7 lekcji, jakich może udzielić Ci dyskomfort

„Pain is inevitable. Suffering is optional” Haruki Murakami

Znowu chwilę mnie nie było na blogu… Tempo życia i pracy, jakie sobie narzuciłam ostatnimi czasy nie dawało mi przestrzeni na pisanie. Hmm, generalnie nie dawało przestrzeni na wiele innych rzeczy. Od miesiąca ciągle czułam się osłabiona, co chwilę łapałam jakąś infekcję, aż w końcu moje ciało uznało, że zadecyduje za mnie i właśnie leżę chora złożona jakąś wybitnie rzadką odmiana anginy. Nie jest to najprzyjemniejszy stan 😉 Tym bardziej, że planowałam w tym tygodniu jeszcze intensywnie popracować (bo przecież potrzebuję zarobić na szkołę psychoterapii, na naprawę auta, na warsztaty itp.) a później odpocząć w górach swój jedyny wolny weekend.

Zamiast tego leżę z antybiotykiem obserwując empirycznie „Gwiezdne Wojny”, toczące się na moim migdałku. I właśnie dlatego postanowiłam dziś podzielić się wpisem o tym, jak akceptować w życiu dyskomfort. Zarówno ten codzienny, jak i ten ekstremalny, związany z odejściem bliskiej osoby, rozpadem relacji, chorobą. Bo skoro on się już pojawia na Twojej drodze, to zapewne ma w tym jakiś cel.

Czy cierpienie uszlachetnia?

Trudno jest mi się z tym zgodzić. Kiedy sama doświadczałam bólu i strachu związanego ze swoim zdrowiem bynajmniej nie czułam, żeby wspierało to proces mojego „oświecenia”. Raczej zamykało, kurczyło, oddalało od radości życia i sprawiało, że głównym pytaniem w moim życiu było „dlaczego, po co i jak długo jeszcze?”. Jednak z perspektywy czasu zauważam, że właśnie ten czas stał się dla mnie najbardziej rozwojowym momentem . Umiejętność zaakceptowania tego stanu była kamieniem milowym na mojej drodze poznawania siebie. Pamiętam, kiedy po operacji kręgosłupa, która zakończyła się powikłaniami dowiedziałam się, że wygląda na to, że robi mi się bliznowiec. Leżałam sama w zimową noc w szpitalu i myślałam sobie, że serio- nie chcę takiego życia. Życia, w którym mam 24 lata, od miesięcy z bólu nie mogę sama założyć butów, usiąść na krześle, a tu jeszcze mi mówią, że może być jeszcze gorzej. Pamiętam swój bunt i lęk o to, co będzie dalej. I ten moment, kiedy płacząc powiedziałam do siebie „ok, jest jak jest. Inaczej nie będzie na ten czas. Może nie będziesz mogła biegać, ale zawsze możesz pływać”. I to był ten moment, kiedy zebrałam siły i zaczęłam szukać drogi wyjścia. Moment, w którym nauczyłam się doceniać takie życie, jakie mam. I dużej mierze zawdzięczam tamtej nocy to, gdzie teraz jestem.

Dalej nie uważam, że cierpnie nie uszlachetnia. Uszlachetnia nas jednak nasze podejście do niego i to, jak potrafimy sobie z nim radzić. Dlatego warto zauważyć, co może dam przynieść mądre podejście do doświadczanego przez nas dyskomfortu. Mnie nauczył wiele:

Lekcja numer 1 : WDZIĘCZNOŚĆ Nauczyłam cieszyć się z najprostszych rzeczy. Z tego, że wstaję, nic mnie nie boli, mogę iść zarabiać, wyjść na własnych nogach na ten obślizły warszawski deszcz w lutowy poranek 🙂 To jest tylko tyle i AŻ TYLE.

Lekcja numer 2: USTAWIANIE PRIORYTETÓW W tym czasie zrozumiałam, jak ważne jest wsparcie najbliższych. Jak cenne jest to, że ktoś jedzie 1,5 g. podmiejskim autobusem, żeby potrzymać mnie za rękę. Wysyła smsa. Jak ważne są relacje oparte na prawdziwej obecności. Priorytetem jest dla mnie również moje zdrowie- wybieram taką pracę, taki styl życia, który je wspiera, a nie eksploatuje. Priorytetem jest dla mnie życie w zgodzie z tym, co mnie wzmacnia, dodaje energii, rozwija. Korzystać z każdej okazji, która cieszy moje serce. Bo naprawdę nie wiemy, ile mamy czasu na tej planecie.

Lekcja numer 3 : ROZWÓJ DUCHOWY  Kiedy nie mogłam się ruszać- nauczyłam się medytować. Nic innego mi nie pozostało i po lekturze kilku książek stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia 😉 Zrozumiałam też głębiej istotę jogi. Sens uważnej praktyki, pracy nad detalami, obecności. Tego, że pozycję można rozwijać bardzo subtelnie, oddechem, nawet gdy na zewnątrz nie zajdzie żaden fizyczny ruch. Zaczęłam pracować z wyobraźnią, podświadomością i intuicją. Jestem absolutnie pewna, że to była praca, która w głównej mierze dała mi siłę, aby się nie dać i pomogła stanąć na nogi.

Lekcja numer 4 : WEWNĘTRZNA SIŁA 
Tyle wiemy o sobieile nas sprawdzono” napisała Wisława Szymborska. Ludzie, w sytuacjach kryzysowych potrafią w sobie znaleźć zasoby sił, o które nigdy siebie nie podejrzewali. To skarb i kotwica, która nie raz pomogła mi w trudniejszych momentach. Kiedy świat się wywalał myślałam „Hej, jest ciężko, ale zobacz, z czym sobie poradziłaś, co przeszłaś, to też uniesiesz i jak wszystko- to też przeminie”.

Lekcja numer 5 EMPATIA Kiedy pracuję z osobami, które doświadczają bólu, fizycznego i  emocjonalnego jest mi łatwiej pomagać. Because „I’ ve been there, i know that.” Jednocześnie mam prawo z pełnym przekonaniem komuś powiedzieć „wiesz co, z tym można coś zrobić, tylko się nie poddawaj”, bo sama to przeszłam. Odczuwam też głębiej ludzkie emocje, dostrzegam subtelności, jakie pokazuje ciało. Jest mi łatwiej być bliżej drugiego człowieka.

Lekcja numer 6 SZACUNEK DO WŁASNYCH OGRANICZEŃ Choroba pozostawiła na moim ciele ślady, które sprawiają,  że pewne rzeczy są dla mnie niedostępne. Dzisiaj nie buntuje się przeciwko temu. Nie jestem w stanie wszystkiego kontrolować, układać wedle swojej myśli. Nie oznacza to bierności, ponieważ wiele rzeczy, które kiedyś były dla mnie kompletną abstrakcją, dziś mogę robić 🙂 Jednak na to potrzebny był czas i determinacja. Przenoszę to również na życie: jeśli coś kompletnie mi nie idzie mówię sobie „ok, widocznie nie jest to dla Ciebie na ten czas” i szukam innego wyjścia.

Lekcja numer 7: ZAUFANIE Nie jestem zwolenniczką przyjmowania z biernością wszystkiego, co zsyła na nas życie. Jestem przekonana, że robienie w swoim umyśle dramatu, kierowanie pretensji do świata i Boga, uciekanie przed problemem to strata energii. Ufam, że czasami pewne lekcje po prostu muszą się w naszym życiu przytrafić, aby wybić nas ze starych schematów. I to od nas zależy, jak do tych lekcji podejdziemy.

Przez większość swojego życia reagowałam na trudności dokładnie odwrotnie, spalając się, tracąc energię i siły. Z pełną odpowiedzialnością Wam powiedzieć, że odrabiając powyższe lekcje lżej mi się żyje 🙂

Na koniec jeszcze jedna, bardzo ważna uwaga. Pogodzenie z cierpieniem nigdy nie powinno oznaczać zamrożenia, bierności i otępienia. Niektórzy myślą, że człowiek na pewnym stopniu rozwoju powinien niczym się nie przejmować, nie okazywać emocji, tylko obserwować. W moim odczuciu to duży błąd! Nie wolno nie okazywać emocji, które pojawiają się w trakcie trudnych doświadczeń. To jedna z gorszych rzeczy, jakie można zrobić 🙁 Krzyk, złość, płacz, rozpacz, bunt jest zdrowym i naturalnym mechanizmem samoregulacji i usuwania napięcia, kiedy spada na nas coś trudnego. To ważne, aby znaleźć sobie bezpieczną przestrzeń (rodzina, przyjaciele, psycholog, grupa wsparcia) na wyrażenie i pobycie ze WSZYSTKIMI emocjami. Istotne jest to, żeby później z tego czerpać siłę do szukania rozwiązania, a nie pogrążać się w tym emocjonalnym koktajlu.

Życzę Wam dużo akceptacji i sił, wtedy kiedy będziecie ich potrzebować, ale jednocześnie- oby nie za często 🙂

Kamila

ps.na zdjęciu jestem w pozycji Supta Virasana, czyli jednej z najbardziej niewygodnych, jakie zna moje ciało. Kiedyś jej unikałam jak ognia, a dziś wykonuję bardzo chętnie. Dostrzegam, że właśnie to, co powoduje na macie największy dyskomfort, odpowiednio dopasowane przynosi mi największe korzyści. I z czasem potrzebuję coraz mniej wałków 🙂

Zdjęcie @justynatomczakfoto

Zaciekawił Ciebie wpis?Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało :)