra-medytacja-dla-kazdego/

Informacje praktyczne:
Pamiętajcie – ubierzcie się w wygodne stroje do praktyki (takie, aby było Wam ciepło w trakcie leżenia). Można zabrać swoją poduszkę, koc i ewentualnie coś do przykrycia oczu. Nie przychodźcie głodni ani mocno najedzeni. Najlepiej zjeść posiłek 2-3 godziny przed sesją.

GDZIE:
CUD GROCHÓW – Studio Rozwoju i Edukacji
Osowska 84a, 04-351 Warszawa

ZAPISY: Proszę o przesłanie maila ze zgłoszeniem na kamila@streso-terapia.pl

Inwestycja w swój spokój: 120 zł.za jedną sesję

Ilość miejsc jest ograniczona- do 12 osób na sesji.

Można zapłacić przelewem na konto z tytułem „Leniwa niedziela 24.02” lub gotówką przed warsztatem.

Stresoterapia Kamila Karpinska
05 1950 0001 2006 0075 1444 0002

Zapraszam ♥
Kamila

zdjęcie http://www.slothville.com/what-is-a-sloth/

„Stracić głowę, aby odzyskać serce.” Dlaczego rozluźnianie głowy jest takie ważne?


Wczorajszy warsztat jogi powięziowej dotyczył obszaru bioder i o tym zamierzałam dziś napisać. Jednak poczułam, że zamiast o biodrach napiszę o…głowie 🙂 Kto bywa na moich sesjach wie, że często powtarzam „puść głowę”, „pozwól głowie się rozluźnić”, „daj głowie oparcie”. Czasami nawet proszę Was, by zrobić to fizycznie. Oprzeć ją na kocu, na wałku. Puścić. Podtrzymać czoło jedną ręką, a drugą położyć na potylicy. Sprawdzić, czy w ogóle potrafimy głowę rozluźnić? Zaobserwować jak się czujemy? Czy potrafimy w ogóle dotknąć swojej głowy? Czy myślimy, że to dziwne, nienormalne czy może kojące i potrzebne? Czujemy niechęć do bycia w kontakcie ze swoją głową? Być może zastanawiacie się, dlaczego, jakie to ma znaczenie?

Ogromne.

Na poziomie fizjologicznym do naszej czaszki przyczepia się wiele taśm powięziowych. Zatem napięcie i ból karku czy samej głowy może pochodzić z pozornie niezwiązanych obszarów ciała. Przykład taśm przechodzących przez różne płaszczyzny ciała jest na rysunku poniżej. Sztywność karku może być zależna od napięć w stopie i odwrotnie.
Nadmierne usztywnienie w okolicy głowy może przejawiać się kłopotami ze wzrokiem, bólem karku, szyi, łopatek, migrenami itp. Dlatego wszystko, co pomaga nam zmniejszyć napięcia mięśniowe w karku, jest dobre: masaż, ciepła kąpiel, odpowiednie asany jogi itp.

źródło: Mayers T. Anatomy Trains

Na poziomie emocjonalnym puszczenie głowy ma dużo głębsze znaczenie. Kiedy jesteśmy maleńkimi dziećmi nie potrafimy samodzielnie utrzymać głowy. Musimy otrzymać OPARCIE: stabilne i (oby) kochające ugruntowanie w postaci dłoni mamy, taty, opiekuna. Matka karmiąc dziecko zawsze daje mu podparcie dla głowy w postaci swojego ciała. Jest to jeden z najbardziej pierwotnych mechanizmów, który kojarzy nam się z poczuciem bezpieczeństwa. Alexander Lowen, twórca psychoterapii pracującej z ciałem, określał to jako pierwsze i najważniejsze „uziemienie”. Na jodze często mówimy „stań świadomie i pewnie na ziemi, poczuj swoje stopy”, odwołując się właśnie do umiejętności czucia stabilnego gruntu pod nogami. Jednak na najgłębszym poziomie pierwsze poczucie uziemienie dokonuje się właśnie poprzez głowę.

Jednak nawet jeśli mieliśmy świadomą i kochającą mamę, która dawała swojemu maleńkiemu dziecku oparcie, to życie często wystawia nas na próby, w których je tracimy. Kiedy spotyka nas cierpienie, ale nie widzimy lub nie mamy możliwości ucieczki, ciało przechodzi w fazę zamrożenia/ odcięcia. Lowen opisywał to jako stan, w którym „muszę wyjść z ciała, muszę przestać czuć, bo inaczej tego nie przeżyję”.

Nie muszą to jednak być bardzo traumatyczne przeżycia. Z perspektywy dziecka każda sytuacja, w której jest karane za wyrażanie swoich uczuć, będzie budować pewien wzorzec napięć w ciele, utrwalający się z wiekiem. Szczególnie istotne jest blokowanie złości, strachu i smutku. Jeśli taki wzorzec się utrwali zaczynamy „żyć w głowie” zamiast „czuć w ciele”. Dlatego im jesteśmy starsi, im więcej za nami doświadczeń, prób życiowych, sytuacji trudnych- tym więcej mamy w ciele napięć, bólów, sztywności. Jeśli jednak mamy tego świadomość, uczymy się wracać do ciała, wyrażać emocje możliwe jest usunięcie/zmniejszenie tego dyskomfortu.

Dlatego wszelkie chwile, kiedy pozwalamy głowie odpocząć, opaść; kiedy dajemy jej stabilne oparcie- są dla nas bezcenne. Często pojawia się smutek, złość, lęk – czyli wszystkie emocje, które na poziomie napięć mięśniowych „zamroziliśmy” wewnątrz swojego ciała. Jedyne, co może nam przynieść ulgę to ich uwolnienie -poprzez płacz lub krzyk. Dla wielu z nas, szczególnie tych, którzy „zawsze sobie radzą” i „nigdy się nie łamią” może być to niemożliwe do przeprowadzenia samodzielnie. Dlatego polecam gorąco wybranie się na warsztaty lub grupy ćwiczeniowe w analizie bioenergetycznej. Sama uczęszczałam i nie sądziłam, że mogę mieć w sobie tak wiele poupychanych emocji…Nie jest to łatwy proces, ale pojawia się ogromna ulga i ciało uzyskuje więcej swobody 🙂

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto wspomnieć „puszczając głowę”. Z poziomu rozwoju osobistego puszczenie głowy może stanowić przełomowy moment. Nasza kultura przyznaje prymat myśleniu, czucie rezerwując dla mięczaków. W szkołach uczymy się budowy osławionego pantofelka, tymczasem nikt nas nie uczy, jak komunikować się z samym sobą i innymi ludźmi. W efekcie bardzo często żyjemy tylko „w głowie” : nie pozwalamy sobie na podejmowanie nieracjonalnych decyzji, kierujemy się tym, co nam wtłoczono do niej jako jedyny słuszny schemat postępowania; rezygnujemy z własnych marzeń i wyborów, aby spełnić społeczne oczekiwania, automatycznie odtwarzamy znane nam role. Tymczasem „wyjście z głowy” i pozwolenie sobie na odczuwanie ciała, na doświadczanie emocji, na ekspresję, to często najprostszy sposób na bycie w „tu i teraz”. Na wprowadzenie zmiany do swojego życia. Żyjemy w ciele i ono nieustannie z nami próbuje z nami rozmawiać. Ale my je zagłuszamy, kiedy boli łykamy tabletkę, bo głowa ma tyle do zrobienia, tyle zaplanowała… Ogarnia nas lęk przed tym, żeby wyjść z myślenia na rzecz czucia. Ale czasami nadchodzi taki moment, gdy wreszcie „tracimy głowę”, odzyskując serce, czyli dostęp do uczuć.

Jeśli interesuje Was, jak można pomóc głowie odpuścić za pomocą prostych ćwiczeń to polecam lekturę artykułów Marzeny Barszcz: https://www.marzenabarszcz.com/uziemienie-glowy-dostep-do-samokojenia/

Tymczasem życzę nam wszystkim spokojnej głowy,którą czasami możemy po prostu puścić 🙂

Kamila

opierałam się na lekturze książek Alexandra Lowena „Radość. Naucz się wyzwalać energię stłumionych uczuć” oraz „Bioenergetyka. O tym jak poprzez ciało leczyć problemy umysłu”

Jak uwolnić stres z ciała cz. I. Trauma Release Excercises (TRE®)

„Uwalniamy coś, nie po to, aby zapomnieć lub wybaczyć, lecz po to, aby uwolnić energię przeszłości, odzyskać życie w teraźniejszości – konieczne, by móc wkroczyć w nową przyszłość” Holloway

Jeśli czytacie mojego bloga albo wpadacie do mnie nie zajęcia, to zapewne wiele razy usłyszeliście ode mnie zdanie, że „ciało pamięta emocje, a co w ciele to i w głowie”. Jestem wielką zwolenniczką korzystania w psychoterapii z pracy z ciałem. Obecnie coraz więcej nurtów terapii odchodzi o czystej pracy z głową i zaczyna korzystać z różnych form ruchu, który pomaga pacjentom odzyskać swobodę i spokój. Dlatego w cyklu wpisów „Jak uwolnić stres z ciała” zapraszam Was, do zapoznania się z kilkoma metodami terapii i ruchu, które często przynoszą niespodziewane rezultaty.

O tym, dlaczego i jak nasze ciało jest połączone z emocjami pisałam więcej we wpisie http://streso-terapia.pl/stres-mieszka-w-ciele-i-kiedy-choruje-glowa-choruje-cialo/ oraz w artykule poświęconym jodze powięziowej i roli tkanki łącznej dla naszego samopoczucia http://streso-terapia.pl/emocje-zapisane-w-ciele-jak-usunac-stres-z-ciala-joga-powieziowa/ Dzisiaj przyjrzymy się kolejnej metodzie. Przyznam, że nie ma chyba drugiego tego rodzaju ćwiczeń, które wzbudzają u uczestników tyle fascynacji, co TRE® 🙂

Drżenia neurogeniczne: co to jest i dlaczego to działa?

Wyobraź sobie scenkę rodem z filmu National Geographic: gepard próbuje upolować antylopę. Po szaleńczej ucieczce drapieżnik dopada swój przyszły obiad. Antylopa nieruchomieje, myślimy, że już nie żyje. Kiedy gepard ma już zadać antylopie ostateczny cios pojawia się hiena, która ma ochotę na jego zdobycz. Gepard zostawia więc antylopę i zajmuje się odganianiem hieny. W tym czasie antylopa „ożywa”, a całe ciało zwierzaka wpada w drżenia, zupełnie jakby miała epilepsję. Po pewnym czasie antylopa podnosi się i niewzruszona ucieka. Co się stało? Czy zwierzę było zwyczajnie przestraszone? Ale dlaczego drżenia były tak silne, że wyglądały na atak „antylopiej” padaczki?

Antylopa zaprezentowała najbardziej uzdrawiający mechanizm uwalniania traumatycznego napięcia: drżenia neurogeniczne. Mogliśmy obserwować dwie kluczowe z punktu widzenia przeżywania silnego stresu reakcje: zamrożenie (kiedy udawała martwą) i resetowanie układu nerwowego w naturalny sposób poprzez drżenie. Jeśli ktoś teraz zastanawia się, co ma miotająca się po ziemi antylopa do ludzkiego stresu, to już wyjaśniam 🙂

Organizm ludzki posiada doskonałą zdolność samoregulacji. Małe dzieci nie mają w zwyczaju powstrzymywać emocji: w złości, strachu, przy bardzo silnym płaczu, ekscytacji ich ciałka wpadają w drgania. Dorosłym także zdarza się trząść ze złości, z przerażenia czy w podekscytowaniu. Niestety, wraz z procesem socjalizacji uczeni jesteśmy tłumić te naturalne odruchy. Nie chcemy okazać słabości, za jaką w naszej kulturze uchodzi okazywanie uczuć. Powstrzymujemy biologiczne mechanizmy i tym samym skazujemy się na kumulowanie hormonów stresu w organizmie. Kto ciekaw więcej zajrzyjcie do wpisu : http://streso-terapia.pl/szczepionka-na-stres-czesc-i-wyladuj-sie/ 

Jeśli nie pozwolimy ciału na „wyrzucenie stesu” nadmiar energii pozostaje uwięziony w pętli biologiczno-nerwowo-fizycznej. Napięcie to jest tak duże, że możemy reagować zdecydowanie zbyt gwałtownie na pozornie normalne sytuacje, mieć problemy ze snem czy skupieniem się i kompletnie nie umieć się zrelaksować. Skrajny mechanizm takiego „zapętlenia” obserwujemy w PTSD, czyli Zespole Stresu Pourazowego typowego dla osób, które doświadczyły ekstremalnie trudnych lub długotrwałych stresorów. David Berceli, twórca metody TRE ® sam miał PTSD i współpracując przy leczeniu innych osób zaczął sztucznie wywoływać drżenia neurogeniczne, aby pomóc pacjentom wyjść z koła traumy.

Same drżenia stanowią istotny element psychoterapii metodą A. Lowena, praktyk wschodnich (np. medytacje aktywne Osho). Sam zestaw ćwiczeń opracowany przez Berceliego zawiera również sporo inspiracji jogą czy tai chi.

Dla kogo jest TRE® :

  • dla osób cierpiących na PTSD
  • dla osób żyjących w bardzo dużym stresie na co dzień
  • dla ofiar wypadków, ofiar nadużyć, po bardzo ciężkich przeżyciach osobistych
  • dla osób cierpiących z powodu dużego bólu, napięć w ciele, bezsenności
  • dla osób mających trudność w adekwatnym reagowaniu emocjonalnym na wydarzenia życiowe

Jak ćwiczyć TRE ®?

TRE to zestaw prostych, niewymagających zbyt wielkiego wysiłku ćwiczeń wśród których znajdują się także pozycje wywołujące wibracje. W książce „Zaufaj Ciału” D. Berceliego znajdziecie dokładny opis. Można też wyszukać filmiki np. na YouTube. Choć sama korzystam z tych ćwiczeń (zarówno dla siebie jak i włączam drżenia np. uczestnikom warsztatów) polecam Wam wybrać się na profesjonalne sesje do tzw. TRE ® Providera. Wibracje mogą uwolnić silne reakcje emocjonalne, dlatego jeśli ktoś doświadczył ogromnego stresu lub nadużycia, powinien je stosować w towarzystwie profesjonalnego wsparcia.

Ważne: TRE ® nie jest psychoterapią, tylko metodą pracy z ciałem, które może stanowić jej wspaniałe uzupełnienie.

Co daje TRE ® ?

  • zmniejsza reakcje lękowe
  • redukuje symptomy PTSD
  • pomaga przywrócić spokój
  • obniża napięcie emocjonalne i fizyczne
  • poprawia relacje interpersonalne
  • zmniejsza bóle kręgosłupa i zaburzenia psychosomatyczne
  • na bieżąco wspiera radzenie sobie z trudnymi i długotrwałymi sytuacjami życiowymi

Osobiście bardzo sobie cenię tą metodę – widziałam wielokrotnie, jak pomagała ludziom pozbyć się ogromu napięcia. Wibracje są też dla wielu osób fantastycznym momentem, kiedy puszczamy kontrolę, z czym sporo z nas ma ogromny problem. Ja sama włączam ją często do domowej praktyki jogi lub w chwilach, gdy spotyka mnie coś trudnego.

Kamila

ps. po więcej informacji zajrzyjcie na stronę do wspomnianej książki „Zaufaj Ciału” Berceliego i na stronę http://tre-polska.pl/

Jak joga pomaga leczyć depresję?

Obiecałam wpis o metodach leczenia depresji. Kiedy jednak zaczęłam zagłębiać się w literaturę naukową (nie lubię opierać się tylko na tym, co pamiętam ze studiów lub książek) uznałam, że jest dużo różnych podejść i nurtów. Niewątpliwie są sytuacje, gdy osobom chorującym na depresję należy włączyć leki przeciwdepresyjne. Czasami może być to jedyny sposób, aby odzyskać choć odrobinę jasności w głowie i sił do kontynuowania leczenia. Według mnie nie powinny być one nigdy jedynym środkiem stosowanym w leczeniu depresji. Bardzo ważne jest podjęcie psychoterapii, ponieważ tylko wtedy mamy szansę dotrzeć do podstaw choroby. Nawet jeśli depresja nie jest indukowana przez trudną sytuację życiową, lecz np. przez genetyczną podatność naszego mózgu, psychoterapia daje nam narzędzia, które pomogą nam poradzić sobie w gorszym momencie.

Niestety w naszym fast-foodowym świecie antydepresanty są nadużywane, przepisywane bez faktycznej potrzeby i łykane jak aspiryna. Spotykałam ludzi, którzy brali je latami, jednocześnie nie wykonując żadnej pracy nad chorobą u źródeł. Ponownie podkreślam, że nie jestem przeciwna farmakoterapii (bywa, że ratuje życie kiedy pojawią się np. myśli samobójcze). Jednak poleganie tylko na czynnikach zewnętrznych w leczeniu, odbiera pacjentowi najpotężniejsze narzędzie- wiedzę i wiarę w to, że sam dysponuje zasobami pomagającymi wyjść z choroby albo zmniejszyć jej intensywność.

Jako że nie jestem psychiatrą, nie chciałabym wnikać dłużej w ten temat. Skupię się natomiast na obszarze, w którym poruszam się dużo swobodniej tzn. pracy z ciałem i praktyką jogi 🙂 Sama doświadczyłam wiele razy, jak praktyka jogi może wspierać w najtrudniejszych momentach życia (pisałam o tym min. tu http://streso-terapia.pl/7-lekcji-od-cierpienia-akceptacja-dyskomfortu/  I tak się zresztą często dzieje, że na pierwsze sesje jogi trafiamy, bo szukamy wyciszenia, zatrzymania; bo wszystko już zawiodło i ktoś nam powiedział, że joga dobrze robi na głowę; bo jesteśmy osłabieni, chorujemy, nie mamy siły na rzucanie hantlami i tylko „rozciąganie” zostało. I po niedługim czasie okazuje się, że zamiast rozciągania głowy mamy rozciąganie umysłu 😉 Poszerza się zakres sytuacji, które potrafimy zaakceptować; rośnie przestrzeń naszej strefy komfortu; trudniej nam się zdenerwować i mamy więcej wyrozumiałości dla innych.

Dlaczego joga może pomagać w zaburzeniach nastroju?

  • zwiększa w mózgu ilość kwasu gamma-aminomasłowego (GABA), neuroprzekaźnika o działaniu hamującym w systemie nerwowym.  W 2007 roku w Boston University School of Medicine przeprowadzono legendarny już dziś eksperyment badania wpływu praktyki jogi na poziom GABA w mózgu. Uczestników podzielono na 2 grupy: jedna czytała magazyny a druga ćwiczyła przez godzinę jogę (różne rodzaje). W grupie jogującej poziom GABA wzrósł o niemal 30%. Co ma to wspólnego z leczeniem depresji? Ano to, że osoby cierpiące na zaburzenia nastroju często mają obniżony poziom GABA i jego wzrost sprzyja również poprawie samopoczucia.
  • dla naukowców: pozwala podnieść poziom energii w naturalny sposób. Jeśli dłużej praktykujecie zapewne zauważacie, że niektóre sekwencje dodają nam energii (aktywne vinyasy, mocne skręty, mocne wygięcia), a inne wyciszają (skłony, podparte wygięcia, stabilne pozycje odwrócone). W lekkiej depresji chorzy mają jeszcze siłę na podjęcie umiarkowanej aktywności fizycznej, ale najlepiej aby była ona mądra. Mądra czyli świadoma. Oddziaływanie poszczególnych asan na ciało i umysł nie jest żadną magią, lecz fizjologią. Wzrost energii lub efekt wyciszający jest związany z pobudzaniem lub hamowaniem Autonomicznego Układu Nerwowego, zmianą ciśnienia krwi czy pojemności oddechowej płuc. Zainteresowanym tematem od strony anatomii i nauki polecam lekturę książki „Anatomia Hatha Jogi” H. Davida Coultera 🙂
  • dla mistyków: reguluje przepływ prany w ciele. Pranę jogini rozumieją jako podstawową energię życiową, która  znajduje się w całym wszechświecie,a więc i w naszym organizmie. Według tradycyjnych przekazów zaburzenia w jej przepływie są powodem chorób i złego samopoczucia. Asany mają przygotować ciało do pracy z oddechem (pranayamą) i medytacją, aby pomagać energii krążyć swobodnie i odżywiać wszystkie komórki. Dla tych, do których nie przemawia koncepcja prany, pozostaje niepodważalny naukowo fakt, że od jakości naszego oddechu zależy jakość naszego funkcjonowania i procesy chemiczne zachodzące w mózgu. Osoby w stanie niepokoju, lęku czy własnie depresji mają tendencję do zbyt płytkiego oddychania. Wpływa to na bardzo niski poziom energii życiowej, utrzymuje organizm w stanie ciągłego niedotlenienia i pogłębia poczucie bezsilności i braku sił.
  • uczestnictwo w grupowych sesjach jogi buduje sieć społecznego wsparcia. Jednym z najsmutniejszych obrazów depresji jest niechęć  do utrzymywania kontaktów społecznych, odizolowanie i poczucie  głębokiego osamotnienia. Szkoły jogi często tworzą specyficzne osoby: które sporo przeszły, sporo przepracowały i mają dużo większą empatię dla drugiego człowieka. Kiedy czujemy się mile widziani, nie oceniani mimo naszych niedoskonałości, chętniej wracamy do takich miejsc. A wsparcie społeczne i poczucie przynależności jest jednym z najpotężniejszych „leków” antydepresyjnych
  • zwiększa umiejętność bycia w tu i teraz. Technika zakorzeniania w chwili obecnej jest jedną z podstawowych metod stosowanych w leczeniu zaburzeń lękowych i PTSD (Post Traumatic Stress Disorder). Umożliwia pacjentom zatrzymanie procesu ruminacji, uspokojenie ciała migdałowatego (struktury w mózgu, która odpowiada za uruchomienie
    reakcji walki lub ucieczki), wyciszenie systemu nerwowego i powrót do racjonalnego myślenia. W jodze nie robimy nic innego, jak próbujemy być właśnie obecni. Jeśli odpływasz myślami w jakiejś pozycji balansowej czeka Cię niechybnie gleba 😉 Zresztą na początku praktyki wszystko jest tak abstrakcyjne i często nieprzyjemne fizycznie, że nie da się od tego uciec. I to własnie jest nasz mindfulness
  • uczy szacunku do własnych ograniczeń jednocześnie dając siłę, aby je przełamywać. Depresja to często temat tabu. Sprawia, że czujemy się beznadziejni, gorsi, pozbawieni prawa szacunku dla samego siebie. Na macie zazwyczaj nie możemy zrobić wszystkiego modelowo. Czasami nie możemy zrobić czegoś w ogóle. I to nas uczy, że to jest ok : czegoś nie potrafić. Że doskonałość to iluzja. Że jednego dnia stoisz na głowie, a drugiego się boisz. A z czasem doświadczamy tego, że jakaś pozycja z kategorii „nigdy w życiu/nie dam rady” jest osiągalna. To uczy nasz mózg wytwarzać nowe połączenia, nowe ścieżki myślenia i działania, które depresja zaciera. Daje wiarę, że pomimo trudności zawsze może nadejść moment, gdy będzie lepiej 🙂

Na temat dobra płynącego z praktyki jogi w leczeniu zaburzeń nastroju powstały setki artykułów naukowych. W terapii jogą mamy specjalne sekwencje asan i pranayamy, które pomagają w leczeniu depresji. Ja mogę ręczyć za jej dobroczynne rezultaty swoim własnym przykładem. Nieraz w chwilach najgorszego zwątpienia wyciągałam matę i mam głębokie przekonanie, że to mnie zabierało z powrotem w stronę światła 🙂

Jednocześnie kolejny raz podkreślam, że joga może WSPIERAĆ tradycyjne metody leczenia depresji, ale nie powinna nigdy zastąpić profesjonalnej pomocy psychiatrycznej i psychologicznej.

Jeśli macie swoje przemyślenia na ten temat- podzielicie się proszę w komentarzach!

Namaste

Kamila

źródła:

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1550830711003429

https://www.liebertpub.com/doi/abs/10.1089/acm.2007.6338

Stres mieszka w ciele V: kiedy choruje głowa. Depresja.

Nie ma na świecie takiego leku, który nadałby sens życiu S. Kane 

To smutne zdanie bywa dobrze rozumiane przez sporą część ludzi, których codziennie mijasz na ulicy. Szacuje się, że na depresję cierpi kilkanaście procent społeczeństwa i dwukrotnie częściej zapadają na nią kobiety.  Odbiera siłę i chęć do życia, wolę przetrwania, zmienia świat w czarny worek bez dna. Czasami dopada w najmniej spodziewanym momencie życia, a czasami skrada się po chichu i jest jasną odpowiedzią na trudne doświadczenia życiowe. Smutek, apatia i marazm to naturalne etapy naszego życia. Depresja do nich nie należy- jest zaburzeniem psychicznym, wymagającym leczenia na wielu poziomach. W przeciwnym wypadku skutki mogą być bardzo poważne.

Smutek czy depresja? Jak je odróżnić?

  • smutek jest naturalną i zdrową reakcją na ból, trudne doświadczenia życiowe czy emocje.  Depresja to chroniczny stan, utrzymujący się przez dłuższy czas – bliższy poczuciu totalnej bezradności, niemocy, paraliżu.
  • smutek nie oddziaływuje na nasze zobowiązania- możesz być zrozpaczony, po śmierci kogoś bliskiego, ale dajesz radę iść do pracy, wykąpać dziecko, zrobić obiad. W depresji często chorzy nie są w stanie nawet podnieść się z łóżka.

Smutek w naturalny sposób przemija. Kiedy stan apatii, poczucia, że życie nie ma sensu, brak sił do umycia zębów utrzymuje się dłużej niż 2 tygodnie należy poszukać pomocy specjalisty.

Jak rozpoznać depresję?

ICD 10 (Międzynarodowaj Klasyfikacja Chorób) do najczęstszych klinicznych objawów epizodu depresji zalicza :

  • obniżony nastrój- najczęściej już od samego rana odczuwasz apatię, smutek, przygnębienie nieuzasadnione żadnymi konkretnymi czynnikami.
  • utrata zainteresowania zajęciami, które wcześniej przynosiły Ci radość
  • anhedonia, czyli zobojętnienie emocjonalne, kiedy masz poczucie, że cokolwiek się nie dzieje- jest Ci obojętne
  • bardzo niski poziom energii życiowej

Depresji bardzo często towarzyszą inne objawy również w ciele tj.

  • kłopoty ze snem : bezsenność lub bardzo długi sen
  • obniżenie apetytu (częstsze, niż nadmierny)
  • spowolnienie ruchów i wykonywania czynności
  • kłopoty z pamięcią, koncentracją
  • myśli samobójcze
  • obniżona samoocena; brak wiary w swoje możliwości

Jak poznać, że to depresja?

  • objawy występują przez min. 2 tygodnie
  • obserwujesz przynajmniej 2 główne objawy i 2 symptomy fizyczne
  • objawy mogą być też niespecyficzne: kluczem jest tu obserwacja swojego ciała i nastroju (lub bliskiej osoby)
źródło: http://online.synapsis.pl/Depresja-podstawowe-informacje/Przyczyny-etiologia-depresji.html

Skąd bierze się depresja?

Obecnie odchodzi się od obwiniania jednego czynnika, który może wywoływać depresję. W tradycyjnym ujęciu za przyczynę depresji uważa się zaburzenia w działaniu wewnątrzsynaptycznych mediatorów tj. serotoniny i dopaminy. Mocno upraszczając – nasz układ nerwowy nie potrafi prawidłowo wykorzystać hormonów „szczęścia”, które odpowiadają min. za nasze dobre samopoczucie. To tak, jakby budować dom: na ciężarówce leżą cegły, ale nie ma drogi, po której można je przewieźć na plac budowy. Nasze zachowanie i stan psychiczny jest w dużej mierze pochodną koktajlu hormonów i sprawnego działania neuroprzekaźników:

https://brief.pl/biohacking-czyli-o-tym-jak-suplementowac-szczescie-sukces-i-dobre-samopoczucie/

Jednak obecnie dużo bardziej podkreśla się rolę wielu czynników, które sprzyjają wystąpieniu depresji:

  • predyspozycje genetyczne (niektóre odmiany genów (alleli), mogą utrudniać prawidłowe działanie neurotransmiterów)
  • doświadczenia społeczne z okresu dzieciństwa (trudne i długotrwałe wydarzenia w dzieciństwie „przewrażliwiają” układ nerwowy, który nadmiernie reaguje na wydarzenia stresowe)
  • określony typ osobowości, który cechuje pesymizm, krytycyzm, perfekcjonizm, zewnątrzsterowność, niezdolność do wyrażania emocji i tłumienie trudnych uczuć w sobie
  • nadwrażliwość układu nerwowego i hormonalnego na światło słoneczne / jego brak
  • doświadczanie długotrwałego stresu lub nagłego traumatycznego wydarzenia może zdestabilizować mechanizmy regulacji nastroju i emocji w mózgu i sprzyjać powstaniu depresji
  • czynniki hormonalne (menopauza, ciąża)
  • przyjmowanie pewnych leków, które oddziaływują na układ nerwowy; pewne choroby; urazy fizyczne głowy

Dużą uwagę zwraca się dziś na to,że depresja często jest poprzedzona latami doświadczania stresu, który (w nadmiarze) rozregulowuje nasz układ nerwowy, hormonalny i odpornościowy. Trwanie w stanie „walcz lub uciekaj” powoduje stałe wydzielanie kortyzolu, adrenaliny, cytokin prozpalnych. Więcej pisałam o tym w poprzednim wpisie http://streso-terapia.pl/stres-mieszka-w-ciele-ii-choroby-tarczycy-hashimoto-a-stres/ Naczelnym mechanizmem do którego dąży nasz organizm jest równowaga. Kiedy jej braknie odbija się to na każdym poziomie naszego funkcjonowania min.na psychice.

Depresja WYMAGA LECZENIA I OPIEKI SPECJALISTÓW. To nie jest zwykłe przygnębienie. Nie mówcie komuś, żeby wziął się w garść, kiedy ktoś czuje, że nie ma ręki…Nieleczona depresja może mieć fatalne skutki. Ale istnieje wiele sposobów terapii, leczenia. Depresja to nie wyrok. Tylko potrzeba działać i tym, jak to zrobić zajmę się w kolejnym wpisie 🙂

Kamila

źródła:
1.  Rajewska-Rager A., Rybakowski J. Rola stresujących wydarzeń życiowych w patogenezie depresji. Neuropsychiatria i Neuropsychologia 2008; 3, 3–4: 147–152.

2. Godlewska B. R.: Genetyka i psychiatria w praktyce lekarskiej. Psychiatria w Praktyce Ogólnolekarskiej 2007, 7 (2), 97-109.

3. http://online.synapsis.pl/

Stres mieszka w ciele IV: „Jestem wiecznie zmęczony i nie mam na nic siły…” Wypalenie nadnerczy objawy, przyczyny, leczenie

Poranek. Trudno Ci otworzyć oczy, choć spałeś przepisowe 8 godzin. Fakt, wybudzałeś się nad ranem, ale zdarza Ci się to już od roku, więc przywykłeś. Masz wrażenie, że tylko kawa może Ciebie uratować. I coś słodkiego, koniecznie. Zrywasz się więc z łózka i szybko przytrzymujesz się ściany, bo zakręciło Ci się w głowie. Po drodze do kuchni na grubą piżamę zakładasz sweter- niezależnie od pory roku jest Ci ciągle zimno…Planowałeś pójść na trening, w końcu się wyspałeś i masz wolną sobotę. Jednak ostatnio nawet wejście po schodach jawi Ci się jako ekstremalny wysiłek- brakuje Ci tchu po kilku krokach. Miałeś iść w czwartek do lekarza, ale zapomniałeś. Nastawiłeś sobie przypomnienie w telefonie, ale natarczywe dźwięki i światło tak drażni, że wyłączyłeś alarm, nie sprawdzając o co chodzi. Generalnie od jakiegoś czasu słabo u Ciebie z pamięcią i czasami czujesz się, jakby Twój mózg kompletnie nie nadążał.

Brzmi znajomo? Dla mnie było przez jakiś czas codziennością, gdy wirus EBV dobrał się do mojej tarczycy i zafundował 1,5 roczne kłopoty z Hashimoto i nadnerczami. Miałam wrażenie, jakbym oglądała swoje życie z zewnątrz, w slow-motion… No, ale dzięki temu zgłębiłam niezliczoną ilość literatury medycznej i przetestowałam wiele metod leczenia, czym mogę się z Wami podzielić 😉 A jednym w głównych bohaterów naszego dzisiejszego wpisu będą nadnercza. Jeden z najważniejszych narządów, który utrzymuje w naszym organizmie równowagę. I jeden z najczęściej uszkadzanych w efekcie występowania długotrwałego i/lub ekstremalnego stresu.

Wyczerpanie nadnerczy

O tym, jaką rolę pełnią nadnercza w reakcji stresowej pisałam tutaj: http://streso-terapia.pl/tag/hashimoto/

W skrócie można powiedzieć, że są to dwa małe gruczoły zlokalizowane w górnej części naszych nerek:

https://www.yourhormones.com/adrenal-glands/

Jak już wiemy, kiedy jesteśmy narażeni zbyt długo na stres i nie pozbywamy się na bieżąco jego skutków może dojść do zmęczenia nadnerczy. W medycynie akademickiej nie jest ono traktowane jako jednostka kliniczna, dopóki nie dojdzie do całkowitego załamania funkcjonowania nadnerczy, określanej chorobą Addisona. Choroba Addisona niekoniecznie musi rozwinąć się w pełnej postaci jako efekt długotrwałego stresu, ale może być on jej katalizatorem. Zazwyczaj proces wyczerpania nadnerczy trwa bardzo długo i wiele osób ignoruje delikatne sygnały, jakie daje nam organizm.

Kłopot w tym, że nadnercza są nierozłącznie związane z ogólnym funkcjonowaniem naszego organizmu. Ich zaburzenia implikują lub towarzyszą wielu chorobom autoimmunologicznym, jak Hashimoto, RZS, toczeń, zaburzeniom gospodarki hormonalnej, cukrowej i dysfunkcjom psychicznym jak stany lękowe, depresyjne i nerwicowe. Dlatego nie ma możliwości skutecznego leczenia, jeśli nie dotrzemy do przyczyn, które bardzo często powiązane są właśnie z długoletnią ekspozycją na stres.

Objawy wyczerpania nadnerczy:

*problemy ze wstawaniem, nawet po dobrze przespanej nocy

*szybkie męczenie się i trudności ze zregenerowaniem się np. po treningu

*kłopoty z zasypianiem; wybudzanie się szczególnie ok 4-5 rano

*kryzys energetyczny ok g. 14 , nagłe spadki energii w środku dnia i „przypływ sił” wieczorami

*złe samopoczucie w przerwach między posiłkami, potrzeba jedzenia słodkich lub słonych produktów, stałe odczuwanie głodu

*poczucie „mgły mózgowej”- osłabienie pamięci, spowolnienie myślenia, trudności w koncentracji

*nadmierna drażliwość na dźwięk, światło, zapachy, dotyk

*obniżenie libido, rozregulowanie okresu, nasilenie PMS

*zawroty głowy, niskie cieśninie, nadmierne odczuwanie zimna

*odczuwanie niepokoju, poczucie bezsilności i epizody obniżonego nastroju

*powolne gojenie się ran, siniaków; ciągnące się infekcje i obniżona odporność

Diagnozowanie zmęczenia nadnerczy

Diagnozując kłopoty z nadnerczami powinniśmy zbadać kortyzol, DHEA i min. estradiol, testosteron o poranku, melatoninę i progesteron przed snem.  Niestety w naszych warunkach lekarze bardzo rzadko kierują na takie badania. Dodatkowo badania często mogą wskazywać, że poziom hormonów jest w dolnej granicy normy, ale mimo wszystko czujemy się podle… To tak jak z różnymi kłopotami z kręgosłupem- możesz mieć przepuklinę jak lej po bombie, ale dzięki ćwiczeniom i zmianie stylu życia czuć się znacznie lepiej, niż ktoś z niezłymi wynikami, ale przyrośnięty do fotela.

Pozostaje więc przeprowadzenie testów na własną rękę. W literaturze poświęconej kłopotom z nadnerczami najpopularniejsze są:

Test na zwężenie źrenic :

*w ciemnym pomieszczeniu świecimy latarką w kierunku twarzy (nie wprost na oko) i obserwujemy zachowanie źrenicy (można samemu zrobić test przy pomocy lustra). Normalnie w reakcji na ostre światło źrenica powinna się zwęzić i taka pozostać. Jeśli nadnercza są wyczerpane, to mięśnie oczu nie działają prawidłowo (efekt zaburzenia gospodarki sód- potas) i po chwilowym zwężeniu źrenica znowu zacznie się rozszerzać. Jeśli mamy taki kłopot, to prawdopodobnie będzie nas również mocno drażnić ostre światło np. jarzeniówek lub słońca.

Test ciśnienia:

*kładziemy się na ok 10 min.i staramy się spokojnie oddychać. Mierzymy ciśnienie. Po tym czasie szybko wstajemy do pionu. Jeśli ciśnienie wzrośnie ok 10-20 Hg. to mamy prawidłowy wynik. Jeśli nadercza są słabo reaktywne zamiast wzrostu odnotujemy spadek. Dlatego tak typowe dla kłopotów z nadnerczami są zawroty głowy po zmianie pozycji z leżącej na stojącą.

Test temperatury:

Mierzymy temperaturę 3 x dziennie o tej samej godzinie przez kilka dni. Im większe różnice pomiędzy pomiarami, tym większa szansa, że nadnercza nie pracują prawidłowo.

Test skóry:

Jeśli przejedziecie po skórze jakimś ostrym narzędziem np. wykałaczką powinien pojawić się biały ślad, który szybko przejdzie w czerwoną linię. Jeśli linia pozostaje biała może to świadczyć o kłopotach z nadnerczami. Podobnie jak blada skóra, sinawe usta, rany, które się długo goją i siniaki, które nie znikają.

Leczenie zmęczenia nadnerczy w ujęciu psychologicznym

Jako leczenie konwencjonalne stosuje się:

– uzupełnienie niedoborów ( C i B, potasu, cynku, żelaza i miedzi, magnezu, kwasu pantotenowego i biotyny. ) typowych dla osób, które poddawane są długotrwałemu stresowi

-zioła adaptogenne min. Ashwagandha, traganek (astragalus), lakownica lśniąca (reishi mushroom), dang shen, eleuterokok kolczasty (eleuthero), żeńszen (ginseg), lukrecja gładka (licorice), maca, suma oraz suplementy jak DHEA

– prednison, kortyzon i hydorkortyzon podawane pod kontrolą lekarza w leczeniu choroby Addisona

Ponieważ nie jestem ani lekarką ani zielarką opieram się na tym, co znalazłam w literaturze 😉 Natomiast jako psycholog specjalizujący się w holistycznym leczeniu skutków stresu mogę Was zapewnić, że NIE MA MOŻLIWOŚCI WSPARCIA NADNERCZY BEZ ZLIKWIDOWANIA I/LUB UMIEJĘTNEGO ZARZĄDZANIA POZIOMEM STRESU W SWOIM ŻYCIU. Mimo całej inteligencji naszego autonomicznego układu nerwowego, to MY DECYDUJEMY o tym, jak reagujemy na życiowe sytuacje. Nie jesteśmy marionetką naszego podwzgórza i nadnerczy 😉 Umiejętność radzenia sobie ze stresem to nie jest już jakaś fanaberia, tylko obowiązek współczesnego człowieka, który chce pozostać zdrową istotą. Metod jest mnóstwo:

-joga, medytacja, uważność (mindfulness), ćwiczenia oddechowe (możecie sprawdzić na moim kanale https://www.youtube.com/channel/UCsb_pBN7AMufokAZ8z2OeFw?view_as=subscriber

-dowolna, ale w miarę spokojna forma ruchu; nadnercza nie lubią ekstremalnego wysiłku co wyjaśniałam tu: http://streso-terapia.pl/stres-dlaczego-instruktorki-fitness-bywaja-grube-podejscie-medyczne/

-warsztaty radzenia sobie ze stresem, przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu – jeśli macie ochotę wpaść do mnie to zapraszam 🙂 http://streso-terapia.pl/warsztaty-i-wyjazdy/ 

-eliminowanie najbardziej stresujących czynników ze swojego życia i ludzi, którzy ciągną nas w dół (no wiem, wiem… Ale coś na pewno możecie wybrać) 🙂

-słuchanie nagrań z relaksacyjną muzyką, prowadzonych medytacji (kilka przykładów można znaleźć na blogu: http://streso-terapia.pl/nagrania-z-relaksacja/

-słuchanie nagrań z dudnieniami różnicowymi http://streso-terapia.pl/dudnienia-roznicowe-dzwieki-ktorej-zwroca-ci-spokoj-jak-wygrac-z-bezsennoscia-cz-iii/

-praktykowanie wdzięczności http://streso-terapia.pl/przepis-na-szczescie-wdziecznosc/

-odpuszczanie, pozwolenie sobie na bycie wystarczająco dobrym, a nie perfekcyjnym, poddanie się życiu

-codziennie robienie dla siebie czegoś dobrego (pyszna kawa wypita w spokoju, długa kąpiel; co tydzień robienie czegoś wyjątkowo dobrego (może masaż, wizyta u kogoś, kto nas podnosi do góry?); co miesiąc czegoś super dobrego (wyjazd na weekend, wybranie się na wzmacniający nas warsztat?)

Leczenie wypalenia nadnerczy trwa często wiele miesięcy lub lat (ja odczułam poprawę po roku i po wielu zmianach min. diety, ale to już temat na książkę), ale JEST MOŻLIWE.

Trzymam kciuki za Nas i za nasze nadnercza 🙂

Kamila

literatura:

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0022399902004294

https://www.nature.com/articles/nrendo.2009.106

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0301051101000928

„Zapalenie tarczycy Hashimoto” Izabella Wentz