Szczepionka na stres cz. IV: naucz się odpoczywać

Jak spędzacie weekendy? Pozwalacie sobie na chwilę nic-nie-robienia i chodzenie w piżamie do południa? Czy raczej biegacie od rana od jednego sklepu do drugiego, odwiedzając przy okazji dawno nie widziane ciocie a po powrocie bierzecie się za sprzątanie? A Wasze wakacje? Napięty do granic możliwości grafiki 10 stolic w 5 dni, z budzikiem dzwoniącym przed wschodem słońca i kursem nurkowania? Mogłoby się wydawać, że nie ma nic prostszego niż odpoczywanie. Tymczasem jest to umiejętność, którą wspołcześnie wiele osób zwyczajnie utraciła… Na pewno znacie ludzi, którzy nawet po powrocie z pracy nie potrafią usiąść na chwilę i odetchnąć, tylko znajdują sobie zajęcie, dopóki wyczerpani nie rzucą się na łóżko i zasną? Dziś wpis o kolejnym filarze zarządzania stresem, czyli świadomym odpoczywaniu. Przeczytajcie kilka zasad i trików, które pomagają nam w zachowaniu energii życiowej 🙂

  • Praca albo odpoczynek. Nie ma możliwości, żeby efektywnie odpoczywać, jeśli próbujesz zabrać pracę do domu czy na wakacje. I odwrotnie. Nasz mózg nie zna pojęcia „podzielnej uwagi”: aby w pełni korzystać z danej czynności musi się na niej skupić. Neurobiolog Daniel Levitin, w swojej książce o mózgu „The organized mind” opisuje dwa rodzaje koncentracji: uwagę wykonawczą i wędrującą. Pierwsza umożliwia realizację znanego celu. Druga (np.”bezmyślne” patrzenie w niebo) pozwala uporządkować informacje, kreatywnie rozwiązywać problemy, tworzyć nowe wizje. Obie są równie ważne aby nasz mózg działał efektywnie, a ciało pozostało w równowadze.

 

  • Odpoczynek to integralna część naszej pracy. Nie musisz wyjeżdżać na długi urlop co 3 miesiące (choć to byłoby też pomocne, o ile umiesz wykorzystać ten czas) 🙂 Ważne, aby na bieżąco regenerować organizm. Nie można odpocząć „na zapas”. Opoczywanie „na zapas” kończy się najczęściej chorowaniem od pierwszego dnia urlopu, gdy organizm po raz pierwszy od dawna znajduje miejsce na swoje potrzeby i obniża stężenie hormonów stresu. Jeśli przerwy w pracy powodują u Ciebie wyrzuty sumienia, potraktuj je jako integralną część swojego planu dnia. Każdy sportowiec wie, że regeneracja jest tak samo ważna jak trening. Inaczej wysiłek będzie osłabiał organizm, zamiast go wzmacniać.

 

  • Jeśli nie odpoczywasz regulranie, skraczasz swoje życie. Tkanki naszego ciała mają określoną żywotność. Aby móc się regenrować potrzebują odpoczynku, snu, dobrego pożywienia i dotlenienia. W przeciwnym razie nie tylko obiżamy jakość swojego funkcjonowania, ale dosłownie skracamy swoje życie. Szczególnie ważny jest tutaj odpowiednio długi sen (i w odpowiednich godzinach). Więcej o jego znaczeniu znajdziecie w tym wpisie. Nauki wschodu mówią, że każdy z nas rodzi się z określoną liczbą oddechów. Długość naszego życia zależy od tego, czy potrafimy oddychać spokojnie i uważnie.

 

  • Odpoczywaj prawidłowo. Czyli jak? Koncentrując się na jednej czynności, skupiając swoją uwagę w 100%. Tylko wtedy nasz mózg ma szansę na oddech. Obecnie jesteśmy przeładowani ilością informacji i każdy dodatkowy bodziec obciąża nasz układ nerwowy. Odpoczynkiem więc nie będzie (sorry) np.przeglądanie facebooka i jednoczesne słuchanie wiadomości. Jest to dla mózgu taką samą pracą, jak gapienie się w tabelki i wykresy przy biurku. Natomiast bezmyślne (to jet komplement!) patrzenie w trawę ma już całkiem dużą wartość regeneracyjną 🙂 Podobnie jak każda aktywność, która pochałania nas w 100%. Może być to nawet wiązanie butów, jeśli poświęcisz temu swoją uwagę.

 

  • Odpoczywaj często. Badania pokazują, że jesteśmy w stanie efektywnie pracować przez maksymalnie 90 minut.  Po tym czasie efektywność organizm znacząco spada i należy nam się przerwa (5-20 min.). Najlepiej przeznaczyć ją na krótki spacer na powietrzu, rozciąganie, głęboki oddech przeponowy czy właśnie beztroskie patrzenie się w niebo 🙂 Dobrą strategią jest też wymuszenie ziewania. Ziewanie to najprostrzy sposób na dotlenienie organizmu i aktywizajcę ukłądu przywspółczulnego, który obniża poziom stresu. Wypicie kawy i zjedzenie batonika daje nam krótkotrwały zastrzyk energii. Po chwilii- jeszcze większy spadek wydajności, na skutek gwałtownego obniżenia poziomu cukru we krwi. Poza tym pomyśl: czy wstrzyknąłbyś sobie fiolkę cukru prosto do żyły?

 

  • Prowadź kalendarz odpoczywania. Zaplanuj takie efektywne przerwy w swoim dniu pracy i postaraj się zapisać, ile czasu odpoczywałeś, w jaki sposób i jak się czułeś. Jeśli nie udało się w poniedziałek nie poddawaj się i planuj wtorek. Odpoczywanie to taka sama umiejętność,  jak nauka nowego języka: potrzeba czasu i konsekwencji. Mam nadzieję, że zauważysz różnicę 🙂

Jeśli wciąż nie przekonałam Ciebie do tego, że odpoczynek jest niezwykle ważny, to zastanów się nad tym, czy żyjesz po to, aby pracować, czy może pracujesz, aby żyć? „Kiedy czujesz, że nie masz czasu na odpoczynek, to ten moment, kiedy musisz znaleźć czas na odpoczynek” M. Haig

Namste

Kamila

Zmień swoje życie! O tym jak dokonać (nie) mądrych zmian cz. I

Po podzieleniu się z Wami na fb postem dotycącym mojego wyjazdu do Indii, dostałam od Was sporo komentarzy i wiadomości. Większość z nich zawierała pytanie, jak rzucić wszystko i zacząć życie od nowa 🙂  Do tego jesteśmy wciąż w atmosferze noworocznych postanowień. Więc od razu pomyślałam o poście, który idealnie wpasowuje się w ten temat. Zapraszam do lektury na temat tego, jak podejmować trudne decyzje i w końcu zacząć żyć po swojemu!

Standardowe dylematy współczesnego mieszkańca miasta. Codziennie tkwisz w tym samym korku, zmierzając z resztą sfrustrowanych obywateli do pracy. Pracy, której (jak pokazują badania) podobnie jak 70 % osób nie lubisz, a często również jest ona nieustającym źródłem stresu. Po pracy miotasz się w supermarkecie, żeby resztką sił zapewnić domowi i dzieciom namiastkę tego, co pokazuje Perfekcyjna Pani Domu. Wracasz i (zanim padniesz po wykonaniu domowych zdań) kłócisz się ze swoim partnerem, który nijak nie przypomina tego cudownego misia/kotka, z którym kilka lat temu biegałeś o wschodzie słońca po plaży. I do tego ten cholerny smog, otaczający Cię beton i chmury, które okazują się być dymem z elektrociepłowni, a nie puszystym cumulusem. Opcja numer dwa- jesteś singlem/singielką. Praca może i jest ok, ale ta samotność i poczucie bezcelowości, kiedy otwierasz drzwi od pustego domu…Wtedy pojawia się w Twojej głowie myśl, że to jest ten moment, kiedy pakujesz walizki i wyjeżdzasz na bezludną wyspę. Tam, obserwując fale i siorbiąc wodę wprost z kokosa, odnajdziesz spokój. Nie szkodzi, że nie masz pieniędzy- przecież tam nie potrzeba kupować ubrań i zawsze możesz dorobić na polu ryżowym lub robiąc drinki szwedzkim emerytom. Jak masz dzieci i kredyt we frankach ta opcja niestety odpada, więc Twoja frustracja jeszcze narasta. Znacie to? Ciekawi Was, jak zmienić swoje życie, tak aby mieć poczucie, że płyniecie w dobrym kierunku? Przeczytajcie zatem mity, na temat zmian i jak się nie wpakować na minę o nazwie „życiowa rewolucja”:

1.„Rzucam wszystko i wyjeżdzam na koniec świata!”. Super pomysł. Tylko czy to będzie zmiana, czy ucieczka? Jesli mamy nierozwiązane problemy z przeszłości, pewne skrypty życiowe, niewybaczone relacje i niewypłakane łzy- to nic nam to nie da. Czy siedzisz na zapyziałej ławce pod blokiem, czy na luksusowym jachcie na Karaibach wciąż jesteś tą samą osobą, a swoje nieszczęście zabrałeś na inną szerokość geograficzną. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy taka decyzja jest świadoma, popartą pewnością, że to Twoja ścieżka. Wtedy pakuj się i zmieniaj to, na co masz zasoby i gotowość. Najczęściej jednak wymaga to pracy nad sobą- czy to samodzielnie, czy przy pomocy psychoterapeuty. Mało kto ma takie szczęście, że rodzi się z gotowym planem na siebie i dorasta bez bagażu trudnych doświadczeń.

2.„Zmieniam swoje życie o 180 stopni”. Jeśli z dnia na dzień zamierzasz wprowadzić totalną rewolucję, to czychają na Ciebie dwie pułapki. Po pierwsze- jeśli zmienić chcesz wszystko, to najpewniej nic nie zmienisz… Aby zmiana miała sens, trzeba mieć pewność, co nam nie pasuje, czego potrzebujemy. Ale tak z głębi serca, nie dlatego, że ktoś zrobił podobnie i chyba (?) jest szczęśliwy. To kolejny powód, aby skonfrontować się ze swoją przeszłością, zamknąć to, co nam nie służy i świadomie wybrać swoją nową ścieżkę. Po drugie- zmiany wymagają ogromnych pokładów energii. Każdy wie, że pierwsze tygodnie w nowej pracy czy miejscu, to jak poruszanie się po labiryncie po omacku. Jeśli nie jesteś pewien, co i dlaczego chcesz zmienić- inwestujesz swój wysiłek w próźnię.

3. ” Muszę coś zmienić, bo jestem nieszczęśliwy”. To, co nowe, jest kuszące. Ale jeśli nowe jest tylko to, co na zewnątrz, a Ty w środku nic nie zmieniłeś, to historia może się powtórzyć. To tak jakbyś zmienił piaskownicę, ale orientujesz się, że może i jest inna, ale piasek ten sam i do tego też tam są psie kupy 🙂 Ile znacie takich osób, które notorycznie zmieniają partnerów, pracę, hobby? Przez chwilę są szczęśliwi i podekscytowani. A kiedy „nowe” staje się ponownie „stare” to nagle problemy powracają. Opakowanie inne, ale zawartość taka sama. Nie ma możliwości, aby sama zmiana Ciebie uszczęśliwiła, jeśli najpierw Ty nie uszczęśliwisz sam siebie.

4 „Niech inni się zmienią, to mi będzie lepiej”. Kolejny mit-hit na liście zmian. Zawsze mnie to bawi, jak słyszę od niektórych kobiet, że „faceta trzeba sobie wychować”. Ratunku. Nie mamy prawa nikogo zmieniać! Mamy za to pełne prawo zmieniać siebie. Mamy też prawo wychodzić z niewygodnych związków, pod warunkiem, że wiemy, dlaczego. To jeden z filarów filozofi wschodu, aby nie oczekiwać od innych, że zapewnią nam komfort i szczęście. Jeśli Twój partner czy praca Ciebie osłabia, to najpierw zastanów się, czy sam sobie nie wybierasz takiej relacji? Może odtwarzasz jakiś skrypt z dziecińśtwa, gdzie rodzcie nie dawali Ci poczucia bezpieczeństwa? A może od dziecka słyszałeś, że praca to praca- nie ważne, czy ją lubisz, ważne żeby dobrze zarabiać? Tak długo, jak sami nie przepracujemy tego co nas ogranicza, tak długo nic się nie zmieni. Mamy tendencję do powielania tego, co oswojone. Nawet, jeśli nam to szkodzi. Ludzie i sytuacje, którzy nas wkurzają, to są nasi nauczyciele. Będa nam towarzyszyć zawsze. Ale my możemy zmienić swoje przekonanie i nie uzależniać naszego szczęścia od innych.

Mam nadzieję, że ten wpis zainspiruje Was do refleksji nad tym, co i dlaczego chcecie w swoim życiu zmienić. W kolejnym postaram się podpowiedzieć kilka sposób, jak sprawić, żeby zmiany były sensowne i trwalsze 🙂 Piszcie śmiało w komentarzach- z ogromną przyjemnością czytam Wasze przemyślenia i cieszę się, że jesteście ze mną  🙂

ps. nawiązując do Waszych komentarzy dotyczących mojej pracy w Indiach. To nie jest „rzucanie wszystkiego”, tylko kolejny i przemyślany etap mojej wieloletniej pracy, gdzie staram się łączyć swój zawód i pomysł na siebie z pasją. Ale to temat na kolejny wpis :*

Namaste,

Kamila

 

Czego żałują ludzie, kiedy umierają?

Dziś jeden z mocniejszych wpisów, ale czuję, że bardzo potrzebny i ważny. Skłaniający do zadania sobie pewnych pytań. Pytań, które i ja sobie zadałam, kiedy przeczytałam refleksje Bronnie Ware, pracującej w hospicjum. Autorka opiekowała się ludźmi, którzy byli świadomi tego, że ich czas dobiega końca. Spędzała z pacjentami ich ostatnie 12 tygodni życia, dzieląc z nimi ich intymne i najgłębsze refleksje. Podsumowanie tych rozmów można znaleźć na jej blogu i w jej książce „Czego najbardziej żałują umierający”. Jak można się domyślać większość osób nie tęskniła za posiadaniem większego domu, zarabianiem większych pieniędzy czy  cierpiała z powodu braku awansu.Tak to już bywa, że często dopiero choroba, wypadek czy inna graniczna sytuacja sprawia, że zaczynamy doceniać ogromny dar życia. Dar, który polega na tym, że mamy na nie wpływ i mamy wybór, jak nim pokierować. Ja wciąż pracuję nad tymi punktami i staram się do nich wracać, kiedy za bardzo się zagonię 🙂 Czuję, że ten wpis może być dla niektórych trudny i nawet przygnębiający. Pomyśl jednak, że skoro go czytasz, to możesz być bardzo szczęśliwy 🙂  Bo wciąż masz szansę na to, aby poczuć, co jest dla Ciebie ważne. I żyć tak, aby nie żałować rzeczy, których nie zrobiłeś.

  1. ” Żałuję, że nie żyłem tak jak pragnąłęm, tylko spełniałem oczekiwania innych”Najczęściej powtarzane zdanie… O rezygnacji ze swoich marzeń, planów, celów. Odkładanych na później, bo przecież ciągle są ważniejsze sprawy.  Odchować dzieci, spłacić kredyt, odłożyć na emeryturę, wyremontować dom. A kiedy nadeszło to „później”, ludzie nie mieli już zdrowia i siły, które pozwoliłyby im na podążanie za swoim sercem. Nie musisz teraz wszystkiego rzucać, wyprowadzić się w osławione Bieszczady, a dzieci zostawić na pastwę losu. Ale zadbaj o to, aby chociaż jedno Twoje marzenie mogło zaistnieć.

  1. „Żałuję, że tak ciężko pracowałem”. Konkretnie tego, że nie miałem czasu dla mojej rodziny, bliskich, dla siebie. I znowu pojawia się argument „no tak, ale przecież jest tyle wydatków”. Prawda jest taka, że często sami sobie generujemy te wydatki kupując rzeczy, które są zbędne; dając się wkręcić w to, że każdy musi mieć swoje mieszkanie i swój samochód, nieważne jakim kosztem. Coraz więcej rzeczy wymaga coraz więcej opieki. Głównie tej finansowej. Ale także naszego czasu i zaangażowania. Możesz z czegoś zrezygnować, możesz mieć mniej i mniej wydawawać.  To kwestia wyboru.

  1. „Żałuję, że nie mówiłem o tym, co czuję”.  A najczęściej powtarzanym zdaniem było „żałuję, że zbyt rzadko mówiłem ważnym osobom, że je kocham”. Ukrywanie swoich prawdziwych uczuć. Aby kogoś nie zranić, nie być nieuprzejmym, nie wyjść przed szereg, nie ośmieszyć się. A przede wszystkim- nie odsłonić tego, co w nas prawdziwe i delikatne. Podatne na zranienie. Owszem. Ale inaczej nasze życie jest byciem w  kłamstwie, wobec siebie i innych. Oznacza to, że wielu osobom może się to nie podobać i odejdą. Ale w rezultacie zostaną w otoczeniu tylko Ci, przy których możemy być sobą. Czuć się akceptowanym i swobodnie, niezależnie od tego, czy jest to uprzejme i dobrze widziane. To piękna sprawa nie musieć uważać na to, co się czuje.

  1. „Żałuję, że nie spędzałem więcej czasu z przyjaciółmi”. Wiele osób, które tygodniami leżały samotnie, czekając na swój koniec, tęskniło za obecnością przyjaciół. Potrzebowali nie tylko pomocy, aby pozamykać formalne kwestie. Potrzebowali tego, aby ktoś potrzymał ich za rękę, kiedy będą zmierzać w stronę światła. Tylko w gonitwie dnia codziennego wielu z nich zostało zapomnianych. O przyjaźń trzeba dbać. Poświęcić jej czas i energię, niezależnie od tego, co się dzieje w naszym życiu. Bo „później” często staje się „za późno”.

  1. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie, aby być szczęśliwym”. Umierając, ludzie często dostrzegali, że szczęście było w istocie kwestią wyboru, nie okoliczności. Podkreślali, że tkwili w starych nawykach, które może nie były dobre, ale za to bezpieczne. Czasami ludzie świadomie wybierają bycie nieszczęśliwymi, ponieważ to właśnie znają. A zrobienie kroku ku zmianie wymaga odwagi i wyjścia ze strefy komfortu. To także tęsknota za zwykłą radością, śmiechem i spokojem. Tak definiowali bohaterowie książki Ware szczęście.

  Na koniec jeszcze jedna ważna refleksja 🙂 Prawie wszystkie punkty odnoszą się do relacji. Do tego, aby kogoś kochać, mieć czas i odwagę mu to powiedzieć, a później wspólnie się śmiać albo płakać- cokolwiek, co jest na ten moment prawdziwe. Tego Nam życzę 🙂

Kamila

Szczepionka na stres część III: nie martw się na zapas i zacznij żyć!

‚Martwienie się, to modlitwa o to, czego nie chcesz’. Tymi mocnymi słowami Dorenn Virtue można podsumować strategię, którą większość z nas stosuje zamartwiając się codziennie… Znam to z autopsji, ponieważ jeszcze nie tak dawno byłam w tym mistrzynią. W mojej głowie przewijały się liczne czarne wizje i lęki, poczynając od zupełnie błahych tematów (typu zdążenie do pracy) na tych całkiem poważnych kończąć (czy mój przeszywający ból kręgosłupa po operacji kiedykolwiek się skończy). Paradoksalnie, dopiero te naprawdę poważne sytuacje zmusiły mnie do zmiany strategii myślenia. Kiedy nie masz już wpływu na sytuację jedyne, co pozostaje, to wybrać spokój i akceptację 🙂 Była to długgaaa droga, zajęła mi kilka lat. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że dzięki jej przejściu żyje mi się teraz lżej i spokojniej. Nie, wiele problemów wcale nie zniknęło. Ale mam do nich inne podejście, dzięki czemu udaje mi się cieszyć każdym dniem i unikać skutków stresu, nawet gdy bywa trudno. Dlatego dziś chciałabym się z Wami podzielić kilkoma fundamentalnymi zasadami, które pomagają wyeliminować z życia autostres, jaki fundujemy sobie sami zamartwiając się na zapas.

  1. Zaakceptuj swój lęk: im bardziej się czemuś opieramy, tym mocniej to napiera. Nie uciekaj od niego, on przyszedł po to, aby Ciebie czegoś nauczyć. Tak to bywa, że to nie mili ludzie i cukierkowe sytuacje sprawiają, że wzrastamy. To te trudne lekcje sprawiają, że szukamy nowych strategii działania i zmieniamy swoje podejście. Zaprzeczając swoim emocjom tracimy energię, którą można wykorzystać na rozwiązanie problemu.
  2. Kiedy już nazwiesz problem wyobraź sobie najgorszy możliwy scenariusz i jego konsekwencje. Postaraj się przy tym myśleć realistycznie. Może się okazać, że w rzeczywistości nie byłoby aż tak źle, jak podpowiada Ci wyobraźnia. Kiedy jesteśmy w gorszym nastroju, mamy tendencję do tworzenia katastroficznych wizji, które najpewniej nie mają szans na spełnienie.
  3. Skoncentruj się na tym, nad czym masz kontrolę. Z badań psychologicznych wynika, że brak poczucia wpływu na sytuację bywa bardziej stresujący niż sam problem. Dlatego pomyśl, co możesz zmienić, aby nie stać w miejscu?  Jaka najmniejsza zmiana pomogłaby Ci na ten moment? Jeśli obiektywnie nic nie da się zmienić na zewnątrz- zadbaj o siebie. Poświęć sobie uwagę, tak aby mieć więcej sił i spokoju na chłodną ocenę i działanie.
  4. Bądż obecny. Szukaj sytuacji i zajęć, w których możesz w pełni być w tu i teraz. Może być to Twoje hobby, spotkanie z ludźmi, którzy są nam bliscy czy zabawa z dziećmi. Momenty, w których czerpiesz radość i jesteś w pełni obecny. Pamiętaj, że i zmywanie naczyń może być medytacją, o ile poświęcimy temu 100 % uwagi. Spróbuj poczuć każdym zmysłem to, co robisz: zobacz tęczę w bąbelkach z piany, kolory naczyń, poczuj temperaturę wody i zapach mydła. Bądź jak dziecko, które zatraca się w tym, co robi nawet jeśli jest to grzebanie gałęzią w kałuży. No właśnie- widzieliście kiedyś martwiące się dzieci? 😉
  5. Wyznacz sobie czas na martwienie się. Np.”martwię się moją sytuacją finansową od 8 do 9.30″. I zamartwiaj się do woli, ale umów się sam ze sobą, że poza wyznaczonym czasem wracasz do tu i teraz.
  6. Pamiętaj, że jakość naszego świata widziana jest naszymi oczyma. Jeśli spodziewamy się najgorszego, to podświadomie stwarzamy sytuacje, które działają jak samospełniająca się przepowiednia. Nie chodzi o to, aby zaprzeczać negatywnym uczuciom i „keep smilng”, kiedy jest na  trudno. Na to też jest miejsce. Ale warto spróbować zmienić swój sposób interpretacji. Zamiast ” boję się, że mi się nie uda” zapytać siebie ” a co będzie, jeśli mi się uda i będę czerpać z tego radość”? Mózg nie odróżnia tego, co w naszej wyobraźni od tego, co namacalne. Autonomiczny układ nerwowy na stresujące myśli reaguje napięciem. Na pozytywne- rozluźnieniem. Wybór wydaje się prosty, co nie? 🙂
  7. Szukaj form ruchu, które przywracają równowagę w organizmie. O roli kortyzolu i jego powiązaniu z intensywnym wysiłkiem pisałam tutaj  Oczywiście, nie moge nie wspomnieć o jodze, która idealnie spełnia te wymagania.
  8. Nie obwiniaj się, jeśli nie uda Ci się od razu pozbyć nawyku zamartwiania się. Podobno my Polacy mamy to w genach 😉 Kilka lat temu pojawiła się ciekawa kampania „Stop narzekaniu”- biale opaski na rękę miały przypominać nam o tym, żeby trzymać się jasnej strony mocy. Miej w zasięgu wzroku coś, co przypomni o trzymaniu się tego postanowienia. Nagradzaj się za wytrwanie w swoim postanowieniu.
  9. Pamiętaj, że martwienie się to nie to samo, co paraliżujący lęk i ataki paniki. Jeśli Twoje myśli uniemożliwiają Ci spokojny sen, utrudniają codzienne czynności i negatywnie rzutują na Twoje zdrowie -poszukaj pomocy psychologa lub psychoterapuety. Zaburzenia lękowe wymagają często terapii, która jest bardzo skuteczna o ile nie zwlekamy zbyt długo.
  10. Kiedy jest naprawdę ciężko- nie dorzucaj sobie. Nic nie trwa wiecznie. Nawet najgorsze momenty w naszym życiu mają swój kres i zdarzają się każdemu. A po każdej burzy wychodzi słońce 🙂 Takie są prawa Wszechświata.

Jako puentę nie mogę się powstrzymać, żeby nie przypomnieć cytatu Churchilla : „Kiedy patrzę na te wszystkie zmartwienia, pamiętam historię starca, który powiedział na łożu śmierci, że miał w swoim życiu wiele problemów, z których większość nigdy się nie wydarzyła”.

Stay calm 🙂

Namaste,

Kamila