Wszystkie wpisy, których autorem jest Kamila

Yoga Teacher Training RYT 200®- wszystko, co chcielibyście widzieć

Jeśli śledzicie mojego facebooka i Instagram, to zorientowaliście się, że w Indiach ukończyłam kurs nauczycielski RYT 200® Ponieważ wiele osób pyta mnie o moją opinię i o sam kurs postanowiłam, że podzielę się moimi doświadczeniami na blogu. Pamiętam, jak sama szukałam obiektywnych informacji na ten temat i znalazłam zaledwie 2 wpisy w całym internecie! Wszelkie informacje organizacyjne, dotyczące programu, cen itp.możecie znaleźć w sieci (podaję linki). Ja chciałabym się skupić głównie na moich subiektywnych odczuciach i ocenie. Mam nadzieję, że pomoże Wam to w podjęciu ewentualnej decyzji o nauce 🙂 A o tym, co naprawdę wyniosłam z kursu, dla siebie można przeczytać w moim poprzednim wpisie http://streso-terapia.pl/indie-o-podrozy-do-wnetrza-siebie/

1. Co to w ogóle jest Yoga Teacher Training?
YTT jest cyklem szkoleń akredytowanych przez międzynarodową organizację Yoga Alliance. O idei YA możecie przeczytać tu: https://www.yogaalliance.org/. Standardowo proces szkolenia obejmuje 2 poziomy : 200 godzin oraz 300 godzin szkolenia, po których zostaje się nauczycielem RYT 500®. Oczywiście, istnieje też cała gama szkoleń krótszych, uzupełniających np.joga w ciąży, yin yoga, tantra yoga itp. Certyfikat może wydać tylko szkoła, która spełnia kryteria i posiada akredytację YA (tytułuję się wtedy RYS® Registered Yoga School). Teoretycznie ma to zapewnić gwarancję jakości szkolenia. W praktyce – różnie z tym bywa. W wielu miejscach szkoła jogi jest po prostu dobrym biznesem i sposobem zarabiania na zachodnich turystach. Polecam poszukać opinii w internecie i wybierać raczej szkoły z dłuższą tradycją. Poczytać również o nauczycielach, ich doświadczeniu i temu, co i jak o sobie piszą. Mnie pomogła też intuicja, bo choć wybrałam młodą szkołę –www.greenyogaindia.com, to generalnie jestem zadowolona z decyzji 🙂

2. Gdzie można odbyć takie szkolenie?
Najwięcej szkół znajduje się rzecz jasna w Indiach i Azji. Możecie je tez zaleźć w Europie, USA, Ameryce Południowej. Jednak Azja pozostaje najtańszym kierunkiem. Cena wyjazdu zależy od opcji zakwaterowania: w tym roku miesięczny kurs w Indiach wraz z zakwaterowaniem i wyżywieniem kosztował od 1600 do 2400 Euro. Każda szkoła ustala cenę indywidualnie. Cena niestety często odzwierciedla poziom nauczania i tradycję, nie warto więc wybierać najtańszych ofert. A jest ich sporo, o czym możecie poczytać np tutaj: https://www.bookyogateachertraining.com.

Od ubiegłego roku można także odbyć takie szkolenie w Warszawie, w Samadhi Joga http://samadhijoga.pl/page/szkolenia-na-nauczycieli-jogi.

3.Co obejmuje program szkolenia?
W dużym skrócie: technikę, praktykę własną, metodologię nauczania, anatomię i fizjologię,filozofię jogi i etykę, ewentualnie praktyki. W zależności od stylu jogi, w jakim się szkolimy, nacisk położony jest na daną techniką. Ja wybrałam multistyle, dzięki czemu praktykowałam vinyasę, asthangę, hatha yogę, yin yogę i aerial swing. Uważam,że był to świetny wybór, bo od 13 lat praktykuję metodę B.K.S Iyengara, którą bardzo cenię. I poczułam, że chcę wyjść poza pewne ramy i schematy 🙂 Jednak dla mnie było to zaledwie muśnięcie pozostałych stylów. Na pewno nie odważyłabym siebie nazwać nauczycielką np.asthanga yogi czy aerial swing po 200 godzinach szkolenia.

4. Jak wygląda dzień na kursie jogi?
Cóż, nie będę ukrywać że BARDZO intensywnie. Jeśli jesteście zmęczeni i traktujecie taki kurs jako okazję do odpoczynku,to dobrze się zastanówcie. Dobrym pomysłem jest przyjechać tydzień wcześniej,żeby odpocząć i się zaaklimatyzować. Warto zostać także po szkoleniu, żeby się zregenerować. Szczególnie jeśli jedziecie do kraju, gdzie po każdym kroku leją się z człowieka hektolitry potu:)
Przykładowy plan wygląda tak (niedziele są wolne):
-6-9 rano (dokładna godzina zależy od szkoły) 2 godziny praktyki jogi, medytacji i pranayamy
-ok. 9 śniadanie
-10.30-13/14 wykłady. My mieliśmy także karma jogę, czyli bezpłatną pracę w szkole np. sprzątanie, praca w ogrodzie, w kuchni itp.
-13-14 obiad
-15-17 wykłady
-17-18.30 praktyka jogi
-19 kolacja
Na moim kursie,ze względu na kosmiczny upał, mieliśmy dłuższą przerwę w ciągu dnia, za to kończyliśmy po g. 21. W czasie wolnym, którego nie było zbyt wiele, trzeba było studiować anatomię, historię i filozofię jogi czy teksty jogiczne jak np. Upaniszady. Chociaż dobrze znam angielski, to słownictwo było na tyle specyficzne, że wymagało dużego skupienia. Na koniec kursu czekał nas egzamin teoretyczny oraz poprowadzenie godzinnej sesji jogi.

4. Zakwaterowanie i wyżywienie
Zawsze istnieje kilka opcji. Można mieszkać w wieloosobowym dormitorium, 2 osobowym pokoju lub pojedynczo. Dobrym rozwiązaniem jest także zakwaterowanie poza szkołą: jeśli wolicie dojeżdżać i mieć wybór lokum. Jeśli wybieracie się do Indii, to przygotujcie się na hinduski standard: brak ciepłej wody, regularny brak prądu, brak klimatyzacji (wiatraki są, ale często nie działają, ze względu na przeciążenie sieci). Obecnie większość toalet przypomina nasze (tzn.jest sedes) 🙂 Prysznic oznacza wiadro i kran z zimną wodą. Jeśli jednak traficie na normalny prysznic, to na 90% będzie po prostu wystawał ze ściany. Oznacza to,że każdorazowo zalewamy całą łazienkę wodą 🙂 Do tego komary, mrówki, latające karaluchy, jaszczurki, żaby i węże. Mi to nie przeszkadzało, dzięki temu czułam się jeszcze bardziej zanurzona w naturze 🙂 Ale jak nie lubicie takich towarzyszy, proponuję wybrać inny kierunek. I pamiętajcie, że najlepszy czas na podróż na południe Indii to X-II. Pozostałe miesiące są koszmarnie upalne, a od V do IX nadchodzi monsun.
Moja szkoła miała nowe chatki, co było dużym plusem. Niestety, znajdowała się na polu, bez skrawka cienia. Domki miały blaszane dachy, a w moim dodatkowo była plastikowa podłoga i ściany z dykty. W efekcie działał jak inkubator. Między 7 a 21 nie było mowy,żeby w nim przebywać. Rozpuszczało się nawet mydło. Dodatkowo, niedaleko była stacja kolejowa, dzięki czemu co godzinę przejeżdżał przez moje łózko wielki pociąg towarowy. Potraktowałam to jako próbę charakteru i pracę nad emocjami:)
Wyżywienie było wegańskie (poza jogurtem i serem paneer). Najlepsze było śniadanie: owsianka, musli, świeże anansy, papaje, winogrona i jogurt z miodem. Na obiad i kolacje dostawaliśmy ryż, placki roti, sałatkę, dhal i warzywa w różnych sosach. Choć było to smaczne, to dla większości z nas zbyt ciężkostrawne (dużo smażonych potraw) i zawierało za mało białka. Po 3 tygodniach większość z nas wyrywała się na chana masalę do miasta 🙂

5. Nauczyciele
Muszę przyznać,że moją główną motywacją było po prostu zdobycie certyfikatu i próba mojego charakteru. Jako osoba praktykująca Iyengra u wspaniałych nauczycieli (Joga na Foksal i Joga Centrum Adama Bielewicza, dziękuję!) dość dobrze znam anatomię i metodykę nauczania. Dlatego nastawiałam się raczej na pogłębienie praktyki. Natomiast bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie nasze nauczycielki: Anu, Adrijana,Geetika i Giulia. Każda z nich była wyjątkowa na swój własny sposób, ale to, co mnie urzekło, to ich wewnętrzna spójność i ogromna wiedza. Anu i Geetika jako Hinduski w fascynujący sposób łączyły tutejszą mentalność z zachodnią wiedzą na temat filozofii czy anatomii. Przy tym były po prostu dobrymi ludźmi. Nie tylko mówiły o etyce i yamach, ale też tak żyły i traktowały ludzi. Co było piękne i prawdziwe. Niestety, słyszałam i widziałam wiele historii o niekompetentnych nauczycielach, których zachowanie jest zaprzeczeniem jogicznej moralności. Powszechnym problemem są kontakty seksualne nauczycieli z dziewczynami na kursie i zdarzają się także sytuacje molestowania…To są Indie, więc liczne układy i znajomości sprzyjają zamiataniu takich spraw pod dywan. Dlatego zdrowy rozsądek i intuicja są wskazane.

6. Podsumowanie. Czy poleciłabym takie szkolenie?
Hmmm:) Zależy czego szukacie:) Według mnie 200 g. kurs jest zaledwie inspiracją do bycia nauczycielem jogi. To, co sprawia, że potrafimy pracować z innymi ludźmi, to suma naszych życiowych doświadczeń i lat spędzonych na macie. Wiedza, którą nieustanie pogłębiamy samodzielnie. Najwięcej uczę się od swoich uczniów i na swoich błędach 🙂 Na pewno niezwykle cenne było dla mnie spotkanie z hinduską mentalnością i spojrzenie na jogę jako na styl życia, odbierania rzeczywistości i traktowania otoczenia. Łatwiej było mi dzięki temu zrozumieć jej istotę. Jeśli ktoś z Was chciałaby zagłębić się w jodze, ale niekoniecznie interesuje go dyplom, to zdecydowanie bardziej polecam pobyt w ashramie. Lub szkołę jogi z tradycjami, najlepiej z dala od miejskiego zgiełku. Ja spędziłam tydzień praktykując w Himalayan Iyengar Yoga Center w Dharamkot. Polecam! https://www.hiyogacentre.com/pl/

Zanim wyjedziecie poczytajcie o szkole, poszukajcie opinii w internecie. I nastawcie się, że to co otrzymacie, niekoniecznie może być tym, czego się spodziewacie. Ale tak właśnie ma być. Tym jest właśnie prawdziwa joga. Obserwacją i akceptacją 🙂
Jeśli macie pytania piszcie w komentarzach, na @stresoterapiaKamilaKarpinska lub na mojego maila.

Namaste,
Kamila

Indie. O podróży do wnętrza siebie

Niektórzy z Was pewnie się zorientowali, że wróciłam po prawie 2 miesiącach podróży po Indiach. Kiedy ktoś mnie pyta, jak podobały mi się Indie, nie wiem, co odpowiedzieć. Jest to bowiem tak ogromny i różnorodny kraj, że ja zaledwie dotknęłam jego powierzchni. Nie nastawiałam się na zwiedzanie, ponieważ wyjazd dedykowałam głównie jodze. Spędziłam niemal 6 tygodni na praktyce: najpierw na bardzo intensywnym kursie nauczycielskim na Goa, a następnie w Himalayan Iyengar Yoga Center. Fakt jest jednak taki, że przemierzyłam samotnie z plecakiem drogę z południa na północ Indii, co było dość karkołomnym przeżyciem.Choć w porównaniu do pobytu w Delhi- bułką z masłem 🙂
Moja podróż do Indii była w istocie podróżą do samej siebie. Wychodzenia ze swojej strefy komfortu, smakowania inności, otwarcia na to, co nieznane i niewygodne. Ale także piękne, szczere i prawdziwe. Jestem wdzięczna za wszystko, co mnie spotkało i za ludzi, jacy stanęli na mojej drodze. Chciałabym podzielić się z Wami refleksjami dotyczącymi mojego pobytu, ponieważ wiem,że wiele osób śledziło moje posty na facebooku i ciekawe jest moich przemyśleń 🙂 Wrzucam więc garść zasad, które pomogły mi doświadczyć najpiękniejszej podróży w moim życiu 🙂

1. „Energia, którą wysyłasz do świata, zawsze wraca pomnożona przez efekt”
Wiele osób, które usłyszały o moich planach wyjazdu, reagowało podobnie:”Jedziesz sama z plecakiem do Indii?!Nie boisz się, że” (niepotrzebne skreślić) :
-zarazisz się pasożytami, amebą malarią, febrą, dengą, ziką oraz setką innych chorób, których nazw nie umiem nawet wymienić:)
-tego syfu i brudu, żebraków, ścieków, smrodu i brzydoty
-gwałtów, zboczeńców, porwania, kradzieży, wypadków itp.
-zatrucia i umierania w konwulsjach po zjedzeniu niewinnego placka roti
-kilkunastu godzin (bywa, że kilku dni,jak masz pecha) spędzonych w pociągu bez klimatyzacji albo w autobusie z kozą, kurą i 7 dzieci na siedzeniu obok?
Hmm, no jakby to powiedzieć. NIE. Ponieważ jeśli podchodzisz do świata z lękiem i nieufnością, to właśnie to dostaniesz. Jeśli na każdą osobę patrzysz, jak na potencjalnego złoczyńcę, to całe Twoje ciało zdradza lęk i wrogość. A to tylko prowokuje innych, jak samospełniająca się przepowiednia… Nie chodzi o to, żeby beztrosko chodzić po slumsach po nocy. Zawsze zachowywałam zdrowy rozsądek i starałam się świadomie nie pakować w niebezpieczne rejony. Nie zawsze mi to wychodziło 🙂 Jednak zazwyczaj trafiałam na dobrych ludzi. Tak jak kierowca tuk-tuka, który po nocy szukał dla mnie busa w Delhi. Albo nieznajomego Hindusa, który poświęcił mi 2 godziny na dworcu w Delhi, załatwiając mi bilet. Starszych państwa, którzy dzielili się ze mną domowymi ciasteczkami w 16 godzinnej podroży lokalnym gratem, kiedy nie miałam nic do jedzenia. I dziwnym trafem nawet wszystkie psy, krowy, konie i świnki, które głaskałam, nie zrobiły mi krzywdy.

2. „Inne nie jest gorsze ani lepsze. Jest po prostu inne”
Hindusi mawiają „If you try to fight with India, India always f@#@cks you” 🙂 W Indiach trzeba zaakceptować, że jest to zupełnie inny świat. Świat, gdzie słowo kosz na śmieci nie istnieje w słowniku. W miastach brud i smród atakuje Ciebie z każdej strony. Herbata będzie zawsze z tłustym mlekiem, pieprzem i toną cukru. Gdzie rozkład jazdy autobusów znaleziony w internecie jest równie abstrakcyjny w realiach, jak malarstwo Picassa. Gdzie prąd możesz mieć raz na 2 dni, a zamiast prysznica, umywalki i pralki- wiadro z zimną wodą. W moim pokoju towarzyszyły mi latające karaluchy, pająki, jaszczurki, setki mrówek. W nocy do łazienki chodziłam z latarką, upewniając się, czy nie nadepnę na węża. Gdzie stada psów na ulicach i krów są standardowymi uczestnikami ruchu drogowego. Ups, sorry – raczej chaosu drogowego, z zasadą „silniejszy i większy ma pierwszeństwo”. Klakson jest używany zamiast kierunkowskazu, świateł i dla zabicia (zbędnej przecież) ciszy 🙂 Jeśli w Indiach próbujesz funkcjonować i myśleć, jak w domu, czeka Cię nieustanna frustracja, wyczerpanie nerwowe i dozgonna nienawiść do tej części świata. Wybór należy do Ciebie.

3.”Dlaczego sądzisz, że mając więcej, będziesz szczęśliwy, jeśli nie umiesz się cieszyć tym, co już masz?”
Dla mnie Indie były piękną lekcją. Nieustannie wychodziłam ze swojej strefy komfortu, aby doświadczyć tego, co mnie ogranicza, trzyma i blokuje. Od moich przyzwyczajeń i nawyków, bez których trudno było mi żyć. Wiecie jak smakuje kawa i ciasto czekoladowe po miesiącu przerwy? Albo gorący prysznic, po 2 miesiącach mycia się w wiadrze? Jak cieszy wiatrak nad łóżkiem i chłód murowanego domu, po miesiącu smażenia się żywcem w blaszaku? No właśnie 🙂 Ja już od pewnego czasu pracuję nad wdzięcznością. Jednak Indie przypominały mi, jak bardzo jestem szczęśliwa. Cieszę się, z każdego dnia,gdy mam siłę wstać, wejśc na matę i zacząć nowy dzień 🙂 Niewiele, bardzo niewiele potrzebujemy do życia. Zdrowia, obecności bliskich ludzi i życia w zgodzie ze swoim sercem. A to nie są rzeczy, które możemy kupić.

4.”Tam, gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty”
„If it’s good – is good. If it’s not good – it’s even better”. To ulubiony tekst mojej nauczycielki jogi, Geetiki 🙂 Na intensywnym kursie nauczycielskim jogi prawie 2 tygodnie miałam wysoką gorączkę. W tym upale każdy krok był dla mnie wysiłkiem. Ale byłam spokojna. Czułam, że to też jest jakaś lekcja. Każdego dnia wstawałam o 6 rano i człapałam w kierunku maty. Kiedy było mi bardzo źle, obserwowałam oddech i starałam się skoncentrować na tym, co tu i teraz. Nie myśleć : „to niesprawiedliwe; dlaczego teraz i dlaczego ja; 1,5 roku ciężko na to pracowałam…Bla, bla,bla”. Jak wyzdrowiałam, to naciągnęłam ścięgno Achillesa. I z całej mocnej miesięcznej praktyk,i robiłam głównie pranayamę i medytację. Zostałam mistrzynią wariantów i modyfikacji asan. Całą sesję Asthangi byłam w stanie zrobić w klęku i na siedząco:) Teraz wiem,że ten czas był moją lekcją spokoju i akceptacji. Jeśli nie możesz zmienić sytuacji, możesz zmienić swój stosunek do niej. A to bardzo, bardzo dużo.

5.”Jedyny powód, dla którego nie mamy tego, czego pragniemy jest taki, że musielibyśmy się zmienić, a zmiana jest zbyt wielką niewiadomą.” C.P.Sisson
Wydaje się proste, ale w istocie jest bardzo trudne. Czasami potrzebna jest terapia szokowa. Indie prowokują do wychodzenia ze swoich przyzwyczajeń. Zderzają z różnorodnością. Uwierzcie mi, kiedyś byłam najbardziej marudną i nieznośną towarzyszką podróży. Jakby mi ktoś powiedział, że będę z uśmiechem i akceptacją znosić upał, głód, zmęczenie, brak snu i inne atrakcje…No way! Prawdziwą próbą okazał się jednak powrót do domu. Wykończona po 3 dobach podróży niemal bez snu marzyłam tylko o śnie. Tymczasem moi sąsiedzi zabrali się za skuwanie ściany. Najpierw w akcie rozpaczy rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam z wyczerpania. Po chwili zaczęłam się śmiać sama z siebie. Łatwo było być oazą spokoju w ciszy ashramu. Więc przypomniałam sobie słowa Dalaj Lamy. Cierpienie powstaje, gdy oceniamy jakąś sytuację. Doświadczamy emocji, ale nie jesteśmy nimi. Więc tylko od nas zależy, jak bardzo damy się unieszczęśliwić.

6. „Dobra wiadomość – nic nie trwa wiecznie. Zła wiadomość – nic nie trwa wiecznie”
W jodze jedną z zasad jest aparigraha. Nie przywiązywanie się. Zarówno do tych dobrych jak i złych rzeczy, ludzi, sytuacji. Moje nauczycielki jogi dużo mówiły, o jogicznej koncepcji szczęścia. Tak długo, jak uzależniamy je od posiadania lub nie posiadania czegoś/kogoś, tak długo będziemy cierpieć. Prawdziwa radość jest niezależna, od tego, co na zewnątrz. Wiem, że nie jest łatwo być szczęśliwym, gdy tracimy kogoś bliskiego, chorujemy czy przeżywamy niepowodzenia. Sama doświadczyłam tych sytuacji. Ale tak długo, jak z nimi walczyłam, tak długo przegrywałam. Kiedy uświadomisz sobie, że każdy moment jest niepowtarzalny i nigdy nie powróci, łatwiej jest celebrować i cieszyć się prozaicznymi czynnościami. W Indiach widziałam wielu uśmiechniętych i życzliwych ludzi, którzy mijając mnie na ulicy skłaniali głowę i uśmiechając się mówili „Namaste”. Ludzi, którzy według naszych standardów nie mieli nic i powinni pogrążyć się w wiecznym smutku. Nie twierdzę, że bieda, choroba i cierpienie uszlachetnia. Wręcz przeciwnie. Ale konfrontacja z odmiennym postrzeganiem szczęścia, pomaga mi odnaleźć w sobie siłę i spokój w trudnych chwilach.

Chciałabym podziękować Wszystkim, którzy wspierali mnie w tej podróży. Nie pozwolili się poddać, gdy trzy razy przebookowywałam datę wylotu, mierząc się z chorobą i innymi atrakcjami. Doro, Piotrze, Piotrku, Kubo, Bracie, Przemku, Julko, Małgo, Magdo, Michale, Ewelino, Gosiu, Anko, Edyto, rodzice. I wszystkim życzliwym duszom, które spotkałam na swojej hinduskiej drodze. Nie starczyłoby miejsca, żeby wymienić 🙂 Pamiętam o Was i czuję, że niektóre z Was jeszcze spotkam.
Namaste,

Kamila

Stres – dlaczego instruktorki fitness bywają grube? Stres i fizjologia

Po licznych wpisach dotyczących jogi w końcu przyszedł czas na zajęcie się motywem przewodnim mojego bloga – pojęciem stresu. Dla wielu osób chęć okiełznania skutków stresu, była pierwszą motywacja do pojawienia się w szkole jogi. A jest z czym się mierzyć. Zanim opowiem Wam o tym, jak joga interpretuje stres i jak może nam pomóc, przybliżę Wam fizjologię stresu z medycznego punktu widzenia. W kolejnych wpisach zajmę się także psychologiczną i jogiczną koncepcją stresu, ale zacznę od najbardziej „naukowej” formy 🙂 A jeśli zainteresowało Was tytułowe pytanie, zerknijcie na koniec artykułu.

Na poziomie fizjologicznym za reakcję na stres odpowiada układ wegetatywny (autonomiczny układ nerwowy -AUN), składający się z dwóch elementów:

1. System współczulny, który odpowiada za przygotowanie naszego organizmu na „walkę”: podnosi ciśnienie, tętno, rozszerza źrenice, napina mięśnie szkieletowe, spowalnia trawienie i uwalnia glukozę do krwi.

2. System przywspółczulny, który przywraca równowagę w organizmie, gdy ustępuje stresor (obniża ciśnienie i tętno, wznawia procesu trawienie, rozluźnia mięśnie szkieletowe itp.)

W zdrowym ciele oba układy powinny być w stanie równowagi. Gdy nasi przodkowie uciekali przed mamutem, system współczulny włączał nam opcję walki o życie. Gdy mamut zniknął za horyzontem lub na ruszcie, równie szybko potrafił się wyciszyć 🙂 Niestety, obecnie większość z nas jest narażonych na długotrwale działające stresory, które utrzymują układ współczulny w stanie permanentnej aktywności. Wielu z nas rozpoczyna dzień od świdrującego mózg dźwięku budzika, następnie frustruje się stojąc w korku aby w końcu dotrzeć do pracy, gdzie już od wejścia czujemy rosnąca gulę w gardle i kamień w żołądku. I to wszystko zanim dzień się jeszcze zaczął… Oczywiście, stresorów może być dużo więcej. Nie bez powodu mieszkańcy dużych miast dużo częściej cierpią na choroby somatyczne. Zanieczyszczenie środowiska, hałas, odcięcie od przyrody i nadmierna ilość bodźców również przestymulowuje układ współczulny. Jeśli są to sytuacje jednorazowe, organizm świetnie sobie z nimi radzi. Gorzej, gdy trwają stale. Powoduje to rozregulowanie AUN i pozostałych układów. Obecnie większość chorób i dysfunkcji organizmu jest efektem chronicznego stresu. A głównym winowajcą jest tutaj kortyzol.’

Kortyzol:
W sytuacji stresu następuje reakcja ciała migdałowatego, które (w dużym skrócie) powoduje wydzielenie przez nadnercza kortyzolu – hormonu, który w zrównoważonym organizmie wspiera procesy metaboliczne, reguluje poziom cukru we krwi i odporność. Niestety, współczesny styl życia sprawia, że powszechnym problemem jest nadmiar kortyzolu. Powoduje to min. :

  • permanentne zmęczenie, które nie ustępuje nawet po dobrze przespanej nocy i odpoczynku

  • przybieranie na wadze (szczególnie tzw. otyłość brzuszna)

  • rozregulowanie cyklu miesiączkowego lub jego brak

  • obniżenie libido

  • zaburzenia tarczycy

  • bezsenność

  • osłabienie odporności/alergie

  • problemy z koncentracją/pamięcią

  • osłabienie mięśni/wydolności/osłabienie

  • potrzeba picia kawy, energizerów, słonych i słodkich przekąsek

Jeśli nasz organizm zbyt długo musi utrzymywać nadnercza w stanie nieustannej gotowości, aby produkowały kortyzol dochodzi do ich wyczerpania. Wyczerpanie nadnerczy to szeroki temat, ponieważ istnieje kilka możliwych dysfunkcji tego organu. Postaram się poświęcić temu oddzielny wpis, ponieważ sama mierzyłam się z tym problemem i bardzo trudno było mi znaleźć pomoc.

I na „deser” odpowiedź na tytułowe pytanie 🙂 Często zdarza się, że instruktorki fitness wcale nie wyglądają jak wyżyłowane gwiazdy Instagramu. Mówiąc dosłownie – miewają nadwagę. Jak to możliwe, skoro kilka godzin dziennie wylewają z siebie hektolitry potu, dźwigają ciężary i jedzą zbilansowane posiłki? Otóż odpowiedź ponownie kieruje nas do kortyzolu. Każdy wysiłek ponad zdolności adaptacyjne organizmu oznacza dla niego stres, a więc wyrzut kortyzolu. Jeśli towarzyszy mu odpowiednia regeneracja wówczas następuje adaptacja do nowych wyzwań : spalenie tkanki tłuszczowej, przyrost masy mięśniowej, poprawa wydolności itp. Jednak nieustanne zmęczenie ciała powoduje wprowadzenie go w stan energetycznej głodówki.  Nasze ciało próbuje nam powiedzieć „ok, skoro mnie tak katujesz, to muszę odłożyć trochę zapasów tłuszczu na lepsze czasy, a na razie pobiorę energię z tkanki mięśniowej”. W efekcie, zamiast fit-sylwetki, pojawia się otyłość brzuszna, problemy ze snem, permanentne zmęczenie, zaburzenia miesiączkowania i oczywiście- brak rezultatów pomimo ciężkich treningów. Dlatego z pomocą przychodzi nam min. joga, gdzie nawet intensywnej praktyce (np. w stylu Asthanga czy  Vinyasa), towarzyszy obniżenie kortyzolu i aktywacja układu przywspółczulnego. Celem jogi nie jest schudnięcie, ale najczęściej jest to „efekt uboczny” praktyki i zrównoważenie układu hormonalnego. Ale to opowieść na kolejny wpis 🙂

Namaste

Kamila

Stań pewnie na ziemi. Praktyka jogi dodająca spokoju i równowagi :)

W ostatnim artykule opisywałam koncepcję muladhary czakry. Jeśli nie interesuje Was duchowy wymiar jogi, to tym bardziej zachęcam Was do lektury 🙂  Przedstawiona sekwencja kształtuje zmysł równowagi, uczy prawidłowego rozkładania ciężaru na stopach i pomaga w odnalezieniu wewnętrznego spokoju. Praktyka skierowana na zrównoważenie muladhary, czyli czakrę podstawy, powinna obejmować pozycje, które dają nam poczucie ugruntowania i osadzenia na ziemi. Jest to dobrze widoczne w pozycjach stabilnych jak np. tadasana. Na co dzień obserwujmy, jak rozkładamy ciężar ciała, czy stoimy symetrycznie na obu nogach. Jeśli ciężar ciała jest głównie na tyłach stóp, może to być znak, że nasz umysł zbyt mocno skupia się na przeszłości. Jeśli zaś przeważa dociążenie palców, może być to symbolem uciekania w przyszłość, w świat planów i fantazji. W praktyce jogi dążymy do tego, aby być Tu i Teraz, w pełnym kontakcie ze swoim ciałem i duchem. Ta świadomość pozwala nam również żyć uważniej każdego dnia. Pomocne są także pozycje, gdzie intensywnie rozciągamy obszar podstawy kręgosłupa, tym samym ożywiając pierwszą czakrę.

Podana kolejność pozycji jest celowa, dobrze jest wykonywać je zgodnie z sugestią.

1. Supta Tadasana: pozycja leżącej ( śpiącej) góry

  • Usiądź ze zgiętymi nogami. Rolując kręgosłup połóż się na plecach.
  • Połącz stopy, napnij uda i postaraj się rotować uda do środka.
  • Połóż ręce wzdłuż ciała, skieruj wnętrza dłoni do tułowia. Jeśli Twoje barki się unoszą i czujesz zamykanie klatki piersiowej utrzymuj ramiona szerzej, tak jak na zdjęciu.
  • Rozciągnij całe ciało od pięt do czubka głowy, oddychaj równomiernie. Postaraj się poczuć, jak Twoje ciało w pełni kontaktuje się z podłogą. Pozostań w tej pozycji ok. 3 minut lub dłużej.

2. Vrksasana: drzewo

  • Zegnij lewą nogę w kolanie i umieść piętę na prawym udzie, jak najbliżej krocza.
  • Dociśnij mocno podeszwę stopy do lewego uda i wnętrzem uda naciśnij na stopę.
  • Podnieś ręce równolegle do podłogi, wnętrza dłoni skieruj do sufitu.
  • Dociskając prawą stopę do podłogi, wyciągaj tułów i ręce w górę.
  • Ciągnij ramionami w stronę sufitu.
  • Oddychaj płynnie i obserwuj jak Twoje ciało szuka równowagi.
  • Żeby wyjść z pozycji, z wydechem opuść ręce na dół i zmień stronę.
  • Pozostań w tej pozycji do momentu, kiedy poczujesz wyraźne zmęczenie.

 

3. Malasana: pozycja girlandy (uproszczona)

  • Przykucnij, trzymając stopy jak najbliżej siebie (jeśli nie sięgasz piętami do ziemi, podłóż pod nie zrolowany koc lub ręcznik).
  • Ustaw uda szerzej niż tułów.
  • Naciskaj łokciami na wewnętrzne kolana, trzymając dłonie połączone w Anjali Mudra (na zdjęciu).
  • Utrzymaj pozycję od 30 sekund do minuty, następnie przy wdechu wyprostuj kolana i wstań.

 

4. Badha konasana: pozycja spętanego kąta

  • Usiądź i połącz podeszwy stóp razem. Zbliż pięty w stronę krocza. Przysuń pośladki w stronę pięt. Dobrze jest usiąść wyżej np. na klocku, ręczniku, kocu.
  • Trzymając dłońmi pod stopami wyciągaj kręgosłup do góry i jednocześnie opuszczaj kolana jak najbliżej podłogi.
  • Oddychaj równomiernie i wyjdź z pozycji, gdy poczujesz nadmierne napięcie w pachwinach

 

5. Janushirasana (podparta)

  • Usiądź z prostymi nogami na podłodze (możesz usiąść wyżej, jeśli czujesz, że tułów się zapada).
  • Zegnij lewą nogę w kolanie i umieść wewnętrzną stopę na wewnętrznym udzie, jak najbliżej kości łonowej.
  • Wyciągnij lewą rękę i starając się maksymalnie wydłużyć tułów sięgnij do prawej stopy.
  • Skręć brzuch nad prawe udo i złap również lewą ręką za stopę.
  • Wydłużając kręgosłup staraj się rozchylać łokcie na boki, wchodząc do pozycji. Podeprzyj głowę na klocku/wałku.
  • Jeśli odczuwasz ból w lędźwiach unieś się wyżej i nie pogłębiaj skłonu.
  • Pozostań w tej pozycji kilka minut i zmień stronę.

Nie zapomnijcie o savasanie 🙂

Namaste,

Kamila

Muladhara. Czakra podstawy : Twój solidny fundament

Jeśli zbudowałeś zamek w chmurach, twoja praca nie pójdzie na marne. Wybrałeś idealne miejsce – teraz musisz po prostu dobudować fundamenty.– Henry David Thoreau

Budowa domu wymaga solidnego fundamentu. Podobnie w rozwoju duchowym wazna jest mocna podstawa, aby zawsze czuć się pewnie i bezpiecznie. W teorii czakr Twoim oparciem będzie Muladhara, zwana również czakrą korzenia. Sprawi, że Twój „zamek w chmurach”, zawsze będzie stał pewnie, a w jego wnętrzu poczujesz się bezpieczny i odprężony.

Muladhara znajduje się u podstawy kręgosłupa. Jest jedną z trzech dolnych czakr, związanych z  pokonywaniem zewnętrznych przeszkód w otaczającym nas świecie. Symbolicznie łączy nas z Ziemią, dając mocny i stabilny kontakt ze światem zewnętrznym. Od niej zaczynają się kanały Nadi, pobierające subtelną energię, która dalej płynie przez wyższe czakry, docierając do wszystkich miejsc w ciele. Kolorem muladhary jest intensywna czerwień,  symbolizująca gorące i energetyczne jądro naszej planety. Powiązana z działaniem podstawowych układów naszego organizmu: kości, mięśni, stawów, krwi, tkanek, dba o nasze przetrwanie w materii. Problemy zdrowotne manifestujące się bólami lędźwi artretyzmem, niedoborami krwi czy słabą witalnością, mogą być związane z zaburzeniami działania pierwszej czakry.

Czakra podstawy reprezentuje najbardziej biologiczną potrzebę –przetrwania. Zarówno na poziomie dosłownym jak i metaforycznym. Powiązana jest z zaspokajaniem głodu, potrzeby snu, schronienia i ubrania. Związana jest także z popędem seksualnym, ale na poziomie przedłużenia gatunku. Jeśli potencjał kreacji muladhary nie przejawia się w budowaniu rodziny, energia  bywa wykorzystywana do tworzenia innych materialnych dzieł np. sztuki, wynalazków. Nie oznacza to wcale, że posiadanie dzieci wyklucza aktywne tworzenie – wymaga tylko większej konsekwencji i uważności. Pierwsza czakra symbolizuje potrzebę bezpieczeństwa emocjonalnego i przynależności. Jeśli w dzieciństwie często doświadczaliśmy poczucia opuszczenia, bezradności i strachu – prawdopodobnie nasza czakra podstawy wymaga zrównoważenia.  W naszym społeczeństwie jest to szczególnie istotne. Lęk, wzbudzany z poziomu pierwszej czakry, jest niestety powszechnie wykorzystywanym narzędziem kontroli. Otaczające nas w mediach obrazy – wojny, kataklizmy i wizje upadających instytucji, skutecznie wpędzają ludzi w poczucie, iż życie to nieustanna walka o przetrwanie. Wiele osób realizuje wówczas scenariusze cudzego życia, wybrane dla nich przez rodzinę, społeczeństwo czy religię. Wzbudzenie strachu skutecznie odbiera odwagę na zapytanie siebie samego, jak chcę przeżyć swój czas na Ziemi. Wówczas również nasze relacje i związki mogą być motywowane strachem. Jestem w relacji, która mnie niszczy bo boję się, że nikt mnie nie zechce. Decyduje się na dziecko, bo „wszyscy już mają” a ja boję się, że zostanę sam na starość. Codziennie chodzę do znienawidzonej pracy, bo boję się, że nie znajdę nic lepszego. Pozwalam się ranić bliskim, bo boję się, że wyznaczenie moich granic sprawi, że mnie odsuną. Przykłady można zapewne mnożyć. Nie muszą być one negatywne. Każde działanie – również pozornie altruistyczne, zrodzone z poczucia lęku, nie pozwala nam w pełni wykorzystać swojego potencjału, gdyż nie pochodzi z przestrzeni serca. Można nawet działać jako wolontariusz, uciekając przed samotnością i spotkaniem swojego cienia.  Lęk może manifestować się również agresją, brakiem kontroli nad emocjami i doświadczaniem skrajnych uczuć. Nie oczekujmy, że Muladhara będzie w równowadze tylko wtedy, gdy poczucie bezpieczeństwa przypłynie do nas z zewnątrz. Wiadomo, że łatwiej jest żyć, gdy zarabiamy wystarczająco, mieszkamy w przyjemnym i komfortowym miejscu i cieszymy się z harmonijnych relacji. Jednak każda czakra jest tylko odbiciem tego, co odbija się w lustrze naszej duszy. Dlatego też równoważenie Muladhary oznacza zgodę na danie sobie opieki i wsparcia, niezależnie od tego, co się dzieje na zewnątrz. Tworzy stabilny fundament do pracy z kolejnymi etapami rozwoju duchowego.

Jeśli Twoim życiem powoduje lęk i potrzebujesz zrównoważyć pierwsza czakrę, jak najwięcej przebywaj w otoczeniu przyrody. Poczuj, ze Matka Ziemia ma nieskończony zasób sil, aby ożywiać i odradzać życie. Ma je również dla Ciebie, więc jesteś bezpieczny i kochany, niezależnie od  czynników zewnętrznych. Uprawiaj sport, szczególnie zespołowy. Wskazane są nawet sztuki walki, bo dzięki nim wzmacniasz swoje wewnętrze poczucie siły i kontroli, a także kształtujesz równowagę. Otaczaj się czerwonym kolorem lub wybieraj ubrania w tym odcieniu. Idealnie byłoby czerpać tę barwę z natury np. oglądając wschody słońca, podziwiając czerwone kwiaty i liście. Jeśli czujesz energię kamieni wybierz hematyt, czerwony jaspis, granat, rubin. Pomocne będą również medytacje, szczególnie powiązane z intonowaniem mantry „lam” i muzyką o najniższej częstotliwości Solfeggio 396 Hz, usuwającej leki i blokady. W pracy z czakrami bardzo dobrze sprawdzają się wizualizacje. Możesz stworzyć własne, lub wykorzystać poniższą:

Ćwiczenie na równoważnie Muladhary czakry:

Wyobraź sobie przewód uziemiający, który biegnie od twego kręgosłupa w głąb ziemi. Oczyma wyobraźni zobacz, jak każdy nadmiar energii mentalnej spływa w dół kręgosłupa i dalej po przewodzie uziemiającym do ziemi. Wyobraź sobie, że przewód ten wypuszcza korzenie niczym ogromne drzewo. Korzenie twego przewodu uziemiającego splatają się z korzeniami wielkich drzew dookoła. Teraz wyobraź sobie, że swoimi korzeniami pobierasz energię z ziemi. Stajesz się tak silny jak wielkie drzewa.[1]

Jako nauczycielka jogi nie mogę również napisać o zbawiennym wpływie asan. Oczywiście, joga jako holistyczny system pracy z ciałem i duchem oddziaływująca na wszystkie czakry. Jednak można również dopasować praktykę, którą będzie wspierać pierwszą czakrę. Szczególnie użyteczne będą za asany kontaktujące nas z ziemią, budujące poczucie równowagi i stabilności. Jeśli jesteście gotowi na ugruntowanie siebie za pomocą asan, przygotujcie matę i zajrzyjcie do kolejnego artykułu J

Namaste,

Kamila Karpińska

[1] Źródło: Czakry od podstaw. Klucz do równowagi i szczęścia. D.Ponds

Teoria jogi: czakry

Jeśli joga jest dla Was tylko rozciąganiem i resetem po ciężkim dniu, to w porządku. Może nie zaszkodzi dowiedzieć się, co jeszcze kryje się w przepastnym worku z napisem „praktyka jogi”? Jeśli czujesz, że duchowy wymiar praktyki jogi jest Ci bliski, to tym bardziej zachęcam do lektury. Dziś chciałam Wam przedstawić jeden z mniej namacalnych aspektów jogi – teorię czakr. Ponieważ joga jest holistycznym systemem pracy z ciałem, doskonale równoważy zarówno fizyczny jak i duchowy wymiar naszego funkcjonowania. Nawet jeśli odbierasz jej wpływ tylko na poziomie ciała, to pewnie zauważasz jak po sesji czujesz się spokojniejszy, lepiej śpisz i być może inaczej podchodzisz do wyzwań dnia codziennego. To jest właśnie ten psychologiczny aspekt działania praktyki.
Nasze ciało składa się w 70 % z wody. Jej swobodny przepływ i ciągła wymiana (np. poprzez ruch, rozwój intelektualny, doświadczanie emocji, uczenie się nowych rzeczy) sprawia, że czujemy się zdrowi, pełni energii i chęci do życia. Jeśli nasza „woda” stoi, to przypomina staw, z brudną i nieruchomą rzęsą na powierzchni. Jeżeli jednak nie boimy się doświadczać i jesteśmy aktywni na polu ciała i emocji, to woda wewnątrz nas jest jak rwący, czysty strumień. Teoretycznie bezpieczniej jest pływać w brudnej, płytkiej kałuży niż w nieprzewidywalnym potoku. Jednak takie rozwiązanie nie pozwoli nam żyć w pełni i wykorzystać naszego potencjału. Ta metafora ma wiele wspólnego z teorią czakr. Według niej, jeśli te ośrodki energetyczne są stale żywe i zrównoważone, możemy żyć w zgodzie ze sobą, odnaleźć swoją misję w życiu i tą radością zarażać innych.
Teoria czakr:
Na polu jogi czakry często kojarzone są z jogą kundalini. Jest to jednak dużo szersza koncepcja, której korzenie sięgają tradycji tantrycznej. Istnieje kilka różnych wizji co do ilości czakr w ludzkim ciele. Najbardziej popularna mówi o 7 czakrach, zlokalizowanych wzdłuż kręgosłupa. Chociaż położenie czakr w ciele pokrywa się z usytuowaniem gruczołów dokrewnych, to nie odnajdziemy ich w namacalnej formie. Najczęściej są opisywane, jako wirujące skupiska subtelnej energii, usytuowane wzdłuż kręgosłupa, od jego podstawy do czubka głowy. Każda z siedmiu głównych czakr pokazuje życie i daną sytuację z innej strony. Jest pewnym etapem w rozwoju naszej świadomości. Ta sama sprawa doświadczana z poziomu innej czakry może być zupełnie inaczej interpretowana. Trzy dolne czakry są silnie związane z instynktem przetrwania i powiązane z rozwiązywaniem dylematów codziennej egzystencji. Czwarta czakra- serca stanowi pomost pomiędzy fizycznością a duchowością. Odpowiada za miłość, empatię, dobro i szacunek do życia. Dopiero zrównoważenie czakry serca pozwoli w pełni rozwijać kolejne trzy czakry, odpowiadające za poczucie jedności ze wszechświatem i dojrzałą duchowość.
Doskonałą metaforę rozwoju widzianego z perspektywy czakr proponuje D. Ponds w Teorii Czakr. Opisuje czakry, jako kolejne piętra w budynku. Wjeżdżając na coraz wyższe piętra możemy dostrzec więcej, z szerszej perspektywy. Jeśli jednak okna są brudne – zaciemnione naszymi schematami, przekonaniami, lękami, to nie uda się nam zobaczyć tego, co za szybą. Dlatego zrównoważony rozwój duchowy powinien polegać na sekwencyjnej pracy z kolejnymi poziomami świadomości. W innym wypadku będą nami kierować impulsy np. lęk, chęć nadmiernej kontroli, strach przed opuszczeniem itp. Wedle teorii, czakry są one nieodłącznym elementem żywych istot. Podobnie jak rośliny żywią się energią słoneczną w procesie fotosyntezy, tak i człowiek stanowi element natury, funkcjonując dzięki nieustannemu procesowi przemian energetycznych. Jeśli wszystkie centra energetyczne są w równowadze, energia krąży bez przeszkód, a nasz potencjał może rozwinąć się w pełni, aby wzbogacać świat
Rodzaje czakr:
1. Muladhara : czakra korzenia. Znajduje się u podstawy kręgosłupa. Odpowiada za instynkt przetrwania i poczucie fizycznego bezpieczeństwa. Niezrównoważona przejawia się lękiem, nadmierną kontrolą, kompusją.

2. Swadhiszthana czakra: czakra sakralna. Zlokalizowana nad kością krzyżową. Związana z doświadczaniem radości, zmysłowością, seksualnością, twórczością i kreacją. Niezrównoważona powoduje brak kontroli swoich zmysłów, nie tylko na poziomie seksualnym.

3. Manipura czakra: czakra splotu słonecznego. Umiejscowiona powyżej pępka. Symbolizuje poczucie wewnętrznej mocy ale także przewodnictwa, inspirowania innych. Niezrównoważona zamienia sprawczość w agresję lub powoduje brak stawiania innym granic.

4. Anahata czakra: czakra serca. Położona na środku klatki piersiowej, na wysokości serca. Odpowiada za zdolność do odczuwania miłości do Wszechświata i doświadczania bezinteresownej empatii do każdej istoty. Niezrównoważona może powodować nadmierne zatracanie się w miłości, poświęcanie siebie.

5. Wiśuddha czakra: czakra gardła. Umiejscowiona na wysokości gardła. Odpowiada za umiejętność wyrażania siebie, odnalezienie swojej prawdy w życiu i w kreatywny sposób wzbogacania o nią świata. Problemy z wisuddhą mogą manifestować się nadmiernym krytycyzmem wobec odmiennych poglądów lub ich całkowitym nieujawnianiem.

6. Adźńaczakra czakra: czakra trzeciego oka. Położona na środku czoła, nad oczami odpowiada za umiejętność postrzegania pozazmysłowego i poczucie jedności ze światem. Osoby z otwartą szóstą czakrą odbierają każdą chwilę, wydarzenie, rzecz jako element większej całości – Boga, Absolutu. Niebezpieczeństwo tkwi w nadmiernym oderwaniu od rzeczywistości i dopuszczenia do siebie poczucia lęku.

7. Sahasrara czakra: czakra korony. Znajduje się na czubku głowy. Jest pogłębieniem doświadczeń z czakry szóstej, oświeceniem. Wedle przekazów tylko nieliczne jednostki doświadczyły tego stanu i umiały w nim wytrwać np. Jezus, Budda, Lao-Cy, Thich Nhat Hanh. Ponieważ oznacza on całkowite poddanie się Boskiej woli, wymaga niezwykłego zaufania do tego procesu. W innym wypadku można oznaczać całkowitą utratę kontaktu z tym, co namacalne. Szczęśliwie, niewiele osób doświadcza tego stanu, więc nie ma potrzeby się go obawiać.

Jeśli zaciekawiła Was koncepcja czakr zapraszam do lektury artykułów poświęconych poszczególnym czakrom.

Namaste, Kamila

Po co współczesnemu człowiekowi joga?

Dobre pytanie. Twoja babcia i dziadek nie wyginali się na macie jak dzikie węże i jakoś przeżyli. Fakt. Ale babcia i dziadek żyli w innych czasach. W czasach, gdy nie spędzało się 10 godzin na krześle/kanapie/w samochodzie. W czasach, gdy patrzyło się więcej na słońce, a mniej w ekran komputera, a dłonie posiadały więcej funkcji, niż wystukiwanie smsów i lajkowanie postów. W czasach, gdy pójście na zakupy czy w odwiedziny do przyjaciół oznaczało długi spacer a czasem – trening dźwigania ciężkich toreb. I przede wszystkim- gdy życie nie składało się z targetów, kejpijajów i deadlinów. Poziom stresu był wówczas znacznie niższy, mocniejsze więzi społeczne pomagały w redukowaniu jego skutków. Dlatego dziś wiele osób staje na macie, żeby przywrócić ciału sprawność a głowie spokój. Bardzo często odkrywają, że to dopiero początek dobra, jakie niesie ze sobą joga. Niekoniecznie na poziomie ciała.

1.”W zdrowym ciele zdrowy duch”. Banał. Ale prawdziwy. O pozytywnym wpływie jogi na nasze ciało powstał już niejeden doktorat. Joga jest wyjątkową formą ruchu, ponieważ działa na wielu poziomach człowieka. Redukuje bóle pleców, wzmacnia mięśnie osłabione, rozciąga przykurczone. Stabilizuje postawę ciała, uczy prawidłowej pracy stawów. Wpływa na narządy wewnętrzne (poprawia trawienie, równoważy układ hormonalny). Istnieje także terapia jogą, gdzie odpowiednio dobrane asany potrafią wspierać proces zdrowienia nawet poważnych chorób. Co najważniejsze, joga podąża za Tobą. Osoby nadmiernie elastyczne (tak, są takie) uczy stabilizacji i uważności. „Sztywniaków” – rozciąga i dodaje miękkości w ciele. Ponieważ pracujemy z obciążeniem własnego ciała, to postęp odbywa się w sposób naturalny i zgodny z Twoimi możliwościami. Nie zrobisz od razu trudnej asany, ponieważ wcześniej musisz wzmocnić i uelastycznić konkretne obszary w ciele. Spotkanie z nową pozycją jest poprzedzone długą drogą. Dlatego sprawia tyle radości i satysfakcji.

2. Joga uczy pokory. Towaru bardzo deficytowego w naszych czasach. Bywa, że nad pewnymi pozycjami jogi pracujesz latami, a i tak dalej robi je lepiej od Ciebie babcia na zajęciach dla seniorów (serio – wciąż tak mam z niektórymi asanami). Być może Twoją lekcją do odrobienia będzie zaakceptowanie, że tak jest. I być może któregoś dnia ze zdziwieniem stwierdzisz, że asana stała się wykonalna. Jeśli będziesz robić coś na siłę, ciało szybko powie dość fundując Ci kontuzje. Ta świadomość przekłada się na inne dziedziny życia. Pozwala zrozumieć, że gdy nie jesteś na coś gotowy, ale wywierasz na siebie presję -rezultaty mogą Cię niemile zaskoczyć…

3. Joga jest formą łagodnej terapii. Ciało pamięta emocje. Dlatego mimo wieloletniej praktyki pewne pozycje są dla nas niedostępne. Obserwuję to często u swoich uczniów (i u siebie). Jak ciało ma pozwolić na głęboki skłon i poddanie się pozycji, jeśli w swoim życiu ciągle walczysz? Jak chcesz zrobić głębokie wygięcie, jeśli otwarcie klatki piersiowej sprawia, że odsłonisz swoje serce? A co, jeśli wciąż je chowasz, bojąc się zranienia? Jak możesz odchylić głęboko głowę, jeśli ciało wie, że odsłonięte gardło wypuści słowa, które od lat boisz się wypowiedzieć? Czasem na jodze płyną łzy lub słychać śmiech. To blokady, które rozpuszczasz praktyką, opuszczają swoje miejsce.

4. Joga jest dialogiem z ciałem. Każde ciało jest inne. Każdego dnia Ty jesteś inny. Asana, którą w poniedziałek robisz modelowo, we wtorek może być zupełnie poza Twoim zasięgiem. Dlatego nie bój się zrobić mniej, by w istocie zrobić więcej. Jesteś zmęczony? Czujesz, że chcesz przeleżeć pół zajęć w savasanie? Super, zrób to! Na jodze nic nie musisz. Jeśli umiesz komunikować się ze swoim ciałem, to wiesz, kiedy to zwykłe lenistwo i lęk przed nieznanym, a kiedy ciało mówi „stop”. Czy widząc ukochaną osobę, która jest wyczerpana, kazałbyś jej ćwiczyć do upadłego? To dlaczego robisz to sam sobie? Troszcz się sam o siebie. Tak, jak zaopiekowałbyś się najważniejszym człowiekiem na świecie.

5.Joga uczy odpuszczania. Ucząc obserwuję, że w większości moi kursanci wcale nie potrzebują, by ktoś ich docisnął, zmotywował i stał z przysłowiowym batem. Większość z nas żyję pod stałą presją – w pracy, w rodzinie, wśród znajomych. Najtrudniejszą pozycją jogi jest savasana, czyli pozycja trupa, gdy kilkanaście minut starasz się pozostać nieruchomo, zachowując świadomy umysł. Bo musisz się zatrzymać. Być. Akceptować. A to nie jest to, co pędzący świat lubi najbardziej. Na początku gonitwa myśli i nerwowe ruszanie palcami, z myślą ”kiedy to się skończy”, są standardem. Ale przychodzi moment, kiedy z utęsknieniem czekasz na tą chwilę, gdy ciało zastygnie i umysł powoli będzie wyhamowywał. To jest ta chwila, gdy jesteś gotowy, by doświadczyć głębokiego relaksu i wyciszenia.

6.Joga wzmacnia nasz kontakt z ciałem. Kiedy nauczyciel prosi o oddalenie 5 palca w stopie od 4 i o skręcenie nerek masz wrażenie, że znalazłeś się w cyrku. Ale z czasem i mały palec drgnie, a wchodząc w mocny skręt czujesz, że nerka jest Ci wdzięczna. Wiesz, która część Twojego ciała wymaga dziś troski i jaka pozycja będzie dla niej najlepsza. Czujesz, jaki oddech przyniesie Ci spokój a jaki doda energii. Ucząc czujesz energię ii tak prowadzisz lekcje, aby za tym podążać. Otwierasz się na sygnały płynące z Twojego ciała i od innych. Dzięki temu również w codzienności pomagasz ciału. W pracy częściej wstajesz zza biurka, popatrzysz na zielone drzewa za oknem. Może wyjdziesz na spacer, zamiast rozmawiać ze znajomymi w dusznej kuchni?

7. Joga uwalnia oddech. Oddech to podstawa życia. Możesz nie pić kilka dni, nie jeść kilka tygodni i przeżyjesz. A bez oddechu Twoje ciało umiera po kilku minutach. Pranayama, czyli ćwiczenia oddechowe prowadzą nas do kolejnego kroku w praktyce jogi i przygotowują do medytacji. Prana to oddech, siła życiowa; ayama – powiększanie objętości. Dzięki pranayamie możemy wyciszać umysł, dodać sobie energii i sprawić, że to my będziemy panować nad emocjami, a nie one nad nami. Ta umiejętność wesprze Cię w każdej chwili, gdy będziesz potrzebować kontrolować emocje i przywrócić sobie spokój.

8. Joga uczy, że wszystko jest jednością. Joga to nie asana na macie. Joga jest stylem życia – uważnością w każdym momencie, nie krzywdzeniem innych, szacunkiem wobec życia, podążaniem za prawdą, cieszeniem się tym, co jest. Jako nauczyciel rozwijam się, dzięki pracy jaką wykonuję sama nad sobą i lekcjom, jakie otrzymuję od swoich uczniów. Joga uczy, że bycie spójnym w praktyce i w tym, jak żyjesz, to największa wartość praktyki.

Do zobaczenia na macie!
Namaste, Kamila

Joga nidra – medytacja dla każdego

Każdy kto próbował medytować, wie, że początki nie są łatwe. Na początku z entuzjazmem siadasz na nowo nabytej poduszce zafu, zapalasz świeczkę i intonujesz w ciszy „so-ham”. Po 3 minutach czujesz, że Twoja lewa stopa zaczyna drętwieć a prawe biodro dziwnie kłuje. Po 10 – jakoś trudno usiedzieć z prostym kręgosłupem i zaczynasz bujać się na boki. Po 15  – boli Cię już każde miejsce w ciele. Marzysz, żeby świeczka podpaliła leżące obok gazety, aby mieć dobry powód do zakończenia tego koszmaru. Czy to znaczy, że nie nadajesz się do osiągania nirwany w pozycji lotosu? Otóż nie 🙂 Ale medytacja jest sztuką, która jak każda umiejętność wymaga treningu i poświęcimy jej więcej uwagi w kolejnym artykule. Jeśli najchętniej medytowałbyś leżąc wygodnie, przykryty ciepłym kocem w ciszy i poczuciu absolutnego komfortu, mam coś dla Ciebie. Joga nidra. Joga snu psychicznego.

Joga nidra jest stanem głębokiej relaksacji. Doświadczeniem, które pionier jogi nidry w Polsce, Lesław Kulmatycki, określał „organicznym doświadczeniem ciszy”. Stanem, za którym każdy człowiek tęskni. Momentem, gdy ogarnia Cię absolutny spokój, gdy czujesz, że możesz poddać się łagodnemu przejściu do świata nocy. W obecnym świecie, gdy nasze zmysły są nieustannie bombardowane bodźcami i żyjemy w nieustannej gonitwie, umiejętność głębokiego relaksu staje się czymś niezbędnym. Niewygody, jakich doświadczamy w trakcie klasycznej medytacji początkowo utrudniają nam wyciszenie. Przewaga techniki jogi nidry polega na tym, że odbywa się w stanie totalnego komfortu dla Twojego ciała i zmysłów. Nie musisz walczyć w bólem kolan czy pleców, tylko od razu wchodzisz w stan odprężenia i kontaktu z prawdziwym sobą. Stąd też moim zdaniem joga nidra wydaje się być bardziej przydatnym narzędziem, przynajmniej na początku naszej podróży medytacyjnej.

  1. Joga nidra vs medytacja. Medytacja jest stanem przytomnego umysłu, gdy obserwujesz wrażenia z ciała, emocje, zmysły starając się w jak najmniejszym stopniu w nie angażować. Joga nidra jest stanem psychicznego snu. Nie oznacza jednak świadomego śnienia. Nie doświadczamy w niej marzeń sennych lecz pozostajemy zanurzeni w ciszy snu głębokiego.

  2. Joga nidra przez starożytnych służyła do doświadczania głębokiego kontaktu ze swoją duszą. Jest jednym z narzędzi służących do powściągnięcia zmysłów (pratyahary). Praktykowana przez mnichów miała pozwolić na dotarcie do swojej samskary i przezwyciężanie karmy. Karma to nasze działania, a samskara – wrażenia i nawyki zakorzenione głęboko w umyśle. Praktyki medytacji mają pozwolić poznać i puścić te elementy samskary, które stale sprowadzają nas na manowce.

  3. Joga nidra dla większości z nas (przynajmniej na początku) będzie jednak formą głębokiego relaksu i refleksji na kilku poziomach:

  • Ciała fizycznego. Co czujesz w ciele w trakcie sesji? Które miejsca czujesz mocniej? Czy są takie miejsca w ciele, do których wcale nie dociera Twoja świadomość? Czy czujesz energię w ciele? Czy w każdym punkcie płynie tak samo?

  • Umysłu: co pojawia się w Twojej świadomości? Czego dotyczą myśl? Czy odczuwasz swój umysł jako harmonijny i spójny? Czy są obszary, do których nie masz dostępu?

  • Ciała vs umysłu: czy dostrzegasz ich połączenie? Czy myśli wywołują odpowiedź w ciele? Jakie sygnały z ciała temu towarzyszą? Gdzie w Twoim ciele mieszka świadomość?

  • Duszy (cokolwiek to dla Ciebie oznacza). Czy czujesz się częścią kosmosu? Czy jesteś wolny czy istniejesz w zależności od czegoś?

  1. Działanie jogi nidry jest udowodnione naukowo (np. tu) W badaniach EEG zauważono, że praktykujący znajdowali się w stanie aktywności fal delta (0,5-4 Hz). Fala delta jest najwolniejszą ze wszystkich fal mózgowych typową dla stany głębokiego snu (Non-rapid eye movement, NREM, SEM). W paśmie Delta uwalniania się hormonu wzrostu i redukcja wydzielania kortyzolu – hormonu kory nadnerczy, odpowiadającego za stres i starzenie się. Rośnie poziom DHEA (naturalny hormon steroidowy) i melatoniny. To dlatego głęboki sen jest zbawienny dla uzdrawiania i regeneracji.  Dlatego po dobrze przespanej nocy czujemy się pełni energii. Dzięki praktyce jogi nidry możemy uzyskać ten stan w każdym momencie, gdy czujemy się wyczerpani.

  2. Jogę nidrę praktykujemy w wygodnej pozycji (zalecana jest leżąca -svanasana) w pomieszczeniu maksymalnie wyciszonym i zaciemnionym, dbając o to by było nam ciepło i komfortowo. Podążamy za instrukcjami nauczyciela. Joga nidra może mieć konkretną intencję, w zależności od celu sesji. Zwyczajowo sesja trwa od 30 do 60 minut. Często zdarza się że mimo starań zaśniemy już po kilku minutach. Nie walczmy z tym, widocznie to było najlepsze, co mogliśmy w tym momencie doświadczyć

Jeśli zaciekawiła Ciebie ta forma medytacji, zapraszam na sesje jogi nidry, które niemal zawsze są obecne w trakcie moich warsztatów 🙂 Możesz także spróbować tej formy relaksacji, którą udostępniłam jako darmowe nagranie na blogu.

Kamila