Refleksje z podróży. Proszę, nie umieraj za życia

Powoli żegnam się z Azją i szykuję się do powrotu do Polski. Wiele we mnie myśli i uczuć, którymi chcialam się z Wami podzielić we wpisie na blogu. Ale jakoś opornie mi szło pisanie, a że od pewnego czasu robię tylko to, co płynie, odłożyłam na chwilę blog na bok😉 I wtedy natrafiłam na wiersz, który dokładnie oddaje to, co chciałam przekazać 💚

2 miesiące pracy i podróży w Azji, życia w polowych warunkach i w luksusie; jedzenia ryżu 24/h z łyżką zupy i wymyślnych wegańskich dań. Ogromnego zmęczenia i blogiego relaksu; spotkań z prostymi ludźmi na wsi i wpływowymi przedstawicielami najwyższych kast. Cieszenie się z salda na rachunku, a później liczenia kazdej rupii. Bieganie na 3500 m z siłą górskiej kozicy i 2 tygodnie leżenia w łóżku z gorączką w 40 stopniowym upale. Latanie Quatar Airways i tluczenie się 10 g. po wertepach w skwarze lokalnymi autobusami w Nepalu.Czasami chciałam wracać, czasami plakalam na samą myśl o powrocie.Pełen kalejdoskop!

Każda moja podróż jest dla mnie najpiękniejszym nauczycielem. Metaforą życia. Wszystkich jego blasków i cieni. Akceptowaniem tego, że nie da się nic zaplanować i zaufaniem, że wszystko przypłynie. I przede wszystkim- doswiadczniem różnorodności. Zrzucaniem masek i zdejmowaniem z oczu polskich soczewek. Jestem wdzięczna sobie, ludziom, którzy wspierają mnie na mojej ścieżce i Wszechświatowi, że pozwala mi doświadczać życia, tak jak pragnę. Przez wolność, pasję i miłość. Ale nie trzeba wyjeżdżać na koniec świata. Bo wolność to stan umysłu😊

To tyle odemnie.Marta Medeiros nazwała to znacznie piękniej💚 Za inspirację dziękuję nieocenionej, mądrej kobiecie Jagodzie😊
Wystarczą małe zmiany, subtelne wyjście poza utarte drogi. Pójście do pracy inną trasą. Wypicie kawy w innym kubku. Zapytanie obcej osoby, jak sie czuje. Roześmianie się, kiedy nie wypada.
Proszę, nie umierajmy za życia…

„Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
powtarzając każdego dnia te same drogi…
kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia…
kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru…
kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym….

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu Pasji,
kto zawsze przedkłada czarne nad białe
i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, które powodują,
że oczy błyszczą, na twarzy pojawia się uśmiech,
a serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i racjonalizmem…

Powoli umiera ten, kto nie ‚wywraca stołu’,
kto jest nieszczęśliwy z pracy,
kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji Marzeń,
kto nie pozwoli sobie, przynajmniej jeden raz w życiu, uniknąć rozumnych rad i pójść za głosem Serca…

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje…
kto nie czyta, kto nie słucha muzyki…
kto nie znajduje dobra w sobie…

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną…
kto znikąd nie chce przyjąć pomocy…
kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i na „deszcz”, który pada…

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z inicjatywy przed rozpoczęciem jej,
kto nie pyta o to, czego nie rozumie,
i nie odpowiada, kiedy zna odpowiedź…

Unikamy śmierci w małych dawkach,
pamiętając zawsze, że bycie żywym domaga się długiego wysiłku i wytrwałości, począwszy od prostej czynności oddychania…”

Marta Medeiros

Namaste

Kamila

O miłości i szacunku do samego siebie. List Charliego Chaplina.

„Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że emocjonalny ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie,
żebym nie żył wbrew własnej prawdzie.
Dziś wiem, że to się nazywa
AUTENTYCZNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia,
wiedząc, że ani nie nadszedł odpowiedni czas,
ani tamta osoba nie jest na to gotowa,
nawet jeśli byłem nią ja sam.
Dziś wiem, że to się nazywa
SZACUNKIEM DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec,
że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju.
Dziś wiem, że to się nazywa
DOJRZAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
że zawsze i we wszystkich okolicznościach
jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu
i że wszystko, co się dzieje, jest właściwe.
Od tamtej pory mogłem być spokojny.
Dziś wiem, że to się nazywa
WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem ograbiać się z wolnego czasu
i przestałem tworzyć kolejne wielkie plany na przyszłość.
Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność,
co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha.
I robię to na swój sposób i we własnym tempie.
Dziś wiem, że to się nazywa
RZETELNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się
od tego wszystkiego, co nie było dla mnie zdrowe.
od potraw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego,
co wciąż odciągało mnie ode mnie samego.
Na początku nazywałem to „zdrowym egoizmem”
Ale dziś wiem, że to
MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem chcieć zawsze mieć rację.
Dzięki temu rzadziej się myliłem.
Dziś wiem, że to się nazywa
SKROMNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
wzbraniałem się przed życiem w przeszłości
i troską o własną przyszłość.
Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO.
Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to
DOSKONAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że moje myślenie może uczynić ze mnie chorego nędznika.
Kiedy jednak zwróciłem się do sił mojego serca,
mój rozum zyskał ważnego wspólnika.
Ten związek nazywam dziś
MĄDROŚCIĄ SERCA.

Nie musimy już się obawiać sporów,
konfliktów i problemów z samymi sobą i z innymi,
ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy.
Dziś wiem, że

TO JEST WŁAŚNIE ŻYCIE

 

List Charliego Chaplina napisany przez niego w swoje 70-te urodziny ” Love myself poem”.

*źródło polskiego tlumaczenia:www.zosia.piasta.pl/r4/CharlesChaplin.htm

Pracuj z pasją cz.III. Dlaczego warto. Moja historia.

Mam nadzieję, że poprzednie wpisy o poszukiwaniu swojej ścieżki zawodowej były dla Was pomocne Dziś ostatnia część serii pracuj z pasją . Po wpisie o pulapkach czas na optymistyczny artykuł o tym, dlaczego warto szukać pracy zgodnej ze swoim sercem.

Na wstępie kilka słów o tym, jak doszłam do momentu w którym tworzę nowy post siedząc na Bali. Moja droga zawodowa byla dość typowa. Skończyłam dwa kierunki na uniwersytecie i 1.5 roczne studia podyplomowe, studiowalam za granicą, nauczyłam się 3 języków obcych. Kariera w korporacji stała przede mną otworem. I nawet przez kilka lat próbowałam się w niej odnaleźć. Na swój sposób. Wstawalam przed świtem, żeby choć chwilę praktykować jogę. Do pracy dojeżdzalam rowerem, żeby złapać jak najwięcej powietrza, zanim utknę na cały dzień w klimatyzowanym pudełku bez okien. Po- jechałam na siłownię, do szkoły jogi albo na basen. W weekendy znikałam w lesie, żeby ładować akumulatory. Mimo że w większości firm mialam fajnego szefa i wspierających współpracowników, to nie mogłam się tam odnaleźć. Zoperowany kręgosłup bolał coraz bardziej, od stresu dorobilam się jelita drażliwego i problemów z tarczycą. Każdego dnia czułam się coraz bardziej wyczerpana. (Nie)szczęśliwie w mojej firmie zredukowano dział i zostałam zwolniona. Zdalam sobię sprawę, że i tak cały czas się ruszam, więc z braku pracy moglabym to wykorzystać do zarabiania. Zrobiłam kurs instruktorski zaczęłam prowadzić swoje pierwsze zajęcia. Jeździłam po całej Warszawie po zapyzialych klubach za śmieszne stawki, aby zdobyć jak najwięcej doświadczenia.

Kilka miesięcy później dostałam etatową pracę. Wiedziałam, że to nie moj świat jednak jakoś musiałam się utrzymać. Po pracy jechalam więc 20 km.w jedną stronę, żeby poprowadzić zajęcia. Wracałam o 21, o 6 wstawalam do pracy. W weekendy prowadzilam zastępstwa lub jeździłam na warsztaty, aby zdobyć jak najwięcej wiedzy. Ludziom zaczęło podobać się to, co robię, pojawiały się propozycje prowadzenia zajęć. Ale ja bylam totalnie wykończona. Pracowałam non-stop. W pewnym momencie zdecydowałam, że juz nie dam rady. Cialo odmówiło mi współpracy.

Podjęlam decyzję ze spróbuję żyć  w zgodzie ze sobą. Początki były trudne. Zapomnialam o nartach i o nurkowaniu, które było moją pasją. Jeżdżę 17-letnim samochodem i 16 letnim motocyklem (które zresztą uwielbiam!). Nie posiadam mieszkania. Zepsute rzeczy naprawiam, a nie wyrzucam. Zresztą to cudowna sprawa móc się obejść bez tylu gadżetów!Lżej się żyje. Bywało też ciężko. Nie wiem, jak poradzilabym sobie bez pomocy rodziców, kiedy zachorowalam i przechodzilam różne kosztowne badania. Dziekuje mamo i tato!

Dziś mogę do Was pisać pracując na Bali. Ale przez 5 lat raczej pisałabym z działki mojej mamy w Długosiodle. I nie wiem, czy jeszcze będzie mi dane pracować w tak wyjątkowym miejscu. Bo życie pisze różne scenariusze. Ale ja jestem już i tak głęboko wdzieczna za to, ze żyję po swojemu . A co konkretnie daje mi taki wybór?

1. Radość

Uwielbiam swoją pracę. Czasami jestem padnięta, ale przeważnie nie mogę sie doczekać kiedy pójdę poprowadzić zajęcia. Są też dni kiedy bywam bardzo zmęczona, ale po zejściu z maty mam nagły przypływ wdzięczności

2. Stały rozwój

Rozwój zawodowy jest dla mnie fascynujący. Kiedy tylko moge jeżdżę na szkolenia, ogladam, czytam- żeby móc dać innym jeszcze wiecej! Ponadto każde spotkanie z drugim czlowiekiem jest dla mnie nową lekcją. Aby bezpiecznie pracować z kobietami w ciąży, seniorami, różnymi typami kontuzji i ograniczeń bez przerwy się dokształcam. A im więcej wiem, tym wyraźniej widzę, że nic nie wiem.

3. Silne ciało i spokojny umysł

Moja praca mnie wzmacnia. Na duchu i w ciele . Jeśli nie przesadzam- to kręgosłup ma sie dobrze. Mimo mojego apetytu i miłości do gotowania wciąż mieszczę sie w stare spodnie . Staram się także pracować nad swoimi emocjami i podejściem do życia, aby pozostać spójną.

4.Ogromna satysfakcja

Ponieważ sama doświadczyłam dużo problemów zdrowotnych, lepiej rozumiem ograniczenia innych. Robię wszystko, aby poprzez praktykę pomóc innym w zredukowaniu bólu w ciele i uspokojeniu umysłu.

5. Kreatywność

Stale wymyślam nowe warsztaty i pomysły na działania stresoterapii. Ograniczają mnie tylko środki finansowe lub moja wyobraźnia.

Mam nadzieję, że wpis okaże się dla Was pomocny jeśli wciąż zastanawiacie się nad tym, czy warto iść za głosem serca. Pomimo różnych wyzwań nie żałuję swojej decyzji o pójściu swoją drogą. I Wam życzę odnalezienia swojej pracy marzeń 😊

Namaste

Kamila

 

Pracuj z pasją! cz. II: pułapki

W poprzednim wpisie przyglądaliśmy się przekonaniom, które powstrzymuja nas od zmian w naszym życiu zawodowym. Zakladam, że udało się nam odważyć na zrobienie kolejnego kroku, czyli zaplanować swoją pracę, która jest jednocześnie Waszą pasją😊Dlatego dziś chciałam się z Wami podzielić swoim doświadczeniem. Zaznaczam, że jest to bardzo subiektywna opinia! Zapewne jest bardziej adekwatna w stosunku do zawodów, gdzie pracujemy w bliskim kontakcie z ludźmi i w dużym  stopniu- fizycznie. Jednak w moim otoczeniu jest wielu wolnych strzelców, którzy realizują się zawodowo w mniej tradycyjnym modelu „kariery”. I doświadczamy podobnych wzlotów i upadków. Dziś kilka sugestii, które mam nadzieję wesprą Was w podążaniu swoją nową ścieżką 😊

1.Po pierwsze – znajdź swoją PRAWDZIWĄ pasję. Dość oczywiste, ale często niełatwe. Mało kto rodzi się z gotowym pomysłem na życie 😊 I nie ma w tym nic zlego! W końcu życie to nieustanna zmiana😊Jednak jeśli zamierzasz długofalowo zainwestować swój czas i energię, to dobrze, żeby był to przemyślany wybor płynący z serca.
Warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
– co uwielbiam robić do tego stopnia, że mógłbym za to dopłacać?
– jaka aktywność sprawia, ze zatracam sie w niej całkowicie? Psychologowie nazywają to stanem przepływu tzw.”flow”. Taka czynność ma wtedy wartość autoteliczną. Przynosi satysfakcję z samego faktu jej robienia😊
– w czym jestem naprawdę dobry? Jakie umiejętności i mocne strony mógłbym zaangażować w nowej pracy?
Sam pomysł na pracę z pasją może niestety nie wystarczyć… Jak wszystko w życiu taka decyzja ma swoje plusy i minusy. Oto kilka wskazówek, czego  NIE oczekiwać planując pracę z pasją:
1. „Praca marzeń = biznes życia”
Praca z pasją to STYL życia. Owszem, bywa, że staje się również świetnie prosperującym biznesem. Najczęściej jednak wymaga dużej cierpliwości i pokory. Początki (mam na myśli miesiące lub lata) bywają naprawdę trudne. Jeśli więc Twoją motywacją jest głównie zarabianie, to lepiej pozostań przy tradycyjnym pomyśle na karierę. Inaczej szybko grozi Ci frustracja.
2. „Nie bede już nigdy sfrustrowany, bo robię to co kocham!”
Wbrew pozorom praca z pasją jest równie podatna na wypalenie zawodowe jak tradycyjna. Jeśli dzień w dzień robisz to samo, a dodatkowo sam poświęcasz ileś godzin w tygodniu na doskonalenie się ( tak tak – trudno sobie wyobrazić dobrego nauczyciela jogi, ktory sam nie praktykuje), to chwilami można mieć serdecznie dość. Dlatego tak ważne, aby kierować się w tym wyborze sercem.
 4. „W końcu odpocznę i nie będę tyle pracować” 
Jeśli znacie mnie bliżej to wiecie, że pracuję bardzo dużo. Najczęściej wtedy, kiedy inni mogą przyjść na zajęcia lub pojechać na warsztaty. Wolne weekendy w moim grafiku to istoty mityczne, podobnie jak popołudnia i wieczory.  Bardzo łatwo zatracić równowagę.
Pracując nie mam „pustych przebiegów”- kiedy uczę lub prowadze warsztaty, jestem w 100% skupiona na ludziach i na procesie. Nie mogę napić się kawy, odebrać smsa, odpisać na maile. Czasem tęsknię za czasem, gdy płacono mi za godziny, kiedy przeglądałam newsy w sieci 😉 8 godzin warsztatu to kilka dni przygotowań- scenariusza, materiałów, prezentacji itp. O zmęczeniu fizycznym po prowadzeniu np.6 godzin zajęć jednego dnia- nie wspominam😉
4.”Koniec z presją na nieustanne doskonalenie się”
O ile nie możesz sobie pozwolić na zatrudnienie sztabu specjalistów, to przygotuj sie na nieustanny rozwój😊Zostaniesz swoim PR-owcem, social media managerem, księgową,  informatykiem, grafikiem, logistykiem, negocjatorem. A jak masz biuro w domu – to sprzataczką i kucharzem😉To co wcześniej wymagało napisania maila do odpowiedniego działu- teraz robisz sam.
5.”Będę pracować tylko tyle, ile będę chciał
Niestety Twój nowy szef- czyli Ty sam, nad wyraz często nie może udzielic Ci L4 ani urlopu na żądanie. Jeśli nie poprowadzisz zajęć czy warsztatu, to nie zarobisz. Nie mówiąc o tym, że część ludzi przychodzi specjalnie do Ciebie i nie chcesz ich zawieść. Wielokrotnie prowadziłam zajecia chora czy w trudnym życiowo momencie. Ludzie przychodzą na zajęcia po wsparcie i dobrą energię, a nie podłączyć sie do Twoich życiowych kłopotów. Czasami zachowanie dla siebie swoich emocji bywa sporym wyzwaniem.

Ale spokojnie- każdy medal ma dwie strony 😊Celem wpisu nie jest zniechęcenie do podjęcia wyzwania, tylko podzielnie się pewnym ryzykiem, jakie wiąże się z taką pracą. Mimo gorszych momentów, nie żałuję mojej decyzji o rezygnacji z pracy biurowej! Nauczanie jogi, prowadzenie warsztatów czy zwykłe bycie z drugim czlowiekiem, są dla mnie źródłem największej satysfakcji i radości. Nawet późno w nocy wychodzę z zajęć z szerokim uśmiechem 😊 Dlatego w kolejnym wpisie podzielę się tym, dlaczego warto szukać swojej ścieżki i jakie są plusy pracy z pasją.

Uściski z Nepalu ( to ten jeden z wieelkich plusów)😊
Kamila