Smutek- emocja, która uczy nas żyć w pełni. Jak go przeżywać, jak towarzyszyć innym w smutku?

„Jesteś tutaj. Nie jesteś tym, który przyjdzie i odejdzie. Pozwól, by twoje cierpienie przychodziło i odchodziło, a nie ty. Ty zostań na miejscu.”
Mooji

W trakcie naszych warsztatów często rozmawiamy o emocjach. O złości, gniewie,lęku i smutku. O tym, że są tak samo potrzebne jak te po drugiej stronie brzegu, czyli radość i spokój. Często jednak nie pozwalamy sobie na ich ekspresję. W dzieciństwie słyszymy „nie płacz”, „nie becz”, „chłopcy się nie mażą”. Wyrastamy na dorosłych, którzy nie potrafią płakać. Sama wiele, wiele lat wstydziłam się swoich leż, a kiedy już pękłam i „się rozkleiłam”, to nie potrafiłam zatrzymać szlochu. Tak, jakbym próbowała nadrobić lata, kiedy swoje łzy trzymałam w ukryciu. Wydawało mi się, że skoro nie pozwolę sobie na płacz a czasami- rozpacz, to tak jakby tego wcale nie było…

Tymczasem płacz (podobnie jak krzyk) jest najprostszą i najbardziej naturalną drogą uwalniania napięcia. Aleksander Lowen, twórca metody psychoterapii, pracującej bardzo mocno poprzez ciało napisał:

Uczucie smutku lub krzywdy uwalniamy poprzez płacz. Jeśli nie możemy płakać, gdyż boimy się reakcji rodziców lub z innych powodów, to mięśnie, które normalnie uczestniczyłyby w płaczu, się napinają. Są to mięśnie ust, gardła, piersi i brzucha. Jeśli uczuciem, które domaga się uwolnienia, jest gniew, napinają się mięśnie pleców i ramion. Zakazany impuls gryzienia napina szczęki, zakazany impuls kopania prowadzi do napięcia w nogach. Korelacja między napięciami mięśniowymi a zakazami jest tak wyraźna, że studiując rozkład napięć w ciele jakiejś osoby, można powiedzieć, jakie impulsy i emocje uważa ona za zakazane.

Nie pozwalając sobie na płacz wcale nie zmniejszamy swojego cierpienia. Zamiast tego „przepychamy” te emocje do niektórych miejsc w ciele. Ciało się kurczy, spina, a my czujemy się coraz bardziej wyczerpani i samotni. Czasami robimy jakąś asanę i nagle łzy napływają do oczu. Szczególnie widać to w wygięcach, kiedy odsłaniamy nasze gardło i klatkę piersiową, a więc te miejsca, które mocno powiązane są z ekspresją smutku.

„Właśnie się rozstaję z partnerem, straciłam pracę, mama jest w szpitalu, ale jakoś się trzymam…Zawsze może być gorzej, prawda?”. Jeśli należycie do takich „fajterów” z kamienną twarzą, wiecznie odmawiający sobie prawa do płaczu, to warto spróbować przyjrzeć się swojemu smutkowi. Nie umiesz się rozpłakać? Zapytaj siebie, gdzie czujesz ten smutek, w ciele. Pozwól go sobie przeżyć. Jak każda emocja minie i przyniesie odczucie oczyszczenia i ulgi. Jak go przeżywać? Mamy różne sposoby. Jedni potrzebują wypłakać się przy bliskiej osobie, inni w poduszkę; przytulić do zwierzaka. Objąć siebie. Choć czasami strategia odraczania smutku („zajmę się czymś, co mnie odciągnie, obejrzę dobrą komedię” itp.) jest dobra, to na dłuższą metę będzie tylko pogarszać sytuację. Z emocjami jest jak z zamiataniem kurzu po dywan. Co chwilę nie ma dobrego momentu na gruntowne odkurzenie- a to wpadają goście, a to czasu brakuje… I tygodniami dorzucamy kolejne śmieci, aż któregoś dnia w najmniej spodziewanym momencie potykamy się na wystającej górce…

Smutek jest jedną z podstawowych emocji wyróżnionych przez Paula Ekmana. Wyrażają go identycznie wszyscy ludzie, w każdej kulturze. Umożliwia zatrzymanie się, refleksję nad tym, co w naszym życiu jest na tu i teraz. Uwrażliwia na emocje swoje i innych. Przeżywaniu smutku jest dla nas także trudne w roli obserwatora. Bardzo często widok innej osoby, która płacze, powoduje przywołanie naszych trudnych uczuć.  Osoby bardziej empatyczne mogą same się rozpłakać albo wycofać, aby nie konfrontować się ze swoim smutkiem. Często trudno nam też towarzyszyć innym w trudnych chwilach. Mamy tendencję do dawania rad („ja bym zrobiła tak”), pocieszania („to nie koniec świata, dasz radę”), rozśmieszania lub odwracania uwagi. Tymczasem w takim momencie wszyscy potrzebujemy przede wszystkim wysłuchania i akceptacji.

Co mówić, kiedy ktoś przy nas przeżywa smutek?

  1. Widzę, że jest Ci trudno

  2. Jestem przy Tobie

  3. Dobrze, że płaczesz

  4. Co mogę zrobić, aby Ci pomóc?

  5. Opowiedz mi, co się dzieje

  6. Czego ode mnie potrzebujesz?

  7. Wyobrażam sobie, że to trudne

  8. Pomogę Ci w tej sytuacji, jeśli chcesz?

  9. Będę obok, jeśli będziesz mnie potrzebował

  10. Czy potrzebujesz być sam czy mam z Tobą pobyć?

Towarzyszenie przy czyimś smutku polega na BYCIU OBECNYM. Na jednym z warsztatów usłyszałam od prowadzącej takie polecenie „Pozwólcie tej drugiej osobie przeżywać, a wy po prostu trzymajcie przestrzeń”. Jak dla mnie- jedno z piękniejszych słów na określenie wsparcia.

Smutek to nie depresja. Zdrowe uczucie smutku jest żywe, intensywne, odczuwalne. Depresja to stan, kiedy czujemy się pozbawieni uczuć i przestaje nam na czymkolwiek zależeć. Depresja uwarunkowana jest wieloma czynnikami, również czysto fizjologicznymi (jak np. funkcjonowanie naszych przekaźników nerwowych, wychwytu serotoniny czy predyspozycji genetycznych). Zdrowe wyrażanie smutku uwalnia napięcia na bieżąco, jednocześnie obniżając ryzyko przerodzenia się długo tłumionych uczuć w stany obniżonego nastroju. Ale to temat na odrębny wpis .

A cytat Mooji jest dla mnie właśnie o tym. Jeśli pozwalasz sobie na przeżycie uczuć na bieżąco, to dajesz sobie prawo na wyrażanie siebie. Wszystko co się pojawia (i to,co trudne i to, co łatwe) i tak przeminie, ale Ty w środku jesteś taki wciąż taki sam 

Dobrego i prawdziwego czasu dla Was – ze smutkiem i radością 

Namaste

Kamila

To, co jest- po prostu jest. O sztuce mądrej akceptacji

Moje urodziny uczciłam 30 km. spacerem brzegiem naszego cudownego Bałtyku. Pod koniec drogi zaczęła mnie mocno boleć stopa. Pomyślałam, że to normalny efekt kilku godzin marszu po piasku. Jednak kolejnego dnia wcale nie było lepiej. A dziś, kiedy miałam zamiar naładowana morską energią i jodem wskoczyć na matę, pobiegać, nagrać jogową lekcję- leżę z lodem na nodze. Obstawiam zapalenie rozścięgna podeszwowego. Dość lipna kontuzja. Szczególnie dla kogoś, kto kilka godzin dziennie pracuje fizycznie i zdecydowanie potrzebuje stabilnej i mocnej podstawy. Po wielu godzinach jazdy kiedy zmęczona wróciłam do Warszawy i marzyłam o łóżku- moje auto odmówiło współpracy. Kolejnego dnia spędziłam kilka godzin na załatwianiu lawety i transportu, skacząc na jednej nodze. Odwołałam długo wyczekiwane spotkanie z przyjaciółką. W warsztacie okazało się że auto z niewiadomych powodów odżyło i w zasadzie cała akcja była zbędna. Po powrocie do domu zabrałam się za nadrabianie zaległości w pracy- pisania zaległych materiałów. I wtedy mój laptop pokrył ekran nieprzeniknioną czernią. Standardowa akcja pt. „miałam zrobić back-up dokumentów, ale ciągle nie mogłam się zebrać.

Kiedyś zapewne mocno bym się zirytowała. Kierowała pytania do ekipy na górze dlaczego w moje urodziny zafundowało mi taki urodzinowy prezent. Szczęśliwie po wielu latach tracenia energii na tego typu rozważania zmieniłam strategię 😉 Odkąd staram się akceptować to, co mi się przydarza, jest mi dużo lżej. Jak mawia jedna z moich nauczycielek jogi „żaden płatek śniegu na tym świecie nie spada w przypadkowym miejscu”. Dlatego dziś wpis o jednym z najskuteczniejszych sposób na ulżeniu sobie- świadomej i mądrej akceptacji.

„Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.”

Ten cytat jest dla mnie kwintesencją sztuki mądrej akceptacji. Nie jest to umiejętność z którą przychodzimy na świat. Kiedy dorastamy spotykamy się często z wzorcami zachowania, które nam w tym nie pomagają. Jesteśmy wychowywani w kulturze rywalizacyjnej, gdzie wygrywają najsilniejsi. Sama kiedyś mocno boksowałam się z życiem i wydawało mi się, że tylko walka jest strategią umożliwiającą przeżycie. Hahaha, teraz już wiem, że sama idea walczenia z życiem jest z góry skazana na porażkę! Zaprzeczając rzeczywistości tracimy energię. Energię, którą można mądrze zainwestować w poszukiwanie rozwiązania i zadbanie o swój spokój. Jak więc ulżyć sobie i innym w pogodzeniu się z życiem?

  1. ZAAKCEPTUJ SYTUACJĘ. Nie oznacza to, że masz biernie czekać. Mądra akceptacja oznacza zadanie sobie pytania jaki mam wpływ na to, co mi przeszkadza?Co musiałoby się stać, aby w tej sytuacji było lepiej? Czy w ogóle mogę coś zmienić? Jeśli tak, co jest mi potrzebne,żeby działać? Widząc już kierunek, łatwiej o podjęcie decyzji.

  1. ZAWSZE MASZ WYBÓR. Często wydaje nam się,że sytuacja jest bez wyjścia. Ale to nieprawda! Pomiędzy czernią a bielą jest wiele odcieni szarości. Może nie mogę z dnia na dzień rzucić pracy, ale mogę porozmawiać z szefem o zmianie zakresu obowiązków?Może nie dam rady chodzić 3 x na jogę do szkoły, ale mogę 15 min. wcześniej wstać i zrobić kilka głębokich oddechów?

    3. Tak, to prawda. CZASAMI NIE MASZ WPŁYWU na czynniki zewnętrzne. Ale wciąż MASZ WYBÓR, jak ZAREAGUJESZ na sytuację. To nie wydarzenia nas stresują, lecz to jak je wartościujemy. Każda nasza reakcja emocjonalna wywołuje odpowiedź organizmu. Dla naszego mózgu nie ma różnicy pomiędzy wyobraźnią a rzeczywistością. Za każdym razem będzie uruchamiał cały szereg reakcji mobilizujących Ciebie do walki-wyczerpując coraz bardziej ciało.

    Pomiędzy Twoimi emocjami a faktami jest taka piękna przestrzeń, która nazywa się WOLNOŚCIĄ. Jest wiele sposobów na jej tworzenie. Joga,medytacja, mindfulness, wszelkie wolne od rywalizacji i autoteliczne czynności jak np. zabawa z dziećmi to czas, kiedy jesteś w tu i teraz.

    4. Mądra akceptacja pomaga ODUCZYĆ SIĘ SŁOWA „POWINNI”. „Inni powinni coś zrobić”,”coś powinno się wydarzyć””oni powinni się zachować”. Oczekiwanie, że będzie nam dobrze, kiedy ktoś lub coś się zmieni to słaba strategia. Wiedzie do frustracji lub manipulowania innymi, aby zmieniali się pod nasze dyktando. Mądra akceptacja polega na POSZANOWANIU PRAWA INNYCH DO BYCIA TAKIMI, JAKIMI SĄ. Oczywiście, warto mówić ludziom o swoich potrzbeach i stawiać granice, ale bez ukrytej intencji, aby kogoś ulepić według swoich wyobrażeń. Jeśli coś nam nie pasuje mamy zawsze prawo odejśc od kogoś lub opuścić miejsce, jakie nam nie służy.

    5. NIE SZUKAJ AKCEPTACJI U INNYCH. Uff. To chyba najtrudniejsze. Rodzice chwalili Ciebie tylko za 5 w szkole i za grzeczne zachowanie? Trener za zrzucenie 3 kilo? Teściowa za porządek w jadalni i uprasowane koszule dla jej synka? A gdyby tak zaakceptować, że jesteś całkowicie w porządku i nie potrzebujesz uznania nikogo z zewnątrz, aby odzyskać swój spokój i poczucie własnej wartości? Wtedy automatycznie dajesz też prawo światu i innym do bycia ok, takimi,jakimi są. Zdejmujesz z siebie ciężar dostosowywania się do innych. Uniezależniasz swój spokój od uznania otoczenia.

    6. ZAUFAJ. Na pewno zdarzyła Ci się sytuacja,która początkowo wydawała się negatywna, a finalnie okazała się zbawieniem. Niektórzy np. spóźnili się na samolot, który się rozbił… Nigdy nie wiesz, co mogłoby się wydarzyć, gdybyś za wszelką cenę walczył z realiami. Ja uczę się ufać światu. Konsekwentnie realizuję swoje plany,ale kiedy ewidentnie coś nie wychodzi-odpuszczam. I nad wyraz często okazuje się, że problem sam się rozwiązuje w zaskakujący sposób 🙂

Sztuka akceptacji jak sama nazwa wskazuje jest pewnego rodzaju dziełem. Dziełem, które sami tworzymy lub niszczymy. Jeśli chcesz być radosnym, pozytywnym, uśmiechniętym człowiekiem to…po prostu bądź! Bez czekania,aż ktoś lub coś Ci to zagwarantuje. I któregoś dnia,bez żadnych oczekiwań, będziemy mogli powiedzieć komuś tak jak Puchatek do Prosiaczka:

„Jaki dziś dzień – zapytał Puchatek, dziś – odpowiedział Prosiaczek, na to Puchatek – to mój ulubiony dzień” A. Milne

Namaste
Kamila

Ja i moje ciało. Kim dla siebie jesteśmy?

Zastanawialiście się kiedyś, jaka jest najważniejsza relacja w naszym życiu? Mąż, żona, dziecko? Przyjaciele? Rodzice? Nie. Najważniejszą relacją w naszym życiu jest relacja z naszym ciałem. To od niej zależy zdrowie fizyczne i psychiczne, a więc jakość całego naszego życia. Rodzimy się bez świadomości naszego ciała. Kiedy rośniemy uczymy się, czym jest dotyk, jakie są nasze granice. Czasami mamy go zbyt mało, czasami za dużo. W oparciu o nasze doświadczenia z dzieciństwa nabywamy pewien rodzaj relacji z naszym ciałem. Czasami jest to piękny stan akceptacji i życia w harmonii. Dużo częściej jest to jednak odrzucenie, obrzydzenie, lekceważenie a czasami nawet nienawiść. Dopóki nie zaakceptujemy swojego ciała dopóty będzie ono spięte, zaniedbane, zestresowane i obce. Będzie chorować. Będziemy ćwiczyć na siłowni, a ono dalej nie będzie wyglądać jak z okładki Men’s Health. Będziemy stosować cudowne diety, a ono wciąż będzie o te kilka kilo do przodu. Proces odrzucenia ciała oznacza odrzucenie siebie. Szczególnie widoczny jest u kobiet, ponieważ na nas wywiera się dużo większą presję dotyczącą wyglądu. Rzadko kiedy pamiętamy, że modelki na zdjęciach są poddawane retuszowi albo przynajmniej fotografowane w taki sposób, aby zamaskować ich niedoskonałości…

Tymczasem w trakcie moich podróży obserwuję różne wymiary kobiecości. I te najpiękniejsze cechuje jedno- akceptacja. Kobiety w Azji rzadko kiedy się malują, za to dużo się śmieją, tańczą i poruszają biodrami. Noszą luźne spódnice i kolorowe sukienki.  Ich brzuch służy do oddychania, przyjemności i dawania życia, nie do permanetnego zamęczania go ćwiczeniami. Większość tancerek na Wschodzie ma miękkie i falujące brzuchy. Trudno wyobrazić sobie taniec brzucha bez jego obecności. Kiedy wracam do Europy, a Polski- w szczególności, widzę wiele naprawdę pięknych i zgrabnych kobiet. Zadbanych, umalowanych i świetnie ubranych. Tylko często w nich nie ma życia. Poruszają się sztywno, jak w klatce stworzonej z kompleksów, odrzucenia i presji społecznej. Nie wiem, jak odczuwają to mężczyźni, ale zapewne im też nie jest lekko spełniać społeczne standardy i akceptować swoje ciało, choć podejrzewam, że jednak mają mniejszy problem.

Niektórzy z nas traktują swoje ciało jak nieposłusznego zwierzaka: tresują, karcą, rygorystycznie trzymają się diety lub nie dają sobie prawa do odpuszczenia treningu, kiedy są bardzo zmęczeni. Wiecie, jak zachowuje się pies, którego nikt nigdy nie głaszcze i wiąże na łancuchu? Dokładnie tak samo odczuwa to nasze ciało… Jest też druga strona medalu- odrzucenie. Skoro brzuch za gruby, cellulit na udach, mięśnie za małe, to lepiej w ogóle się ciałem nie zajmować. W końcu nie dotykasz czegoś, czego się brzydzisz. W oby warianatch nasze ciało usycha, marnieje; staje się coraz mniej zdolne do czerpania z życia radości i przyjemności.

Dlaczego o tym piszę właśnie dziś? Z dwóch powodów. Jeden osobisty. Drugi- zawodowy 🙂 Za kilka dni skończę 33 lata. I nigdy tak dobrze nie czułam się w swoim ciele. Choć 10 lat temu byłam o te 10 lat młodsza, szczuplejsza i moje ciało też wyglądało inaczej. Ale czy lepiej? Nie sądzę. Choć zawsze byłam wysportowana i miałam całkiem niezlą sylwetkę, to nie akceptowałam swojego ciała.  Traktowałam je jak maszynę do spełniania okreśłonych zadań. Ignorowałam jego gorsze momenty, nie potrafiłam się o nie zatroszczyć. Potrafiłam po treningu wymiotować ze zmęczenia i uważałam, że to „nagroda” za dosadne dociśnięcie organizmu. Pewnym punktem zwrotnym był czas, kiedy problemy z kręgosłupem nasiliły się tak bardzo, że nie mogłam już normalnie funkcjonować. Każdy dzień rozpoczynał się i kończył przeszywającym bólem. Wiele miesięcy rehabilitacji i czekania z nadzieją na moment bez bólu sprawiły, że doceniłam to co mialam. Sprawne i zdrowe ciało. Aleksandra Stec autorka pięknego bloga kiedyś napisała:”Myślę, że człowieka łatwo uszczęśliwić, wiesz. Wystarczy zabrać mu coś, co było jego, a później mu to oddać. I nagle okazuje się, że miał wszystko. Kiedy jestem w stanie znowu wejść na matę, biegać czy choćby podróżować wiele godzin na siedząco bez bólu to mam wrażenie, że nic mi więcej nie potrzeba, aby wyrazić wdzięczność swojemu ciału i sobie. Za to, że po prostu jest i umożliwa mi doświadczanie życia w każdym jego aspekcie.

Drugi powód jest związany z moją pracą. Doświadczenia w pracy psychologa i nauczycielki jogi coraz wyraźniej pokazują mi, że ciało i nasze emocje są ze sobą nierozerwalnie połączone.  Powięź – tkanka łączna, która otacza wszystkie struktury w naszym ciele magazynuje wszelkie emocje i traumy- również te, które chcieliśmy wyprzeć. Bóle kręgosłupa, sztywność mięśni, stany zapalne w organiźmie nie pochodzą tylko od złego stylu życia i godzin przesiedzianych przed komputerem. Są także wynikiem nie stawiania granic w naszym życiu, mówienia „tak” kiedy wszystko w środku krzyczało „nie”. Pozwalania innym decydowania o sobie, ignorowaniu swojego prawa do odpoczynku i wyborów swojej drogi życiowej. Wszytskie te momenty, kiedy chieliśmy tupać nogami ze złości albo okładać kogoś pięściami- zostają w naszym ciele uwięzione. Dlatego wchodząc głębiej w pratykę jogi czasami przypominają nam się zupełnie bez powodu jakieś sytuacje. Albo odczuwamy emocje, które nie mają uzasadnienia w rzeczywistej chwili. Choć bywa to niepokojące, to jest dla nas dobre i oczyszczające. Poruszając ciało zawsze poruszamy też to, co w nim schowane. Jeśli pozwalamy sobie raz jeszcze na przeżycie niewyrażonych uczuć, to zdejmujemy z siebie ogromny ciężar.

Praca ze stresem nie może odwrócić się od ciała. Dzieci, zanim dorośli zaczną je socjalizować mówiąć „nie wypada, nie wolno, nie można”, wyrażają emocje całymi sobą. Krzyczą, płaczą, smieją się, skaczą, kopią, rzucają się na podlogę i walą rękoma w ziemię. W ten sposób insynktownie uwalniają napięcie i neutralizują fizjologiczny efekt hormonów stresu. Jako dorośli ze względów społecznych rzadko kiedy możemy pozwolić sobie na taką ekspresję, choć byłoby to dla nas dobre. Jednak trudno byłoby rzucać laptopem o ziemię na widok maila od szefa lub kijem baseballowym potraktować telefony w call center 😉 Dlatego musimy zadbać o to, aby na bieżąco uwalniać nasz organizm ze stresu. Po pracy zapewnić sobie chociaż kilkanaście minut intensywnego wysiłku, najlepiej nienastawionego na żaden wynik. Idealnie, jeśłi udałoby się nam też swobodnie wzdychać lub krzyczeć. Do krzyczenia świetnie nadaje się samotna jazda samochodem autostradą. Polecam 🙂  Na  tym polegają min. ćwiczenia w metodzie Lowena, TRE( Trauma Release Excercises) czy medytacje aktywne Osho, które skutecznie niwelują skutki stresu. O naukowym uzasadnieniu tego procesu pisałam więcej w tym  artykule.

Coraz więcej pracy z ciałem pojawia się na moich antystresowych warsztatach. Czasami sama jestem zaskoczona z jaką otwartością i ciekawością pracownicy firm wchodzą w tak wyraziste ćwiczenia. Kiedy minie moment pierwszego skrępowania domagają się nawet więcej np. rąbania drewna na kolanach 🙂 Niebawem planuję nagrać na you tube przykłady takich ćwiczeń. Często trudno jest jednak pozwolić sobie na taką ekspresję w ciele, jeśli go nie akceptujemy…  Dlatego jeśli macie chwilę- spróbujcie przyjrzeć się temu, o co prosi Wasze ciało i napiszcie list. List od ciała do Was. Co mogłoby chcieć przekazać, gdybyś zadał sobie te pytania?

*co Twoje ciało czuje?

*czym je krzywdzisz?

*za co jest Ci wdzięczne?

*co je cieszy a co smuci?

*kiedy jest mu z Tobą najtrudniej?

*o co chciałoby poprosić?

Dzięki temu prostemu ćwiczeniu możemy dowiedzieć się bardzo wiele o tym, jaką mamy relację ze swoim ciałem i rozpocząć proces troszczenia się o nie. Kiedy kochasz siebie, dajesz sobie i światu odetchnąć 🙂

Namaste, Kamila

 

Rozciąganie na macie, czy praktyka jogi? Po czym poznać, że praktykujesz jogę, a nie gimnastykujesz ciało :)

Każda asana to pozycja wykonywana z odczuciem stabilności, zrównoważenia, i wytrwałości w ciele: życzliwości w inteligencji głowy oraz uważności i zadowolenia w inteligencji serca. Oto jak jak należy rozumieć, praktykować i doświadczać każdej asany. Wykonanie asan powinno być odżywcze i oświecające. ~BKS Iyengar

Kiedy prowadzę zajęcia w grupach początkujących i przychodzą nowe osoby zazwyczaj przestawiają się: „cześć, mam na imię X i jestem zupełnie nierozciągnięty. Będę sobie ostrożnie ćwiczyć w kącie”. Ewentualnie „przyszłam na zajęcia, bo bardzo sztywna jestem i plecy mnie bolą” 🙂 Dla osób spoza jogowego świata joga oznacza ćwiczenia rozciągające, ewentualnie jakieś kadzidełka i „om” śpiewane nie wiadomo w jakim celu 🙂 Zresztą wystarczy wpisać „yoga” w wyszukiwarkę na Instagramie i naszym oczom ukażą się piękne kobiety i mężczyźni zawieszeni w szpagacie nad przepaścią. Tymczasem prawdziwa joga i praktyka asan ma niewiele wspólnego z tym, czy zakładasz nogę za głowę. Do tego, aby praktykować jogę konieczna jest świadomość i uważność. Najbardziej spektakularna pozycja pozostanie tylko akrobacją, jeśli nie będziemy obecni w tym, co robimy. Stojąc w autobusie możesz przyjąć piekną tadasanę. Możesz też zrobić byle jaki (choć doskonały technicznie) mostek na jogowych warsztatch. Bywa, że ćwicząc jogę nabawiamy się kontuzji albo frustrujemy tym, że coś nam nie wychodzi. Po niektórych sesjach boli nas głowa i czujemy duże zmęczenie. To właśnie sygnały, że ćwiczymy, a nie praktykujemy. Jeśli jesteś obecny w swoim ciele i umyśle to możesz dostrzec, która asana Ci dzisiaj służy, jakich pomocy użyć aby ciało przyjemnie się wydłużało, a nie napinało. Czasami ta uważność oznacza też przekraczanie swoich granic, strachu, lenistwa. A następnie zabranie tych doświadczeń poza matę. Odkrywanie, że lżej się żyje 🙂 To jest właśnie istota jogi. Oczywiście, zawsze zaczynamy od ciała, ale to tylko wstęp do tego, aby pozwolić jodze rozgościć się też daleko poza naszym największym palcem u stopy 🙂

Dlatego dziś dzielę się z Wami kolejnymi skarbami z jogowego świata 🙂 Po czym możesz poznać, że joga zmienia Twoje życie?

  1. Nie nudzisz się w asanach i czerpiesz coraz więcej radości z sesji 🙂 Wręcz przeciwnie, zaczynasz zauważać, że dopiero po dłuższym czasie pozycja zaczyna się zmieniać, pracować.  W cichej obserwacji dostrzegasz subtelne poruszenia w ciele i w umyśle.
  2. Zauważasz wpływ poszczególnych asan na ciało. Czujesz, kiedy potrzebne są wyciszające skłony, kiedy energetyzujące mostki. Czujesz, kiedy Twoje „nie chce mi się” pochodzi z umysłu, a kiedy ciało prosi „daj mi odpocząć, zaopiekuj się mną”
  3. Na macie z nikim nie konkurujesz i nie rywalizujesz. Nie interesuje Ciebie, czy sąsiad dotyka głową do kolana. Nie oceniasz siebie, ani nikogo innego. Rozumiesz, że jeśli jesteś w swojej praktyce uczciwy i uważny- jest ona na ten moment doskonała.
  4. Rozumiesz, że codziennie jesteś inny, Twoje ciało jest inne i ma inne potrzeby. Szanujesz jego gorsze dni i wykorzystujesz te, kiedy masz więcej energii. Czasami odpuszczenie sesji i sen jest dużo bardziej potrzebne, niż 108 powitań słońca.
  5. Nie krzywdzisz się.  Mamy różną budowę ciała, swoje kontuzje i traumy w nim zapisane. Akceptujesz, że pewne pozycje mogą pozostać poza Twoim zasięgiem. Nie robisz ich brutalnie i na siłę.
  6. Zaczynasz akceptować swoje ciało i siebie właśnie takie, jakie jest. Uczysz się troszczyć o siebie, jak o najukochańszą osobę w swoim życiu
  7. Nie opuszczasz savasany. Relaksacja na koniec sesji to najważniejszy element integrujący pracę wykonaną na macie i uspokajający układ nerwowy.
  8. Jesteś w stałym kontakcie ze swoim oddechem. Wiesz, że kiedy on znika, to czas zmienić sposób wykonywania pozycji.
  9. Uważność ciała towarzyszy Ci już cały czas. Siedząc w pracy prostujesz kręgosłup i rotujesz barki 🙂 Podnosząc coś cięzkiego zwraczasz uwagę na pracę nóg i brzucha. Chodząc- unosisz mostek i patrzysz przed siebie, nie w ziemię. Wszystko, co robisz staje się bardziej uważne i świadome.
  10. Dostrzegasz inteligencję Twojego ciała. Zauważasz, że dociśnięcie małego palca u stopy zmienia to, jak ustawia się Twoja miednica. Każda wielka zmiana miała gdzieś najmniejszy początek.
  11. Rozumiesz, że pewne sekwencje mają określoną kolejność i układ, aby przynieść jak najwięcej korzyści. Ufasz nauczycielowi. Nie robisz pozycji „po swojemu” i nie sięgasz głową do podłogi, jeśli nauczyciel mówi, że dla Ciebie lepiej będzie ją położyć na krześle.
  12. Odkrywasz, że dojrzała praktyka nie polega na uciecze w jogę lecz na zabraniu jogi do codzienności. Uważności i obserwacji poza matą. W trudnych chwilach nie dajesz się wkręcać w wycieczki Twojego umysłu, tylko wracasz do oddechu i obecności. Łatwiej opanowujesz emocje i mniej przywiązujesz się do materialnych aspektów życia. Umysł staje się bardziej stabilny a ciało- pewniej stoi na ziemi.
  13. Jesteś lepszym człowiekiem 🙂 Szanujesz inne istoty, przyrodę i czujesz, że wszystko co robisz w życiu- wróci do Ciebie.

Dla mnie zdecydowanie najpiękniejszy efektem mojej praktyki jest to, co dzieje się po zejściu z maty. Przełożenie akceptacji, uważności, ale też determinacji i konsekwencji na wszystkie obszary życia. Bycia bardziej wyrozumiałym i kochającym dla siebie. Dla innych. Jeśli od dłuższego czasu praktykujecie jogę, ale nie macie poczucia, że cokolwiek się zmienia- porozmawiajcie z nauczycielem 🙂 Czasami osoba do której chodzimy nie rezonuje z nami swoją energią czy stylem nauczania i trudno wtedy o postępy. Najczęściej jednak powód leży w nas. Zastanówcie się, czy przez te 1,5 godziny na pewno jesteście obecni i uważni? Czy dajecie jodze szansę na zapukanie do tych zamkniętych zakamarków ciała i umysłu? 🙂

Pięknej praktyki Nam życzę 🙂

Namaste,

Kamila